Pisanie to najlepsza forma spędzania wolnego czasu, jaką znam. Remigiusz Mróz o „Osiedlu RZNiW“

Adam Jastrzębowski
27.07.2020

Najnowsza powieść Remigiusza Mroza utrzymana jest w klimacie hip-hopu i blokowisk. Z popularnym polskim pisarzem rozmawiamy o młodości na opolskim osiedlu, wspólnym kodzie kulturowym dla wszystkich mieszkających na początku lat dwutysięcznych na wielkomiejskich osiedlach i o tym, dlaczego na pomysł kiełkujący od 2012 roku musieliśmy czekać aż 8 lat. Zapraszamy!

Pisanie to najlepsza forma spędzania wolnego czasu, jaką znam. Remigiusz Mróz o „Osiedlu RZNiW“

Remigiusz Mróz Osiedle RZNiW[OPIS WYDAWCY] Wczesne lata dwutysięczne. Blokowisko na osiedlu RZNiW żyje w rytmie rapu, oddycha dymem z jointów i nie toleruje obcych. Na dwunastym piętrze jednego z bloków mieszka Deso – wychowujący się bez rodziców chłopak, który na co dzień musi zmagać się z życiem w skrajnej nędzy.

Pewnej nocy otrzymuje esemesa z nieznanego numeru. Nadawca pisze: „Boję się. Chyba ktoś za mną idzie”. Deso po chwili oddzwania, ale w słuchawce słyszy jedynie trzaski. Nazajutrz okazuje się, że zaginęła dziewczyna z jego klasy. Chłopak nie wie, dlaczego próbowała skontaktować się akurat z nim, ale uznaje to za nieprzypadkowe i zaczyna szukać zaginionej.
 

„Osiedle RZNiW”  to nie tylko fascynująca historia kryminalna, ale także świeże spojrzenie na hip-hopową subkulturę przełomu wieków i wciąż obecny problem ubóstwa w Polsce.  
 

„Wciągająca fabuła i absolutnie zaskakujące zakończenie, na które nikt nie jest gotowy. Autor zgrabnie wplótł pomiędzy wątek kryminalny rapowy klimat – stworzył całą tracklistę popularnych w tamtych czasach polskich numerów.

Załóżcie czapki, bo Mróz nadchodzi na osiedla!”

–  Onar

Adam Jastrzębowski: Remigiusz Mróz zaskakuje i tym razem przenosi czytelników do świata hip-hopowych bitów wybrzmiewających na blokowisku. Czy playlista głównego bohatera „Osiedla RZNiW”, Desa to również playlista Remigiusza Mroza? Przecież pan słucha metalu…

Remigiusz Mróz: Nie tylko, choć na wszelakich playlistach rzeczywiście królują u mnie rock i metal. W liceum jednak na tapecie byli dokładnie ci wykonawcy, których kawałki rozbrzmiewają w słuchawkach Desa. Cały ten soundtrack powstał więc z pamięci – numerów byłoby nieco więcej, gdyby nie to, że przyjąłem sobie pewną, niesprecyzowaną w książce, cezurę czasową. Można więc na tej podstawie ustalić, w którym konkretnie roku rozgrywa się akcja – ale nie sposób zidentyfikować miejsca, bo zależało mi na tym, by osadzić ją w fikcyjnym mieście. Wyszedłem z założenia, że każde miało swoje osiedle RZNiW.

Reklama

Czy mieszkał pan na blokowisku podobnym do opisanego w książce? Jak wyglądało codzienne życie na opolskich osiedlach na początku lat dwutysięcznych? Słuchaliście Paktofoniki, Slums Attack czy O.S.T.Ra? Czytaliście „Ślizg” i komiksy z Jeżem Jerzym? Siedzieliście na betonowym boisku do kosza gadając głupoty, a na przerwach szkolnych paliliście fajki za garażami? Staraliście się układać swoje rymy niczym książkowe Stalagbity?

Pierwsze lata życia spędziłem na dwóch dużych opolskich blokowiskach po prawej stronie Odry, Malince i ZWM-ie, a w podstawówce przeniosłem się do śródmieścia – i to głównie tam szlifowałem bruki, szukałem dobrych miejscówek do picia piwa i zdzierałem kolana na betonowych boiskach. Ale Opole to małe miasto, więc często po prostu szło się na któreś z osiedli i robiło mniej więcej to samo – warunek był taki, jak wszędzie indziej, czyli trzeba było kogoś znać. Jeśli chodzi o muzyczną stronę, to kiedy polski hip-hop stawiał pierwsze kroki, do nas docierał głównie z Katowic – nieustannie więc gadało się o K44, a potem o Paktofonice, może nieco rzadziej o Moleście. A swoje rymy… może lepiej nie poruszajmy tego tematu.

„Odpowiadam za zbrodnię z artykułu sto czterdziestego ósmego Kodeksu karnego. Paragraf drugi, punkt drugi – zabójstwo w związku z rozbojem. Niedawno stuknęło mi siedemnaście wiosen, ale to nie ma znaczenia, bo prawo karne traktuje mnie jak dorosłego. A więc za to, co zrobiłem, dowalą mi minimum dwanaście lat. Maksymalnie dożywocie. Ile dostanę? Zero. Odejdę wolny, mimo że jestem winny” – Remigiusz Mróz, „Osiedle RZNiW”

Gdy czytałem „Osiedle RZNiW” miałem wrażenie, że równie ważne co opowiedzenie historii było dla pana odmalowanie tła polskiego blokowiska. Bujanie się czasem bez celu po osiedlowych uliczkach, przemykanie pomiędzy blokami betonowej dżungli, za duże bluzy z kapturem, dziwne miejsca zaanektowane przez pana bohaterów na ich melino-garaże, osiedlowa górka, obecna chyba na każdym PRL-owskim blokowisku... Chciał pan udać się w nostalgiczną podróż?

Pewnie, to był dla mnie niewątpliwy urok tej książki. Zazwyczaj jest tak, że zanim się do którejś wezmę, przez kilka dni chodzę i obracam ten pomysł w głowie. Zastanawiam się, czy warto, czy będzie to ciekawa podróż, a w końcu czy dostarczy mi tyle frajdy, żebym mógł przykuć się do klawiatury i wymeldować ze świata. W tym wypadku właśnie ten wymiar nostalgiczny był tak kuszący – podpiąłem bowiem moje stare dyski do przejściówek i zacząłem przeglądać wszystko, co się na nich znajdowało. Jestem typem chomikującym, więc było tego całkiem sporo – stare logi z IRC-a, muzyka z tamtych czasów, a przede wszystkim zdjęcia. Odświeżyłem sobie zarówno słownictwo, jak i wspomnienia – i dzięki temu pisało się to naprawdę nieźle.

Remigiusz Mróz

Gdzie szukać tropów do odczytywania „Osiedla RZNiW”? Co powinno być „lekturą obowiązkową”, wstępem do czytania pana powieści? Oczywiście, oprócz innych książek z uniwersum RMU, których bohaterowie i charakterystyczne miejsca przewijają się w tle. Ja wyłapałem cytaty z Kalibra 44 i Paktofoniki, a szkolna otoczka książki przywodzi na myśl tę z powieści Edmunda Niziurskiego.

Wydaje mi się, że można wejść w tę powieść z biegu – dla młodszego czytelnika to właściwie dość naturalne środowisko, nawet pomimo lat, które upłynęły. Starszy szybko przypomni sobie tamte czasy – a jeśli potrzebuje bodźca, zawsze może sprawdzić playlistę pod adresem remigiuszmroz.pl/deso. Jeden teledysk pewnie wystarczy, by w pamięci rozbłysły wspomnienia.

W pana najnowszej książce jest dużo przemocy, zarówno tej słownej, jak i fizycznej. Czy tak to wtedy wyglądało? Nie potrafiliśmy rozmawiać bez wzajemnych docinków, a dłonie nam się tak chętnie zaciskały w pięści?

Patrząc na to, jak obecnie wygląda debata publiczna, powiedziałbym, że wtedy byliśmy bardzo cywilizowanym narodem. Może pięści rzeczywiście szły w ruch nieco szybciej niż teraz, ale przynajmniej znaliśmy powód, dla którego to się dzieje. Teraz jesteśmy jak dwa zwalczające się plemiona, które nie wiedzą nawet, o co tak naprawdę poszło.

„– Jakoś nie wyglądasz mi na dziewczynę lubiącą hip-hop.

– Z pozorów nikt jeszcze nie ułożył prawdziwego obrazu człowieka”. – Remigiusz Mróz, „Osiedle RZNiW”

Co grzeczne dziewczynki widzą w bad boyach? Co jest pociągającego w takim mezaliansie?

Jako osobie nigdy niebędącej grzeczną dziewczynką, trudno mi się wypowiadać w ich imieniu.

Reklama

A czy istnieje jakiś jeden wspólny kod kulturowy dla (dzisiaj już dorosłych…) ludzi mieszkających na początku lat dwutysięcznych na wielkomiejskich osiedlach? Deso i Wika świetnie się dogadują, a pochodzą, przynajmniej teoretycznie, z dwóch innych światów.

Wydaje mi się, że tak. To był przecież czas, kiedy wchodziliśmy w nowy wiek, w nowy świat – nie byliśmy już tym odbudowującym się po chudych latach komuny krajem. Otwieraliśmy się na Zachód, wracaliśmy do tego kręgu kulturowego i wszyscy czuliśmy, że będzie tylko lepiej. Tymczasem okazało się, że perspektywy nie są tak piękne, jak nam to obiecywano – rozwarstwienie społeczne rosło, zamiast maleć. Rynek pracy nie poukładał się tak, jak powinien. Mam wrażenie, że właśnie w tym czasie zaczęliśmy weryfikować to, co się nie udało w latach po transformacji. Niedługo potem weszliśmy do Unii, dostaliśmy gigantyczny zastrzyk środków europejskich – i chyba dopiero wtedy weszliśmy na tę właściwą drogę.

Podczas lektury dotknęła mnie jeszcze jedna rzecz: wśród bohaterów pana książki nie ma prawdziwej przyjaźni. Każdy ma przed każdym tajemnice, nawet ci, którzy trzymają się ze sobą. Jedyna szczera relacja, to ta Desa z Sojózem, która nie skończyła się dobrze.

Ciekawe, nie myślałem o tym w ten sposób. Ale może rzeczywiście na tym etapie życia przyjaźń jest wystawiona na najwięcej prób? Mamy tu wszak świat nastolatków i serię zdarzeń, które wykraczają poza normę i ich typowe problemy. Ostatecznie wydaje mi się, że mogło być gorzej – potrafię wyobrazić sobie, że dziewczyny z Hordy stosują ostracyzm wobec Żaby za zmianę priorytetów, a Pinky odwraca się od Desa. Z mojego punktu widzenia zresztą najważniejsze było zogniskowanie historii na dwójce bohaterów – miałem nadzieję, że powstanie między nimi naprawdę solidna relacja. I chyba tak się stało.

W co wierzą pana bohaterowie? Chcą się wyrwać z miasta? Zrobić karierę? Wyprowadzić się z osiedla RZNiW? Czy to samo popycha do życia zarówno Wikę jak i Desa i Pinky’ego, a nawet nauczycielkę Ewelinę?

Kierują nimi różne motywacje, ale wydaje mi się, że mają one pewien punkt styczny – pragnienie, by osiedle nie zebrało żniw w postaci ich perspektyw życiowych. Uciekają przed tym na różne sposoby i właściwie każde z nich ma inny pomysł na to, jak wyrwać się z tego zamkniętego kręgu. To też motor fabularny – w końcu wszystkie decyzje, jakie podejmuje Deso, są podyktowane właśnie chęcią ucieczki.

Kto powinien sfilmować „Osiedle RZNiW”? Sylwester Latkowski już nakręcił „Blokersów”, a Leszek Dawid „Jestem Bogiem”.

Mam nieco związane ręce, jeśli chodzi o odpowiedź, bo gdyby nie pandemia, pewnie już mielibyśmy i obsadę, i reżysera. Koronapsikus zebrał jednak żniwa także w tym względzie i projekt ekranizacji został odłożony na nieokreśloną przyszłość.

Napisał pan w posłowiu, że pomysł na tę książkę zaczął kiełkować w 2012 roku. Na efekt końcowy czekaliśmy aż do roku 2020. Co się w panu zmieniło w trakcie tych ośmiu lat, że udało się postawić końcową kropkę?

We mnie całkiem sporo, a w pomyśle jeszcze więcej. Na początku powieść miała rozgrywać się w środowisku neonazistów, a Desa miał wychowywać dziadek – powstaniec. Potem ewoluowała w kierunku kibiców i walk ulicznych, a nawet pewnego moralitetu. Przeszło mi też przez głowę, że to będzie w gruncie rzeczy powieść polityczna – Deso zostanie zatwardziałym konserwatystą lub liberałem, a Sojóz jego lustrzanym odbiciem. Parę lat temu wiedziałem już, że książka będzie o hip-hopie i planowałem jedną linię narracyjną prowadzić z pomocą przesadnie wysublimowanej polszczyzny, a drugą ulicznym slangiem. Podobny proces zachodzi też przy innych książkach – zanim siądę do pisania, zmieniają się, ewoluują i krzepną gdzieś z tyłu głowy. I to one wybierają moment, kiedy mam zabrać się do roboty.

„Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, jak niewiele potrzeba, by dać się uwieść pieniądzom. Właściwie nie trzeba było ich nawet mieć”.  – Remigiusz Mróz, „Osiedle RZNiW”

Tylko w tym roku ukazały się już 4 pana powieści, „Osiedle RZNiW” będzie piąte. Chociaż zastrzega pan, że wszystkie one dzieją się w jednym uniwersum, zwanym po prostu RMU, to przedstawiają jednak inne rzeczywistości  trudno porównywać ze sobą świat przedstawiony w cyklu o Chyłce i ten z „Chóru zapomnianych głosów”. Stąd nasuwa się pytanie: w jaki sposób udaje się panu w trakcie pisania zachować ich ciągłość? Nie jest problemem wyjście z jednego uniwersum i wejście do drugiego? Potrzebuje pan chwili oddechu, przeskakując pomiędzy tymi światami?

Reklama

To w gruncie rzeczy bardzo odświeżające uczucie – i zazwyczaj nie potrzebuję żadnego rozbiegu, żeby wskoczyć z jednego świata w drugi. Niepokój towarzyszy mi, kiedy długo w jakimś nie przebywałem. Tak było przy „Iluzjoniście”, którego zacząłem pisać po kilku latach od ukończenia „Behawiorysty” – podchodziłem do tego jak pies do jeża, bo byłem niemal pewien, że zapomniałem, jak wygląda świat widziany oczami Edlinga. Po kilku stronach okazało się jednak, że książkowe postacie są jak starzy, dobrzy przyjaciele – nigdy się ich nie zapomina.

Posiada pan już popularność, posiada też, jeśli wierzyć tygodnikowi „Wprost”, duże pieniądze. Co popycha Remigiusza Mroza do tego, by codziennie rano usiąść i skreślić 10 stron kolejnej książki?

Hedonizm. To tylko w teorii moja praca, bo w praktyce sprowadza się do najlepszej formy spędzania wolnego czasu, jaki znam. Pewnie, mógłbym przejść na emeryturę i ucieszyć paru krytyków tak, że złożyliby w sejmie obywatelski projekt ustawy o ustanowieniu nowego święta narodowego, ale co miałbym robić zamiast pisania? Trudno byłoby znaleźć coś, co z jednej strony przynosi tyle przyjemności, a z drugiej satysfakcji i poczucia spełnienia.

Wrócimy jeszcze na osiedle RZNiW? Tę historię zostawił pan otwartą.

Nie mam pojęcia – wszystko zależy od tego, czy bohaterowie będą mieli jeszcze jakąś historię do opowiedzenia. Kiedy kończyłem pisać, wydawało mi się, że nie, ale to często dość złudne uczucie. Dość trafnie opisał to kiedyś Frank Herbert, twierdząc, że prawdziwy koniec książki nie istnieje – jest tylko moment, w którym przerywasz opowieść.

Kliknij aby kupic książkę Osiedle RZNiW

Reklama

komentarze [21]

Sortuj:
349
4
29.07.2020 09:42

Zawsze z niecierpliwością czekam na kolejną książkę Remigiusza Mroza :) i na razie na żadnej się nie zawiodłam. Mimo, że blokowiska i hip-hop to nie moje klimaty, czytało się tą historię szybko i chętnie. A zakończenie było dla mnie zaskoczeniem, co zupełnie zmieniło moje spojrzenie na całość :) Polecam lekturę i czekam na kolejną książkę :)


0
0
28.07.2020 21:29

Wprawdzie hip hop to nie moje klimaty (może dlatego, że w tych czasach nie byłam już nastolatką 😉) ale książka czeka już na czytniku na swoją kolej. Pan Remigiusz traktuje pisanie jak przyjemność, dlatego pewnie przyjemnością też jest czytanie jego książek, dla mnie i wielu innych, którzy nie udzielają się tu, na forum


541
41
28.07.2020 10:12

Wszyscy wybitni pisarze zazwyczaj twierdzą że pisanie dobrej literatury to ciężka praca, pot łzy, samodyscyplina i upór, ale naczelny grafoman i plagiator, sądzi ze jest wręcz odwrotnie. Wnioski można wyciągnąć sobie same.


93
48
28.07.2020 13:14

On nic nie wspomina o "dobrej literaturze", więc może tworzenie tej dobrej, czy nawet średniej, rzeczywiście jest ciężką pracą ;)


72
72
28.07.2020 09:05

"Pisanie to najlepsza forma spędzania wolnego czasu, jaką znam." - no i fajnie, tylko po co to zaraz publikować?


0
0
28.07.2020 21:23

Może po to, by inni mogli przeczytać? Ja zrobię to bardzo chętnie


72
72
28.07.2020 21:51

Nie szkodzi. Nikt nie jest doskonały. :)


571
279
27.07.2020 22:38

Parafrazując, znajdź pracę którą kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia w życiu :)

Ja niestety "Osiedla..." nie przeczytam, ponieważ nie lubię tematyki polskich blokowisk, prędzej siegnelabym po wersję z neonazistami.


1382
131
27.07.2020 17:26

Ja tak już mam, że czasami Remigiusza Mroza kocham, a czasami nienawidzę za to co napisał. Przeczytałam kilka książek jego autorstwa. Jedne z upodobaniem, inne z niesmakiem. Nie wiem czy jest we mnie jeszcze tyle samozaparcia by przeczytać "Osiedle RZNiW", choć brzmi zachęcająco. A co do sposobu spędzania wolnego czasu to gratuluję że pasja stała się zawodem No, chyba że...

więcej

731
220
27.07.2020 17:16

Cytat: "planowałem jedną linię narracyjną prowadzić z pomocą przesadnie wysublimowanej polszczyzny, a drugą ulicznym slangiem." - tu już padłem. Wszystkie próbki pisarstwa RM, jakie przeczytałem, są stworzone tym samym pozbawionym znaków szczególnych językiem, który nie ma żadnej charakterystycznej cechy, czyta się szybko, bo to prosta kwadratowa polszczyzna. RM nie ma...

więcej

598
275
27.07.2020 14:54

Dla mnie czytanie jest najlepszą formą spędzania wolnego czasu, jaką znam. Również czytanie książek Pana Remigiusza :)


568
0
27.07.2020 17:46

Cieszę się! ;)


340
41
27.07.2020 14:49

Zazdroszczę takiego patrzenia na pisanie. Sam miałem - jak wielu - jakieś ambicje literackie, ale wytwarzanie kolejnych akapitów postrzegałem głównie jako obowiązek albo drogę do celu. Z pewnością nie dawało mi to tyle frajdy co czytanie, granie albo oglądanie, więc też szło jak szło. Z takimi upodobaniami pan Mróz musiał osiągnąć sukces.


93
48
27.07.2020 14:09

"Pisanie to najlepsza forma spędzania wolnego czasu, jaką znam" - abstrahując od zawartości książek RM, wypowiedź godna grafomana ;)


1040
74
27.07.2020 21:07

No co, to miło, jak człowiek lubi swoją pracę.


zgłoś błąd