Zuzanna 
czytanie-i-inne-przygody.blogspot.com
24 lat, kobieta, Jastrzębie-Zdrój, status: Czytelniczka, dodała: 6 cytatów, ostatnio widziana 1 tydzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-03 11:46:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Do przeczytania thrillera psychologicznego pt. "Na krawędzi" autorstwa A. F. Brady - amerykańskiej psychoterapeutki - zachęcił mnie nie tyle opis fabuły, co właśnie zawód debiutującej pisarki. Byłam ciekawa jak specjalistka od ludzkiej psychiki przedstawi nam to, co siedzi w głowach ludzi chorych psychicznie. Miałam nadzieję na poszerzenie horyzontów i zdobycie pożytecznej wiedzy o określonych... Do przeczytania thrillera psychologicznego pt. "Na krawędzi" autorstwa A. F. Brady - amerykańskiej psychoterapeutki - zachęcił mnie nie tyle opis fabuły, co właśnie zawód debiutującej pisarki. Byłam ciekawa jak specjalistka od ludzkiej psychiki przedstawi nam to, co siedzi w głowach ludzi chorych psychicznie. Miałam nadzieję na poszerzenie horyzontów i zdobycie pożytecznej wiedzy o określonych chorobach a przy tym liczyłam na dreszczyk emocji, jak to w lekturze thrillera bywać powinno. A kto lepiej zna tajemnice ludzkiego umysłu niż profesjonalna psychoterapeutka? I o ile z tym zadaniem autorka poradziła sobie dość dobrze, bo przekonująco zobrazowała nam pewne choroby psychiczne i wyjaśniła ich charakterystyczne cechy, o tyle zabrakło mi w książce napięcia, którym dobry thriller powinien się cechować.



Główna bohaterka - Samantha James - to ceniony psycholog. Choć jest uważana za najlepszego terapeutę w Centrum Psychiatrycznym Tyflos, to jednak przytłaczają ją problemy, z którymi sama nie potrafi sobie poradzić. W udzielaniu porad ofiarom przemocy domowej zupełnie nie przeszkadza kobiecie to, że sama jest bita i maltretowana przez swojego chłopaka, którego de facto zdradza. Sam potrafi pomóc innym, lecz sobie niestety nie. Agresywny chłopak to jednak tylko jeden z wielu problemów Sam - uzależnienie od alkoholu, problemy z koncentracją czy zaniki pamięci są na porządku dziennym. Na domiar wszystkiego pod opiekę kobiety trafia Richard - pacjent z kryminalną przeszłością, o którym zupełnie nic nie wiadomo, poza tym, że wyszedł z więzienia. Richard sprawia wrażenie zupełnie zdrowego, a jednak z jakiegoś powodu trafił do Tyflos. Spotkania Sam i Richarda z czasem przybierają nieoczekiwany obrót a granica między chorym a terapeutą zaczyna się coraz bardziej zacierać.



Brak napięcia to pierwszy minus, jaki wytknęłam tej książce. Cała fabuła koncentruje się wokół życia Sam - i tego prywatnego, i tego zawodowego. Jednakże wszystko jest opisywane w tak apatyczny sposób, że momentami powieki same się zamykały. Brakuje dynamiki, napięcia i akcji, które nadałyby fabule pewnej żywiołowości. Autorka koncentruje się na opisywaniu wszystkiego z perspektywy zmęczonej życiem pani psycholog, która sama ma problemy z własną psychiką. Nawet fakt, iż pod jej skrzydła trafia kryminalista o tajemniczej przeszłości, niewiele zmienił i nie nadał fabule oczekiwanego smaczku. Życie Sam to pasmo problemów - i to na każdej płaszczyźnie - co niestety przytłacza czytelnika. A fakt, iż kobieta jest hipokrytką, wzbudza do niej antypatię.



Książka została tak napisana, że w sumie nie wiadomo co jest jej głównym problemem i na czym autorka skupia się w głównej mierze. W opisie fabuły nawiązano do sprawy z Richardem, a jednak nie przebija się ona jakoś specjalnie na tle innych. Dużo bardziej angażowały mnie - o ile można to nazwać angażowaniem - problemy sercowe bohaterki i trzech mężczyzn w jej życiu - Lucasa, Davida i AJ - niż Richard i jego rola w powieści. Przez długi czas spotkania Sam z tajemniczym pacjentem to po prostu walka z wiatrakami. Wszystko zmienia się wówczas, gdy mężczyzna przynosi na wspólne spotkania buteleczki z alkoholem. A to już bliżej końca powieści niż jej początku. Do tego czasu obserwujemy przede wszystkim bujne, lecz niezbyt interesujące i godne pozazdroszczenia życie Sam i jej zawirowania. A wraz z ostatnią stroną pojawia się rozczarowanie. Po pierwsze dlatego, że wybrany przez autorkę kierunek był w pewnym momencie do przewidzenia, a po drugie - nawet jeśli nie byłby do przewidzenia, to w sumie nie wynikło z niego nic istotnego dla historii. Fakty, które wyszły na jaw, nijak nie wpłynęły na moje wrażenia z lektury i postrzeganie historii zawartej w tej książce.



"Na krawędzi" ciężko ocenić w kategorii "zły" czy "dobry" thriller. Jeśli ktoś lubi poczytać o chorobach jakie mogą zawładnąć ludzką psychiką, to w historię opisaną w książce taka osoba się wciągnie - osobowość typu borderline, schizofrenia, depresja - wszak fabuła została osadzona przede wszystkim w szpitalu psychiatrycznym. Jeśli jednak od thrillera czytelnik oczekuje przede wszystkim intrygującej fabuły i napięcia, które nie pozwoli mu się oderwać od książki aż do ostatniej strony, to przykro mi, ale z tym tytułem tego nie doświadczy. Dobrze rozbudowana warstwa psychologiczna niestety nie zdołała obronić całości. Nie dzieje się nic, co wciągnęłoby oczekującego emocji czytelnika, a w wir psychicznych problemów pani psycholog i jej pacjentów czytelnik po prostu wpadać nie chce.

pokaż więcej

 
2018-10-15 17:50:52
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-10-15 17:35:18
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: WRÓĆ DO MNIE (tom 1)
 
2018-10-15 17:22:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Matylda i Kosma (tom 2)

Bez ukochanej osoby u boku życie traci sens. Nawet, gdy miejsce drugiej połówki zastąpiły dwie małe istotki. Rok po odejściu Kosmy Matylda musi samotnie dźwigać ciężar macierzyństwa, a przy tym codziennie zmagać się z tęsknotą za ukochanym mężczyzną. Kosmie też łatwo nie jest - ile jeszcze życia mu zostało tego nikt nie wie. Kolejne dni nieubłaganie przybliżają go do śmierci. Czy dawni... Bez ukochanej osoby u boku życie traci sens. Nawet, gdy miejsce drugiej połówki zastąpiły dwie małe istotki. Rok po odejściu Kosmy Matylda musi samotnie dźwigać ciężar macierzyństwa, a przy tym codziennie zmagać się z tęsknotą za ukochanym mężczyzną. Kosmie też łatwo nie jest - ile jeszcze życia mu zostało tego nikt nie wie. Kolejne dni nieubłaganie przybliżają go do śmierci. Czy dawni kochankowie zdążą się jeszcze spotkać? Czy ich miłość jest na tyle silna, by czekać?

Po tak fenomenalnym debiucie jakim okazała się książka "Napisz do mnie" w końcu doczekaliśmy kontynuacji losów Matyldy i Kosmy. Chyba każdego, kto poznał tych cudownych bohaterów nurtowały przede wszystkim dwa pytania - "Czy Kosma przeżyje?" oraz "Czy Matylda i Kosma wrócą do siebie?". No cóż, na żadne z nich nie znajdziemy wyczerpującej odpowiedzi w drugiej części, bo jeszcze wszystko może się wydarzyć w trzeciej - finałowej. Natomiast kiedy przeczytałam pierwsze zdanie "Zaczekaj na mnie" z wrażenia zakręciło mi się w głowie i zaczęłam się obawiać co zastanę na kolejnych stronach. No cóż, brawa dla autorów za najszybsze zrobienie mnie w przysłowiowego konia. Już po kilku stronach wiedziałam, że spokojnie mogę czytać dalej. A jednak nie było wcale tak spokojnie jak wówczas myślałam.

"Zaczekaj na mnie" jest książką nieco inną niż poprzedniczka. Przede wszystkim nie znajdziemy w niej tego, co tak urzekło mnie w "Napisz do mnie", czyli cudownych, intymnych listów, które wprowadzały czytelnika w romantyczny nastrój. Nie ma już tej beztroski jaka płynęła z kart pierwszej części. Jest więcej bolesnej strony życia, choć na chwile radości autorzy też trochę miejsca znaleźli. Najbardziej cieszę się z powrotu uroczego Helmuta, który swoją obecnością i psią mądrością wprowadza w historię mnóstwo ciepła i pozytywnych uczuć.

Gdybym miała jednym zdaniem powiedzieć jak upłynęła mi lektura podsumowałabym to tak: lektura to niecierpliwe oczekiwanie na jedno spotkanie. Przypadkowe, nieprzypadkowe, byleby w końcu do niego doszło. No bo ileż można się mijać, ileż można zwlekać, upierać przy swoim i odwlekać w czasie to, co w końcu musi nastąpić. Na szczęście ten upór nie irytuje, a w przypadku Matyldy jest wręcz zrozumiały, bo o Kosmie... no cóż, decyzja Kosmy, jaką podjął wiele miesięcy temu, to temat rzeka. I trochę go rozumiem, i trochę go nie rozumiem. Bądź co bądź, w jego sytuacji nie chciałabym się nigdy znaleźć.


"Zaczekaj na mnie" jest bardziej życiowa niż "starsza siostra", bardziej gorzka, mało romantyczna i przyjemna - ale czy przez to gorsza? Absolutnie. Jest równie pełna emocji, lecz tym razem zupełnie innych. W tej części Lidia Liszewska i Robert Kornacki pokazują się czytelnikowi z nowej strony - już nie jako ci, którzy nagradzają bohaterów uśmiechem losu - tym razem autorzy nie boją się rzucać im wyzwań, dokładać trosk i zmartwień, pozostawiając dalej na kartach powieści tą swoją wrodzoną lekkość pisania. Cudowny dar - sama chciałabym umieć opowiadać tak jak Oni.
Mówi się, że istnieje coś takiego jak "klątwa drugiego tomu" - tu nie trzeba się o to w ogóle martwić. I o trzeci tom też jestem spokojna - wierzę, że Matylda i Kosma będą szczęśliwi, bo zwyczajnie na to zasługują.

pokaż więcej

 
2018-09-03 22:14:44
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2018-09-02 14:57:21
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2018-09-02 14:41:40
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Autor:

"Lokatorka" JP Delaney to jeden z tych debiutów, które dają nadzieję, że oto na rynku wydawniczym pojawił się kolejny autor, po którego twórczość czytelnicy będą sięgać w ciemno. Zafascynowana klimatem debiutanckiego thrillera nie wahałam się ani przez moment kiedy pojawiła się szansa, by przeczytać "W żywe oczy" - kolejną powieść w dorobku autora, ale co ciekawe - bazującą na innej powieści... "Lokatorka" JP Delaney to jeden z tych debiutów, które dają nadzieję, że oto na rynku wydawniczym pojawił się kolejny autor, po którego twórczość czytelnicy będą sięgać w ciemno. Zafascynowana klimatem debiutanckiego thrillera nie wahałam się ani przez moment kiedy pojawiła się szansa, by przeczytać "W żywe oczy" - kolejną powieść w dorobku autora, ale co ciekawe - bazującą na innej powieści wydanej przez tegoż pisarza, lecz pod innym nazwiskiem. Po przeczytaniu tej mącącej w głowie historii mogę stwierdzić, że różni się ona od "Lokatorki" pod wieloma względami, ale w jednej kwestii nic się nie zmieniło - autor wie, jak przyprawić czytelnika o dreszcze.

"W żywe oczy" to thriller psychologiczny, z wszystkimi cechami towarzyszącymi temu gatunkowi. Autor wiele uwagi poświęca przede wszystkim bohaterom, ich psychice i zachowaniu. Claire jest aktorką, która całą sobą angażuje się w powierzane jej role. Czasem można odnieść wrażenie, że ma wiele osobowości i widzi świat takim, jakim chce widzieć postać, w którą akurat się wciela. Aktorstwo to jej sposób na życie - dzięki swoim umiejętnościom może pracować dla kancelarii prawnej specjalizującej się w rozwodach, a jej zadaniem jest udowodnienie niewierności zdradzających małżonków. Jednym z takich podejrzanych niewiernych mężów, którego Claire ma za zadanie zdemaskować jest Patrick Fogler - jedyny jak do tej pory mężczyzna, który nie uległ jej urokowi. Następnego dnia okazuje się, że żona Patricka została zamordowana.

Kto i dlaczego zabił Stellę Fogler?
Co z tym wszystkim ma wspólnego Charles Baudelaire - francuski poeta i jego wiersze?


Jak wspomniałam, JP Delaney położył nacisk na ukazanie portretów psychologicznych głównych bohaterów. Nie odkrywa jednak przed czytelnikiem wszystkiego od razu i choć pewne wnioski nasuwają się dość szybko, to w finale okazuje się, że były one błędne. Historię poznajemy tylko z punktu widzenia Claire, będącej narratorką powieści, a przy tym aktorką cierpiącą na urojenia. To dodaje całej historii pewnej niejednoznaczności. Nie wiadomo do końca kto jest naprawdę sobą, a kto znakomitym aktorem. Czy to, co widzimy to tylko doskonała iluzja, czy po prostu takie są fakty.

Natomiast niewyjaśnione morderstwo Stelli nie jest w tym wszystkim najważniejsze, lecz pozostaje tłem dla czegoś innego, czegoś bardziej intrygującego - dla wierszy Baudelaire'a, ociekających erotyzmem a przy tym jakże brutalnych. JP Delaney tak interesująco przytacza postać francuskiego poety, że sama autentycznie zaciekawiłam się jego osobą i po lekturze sięgnęłam do internetu, by móc bliżej przyjrzeć się Baudelaire'owi.

Styl JP Delaney pozostaje niezmienny - lekki, niespieszny, lecz wzbudzający niepokój i zaintrygowanie. Akcja nie pędzi szalonym tempem, a mimo to kartki same przelatują przez palce. Dopracowana w każdym calu fabuła zasługuje na uznanie, a podjęte przez pisarza kwestie takie jak BDSM, zaburzenia urojeniowe czy też nawiązania do wierszy poety wyklętego dodają książce bardziej tajemniczego i intrygującego klimatu.

"W żywe oczy" to thriller, który w którym poezja Charlesa Baudelaire'a przeplata się z brutalnymi morderstwami. To właśnie na wzór "Kwiatów zła" tajemniczy morderca zabija swoje ofiary. Dzięki nieoczywistości jaka emanuje z tej historii czytelnikowi cały czas towarzyszą emocje, wśród których dominuje niepokój i zaintrygowanie. Mi towarzyszyło naprzemiennie przerażenie i fascynacja - przerażenie tym, co fascynowało Claire, a fascynacja tym, jak autor to wszystko wymyślił i ubrał w słowa. Czytając tę powieść z zapartym tchem, dopiero w finale zorientowałam się, że JP Delaney zrobił mi wodę z mózgu, bo pojawiające się w trakcie historii zwroty akcji to pikuś w porównaniu z tym, co czeka na nas w finale. Ostrzegam, że książka mocno uzależnia.

pokaż więcej

 
2018-08-22 18:05:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"Nauczyciela tańca" miałam okazję przeczytać dzięki Michalinie z bloga Książkowy świat w ramach organizowanego przez nią Booktour. Powieść ta zapoczątkowuje moją znajomość z twórczością Anny Dąbrowskiej, ale też niestety póki co ją kończy. Nie przekonała mnie ona na tyle, bym zechciała sięgnąć po inne książki autorki. Planowałam przeczytać "W rytmie passady", ale nie przemówił do mnie styl... "Nauczyciela tańca" miałam okazję przeczytać dzięki Michalinie z bloga Książkowy świat w ramach organizowanego przez nią Booktour. Powieść ta zapoczątkowuje moją znajomość z twórczością Anny Dąbrowskiej, ale też niestety póki co ją kończy. Nie przekonała mnie ona na tyle, bym zechciała sięgnąć po inne książki autorki. Planowałam przeczytać "W rytmie passady", ale nie przemówił do mnie styl pisarki, a właściwie rażące powtórzenia w tekście, których można było uniknąć korzystając chociażby z internetowego słownika synonimów. Nie wiem czy autorka ma tak ubogie słownictwo, czy nadużywała pewnych wyrazów świadomie czy też nie. W każdym razie początkowo mnie to śmieszyło, a potem już zwyczajnie drażniło, a że uczestniczki booktour zostawiały na marginesach swoje komentarze to wiem, że nie ja jedna byłam tym poirytowana. (to co Dziewczyny, cedzimy? ;-))



Powieść Anny Dąbrowskiej to takie typowe New Adult, bez żadnych ochów i achów, bez powiewu świeżości, z przewidywalnymi wątkami i finałem (najbardziej ujmującym momentem w całej historii). Jednak mimo przewidywalności w jednej kwestii autorce udało się mnie zaskoczyć. Nie było to jednak zaskoczenie zmieniające moje podejście do książki i nie wpłynęło na jej ocenę. Bohaterowie, jak na New Adult przystało, też są stereotypowi - oboje z bolesną przeszłością, zamknięci na ludzi i uczucia, poznają się i już od pierwszego spotkania coś zaczyna się w nich zmieniać. I tu pojawia się zgrzyt w postaci niekonsekwencji autorki, bo raz okazuje się, że Dominik nigdy nikomu nie pozwala się dotykać, a na kolejnej stronie nie ma żadnego problemu z tym, by dotknąć Kaję. Nie kupiłam tego, niestety. Poza tym nie przepadam za bohaterami, którzy na co drugiej stronie się kłócą i tak przez całą powieść. Nie polubiłam niezdecydowanej Kai, która prowokowała właściwie większość takich nieprzyjemnych sytuacji. Autorka nie zapomniała też namieszać w związku bohaterów obecnością zakochanej w chłopaku Magdy. Bardziej banalnie chyba już być nie mogło.



W całej historii najbardziej spodobał mi się motyw tańca i postać Sary - młodszej siostry Kai - która na skutek tragicznego wydarzenia z przeszłości przestała mówić. To właśnie muzyka pozwala dziewczynce wyzwolić emocje i wyrazić uczucia, dlatego Kaja mimo własnych oporów zgadza się zapisać siostrę na lekcje tańca, a jej nauczycielem jest nie kto inny jak właśnie Dominik. To około taneczne słownictwo, którym posłużyła się autorka, zupełnie nic mi nie mówiło, więc za dużo nie mogłam sobie wyobrazić. Dopiero z małą pomocą internetu udało mi się wkroczyć w świat krumpingu i tak też polecam zrobić osobom zdecydowanym na lekturę, bo łatwiej wtedy wczuć się w klimat powieści.



"Nauczyciel tańca" to proste, banalne love story. Miłośnik gatunku, który przeczytał wiele książek New Adult, pewnie będzie czuł niedosyt - ja właśnie to czułam po zamknięciu ostatniej strony. Tej powieści brakuje po prostu iskry, która zapaliłaby w czytelniku emocje mające mu towarzyszyć przy lekturze tego typu książek. W swoim gatunku to średnia pozycja - rozumiem, że autorkom ciężko wymyślić coś nowego, oryginalnego bo New Adult rządzi się swoimi prawami, ale jednak wciąż zdarzają się perełki, więc nie jest to niewykonalne. W tej powieści autorka poszła po najmniejszej linii oporu, wykorzystała same utarte schematy sprowadzając tę książkę do poziomu tych, które po przeczytaniu od razu się zapomina. Ja nawet teraz, pisząc tę recenzję kilka dni po przeczytaniu książki musiałam posiłkować się opisem z okładki, żeby przypomnieć sobie o czym ona w ogóle była. A potencjał był i zapowiadało się tak dobrze...

pokaż więcej

 
2018-08-14 20:19:09
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Cykl: Madeline Guillaume Musso (tom 2)

Madeline Green, była policjantka ucieka przed własnymi demonami do Paryża. W stolicy Francji szuka spokoju i wytchnienia po bolesnych wydarzeniach z przeszłości i nieudanej próbie samobójczej. Kiedy trafia do wynajętego domu należącego niegdyś do słynnego artysty Seana Lorenza, okazuje się, że budynek wynajął również ktoś inny - przeżywający kryzys twórczy dramatopisarz Gaspard Coutances.... Madeline Green, była policjantka ucieka przed własnymi demonami do Paryża. W stolicy Francji szuka spokoju i wytchnienia po bolesnych wydarzeniach z przeszłości i nieudanej próbie samobójczej. Kiedy trafia do wynajętego domu należącego niegdyś do słynnego artysty Seana Lorenza, okazuje się, że budynek wynajął również ktoś inny - przeżywający kryzys twórczy dramatopisarz Gaspard Coutances. Początkową wzajemną niechęć szybko zastępuje wspólne zaintrygowanie życiem zmarłego malarza, jego zamordowanym synem Julianem oraz tajemniczym zaginięciem ostatnich obrazów artysty. Madeline i Gaspard rozpoczynają poszukiwania zaginionych dzieł, odkrywając przy tym kolejne szokujące fakty o porwaniu żony Seana - Penelope i ich syna.

Paryż. Miasto niezwykle romantyczne, klimatyczne i urokliwe. Jak żadne inne nadaje się do roli tła dla historii, w której sztuka przeplata się z wielką miłością i jeszcze większą tragedią. Jednak Paryż z powieści Musso jest inny - hałaśliwy, deszczowy, pogrążony w strajkach, wręcz przygnębiający. A mimo to nadal można wyczuć jego specyficzny, francuski, czarujący klimat.

Miłość, tragedia, sztuka, Paryż - to połączenie wyszło pisarzowi wyśmienicie. "Apartament w Paryżu" ujmuje przede wszystkim malowniczym światem sztuki. Autor sprawnie operuje słowem, tworząc cudowne opisy dzieł, wzbudzając zachwyt nawet czymś tak prozaicznym jak nazwy pigmentów. Jednak to wszystko stanowi jedynie piękną otoczkę dla dramatu jaki rozegrał się w życiu Seana Lorenza. Tragiczna historia artysty, jego wielkiej miłości i muzy - Penelope oraz ich zamordowanego syna pachnie tajemnicą. Wiele w niej niewyjaśnionych do końca spraw i wątpliwości związanych z tym, co wydarzyło się wówczas, gdy Penelope i Julian zostali porwani. Więziona, torturowana kobieta i jej synek, okrutnie zadźgany nożem na oczach matki - komu i dlaczego zależało na tym, by pozbawić małe dziecko życia a jego rodziców skazać na nieustanne cierpienie? Tego za wszelką cenę pragnie dowiedzieć się Gaspard, który wciąga Madeline w śledztwo, podczas którego na brak zwrotów akcji nie będziemy narzekać. Wiele intrygujących kwestii dotyczy zwłaszcza ostatnich dni życia artysty. Co malarz odkrył tuż przed swoją śmiercią? Czego szukał w Nowym Jorku - mieście, które zapoczątkowało jego upadek?

Drobnym mankamentem tej historii jest to, że z czasem można przewidzieć jaki będzie finał sprawy zabójstwa małego Juliana. Jednak wszystkie okoliczności, które do tego finału prowadzą, nadrabiają swoją tajemniczością i nieprzewidywalnością. Nie przeszkadza tak bardzo to, że domyślamy się, co zastaniemy na końcu, bo nie wiemy co do tego doprowadziło. A to właśnie frapuje i zdumiewa w tej historii najbardziej.

"Apartament w Paryżu" to powieść, którą czyta się błyskawicznie. Zachwyca zagadkami, nieprzeciętnymi bohaterami, fascynującym światem sztuki i rodzinną tragedią. Tym razem autor oszczędził czytelnikowi fantastyki, która charakteryzuje wiele jego dzieł, wzbogacając tę historię o zupełnie inny, ciekawszy i ambitniejszy rodzaj magii - magię sztuki. Zaś ciekawe, dopracowane i absorbujące wątki kryminalne u Musso to akurat nic nowego. "Apartament w Paryżu" dostarczył mi przyjemnej rozrywki, a i na wzruszenie znalazło się trochę miejsca. Choć to kryminał, to jednak ma w sobie coś kojącego - tak właśnie oddziałuje na czytelnika wszechobecna sztuka. Polecam jak najbardziej.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
648 115 2398
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (103)

Ulubieni autorzy (11)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (38)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd