Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
SIA 
miedzy-brzegami.blogspot.com
21 lat, kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 7 książek i 61 cytatów, ostatnio widziana 1 dzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
SIA
2017-07-23 10:18:11
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
SIA
2017-07-18 10:26:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017
Autor:
 
SIA
2017-07-11 20:17:40
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Posiadam
Autor:

Czy można rozpocząć wakacje lepiej, niż wyruszając w podróż? Osobiście lepszych wakacji sobie nie wyobrażam, dlatego postanowiłam rozpocząć je z Biurem Podróży Samotnych Serc. Po niezapomnianej podróży do Indii, tym razem mój kierunek to Chile… No to jedziemy!

„Ludzie myślą, że kiedy pojadą na romantyczną wycieczkę, domowe problemy same się rozwiążą, tymczasem zabierają je ze sobą, a w obcym...
Czy można rozpocząć wakacje lepiej, niż wyruszając w podróż? Osobiście lepszych wakacji sobie nie wyobrażam, dlatego postanowiłam rozpocząć je z Biurem Podróży Samotnych Serc. Po niezapomnianej podróży do Indii, tym razem mój kierunek to Chile… No to jedziemy!

„Ludzie myślą, że kiedy pojadą na romantyczną wycieczkę, domowe problemy same się rozwiążą, tymczasem zabierają je ze sobą, a w obcym otoczeniu wszystko urasta do niebotycznych rozmiarów”.

Po wielu przygodach w Indiach oraz różnych niespodziewanych trudnościach związanych z prowadzeniem Biura Podróżny Samotnych Serc, Georgia i Ben otrzymują propozycję nie do odrzucenia – zostają zaproszeni do wzięcia udziału w konkursie. Do wygrania są duże pieniądze, gwarantowany rozgłos medialny dla Biura oraz teoretycznie darmowy pobyt w Chile, w którym nagrywany będzie program telewizyjny z udziałem wspólnie podróżujących par. Warunek zdobycia nagrody jest jeden: pokonać pozostałe pary konkursowe. Zadanie to wydaje się dość łatwe, jednak jego prawdziwy stopień trudności uczestnicy poznają dopiero na miejscu, biorąc udział w różnych dyscyplinach konkursowych. Jakie niespodzianki czekają na Bena i Georgię?

Gdy tylko dowiedziałam się o tym, że została wydana trzecia część Biura Podróży Samotnych Serc Katy Colins, w ciemno postanowiłam tę książkę przeczytać. „Kierunek Indie” pochłoną mnie zupełnie, dlatego koniecznie chciałam przeczytać ciąg dalszy przygód Georgii i Bena – tym razem „Kierunek Chile”. Katy Colins, dzięki swojemu lekkiemu pióru z umiejętnością pisania zabawnych i wzruszających historii, stała się jedną z nielicznych pisarek, na których książki czekam z niesamowitą niecierpliwością.

Prawdopodobnie, czytając książki typu „Biuro Podróży Samotnych Serc: Kierunek Chile”, czyli powieści obyczajowe z fikcyjnymi bohaterami, nie da się w stu procentach poznać danego kraju, do którego przenosi nas fabuła opowieści (choć autor, który sam wcześniej był w danym kraju, stara się możliwie jak najlepiej zobrazować urok najwspanialszych tamtejszych miejsc). Dla mnie jednak nawet to częściowe poznanie danego zakątka ziemi jest wyjątkowe. Zawsze marzyłam o dalekich podróżach, a takie książki choć w maleńkim stopniu te podróże mi umożliwiają – pozwalają poznać nowe kultury, inne obyczaje i tradycje…

Powieść Katy Colins to jednak nie tylko podróż do Chile. To także opowieść o pracy wykonywanej z prawdziwej pasji, o przyjaźni aż po grób oraz o miłości, która może nie zawsze bywa jak z bajki, ale o którą mimo wszystko warto walczyć. „Biuro Podróży Samotnych Serc” to powieść bardzo dynamiczna – wiele w niej zwrotów akcji i niepewnych momentów – dlatego, czytając uważnie, nie sposób się z nią nudzić i… bardzo trudno się od mniej oderwać! Szczerze polecam!

http://miedzy-brzegami.blogspot.com/

pokaż więcej

 
SIA
2017-07-06 13:39:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017

Objawienia, choć wiele ich od dawna, ciągle są wyjątkową „chronioną rzadkością”. Nie często się o nich mówi, a jeszcze trudniej udowodnić, że rzeczywiście miały miejsce. W Polsce tylko jedno objawienie maryjne zostało oficjalnie uznane przez Kościół, to w Gietrzwałdzie, mające miejsce dokładnie 140 lat temu. Aż trudno w to uwierzyć, bo przecież było ich więcej. Niestety po wielu zostały tylko... Objawienia, choć wiele ich od dawna, ciągle są wyjątkową „chronioną rzadkością”. Nie często się o nich mówi, a jeszcze trudniej udowodnić, że rzeczywiście miały miejsce. W Polsce tylko jedno objawienie maryjne zostało oficjalnie uznane przez Kościół, to w Gietrzwałdzie, mające miejsce dokładnie 140 lat temu. Aż trudno w to uwierzyć, bo przecież było ich więcej. Niestety po wielu zostały tylko zapiski w kronikach parafialnych, archiwach bibliotecznych czy wspomnienia mieszkańców…

Jedno z takich „zapomnianych” objawień spisał Piotr Nesterowicz w swoim reportażu pt. „Cudowna”. 13 maja 1965 roku w Zabłudowie. To właśnie wtedy Matka Boża po raz pierwszy objawiła się Jadwidze Jakubowskiej. Dziewczyna miała wtedy 14 lat, mieszkała wraz z rodzicami i bratem w małym miasteczku. Nie wyróżniała się niczym szczególnym, w szkole uczyła się słabo, a poza nauką pomagała rodzicom na gospodarce. W tym miejscu nie wypada jednak pytać, dlaczego Matka Boża objawiła się właśnie jej – o tego nie można przewidzieć, to jest po prostu wielki dar.

„Módlcie się i nawracajcie, bo jeśli nie, mój Syn będzie surowo karał.” *

Matka Boża Jadwidze w sumie objawiła się cztery razy, za każdym razem prosząc o to samo – o modlitwę i nawrócenie. Czyli właściwie o to, o co prosiła także w Fatimie; choć w Fatimie Maryja mówiła dzieciom nieco więcej. Czy zatem, tylko to „więcej” przyczyniło się do tego, że cud z Fatimy jest znany na cały świat, a cud z Zabłudowa został zapomniany? A może ówczesne czasy nie pozwoliły na to, by ów cud został „gruntownie” przebadany i zatwierdzony przez Kościół?

W tamtych czasach, nawet jeśli cud był prawdziwy, władze robiły wszystko, by prawda nie wyszła na jaw. Kościół dla władz państwa w tamtym okresie był dość „nie na miejscu”; wszelkie wyznawanie wiary można było uznać za sprzeciwianie się ówczesnej władzy i stać się wrogiem państwa. Dlatego władze od samego początku potępiały ten cud i walczyły z pielgrzymami. Choć pielgrzymki i tak były – licznych wierzących nie była w stanie powstrzymać nawet groźba więzienia. A księża? Cóż, nie każdy był jak ks. Jerzy Popiełuszko czy kard. Stefan Wyszyński. Proboszcz parafii w Zabłudowie prawdopodobnie po prostu nie chciał mieć problemów, więc starał się podporządkować żądaniom władzy i – nawet jeśli w cud wierzył – mieszkańcom i pielgrzymom zakazał uczęszczania na łąkę, na miejsce objawień Matki Bożej.

„Klasztor nauczył mnie modlić się i mieć nadzieję. Kiedy wróciłam do Zabłudowa, prawie wszyscy byli przeciw mnie. Wiedziałam, że wielu zwątpiło w objawieni.” **

Reportaż Piotra Nesterowicza porusza temat, który w czasach gomułkowskich starano się zagłuszyć, dlatego niewielu wie dzisiaj o tym cudzie. Nesterowicz odkrywa przed czytelnikami fakty, które, gdyby nie jego książka, do tej pory mogłyby być znane wyłącznie mieszkańcom Zabłudowa i okolicznych miejscowości. Czy jego książka jednak coś zmieni? Szanse na to, że Kościół zainteresuje się tym objawieniem i uzna go „oficjalnie” za prawdziwy raczej są niewielkie, ale mam nadzieję, że ta książka zainteresuje chociaż katolików, którym Matka Boża nie jest obojętna. Dla mnie jest on cenny, nawet bez „oficjalnego papierka” wydanego przez Kościół katolicki.

Wszystkim, którzy lubią prawdziwe historie lub tym, którzy po prostu chcieli by się czegoś więcej dowiedzieć o objawieniu w Zabłudowie, gorąco polecam książkę „Cudowna” P. Nesterowicza. Nie widzę żadnych podstaw, by podważać autentyczność tego objawienia. Nawet jeśli „nie wszystko mi się zgadza”, cud licznych uzdrowień i zeznania nie tylko rodziny Jakubowskich nie pozwala mi wątpić, że jednak to objawienie miało miejsce naprawdę.

pokaż więcej

 
SIA
2017-06-30 11:27:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Posiadam
Autor:

Można napisać setki książek, ale na nic nie przydadzą się one, jeśli nie będzie miał kto ich czytać. Jednych do czytania nie trzeba długo zachęcać, innych potrafi zachęcić sam autor. Tak zachęca o. Jan Góra – samą swoją osobowością. Najpierw zachęcał wszystkich do duszpasterstwa, później na Lednicę, Jamną i Hermanice… a teraz jego książki doskonale uzupełniają wszystkie te wspólne spotkania i... Można napisać setki książek, ale na nic nie przydadzą się one, jeśli nie będzie miał kto ich czytać. Jednych do czytania nie trzeba długo zachęcać, innych potrafi zachęcić sam autor. Tak zachęca o. Jan Góra – samą swoją osobowością. Najpierw zachęcał wszystkich do duszpasterstwa, później na Lednicę, Jamną i Hermanice… a teraz jego książki doskonale uzupełniają wszystkie te wspólne spotkania i na nowo łączą młodych z Chrystusem.

Ostatnio o. Adam Szustak opowiadał, jak to pandy uwielbiają… rozkładać nogi na wszystkie możliwe sposoby. Myślę, że śp. o. Jan Góra nie obraziłby się, gdybym napisała, że poniekąd przyjął bezpieczną pozycję pandy. Jakkolwiek dziwnie to brzmi. Ale może nie będę głębiej rozwijać tej myśli. O co chodzi z tymi „nogami za kaloryferem” najlepiej tłumaczy sam o. Góra, który cały jeden felieton poświęcił właśnie temu wydarzeniu.

„Z nogami za kaloryferem”. To zbiór felietonów – lepszych i gorszych, ale trudno się spodziewać, żeby ktoś zawsze pisał idealnie. Ojciec Jan Góra szczególnie lubił pisać o swojej „trójcy”, o trzech miejscach spotkań z młodymi – na Jamnej, na Lednicy i w Hermanichach. Ale pisał też o codzienności: o najważniejszych wydarzeniach, niezapomnianych momentach, chwilach, które warto wspominać. Pisał o ludziach, o których warto pamiętać, którzy byli dla niego wzorem, którzy go uczyli i kształtowali przykładem swojego życia. Wśród tych osób oczywiście nie mogło zabraknąć św. Jana Pawła II. Ojciec Jan wychował się u jego boku – jak długo on był papieżem, tak długo, każdego roku przynajmniej raz, o. Jan musiał odwiedzić Watykan.

„Piszę o ludziach, którzy odeszli bezpowrotnie. Mnie jednak nie poraża smutek, ale przeciwnie spokojna radość, że w niebie mam swoich orędowników; ludzi, którzy znali mnie doskonale.”*

Wszystkie te felietony są niesamowicie krótkie, dlatego, gdy je czytałam, nie potrafiłam się oderwać. Po przeczytaniu 3 stron (czyli jednego felietonu) musiałam rozpocząć kolejny. Przy ich czytaniu, na przemian płakałam i śmiałam się. Zupełnie jakbym słuchała opowieści dobrego przyjaciela, z którym nie widziałam się do wieków, a który teraz, w ciągu kilku dni, chce mi opowiedzieć absolutnie o wszystkim… Więc słuchałam i nadziwić się nie mogłam. A teraz mam niedosyt. Ale całe szczęście przede mną jeszcze masa książek ojca Jana Góry, których jeszcze nie przeczytałam, więc nadal będę słuchać!

Nie wyobrażam sobie osoby, która jeszcze nie zna tych zabawnych i wzruszających, a jednocześnie pełnych powagi i życiowej mądrości felietonów. Jeśli jednak taka osoba jest – to zachęcam po raz setny, nie mając argumentów –warto w ciemno!

pokaż więcej

 
SIA
2017-05-07 21:28:13
Dodała książkę na półkę:
 
SIA
2017-05-05 20:45:45
Dodała książkę na półkę:
Autor:
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Biblioteka Gazety Wyborczej". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
 
SIA
2017-05-05 20:02:01
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
SIA
2017-05-02 10:32:00
Dodała książkę na półkę:
 
SIA
2017-05-02 10:31:32
Dodała książkę na półkę:
 
Moja biblioteczka
329 74 2516
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (256)

Ulubieni autorzy (2)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (119)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd