Czytamy w weekend

LubimyCzytać
20.01.2017

Styczeń powoli zbliża się do końca. I pomimo tego, że dni stają się coraz dłuższe, to aura nie sprzyja spacerom. Za oknem mróz, brudny śnieg i smog. Najlepiej więc zostać w weekend w domu i czytać książki. Co prawda niektóre książki również opisują nieciekawy świat i paskudne zjawiska atmosferyczne, ale w każdej chwili można je zmienić na coś bardziej sprzyjającego, a pogody za oknem tak łatwo zmienić się nie da. Niestety.

Czuję się rozproszona tym początkiem 2017 roku. Zbliża się koniec stycznia, a ja równocześnie czytam dwie książki i ani jednej z nich jeszcze nie skończyłam. Co więcej, w weekend zacznę czytać trzecią, bo właśnie trafiła na mój czytnik. Pułapki myślenia to pozycja, która już kilkakrotnie przewijała się przez moje czytelnicze plany – kiedyś polecał mi ją znajomy, przeczytałam bardzo pochlebne recenzje w LC, później o niej zapomniałam, aż znowu zauważyłam ją w zestawieniu książek polecanych przez Baracka Obamę. Do tego należy dodać kolejną przyjacielską rekomendację i teraz już nie wypada mi dalej ociągać się z lekturą. Jakie ma znaczenie dla naszych biznesowych strategii fakt, że przejawiamy niechęć do ponoszenia strat i nadmierną pewność siebie? Dlaczego tak trudno przewidzieć, co zapewni nam szczęście w przyszłości? Skąd się biorą trudności w obiektywnej ocenie ryzyka w pracy i codziennym życiu? Jakie błędy myślowe wpływają na nasze decyzje, gdy inwestujemy na giełdzie albo planujemy wakacje? Tak, zadaję sobie pytania umieszczone w opisie książki. A dodatkowo przyznam, że bardzo często ufam intuicji, zarówno w życiu prywatnym i zawodowym. Ciekawe czy lektura pozwoli mi to zweryfikować. Chętnych do przejrzenia mojej biblitoteczki zapraszam tutaj.

Praca w branży książkowej jest najlepsza na świecie. Zwłaszcza dla takiego biblio-fioła jak ja. Jedną z jej zalet jest to, że od czasu do czasu dostajemy do przeczytania książki przed ich oficjalną premierą. Jedna z nich wylądowała niespodziewanie na moim biurku wczoraj. Za sekundę wrócę do tego wątku.

Nie jestem szczególnym fanem mrozów. Nie doskwierają mi boleśnie, ale gdy trwają zbyt długo, coraz częściej uciekam myślami do cieplejszych miejsc. Zwłaszcza po dzisiejszym ranku, kiedy było tak ślisko, że do pracy bardziej sunąłem niż szedłem. Dlatego gdy redaktor naczelna po raz kolejny (nomen omen) zmroziła nam krew w żyłach pytaniem: „kto czyta w weekend?!”, spojrzałem na nasz nowy nabytek i pomyślałem, cholera, co mi szkodzi? Dlatego przeczytam Sezon na ptaszka Włocha, Andrei Vitaliego. Przyznaję się bez bicia (niech obecni na sali italofile nie ciskają we mnie kamieniami) lecz nigdy w życiu nie słyszałem ani o tej książce, ani o jej autorze. No ale proszę Was, jakże cudownie dwuznaczny jest jej tytuł! Od razu mnie zainteresował. Do tego intrygująca okładka, sprośny humor i akcja osadzona na brzegach jeziora Como. Przyda mi się taka odskocznia. Tej decyzji towarzyszy lekkie poczucie winy. Moja „nocna szafka wstydu”, na którą odkładam książki ze szczytu listy „do natychmiastowego przeczytania” ugina się pod ciężarem ciągle dokładanych tomiszczy. Zwłaszcza ostatnie święta zasiliły ją w tytuły, na które miałem ochotę od dłuższego czasu. Trudno. Poczekają jeszcze trochę. Życie jest zbyt krótkie, żeby odmawiać sobie drobnych, spontanicznych przyjemności.

Co roku obiecuję sama sobie, że zmienię nawyki czytelnicze i prozę gatunkową będę przeplatać z jakimiś reportażami, albo poezją, albo literaturą piękną polecaną przez pozostałe osoby z redakcji. Ale na obiecankach się kończy. Jestem hedonistką - lubię czytać to, co sprawia mi radość i przyjemność - parafrazując Mateusza, życie jest zbyt krótkie, aby odmawiać sobie przyjemności. Dlatego w ten weekend zamiast kończyć Złodziejkę, która co prawda mi się podoba, ale momentami irytuje, wrócę na Świat Dysku. Przede mną Trzy wiedźmy! Mamy więc ducha zamordowanego króla włóczącego się po zamku, mamy jego synka, którego szukają źli ludzie, mamy zaginioną koronę, która jest potrzebna jako symbol władzy, no i mamy trzy wiedźmy z Babcią Weatherwax na czele, a do tego jeszcze trupę teatralną i cytaty z Szekspira. Czego chcieć więcej w ten weekend? Może karafkę grzanego wina i ogień płonący na kominku... 

Szok i niedowierzanie – studia nie są bez sensu. Musiałam skapitulować, kiedy zdałam sobie sprawę, że gdyby nie one, byłabym uboższa o dosyć istotne dla mnie lektury i świadomość językową. Po jednym z ostatnich artykułów z serii „Dobrze wyjść z pisarzem” powzięłam postanowienie, że powrócę do jednej z autorek w okolicznościach mniej akademickich. W poniedziałek, w rocznicę urodzin Susan Sontag, otrzymałam przesyłkę z jej esejami Choroba jako metafora.

Język jest dla mnie (myślę, że dla większości czytelników) ciekawym narzędziem. Za każdym słowem kryje się nie tylko pula znaczeń, ale i emocjonalne nacechowanie. W Internecie jednym z popularniejszych określeń treści (lub ich autora), wywołujących zażenowanie u odbiorcy jest „rak” lub „nowotwór”. Na portalach od dawna przewijają się anglojęzyczne memy, że ktoś po zobaczeniu jakiegoś obrazka lub filmu „zachorował na raka”. Konotacje tego słowa sprawiają, że na sam jego dźwięk czuję dyskomfort. Jakie jest ich źródło? Dlaczego politycy tak chętnie sięgają po porównania do chorób? Susan Sontag odwołując się do źródeł naukowych i utworów literackich rekonstruuje mitologię gruźlicy i nowotworu. Tę książkę z pewnością będę czytać uzbrojona w ołówek do notowania na marginesach.

A Wy jak spędzacie weekend?

Reklama

komentarze [153]

Sortuj:
128
10
23.01.2017 14:51

A ja czytałam piętno von Becków.


128
10
23.01.2017 14:50

A ja czytałam piętno von Becków.


128
10
23.01.2017 14:50

A ja czytałam piętno von Becków.


1849
3
22.01.2017 21:42

Bardzo powoli:
 Opowieść o miłości i mroku


1950
1284
22.01.2017 15:21

 Hiszpańskie opowieści Hiszpańskie opowieści


3048
121
22.01.2017 12:47

Ja czytam  Wieje szarkijja. Beduini z pustyni Negew Wieje szarkijja. Beduini z pustyni Negew :)


517
216
22.01.2017 11:47

Jak znajdę czas, to poczytam sobie w końcu wyczekiwane  Rywalki :D


173
0
22.01.2017 09:40

 Białe. Zimna wyspa Spitsbergen Białe. Zimna wyspa Spitsbergen
Skończyłam wczoraj, a dziś dalej męczę:
 Shantaram Shantaram


1047
86
22.01.2017 00:40

 Zjawa Zjawa


395
72
22.01.2017 00:39

 Zaginięcie Zaginięcie - wprawdzie miała być lektura, ale kryminał taki ciekawy :)


zgłoś błąd