PrzeCzytajka 
status: Czytelnik, dodał: 1 ksiązkę, ostatnio widziany 1 dzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-24 21:35:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„W cieniu tamtych dni” Magdaleny Majcher miało premierę w 1 sierpnia 2018 r. Taka data nie była dziełem przypadku, gdyż to właśnie w tego dnia 1944 roku o godzinie 17:00 wybiła godzina „W” i rozpoczęło się Powstanie Warszawskie.
W trakcie dwumiesięcznych walk straty wojsk polskich wyniosły ok. 16 tys. zabitych i zaginionych, 20 tysięcy rannych i 15 tysięcy wziętych do niewoli. W wyniku...
„W cieniu tamtych dni” Magdaleny Majcher miało premierę w 1 sierpnia 2018 r. Taka data nie była dziełem przypadku, gdyż to właśnie w tego dnia 1944 roku o godzinie 17:00 wybiła godzina „W” i rozpoczęło się Powstanie Warszawskie.
W trakcie dwumiesięcznych walk straty wojsk polskich wyniosły ok. 16 tys. zabitych i zaginionych, 20 tysięcy rannych i 15 tysięcy wziętych do niewoli. W wyniku nalotów, ostrzału artyleryjskiego, ciężkich warunków bytowych oraz masakr urządzanych przez oddziały niemieckie zginęło od 150 tysięcy do 200 tysięcy cywilnych mieszkańców stolicy. Na skutek walk powstańczych oraz systematycznego wyburzania miasta przez Niemców uległa zniszczeniu większość zabudowy lewobrzeżnej Warszawy, w tym setki bezcennych zabytków oraz obiektów o dużej wartości kulturalnej i duchowej.
Te fakty znane są niemalże każdemu, kto odrobinę interesuje się historią naszego kraju.
Jakie zatem przesłanie niesie ze sobą powieść Magdaleny Majcher?
Czy „W cieniu tamtych dni” opowiada o przeszłości w innym wymiarze?

„W cieniu tamtych dni” to lekcja historii, jakiej nie znacie.
Opowieść snuta przez babcię Emilię jest prawdziwym obliczem tego, o czym głośno się nie mówiło, nie mówi albo nie chce się mówić, bo zbyt mocno boli tych, co przetrwali tamten tragicznie krwawy okres, wyryty bezlitośnie na twarzy naszego kraju.
Niestety z roku na rok ubywa tych, którzy z wielkim poświęceniem walczyli za przyszłość swoją, naszą i pokoleń, które jeszcze nadejdą po nas.
Dlatego tak bardzo ważne jest poznanie historii od podszewki. Abyśmy mogli przekazać ją dalej, nie suchymi faktami w liczbach, a żywym świadectwem tego, czego dokonali w ‘44 roku powstańcy. Byśmy dumnie mogli nosić głowy i każdego dnia posiadali w sercach hołd i wdzięczność dla wszystkich tych, co przelali krew za wolność Polski.

Akcja powieści biegnie dwutorowo: współczesność przeplata się z okresem powstańczym, dzięki czemu możemy mieć lepszy wgląd na to, w jaki sposób historia ma wpływ na czasy obecne. To czego doświadczyła babcia Emilia jako młoda dziewczyna, w ogromnym stopniu wpłynęło na jej dalsze losy. Ta postać nie jest tylko zwykłą bohaterka powieści – pod jej twarzą kryją się setki tysięcy osób – powstańców, którzy w ‘44 roku walczyli z okupacją, jak również toczyli walkę o zwykłe przetrwanie. Babcia Emilia jest symbolem każdej osoby, która przelała swoją krew, oddała swoją młodość i szczęście w imię wolności. Ona przeżyła, przeżyli również inni, jednak do dziś noszą w sercu i w umyśle krwawe rany z tamtego okresu.
Magdalena Majcher pokazała w ten sposób, że nie są to postaci bezimienne, szare i bezbarwne. O nie! To ludzie z krwi i kości, którzy poświęcili WSZYSTKO, by ratować kraj, siebie i naszą teraźniejszość.
Niezmiernie ubolewam nad nikłą wiedzą, jaką przekazuje się młodym pokoleniom na temat okresu wojennego. Uważam, że to nasz ludzki (rodzicielski) obowiązek, uświadomić nasze dzieci czym był okres II wojny światowej oraz powstania warszawskiego, nie tylko w wydźwięku liczbowym na skalę kraju, ale również w aspekcie wojennej codzienności z jaką przyszło się mierzyć ludności cywilnej, ogromnej skali głodu, chorób, bezradności i braku wiary.
Może zabrzmi to górnolotnie, ale mój syn (10l.) wiedząc, o czym czytam, chciał sięgnąć po lekturę zaraz po mnie. Jestem z tego dumna i wiem, że za rok, dwa podsunę mu tę książkę, by mógł lepiej zrozumieć czym jest dzień dzisiejszy i by w pełni potrafił uszanować pamięć tych, którzy wówczas walczyli o jego dzieciństwo.

„W cieniu tamtych dni” to bolesna opowieść o utracie marzeń, przyszłości oraz utracie nadziei. To historia okupiona cierpieniem, krwią i słonymi łzami strachu i niepewności. To również historia o miłości, która dawała ludziom odrobinę ciepła w tamtych dniach, która wlewała w ich serca wiarę w przetrwanie i nawet w najcięższych momentach przynosiła im poczucie normalności.
„Miłość – Czy bywa niewłaściwa? Zdecydowanie więcej szkody może wyrządzić jej brak. Kiedy ludzie kochają, starają się być lepsi, nie tylko dla ukochanej osoby, ale też dla całego świata. W czasach, kiedy zło i nienawiść rozpanoszyły się po całej Europie, bardzo potrzebowaliśmy miłości, bo niosła nadzieję i pozwalała zachować człowieczeństwo.”
O takiej miłości opowiada nam babcia Emilia. Uczucie, które połączyło ją i Tadeusza było niezwykłe. Przetrwało lata, wyryło się w ich sercach na zawsze, ta miłość do ostatniego oddechu towarzyszyła im w drodze do lepszego świata. I chociaż nie była to miłość, która mogła rozwinąć skrzydła i dać im szczęśliwe życie, to jednak stała się ona dla mnie dowodem na to, że miłość to siła niezmierzona, która jest w stanie pokonać wszystko.

„W cieniu tamtych dni” Magdaleny Majcher uświadomiła mi również jak niewiele trzeba, by zapomnieć lub co gorsza żyć w nieświadomości. Tymczasem autorka mówi wprost o tym, że dawne czasy mają przeogromny wpływ na naszą codzienność, o czym tak wiele osób nie ma pojęcia.
"Potrzeba wielu generacji, aby krew została odfiltrowana z wojennej traumy i wszystkich jej następstw".
W obliczu tych słów uznaję, że życie w niewiedzy o naszej zalanej krwią i cierpieniem historii, nie daje nam prawa mówić o sobie, że jesteśmy patriotami. Jedynie głęboka wiedza o tym, co się wówczas działo, o tym czego doświadczali nasi pradziadkowie i dziadkowie daje nam prawo do tego, by nazywać się tym mianem.

„W cieniu tamtych dni” to nie tylko przejmująca lekcja historii i życia, to także głęboka lektura o poszukiwaniu tożsamości i wielkim patriotyzmie naszych przodków. To opowieść o młodości i jej błędach, o przyjaźni i miłości, o poświęceniu i wielkiej odwadze, o tęsknocie, samotności i bezsilności, o braku nadziei, łzach bólu i strachu, o utracie najbliższych za sprawą brutalnej rzeczywistości, a także o trudnych relacjach z najbliższymi ludźmi, kiedy w sercu tkwi kolec powojennej rzeczywistości.
To również historia o tym, że życie zatacza kręgi, które są konieczne, do tego, by móc pójść właściwą dla nas drogą.
„W cieniu tamtych dni” pokiereszuje Wasze serca na kawałki, spłynie Wam po policzkach słonymi łzami, a jednocześnie da Wam poczucie wielkości i dumy z własnego obywatelstwa.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Magdalenie Majcher oraz Wydawnictwu PASCAL.
Recenzja na: http://przeczytajka.blogspot.com/2018/08/w-cieniu-tamtych-dni-magdalena-macher.html

pokaż więcej

 
2018-08-24 18:29:50
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Obca w świecie singli” to powieść autorstwa Krystyny Mirek, której premiera była 23 maja 2018 roku. Mówią, że nie szata zdobi człowieka, a tym bardziej nie książki, jednak nie da się nie zwrócić uwagi na prześliczną okładkę jaką ma ta książka. Przyciąga wzrok i sprawia, że człowiek o razu czuje magię wypływającą ze środka.

Podobno na planecie singli można znaleźć szczęście. Są tacy, którzy...
„Obca w świecie singli” to powieść autorstwa Krystyny Mirek, której premiera była 23 maja 2018 roku. Mówią, że nie szata zdobi człowieka, a tym bardziej nie książki, jednak nie da się nie zwrócić uwagi na prześliczną okładkę jaką ma ta książka. Przyciąga wzrok i sprawia, że człowiek o razu czuje magię wypływającą ze środka.

Podobno na planecie singli można znaleźć szczęście. Są tacy, którzy wprowadzili się na nią świadomie i bardzo sobie chwalą.
Karolinę i Jakuba w to nieznane miejsce niespodziewanie wyrzuciło życie. Oboje w krótkim czasie bardzo wiele stracili i zawiedli się na najbliższych. Czują się obco na planecie singli. To nie jest ich świat. Nie wierzą już w miłość, nie potrafią nikomu zaufać.
Karolina chce się poświecić wyłącznie wychowywaniu córeczki oraz ratowaniu upadającej restauracji. Jak może chroni swoje dziecko przed obojętnością jego ojca. Jakub chciałby móc uczestniczyć w wychowaniu swojego dziecka, ale jego partnerka postanawia go ukarać i skutecznie mu to uniemożliwia.
Tych dwoje postanowi pomóc sobie nawzajem. Staną się najlepszymi singlami, jakich kiedykolwiek widziano. Silni i niezależni. Ale czy w życiu tylko o to chodzi? Czy naprawdę tylko na tym im zależało?
Galeria barwnych postaci, lekkie pióro oraz dotykający bardzo wiele osób problem samotności, która ma wiele twarzy.

„Obca w świecie singli” jest powieścią o samotności i miłości. Bywa, że nie zawsze życie układa się po naszej myśli. Czasem zawodzą nas ludzie, a czasem to my sami zawodzimy siebie. Często zdarza się tak, że później nie da się naprawić tego, co zepsute. Bywa, że lepiej pójść inną drogą, zacząć coś od nowa, zbudować od podstaw niż ponownie wkraczać do tej samej rzeki.

Karolinę – poznajemy w chwili gdy jej życie przewraca się do góry nogami, mężczyzna którego kochała i któremu zaufała w stu procentach, okazał się niedojrzałym facecikiem z syndromem Piotrusia Pana.
Jakuba – spotykamy w chwili, gdy traci wszystko co w jego życiu najcenniejsze, dziecko, narzeczoną, pracę oraz dom, a wszystko za sprawą jednej decyzji kobiety, która była całym jego światem.

Los krzyżuje ich drogi – nie wiadomo, czy bardziej z przekory, czy z przeznaczenia. Niemniej jednak ta dwójka samotnych i złamanych przez życie ludzi, przyciąga się do siebie nawzajem.
Okazuje się, że Karolina ma upadająca restaurację i mnóstwo długów, a Jakub jest fantastycznym kucharzem bez środków do życia. Splotem okoliczności postanawiają podnieść się wzajemnie z upadku i nie dopuścić do sprzedaży lokalu. Każde z nich kieruje się innymi pragnieniami, ale grając do jednej bramki – widzą światło w tunelu.
Czy uda im się równie gładko wyprostować ścieżki ich prywatnych kłopotów?
Czy to prawda, że nieszczęścia chodzą parami, a nawet stadami?
A może tych dwoje pośród kuchennych smaków i zapachów znajdzie złoty środek na szczęście?


„Obca w świecie singli” to również opowieść o samotności wynikającej z własnego wyboru – przykładem którego jest Malwina. Ale czy rzeczywiście bycie singlem jest takie cudowne i barwne jak twierdzi ta młoda i pewna siebie kobieta? Czy może na dnie jej serca czai się spychana każdego dnia tęsknota za czymś zupełnie innym, do czego zatwardziale nie chce się przyznać?

Powieść Krystyny Mirek jak zawsze delikatnie chwyta za serce sięgając do najbardziej ukrytych w nim emocji. Autorka powoli buduje w czytelniku poczucie wiary w to, że po burzy życiowej przychodzi słońce i że jeśli człowiek bardzo chce to potrafi znaleźć wyjście z najbardziej beznadziejnej sytuacji. I chyba tak to jest, że chcąc podnieść się z dna my ludzie dajemy z siebie wszystko, by stanąć z powrotem na nogi. Droga do stagnacji nie zawsze jest lekka, ale satysfakcja płynąca z samorealizacji jest przeogromna, a to z kolei niesamowicie wzmacnia poczucie własnej wartości.
Tak też stało się w przypadku Karoliny i Jakuba, oboje znaleźli drogę do realizacji planów, do wyjścia z życiowego kryzysu...a za zakrętem czekało na nich coś więcej niż sukces i spełnienie zawodowe. Coś co w życiu każdego człowieka pełni rolę naturalnego katalizatora szczęścia.


„Obca w świecie singli” Krystyny Mirek to lektura idealna dla tych co stracili wiarę we własne możliwości. Dowodzi niezmiennie, że życie zatacza kręgi, ale również niesie ze sobą sporo dobrego, wystarczy tylko się nie poddawać.
Ja książkę przeczytałam tuż przed wielkimi zmianami w moim życiu i był to chyba dla mnie najwłaściwszy moment na tę lekturę. Dzięki niej zrozumiałam, że to ja trzymam stery i tylko ode mnie zależy w jakim kierunku popłynę.

Zachęcam zatem do sięgnięcia po „Obcą w świecie singli”, która prawdopodobnie okaże się całkiem dobrze Wam znana z Waszej codzienności.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Edipresse. :)
recenzja na http://przeczytajka.blogspot.com/2018/08/obca-w-swiecie-singli-krystyna-mirek.html

pokaż więcej

 
2018-07-03 11:47:07
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Nowakowie (tom 1)

„Nowakowie – kruchy fundament” Barbary Sęk to pierwszy tom trylogii Nowakowie, którego premierę świętowaliśmy w czerwcu 2018 roku. Jest to rozszerzone i zmienione wydanie debiutanckiej książki autorki, która nosiła tytuł „Dlaczego ona?”

Od razu powiem Wam, że do jej lektury podchodziłam sceptycznie. Nie bardzo w sumie wiem dlaczego, może trochę dlatego, że obawiałam się banalnej fabuły, a...
„Nowakowie – kruchy fundament” Barbary Sęk to pierwszy tom trylogii Nowakowie, którego premierę świętowaliśmy w czerwcu 2018 roku. Jest to rozszerzone i zmienione wydanie debiutanckiej książki autorki, która nosiła tytuł „Dlaczego ona?”

Od razu powiem Wam, że do jej lektury podchodziłam sceptycznie. Nie bardzo w sumie wiem dlaczego, może trochę dlatego, że obawiałam się banalnej fabuły, a może dlatego, że bałam się, tego co znajdę w środku.
Dziś powiem Wam, że niepotrzebnie nastawiałam się w ten sposób, bo powieść Barbary Sęk wciągnęła mnie do tego stopnia, że pół nocy nie przespałam, a wydarzenia zawarte w powieści przeżyłam tak głęboko, że trudno to wyrazić mi słowami.

„Nowakowie” to pozornie zwykła historia jednego mężczyzny i dwóch kobiet. Miłość, macierzyństwo, stabilizacja i bezpieczeństwo kontra zdrada, kłamstwa i skrywany żal. Nowakowie to rodzina jakich wiele dziś na świecie, w pięknym domu, pełnym harmonii żyją w poczuciu własnego bezpieczeństwa i jego nieskończoności. Mąż, żona i czwórka wspaniałych dzieci jak z żurnala. Lecz gdzieś pomiędzy nimi, schodami lat i dni pełznie kłamstwo, ułuda i nieszczerość.
A na drugim końcu miasta mieszka ona – która wierzy w niego i choć mocno kocha nie stawia twardych warunków, czeka...wciąż czeka i z miłości do niego jest gotowa wyrzec się przeszłości i przyszłości, mimo największego bólu, jaki to jej przyniesie.

Ktoś powie – ot zwykły życiowy galimatias o zdradzie, o zaniedbanej kurze domowej, o niewiernym mężu i przebiegłej kochance. Bezmyślni dorośli, którzy krzywdzą dzieci w imię własnych wygód i fantasmagorii.
A ja temu zaprzeczę.
Owszem lektura dotyka spectrum zdrady, jednak autorka nie ograniczyła się tylko i wyłącznie do wskazania winnych i niewinnych. Barbara Sęk, wprowadza czytelnika bardzo głęboko w psychikę ludzką obejmując tym wnikliwym spojrzeniem wszystkich bohaterów. Mamy okazje poznać punkt widzenia zarówno żony, męża, kochanki, ale także trójki dzieci (najstarszych Tomka, Kasi i Łukasza). Dzięki temu czytelnik buduje sobie szeroki obraz całego zdarzenia i wnikliwie może prześledzić jakie skutki pociąga za sobą jeden skrzętnie skrywany sekret.



„Nowakowie” to pierwszorzędne studium rozpadu rodziny, bardzo bolesne i bardzo przejmujące, które poruszyło mnie naprawdę mocno. Autorka jawnie pokazuje, że pod piękną fasadą mogą kryć się zepsucie i brzydota. Nie wszystko jest zawsze tak piękne i idealne jak się wszystkim na około wydaje.
Ta powieść, długo, bardzo długo będzie we mnie tkwiła, może dlatego, że moje życie nie było usłane różami i nic co ludzkie nie jest mi obce, jak zwykł mawiać nasz rodzimy poeta Kochanowski.
A może właśnie dlatego tak bardzo wszystko przeżyłam, każdą emocję, każdą łzę, każde obalenie ideałów, każde złe słowo. Łączyłam się w cierpieniu z każdym z osobna i ze wszystkimi jednocześnie.
Najbardziej jednak dotknęła mnie postawa Krzysztofa – jego brak zdecydowania, brak działania. To chyba najgorsze co mógł zafundować swej żonie, dzieciom oraz swojej kochance. I chociaż autorka mocno podkreśla motywy jakimi się kierował, to jednak do mnie one niezbyt przemawiają. Owszem – jego żona Małgorzata nie była bez winy, jego kochanka Monika również do niewinnych nie należy, jednak to Krzysztof był punktem łączącym wszystko i wszystkich, i to on nie potrafił podjąć jednoznacznej decyzji. On był centrum wokół którego życie poszczególnych osób się kręciło, był jak słońce wokół którego krążyły jego dzieci, żona i kochanka. A mimo to nie podjął konkretnej decyzji, zupełnie tak, jakby chciał zjeść ciastko i mieć ciastko. A niestety w życiu tak się nie da.

„Nowakowie” to niesamowicie poruszająca historia, pełna emocji i uczuć drzemiących na samym dnie serca. Radosne i tragiczne chwile, przeplatają się ze sobą, zaciskając pętlę wokół gardeł wszystkich bohaterów. Nic nie jest pewne, bo wszystko zbudowane na zbyt kruchym fundamencie, który może runąć w najmniej oczekiwanym momencie. A wówczas jedyną cechą, która wysnuwa się na prowadzenie jest egoizm. Egoizm Krzyśka, Gośki i Moniki.
Naprawdę, powiem Wam szczerze, że trudno mi oceniać bohaterów tej powieści, bo sytuacja choć typowa, to jednak kompletnie odbiega od wszystkiego, co do tej pory czytałam. Jeszcze nikt w żadnej powieści nie przedstawił upadku rodziny i ideałów w taki sposób, jeszcze nikt nie poświęcił tyle czasu na wyjawienie motywów działania wszystkich stron jednocześnie. Dlatego tak trudno opowiadać się po czyjejkolwiek stronie.
Ta książka to idealny przykład na to, że winnych jest zawsze dwóch, a nawet trzech.

Jestem ogromnie ciekawa jak potoczą się dalsze losy rodziny Nowaków.
Jaki wydźwięk będzie miała cała ta sytuacja? Jak się to odbije na Tomku, Kasi i Łukaszu?
Czy będą jeszcze potrafili zaufać sobie nawzajem? Czy w dorosłość wkroczą z przeświadczeniem, że świat nie jest wart bycia uczciwym?
Czy Gosia poradzi sobie w nowej sytuacji? Czy Krzysztof znajdzie w sobie siłę, by utrzymać miłość dzieci, bez radzenia sobie za pomocą portfela? Czy Monika mając na co dzień swego kochanego przy sobie znajdzie to szczęście, na którym tak jej zależało?


Serdecznie Wam polecam powieść "Nowakowie", bo to naprawdę niesztampowo napisana historia przepełniona tak wielką dawką miłości i bólu, że trudno to sobie wyobrazić. Te emocje są tak silne, że zaskoczą Was. Mnie również zaskoczyły, bo sięgając po książkę nie spodziewałam się tak mocnej dawki uczuć od tych najlepszych do tych najgorszych.

Recenzja na: http://przeczytajka.blogspot.com/2018/07/nowakowie-barbara-sek.html

pokaż więcej

 
2018-07-02 16:04:02
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

„Wiedźma duszona w winie” to czerwcowa propozycja od wydawnictwa Filia autorstwa Marty Obuch. Autorka znana jest z pisania powieści o lekkiej fabule z mnóstwem zabawnych postaci, które wplątują się w najrozmaitsze afery kryminalne. Czy tytułowa wiedźma została zatem uduszona w winie? A jeśli tak to w jakim?

„Wiedźma duszona w winie” wciąga od samego początku. Sobota spędzona w towarzystwie...
„Wiedźma duszona w winie” to czerwcowa propozycja od wydawnictwa Filia autorstwa Marty Obuch. Autorka znana jest z pisania powieści o lekkiej fabule z mnóstwem zabawnych postaci, które wplątują się w najrozmaitsze afery kryminalne. Czy tytułowa wiedźma została zatem uduszona w winie? A jeśli tak to w jakim?

„Wiedźma duszona w winie” wciąga od samego początku. Sobota spędzona w towarzystwie tej lektury okazała się najzabawniejszym dniem ostatniego weekendu, który nota bene ciągnął mi się, jak nie przymierzając flaki z olejem. Dzięki tej powieści przetrwałam całą sobotę w dobrym humorze, a nuda i ciężka weekendowa atmosfera nie miały do mnie dostępu.

Autorka posługuje się prostym, lekkim językiem, co sprawia, że książkę wręcz połyka się strona po stronie. Akcja dzieje się płynnie i wartko, tak że nie ma możliwości rezygnacji z czytania w trakcie. W mojej głowie co i rusz pojawiły się kolejne pytania, na które musiałam znaleźć odpowiedź.

Jaką tajemnicę skrywał wuj Remigiusz?
Dlaczego ktoś pragnie wrobić Rocha w przestępstwo?
Kto wciąga mieszkańców Pruskiej Stacji w brudne gierki?
Czy przystojny prokurator jest wzorem cnót?
Jak Bożenka poradzi sobie z tym wszystkim i czy zaprzyjaźni się z Truflą i Emmą?
Co do tego wszystkiego mają karty tarota i społeczność romska?
Jakie zasady najlepiej wyznawać co do pierwszej randki?
Jak zakończy się akcja „Blue”?
Czy bistro i dworzec zostaną ocalone?

I tak, aż do samego końca.

„Wiedźma duszona w winie” to przezabawna komedia omyłek oraz świetnie skonstruowane barwne dialogi, które są dopracowane w każdym calu. Bohaterowie żyją i to się czuje na każdej kolejnej stronie, nie są przesłodzeni ani sztuczni.
Bożenka – skradła moje serce od początku, pod fasadą dobrze skrojonych drogich ciuchów kryje całą gamę empatii i dobrego serca oraz niezwykłego pociągu do przygody (i do wina). Roch – niepozorny facet z cukrzycą, którego niemal wszyscy lubią i szanują również nie pozostaje w tyle. Cezaria – charakterna cyganka z ciętym językiem, kartami i spódnicą, która pomieści wszystkie tajemnice. Denis – adonis z romskim pierwiastkiem w genach oraz cicha Iwonka, która kryje niebanalny talent informatyczny. Istna mieszkanka wybuchowa, którą tylko na pierwszy rzut oka różni niemal wszystko. Tymczasem im głębiej w fabułę, tym bardziej okazuje się, że jeśli ci sami ludzie kochają jedno miejsce to razem potrafią zdziałać cuda.

Marta Obuch zapewniła mi świetną lekturę, po którą chętnie w chwilach złego humoru sięgnę ponownie, a już z pewnością podsunę ją mojej mamie, która niegdyś połykała książki Chmielewskiej, myślę, bowiem, że będzie to dobra lektura dla niej.

„Wiedźma duszona w winie” uprzyjemni Wam każde popołudnie, niezależnie od pogody na dworze. Warto sięgnąć po książkę autorstwa Marty Obuch, bo dzięki temu będziecie mieć gwarancję niesamowicie dobrej zabawy. A jeśli dodacie do tego szczyptę pieprzu, kilka łyżeczek strachu oraz porządną porcję aromatycznej kawy i naleśników to na długo zagościcie w progach dworca Pruskiej Stacji.

Ja tymczasem – przyznam się Wam, "O Boże, Bożenko", że mam w domu dwie inne książki pióra Marty Obuch, których do tej pory nie miałam czasu przeczytać. Jednak po lekturze „Wiedźmy duszonej w winie” czuję się dosłownie winna, że wciąż mieszkają one na haniebnej półce wstydu i muszę koniecznie nadrobić swoje czytelnicze zaległości.
Recenzja na: http://przeczytajka.blogspot.com/2018/07/wiedzma-duszona-w-winie-marta-obuch.html

pokaż więcej

 
2018-06-29 19:03:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Seria mazurska (tom 3)

„Kropla nadziei” wieńczy serię mazurską autorstwa Katarzyny Michalak. Dwie poprzednie książki "Gwiazdka z nieba” → recenzja i „Promyk słońca” → recenzja wywarły na mnie ogromne wrażenie, wycisnęły ze mnie milion łez, wbiły mnie w fotel z przejęcia i sukcesywnie rozbudzały moje nadzieje.
Czy zatem tytułowa „Kropla nadziei” w końcu spłynęła do mej duszy? Czy wraz z bohaterami znalazłam...
„Kropla nadziei” wieńczy serię mazurską autorstwa Katarzyny Michalak. Dwie poprzednie książki "Gwiazdka z nieba” → recenzja i „Promyk słońca” → recenzja wywarły na mnie ogromne wrażenie, wycisnęły ze mnie milion łez, wbiły mnie w fotel z przejęcia i sukcesywnie rozbudzały moje nadzieje.
Czy zatem tytułowa „Kropla nadziei” w końcu spłynęła do mej duszy? Czy wraz z bohaterami znalazłam ukojenie? Czy autorka wyciszyła buzujące we mnie po drugim tomie emocje?

„Kropla nadziei” zaczyna się kilka tygodni po śmierci Marty, która osierociła tak wielu kochających ją ludzi. Nataniel, próbuje podnieść się nie tylko po stracie swej przyjaciółki, którą postrzegał jako matkę, z chwilą jej śmierci chłopak stracił również dach nad głową, a tym samym warunki do opieki nad małą Emilką. Mateusz nie radzi sobie z żałobą po Marcie, odeszła bowiem jego duszeńka a on stracił sens swego istnienia. Siergiej z żalu po utracie ukochanej „lubymyjej” ucieka w pracę fizyczną i stara się odkupić wszystkie swoje winy.
Tych trzech jakże różnych mężczyzn, pomimo wcześniejszych zdrad, które ich dzieliły, w obliczu utraty łączącego ich wcześniej jedynego ogniwa – jakim była pani doktor Kraszewska – zaczynają inaczej patrzeć na świat. Wbrew pozorom i wszelkiej logice rodzi się między nimi przeogromna więź, przyjaźń niemalże braterska. Autorka pod tym względem „zrobiła” kawał dobrej roboty mówiąc kolokwialnie, szkoda tylko, że musiało dojść do strasznej tragedii by zjednoczyć tych troje. A z drugiej strony dzięki temu - Nataniel, Mateusz i Siergiej zyskali przeogromny skarb, jakim jest zaufanie i niezawodna przyjaźń, zrodzona w żalu, we łzach i w złości, która okazała się najtrwalszą jaką można sobie wyobrazić.

Bardzo rozczarowała mnie postać Oliwii Kraszewskiej. Już w poprzednim tomie nie potrafiłam zapałać do niej sympatią, ale miałam nadzieję, że przeogromna strata jakiej doświadczyła nauczy tę dziewczynę wartości i pokaże jej co w życiu powinno być priorytetem. No ale...cóż...jej przypadek to klasyczny przykład narcyzmu i egoizmu, a tacy ludzie chyba nigdy się nie zmieniają. A to co zrobiła Natanielowi, jej wyznanie – skreśliło ją w moich oczach na zawsze. Od takich ludzi jak ona należy się trzymać z daleka.

„Kropla nadziei” to pięknie napisana powieść, barwny język i wartkość fabuły pochłonęły mnie na kilka godzin, aż żałowałam, że tak szybko ją przeczytałam. Kasia Michalak potrafi tak operować słowem, że aż ściska w dołku od nadmiaru emocji. Bardzo zżyłam się z mieszkańcami Sennej i mocno wszystko przeżywałam, wypłakując łzy i złorzecząc na okrutny los, bo i w tej części nie brakuje problemów. Życie potrafi porządnie dać w kość, a autorka świetnie to oddaje kreśląc losy swoich bohaterów.

„Kropla nadziei” to opowieść o smutku, żalu i żałobie. To również historia niezwykłej przyjaźni jaka może połączyć ludzi mimo wcześniejszych konfliktów. Autorka snuje również swoje rozważania na temat tego, co człowiek może uczynić dla innych i że ratując kogoś, czasem ratujemy samych siebie, że podając rękę potrzebującemu możemy czasem w odpowiedzi dostać całą dłoń. Nie wszystko jednak jest piękne i budujące. Kasia Michalak pokazuje w powieści, że są ludzie, którzy nigdy się nie zmienią, że za nic w świecie nie wyzbędą się swojego egoizmu i miłości własnej. Nie ma we mnie zgody na takie coś, patrząc na zachowanie Oliwii czy Jarząbka, wszystko się we mnie gotuje. Jak tak można? Dla mnie to zwyczajnie nie do pomyślenia.

„Kropla nadziei” koniec końców przynosi ukojenie. To mogę rzec na pewno. A co za tym stoi? Tego nie zdradzę. Szepnę Wam tylko, że do Sennej zawita słońce i kolorowy ptak nadleci. Będą lawendowe plany, które uratują zbolałą duszę a obok przyjaźni pojawi się również miłość. Do których drzwi zapuka? Komu wreszcie los przyniesie spokój i szczęście? Kim jest Tosia? I czy rajski ptak osiądzie w Sennej na stałe?
O tym musicie przekonać się sami, sięgając po trzecią część mazurskiej serii.

Jedno tylko nie daje mi spokoju: Dlaczego ręka sprawiedliwości nie dopadła tych co złe uczynki mają na sumieniu i ludzką krew na rękach? Dlaczego Aśka rozpłynęła się w powietrzu? Nie wiem czemu autorka nie pociągnęła tego wątku...uważam, że powinna. Ja jestem typem, który zawsze sprawiedliwości się domaga i jej oczekuje – choć wiele razy się w życiu przekonałam, że jest to pojęcie względne i każdy interpretuje sobie fakty jak chce, byle by chronić siebie. Mimo to przyzwyczajona do sprawiedliwości panującej w poprzednich powieściach pani Kasi – oczekiwałam sądu i wymierzenia adekwatnej kary dla podpalaczki.

„Kropla nadziei” pełna ciepła i dobroci spłynęła do mej duszy i zostanie tam na długo. Świadomość tego, że świat otwiera się na ludzi i stara się im ze wszech miar pomagać, napełnia mnie wiarą, że mimo przeciwności losu zawsze znajdzie się ta iskra, ta kropla, ten okruch, z którego możemy zbudować świat na nowo. Bo czasami człowiekowi złamanemu przez życie, pogrążonemu w ciemności i błądzącemu po omacku, wystarczy jedna kropla nadziei, by się podniósł i zobaczył światełko w tunelu. Wystarczy mu jeden promyk słońca, by oczy nabrały blasku i w sercu zagościło ciepło. Wystarczy jedna mała gwiazdka z nieba, by ten człowiek ujrzał sens własnej egzystencji.

Trylogia Mazurska Katarzyny Michalak – to kolejna seria jej autorstwa, która porwała mnie dogłębnie i zamieszkała w moim sercu.
Sięgnijcie po nią i przekonajcie się, że bycie dobrym człowiekiem, bywa ciężkie, ale w ostatecznym rozrachunku przynosi jedynie szczęście i spokój.

Recenzja na: http://przeczytajka.blogspot.com/2018/06/kropla-nadziei-katarzyna-michalak.html

pokaż więcej

 
2018-06-29 15:51:13
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Bosonoga bogini” to trzecia część przygód Alicji Kalickiej autorstwa Iwony Czarkowskiej. Lektura wcześniejszych części „Wesoła rozwódka” oraz „Panna z Monidła” sprawiły mi ogromną radość i wspaniale spędziłam z nimi swój czas.
Jeśli chcecie się dowiedzieć, co takiego otrzymałam podczas czytania ostatniej części to zapraszam Was na moją relację.

„Bosonoga bogini” to powieść utrzymana w równie...
„Bosonoga bogini” to trzecia część przygód Alicji Kalickiej autorstwa Iwony Czarkowskiej. Lektura wcześniejszych części „Wesoła rozwódka” oraz „Panna z Monidła” sprawiły mi ogromną radość i wspaniale spędziłam z nimi swój czas.
Jeśli chcecie się dowiedzieć, co takiego otrzymałam podczas czytania ostatniej części to zapraszam Was na moją relację.

„Bosonoga bogini” to powieść utrzymana w równie humorystycznym klimacie, co dwie jej poprzedniczki. Czytało mi się ją stosunkowo szybko, bo i akcja przebiega w dość szybkim tempie, tak że nie obawiajcie się nudy, bo na nią miejsca nie będzie! Dzieje się naprawdę sporo!
Autorka ma lekkie pióro i tworzy dość niebanalne scenariusze kreśląc losy swojej głównej bohaterki Alicji, której nie szczędzi kolejnych życiowych zakrętów i potknięć.

Tym razem Alicja popada, a raczej zostaje wmanewrowana w telewizyjne show, do którego zgłaszają ją przyjaciółki. Jak wiadomo dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane i niestety Alicja zostaje zakwalifikowana, ku własnemu zdziwieniu i niechęci, do wzięcia udziału w tymże, jakże dziwacznym i komicznym przedsięwzięciu. Jej skłonność do popadania w tarapaty oraz szalony charakterek plus program reality show to prawdziwa mieszanka wybuchowa. Kłopoty gonią kłopoty, absurdami poganiane, a komiczne omyłki i słowne gagi sypią się jak z rękawa.
Taka jest właśnie „Bosonoga bogini”.

Kim jest hrabia Dralulski?
Kto wygra reality show?
Dlaczego Alicja rozstała się z Karolem?
Kto kradnie buty na zamku?
I dlaczego bogini jest bosonoga?
Czy trójca exów przesladuje Alicję i co z tego wyniknie?

Autorka pod płaszczem dobrego humoru ukryła jednak dylematy, które targają wieloma współczesnymi kobietami. Dlaczego tak się dzieje, że faceci zawodzą nasze zaufanie? Czy to z nimi jest coś nie tak, a może to my przedstawicielki płci słabszej jesteśmy jakieś pechowe, wybrakowane i nie da się z nami wytrzymać? Świat stosunków damsko – męskich coraz bardziej staje na głowie. A znalezienie odpowiedniego (nie idealnego) partnera graniczy niemalże z cudem.
Specyfika takiego zjawiska leży głęboko ukryta w nas samych, więc nie doszukujcie się Kochani gotowych odpowiedzi. Bo w tej historii ich nie znajdziecie. Iwona Czarkowska z przymróżeniem oka traktuje wszelkie niepowodzenia i kłody rzucane pod nogi przez złośliwy los, zmusza nas do zastanowienia nad tym jakimi ludźmi sami jesteśmy i jak traktujemy innych. Jedno jest pewne, choć nie ma sprawiedliwości na tym świecie, to życie zatacza kręgi i tylko od nas zależy czy na jego końcu spotka nas coś dobrego czy coś złego. Jak to się często mówi „karma wraca”. Zdecydowanie do Alicji ta karma wróciła na końcu powieści, ale co tam ją spotkało, tego Wam przekornie nie zdradzę. :) Najbardziej mnie jednak pod tym względem ubawił "biedny" los jej byłego męża Pawła. :)


„Bosonoga bogini” jest idealną lekturą na gorące popołudnia, ponieważ jako lekka lektura z dużą dawką humoru i szczypta tajemnicy zagwarantuje Wam kilka godzin dobrej zabawy.
Oczywiście jeśli nie lubicie takich powieści to może być ciężko, ale ponoć o gustach się nie dyskutuje.
Czytajcie więc na zdrowie!
I dużo śmiechu przy lekturze!


Cała seria autorstwa Iwony Czarkowskiej świetnie się sprawdzi w podróży, na plaży i po męczącym dniu, kiedy człowiek potrzebuje się wyciszyć i zrelaksować, nabrać dystansu do świata i pośmiać się z prostych, a czasem banalnych rzeczy – jak choćby inteligentne rozmowy z samym sobą, które jak sądzę prowadzi co drugie z Was, choć nie każdy się do tego przyznaje.

Polecam zatem przeczytanie wszystkich części, nie jest konieczne zachowanie chronologii, bo każdy z tomów opowiada o innych perypetiach Alicji, ale ja wychodzę z założenia, że fajnie jest poznawać postacie od początku i móc razem z nimi kroczyć ramię w ramię.
Recenzja na: http://przeczytajka.blogspot.com/2018/06/bosonoga-boginii-iwona-czarkowska.html

pokaż więcej

 
2018-06-26 20:50:23
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Zło czai się na szczycie” swoją premierę miało sześć dni temu tj. 20 czerwca 2018 roku.
Jest to już czwarty tom z serii „Kryminał pod psem” autorstwa Marty Matyszczak.
Nie będę tu ukrywać, że jestem fanką jej twórczości i stylu. Przeczytałam wszystkie jej książki od deski do deski, a im dalej w las, im dalej ramię w ramię, a raczej łapa w łapę z Guciem, tym bardziej jestem pod większym...
„Zło czai się na szczycie” swoją premierę miało sześć dni temu tj. 20 czerwca 2018 roku.
Jest to już czwarty tom z serii „Kryminał pod psem” autorstwa Marty Matyszczak.
Nie będę tu ukrywać, że jestem fanką jej twórczości i stylu. Przeczytałam wszystkie jej książki od deski do deski, a im dalej w las, im dalej ramię w ramię, a raczej łapa w łapę z Guciem, tym bardziej jestem pod większym wrażeniem jej talentu.
Kiedy pisałam Wam o trzecim tomie cyklu „Strzały nad jeziorem” twierdziłam, wówczas, że tam autorka osiągnęła kolejny poziom w doskonaleniu swego warsztatu literackiego.
I to była oczywiście prawda. :)
Dziś jednak, z ręką na sercu i niekłamanym podziwem, chcę się z Wami podzielić moją radością, wynikająca z tego, że najnowsza powieść Marty Matyszczak osiągnęła jeszcze wyższy poziom.

Jak zawsze, gdyż przy poprzednich częściach również tak było, prostota grafiki okładkowej a jednocześnie jej wymowność oraz utrzymany klimat całego cyklu, zdecydowanie zasługuje na moje uznanie. Już wiem czyja to ręka kreśli te wszystkie zbrodnicze domki z okładek. :)

„Zło czai się na szczycie”….czyli gdzie?
Tym razem w Zdrojowicach, do których udajemy się wraz z Guciem i nieodstępującym go na krok Szymonem Solańskim, któremu tym razem towarzyszy sierżant Kamieńska Na miejscu spotykamy również Różę Kwiatkowską w towarzystwie jej nowego partnera o komicznym nazwisku Ból. :)
Wszyscy zjawiają się w tej miejscowości na zaproszenie pani adwokat Potomek – Chojarskiej, która wychodzi właśnie za mąż za jednego z najbardziej znanych mieszkańców zdrojowickiej społeczności.
Wesele trwa w najlepsze…Kiedy, nagle, nieopodal hotelu zostaje znalezione zabetonowane ciało miejscowego aptekarza. Szok! Niedowierzanie! A jednak!

Agencja detektywistyczna Solan i spółka zakasuje rękawy i bierze się do pracy.
W śledztwie bierze udział również Róża – która mimo nieporozumień dzielących ją i Szymona, postanawia wytropić zabójcę, stara się przy tym trzymać nieco na uboczu. Na szczęście nie zawsze jej to wychodzi. Prowadzi to oczywiście do mnóstwa komicznych sytuacji, przy których nie da się nie śmiać w głos. Zdradzę Wam, że bardzo bolesna okaże się jazda na rowerze w wykonaniu dziennikarki, do tego stopnia, że niemal fizycznie poczułam to na własnych czterech literach.

Kto zabił miejscowego aptekarza Juliana Wątrobę?
Kto stoi za tajemniczym zaginięciem jego ojca Jana Wątroby?
Dlaczego i kto trzęsie całą zdrojowicką społecznością?
Jakie tajemnice skrywa proboszcz Szatanik?
Dokąd znikała tak często sierżant Kamieńska?
Czy sumienie Mirka Miszczaka jest czyste jak łza? I za kogo w zasadzie wyszła pani adwokat?
Jaką rolę w całej aferze odegrał wójt Pympek?
Kim jest Brunhilda?
I czy Gucio pozbył się swego fetyszu związanego ze szpilkami mecenas Potomek – Chojarskiej?

W powieści „Zło czai się na szczycie” prócz regularnie i oficjalnie prowadzonego śledztwa, odkrywane są nieznane do tej pory fakty z życia detektywa Solańskiego.
Czy uda się mu rozwiązać zagadkę tajemniczych anonimowych telefonów?
I czy w związku z tym śmierć jego żony Joanny nabierze innego wymiaru?

Autorka w tej części rozbudowała znacznie stronę obyczajową. Mamy okazję zaobserwować relacje jakie łączą Różę z jej nowym partnerem Łukaszem Bólem, jak również stosunki panujące pomiędzy Solańskim a sierżant Natalią Kamieńską?Czy każde z nich zostało trafione strzałą amora?
Czy w hotelu Miras doszło do zatrucia żołądkowego, a może to zupełnie coś innego?
Czy uczucie, które łączyło Szymona i Różę dawno odeszło w niepamięć?
A może jest jeszcze szansa na to, by tych dwoje w końcu poszło po rozum do głowy i ukryło swą dumę w kieszeni?

Na te oraz wiele innych pytań, które lęgną się w głowie czytelnika, znajdziecie oczywiście odpowiedzi podczas lektury „Zło czai się na szczycie”.

Ta powieść to prawdziwa petarda dobrego i błyskotliwego humoru, a jednocześnie idealna dawka tajemnic i zagadek kryminalistycznych, która zadowoli wszystkich tych, którzy dedukcję stawiają wyżej od krwawej jatki. Autorka po raz kolejny udowodniła, że właściwie dobrane słownictwo oraz idealnie dopasowane frazeologizmy potrafią stworzyć porządną podwalinę do napisania dobrej książki. Takiej, która stanie się dla czytelnika nie tylko przygodą, ale również relaksem z porządną dawką znaków zapytania.

Wszystko zostaje wyjaśnione, morderca ujęty, jednak na tym nie koniec…
Ostatnie strony sprawiły, że wreszcie spojrzałam na pewną osobę łaskawszym wzrokiem, dlatego, że w końcu podjął działanie…
Trzymam kciuki za powodzenie…
No i jestem ogromnie ciekawa co będzie dalej!
Recenzja na: http://przeczytajka.blogspot.com/2018/06/zo-czai-sie-na-szczycie-marta-matyszczak.html

pokaż więcej

 
2018-06-26 14:04:08
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Wesoła rozwódka (tom 2)

„Panna z Monidła” to kontynuacja zaskakujących perypetii Alicji, którą mogłam poznać w powieści „Wesoła rozwódka” - > Recenzja
Co tym razem autorka zaserwowała swojej bohaterce?
Czy Alicja jest w końcu szczęśliwą i spełnioną kobietą?
A może znów stanęła na życiowym zakręcie?

„Panna z Monidła” utrzymana jest w tym samym stylu co poprzednia książka Iwony Czarkowskiej. Nie brakuje w niej...
„Panna z Monidła” to kontynuacja zaskakujących perypetii Alicji, którą mogłam poznać w powieści „Wesoła rozwódka” - > Recenzja
Co tym razem autorka zaserwowała swojej bohaterce?
Czy Alicja jest w końcu szczęśliwą i spełnioną kobietą?
A może znów stanęła na życiowym zakręcie?

„Panna z Monidła” utrzymana jest w tym samym stylu co poprzednia książka Iwony Czarkowskiej. Nie brakuje w niej szybkiego tempa, przy którym nie ma czasu na nudę. Ba! Nie ma nawet czasu na odłożenie książki, bo zdarzenia następują po sobie lawinowo, co nie raz i nie dwa, doprowadza do komicznych rezultatów. Bohaterowie tej części również są wykreowani z przymróżeniem oka, co daje czytelnikowi gwarancję naprawdę świetnej zabawy.
Umieć zachować dystans wobec siebie, ale i wobec własnych bohaterów to jest doprawdy wielka sztuka w dzisiejszej literaturze.
W powieści nie brakuje również tajemnic – dziwna przesyłka, kradzież obrazu, ekscentryczna gosposia – nadają całości nowego szlifu i niesamowitego klimatu.


Życie Alicji biegnie spokojnym torem. Kobieta dawno zrzuciła z siebie balast emocjonalny jakiego doznała podczas rozwodu. Pracuje, prowadzi własną firmę, spełnia się, żyje również w szczęśliwym związku z Szymonem. Jednak bohaterka nie byłby sobą, gdyby w jej życiu nie przytrafiały się zdarzenia nietypowe i dziwaczne. Jednym słowem dzieje się sporo! I to jak!
Alicja zdaję się zapomniała o swoim postanowieniu: „Żadnych facetów! Zwłaszcza przystojnych, uśmiechniętych, a przede wszystkim żadnych wysportowanych. Tacy są najgorsi. (...)''.
Dokąd ją to zaprowadzi?
Kim jest tajemnicza gosposia Ada, która pojawia się i znika?
Dlaczego były mąż Alicji – Paweł – wprowadza się do domu, w którym ona mieszka?
Kim jest tytułowa panna z Monidła?
O czym zapomniał Szymon powiedzieć Alicji?
I kto jest winny kradzieży obrazu z miejscowego muzeum?

To tylko nieliczne pytania, na które odpowiedzi oczywiście znajdziecie w pełnej humoru powieści „Panna z Monidła”.
Jak zakończą się wszystkie perypetie Alicji w tej części – musicie się przekonać sami.
Jedyne co Wam mogę powiedzieć, to to, że życie z uśmiechem na ustach i optymizmem w sercu jest o wiele fajniejsze i łatwiejsze, niż ciągłe narzekanie i rozpamiętywanie przeszłości, na którą już nie mamy żadnego wpływu.


Autorka w tej powieści zwraca uwagę, głównie między wierszami, na asertywność, a raczej jej brak.
Alicja niestety ma tendencję do tego, niejednokrotnie, to właśnie brak stanowczości i asertywności pakują ją w niechciane sytuacje i doprowadzają do życiowych absurdów.
Trzeba czasem tupnąć nogą i wziąć sprawy we własne ręce, by dojść do oczekiwanych efektów.
Głowna bohaterka tej powieści koniec końców tak właśnie czyni i wówczas wreszcie zaczyna oddychać swobodniej.
Jak to mówiono w starej dobrej komedii polskiej „sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”.
Niechaj więc tak będzie, bo zawsze warto pamiętać, żeby polegać również na samej sobie, a nie tylko na innych. Nadmierne zaufanie wobec osób trzecich może doprowadzić nas do kolejnego rozczarowania.
Jakimi efektami zakończy się „niepamięć” Szymona?
I jak Alicja poradzi sobie na tym zakręcie życia?
Dowiecie się z ostatnich stron powieści, której lektura przebiegnie Wam lekko, przyjemnie i z humorem. Będzie również psio i kocio. Nieco niebezpiecznie i na granicy prawa. Będzie odrobinę strasznie i tajemniczo. A to wszystko razem zagwarantuje Wam kilka godzin wyśmienitej zabawy.

Ja tymczasem zabieram się, z uśmiechem na ustach, za trzecią część cyklu.
Jestem szalenie ciekawa dalszych losów Alicji :)
recenzja na: http://przeczytajka.blogspot.com/2018/06/panna-z-monida-iwona-czarkowska.html

pokaż więcej

 
2018-06-26 12:39:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Wesoła rozwódka (tom 1)

„Wesoła rozwódka” to powieść autorstwa Iwony Czarkowskiej, która ukazała się w 2017 roku. Ta książka rozpoczyna cykl opowiadający o perypetiach Alicji. Jest to również moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i myślę, ze nie ostatnie. A dlaczego? O tym za chwilę Wam opowiem?

Nie od dziś wiadomo, że życie pisze różne scenariusze, powieść „Wesoła rozwódka” jest tego dobitnym...
„Wesoła rozwódka” to powieść autorstwa Iwony Czarkowskiej, która ukazała się w 2017 roku. Ta książka rozpoczyna cykl opowiadający o perypetiach Alicji. Jest to również moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i myślę, ze nie ostatnie. A dlaczego? O tym za chwilę Wam opowiem?

Nie od dziś wiadomo, że życie pisze różne scenariusze, powieść „Wesoła rozwódka” jest tego dobitnym potwierdzeniem. Alicję – główną bohaterkę poznajemy w momencie kiedy jest już po rozwodzie. W efekcie zastosowanej przez autorkę retrospekcji dowiadujemy się dlaczego małżeństwo Alicji i Pawła legło w gruzach.
Alicja rozpoczyna życie na nowo co jak się okazuje nie jest łatwe, ale te i nie niemożliwe. Ala z optymizmem, ale również z ogromnym samozaparciem stawia czoła kolejnym kłopotom, które w jej życiu zdają się wyrastać jak grzyby po deszczu. Na rozwiązanie czeka wiele dylematów, a ścieżka którą kroczy bohaterka nie jest bynajmniej usłana różami.
W odnalezieniu się w nowej po-rozwodowej rzeczywistości pomagają jej trzy niezawodne przyjaciółki – Łucja, Karolina i Ewa, które wspierają ją we wszystkim i dopingują w podejmowanych działaniach, które nie rzadko niosą za sobą masę nieoczekiwanych zdarzeń.


„Wesoła rozwódka” to powieść napisana w bardzo lekkim stylu. Autorka postarała się przedstawić wszystkie problematyczne zjawiska, jako coś co można przetrwać, dzięki odrobinie optymizmu wiary we własne siły. To tematu samego rozwodu nie podchodzi sztampowo, owszem jest to jedna z najtrudniejszych życiowych decyzji i niesie ze sobą ogromny bagaż negatywnych emocji. Jednak sposób pisania i przedstawienie tego co potem, składnia mimo wszystko do refleksji. Autorka daje czytelnikowi jasny przekaz, że zamknięcie pewnych drzwi, nie musi być końcem świata, że to my sami decydujemy, o tym jak sobie z tym poradzimy i jakie wyciągniemy z tego wnioski. Możemy zaszyć się w mysiej dziurze, zgnić pod kołdrą utkną z rozpaczy i wypłakać wszystkie łzy świata. Ale możemy również podejść do tematu zadaniowo. Potraktować rozwód jako początek czegoś zupełnie nowego. Możemy wyjść ze skorupki własnego żalu i powędrować w szeroki świat, który przecież nie zamyka się na nas nigdy.

Alicja dzięki wsparciu przyjaciółek zaczyna ogarniać własne życie i tworzy dla siebie nowy świat, stawia przed sobą nowe wyzwania, zaczyna spełniać swoje marzenia. A łzy i rozpacz zastępuje śmiechem i wiarą we własne możliwości.

„Wesoła rozwódka” choć porusza ważne i trudne tematy około rozwodowe, napisana jest w sposób niezwykle sympatyczny. Akcja jest wartka, w życiu Alicji wiele się dzieje, a zatem czytelnik nie ma chwili wytchnienia ani czasu na nudę. Perypetie tej odrobinę szalonej i niesamowicie optymistycznej kobiety, zadają kłam wszelkim stereotypom krążącym wokół rozwodów. Bo któż powiedział, że należy płakać nad rozlanym mlekiem? A może dla odmiany lepiej byłoby urządzić imprezę, na której powitamy nowe perspektywy?
Szalone z pozoru działania Alicji – w moim odczuciu – nie są wcale takie głupie jak mogłyby się wydawać na pierwszy rzut oka. Bo czy może być coś lepszego dla świeżo upieczonej rozwódki niż tort z twarzą niewiernego ex męża, któremu można uciąć bezkarnie to i owo? Chyba nie. Kobiecie po przejściach potrzebny jest reset i nie mam co do tego absolutnych wątpliwości.
Sama przez to przeszłam, więc wiem jak to jest. I żałuję, że na mojej drodze nikt nie postawił firmy organizującej takie przyjęcia rozwodowe. Rozładowanie wyniszczających emocji w pozytywny sposób jest dla takiej kobiety niezwykle ważne.
Czasy się zmieniły – instytucja małżeństwa nie ma już dożywotniej gwarancji i dlatego (choć nadal wierzę w miłość) uważam, że skoro dochodzi do rozpadu pożycia małżeńskiego, to trzeba ten etap również przejść z godnością na ustach. Kobiety postawione w tej sytuacji nie ze swojej winy, powinny po okresie rozpaczy wkroczyć w kolejny level – jakim jest odnalezienie samej siebie.

Iwona Czarkowska w swej powieści „Wesoła rozwódka” daje swoim czytelniczkom właśnie taką alternatywę. Pokazuje, że możliwe jest pogodzenie się z losem w sposób odbiegający od utartych szlaków. Można to zrobić z uśmiechem na ustach, z wiarą we własne siły, z optymizmem i czystym sercem. A jeśli ktoś wybierze taką drogę to życie da mu w zamian całe mnóstwo radości i nieoczekiwanych przeżyć.


„Wesoła rozwódka” to zabawna i pełna komizmu powieść, która umili Wam czas. Niejednokrotnie doprowadzi Was do głośnego śmiechu i zdecydowanie pobudzi w krążenie, a wraz z tym płynące Waszym krwiobiegiem endorfiny dodadzą Wam światła i dobrego humoru. Doda Wam wiary i rozbudzi w Was przeświadczenie, że w życiu nawet koniec może okazać się pozytywnym początkiem czegoś zupełnie nowego i lepszego.
Kto wie...może tuż za rogiem spotkacie czekającego na Was, Paszteta albo Rudego Sto Dwa?

Nie mogę się doczekać kolejnych przygód Alicji, które czekają na mnie w drugiej i trzeciej części cyklu.

Recenzja na: http://przeczytajka.blogspot.com/2018/06/wesoa-rozwodka-autor-iwonaczarkowska.html

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
173 128 830
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (6)

Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd