Kobiece supergwiazdy świata technologii

Adam Jastrzębowski
04.12.2019

Czy firmy z branży informatycznej i technologicznej to typowo męskie miejsca pracy? Czy kobiety mogą, tak samo jak mężczyźni, zdobyć w nich wysokie stanowiska i odpowiedzialne role? Jeśli nie, to co staje im na drodze? Emily Chang, dziennikarka od lat zajmująca się projektami powstającymi w Dolinie Krzemowej, w książce „Brotopia” sprawdza, na ile w XXI-wiecznym świecie wciąż silne są uprzedzenia i stereotypy na temat płci. 

Kobiece supergwiazdy świata technologii

Czy nie jest przypadkiem, że wielkie technologiczne firmy noszą męski wizerunek? Twarz sukcesu to najczęściej twarz mężczyzny – to oni prezentują publiczności najnowsze produkty i rozwiązania, stojąc na scenie z mikrofonem i zaliczając relacjonowane później w mediach wystąpienia. Jeszcze przed erą dotcomów (czyli firm, które prowadzą działalność w internecie) Steve Jobs podczas show w hali Flint Center w Cupertino oznajmił światu rozpoczęcie sprzedaży komputerów Macintosh (1984 rok), mogliśmy też zobaczyć Billa Gatesa pląsającego w rytm muzyki Rolling Stonesów przy okazji startu systemu Windows 95. Jednak również z sukcesami XXI-wiecznych firm new-tech najczęściej są utożsamiani mężczyźni. W końcu Facebook to dzieło Marka Zuckerberga (historię powstania serwisu szerokiej publiczności ukazał nagrodzony trzema Oscarami film „The Social Network”), a z Google kojarzeni są przede wszystkim Larry Page i Sergey Brin. Czy wśród najważniejszych stanowisk w Dolinie Krzemowej nie ma miejsca dla kobiet? 

Z odpowiedzią na to pytanie przychodzi Emily Chang, prowadząca programy Bloomberg Technology i Bloomberg Studio 1.0, wcześniej korespondentka stacji telewizyjnej CNN. W „Brotopii” Chang ukazuje problemy, z jakimi borykają się kobiety pracujące w branży nowych technologii. Na blisko 300 stronach opowiada o panującej w branży kulturze bro, czyli pracowników-kumpli, wspólnie wychodzących na piwo, a niekiedy pijących po prostu w pracy, kodujących po nocach i niestroniących od zabaw rodem z nominowanego do Oscara „Wilka z Wall Street”. A przecież film Martina Scorcese oparty jest na prawdziwej historii maklera Jordana Belforta. Autorka dobitnie przypomina, że w kulturze dominacji władzy i pieniądza kobiety często spychane są na dalszy plan. 

Trzy kobiety Google

Emily Chang, pisząc o pracy w Dolinie Krzemowej, opowiada historię kobiet, które mimo trudności i atmosfery promującej młodych mężczyzn odniosły wielki sukces. To prezeski i wiceprezeski firm oraz dyrektorki najważniejszych działów, a ich nazwiska co roku można znaleźć na publikowanej przez magazyn „Fortune” liście najbardziej wpływowych kobiet świata. Są wśród nich także matki, które dla kariery zawodowej nie porzuciły życia prywatnego. Warto przyjrzeć się bliżej choćby trzem postaciom, bez których Google, największa wyszukiwarka świata, mająca swoją siedzibę w Mountain View, nie byłaby dziś tak potężna. Chang określa je „garstką kobiecych supergwiazd świata technologii”. Kogo tam znajdziemy?

Reklama

Przede wszystkim Sheryl Sandberg, która na wspomnianej wyżej liście „Fortune” w tym roku zajęła szóste miejsce. Od 2008 roku jest szefową operacyjną (COO) portalu Facebook, do którego przeszła po latach pracy w Google, jeszcze wcześniej pracując w Departamencie Skarbu Stanów Zjednoczonych w charakterze szefowej personelu. Jej wpływ na postrzeganie kobiet w branży IT jest niebagatelny. To Sandberg napisała książkę „Włącz się do gry”, w której pokazuje, jak efektywnie połączyć role bizneswoman, żony i matki. To także ona wygłosiła podczas jednego z TedTalks płomienną mowę, w której zastanawia się nad tym, dlaczego na stanowiskach kierowniczych w Dolinie Krzemowej jest więcej mężczyzn niż kobiet. Daje też trzy rady mające pomóc kobietom w osiąganiu szczytów możliwości w swoich zawodach. 

Nie zabrakło również miejsca dla Susan Wojcicki, kobiety, bez której najprawdopodobniej w ogóle nie byłoby Google'a. W końcu to ona wynajęła Page'owi i Brinowi przydomowy garaż, w którym powstał kod wyszukiwarki i jej najważniejszy element – osławiony Page Rank. Wojcicki działała wraz z głównymi założycielami Google'a od początku, będąc kolejno szefową marketingu, wiceprezeską przedsiębiorstwa, a dziś – prezeską spółki YouTube (przejętej w 2006 roku przez Google, którego to przejęcia Wojcicki była orędowniczką). To ona odpowiada za wprowadzenie popularnych Google Doodle, wprowadzała też do realizacji nowe usługi, w tym Google Images i Google Books. Po godzinach pracy spełnia się jako matka pięciorga dzieci, która zawsze jest w domu o 18.00, by wspólnie z rodziną zjeść kolację. Podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos Wojcicki przywiązywała wagę nie tylko do kolejnych prelekcji i spotkań, lecz także do konieczności karmienia piersią najmłodszego dziecka.

Reklama

Trzecią z kobiecego googlowskiego triumwiratu jest Marissa Mayer, była dyrektorka generalna w Yahoo!, a przed 2012 rokiem między innymi wiceprezeska do spraw lokalizacji i usług lokalizacyjnych wyszukiwarki Google. W gigancie z Mountain View zatrudniono ją jako jedną z pierwszych dwudziestu pracowników i jako pierwszą kobietę inżynier. Odchodząc z Google'a do Yahoo!, była w 6. miesiącu ciąży, co nie przeszkodziło jej snuć planów na powrót Yahoo! do pierwszej ligi internetu (wbrew krytycznym nagłówkom prasowym). Do końca 2013 roku udało jej się osiągnąć rekordowy poziom akcji firmy, wynoszący 40 dolarów za sztukę, a ona sama w wieku 37 lat została najmłodszym dyrektorem generalnym odnotowanym na liście Fortune 500. Ostatecznie Yahoo! zostało sprzedane marce Verizon w 2016 roku. Jak podkreśla sama Mayer, w ciągu swojej pracy udało jej się potroić cenę akcji firmy, zbudować mobilny biznes reklamowy o wartości 1,5 mld dolarów oraz przekształcić strukturę zatrudnienia w Yahoo! Prywatnie jest mamą chłopca i dwóch bliźniaczek.

Wymienione wyżej ekspertki, dyrektorki i szefowe odniosły sukces mimo niesprzyjającej kobietom kultury pracy – a za taką można uznać choćby zwyczaj zawierania umów biznesowych w klubach ze striptizem. Sandberg, Wojcicki i Mayer stały się ikonami walki o równouprawnienie w Dolinie Krzemowej. Miejscu, które jak żadne inne powinno być postępowe i nowoczesne, a – jak dowodzi Chang – okazuje się hołdować ideałom sprzed ponad pół wieku. Bez żadnej naukowej przyczyny.

Artykuł na podstawie książki „Brotopia Emily Chang

Reklama

komentarze [10]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

64
21
04.12.2019 10:47

Zapraszam do dyskusji.


446
25
04.12.2019 16:00

Trochę to jednak smutne, bo niby wszystkie trzy panie osiągnęły sukces, ale i tak trzeba nadmienić, że wszystko spoko, bo wciąż mają dzieci i są super matkami, które jedzą z dziećmi kolacje o 18. Niekończący się problem podwójnej pracy. I tu leży problem, bo ci wszyscy bros z Doliny - kogo obchodzi czy oni są ojcami, czy nie? Liczy się to, co zrobili, a nie czy mają okazje...

więcej

71
29
05.12.2019 08:58

ten sukces zawsze musi być w kontekście czy się "spełniła" w "życiowej roli"
Dlaczego musi? Może. Przecież nie trzeba być matką. Ani ojcem. Ale jeśli się ktoś zdecyduje to wtedy tak, musi bo odpowiada za życie innego człowieka. W pełni. Poza tym jak mniemam panie zarabiają dość by w razie czego wziąć dobrze płatną prywatną opiekunkę i mają też jakichś partnerów życiowych....

więcej

1749
77
07.12.2019 12:12

O tym samym pomyślałam, w kontekście tego, że płeć nie ma znaczenia wspominanie zaraz, że panie mają dzieci jest jakoś nie na miejscu.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

3854
3615
04.12.2019 16:49

Ja jestem anty do takich rzeczy, słabo mi idzie coś takiego


120
12
04.12.2019 19:56

Wkręcam się w świat IT już od jakiegoś czasu. W ciągu kilku ładnych lat zdarzyło mi się usłyszeć od mężczyzny JEDEN delikatnie "niestosowny" komentarz dotyczący obecności kobiet w tej branży (co więcej, ten pan również z podziwem mówił o swojej koleżance programistce, która wówczas piastowała najwyższe stanowisko w tej branży :P). Zawsze jestem traktowana na równi, czy to...

więcej

568
0
04.12.2019 21:20

Bo ten cały mansplaining to kolejny wymysł znudzonych i wkurwionych brakiem penisa feministek, które zamiast faktycznie działać na rzecz równości płci wolą o całe zło świata obwinić "toksyczną męskość" i patriarchat.


446
25
05.12.2019 17:50

... powiedział mężczyzna :)

Swoją drogą z punktu chociażby statystyki nie można brać pod uwagę jednego przypadku i na tej podstawie wnioskować o całym gronie. To, że Pani się nie spotkała z dyksryminacją jeszcze nie świadczy o tym, że jej nie ma.


120
12
05.12.2019 19:41

drwatsonx
"To, że Pani się nie spotkała z dyksryminacją jeszcze nie świadczy o tym, że jej nie ma." Nie miałam zamiaru sugerować, że dyskryminacji nie ma. Przedstawiłam wyłącznie swoje doświadczenia. :)


568
0
05.12.2019 20:30

Dyskryminacja jest, ale o czym często zapominają feministki dotyczy również mężczyzn. Jeśli chcesz doświadczyć femsplainingu na własnej skórze to spróbuj wdać się w dyskusję na temat wychowywania dzieci z jakąś matką albo babką. ;)


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

zgłoś błąd