Tartaruga 
mężczyzna, status: Czytelnik, ostatnio widziany 2 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-05-03 22:18:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura japońska

O ile "Jestem kotem" raczej mnie mocno wymęczyło (gdzieś odpadłem przed ukończeniem pierwszego tomu), o tyle "Sendo rzeczy" to naprawdę porządna powieść, godna przypisywanej jej miana klasyka powieści japońskiej i jakbym miał skompilować zbiór "polecanek" dla zainteresowanych literaturą Kraju Kwitnącej Wiśni, to niewątpliwie "Sedno rzeczy by się tam znalazło". Początek nie napawa optymizmem,... O ile "Jestem kotem" raczej mnie mocno wymęczyło (gdzieś odpadłem przed ukończeniem pierwszego tomu), o tyle "Sendo rzeczy" to naprawdę porządna powieść, godna przypisywanej jej miana klasyka powieści japońskiej i jakbym miał skompilować zbiór "polecanek" dla zainteresowanych literaturą Kraju Kwitnącej Wiśni, to niewątpliwie "Sedno rzeczy by się tam znalazło". Początek nie napawa optymizmem, ale gdy dochodzimy w końcu do listownej spowiedzi Senseja to książka zaczyna ciekawić, umiejętnie odmalowując psychikę bohaterów i prowadząc z napięciem aż do dramatycznego finału. Polecam.

pokaż więcej

 
2019-05-03 22:16:08
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura japońska

Ten zbiór opowiadań dzielimy na dwa zbiory: "Umiłowanie ojczyzny" oraz całą resztę.

Generalnie jest to opis samobójstwa - i to nie byle jakiego samobójstwa, lecz samobójstwa rytualnego, dokonywanego przez samuraja i jego żonę, owego słynnego harakiri (gorąco polecam film Masakiego Kobayashiego o tym samym tytule - najlepszy film japoński jaki w życiu widziałem). Wszystko zaś opisane jest...
Ten zbiór opowiadań dzielimy na dwa zbiory: "Umiłowanie ojczyzny" oraz całą resztę.

Generalnie jest to opis samobójstwa - i to nie byle jakiego samobójstwa, lecz samobójstwa rytualnego, dokonywanego przez samuraja i jego żonę, owego słynnego harakiri (gorąco polecam film Masakiego Kobayashiego o tym samym tytule - najlepszy film japoński jaki w życiu widziałem). Wszystko zaś opisane jest wręcz pławiąc się w patosie i ekstatycznym wręcz uniesieni, wynosząc cały ów akt do rangi niemal religijnego obrzędu. Kontrast między odczuciami uświęcającego śmierć nacjonalisty (odsyłam do biografii autora) a poglądami europejskiego czytelnika (czyli mnie) jest zaiste wstrząsający, rażąco tu widać tę całą odmienność kulturową jaka nas dzieli od Japończyka. Tak faktycznie mogli to widzieć i czuć żołnierze japońscy w czasach wojny, gdy samobójczo rzucali się w fanatycznym szale na pozycje wroga; oni by to pewnie zakrzyknęli "ach, jakaż to wzniosła historia". A obserwowana z zewnątrz egzaltacja wyrzynania sobie brzucha budzi grozę, momentami wręcz odrzuca. Samo w sobie opowiadania oceniłbym na 8/10, coś co na pewno warto przeczytać samemu, by wyrobić sobie zdanie.

Reszta natomiast... jest. Wiele więcej za bardzo powiedzieć się nie da, nic nie przyciąga uwagi, nic nie zostaje w pamięci. Japanofile co każdą rzeczą "stamtąd" się zachwycają może i tam znajdą coś dla siebie - dla mnie generalnie zbiorek bez "Umiłowania ojczyzny" to jakieś 2/10. Krakowskim targiem zatem 5/10 za całość.

pokaż więcej

 
2019-05-03 22:14:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura norweska
Autor:

W powieści śledzimy losy podupadającej rodziny bogaczy, Fossów, i ich dworu, Fossegaardu. Interesy się sypią, zaś tytułową otchłanią, która jak się zdaje wszystko pogrążyła, jest alkohol - "jak się zdaje", ponieważ jego obecność i negatywny wpływ obserwujemy tak jakby mimochodem. Problem nadmiernego picia rujnującego życie, bogactwo i kariery to materiał na sporo szarpiących serce scen i... W powieści śledzimy losy podupadającej rodziny bogaczy, Fossów, i ich dworu, Fossegaardu. Interesy się sypią, zaś tytułową otchłanią, która jak się zdaje wszystko pogrążyła, jest alkohol - "jak się zdaje", ponieważ jego obecność i negatywny wpływ obserwujemy tak jakby mimochodem. Problem nadmiernego picia rujnującego życie, bogactwo i kariery to materiał na sporo szarpiących serce scen i dramatów, czego tutaj generalnie brakło - i tu leży główny mój zarzut wobec powieści, bo jak na dzieło o tytule "otchłań" jest zaskakująco mdła i nijaka, ot, obyczajowe mydliny. Jakoś brakowało w tym wszystkim duszy, tak że gdy w pewnym momencie, gdzieś około dziewięćdziesiątej strony musiałem przerwać lekturę to później nie miałem kompletnie ochoty do niej wracać. Ostatecznie skończyłem z obowiązku, głównie dlatego, że była krótka i została i tak garść stron. Nie jest to powieść zła, po prostu nieciekawa i nie porywająca. Jak na osobę nazywaną "jednym z wielkiej czwórki klasycznych pisarzy norweskich", raczej słabo.

pokaż więcej

 
2019-05-03 22:11:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura islandzka

Oto ojciec bohatera popełnia samobójstwo, zgnębiony przez potężnego przeciwnika trzęsącego całą Islandią. Teraz młodzieniec wkracza na drogę vendetty, hodując w sobie ambitne plany zniszczenia niecnego wroga. Niestety, jest on strasznym nieudacznikiem i niewiele z tych jego ambitnych planów wynika. Snuje się to tu to tam, wpada w bezsensowne kłopoty i obmyśla spiski, kompletnie oderwany od... Oto ojciec bohatera popełnia samobójstwo, zgnębiony przez potężnego przeciwnika trzęsącego całą Islandią. Teraz młodzieniec wkracza na drogę vendetty, hodując w sobie ambitne plany zniszczenia niecnego wroga. Niestety, jest on strasznym nieudacznikiem i niewiele z tych jego ambitnych planów wynika. Snuje się to tu to tam, wpada w bezsensowne kłopoty i obmyśla spiski, kompletnie oderwany od rzeczywistości, głuchy i ślepy na swe ograniczenia i mizerne możliwości wpłynięcia na cokolwiek. Z czasem zaś już chyba do reszty mu odbija. Jako że tego nieszczęsnego wykolejeńca śledzimy w narracji pierwszoosobowej, męczymy się z nim srodze. W tym przypadku mam wrażenie, że dużo lepiej by było jakbyśmy mieli do czynienia z wszechwiedzącym narratorem, który by z zewnątrz opisywał urojenia bohatera i jego krucjaty, mogło by wówczas z tego wyjść nawet interesujące stadium psychiki człowieka nie potrafiącego mierzyć sił na zamiary na tle środowiska islandzkiej finansjery, miast tego jednak siedzimy niejako w jego głowie i szybko mamy go dość. Dość ciekawy to przypadek: im dłużej czytałem tym większą niechęcią darzyłem nieszczęśnika, a ciężko czytać książkę z perspektywy kogoś, kto zwyczajnie denerwuje. Nie mogę polecić.

pokaż więcej

 
2019-04-07 22:29:13
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura islandzka

Naturalistyczne przedstawienie islandzkich chłopów urzekło mnie już od pierwszych stron nastrojowymi, plastycznymi opisami przyrody. Krajobrazy i sceny rodzajowe skalistej wyspy wyszły autorowi bardzo dobrze. Z dialogami niestety nie idzie mu już tak ładnie. Cierpią one na przypadłość, którą nazywam "dialogami w stylu ping-ponga". Problem ten polega na tym, że owe dialogi pozbawione są... Naturalistyczne przedstawienie islandzkich chłopów urzekło mnie już od pierwszych stron nastrojowymi, plastycznymi opisami przyrody. Krajobrazy i sceny rodzajowe skalistej wyspy wyszły autorowi bardzo dobrze. Z dialogami niestety nie idzie mu już tak ładnie. Cierpią one na przypadłość, którą nazywam "dialogami w stylu ping-ponga". Problem ten polega na tym, że owe dialogi pozbawione są jakiejkolwiek charakterystyki, pokroju chociażby informacji o tonie głosu, czy nawet wskazywania, kto w danym momencie mówi, przez co czasem można nawet się pogubić z przypisywaniem wypowiedzi właściwym bohaterom. Całość jednak była bardzo przyjemna w lekturze już od pierwszych stron i zostawiła pozytywne wrażenie.

pokaż więcej

 
2019-04-07 22:09:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura niemiecka

Literatura egzystencjalna najwyższego kalibru, raczej ciężki kawałek książki, wymagający sporej dawki uwagi i spokojnego przetwarzania. Głownie przez tą trudność i mozolne czasem przedzieranie się przez strony nie jestem w stanie dać oceny jeszcze wyżej. Moja opinia mocno się zmieniała w trakcie lektury. Początkowo, śledząc rzewne wynurzenia Hallera, drażniły mnie one: oto tkwimy w głowie... Literatura egzystencjalna najwyższego kalibru, raczej ciężki kawałek książki, wymagający sporej dawki uwagi i spokojnego przetwarzania. Głownie przez tą trudność i mozolne czasem przedzieranie się przez strony nie jestem w stanie dać oceny jeszcze wyżej. Moja opinia mocno się zmieniała w trakcie lektury. Początkowo, śledząc rzewne wynurzenia Hallera, drażniły mnie one: oto tkwimy w głowie użalającego się nad sobą wykolejeńca-intelektualisty, który zbyt dużo myśli dla własnego dobra i wręcz pławi się w swoich wydumanych cierpieniach. Aż dochodzi do "Traktatu o wilku stepowym", w którym opinia zmienia się gwałtownie, oto bowiem charakter owego niemrawego bohatera zostaje poddany analizie i to jakiej analizie... to nawet nie analiza, a kompletna dekonstrukcja, zdarcie wszystkich warstw gwałtownym szturmem i wdarcie się w najgłębsze zakamarki jaźni. Wszystko zostało wywleczone na wierzch, wszystkie wcześniejsze zarzuty jakie miałem wobec zaprezentowanych ciągów myśli zostały staranie rozważone, rozpatrzone i do szczętu wyjaśnione. Rzadko się widuje charakteryzację na tak głębokim poziomie, było to zejście na samo dno umysłu i odważne stawienie czoła wszystkim monstrom jakie tam drzemią. Szczególnie urzekająca okazała się krytyka prymitywizmu dychotomii jego charakteru, prostackości podziału na to co ludzkie i wilcze, cywilizacyjne i pierwotne, kontroli i popędów - jest to bowiem jedynie uproszczenie, a człowiek to w istocie szalejąca kombinacja dziesiątek cech, emocji, osobowości, ich "wiązka", jak to ujęto. I takie ujęcie ludzkiego umysłu zmusza wprost czytelnia do zajrzenia również w głąb własnej duszy, do stawienia czoła tym demonom jaźni, egzystujących w zakamarkach naszych umysłów - a jakże jest to straszne doświadczenie, jakiej odwagi wymaga spojrzenie sobie samemu sobie w oczy z pominięciem wszelkich masek, bez odtrącania i bez spychania niewygodnych widoków gdzieś na bok.

Później zaś zaczyna się proces naprawy "ludzkiej" strony Harry'ego, będąca jednocześnie destrukcją pozostałych jego aspektów, co koniec końców zmusza do pytań, który z Harrych był "prawdziwy", jeżeli można w ogóle o czymś takim mówić, jak i który był "właściwy" - bo ustępując w pogoni za niewiadomym, zapuszczając korzenie w mieszczańskiej społeczności nieodmiennie coś tracimy. Na koniec zaś wszystko kompletnie odpływa w stronę teatru surrealizmu, gdzie o każdej z wizji można by napisać osobny esej. W istocie, ogrom zaprezentowanego materiału poraża, ma się ciągłe wrażenie, że po pierwszej lekturze jedynie się prześlizgnęło pobieżnie po tematyce, a książkę można - i wręcz powinno - czytać się wielokroć, za każdym razem zdrapując kolejne warstwy i studiując niczym podręcznik, czy katechizm wręcz. Albo też można uznać całość pamiętnika za właśnie - zapiski szaleńca i żyć dalej spokojnym, mieszczańskim życiem, nie próbując stawać czoła drzemiących w nas głębiom, impulsom, popędom. Wybór należy do czytelnika.

pokaż więcej

 
2019-03-25 15:05:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura rosyjska

Z dużym zainteresowaniem przeczytałem na okładce, że powieść opowiada o krwawych walkach pod Stalingradem z punktu widzenia Rosjan. Skala i ogrom tej bitwy przytłacza, a pobieżna nawet lektura na tematyce tych straszliwych wydarzeń budzi zarówno grozę jak i fascynację. Dramatyczne walki uliczne aż do ostatniego naboju i ostatniego żołnierza - Rattenkrieg, wojna szczurów - ryk stukasów,... Z dużym zainteresowaniem przeczytałem na okładce, że powieść opowiada o krwawych walkach pod Stalingradem z punktu widzenia Rosjan. Skala i ogrom tej bitwy przytłacza, a pobieżna nawet lektura na tematyce tych straszliwych wydarzeń budzi zarówno grozę jak i fascynację. Dramatyczne walki uliczne aż do ostatniego naboju i ostatniego żołnierza - Rattenkrieg, wojna szczurów - ryk stukasów, katiusze plujące rakietami w płonące pożogą niebo. Słynne jednostki, takie jak snajper Wasilij Zajcew i jego pojedynki z niemieckimi strzelcami. Heroiczna obrona Domu Pawłowa. Cierpienia i głód ludności cywilnej. Późniejsze wyparcie Wehrmachtu, zamknięcie w kotle i późniejsze wyniszczenie.

Niestety, już w trakcie samej lektury, okazuje się że w powieści generalnie tego wszystkiego nie ma. W istocie, nie mamy tu samej bitwy o miasto, lecz jedynie jeden późniejszy epizod, w którym to oddziały von Mansteina podejmują ostatnią desperacką próbę uwolnienia okrążonych oddziałów generała Paulusa. Samego Stalingradu i jego ruin nigdy nie zobaczymy, jest on jedynie wspomniany jako tło, rezydujące gdzieś tam, dalej, na obrzeżach, podczas gdy śledzimy losy żołnierzy kilometry dalej. W rezultacie przez cały czas lektury nie opuszczało mnie poczucie zawodu, że mając do dyspozycji tak ogromny teatr działań i tak wiele treści, jakie by można zawrzeć i przekazać, autor skupił się na pokazaniu jedynie urywka, fragmentu całości. Wisi w powietrzu taki zapach zmarnowanego potencjału i straconych możliwości - tyle by można tu opisać, tyle pokazać. Toż nawet suchy, lakoniczny opis z Wikipedii potrafi mocno wpłynąć na emocje, a cóż dopiero fabularyzowana historia, gdzie poznajemy bohaterów, by potem patrzeć jak giną.

Pomijając zawężoną skalę działań jakie pokazano, sama powieść nie jest zła. W istocie jak już dojdzie do bitwy, pociski zaczną się sypać, ludzie ginąć, wszędzie pełno dymu, huku, a czołgi podjeżdżają pod pozycję niczym jakieś mityczne potwory, pojawia się klimat jakiego można by oczekiwać po takiej powieści. Niestety, sporo czasu spędzamy również z góry, obserwując walkę z punktu widzenia dowodzącego generała, a wówczas nastrój ten znika, bo nie mamy już do czynienia z pojedynczymi ludźmi, których nazwiska, twarze i charaktery zdążyliśmy poznać, lecz całymi bezimiennymi oddziałami. Śmierć człowieka to tragedia, pisanie zaś, że oddział poniósł duże straty na lewej flance już takiego wrażenia nie robi. I tu też czuć jakiś zmarnowany potencjał, wydaje się jakby całość akcji poświęcić szeregowym żołnierzom i dramacie wojny z ich punktu widzenia, całość byłaby lepsza.

pokaż więcej

 
2019-03-25 15:05:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura niemiecka

I jakieś słowa pochwały i uznania mógłbym tu napisać, jakich już tysiące nie wypowiedziały przede mną? Klasyk tego formatu był już opisywany, analizowany, oceniany i wychwalany przez rzesze ludzi, tak specjalistów jak i zwykłych zjadaczy chleba. Po stu latach od czasu powstania dalej broni się tak samo, pokazując bezmiar bezsensu wojen i jej wszechobecne okrucieństwo. Prawda, wielu... I jakieś słowa pochwały i uznania mógłbym tu napisać, jakich już tysiące nie wypowiedziały przede mną? Klasyk tego formatu był już opisywany, analizowany, oceniany i wychwalany przez rzesze ludzi, tak specjalistów jak i zwykłych zjadaczy chleba. Po stu latach od czasu powstania dalej broni się tak samo, pokazując bezmiar bezsensu wojen i jej wszechobecne okrucieństwo. Prawda, wielu późniejszych twórców i naśladowców podejmowało ten temat, czasem ostrzej i dosadniej, czasem z jeszcze większą dawką emocji i okopowego błota, przez co obecnie może już mniej szokować i wpływać na ludzi - nie zmienia to jednak faktu, że jest to dzieło solidne, które trzeba po prostu przerobić.

pokaż więcej

 
2019-03-20 16:16:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura francuska

Jakbym pisać ksiąg nie umiał, a chciał osiągnąć szeroki sukces literacki, cóż bym począł? Oto prosty przepis: wpierw trzeba wybrać jakąś łzawą historię, coś co poruszy szeregi przeciętnych, zwykłych ludzi. Chore dziecko pasuje wprost idealnie: specjaliści od marketingu i propagandy wiedzą to już od dawna. Chce jakiś dziennikarz poruszyć serca czytelników? Starczą zdjęcia smutnych, młodych... Jakbym pisać ksiąg nie umiał, a chciał osiągnąć szeroki sukces literacki, cóż bym począł? Oto prosty przepis: wpierw trzeba wybrać jakąś łzawą historię, coś co poruszy szeregi przeciętnych, zwykłych ludzi. Chore dziecko pasuje wprost idealnie: specjaliści od marketingu i propagandy wiedzą to już od dawna. Chce jakiś dziennikarz poruszyć serca czytelników? Starczą zdjęcia smutnych, młodych twarzyczek, cierpiących z różnorakich przyczyn. Łatwo zapadają w pamięć zdjęcia jak słynna dziewczynka poparzona napalmem, symbol brutalności w wojnie wietnamskiej (Phan Thị Kim Phúc), albo zdjęcie czarnego dziecka ze stojącym obok sępem, symbol afrykańskiego głodu. A jak ostatnio mieliśmy kryzys migracyjny to często w mediach szafowano zdjęciami biednym, umęczonych matek, dźwigających swoje pociechy, żeby to zachęcić ludzi do pomagania, przyjmowania i witania (że faktyczna demografia owych uchodźców nieco się różniła, to już nieco inna sprawa...). A zatem mamy dzieci, do tego dzieci chore, żeby to było wszystkim smutno. Ale nie byle jak chore, idziemy na całość i opiszemy oddział onkologii, pełen dzieci chorych na raka - w takiej okolicy nawet literacki analfabeta bez trudu skonstruuje chwytające za serce obrazy.

Mamy więc temat, co z warstwą techniczną? I tu nie problem: napiszmy to stylem prostym i ubogim, a potem powiedzmy, że tak miało być, bo tak naprawdę to wszystko przenośnia, przypowieść, powiastka filozoficzna, baśń wręcz. A tak w ogóle to słynny "Mały Książę" też jest taki, zatem w czym problem? Solidna narracja, liczne rozdziały, żywa ekspresywna proza są przecież zbędne.

Dodajmy punkt pierwszy i drugi, temat i technikę, po czym hit murowany.

Nie wiem czy tak było, może to wcale nie jest żerowanie na czytelniczej litości i empatii, szczególności kobiecej (bo epatowanie dziećmi na kobiety działa bardziej, instynkty macierzyńskie), a autor pisał wszystko w dobrzej wierze. Cały czas jednak miałem wrażenie, że to wszystko jest nieszczere, że mamy być smutni bo czytamy o smutnych rzeczach. A twierdzenie, że powieść nie musi być literacko i technicznie kunsztowna to dla mnie właśnie - wymówki. Z tego samego powodu nie cierpiałem "Małego księcia". Jestem zwolennikiem twardego, literackiego rzemiosła, uczciwego formowania światów opisami i akapitami, a nie że zarysujemy sytuację i jedziemy, bo skończyć po stu paru stronach. Przemawiają do mnie panoramiczne opisy i precyzja językowa, która garścią zdań i celnych, jaskrawych porównań potrafi zarysować żywy, ostry obraz. Coś takiego napisać o niebo trudniej, co czyni takie dzieło bardziej wartościowym. A tutaj tego nie ma, to jest poziom osiągalny i dla nastolatki. Ale że mamy umierające dzieci chore na raka to się wszyscy roztkliwiają, a książeczka idzie w bestsellery. I nieraz nie można nawet skrytykować, bo zaraz nadciąga gadanie, że człowiek jest nieczuły i nie widzi tego piękna.

Porównanie do "Małego księcia" zasadne. Saint-Exupéry'ego chyba wszyscy w szkole czytali, więc łatwo jest stwierdzić komu "Oskar i pani Róża" się spodoba. Jak ktoś lubił "Małego księcia", to spokojnie może tę opinię zignorować. Jak uważał - jak ja - że to był przereklamowany gniot, wówczas i to dzieło może sobie darować.

pokaż więcej

 
2019-03-20 15:50:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Kryminał/sensacja, Literatura japońska
Autor:

Powieść "Ring" (szkoda, że nie zdecydowano się przetłumaczyć na język polski tytułu, na "Krąg" chociażby...) jak i jego słynne ekranizacje wgryzły się głęboko w popkulturze i utrwaliły na całym świecie przerażającą wizję bladej dziewczynki z mokrymi włosami, wypełzającą z telewizora by pożreć biedakowi duszę. Temat po wielokroć powielany, imitowany jak i parodiowany. Tak się jakoś złożyło, że... Powieść "Ring" (szkoda, że nie zdecydowano się przetłumaczyć na język polski tytułu, na "Krąg" chociażby...) jak i jego słynne ekranizacje wgryzły się głęboko w popkulturze i utrwaliły na całym świecie przerażającą wizję bladej dziewczynki z mokrymi włosami, wypełzającą z telewizora by pożreć biedakowi duszę. Temat po wielokroć powielany, imitowany jak i parodiowany. Tak się jakoś złożyło, że sam nie bardzo miałem okazji zobaczyć żadnego z tych filmów, zatem do lektury powieści podszedłem z całkowicie czystym kontem. Co mnie zaskoczyło: takiej wypełzającej dziewczynki nigdzie nie ma, adaptacje jak widać muszą być mocno oddalone od oryginału, pożyczając jedynie podstawowe elementy składowe i przerabiając na swój sposób.

W rzeczy samej, interesujące jest to, że samego czystego horroru w horrorze, rodem z książek Kinga, jest tu względnie niewiele. Owszem, paranormalne zjawiska służą do zawiązania akcji i nieustannie wiszą groźbą rychłego zgonu nad głowami zaszczutego bohatera, jednakże w swojej esencji jest to bardziej efektowny akcyjniak. Rdzeniem powieści nie jest sama walka z duchami i klątwami, lecz śledztwo, badanie śladów i poszukiwanie wskazówek, które pozwoliłyby na odkrycie w jaki sposób można by odczynić wpływ złych mocy, podczas gdy zegar nieustannie tyka, tyka, tyka. I wychodzi to znakomicie, akcja nigdzie się zatrzymuje, lecz dziarsko pędzi naprzód, nie pozwalając się nudzić ani na chwilę. Takie połączenie kryminału z elementami grozy sprawdza się wyśmienicie.

Sama koncepcja kasety-wirusa również daje do myślenia, w szczególności w dzisiejszych czasach, ery powszechnego dostępu do informacji, smartfonów i Internetu. Starczy sobie wyobrazić, że zamiast kasety, trudnej w transporcie, kopiowaniu i wymagającej odpowiedniego odtwarzacza, demoniczny duch zastosowałby filmik na YouTube, a wizja katastrofy staje się jeszcze bardziej przerażająca niźli na samym końcu powieści.

pokaż więcej

 
2019-03-17 18:27:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura niemiecka
Seria: Nike

Ściany z akapitów. Od razu rzucają się w oczy te kobylaste kolumny, starczy tylko otworzyć książkę na losowej stronie by dostrzec długie, ciągnące się wewnętrzne monologi bohatera. Jak ktoś lubi dialogi to nie ma tu czego szukać, jest ich względnie niewiele, dominują długie wynurzenia, które czyta się trudno i mozolnie. Technicznie patrząc, język nie jest zły, ale nie jest też jakiś wybitny,... Ściany z akapitów. Od razu rzucają się w oczy te kobylaste kolumny, starczy tylko otworzyć książkę na losowej stronie by dostrzec długie, ciągnące się wewnętrzne monologi bohatera. Jak ktoś lubi dialogi to nie ma tu czego szukać, jest ich względnie niewiele, dominują długie wynurzenia, które czyta się trudno i mozolnie. Technicznie patrząc, język nie jest zły, ale nie jest też jakiś wybitny, zdał mi się poniekąd szorstki i surowy. Z rzadka przyszło się zatrzymać przy jakimś ciekawszym zdaniu, raczej mężnie przebijało przez długie wywody i wspomnienia.

Fabularnie mamy tu staczającego się na dół klauna, który po stracie partnerki, z którą to żył i mieszkał w konkubinacie, wraca do Bonn, skąd zaczyna wydzwaniać do jej znajomych, członków kółka religijnego, co całościowo jest głównie pretekstem do szeregu ścian tekstu opisujących zarówno wspomnienia bohatera, jego młodości i romansu, konfliktów ze wspomnianym środowiskiem jak i własną rodziną, oraz prezentacją jego zindywidualizowanych poglądów. Narrator, klaunem będąc, trzyma się swoich własnych, koślawych zasad, piętnując hipokryzję i stosunki panujące w powojennych Niemczech. I wszystko byłoby fajnie, tylko sama osoba owego narratora napełniła mnie raczej solidną dozą niechęci, co psuło cały efekt bo jak tu wypominać egoizm innych samemu będąc egoistą równie dużym. Belki w innych oczach widać, ale na własną analizę już chyba empatii niestarcza biednemu wykolejeńcowi. W rezultacie jest to coś w rodzaju buntu nieudacznika, który patrząc i oceniając sam po uszy siedzi w bagnie, topi smutki w alkoholu, kurczowo trzyma się myśli o kobiecie i zdaje się krytykować innych za sytuację, do której z grubsza biorąc w znacznej mierze doprowadził sam, będąc niezaradnym gamoniem, który tą niezaradność stara się maskować ględzeniem o sztuce i swoich dziwnych zasadach moralnych. W rezultacie jako czytelnik męczyłem się srodze, siedząc w jego głowie i obserwując jego myśli i wyrzuty.

pokaż więcej

 
2019-03-17 18:25:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura japońska

Wszystko jest kwestią perspektywy. Myślę, że wielu osobom książka wyda się melancholijna, ciepła, subtelna, urocza, nastrojowa. Mnie wydawała się przede wszystkim raczej płaska i nijaka. Problem w tym, że po masie ciężkich historii, o wojnach, głodzie, prześladowaniach i upodleniach, tego typu dzieła przestają na człowieka oddziaływać. Nie ma tu ani potężnych dramatów ani wzbudzających litość... Wszystko jest kwestią perspektywy. Myślę, że wielu osobom książka wyda się melancholijna, ciepła, subtelna, urocza, nastrojowa. Mnie wydawała się przede wszystkim raczej płaska i nijaka. Problem w tym, że po masie ciężkich historii, o wojnach, głodzie, prześladowaniach i upodleniach, tego typu dzieła przestają na człowieka oddziaływać. Nie ma tu ani potężnych dramatów ani wzbudzających litość scen. Nie ma też pięknego, zapadającego w pamięć języka czy stylu. Całość wydaje się strasznie błaha, coś na poziomie osiągalnym dla utalentowanej, uczuciowej nastolatki. Mam niestety raczej złośliwe wrażenie, że status "bestselleru New York Timesa" zyskało to głównie z trzech powodów: dlatego, że krótkie (marne 140 stron, starczyło na jedno krótkie posiedzenie), w sam raz dla gospodyń domowych nieprzyzwyczajonych do łykania setek stronic; dlatego, że importowane i japońskie; oraz dlatego, że łatwo przyswajalne. Moja cyniczna dusza potrzebuje jednak daleko silniejszych bodźców.

No ale i tak poziom wyżej niż "Kuchnia" Yoshimoto Banany, nikły wyczyn, ale zawsze.

pokaż więcej

 
2019-03-17 18:21:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura hiszpańska

Pierwszym moim zetknięciem z prozą Zafóna była jego debiutancka książka, "Książę mgły", którą uważam, niestety, za bardzo słabą, nawet uwzględniając to, że była ona skierowana do wyraźnie młodszego czytelnika. Byłem przez to niezbyt skory żeby sięgnąć po jego bardziej opasłe tomiska, wyznając jednak zasadę, że druga szansa pisarzom się należy, koniec końców zdecydowałem się spróbować jego... Pierwszym moim zetknięciem z prozą Zafóna była jego debiutancka książka, "Książę mgły", którą uważam, niestety, za bardzo słabą, nawet uwzględniając to, że była ona skierowana do wyraźnie młodszego czytelnika. Byłem przez to niezbyt skory żeby sięgnąć po jego bardziej opasłe tomiska, wyznając jednak zasadę, że druga szansa pisarzom się należy, koniec końców zdecydowałem się spróbować jego późniejszego dorobku. Cieszy mnie niemiernie, że kolejne podejście okazało się zdecydowanie bardziej udane. Wciąż nie jest to typ książki, którą bym się szczerze zachwycił, jednak całość okazuje się na tyle dobra, że jestem w stanie zrozumieć składane jej wszem i wobec hołdy.

Powieści autora słyną z odmalowanego w niej niezwykłego, ulotnego czaru Barcelony i faktycznie aspekt ten dominował mocno w czasie lektury. W istocie, zagłębiając się w kolejne strony, w gęstniejącej atmosferze zagubionych bibliotek i tajemniczych ksiąg ukrytych na zakurzonych półkach, oczekiwałem wręcz oderwania się od realizmu i pójścia w stronę jakiejś lekkiej fantastyki. Wręcz z zaskoczeniem przyjąłem to, że koniec końców, mimo całego tego wiszącego w powietrzu klimatu, powieść trzyma się jednak twardo i nie ulatuje nigdy w stronę nadnaturalnych wydarzeń. Magia zdaje się jednak istnieć tuż obok, niemalże dobijając się do czytelnika jak zza cienkiej ściany i nagłe pojawienie się prawdziwego ducha czy jakichś niespokojnych wizji, które to gdzie indziej by raziły, tu przyjęłoby się z otwartymi ramionami. Z tej strony plus niewątpliwie się należy.

Problemem - dla mnie - jest jednak tempo wydarzeń i całe to trzymanie w sennym nastroju, który owszem, jest przyjemny, jednak mnie niecierpliwił. Powiem wprost: jest to książka zaprojektowana i napisana po to by delektować się każdą stroną, zatrzymywać się nad pięknie skonstruowanymi, misternymi zdaniami i opisami, pławić się w niedopowiedzianej, nastrojowej atmosferze. Dla osoby, która lubi pędzić, łykając raźnie strona za stroną wszystko to wydaje się wolne. Bardzo, bardzo wolne, powiedziałbym nawet, że mozolne. Tu każdy krok naprzód kosztuje wiele stron i czasu. Miłośników dynamicznych thrillerów czy kryminałów, którzy sycą się kolejnymi zwrotami akcji, postępami w śledztwie lub rozwikłanymi zagadkami oraz starciami z przeciwnościami i przeciwnikami będzie to ślimacze, ślamazarne tempo niezmiennie irytować. Nie pomaga tu też sam główny bohater, osoba dramatycznie bierna, która znalazłszy się w samym środku tajemnicy niewiele jest w stanie zrobić by pchnąć sprawy naprzód i generalnie jedynie snuje się od sceny do sceny, pozwalając by większość prawdy odsłaniali za niego inni. Jak się w finale zdobywa w końcu na cień aktywności jest już zdecydowanie zbyt późno bym go mógł polubić i cenić jako bohatera. W rezultacie jestem z książki zadowolony i nie poskąpię wysokiej oceny, daleki jestem jednak od niemych zachwytów i czuję wyraźnie, że minie masa czasu nim zdobędę się na szturm na kolejne części.

pokaż więcej

 
2019-03-03 14:31:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Fantastyka
Autor:
Cykl: Akta Harry'ego Dresdena (tom 1)

Początek dłuższego, dość popularnego cyklu urban fantasy jakoś szczególnie ciepło mi na sercu nie zrobił - namieszanie wszystkiego, magów, wampirów i wilkołaków, wróżek i gadających czaszek, groch z fasolą, jakoś tak z mniejszym wdziękiem niż w Patrolach Łukjanienki. Najbardziej tu śmieszy główny bohater, który się ogłasza w gazecie jako czarodziej, a później dziwi, że musi znosić oszołomów... Początek dłuższego, dość popularnego cyklu urban fantasy jakoś szczególnie ciepło mi na sercu nie zrobił - namieszanie wszystkiego, magów, wampirów i wilkołaków, wróżek i gadających czaszek, groch z fasolą, jakoś tak z mniejszym wdziękiem niż w Patrolach Łukjanienki. Najbardziej tu śmieszy główny bohater, który się ogłasza w gazecie jako czarodziej, a później dziwi, że musi znosić oszołomów jako klientów i problemy z forsą. Do tego mamy sztandarowe śledztwo, pchanie się w awantury, ciągłe wodzenie za nos półsłówkami o wyroku w przeszłości, Białej Radzie i reszcie tego udziwnionego świata, jak i końcową wojnę na czary. Styl beznamiętny, nie zostaje w pamięci. Całość szału nie robi.

pokaż więcej

 
2019-03-03 14:16:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Fantastyka
Autor:
Cykl: Honor Harrington (tom 1)

Żeby się cieszyć lekturą tej powieści czytelnik jest wpierw zobowiązany przyjąć kilka założeń.

Po pierwsze, całość to w istocie panegiryk na cześć głównej bohaterki, co to się chłopom i admirałom nie kłania, wzorze cnót wszelakich, która wszystkich po kątach porozstawia i nawet w najgorszym bagnie (gdzie, rzecz jasna, trafia niesprawiedliwie i nie ze swojej winy) wyjdzie koniec końców na...
Żeby się cieszyć lekturą tej powieści czytelnik jest wpierw zobowiązany przyjąć kilka założeń.

Po pierwsze, całość to w istocie panegiryk na cześć głównej bohaterki, co to się chłopom i admirałom nie kłania, wzorze cnót wszelakich, która wszystkich po kątach porozstawia i nawet w najgorszym bagnie (gdzie, rzecz jasna, trafia niesprawiedliwie i nie ze swojej winy) wyjdzie koniec końców na swoje. Nie obędzie się więc chociażby od tego, że raz za jakiś czas słuchamy różnych innych bohaterów jak za jej plecami opowiadają jaka to ona nie jest niesamowita. Wszystko umie, zawsze lodowato spokojna, do tego ma magicznego kota drzewnego (którego z jakiegoś powodu nie przetłumaczono jako "drzewokota" czy podobnie, więc ciągle kłuje w oczy anglicyzm "treecat"). W zasadzie zanotowałem u niej w czasie lektury jedynie dwie istotniejsze wady: kiepsko radziła sobie z matematyką - co nie miało znaczenia, bo miała komputery i jakiś magiczny instynkt, dzięki którym i tak mogła latać lepiej jak inni - oraz nie była jakoś specjalnie urodziwa - co nie miało znaczenia, bo autor i tak ani myślał się pchać w wątki miłosne i mu uroda do niczego nie była potrzebna. Na ile jej postać już zdryfowała w stronę klasycznej "Mary Sue" nie podejmę się oceniać. To jednak było do przewidzenia, w końcu cała seria na X tytułów się kręci wokół niej i jej geniuszu, ciężko oczekiwać czegoś innego.

Po drugie, archaizm po prostu leje się z ekranu gęstą strugą. Przyszłość i statki kosmiczne, a strategia, kierowanie i stosunki na pokładzie dalej są żywcem wyjęte z czasów admirała Nelsona. Dochodzi tu momentami do absurdalnych kuriozów, pokroju tego że kapitan musi ustnie polecić bosmanowi aby ten zmienił kurs okrętu o kilka stopni w prawo. Komputery zamiast wyręczać ludzi w niemal każdej czynności stanowią tu odpowiednik rozbudowanego liczydła czy sekstansu, na którym załoga ręcznie sprawdza obliczenia i koordynaty. Albo oficer medyczny, który rannych w bitwie dalej kroi skalpelem zamiast stosować jakieś zrobotyzowane manipulatory czy coś w tym stylu. Krótko mówiąc, niby sci-fi, ale na kosmicznych galeonach i brygantynach.

Po trzecie, autor, jeśli wierzyć Wikipedii, jest gorącym zwolennikiem równości płci, przez co jak na marynarkę wojenną kręci się w tej armii całe mnóstwo kobiet na wysokich stanowiskach, przeważnie utalentowanych i uzdolnionych (choć są wyjątki), co również niektórych może drażnić bądź śmieszyć. Przekonania i poglądy autora jeszcze tutaj są raczej ciekawostką i fanaberią, nie wpływając w jakiś wielki sposób na akcję powieści, ani nie rzucającą się w oczy w nazbyt przesadny sposób, ale już opis kolejnej części cyklu wskazuje, że może być gorzej, a wojna płci zacznie dominować jako motor napędowy fabuły... cóż, zobaczymy gdy (albo jeśli) przyjdzie przeczytać "Honor królowej".

Jak się powyższe trzy kwestie przyjmie do wiadomości i zaakceptuje, wówczas nie ma większego problemu aby cieszyć się powieścią. Akcja sunie wartko, postacie dają się lubić (lub nie, jeśli akurat mamy czuć wobec nich niechęć), do tego autor stara się przy okazji budować swoje uniwersum, dodając szerokie opisy panujących tam polityk, pseudofizyki lotów międzyplanetarnych i stosunków militarnych, łącznie z dodatkami na końcu, których to szczerze mówiąc już nie chciało mi się czytać - aż tak mi nie zależy, fanatyków jednak pewnie takie drobiazgi cieszą. Jak na początek serii, która się potem rozlała na kilkanaście solidnych grubych tomów, nie jest źle.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
72 72 323
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (0)
Lista jest pusta
zgłoś błąd zgłoś błąd