Przeciwko udoskonalaniu człowieka

Okładka książki Przeciwko udoskonalaniu człowieka
Michael Sandel Wydawnictwo: Kurhaus filozofia, etyka
128 str. 2 godz. 8 min.
Kategoria:
filozofia, etyka
Tytuł oryginału:
The Case Against Perfection: Ethics in the Age of Genetic Engineering
Wydawnictwo:
Kurhaus
Data wydania:
2014-06-15
Data 1. wyd. pol.:
2014-06-15
Liczba stron:
128
Czas czytania
2 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788363993764
Tłumacz:
Olga Siara
Tagi:
genetyka inżynieria genetyczna etyka wiedza człowiek
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Oceny

Średnia ocen
6,9 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
458
64

Na półkach: , ,

Coraz większa akceptacja dla odmienności i brak uznawania jej za chorobę. Postęp medycyny, która zamiast leczyć, zapobiega. Wybór genów dla dziecka, tak aby posiadać dziecko o konkretnych predyspozycjach. Klonowanie? Osobiście jestem ciekawy jakby to było rozmawiać z klonem samego siebie i czy w ogóle dałbym radę się z nim dogadać, może nawet razem na Marsa polecielibyśmy?

Świat zmierza tam gdzie zmierza i raczej nikt, ani nic tego nie powstrzyma. Ludzie, którzy będą go pchali w tym kierunku zmierzając ku doskonałości na wszystkich możliwych płaszczyznach - byli, są i będą.

Rozwój technologi i nauki to postęp. Lepszy powrót do epoki kamienia łupanego, czy ciągły rozwój i wygodne życie?

Coraz większa akceptacja dla odmienności i brak uznawania jej za chorobę. Postęp medycyny, która zamiast leczyć, zapobiega. Wybór genów dla dziecka, tak aby posiadać dziecko o konkretnych predyspozycjach. Klonowanie? Osobiście jestem ciekawy jakby to było rozmawiać z klonem samego siebie i czy w ogóle dałbym radę się z nim dogadać, może nawet razem na Marsa...

więcej Pokaż mimo to

avatar
2299
640

Na półkach: ,

Dla osób, które do tej pory nie miały w rękach żadnego opracowania o problemach etycznych związanych z rozwojem biotechnologii i tzw. inżynierii genetycznej, ta niewielka książeczka może być ciekawa. Niestety jest ona nie do końca na temat a to, co istotne i najważniejsze potraktowane jest bardzo przyczynkarsko i po łebkach.
Została napisana przez filozofa, więc spodziewałbym się logicznego do bólu wykładu. Tymczasem z logiką tu nie zawsze po drodze, konkretów bardzo mało i na ogół takie, którym bliżej nadal do literatury SF niż do tego, co może nas czekać w całkiem niedalekiej przyszłości.
Przejdźmy więc do rzeczy. Podtytuł brzmi: „Etyka w czasach inżynierii genetycznej” i powinien determinować to, w jakim zakresie tekst odniesie się do tytułu głównego. Spodziewałbym się więc przede wszystkim przeglądu technik, które albo już są dostępne, albo niebawem będą, związanych z manipulacją genami i ich regulacją oraz wykorzystaniem tych technik do udoskonalania (cokolwiek by przez to rozumieć) człowieka nie tylko jako jednostki, ale jako gatunku. Fakt, że książkę w oryginale wydano w 2007 roku, a więc dość dawno biorąc pod uwagę tempo rozwoju biologii molekularnej, nie ma tu większego znaczenia, choć oczekiwałbym po polskim wydawcy (rok wydania 2014) jakiegoś sensownego merytorycznego uaktualnienie niektórych kwestii w formie choćby posłowia czy paru słów od redakcji naukowej.
Tymczasem autor poświęca bardzo dużo miejsca „udoskonalaniu” nie tylko nie związanemu z genami, ale w ogóle z genetyką. W rozdziale poświęconym eugenice przedstawia idee Galtona, ale nie mówi o tym, że sama idea udoskonalenia człowieka jako jednostki w dowolnym wieku, nie mówiąc o chęci udoskonalania przyszłych dzieci, jest równie stara jak ludzkość. W zależności od kultury i epok kanony piękna doprowadzały do powszechnej deformacji ciała. Przykładem jest tu chociażby deformowanie stóp w Chinach czy głów rosnących dzieci w rodzinach elit niektórych plemion indiańskich Ameryki Środkowej. Niezależnie, jak taki proceder wydaje się nam potworny, koncepcyjnie nie różni się to od krępowania klatki piersiowej gorsetami w XIX wieku czy obsesji powiększania piersi implantami czy pośladków choćby w Brazylii. O tym, że pomysły udoskonalenia człowieka jako gatunku doprowadzało w niedalekiej przeszłości do potwornych wypaczeń w USA czy hitlerowskich Niemczech jest ważne i należy o tym mówić, ale zestawianie najdrastyczniejszych efektów ideologii wprowadzanych w czyn przez oszołomów pospołu z możliwościami biotechnologii jest manipulacją strachem a nie rzeczową dyskusją o możliwościach i zagrożeniach. Czy ktokolwiek zaprotestował by, gdyby ogłoszono, że oto wynaleziono skuteczną metodę wyłączania czy modyfikacji genów, które mają wpływ na schizofrenię, choroby Alzheimera czy Parkinsona? Czy ktokolwiek zaprotestował by, gdyby wynaleziono sposób faktycznego leczenia cukrzycy? Bo – nie udawajmy – cukrzycy się nie leczy, w cukrzycy podaje się chemiczną protezę w postaci zastrzyków insuliny. A gdyby tak móc zastąpić terapią genową takie 20 czy 40 lat codziennych zastrzyków? Czy gdyby taki przełom był możliwy, ktokolwiek zastanawiał by się nad tym, że do sukcesu nauki wykorzystywano komórki macierzyste z zarodków, które i tak istnieją? Jak zwykle etycy i moraliści się spóźnili o całe dekady. Nie mówiąc o prawodawcach. Ideologiczni eugenicy szli po najprostszej drodze i najbardziej radykalnej – zapobiegano możliwości rozmnażania się osób o skłonnościach do ciężkich schorzeń, żeby nie przekazywali „złych” genów dalej czy wręcz do eliminowania takich jednostek. Ale czy historia idei eugenicznych jest tematem tej książki? Ano nie. Zamiast jednak taki krótki rozdział umieścić jako wstęp do rozważań, autor umieszcza dopiero w drugiej połowie. Szkoda.
Dużo miejsca poświęca autor dopingowi sportowemu. Tyle, że dopingowi… farmakologicznemu. Co to w ogóle ma wspólnego z tematem książki? Nic! Owszem, pod koniec rozdziału autor wspomina, że opracowanie metody wpływania na wydajność tkanki mięśniowej sportowców poprzez iniekcje genowe może zniszczyć dokumentnie ideę fair play, bo taki doping byłby niewykrywalny. Nie posądzał bym filozofa o brak wyobraźni, a jednak coś mu ona szwankuje. Pomijam kwestię, że autor nie podaje żadnych konkretów, więc czytelnik nie dowie się, na ile taki pomysł (a nauka roi się od różnych pomysłów) jest w ogóle realny. Pomimo szalonego postępu w biologii molekularnej, trudno na razie sobie wyobrazić selektywną, celową ingerencję w geny w konkretnych tkankach z jednoczesną minimalizacją ryzyka, że to dobrze skończy się dla pacjenta. Zdecydowana większość cech organizmu to nie jest kwestia pojedynczego genu, a jeśli nawet, to rzadko sterowanie takim genem polega na prostym, zerojedynkowym przełączniku. Szkoda, ze autor nie dostrzega znacznie większego niebezpieczeństwa. Gdyby taka „terapia” udoskonalania choćby czasowego konkretnej osoby była w pełni możliwa, zanim stosowali by ją sportowcy, w pierwszej kolejności wykorzystali by ją politycy do turbodoładowana żołnierzy. Niewiele się o tym mówi, ale na farmakologicznym dopingu, i to narkotykami a nie podwójnym espresso, byli liczni piloci bombowców w czasie II wojny światowej obu walczących stron. Owszem, doping chemiczny działa poprzez modyfikacje metabolizmu tkanek a tym samym poprzez oddziaływanie na nasze geny, ale jakoś nie słyszę specjalnych biadoleń etyków nad faktem, że „mięśniaki” na siłowni szprycujący się sterydami udoskonalają swoje ciała, ale nie koniecznie swoje zdrowie - z płodnością włącznie.
Najistotniejszym i właściwym tematem książki jest kwestia wpływania na pule genetyczną człowieka poprzez genetyczne manipulacje na komórkach zarodka czy selekcję gamet czy zarodków w zależności od ich profilu genetycznego. Nie widzę tu jednak specjalnego problemu do dyskusji. Od prawodawców zależy, co jest i czy będzie dozwolone. Kwestią jest, żeby społeczny konsensus w tego typu kwestiach był zawarty odpowiednio wcześnie a nie kilkanaście czy kilkadziesiąt lat po upowszechnieniu pewnych technik, kiedy prawodawcy budzą się z ręką w nocniku, jak – nie przymierzając - polskie „elity”. Książka „Dzieci z probówki” Petera Singera w Polsce ukazała się w 1988 roku. Wystarczyło przeczytać i zacząć się zastanawiać odpowiednio wcześnie. Dylematy Singera w sporej mierze wtedy jeszcze teoretyczne od dawna stały się dylematami praktycznymi, ale nie koniecznie powszechnymi. Co prawda dotyczyły sztucznej prokreacji a nie do końca ulepszania genetycznego, ale Sander i o tym pisze. I wydaje mi się że zdecydowanie na wyrost. Owszem, poznanie genomu zarodka na wczesnym etapie rozwoju może skutkować eliminacją tegoż. Ale tego nie da się uniknąć w skali globalnej. Lokalnie prawodawstwo może w ogóle zabronić tego typu badań, ale nie da się wprowadzić zakazu globalnego. Wcześniej czy później bogaci będą chcieli chociaż mieć pewność, że ich dziecko nie będzie miało ciężkich schorzeń we wczesnym wieku. Czy badanie prenatalne na tak wczesnym etapie rozwoju zarodka które umożliwiło by wczesne usunięcie defektu genetycznego uznali byśmy za niemoralne? Tej tematyki autor już nie rozwija. A szkoda, zwłaszcza, że eliminowanie nawet nie zarodków a po prostu dzieci o gorszej konstytucji zdrowotnej, czyli genetycznej jest równie stare jak chęć udoskonalenia człowieka. Wystarczy choćby wspomnieć brutalne i drastyczne zwyczaje w starożytnej Sparcie. Najprościej jednak postraszyć inżynierią genetyczną przedstawiając czarne scenariusze, jak to masowo i powszechnie przyszli rodzice konstruują sobie potomka jak domki z klocków lego, a jak ma „słaby” zestaw genów to do śmieci. Ma mieć niebieskie oczy, długie nogi, blond włosy i mieć talent muzyczny. To nadal jest i jeszcze dłuuuugo będzie tylko tematyką powieści SF. Patologie będą istniały zawsze, kwestią jest, żeby nie stały się normą. Ale prawo powinno być efektem działania rozsądku a nie strachu przed wydumanym czarnym scenariuszem.
Wydaje mi się też, że autor nie do końca ma pojęcie o biologii i genetyce. Każdy z rodziców chciałby mieć piękne, utalentowane i zdrowe dzieci, najlepiej poczęte metodą klasyczną. Sugerowanie jednak, że owi rodzice będą gotowi na potęgę manipulować ich statusem genetycznym to futurystyczna bajka. Geny nie działają samoistnie. To, co powstanie z połączenia plemnika i jaja to efekt nieustannego tańca genów i ich interakcji ze środowiskiem rozumianym bardzo szeroko, od chemii i fizjologii macicy, w której zarodek się rozwija, po fizykochemiczne i społeczne środowisko, w którym dziecko potem żyje. Banialuki (a może powiedzieć wprost – głupoty i dyrdymały) o tym, że można sobie zaprojektować dziecko, żeby zostało muzykiem, najlepiej pianistą, to mrzonki dopuszczalne dla wizjonerów 50 lat temu, kiedy dopiero co poznawano kod genetyczny. Nasz status genetyczny może determinować pewne predyspozycje ogólne, tendencję, zwiększać czy zmniejszać prawdopodobieństwo zachorowania na pewne dolegliwości, ale to, co z naszymi genami zrobimy, niezależnie, czy odziedziczonymi, czy zestawionymi z genetycznego lego, będzie zależało od nas samych i naszego społecznego środowiska. Jeśli filozof piszący książki w XXI wieku nadal tego nie rozumie, powinien darować sobie pisanie na ten temat. A poza tym, czy dziecko ze zmienionymi pod linijkę genami powiedzmy w 50 procentach nadal będzie biologicznie naszym dzieckiem? Czy może już dzieckiem sąsiada? ;-)
Problemem etycznym związanym z genetyką (ale nie koniecznie z udoskonalaniem człowieka), który autor porusza, jest fakt, że znajomość cech genetycznych jednostki może doprowadzać do jej dyskryminacji na rynku pracy, w ubezpieczeniach etc. A to akurat jest prawda, chociaż znowu autor czarno wszystko widzi i nie dostrzega, że taka „dyskryminacja” trwa od wielu, wielu lat. Na wielu stanowiskach pracy i w wielu zawodach wymagane są konkretne umiejętności i predyspozycje. A to przecież jest nic innego, jak selekcja ludzi pod względem genetycznym! Oczywiście powinno być karalne, jeśli pracodawca dyskryminuje kogoś ze względu na rasę, kolor oczu czy włosów, ale trudno godzić się na to, żeby osoba, u której wykryto padaczkę albo daltonizm aspirowała do bycia pilotem pasażerskim. Jakimkolwiek pilotem. A czyż firmy ubezpieczeniowe nie selekcjonują ludzi przy udzielaniu pewnych polis? Ależ oczywiście, że to robią i jest to jak najbardziej usprawiedliwione. Gdyby firma wystawiała polisę ludziom ze zdiagnozowanym rakiem bez żadnych wyłączeń, szybko poszła by z torbami. Każdy ubezpieczyciel przeprowadza z klientem wywiad zdrowotny, pytając się również o pewne schorzenia w rodzinie. Ergo – pyta się właśnie o status genetyczny! Przy schorzeniach o wysokim ryzyku zdrowotnym czy przy ryzykownych zachowaniach i zawodach o wysokiej wypadkowości albo składka jest odpowiednio większa, albo można w ogóle nie dostać ubezpieczenia. W USA już w tej chwili nie trzeba mieć wskazań lekarskich, żeby móc sobie wykonać pewne testy genetyczne na obecność markerów zagrażających poważnie zdrowiu. I wcześniej czy później, w zależności od rodzaju i wysokości ubezpieczenia ubezpieczyciel będzie wymagał takich badań. Choć będzie to etycznie kontrowersyjne, to jednak nie dziwi. Faktycznym problemem etycznym może być dyskryminacja już na poziomie wychowania dzieci, kiedy warunkiem przyjęcia do dobrej szkoły może być nie tylko bariera finansowa, ale i bariera określonego statusu genetycznego. Nie ma to jednak specjalnie dużo wspólnego z tematem, jaki sugeruje tytuł książki.
Podsumowując ten tasiemcowy wywód – dość na rynku ciekawszych książek o bioetyce.

Dla osób, które do tej pory nie miały w rękach żadnego opracowania o problemach etycznych związanych z rozwojem biotechnologii i tzw. inżynierii genetycznej, ta niewielka książeczka może być ciekawa. Niestety jest ona nie do końca na temat a to, co istotne i najważniejsze potraktowane jest bardzo przyczynkarsko i po łebkach.
Została napisana przez filozofa, więc...

więcej Pokaż mimo to

avatar
169
2

Na półkach: , , , ,

Nic ciekawego. Opinia człowieka który jest niewątpliwie inteligentny i spędził sporo czasu na rozważaniu tego tematu, jednak niewiele z tego wynika. Cała książka jest bardzo wyważona, w takim temacie nie można jednoznaczenie odpowiedzieć tak lub nie. Podaje sporo przykładów modyfikacji człowieka które według mnie były najciekawszymi fragmentami.

Całą książkę mogę streścić zdaniem: raczej nie powinniśmy udoskonalać człowieka, ale czasami można.

Nic ciekawego. Opinia człowieka który jest niewątpliwie inteligentny i spędził sporo czasu na rozważaniu tego tematu, jednak niewiele z tego wynika. Cała książka jest bardzo wyważona, w takim temacie nie można jednoznaczenie odpowiedzieć tak lub nie. Podaje sporo przykładów modyfikacji człowieka które według mnie były najciekawszymi fragmentami.

Całą książkę mogę streścić...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
644
487

Na półkach: , , , ,

Podtytuł książki sugeruje, że rzecz będzie o etycznych dylematach pojawiających się przy okazji postępu w genetyce. I juz pierwszy przykład wbił mnie w fotel: para głuchoniemych lesbijek starająca się o dziecko metodą in vitro zabiegała o geny odpowiedzialne za tę niepełnosprawność, którą one uznawały jedynie za jedną z cech człowieka wyróżniającą akurat je dwie. Zmroziło mnie, bo nie potrafiłam sobie wyobrazić świadomego sprowadzania na świat chorego (w moim rozumieniu) dziecka. Ale autor nie ogranicza się do pytań o granice ingerencji genetycznej, klonowanie, badania nad komórkami macierzystymi pobieranymi z embrionów ludzkich. To jedna część rozważań.
Druga, dla mnie nawet ciekawsza, bo nieuświadamiana, dotyczyła pozagenetycznych metod udoskonalania ludzi - sportowców, muzyków, a przede wszystkim dzieci. Przytacza przykłady rodziców, którzy w dobrej wierze podają dzieciom hormon wzrostu, chociaż nie ma ku temu podstaw medycznych. Znam ten problem, sama jestem niska i mam niskie dzieci. A Sandel pyta: czy chcemy żyć w społeczeństwie, w którym rodzice czują się zmuszeni wydać fortunę, by ich zdrowe dzieci były o kilka cali wyższe? Wolałabym żyć w świecie, który nie wywiera takiej presji. Albo baseboliści, którzy faszerują się prochami, żeby być szybsi i bardziej wytrzmali, żeby widowisko było bardziej spektakularne. Gdzieś w tym pędzie ku doskonałości wiele aspektów życia uległo wy-naturzeniu.
Ta książka zadaje mnóstwo pytań, nie demonizuje postępu w genetyce ale nie bagatelizuje jego konsekwencji. Trzeba o nich rzeczowo rozmawiać, stawiac granice i wyznaczać jasne ramy, żeby nie stracić poczucia, że życie jest darem i nie wszystko powinno być do kupienia.

Podtytuł książki sugeruje, że rzecz będzie o etycznych dylematach pojawiających się przy okazji postępu w genetyce. I juz pierwszy przykład wbił mnie w fotel: para głuchoniemych lesbijek starająca się o dziecko metodą in vitro zabiegała o geny odpowiedzialne za tę niepełnosprawność, którą one uznawały jedynie za jedną z cech człowieka wyróżniającą akurat je dwie. Zmroziło...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1657
1358

Na półkach: , , ,

Znany filozof i etyk napisał książkę o filozoficznych i moralnych implikacjach niebywałego rozwoju inżynierii genetycznej w ostatnich latach. Sandel twierdzi, że olbrzymi postęp w tej dziedzinie winien być traktowany niezwykle ostrożnie, może bowiem podkopać moralne podstawy naszej cywilizacji. Wymowa książki jest dla mnie pesymistyczna: trudno będzie powstrzymać ludzi przed stosowaniem modyfikacji genetycznych; skutki tych praktyk są trudne do określenia. Mimo, że książka została wydana w 2007r., niewiele się zestarzała.

Jak zwykle Sandel imponuje precyzją i jasnością tak określając tematykę książki: „Współczesny przełom w genetyce niesie ze sobą zarówno obietnicę, jak i niebezpieczeństwo. Obietnica polega na tym, że wkrótce będziemy mogli leczyć wiele poważnych chorób i zapobiegać ich wystąpieniu. Niebezpieczeństwo wynika z tego, iż nowo zdobyta wiedza genetyczna może nam również pozwolić poprawiać naturę, po to, aby wzmocnić nasze mięśnie, ulepszyć pamięć i nastrój; żeby wybrać płeć, wzrost i inne cechy genetyczne naszych dzieci; żeby zwiększyć naszą sprawność fizyczną i umysłową” Sandel pyta jakie będą skutki moralne czy cywilizacyjne takich praktyk.

Zaczyna Sandel od paru przykładów: pisze np. o mieszkance Teksasu która około 2005r., po stracie ukochanego kota, wysłała do kalifornijskiej firmy oferującej usługę klonowania kotów próbkę materiału genetycznego swego ulubieńca i zapłaciła 50 tysięcy dolarów. Kilka miesięcy później otrzymała małego kotka, genetycznego bliźniaka swojego pupila. Od tego czasu cena klonowania kota znacznie spadła. Pamiętajmy, że pisane to było w 2007r. Od razu nasuwa się pytanie: a kiedy człowiek? Jaka będzie cena?

W rozdziale o genetycznych sportowcach powtarza Sandel znane argumenty przeciwko dopingowi w sporcie, ale nie pisze o tym, że pewne sporty (podnoszenie ciężarów, sprinty) zagrożone są obumarciem z powodu afer dopingowych. Zatem walka z dopingiem jest trudna, jeśli nie przegrana. A nadchodzi doping genetyczny (może już nadszedł?), który będzie dużo trudniejszy do wykrycia. Przykład dopingu w sporcie pokazuje, że dla zysku i sławy ludzie nie cofną przed modyfikacjami genetycznymi, tak jak nie cofają się przed metodami dopingowymi obecnie.

W b.ciekawym rozdziale o modyfikowaniu dzieci z wykorzystaniem inżynierii genetycznej Sandel zauważa że modyfikacje genetyczne przypominają stresogenne praktyki wychowawcze nadopiekuńczych rodziców. Tacy rodzice marząc o karierze artystycznej czy sportowej swoich pociech, zamieniają ich dzieciństwo w koszmar, ale niektórym się udaje, chociażby ojcu sióstr Williams. Oczywiście, jeśli nadambitni rodzice będą mieli możliwość modyfikacji genetycznej swoich dzieci, z pewnością z niej skorzystają. Tutaj też jestem pesymistą.

Sandel pisze dalej: „W społeczeństwie, które ceni władzę i kontrolę, rodzicielstwo jest prawdziwą lekcją pokory. Fakt, że kochamy swoje dzieci całym sercem, ale nie możemy zadecydować o tym, jakie będą, uczy rodziców otwartości na nieproszone. Taka otwartość jest czymś, co warto rozwijać nie tylko w obrębie rodzin, lecz także w większych społecznościach. Pomaga nam znosić niespodziewane zdarzenia, żyć z dysonansem między naszymi pragnieniami a rzeczywistością, opanować potrzebę kontroli.”. Wszystko prawda, ale jeśli pojawi się możliwość kontroli genetycznej, jestem przekonany że wielu rodziców z niej skorzysta.

Mimo swojej pesymistycznej wymowy, książka stawia wiele ważnych pytań i skłania do zadumy, do polemiki z autorem, to bardzo inspirująca lektura.

Znany filozof i etyk napisał książkę o filozoficznych i moralnych implikacjach niebywałego rozwoju inżynierii genetycznej w ostatnich latach. Sandel twierdzi, że olbrzymi postęp w tej dziedzinie winien być traktowany niezwykle ostrożnie, może bowiem podkopać moralne podstawy naszej cywilizacji. Wymowa książki jest dla mnie pesymistyczna: trudno będzie powstrzymać ludzi...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Michael Sandel Przeciwko udoskonalaniu człowieka Zobacz więcej
Michael Sandel Przeciwko udoskonalaniu człowieka Zobacz więcej
Michael Sandel Przeciwko udoskonalaniu człowieka Zobacz więcej
Więcej
zgłoś błąd