Remigiusz Mróz i science fiction. „Echo z otchłani” i przyszłość ludzkości

LubimyCzytać
19.02.2020

Czy Remigiusz Mróz może jeszcze zaskoczyć? Okazuje się, że tak. Publikujący z regularnością i częstotliwością godną podziwu pisarz zdecydował się podbić świat science fiction. Nowy cykl otworzyła powieść „Chór zapomnianych głosów”. Najnowsza, druga część – „Echo z otchłani” – udowadnia, że bohaterowie Remigiusza Mroza tak samo dobrze wypadają na sali sądowej, jak w statku kosmicznym.

Remigiusz Mróz i science fiction. „Echo z otchłani” i przyszłość ludzkości

Jego znaki rozpoznawcze to nienagannie skrojony garnitur i… nieskończona wyobraźnia. Sławę zyskał, pisząc thrillery prawnicze i kryminały – sprzedawane następnie w rekordowych nakładach – lecz nie obawia się również sięgnąć po inne gatunki literackie. Jego nazwisko znają nawet ci, którzy zamiast książek wybierają seriale, bo książki Remigiusza Mroza zaadaptowano na potrzeby telewizji. Popularność wśród czytelników idzie w parze z nagrodami branżowymi, których zebrał już pokaźną liczbę. Jest mistrzem suspensu, który z wprawą prowadzi czytelnika po meandrach snutej przez siebie opowieści, by na końcu – znowu! – zaskoczyć i tylko zaostrzyć apetyt na więcej. Jak on to robi?

Pisarz, który miał być prawnikiem

Tajemnica sukcesu Remigiusza Mroza jest znana chyba tylko jemu, choć niebagatelne znaczenie ma jego niezwykła wręcz pracowitość. Pisze około 10 stron każdego dnia – z podobną częstotliwością zresztą również biega – dzięki czemu zdołał opublikować już niemałą liczbę książek. Jak zdradził w wywiadzie dla lubimyczytać.pl, sporo manuskryptów czeka dopiero na opublikowanie, na razie leżąc na dnie szuflady. Wszystko to mimo młodego wieku, bo 15 stycznia 2020 roku autor skończył 33 lata.

Reklama

A niewiele brakowało, by w ogóle nie został pisarzem, lecz statecznym pracownikiem naukowym! Z wykształcenia jest prawnikiem, ukończył z wyróżnieniem studia w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, a następnie obronił pracę doktorską z prawa konstytucyjnego, zatytułowaną „Cyfryzacja sfery władztwa publicznego”. Zdaje się, że on sam posiadł władzę nad czytelnikami, którzy z niecierpliwością wypatrują na księgarnianych półkach kolejnych książek firmowanych jego nazwiskiem. Choć pisał już kryminały, książki historyczne oraz powieści political fiction, jego fani mieli też okazję sprawdzić, jak wypada w niezwykle wymagającym gatunku, jakim jest science fiction. „Chór zapomnianych głosów” otworzył nowy cykl w dorobku autora i pozwolił podbić mu nieznany wcześniej literacki grunt – podobnie jak jego bohaterowie pragną podbić nowe planety.

Kosmiczny cykl „Chór zapomnianych głosów”

Opowieść ta zaczyna się sceną, która przypomina ujęcia z „Obcego” Ridleya Scotta. Oto na statku kosmicznym Accipiter dochodzi do awarii, a raczej tajemniczego wydarzenia, w wyniku którego niemal cała załoga zostaje wymordowana.

„Trudno było zliczyć wszystkie ciała znajdujące się w pomieszczeniu. Podłoga spływała krwią i wnętrznościami, a wymienniki tlenu nie radziły sobie z usuwaniem wszechogarniającego smrodu” – czytamy na początku książki.

Wtedy też poznajemy głównych bohaterów – wybudzonego z kriogenicznego snu astrochemika Håkona Lindberga, do którego chwilę później dołącza nawigator Dija Udin Alhassan. Obaj, podobnie jak reszta załogi, znajdowali się w diapauzie – zamrożeni, mieli poczekać na dotarcie do dalekich ciał niebieskich. Ich wyprawa była częścią misji Ara Maxima, której celem była kolonizacja gwiazd.

Ludzkość planuje bowiem przesiedlenie z Ziemi, która jest wyniszczona kataklizmem. To jeden z wątków książki, który nawiązuje do aktualnych dziś problemów związanych z eksploatacją środowiska i wykorzystywaniem zasobów naturalnych. Remigiusz Mróz w swych publikacjach nie stroni zresztą od ważnych zagadnień społecznych: od alkoholizmu przez temat pedofilii w Kościele aż po kwestię imigrantów. Choć w „Chórze zapomnianych głosów” oraz „Echu z otchłani” akcja w dużej mierze toczy się w kosmosie (oraz w przyszłości!), to i tam nie brakuje tematów, które rzucają cień na naszą teraźniejszość – chociażby zagadnień związanych z etyką, religią i filozofią.

Czy jesteśmy sami w kosmosie?

Cechą wspólną obu książek jest jednak przede wszystkim doskonała zabawa, do której Remigiusz Mróz przyzwyczaił swoich fanów. „Echo z otchłani” to popis sarkastycznego humoru (w którym przoduje Dija Udin), który gwarantuje dobrą zabawę podczas lektury. Tempo nie zwalnia, za każdym fabularnym zakrętem czekają nowe niespodzianki, a bohaterowie okazują się nie tym, za kogo ich mieliśmy. Dzieje się dużo, a uwaga czytelnika powinna być skupiona maksymalnie, bo i autor wiele od niego wymaga. ISS Kennedy (międzynarodowa stacja kosmiczna) powraca na Ziemię, która przypomina jałowe pustkowie, na którym życie jest niezwykle trudne, niemal niemożliwe. Mieszkańcy naszej planety chorują i cierpią na tajemnicze mutacje, tworzą jednak społeczności. Ludzkość dalej walczy o przetrwanie, sięgając po wszystkie możliwe sposoby, nie stroniąc od brutalności i dążąc do celu po trupach. No właśnie, tych też jest sporo…

Dodatkowo autor funduje czytelnikowi podróże w czasie i przestrzeni, które nie tylko uatrakcyjniają opowiadaną historię, lecz także sporo mówią o możliwościach, jakie daje fizyka. A z tych Remigiusz Mróz czerpie pełnymi garściami, dodając do tego swą niezwykłą fantazję. Manipuluje nie tylko czasem i miejscem, lecz także bohaterami i… bytami. Tych bowiem również nie brakuje. Kto zawsze zastanawiał się, czy w kosmosie istnieją obcy, w tej książce otrzyma odpowiedź. „Echo z otchłani” to inteligentna i dająca do myślenia wizja przyszłości i losów ludzkości, a dodatkowo porcja solidnej rozrywki. Pozostaje tylko zadać sobie pytanie: kiedy kolejny tom cyklu?

Artykuł na podstawie książki Echo z otchłani

Reklama

komentarze [17]

Sortuj:
549
26
14.03.2021 20:52

"Pozostaje tylko zadać sobie pytanie: kiedy kolejny tom cyklu?"

No, mam nadzieję, że nigdy. "Chór zapomnianych głosów" to potwarz i splunięcie w oko każdemu szanującemu się fanowi science-fiction. Mróz, w pogoni za kasą, bez ładu, składu, logiki i szacunku dla gatunku posklejał śliną i taśmą każdy możliwy motyw SF, jaki udało mu się znaleźć na Wikipedii. Drugiej części...

więcej

451
152
21.02.2020 18:47

Rozumiem zamysł ale chciałbym wiedzieć kto popełnił ten artykuł, bo chyba powinien mocno oberwać po uszach.
Takich głupot, powtórzeń i ochów achów nigdy w życie nie widziałem.
Kapuje, książka może zainteresować ale panie/pani redaktor może trochę umiaru.

Ograniczyłem się do kilku linijek no bo sry ale po prostu nie da się tego czytać.


52
46
20.02.2020 23:25

Aż musiałem sprawdzić, co to warp. O ja cie...


Reklama
740
225
20.02.2020 21:24

No przecież ten cały "Chór..." to jedna wielka mieszanina niemal wszystkich elementów znanych i dużo lepiej ugranych wcześniej elementów. Nie ma tam niczego, powtarzam, niczego, co nie byłoby wtórne, wyciśnięte jak cytryna wcześniej przez autorów dużo dużo lepszych.


1127
122
20.02.2020 21:00

Ten tekst jest super, szczerze. A najfajniejsze w nim są wytłuszczenia. Żebyśmy dobrze zrozumieli jakie to super książki. I pognali do księgarni, fizycznie lub wirtualnie żeby wydać pieniądze na dzieła Mroza.


65
21
21.02.2020 08:05

No, zwłaszcza to zdanie rozbraja do nieprzytomności:

„ Zdaje się, że on sam posiadł władzę nad czytelnikami, którzy z niecierpliwością wypatrują na księgarnianych półkach kolejnych książek firmowanych jego nazwiskiem”


65
21
20.02.2020 18:01

Hmmm... nie wiedziałem, że pan Robert J. Sawyer zna język polski na tyle dobrze, żeby czytać polskie książki z prędkością warp. No chyba, że po prostu kartkował ;)


1267
157
20.02.2020 19:14

Szukał obrazków.


2612
330
20.02.2020 09:57

"Chór zapomnianych głosów" zniechęcił mnie do jakichkolwiek dalszych eksperymentów z prozą P. Mroza symulującą przynależność do literatury SF. Głównie przez kompletny brak sensu i rozliczne niekonsekwencje i błędy w fabule. Nie mam więc ochoty sprawdzać czy coś się w tych kwestiach poprawiło niezależnie od liczby publikowanych na ten temat laurek.


1503
312
20.02.2020 19:27

Kurde, a tak liczyłem na recenzję z listą błędów...

:-(


86
27
20.02.2020 09:21

Ja rozumiem, że LC jest patronem ksiżek Remigiusza, ale żeby w recenzji nie było żadnego słowa, żadnego zdania krytycznego?! Serio? Czytaliście te książki? Mam wrażenie, ze ta laurka była srogo sponsorowana przez RM. I nie na pewno nie jest to recenzja. Opływa lukrem bardziej niż dzisiejsze pączki.


2178
980
20.02.2020 09:39

Panie Macieju, stad moje zdziwienie, gdyż nie dopatrzyłem się formułki "artykuł sponsorowany".


2882
727
20.02.2020 13:50

Nie czytałam i nie zamierzam czytać.


241
49
20.02.2020 16:31

W sumie ten artykuł to bardziej zniechęca niż zachęca :)


2178
980
20.02.2020 05:14

Nie dopatrzyłem się sformułowania "Artykuł sponsorowany".


4193
3953
19.02.2020 17:44

Wczoraj kupiłem Iluzjonista,to też przeczytam.Bardzo cieszę się.Ze kolejna dobra książka powstała.


zgłoś błąd