Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
PrzeCzytajka 
status: Czytelnik, dodał: 1 ksiązkę, ostatnio widziany 2 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-04-18 12:47:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Anka (tom 2)

„Anka i jej diabeł stróż” Niny Majewskiej – Brown przybyła do mnie niedawno zupełnie niespodziewanie, a jednak zainteresowała mnie (i to bardzo) swoim okładkowym opisem. Jest to druga część cyklu "Anka" i odrobinę się obawiałam, ponieważ pierwszej nie czytałam i obawiałam się, czy nie będzie mi to utrudniało lektury.

Anka jest nieustannie zaskakiwana przez życie i najbliższych. Nie dość, że...
„Anka i jej diabeł stróż” Niny Majewskiej – Brown przybyła do mnie niedawno zupełnie niespodziewanie, a jednak zainteresowała mnie (i to bardzo) swoim okładkowym opisem. Jest to druga część cyklu "Anka" i odrobinę się obawiałam, ponieważ pierwszej nie czytałam i obawiałam się, czy nie będzie mi to utrudniało lektury.

Anka jest nieustannie zaskakiwana przez życie i najbliższych. Nie dość, że przeprowadza się na znienawidzoną wieś, że nareszcie przeciwstawia się toksycznej szefowej, że w wieku czterdziestu lat ma zostać babcią, to w dodatku sama się zakochuje. I nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że mężczyznę zna tylko z monitora komputera.
Co sprawia, że pożycza ukochanemu pieniądze, biorąc kredyty gdzie się da? Że dla niego oszukuje przyjaciół, finalnie zrywając z nimi kontakt? Jaką moc ma ten wirtualny mężczyzna, że dla niego rezygnuje z rodziny, domu, pracy i tylko u jego boku dostrzega jedyną szansę na własne spełnienie?
Historia o tym, jak zaślepienie potrafi zniszczyć szczęście, odebrać spokój i poczucie bezpieczeństwa.

„Anka i diabeł stróż” to powieść, którą pochłonęłam w ekspresowym tempie. Napisana lekkim barwnym językiem, dzięki czemu czyta się ją bardzo przyjemnie. Szybko się okazało, że moje obawy, co do trudności w czytaniu są zupełnie bezpodstawne. Nie czułam ani odrobiny dyskomfortu z tego tytułu, że nie przerobiłam pierwszej części i nie rzutowało to absolutnie na mój odbiór tej powieści.


„Anka i diabeł stróż” to opowieść o tym, że można czuć się bardzo samotnym nie będąc samemu. Anka – tytułowa bohaterka ma na swoim koncie długi staż małżeński, a mimo to jest książkowym przykładem na to, że nie podgrzewana zupa w końcu stygnie i zaczyna kisnąć. Relacje pomiędzy nią a jej mężem – nie są skomplikowane, nie ma awantur, nie ma burzy...jest po prostu nijako, bezpłciowo i bezbarwnie, a to najkrótsza droga do zrobienia głupoty.
Anka w poszukiwaniu akceptacji i odrobiny adoracji wikła się w dziwny związek z facetem poznanym przez internet. Ta relacja, w którą z dnia na dzień brnie coraz bardziej, mimo racjonalnych i uzasadnionych ostrzeżeń przyjaciółki, zaczyna rodzić komplikacje w jej poukładanym i mimo wszystko, całkiem niezłym życiu. Jestem jednak w stanie ją zrozumieć – jej potrzeby, były swego czasu również moimi potrzebami i podobnie jak ona – przez jakiś czas żyłam bardziej własnymi wyobrażeniami aniżeli rzeczywistością, w taką pułapkę bardzo szybko można wpaść, zwłaszcza jeśli napędza nas samotność i potrzeba bycia w czyimś centrum zainteresowania.
Mężczyzna – który dał Ance to, czego nie miała na co dzień – działał w bardzo porosty sposób – jego postępowanie w myśl zasady „kropla drąży skałę” sprawdziło się bezapelacyjnie. Zmanipulował ją totalnie i uzależnił od siebie, chociaż w rzeczywistości niewiele jej dał, poza swoimi słowami.
Nie od dziś wiadomo, że dobrze dobrane słowa mają wielką moc sprawczą, jeśli do tej pory w to nie wierzyliście – to po tej lekturze, zmienicie zdanie.
Wieli z Was z pewnością skrytykuje Ankę, nazwie ją głupią czy dziecinnie naiwną. Sama bym ją tak nazwała, gdybym nie miała podobnych doświadczeń jak ona. Może niektórzy z Was nie przyznają się do tego, ale mam nadzieję, że polubicie ją – bo wbrew temu co robi – jest kobietą mądrą życiowo i doświadczoną.
Czemuż więc uległa takiemu zaślepieniu? – zapytacie.
No cóż...pragnienie bycia kochanym i akceptowanym, siedzi w każdym człowieku, w jednych mniej, w drugich bardziej. Czasami wystarczy mały życiowy zakręt, by to pragnienie stało się jedynym napędzaczem, a wówczas można bardzo szybko wpakować się w bagno po same uszy.

Powieść „Anka i diabeł stróż” porusza również zupełnie inny aspekt samotności – przykładem tego jest Aneta – mocno zarysowana w tej powieści, a jej potrzeby i samotność pokazane są z zupełnie innej perspektywy niż potrzeby i samotność Anki. Jest dziewczyną Kamila (syna Anki) w zaawansowanej ciąży. Jej samotność i strach przed przyszłością, był momentami dla mnie paraliżujący. Autorka świetnie wykreowała tę postać, choć poboczną, to praktycznie wnoszącą w tę historię mocny ładunek emocjonalny, który poznajemy przez pryzmat rodzącego się uczucia młodej matki do swego nienarodzonego dziecka, po zmartwienia związane z rozwojem płodu, brak środków na życie, brak akceptacji ze strony matki, nieczułość i infantylność ojca dziecka, złe samopoczucie, opuchnięte kostki, i wreszcie strach przed samym porodem, który może odebrać przyszłej matce wszelką radość. Aż po zaufanie i wdzięczność jakie budzi się w dziewczynie w stosunku do Anki – czyli jej przyszłej teściowej.

Te dwie jakże różne kobiety – mają w sobie wielkie poczucie beznadziejności, każda z innych powodów, każda z innych przyczyn i każda walczy z nimi na inne sposoby.
Obserwując ich relacje – budzącą się między nimi więź – czułam się tak, jakbym patrzyła na nadmuchiwane koło ratunkowe.
Moim zdaniem – to będzie dla nich obu bardzo ważna i kluczowa relacja, która przyniesie obu rozwiązanie i zaspokojenie ich potrzeb. Tylko, że na razie one o tym nie mają pojęcia.
Nie chcę Wam zbyt dużo zdradzać, bo chciałabym, żebyście sięgnęli sami po tę powieść – mam tylko jedną prośbę – nie traktujcie z góry tych dwóch kobiet i nie szafujcie wyrokami zbyt szybko.
Czasami warto bowiem oddać się chwili refleksji i dać się ponieść empatii, by móc zrozumieć drugiego człowieka.


„Anka i diabeł stróż” ma otwarte zakończenie – co znaczy, że o dalszych losach bohaterów przeczytamy w kolejnym tomie. I powiem Wam, że chętnie sięgnę po kolejną część. Bardzo chcę poznać losy tych dwóch kobiet. Dowiedzieć się, jak Anka poradziła sobie w związku z Arturem? Czy może uda jej się odnaleźć drogę prowadzącą ponownie w ramiona Macieja – jej męża? Czy Kamilowi uda się wziąć w garść i unieść spoczywający na nim ciężar odpowiedzialności? I wreszcie dowiedzieć się, czy Aneta znajdzie w sobie siłę, by kroczyć przez życie jako młoda matka? Czy spełni swoje plany?

Za niespodziewany egzemplarz do recenzji dziękuję serdecznie Wydawnictwu Edipresse.

pokaż więcej

 
2018-04-12 16:26:17
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Anka (tom 1)
 
2018-04-12 09:13:23
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-04-11 15:04:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

„Bluszcz prowincjonalny” Renaty Kosin wydany przez Wydawnictwo Filia jest wznowieniem powieści, która po raz pierwszy ukazała się w 2012 roku. Wcześniej nie miałam okazji jej czytać – zatem teraz wyczekiwałam jej niecierpliwie, zwabiona głównie opisem okładkowym, który mnie zaintrygował, ale i samym tytułem, gdyż wydał mi się bardzo ciekawy i nietypowy.

„Bluszcz prowincjonalny” w moim...
„Bluszcz prowincjonalny” Renaty Kosin wydany przez Wydawnictwo Filia jest wznowieniem powieści, która po raz pierwszy ukazała się w 2012 roku. Wcześniej nie miałam okazji jej czytać – zatem teraz wyczekiwałam jej niecierpliwie, zwabiona głównie opisem okładkowym, który mnie zaintrygował, ale i samym tytułem, gdyż wydał mi się bardzo ciekawy i nietypowy.

„Bluszcz prowincjonalny” w moim odbiorze to opowieść o podnoszeniu się z upadku. Los jak to ma w zwyczaju niektórym daje dużo dobrego, a innych rozkłada na macie życia i śmieje się im prosto w twarz. Właśnie w takim momencie poznajemy główną bohaterkę powieści – Annę. Autorka zabiera nas na Podlasie – gdzie mamy okazję krok po kroku śledzić proces podnoszenia się z klęczek, radzenia sobie ze stratą i porażką, ale również stawiania czoła nowym problemom, które jak wiadomo często chodzą stadami.

„Bluszcz prowincjonalny” to powieść, którą potraktowałam bardzo refleksyjnie, zresztą styl pisania autorki często doprowadza mnie do takiego stanu. Co więcej – powieści Renaty Kosin – zawsze trafią do mnie w najbardziej odpowiednim momencie mojego życia – nie wiem jak to się dzieje, ale tak jest, dzięki temu mam możliwość „wyssania” z jej twórczości tego, co w niej najlepsze. Tak też było tym razem. „Bluszcz prowincjonalny” oplótł mnie swoimi gałęziami i trzymał mocno – póki nie odnalazłam prostej recepty ukrytej w powieści.
I bynajmniej nie mam u na myśli przepisu na chłodnik litewski czy podlaskie kartacze.

Powieść jest napisana lekkim językiem, bez zbędnych peanów nad przyrodą podlaską, chociaż nie zabrakło w niej ciekawostek dotyczących życia i tradycji z tamtego rejonu Polski, które były dla mnie niezwykłym dodatkiem i muszę przyznać, że dowiedziałam się sporo interesujących rzeczy, o których nie miałam pojęcia. Z chęcią wybrałambym się do takich powieściowych Bujan czy innej typowej podlaskiej miejscowości, choćby na kilka dni, by móc zakosztować tamtejszego klimatu, posiedzieć na ławeczce przed domem, pójść na targowisko i kupić wiejskie jaja w parzystym systemie sprzedawania. :)


„Bluszcz prowincjonalny” to historia dla każdego, kto chociaż raz był na samym dole, kto budząc się rano miał wrażenie, że nic już dobrego go nie spotka. To powieść, która w ciepły i klimatyczny sposób sięga do głębi serca i jak ten tytułowy bluszcz, będzie się pięła po zwojach mózgowych, tak długo, aż zapali się maleńka iskierka, która pomoże podnieść najpierw jedną rękę, potem drugą, by pomału zmobilizować do wzniesienia się ponadto, co nas doprowadziło do dna egzystencjonalnego.
Nie znam się na poradnikach – unikam ich i w gruncie rzeczy uważam, że niewiele wnoszą w życie. Ta powieść nie jest oczywiście takowym, gdzie to przepisy na „powrót” do życia i szczęście sypią się jak z rękawa. Absolutnie nie.
To powieść, która moim zdaniem, powinna znaleźć się w kanonie lektur terapeutycznych w dziedzinie biblioterapii.
Dlaczego?
Ponieważ nie jest jedynie przyjemnym wypełniaczem czasu – ale skłaniając do bardzo głębokich refleksji, prowadzi czytelnika na drogę, w której zaczyna on szukać w życiu własnych priorytetów, nabiera siły, nie poprzez wydumane i górnolotne frazesy, o tym jakie życie jest piękne, a poprzez bezpośrednie rzucenie prawdy pomiędzy oczy. Dokładnie tak.
W tej powieści taką prawdę - Anna usłyszała od swej siostry, a potem wszystko to, co robiła pokazało jej, że czas najwyższy to zmienić. Podnieść się i zacząć kroczyć przez życie samemu, ale nie samotnie.
Autorka tę prawdę kieruje przede wszystkim do odbiorców tej powieści. Pragnie bowiem, by człowiek sam wyznaczał sobie granice i żył jako samodzielna istota, znająca swoją wartość. Nie można bowiem całego życia „przewisieć” na innych.


W powieści znajdziecie fragmenty bloga, pisanego przez jedną z bohaterek (przez którą nie zdradzę, żeby nie psuć Wam niespodzianki), oto jego kawałek, jeden z moich ulubionych:

„Człowiek podobno bywa słaby. Tak mówią, choć ja w to nie wierzę. Bo nie „bywa”, ale po prostu jest. I właśnie przez tę słabość niekiedy traci wolę walki, i przede wszystkim siłę.
A najtrudniejsza do zniesienia jest właśnie bezsilność. Szczególnie wtedy, gdy człowiek zorientuje się, że powinien w końcu coś zrobić. Coś zmienić. Wtedy zderza się z własną rzeczywistością.”

Kiedy czytałam „Bluszcz prowincjonalny”, a ściślej mówiąc wraz z Anną śledziłam tajemniczego bloga – to czułam, się tak jakby ktoś pisał o mnie. Wywarło to na mnie ogromne wrażenie i poczułam, jakby autorka zajrzała w głąb mej duszy.
Powiecie: niemożliwe - co też ona mówi!
A ja Wam mówię, że możliwe!
Na świecie jest wiele osób, które w tym samym czasie czują dokładnie to, co ja. Każdy ma w swoim życiu dokładnie taki etap, w którym zderza się z rzeczywistością i ląduje twarzą na chodniku.

Polecam Wam lekturę tej powieści, zwłaszcza jeśli czujecie, że wszystko czego się teraz tykacie zwyczajnie Wam nie wychodzi, jeśli sądzicie, że życie ma swoje plany i kompletnie nie liczy się z Waszymi, jeżeli w sercu czujecie ogromne zmęczenie i przygniata Was codzienność.
Ja z pewnością będę wracać do fragmentów tej powieści, które sobie pozaznaczałam, bo w nich tkwi krzesiwo życia, dzięki któremu będę wzniecać iskrę mojej wewnętrznej siły.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu FILIA.
Recenzja na: http://przeczytajka.blogspot.com/2018/04/bluszcz-prowincjonalny-renaty-kosin.html

pokaż więcej

 
2018-04-07 14:27:00
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Chcę w prezencie
Cykl: Stary dom (tom 2)

„Tajemnice starego domu” to druga część cyklu autorstwa Ilony Gołębiewskiej, po którą sięgnęłam zaraz po przeczytaniu pierwszego tomu, ponieważ intrygowały mnie dalsze losy niedokończonych spraw w życiu Alicji Pniewskiej oraz mieszkańców Pniewa.

Alicja wiedzie szczęśliwe życie w swoim starym domu w Pniewie. Nagle na jaw wychodzą tajemnice z przeszłości jej rodziny. Musi się z nimi zmierzyć....
„Tajemnice starego domu” to druga część cyklu autorstwa Ilony Gołębiewskiej, po którą sięgnęłam zaraz po przeczytaniu pierwszego tomu, ponieważ intrygowały mnie dalsze losy niedokończonych spraw w życiu Alicji Pniewskiej oraz mieszkańców Pniewa.

Alicja wiedzie szczęśliwe życie w swoim starym domu w Pniewie. Nagle na jaw wychodzą tajemnice z przeszłości jej rodziny. Musi się z nimi zmierzyć. Jej spokój burzy odnaleziony przypadkiem dokument. Podejmuje prywatne śledztwo. Czy po latach odnajdzie kobietę, która może być jej siostrą?
Porywa się także na rzecz z pozoru całkowicie niemożliwą. Pragnie adoptować Michałka, którego pokochała już przy pierwszym spotkaniu. Czy w realiach polskiego prawa samotna kobieta, która zbliża się do czterdziestki, ma jakiekolwiek szanse w sądzie? Zdesperowana Alicja podejmuje bez wahania tę walkę. Wspiera ją przyjaciółka Dorota, wpadająca ciągle w nowe tarapaty, i ukochany Adam, który zupełnie się nie spodziewa, że życie kolejny raz z niego zakpi.
Pewnego dnia otrzymuje list z Berlina od nieznanego jej Jonasa Kleina. Okazuje się, że jest on wnukiem Elizabeth Bauer, z którą dziadek Alicji, Jan Pniewski, przebywał w obozie zagłady. Alicja i Jonas chcą razem rozwikłać zagadkę tajemniczych dokumentów, które Jan Pniewski tłumaczył w obozie dla Elizabeth, a po swoim cudownym ocaleniu ukrył gdzieś „pośród polskich drzew na polskiej ziemi.” Przy okazji Alicja dowiaduje się o sekrecie Henryka Sokolskiego. Czy okaże się, że był zdrajcą i przez niego omal nie zginęli Elizabeth i Jan?
Intrygująca, mocna i poruszająca powieść o tym, że czasami wystarczy jedna chwila, by na kawałki rozpadł się wizerunek idealnej rodziny, a jej mroczne tajemnice sprowadziły problemy na kolejne pokolenia. Autorka udowadnia, że często niemożliwe staje się możliwe, a jedna pozornie błaha decyzja może zaważyć na życiu wielu osób.


„Tajemnice starego domu” to pełna ciepła kontynuacja poprzedniej części. W powieści znajdziecie wyjaśnienie kilku niezamkniętych wątków – ale pojawią się nowe sprawy, nowi bohaterowie, a wszystko to łączy się w spójną całość i przyniesie Wam lekką i łatwą w odbiorze lekturę.

Znając zamiłowanie autorki do szczęśliwych zakończeń, nie zdziwiłam się ogromem optymizmu zawartym w tej powieści. Jest go tam naprawdę sporo :) na tyle, że podczas czytania w mojej głowie zrodziła się jedna myśl „wszystko będzie dobrze”. Chociaż nadal jestem nieco sceptyczna w takim podejściu do życia – autorka niewątpliwie ma dar w snuciu historii podszytej wiarą, dobrem i ciepłem. Muszę się przyznać, że niejednokrotnie dawałam się ponieść tej ideologi sprawiedliwości, która wiedzie prym od pierwszego tomu. Dzięki temu udało mi się nabrać kilka głębszych wdechów pełnych ufności wobec przyszłości.

„Tajemnice starego domu” to powieść, w której odkryłam, choć mogę się co do tego mylić, że autorka specjalnie utrzymuje ją w klimacie optymizmu. Odniosłam bowiem nieodparte wrażenie, że Ilona Gołębiewska, jest zwolenniczką afirmacji życia. Sposób pisania, wikłania życia bohaterów i rozplątywania ich problemów – pozwala mi sądzić, że autorka chciała przekazać czytelnikom, że poprzez akceptację siebie i innych, mamy możliwość stymulowania własnym rozwojem osobistym, że powtarzanie pozytywnych twierdzeń na temat własnej osoby może doprowadzić do rozwoju personalnego oraz do formy obrony przed przeciwnościami losu. Afirmacja wykorzystuje bowiem mechanizm autosugestii, który wzmacnia poczucie własnej wartości, a dzięki temu człowiek jest w stanie wiele pokonać i doprowadzić problematyczne sprawy do punktu, w którym kończą się one wynikiem pozytywnym.
Takie odniosłam wrażenie podczas lektury tej powieści i powiem, szczerze, że po wielu refleksjach na ten temat, muszę uznać, iż książka ta może stanowić bardzo dobry materiał wyjściowy do zmiany własnych sposobów postrzegania życia i tego co daje nam los.

Tym niemniej muszę uderzyć się w pierś – ponieważ nie dostrzegłam tego podczas lektury pierwszej części cyklu pt. "Powrót do starego domu" i wydała mi się ona wówczas zbyt cukierkowa.
Dziś wiem, że ta lekkość fabuły, dobre zakończenia i sprawiedliwość dobra nad złem – nie wynika z płytkości fabuły ani jej przewidywalności, a jest po prostu dobrym kawałkiem psychologii ubranym w plastyczność słów i cały ogrom ciepła, który ma doprowadzić czytelnika do zmiany sposobu myślenia. Autorka wyraźnie pod dachem starego domu ukryła pozytywny stosunek do życia mimo rozczarowań i nakłania do afirmacji, której efektem jest to, że z czasem człowiek przestaje się obawiać o cokolwiek. Życie staje się lżejsze. Pojawia się więcej zaufania, zrozumienia, radości. Przychodzi spokój umysłu i w takim stanie możemy tworzyć znacznie więcej. Zwiększa się wiara w siebie, a wówczas wszystko staje możliwe.


„Tajemnice starego domu” są zatem dla mnie moim wielkim odkryciem czytelniczym, z którego jestem niezmiernie zadowolona. Zmiana spojrzenia na fabułę, dzięki moim odczuciom, sprawiła, że książka stała się dla mnie nie tylko miłą i lekką lekturą na popołudniowy relaks, ale zrodziła we mnie sporo refleksji.
Jeszcze nie wiem, czy mam w sobie tyle siły, by afirmować życie tak, jak główna bohaterka powieści – ale spróbuję podejść do tego zagadnienia małymi krokami.

Zachęcam Was do lektury tej powieści a także do przeczytania pierwszej części cyklu i mam nadzieję, że ta recenzja i poczynione przeze mnie odkrycia co do psychologicznego podłoża cyklu „Stary dom”, pozwoli Wam na inny odbiór obu powieści.
Ja tymczasem zaczynam poszukiwania trzeciej części, która już bryluje na wydawniczym rynku.
Recenzhttp://przeczytajka.blogspot.com/2018/04/tajemnice-starego-domu-ilona-goebiewska.htmlja na :

pokaż więcej

 
2018-04-07 13:57:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Chcę w prezencie
Cykl: Stary dom (tom 1)

„Powrót do starego domu” Ilony Gołębiewskiej wzbudzał moje zainteresowanie od dawna. Nie tylko za sprawą pięknej i idyllicznej okładki, ale również dlatego, że słyszałam o tej powieści sporo dobrych opinii. Kiedy więc nadarzyła się okazja i książka wpadła w moje ręce nie wahałam się ani chwili na wyborem lektury, choć w kolejce „do przeczytania” mam sporo zaległości.
Czy było warto? I czy...
„Powrót do starego domu” Ilony Gołębiewskiej wzbudzał moje zainteresowanie od dawna. Nie tylko za sprawą pięknej i idyllicznej okładki, ale również dlatego, że słyszałam o tej powieści sporo dobrych opinii. Kiedy więc nadarzyła się okazja i książka wpadła w moje ręce nie wahałam się ani chwili na wyborem lektury, choć w kolejce „do przeczytania” mam sporo zaległości.
Czy było warto? I czy powroty do starego domu mogą być motywujące?

Lektura tej powieści to było moje pierwsze spotkanie z piórem Ilony Gołębiewskiej. Nie mogę powiedzieć, że się zawiodłam na fabule, aczkolwiek muszę przyznać, że była ona w moim osobistym odczuciu, nieco wyidealizowana.
Autorka utkała piękną i łatwą w odbiorze historię, którą czytało mi się w szybko i przyjemnie. Jednak wszystko to, co spotykało Alicję – główną bohaterkę – czasami wydawało mi się nazbyt naciągnięte. Podczas lektury patrzyłam na wszystko przez pryzmat własnego doświadczenia i ono nie pozwalało mi wierzyć w to, że kłopoty tak łatwo i pięknie się kończą. W książce bowiem każdy problem, każdy życiowy zakręt, każda sprawa znajduje, kolokwialnie mówiąc „happy end”.
Ktoś powie, że tego nam w życiu przecież trzeba! Jasne, że tak...ale niestety zbyt dobrze wiem, że nie zawsze wszystko kończy się odnalezieniem garnka złota na końcu tęczy. Z tego powodu – takie założenie, że za każde dobro dostajemy dobro, a zło zawsze zostaje ukarane sprawiedliwie i z nawiązką – jest moim zdaniem nieco przesłodzonym spojrzeniem na świat. Nie jestem pesymistką, która wszędzie widzi czarne scenariusze – ale zdaję sobie sprawę z tego, że pewnych życiowych kwestii, nie da się, tak po prostu zakończyć dobrze, pomimo najszczerszych chęci. A jak wiadomo „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”.

„Powrót do starego domu” Ilony Gołębiewskiej zawiera w sobie odniesienia do historii naszego kraju, co bardzo mi się spodobało. Okres drugiej wojny światowej – doświadczenia i trudne przeżycia ludzi autorka oddała bardzo starannie poprzez stare pamiętniki dziadka Alicji – pisane podczas jego pobytu w obozie koncentracyjnym. Tu muszę przyznać, że były to moje najlepsze fragmenty tej powieści. Lubię kiedy w książkach historia przeplata się z fikcją. Zwłaszcza jeśli jest to odnośnik do faktów, o których wciąż mało się mówi i pisze. Osobiste doświadczenia ludzi, którym udało się przeżyć piekło wojny – wzrusza mnie i ściska mi serce za każdym razem.

„Powrót do starego domu” jest powieścią napisaną lekkim, plastycznym językiem i świetnie nadaje się na wiosenne popołudnia w ogrodzie czy na balkonie przy filiżance kawy.
Mimo, że w wielu kwestiach, w moim odczuciu, jest to książka posypana słodkim lukrem, to i tak mogę ją Wam polecić do przeczytania.
Jeśli lubicie zawsze dobre zakończenia we wszystkich życiowych aspektach, wówczas z pewnością lektura Was zachwyci pod każdym względem i przyniesie Wam mnóstwo ukojenia i wiary w to, że dobro zawsze zwycięży.
Dla mnie lektura tej powieści, była miłą i lekką odskocznią od codzienności, pełną ciepła, dobra, przyjaźni i miłości. Szkoda mi tylko jednego – że w prawdziwym życiu nie ma tak dobrze, jak na kartach tej powieści.

Z chęcią sięgnę po kolejny tom trylogii „Stary dom”, by dowiedzieć się w jaki sposób autorka rozwinęła dalej kwestie, które w tej części pozostawia niedomknięte. Ciekawi mnie wątek Pawła, oraz tajemniczych dokumentów, o których mowa w powojennych pamiętnikach. Jestem również bardzo zaintrygowana wątkiem małego Michałka oraz żoną Adasia, która zniknęła i ślad po niej zaginął.

Recenzja na: http://przeczytajka.blogspot.com/2018/04/powrot-do-starego-domu-ilona-goebiewska.html

pokaż więcej

 
2018-03-31 17:45:53
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Lipowo (tom 2)

„Więcej czerwieni” to drugi tom cyklu Lipowo autorstwa Katarzyny Puzyńskiej, za który zabrałam rzutem na taśmę zaraz po przeczytaniu „Motylka”, którego akcja wciągnęła mnie na tyle, że nie potrafiłam sobie odmówić tej przyjemności.

W Lipowie lato w pełni. Na polach rozpoczynają się żniwa, a w sadach dojrzewają jabłka. Młodszy aspirant Daniel Podgórski czuje, że znalazł się w najlepszym...
„Więcej czerwieni” to drugi tom cyklu Lipowo autorstwa Katarzyny Puzyńskiej, za który zabrałam rzutem na taśmę zaraz po przeczytaniu „Motylka”, którego akcja wciągnęła mnie na tyle, że nie potrafiłam sobie odmówić tej przyjemności.

W Lipowie lato w pełni. Na polach rozpoczynają się żniwa, a w sadach dojrzewają jabłka. Młodszy aspirant Daniel Podgórski czuje, że znalazł się w najlepszym momencie swojego życia. Tymczasem w okolicach sennego zazwyczaj Lipowa zostają zabite dwie młode kobiety. Sprawca okaleczył brutalnie ich ciała. Policja kryminalna z Brodnicy podejrzewa, że oba zabójstwa mogą być dziełem seryjnego mordercy. Podgórski dołącza do ekipy śledczej prowadzonej przez kontrowersyjną komisarz Klementynę Kopp. Policja stara się znaleźć punkty wspólne pomiędzy obiema ofiarami i stworzyć profil zabójcy. Brak postępów w śledztwie zbiega się z kłopotami w życiu prywatnym policjanta. Czy Podgórski odkryje, jaki jest prawdziwy cel mordercy? Czy uda się w porę zapobiec śmierci kolejnej kobiety?

„Więcej czerwieni” to więcej emocji, więcej intryg i jeszcze więcej niewiadomych, które prowadzą czytelnika pozornie do wytropienia sprawcy zbrodni.
W powieści ponownie spotykamy niektórych bohaterów znanych z „Motylka”, między innymi młodszego aspiranta Daniela Podgórskiego, Weronikę Nowakowską oraz komisarz Klementynę Kopp, co oczywiście ucieszyło mnie z tego względu, że autorka pociągnęła wątki obyczajowe dotyczące owych postaci.
Zaskakująca okazała się historia komisarz Klementyny. Co prawda, po poprzednim tomie, spodziewałam się poruszenia trudnego tematu, ale niekoniecznie przewidziała, że aż tak traumatycznych. Jej przeszłość zdecydowanie mocno odbiła się na jej charakterze i sposobie bycia, jak również na ogólnym wizerunku, jaki Klementyna prezentuje na co dzień innym ludziom.
Odrobinę rozczarowałam się wątkiem osobistym Daniela i Weroniki – ale może to jest tylko moje subiektywne odczucie – niby wszystko „gra i buczy” a jednak... w ich związku wieje nudą i to nie ze względu na prostolinijność młodego aspiranta, tylko na brak adrenaliny jaki odczuwa Weronika. Mam jednak nadzieję, że w kolejnych częściach zaiskrzy między nimi trochę mocniej i związek nabierze rumieńców.


Tym razem akcja powieści rozgrywa się nie w samym Lipowie, a w Brodnicy nad jeziorem Bachotek oraz w okolicach kolonii Żabie Doły. Policjanci z zapałem próbują rozwikłać skomplikowaną zagadkę i odszukać brutalnego mordercę kobiet i mężczyzny. Wpadają przy okazji na trop zbrodni popełnionych w przeszłości. Kto i dlaczego zabija? Czy policjanci mają do czynienia tylko z jednym seryjnym mordercą czy z dwoma?
Wszystkie kolejno pojawiające się w powieści dowody i ślady – początkowo nie są ze sobą spójne, czasem się wzajemnie wykluczają. Wciąż dochodzą nowe poszlaki i tak naprawdę trudno jest ocenić jednoznacznie, czy to wszystko dobrze się skończy...sprawca bądź sprawcy ciągle są o jeden krok do przodu przed stróżami prawa.

„Więcej czerwieni” zdobyło różne opinie wśród odbiorców, lepsze i gorsze, wiadomo – zależy co, kto lubi. W moim odczuciu Kasia Puzyńska pisząc ten tom – była pod ogromną presją debiutanta, który chce podtrzymać wysoki poziom jaki udało się osiągnąć przy pierwszej powieści. Być może to sprawiło, że autorka działając pod presją, którą sama sobie prawdopodobnie narzuciła, stworzyła powieść o nieco sztywniejszej atmosferze – co odczułam podczas prowadzonych w powieści dialogów.
Mimo to sama fabuła i sposób podjęcia tematu seryjnego mordercy podobał mi się i było w tym mnóstwo potencjału do wykorzystania. Pierwszy raz udało mi się podczas czytania kryminału znaleźć mordercę przed zakończeniem książki, ba nawet przed samą policją, a ja jak wiecie lubię kiedy autor zaskakuje mnie w tym temacie.

„Więcej czerwieni” Kasi Puzyńskiej czytało się szybko – niewątpliwie autorka posiada spory talent do kreowania fikcyjnego świata, tworzenia zawiłych zagadek kryminalnych oraz operowania językiem w taki sposób, że odbiorca czyta powieść od początku do końca. Wytypowanie sprawcy morderstw przed policją nie zniechęciło mnie do dalszego śledzenia całej reszty. Dzięki wielowątkowości kryminalnej oraz obyczajowej mamy całkiem dobry kawał powieści z emocjami i nutą strachu w tle. Kasia Puzyńska z wyrafinowaniem prowadziła mnie przez wszystkie ślady zbrodni, bardzo mi się podobało podjęcie tworzenia portretu psychologicznego sprawcy i poszukiwanie wspólnych mianowników w popełnionych przed laty morderstwach.


Spokojnie mogę Wam polecić powieść „Więcej czerwieni”. Z pewnością znajdziecie w niej mnóstwo emocji związanych z poszukiwaniem winnego bądź winnych śmierci wielu osób. Jeśli nie uda Wam się znaleźć sprawcy przed policją – to mogę Wam zdradzić, że takiego obrotu sprawy na pewno się nie będziecie spodziewać :)
Życzę Wam zatem udanej i elektryzującej lektury. A ja zamierzam niebawem zabrać się za czytanie trzeciego tomu z serii Lipowo pt. „Trzydziesta pierwsza”.
REcenzja na: http://przeczytajka.blogspot.com/2018/03/wiecej-czerwieni-autor.html

pokaż więcej

 
2018-03-28 20:02:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Róża Krull na tropie (tom 3)

Bajkę o Kopciuszku chyba każdy zna z dzieciństwa?
Był Kopciuszek, był pantofelek i był przystojny książę.
A potem żyli długo i szczęśliwie...czyżby?
Może i by tak było...gdyby nie fakt, że nagle zgasło światło.
A gdy się zapaliło okazało się, że Książę Komedii Kryminalnej, postanowił ukatrupić Kopciuszka i zmienić bieg wydarzeń na zawsze.
„Kto zabił Kopciuszka?” - oto jest pytanie.

Jeden...
Bajkę o Kopciuszku chyba każdy zna z dzieciństwa?
Był Kopciuszek, był pantofelek i był przystojny książę.
A potem żyli długo i szczęśliwie...czyżby?
Może i by tak było...gdyby nie fakt, że nagle zgasło światło.
A gdy się zapaliło okazało się, że Książę Komedii Kryminalnej, postanowił ukatrupić Kopciuszka i zmienić bieg wydarzeń na zawsze.
„Kto zabił Kopciuszka?” - oto jest pytanie.

Jeden bal.
Jeden martwy Kopciuszek.
I dziesięć osób, które miały powód, by zabić.
Autorka powieści kryminalnych Róża Krull otrzymuje zaproszenie na wielki bal charytatywny, gdzie spotyka kilka postaci znanych z pierwszych stron gazet. Kiedy w czasie imprezy dochodzi do morderstwa, okazuje się, że każdy z gości miał powód, aby go dokonać. W tym i znany bloger Mario, przyjaciel Róży, która, aby oczyścić go z podejrzeń, zaczyna własne śledztwo…

„Kto zabił Kopciuszka?” to już trzeci tom o przygodach niefrasobliwej Róży Krull, która tym razem trafia w sam środek balu i od razu pakuje się w kolejną kałabanię, wciągając w nią spore grono swoich najbliższych przyjaciół. „Ot, zagrzęźli, a czort karty rozdaje” i rzuca podejrzenia na wielu spośród gości owego bankietu charytatywnego.
Alek Rogoziński po raz kolejny udowodnił, że posiada nadzwyczajny dar czarowania i układania słów w taki sposób, że w efekcie powstaje niesamowicie dobra powieść, nie tylko pod względem kryminalnym, ale i komediowym. A do tego naprawdę trzeba mieć talent, zwłaszcza, że nasze społeczeństwo uchodzi za dość sztywne, ponure i na żartach się nie znające (gdyż jak się okazuje obecnie sporo osób namiętnie połyka kije, ponoć niektórzy nawet po trzy sztuki). ;)

Nie będę tu owijać w bawełnę, dla mnie osobiście z całej serii o Róży Krull, ta część jest zdecydowanie najlepsza. Dwie poprzednie bawiły mnie niesamowicie, ale przy tej po prostu pękałam ze śmiechu. Absolutnie nie wolno jeść przy jej czytaniu – bo jest to zwyczajnie niebezpieczne dla życia i zdrowia!


Tym razem Alek Rogoziński wziął „na tapetę” środowisko muzyczne show – biznesu. Autor nie szczędzi gry słownej w dialogach, insynuuje, parodiuje i ironizuje z taką gracją oraz subtelnością, że naprawdę byłam pod wielkim wrażeniem, mimo że znając styl pisania Alka, wiedziałam czego mogę się spodziewać. Uwielbiam jego lekkość pióra, słowne prztyczki w nos w odniesieniu do naszej rzeczywistości, zdystansowane podejście do życia, jak również niebanalną umiejętność plątania sznurów intrygi. Alku – podniosłeś sobie poprzeczkę bardzo wysoko!

„Kto zabił Kopciuszka?” porywa szaloną akcją, tu bal, tu morderstwo, a zaraz potem całe zawrotne śledztwo Róży, która jak zawsze szybciej działa aniżeli myśli. Podejrzanych jest sporo – dziesięć osób, zatem Róża miała rękawy pełne „roboty”.
W powieści ponownie spotykamy uduchowioną gosposię Cecylię Jodełkę (jest cudowna) oraz uroczego youtubera Mario. Nie zabrakło także Pepe, Betty i komisarza Darskiego. Dzięki tym wszystkim postaciom, sięgając po powieść czułam, że spotykam się z moimi ulubionymi, dawno niewidzianymi znajomymi. Alek bardzo żywiołowo wykreował tychże bohaterów – a to sprawia, że ciągle ewoluują i żyją bardzo intensywnie – a tym samym, nadają tchnienie całej powieści.


„Kto zabił Kopciuszka?”
Co mają do tego Święta Aniela Merici i wszyscy święci z panią Cecylią na czele?
Czy Mario pod maską fluidu skrywa jakąś straszną tajemnicę?
Do kogo należał sztylet przywieziony z Bolonii?
Co Róża Krull zrobiła ze Stefanem?
Jaki związek z Kopciuszkiem ma pewien młody ksiądz?
Czy prawdziwemu winnemu uda się uniknąć kary?
A może, tym razem, bajka o Kopciuszku nie będzie miała szczęśliwego finału?

Cóż mogę rzec, na te oraz mnóstwo innych pytań odpowie Wam powieść „Kto zabił Kopciuszka?”, po którą musicie sięgnąć koniecznie. Czeka Was bowiem maraton zabawnych sytuacji i komicznych dialogów, jak również niebywale zagmatwana zagadka kryminalna.
Gwarantuję, że ta bajka z pewnością przypadnie Wam do gustu. W moje upodobania – Alek zdecydowanie trafił na sto procent.
Osobiście nie mogę się już doczekać kolejnych perypetii przebojowej Róży Krull, ponieważ apetyt rośnie w miarę jedzenia, a do tego mam przeczucie, że następnym razem będzie się działo jeszcze więcej, mocniej i bardziej, jak na Różę Krull przystało. :)

Ps. A może faktycznie Alku napiszesz inną bajkę?
„Stoliczku nakryj się” z pewną słynną kucharką w roli głównej – bardzo Ci tego życzę :) bo wiem, że sobie to obiecujesz od jakiegoś czasu.

Za pamięć o mnie i egzemplarz do recenzji wraz z uroczą dedykacją napisaną w Dniu Kobiet serdecznie dziękuję autorowi Alkowi Rogozińskiemu <3
Recenzja z: http://przeczytajka.blogspot.com/2018/03/kto-zabi-kopciuszka-alek-rogozinski.html

pokaż więcej

 
2018-03-28 15:53:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Sylwii Trojanowskiej. Niemniej jednak na tę powieść miałam chrapkę od kiedy ukazały się pierwsze jej zapowiedzi na portalach książkowych.

„A gdyby tak...” to niebanalna historia znajomości dwojga ludzi, która wciągnęła mnie niesamowicie szybko i trzymała w swych objęciach do ostatniej strony.
Miłość, przyjaźń, spotkanie po latach...niby wszystko...
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Sylwii Trojanowskiej. Niemniej jednak na tę powieść miałam chrapkę od kiedy ukazały się pierwsze jej zapowiedzi na portalach książkowych.

„A gdyby tak...” to niebanalna historia znajomości dwojga ludzi, która wciągnęła mnie niesamowicie szybko i trzymała w swych objęciach do ostatniej strony.
Miłość, przyjaźń, spotkanie po latach...niby wszystko ładnie i pięknie. No właśnie niby...bo jednak tajemnica z przeszłości, która wychodzi na jaw zmienia wszystko i nic już nie jest takie proste. Zmienia się cały świat, wywraca do góry nogami życie ludzi, którzy z bagażem doświadczeń pragnęli spokojnej, udanej przyszłości.


„A gdyby tak...” Sylwii Trojanowskiej to nie cukierkowy romans, choć miłości i ciepła w niej nie brakuje. To nawet nie jest historia jakich wiele, choć możliwie, że mogłaby się wydarzyć. To w główniej mierze powieść o wyborach, które mamy lub musimy czasem podjąć. To również historia o decyzjach, a w zasadzie o ich konsekwencjach. Autorka pokazuje w subtelny sposób, że nie zawsze ślepy los decyduje o przebiegu ludzkiego życia. Czasem to konsekwencje decyzji podjętych w przeszłości mają spory wpływ na losy dalszych pokoleń. Czy tajemnice mogą zniszczyć życie? Czy prawda jest w stanie stanąć na drodze do szczęścia? Jak wiele trzeba mieć w sobie odwagi, by nie dać się wciągnąć w wir kłamstw i niewypowiedzianych słów?

W moim odczuciu „A gdyby tak...” to bardzo głęboka opowieść, mówiąca o tym, że miłość może pokonać przeszłość, choćby ta była brutalna i przerażająco grzeszna. Wzbudziła we mnie ogrom refleksji i przemyśleń: co by było gdyby mi zdarzyła się taka sytuacja? Jaką podjęłabym decyzję znając prawdę? Czy potrafiłabym stanąć z rzeczywistością „oko w oko” i nie licząc się z nią, ani z opinią innych dać upust swoim uczuciom? Z pewnością, byłoby to dla mnie niesamowicie trudne, ale raczej nie niemożliwe.

Z całego serca kibicowałam bohaterom tej powieści – tak bardzo chciałam, by nie rezygnowali…
Ona – Zuza – zraniona i po bolesnych przejściach, których piętno odbiło się na jej duszy.
On – Alek – ubóstwiany przez kobiety, których miał tak wiele, samotny i wewnętrznie niespełniony.
Tak dużo mają sobie do ofiarowania, że zwyczajnie zazdrościłam im tego, a jednocześnie ogromnie się bałam, że wszystko pryśnie jak mydlana bańka.
I kiedy nadszedł moment krytyczny – poczułam niesamowity ból w sercu. Bo jakże to tak? Zbuntowana parłam przez dalsze strony powieści – chcąc by oboje podjęli właściwą decyzję.
Chciałam, żeby Zuza się nie wycofała, żeby wyszarpała z serca okruchy żaru, żeby głęboko oddychała życiem!
Chciałam, żeby Alek się nie poddał, żeby nie żył zawieszony wśród nieswoich grzechów, żeby nie czuł bólu i nie czekał bezczynnie na nadejście bezranka!

A gdyby tak...odciąć przeszłość grubą kreską?
A gdyby tak...stanąć nad przepaścią i spojrzeć śmiało w dół?
A gdyby tak...złapać się za ręce i stworzyć jedną całość?


Zbyt wiele zdradzić Wam nie mogę, ale podpowiem że bohaterom nie śpieszno ani do piekła, ani do bram raju. Jakie podjęli działania i decyzje – o tym musicie przekonać się sami! Sięgnijcie po powieść „A gdyby tak...” - podejmijcie ryzyko – bo tylko ten, kto nic nie robi, niczego nie zyskuje.
Jedno Wam powiem – decydując się na lekturę „A gdyby tak...” niczego nie stracicie.
Powieść Sylwii Trojanowskiej dostarczy Wam wielu wrażeń, których się nie spodziewacie. Otoczy Was całą gamą emocji i sprawi, że czas zatrzyma się w miejscu, choć są tacy, którzy twierdzą, że to niemożliwe.
A kiedy zamkniecie ostatnią stronę...nic już nie będzie takie samo.
A kiedy przyjdzie czas Zuza i Alek poniosą konsekwencje swojego wyboru.
Dla mnie to był dobry wybór i ja ich rozgrzeszam. Amen.

Za zaufanie i egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.
Recenzja na: http://przeczytajka.blogspot.com/2018/03/a-gdyby-tak-sylwia-trojanowska.html

pokaż więcej

 
2018-03-23 06:57:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Kłopoty mnie kochają” - ten tytuł od razu przyciągnął moją uwagę. Ogromnie zaintrygowana z wielką ciekawością sięgnęłam po tę powieść.
To moja pierwsza przygoda z autorstwem Joanny Szarańskiej. Wstyd się przyznać, ale „Cztery płatki śniegu” od grudnia na półce stoją i czekają na swoją kolej.

„Kłopoty mnie kochają” to powieść, której nie da się przeczytać w tydzień. Dlaczego?
Z prostego...
„Kłopoty mnie kochają” - ten tytuł od razu przyciągnął moją uwagę. Ogromnie zaintrygowana z wielką ciekawością sięgnęłam po tę powieść.
To moja pierwsza przygoda z autorstwem Joanny Szarańskiej. Wstyd się przyznać, ale „Cztery płatki śniegu” od grudnia na półce stoją i czekają na swoją kolej.

„Kłopoty mnie kochają” to powieść, której nie da się przeczytać w tydzień. Dlaczego?
Z prostego powodu, mianowicie od pierwszej strony czytelnik wciągnięty zostaje w wir pechowych przypadków, które nie dają wytchnienia, ani Zojce – głównej bohaterce, ani samemu odbiorcy. Ciekawość: co dalej? - zżera człowieka od środka., jak nie przymierzając głodny tasiemiec, więc niemożliwe jest odłożenie książki na później.

„Kłopoty mnie kochają” napisana jest lekkim językiem, zabawnym tonem i nie brakuje w niej prześmiesznych dialogów. Do tego powieść emanuje ciepłem, pomimo swego kryminalistycznego tła. Autorka naszpikowała tę historię nie tylko komizmem sytuacyjnym czy zabawnymi dialogami, ale również sporą dawką emocji, tajemnicy i niesamowitego uroku.Czyta się ją z prawdziwą przyjemnością i uśmiechem na twarzy.

Bohaterowie powieści są mocno realistyczni, żyją i oddychają pełną piersią. Autorka nie idealizuje ich w żaden sposób, pozwala im na swobodę i niedociągnięcia – jak choćby okruchy bułki na brodzie czy plamy na ubraniu. Zmagają się z tym co przynosi rzeczywistość, która nie zawsze jest różowa, mocują się z założeniem łańcucha rowerowego, dokarmiają cichaczem peronowe koty, wyrabiają swojską kiełbasę i zdani na łaskę PKS'u sterczą godzinami na przystanku. To wszystko jest nad wyraz zwyczajne i codzienne, ktoś inny rzekłby: nudne i przewidywalne. A moim zdaniem to właśnie w tej prostocie znajduje się całe serce, pompujące życie w tę powieść.
Żeby zwykłą codzienność, paskudny pech i pokrętność losu, przekuć w powieść przepełnioną uczuciami, ciepłem, śmiechem i tajemnicą – to trzeba posiadać ogromny dystans wobec świata i niezwykłe poczucie humoru. Wygląda na to, że Joanna Szarańska ma ten niezwykły dar i wspaniale potrafi go wykorzystać.

„Kłopoty mnie kochają” to cała ja. Przykładów nie należy szukać daleko, ot parę dni temu pojechałam do miasta, korzystając z możliwości, że miałam transport samochodowy, poprosiłam o postój pod sklepem spożywczym. Wszystko fajnie i pięknie by było – gdyby się przy kasie nie okazało, że portfel wraz z kartą w domu sobie pozostał w najlepsze. Żenada nie z tej ziemi! :)
A teraz pomyślcie – o tym, że Zojka – bohaterka powieści z jednych tarapatów popada w kolejne i kolejne...a to wszystko – w myśl zasady – chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle! :)


„Świnia pozostanie świnią i żadna dyrektywa tego nie zmieni.
Nawet unijna.
(…)
Dość powiedzieć, że od świni wszystko się zaczęło i bynajmniej na świni skończyć się nie chciało.”
Ten mocno nieszablonowy wstęp od razu zapowiada, że czytelnika czeka niebanalna przygoda.
A potem...potem zaczyna się akcja :)

Kto - co - i dlaczego podrzucił Zojce do torebki?
Czy redaktor Kordecki faktycznie jest niebezpieczny?
Kogo chciała ubić babunia Łyczakowa?
I dlaczego Sołtys ją do tego namawiał?
Co mają do tego wszystkiego świnie i swojska kiełbasa?

Wszystkiego dowiecie się sięgając po najnowszą powieść Joanny Szarańskiej „Kłopoty mnie kochają”.
Jestem pewna, że spędzicie przy niej kilka fantastycznie zabawnych godzin i z przyjemnością pomożecie uroczemu aspirantowi Chochołkowi rozwiązać śledztwo, znaleźć winnego i utrzeć nosa pani prokurator, która chyba ze trzy kije połknęła.
Ta książka, to zabawa murowana, mnóstwo przygód, beczka śmiechu, a to wszystko posypane najlepszą kruszonką ugniecioną z tajemnicy i odrobiny niebezpieczeństwa. :)

Do tej pory zaczytywałam się w komediach kryminalnych innych autorów – a teraz do tego grona dołączyła Joanna Szarańska, bo nie ma nic lepszego niż dobry humor okraszony niezwykłymi wydarzeniami i zagadkami kryminalistycznymi.
Ja się w perypetiach Zojki zwyczajnie zakochałam, dlatego już teraz niecierpliwie czekam na kolejną część z cyklu.

Za egzemplarz do recenzji ogromnie i z uśmiechem od ucha do ucha dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.
Recenzja:http://przeczytajka.blogspot.com/2018/03/kopoty-mnie-kochaja-joanna-szaranska.html

pokaż więcej

 
2018-03-20 18:27:21
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Wszystkie pory uczuć (tom 3)

„Wszystkie pory uczuć. Wiosna” Magdaleny Majcher to już trzecia część cyklu.
Jej premierę na rynku wydawniczym obchodziliśmy niedawno – 14 marca.
Co przynosi Wiosna? Czy budzi ona do życia wszystko tak, jak przystało na tę porę roku?
Magdalena Majcher zaraz po wydaniu „Zimy” zapowiedziała, że kolejna część będzie dość nietypowa. Czy faktycznie?

„Wszystkie pory uczuć. Wiosna” to powieść...
„Wszystkie pory uczuć. Wiosna” Magdaleny Majcher to już trzecia część cyklu.
Jej premierę na rynku wydawniczym obchodziliśmy niedawno – 14 marca.
Co przynosi Wiosna? Czy budzi ona do życia wszystko tak, jak przystało na tę porę roku?
Magdalena Majcher zaraz po wydaniu „Zimy” zapowiedziała, że kolejna część będzie dość nietypowa. Czy faktycznie?

„Wszystkie pory uczuć. Wiosna” to powieść niosąca ze sobą wiele refleksji, mnóstwo emocji i uczuć, ale również potężną dawkę wiedzy. Wiedzy, której wciąż tak niewielki ułamek naszego społeczeństwa jest świadomy.
Autorka porusza w powieści tematykę FAS czyli Alkoholowego Zespołu Płodowego, zjawisko bezpłodności, a także problematykę adopcji.
O tyle, o ile to drugie i trzecie są w jakiejś mierze społecznie znanymi zjawiskami, tak temat FAS, nadal pozostaje w niszy.
A tymczasem okazuje się, że w Polsce rodzi się więcej dzieci naznaczonych zespołem FAS aniżeli Zespołem Downa. Co szósta kobieta w wieku rozrodczym nie zdaje sobie sprawy z tego, że mała dawka (nawet ta najmniejsza) szkodzi nienarodzonemu dziecku. Prawda bowiem jest taka, że KAŻDA dawka alkoholu działa toksycznie na rozwijający się płód. Przeraża mnie fakt, że w ciągu jednego roku w naszym kraju rodzi się około tysiąca dzieci z pełnoobjawowym zespołem FAS – nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, z tego jak to dużo?! Te dzieci z reguły rodzą się upojone alkoholem, ponieważ ich matki nawet na porodówce były pijane! Straszne, prawda? Ale taka jest prawda.

I o tym Magdalena Majcher mówi w swej powieści głośno i wyraźnie. Takich informacji nie usłyszycie w wieczornych wiadomościach! Dlaczego? No właśnie, dlaczego?! - sama sobie zadaję to pytanie. Przecież powinno być o tym głośno!

Osobiście przyznam się, że do tej pory nie zaprzątałam sobie głowy tym problemem. Mam dziecko, zdrowe dzięki Bogu, które kocham nad życie. Więcej dzieci nie planuję – nie ten wiek, nie ta sytuacja życiowa. Jednak w chwili gdy zdecydowałam się na dziecko – porzuciłam z dnia na dzień zgubny nałóg nikotynowy – z obawy o zdrowie maluszka.

Po przeczytaniu powieści „Wszystkie pory uczuć. Wiosna” zadałam sobie pytanie – dlaczego kobiety piją w ciąży? Czy są aż tak głupie? Czy nikt im nie powiedział, że ta trucizna powoduje TRWAŁE i NIEODWRACALNE zmiany w mózgu dziecka?
Część z nich jest pewnie tak uzależniona od alkoholu, że nie myśli o tym, to fakt.
Ale co z tymi, które robią sobie zielone światło dla lampki wina czy szklanki piwa...w imię "zdrowotności" lub sławetnych „ciążowych zachcianek”? Co z nimi?
Wzbiera we mnie ogromny bunt, co pewnie widać, kiedy to czytacie. Ale nic nie poradzę na to, że nie godzę się na takie postępowanie. Mam nadzieję, że teraz po lekturze tej powieści, będę odważniejsza, bardziej asertywna – i kiedy będzie trzeba zwrócę uwagę jednej, czy drugiej kobiecie na to, że skazuje swoje dziecko na kalectwo.


„Wszystkie pory uczuć. Wiosna” bardzo mocno poruszyło moje poczucie krzywdy i niesprawiedliwości. Ogrom emocji i uczuć jakie noszę w sobie od chwili kiedy przeczytałam ostatnią stronę, ciągle we mnie huczy i nie znajduje ujścia…
Bardzo bym chciała, żeby ta książka stała się lekturą obowiązkową w szkole średniej – gdzie młodzi ludzie dopiero wchodzą w dorosłość, bo jest wówczas szansa, że choć przeczytają „bo muszą” to te przerażające fakty o FAS zostaną w ich świadomości. Może dzięki temu w przyszłości udałoby się w znacznej mierze zredukować to zjawisko. Gdyby ta wiedza (w formie powieści) była dana młodym ludziom zanim założą własne rodziny, nim urodzą dzieci…

„Wszystkie pory uczuć. Wiosna” Magdaleny Majcher to historia opowiadająca również o poszukiwaniu miłości i spełnienia, wynikające zarówno z potrzeby bycia rodzicem, jak i z perspektywy pragnień każdego dziecka. Mamy okazję zobaczyć jak w wielkich bólach rodzi się miłość, zaufanie, nawyki, wiara. Ewelina i Adrian chcą dawać i brać, chcą ofiarować siebie dziecku, by poczuć pełnię życia i znaleźć swój constans. Piotruś bardzo chce mieć dom, rodziców, być kochany, szanowany, ale jego serce przepełnia strach – bo to jedyne uczucie, które zna.
Ta trójka wiele przeszła, a jeszcze więcej przed nimi.
Ich historia to dla mnie taki mały cud – który dzieje się w wielu Polskich domach, o czym świat nie ma bladego pojęcia.
Tacy ludzie – rodzice adopcyjni i dzieci adoptowane to współczesny odpowiednik „Siłaczki”. Walczą, „siłują się” z przeciwnościami losu, z trudami codzienności, uparcie dążą do pokonania niepowodzeń. Nie poddają się, chociaż bywa bardzo ciężko, robią to, co uważają za słuszne otwierając się powoli na miłość do dziecka i ucząc go zaufania. A dziecko, którego start był niezwykle trudny, z czasem zmienia swój świat, uczy się od nowa wszystkiego, tak jakby dopiero co się narodziło. A to wszystko zmierza do jednego – do szczęśliwego uśmiechu na twarzy dziecka, do małej rączki, która z ufnością złapie za dorosłą dłoń.


Cieszę się, że coraz więcej autorek poprzez swoje powieści pragnie dać polskiemu społeczeństwu coś więcej aniżeli proste czytadło – zabijające czas i nudę.
Magdalena Majcher zdecydowanie należy do tej grupy pisarek, które nie boją się podejmować trudnych tematów. Jest autorką, dla której tworzenie literatury jest równoznaczne z szerzeniem wiedzy wśród czytelników.

Z wielką żarliwością nakłaniam Was do sięgnięcia po „Wszystkie pory uczuć. Wiosna”. Przeczytajcie! A potem dajcie powieść innym lub opowiedzcie im o FAS i jego tragicznych, nieuleczalnych skutkach.
To książka - obok, której nikt nie powinien przejść obojętnie!

Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję Madzi Majcher oraz Wydawnictwu PASCAL.
Recenzja na: http://przeczytajka.blogspot.com/2018/03/wszystkie-pory-uczuc-wiosna-magdaleny.html

pokaż więcej

 
2018-03-15 17:48:19
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Lipowo (tom 3)
 
2018-03-15 17:48:17
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Lipowo (tom 4)
 
2018-03-15 17:48:17
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Lipowo (tom 7)
 
2018-03-15 17:48:17
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Lipowo (tom 6)
 
Moja biblioteczka
137 98 506
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (0)
Lista jest pusta
Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd