Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Martwy Kruk 
kobieta, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 1 dzień temu
Teraz czytam
  • Miasteczko Salem
    Miasteczko Salem
    Autor:
    W prowincjonalnym amerykańskim miasteczku zaczynają dziać się rzeczy niepojęte i przerażające. Znikają bądź umierają w dziwnych okolicznościach dzieci i dorośli, jedna śmierć pociąga za sobą drugą. Cz...
    czytelników: 22193 | opinie: 849 | ocena: 7,32 (12259 głosów) | inne wydania: 5
  • Pod ciężarem nieba
    Pod ciężarem nieba
    Autor:
    "W ciągu jednego dnia Kurt narodził się dla świata, zmarł w sekrecie własnego mroku, wreszcie zaś wskrzeszony został dzięki potędze miłości. Był to wyjątkowy wyczyn - nieprawdopodobny i niemalże niemo...
    czytelników: 1703 | opinie: 65 | ocena: 7,32 (797 głosów)
  • Wybacz mi, Leonardzie
    Wybacz mi, Leonardzie
    Autor:
    Leonard Peacock kończy osiemnaście lat. Z tej okazji szykuje prezenty dla przyjaciół, goli głowę na łyso i zabiera do szkoły pistolet… Tego dnia zamierza rozliczyć się z przeszłością i dorosłymi, któr...
    czytelników: 4810 | opinie: 238 | ocena: 7,99 (1570 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2017-07-25 22:49:06
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Znacie to uczucie, kiedy już sama okładka zachęca do sięgnięcia po dany tytuł? Powszechnie wiadomo, że nie powinno oceniać się książki po okładce, ale nie ukrywajmy, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze, a przecież książka nie potrafi mówić, na pierwszy rzut oka, nie wiemy, co w niej jest zawarte, nie zakochamy się w wypowiedzianych przez nią słowach. Dlatego też to okładka jest elementem,... Znacie to uczucie, kiedy już sama okładka zachęca do sięgnięcia po dany tytuł? Powszechnie wiadomo, że nie powinno oceniać się książki po okładce, ale nie ukrywajmy, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze, a przecież książka nie potrafi mówić, na pierwszy rzut oka, nie wiemy, co w niej jest zawarte, nie zakochamy się w wypowiedzianych przez nią słowach. Dlatego też to okładka jest elementem, który niejednokrotnie decyduje o tym, czy dana pozycja zostanie przez nas przeczytana. Szata graficzna może jednak okazać się jedynie złudzeniem, które oszukuję odbiorcę, zachęca niczym złowieszcza bestia pod przykrywką pięknej otoczki.

Dlaczego o tym napisałam? Dlaczego wspomniałam powyżej o okładce? Dlatego, że muszę przyznać, że to jak, prezentuje się „Everest”, zasługuję nawet na moją pochwałę. Nigdy nie wspominam w recenzjach o szacie graficznej, gdyż z zasady nie wywołuje we mnie zachwytów. Jednak zdarzają się wyjątki i okładka książki, którą zaprezentuję w tej recenzji, zdecydowanie od nich należy.

„Everest” jak już sam tytuł podpowiada, przedstawia historię pewnej ekspedycji, która za cel obrała zdobycie Mount Everest. Głównym bohaterem jest Martin Moltzau — światowej sławy podróżnik i zdobywca niedostępnych rejonów świata, dwukrotnie okrzyknięty tytułem Podróżnika Roku. Od jego ostatniej wyprawy minęło zbyt dużo czasu i sponsorzy jego poprzednich podróży naciskają na odbycie kolejnej wyprawy. Martin wpada na pomysł samotnego okrążenia ziemi wzdłuż równika ze wschodu na zachód, który zostaje odrzucony. Zostaje wysunięta korzystniejsza i efektowniejsza w oczach sponsorów propozycja: Martin musi zdobyć Mount Everest — szczyt, o którym wszyscy przecież kiedyś już słyszeli. Martin nie jest himalaistą. Mimo to daje się skłonić na zdobycie Mount Everestu. Wykupuje udział w ekspedycji, prowadzonej przez brytyjską legendę himalaizmu, sir Richarda Lawrence'a. W czasie, gdy ekipa walczy o zdobycie najwyższego punktu ziemi, ujawnione zostają niebezpieczne prawdy i kłamstwa.

Pora letnia, wakacje nastrajają czytelników na czytanie książek z motywem podróży i nie ukrywam, że również uległam temu trendowi. Po „Everest” sięgnęłam z nadzieją, że wyrwie mnie z wakacyjnej codzienności uposażonej w upalne dni. Zabierze mnie do innego świata, w którym królują góry, natura, z którą bardzo trudno jest zwyciężyć. Ochłodzi rozgrzane powietrze, poczuję dzięki niej chłodną bryzę. Moje oczekiwania były całkiem spore, nie tylko pod tym względem. Zarówno podpis pod tytułem jak okładka obiecują pełną niebezpieczeństw podróż, przepełnioną emocjami, napięciami i zamartwianiem się o bohaterów. Należy jednak sprostować pewien fakt, otóż książka nie powinna zaliczać się do gatunku, jakim jest thriller. Zabrakło mi w niej wszystkich tych elementów, które charakteryzują pozycję godną tego zakwalifikowania. Powiedziałabym, że jest to raczej książka
przygodowo - obyczajowa, którą charakteryzuję pełne zaskoczeń zakończenie.


Przez większość stron tej powieści cały czas oczekiwałam na niespodziewane zwroty akcji, czy też momenty grozy, które nadadzą fabule dynamiki. Cały czas czytałam z nadzieją, że coś się wreszcie wydarzy. Niestety muszę Was poinformować, że pod tym kątem książka nie spełniła moich
oczekiwań. Akcja rozgrywała się wolno, a to dlatego, że bohaterowie większość swojego czasu spędzali w obozach, w celu aklimatyzacji lub po prostu oczekiwania na odpowiednią pogodę. Rożnie zabijają swój czas, jedni grają w karty, drudzy spacerują, a jeszcze inni po prostu wypoczywają. Byłam w stanie sobie wyobrazić jak ten czas, musiał się bohaterom niemiłosiernie dłużyć. Pomimo mojego rozczarowania, po skończeniu lektury tej książki uważam, że dzięki temu powieść wypadła realistycznie. Ponadto tkwił w mojej podświadomości niemal przez cały czas niepokój, gdyż tak wolne tempo akcji zazwyczaj jest poprzednikiem jakiś dramatycznych wydarzeń. Pomimo że nic takiego nie miało miejsca, należą się gratulacje autorowi, gdyż niewielu pisarzy potrafi zbudować narastający grozą i niepewnością klimat i to w dodatku w powieści czysto przygodowej. Darzyłam podejrzliwością każdego bohatera, byli dla mnie nieobliczalni, gdyż na początku lektury niewiele o nich wiemy, nawet nie wiadomo dlaczego biorą oni udział w ekspedycji. Dopiero później dostajemy cały portret każdego uczestnika. Ponadto wciąż ten strach przed tym, jaka pogoda spotka bohaterów, czy będzie można spokojnie dotrwać do szczytu, a może świat przyrody okaże się zabójczy ? Niczego nie można być pewnym.


Podobało mi się w to, w jaki sposób autor przedstawił czytelnikowi postacie. Tak jak już
wspomniałam, niczego początkowo o nich nie wiemy, ale w miarę rozwoju fabuły dowiadujemy się na ich temat coraz to więcej ciekawych informacji, które niejednokrotnie objęte są ścisłą tajemnicą. Każdy z nich ma swoje pobudki do tego, aby zdobyć Mount Everest. Nie wyczułam pomiędzy nimi najmniejszej sympatii, każdy z nich zrobiłby wszystko, aby zdobyć Everest bez względu na konsekwencję. Są do siebie wrogo nastawieni, są w stanie poświęcić życie drugiej osoby, aby tylko osiągnąć upragniony cel. W efekcie mamy
bardzo mocne postacie, które skrywają w sobie mroczne tajemnice i rządzę. Jedyna rzecz, jaka ich łączy to brak zobowiązań, jakie niesie ze sobą posiadanie rodziny. Każdy z nich jest samotnym wilkiem. Przyczyny wzięcia udziału w tak niebezpiecznej wyprawie każdego z bohaterów są naprawdę ciekawe i przybliżają nam ich profil psychologiczny. Niektórzy z nich nie zdają sobie sprawę z tego, z jakim trudnym wyzwaniem zdecydowali się zmierzyć. Pomimo tego bezdyskusyjnie są to ludzie pełni odwagi, którzy są napędzani przez swoje ambicje i chęć pokonania słabości. Ponadto każdy z uczestników ekspedycji jest innej narodowości, co bardzo mnie zaintrygowało, gdyż ludzie, którzy w ogóle nie mieli prawa się znać, nagle muszą stworzyć grupę, współpracować ze sobą i sprawić, aby wyprawa odniosła sukces.


Postaciami, bez których nie poradzono by sobie w warunkach górskich, są Szerpowie, bohaterowie, których zadaniem jest wnoszenie lin, ekwipunku turystów, następnie ich znoszenie, montowanie lin. Są to ludzie gór, którzy urodzili się w trudnych, warunkach i traktują je jak swój dom. Są najlepiej przygotowani do tego klimatu, jednak nie są nieśmiertelni i to oni wielokrotnie narażają swoje własne życie, aby tylko dogodzić podróżnikom. Są to dla mnie postacie godne podziwu, gdyż to właśnie oni wykonywali najtrudniejszą pracę. Dużo się od nich wymaga, jednak to tylko dzięki nim można cokolwiek osiągnąć.


Warto nadmienić, że autor w 2007 roku zdobył Everest, dlatego tym przyjemniej było mi czytać wszystkie opisy z pierwszej ręki. A opisów, zwłaszcza w końcowym stadium książki jest naprawdę sporo. Wydaje mi się, że odzwierciedlenie warunków panującym na Evereście nie stanowiło dla
Hauge problemu, gdyż doskonale wiedział, o czym tak naprawdę piszę. Niestety nie wiedziałam, do czego służą niektóre elementy potrzebne do wspinaczki, gdyż nigdy nie zdobywałam gór, a nawet nie śmiem o tym marzyć, dlatego momentami czułam się rozkojarzona, bo nie wiedziałam, czym jest np.
jumar i do czego służy. Szkoda, że autor nie zadbał o tę część czytelników, którzy są amatorami. Jednak zostało mi wszystko wynagrodzone, gdyż pisarz urozmaicił historie, zgrabnie wplatając różne ciekawostki na temat Everestu, historie, które wydarzyły się naprawdę. To wszystko sprawiło, że czytanie tej pozycji było dla mnie pasjonującym przeżyciem i były momenty, w których żałowałam, że nie mogę zobaczyć na własne oczy tego, co autor tak pięknie w swojej książce opisał.

Ponadto Odd Harald Hauge idealnie oddał objawy choroby wysokościowej, braku tlenu na wysokościach i wszystkie skutki uboczne, jakie towarzysza człowiekowi podczas podobnych wędrówek. Same opisy, w jaki sposób bohaterowie radzili sobie z warunkami pogodowymi, a także ludzkimi potrzebami było dla mnie czymś zupełnie nowym i dostarczyły sporej dawki wiedzy na temat naszej fizjonomii.


Historia ta pokazują, że wyprawy nie zawsze wiążą się z ciągłą przygodą, że jest zbyt wiele czasu przeznaczonego na oczekiwania. Powoduje to powszechnie obecną rezygnację, złość na kompanów, zmęczenie, niechęć, oraz niecierpliwość. Takie sytuacje ukazują rasę ludzką z najgorszej strony, gdyż wtedy wychodzą z nas wszystkie negatywne emocje, których chcemy się pozbyć. Bohaterowie im dalej od cywilizacji, tym bardziej tracą swoje ludzkie odruchy. Ktoś kiedyś powiedział, że człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach i ta opowieść stanowi potwierdzenie tych słów. Książka jest brutalnym dowodem na to, że w obliczu natury człowiek często jest bezradny, że to od niej zależy byt każdej śmiertelnej istoty. Ludzkość często lekceważy siły natury, chcę w nią ingerować, ale nie zawsze niesie to ze sobą pożądane skutki. Aby mierzyć się z jej potęgą, do zwycięstwa trzeba być dobrze przygotowanym zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym, ale także pod względem sprzętu, który niejednokrotnie ratował życie bohaterom.


Celem autora było ukazanie człowieka zależnego od drugiego człowieka oraz od warunków pogodowych. Pisarz duży nacisk kładzie na ukazanie tego, z jakimi dylematami musieli mierzyć się uczestnicy ekspedycji. W książce pokazana została przemiana bohaterów, którzy zmieniają się w trakcie wyprawy, ich walka z własnymi słabościami. Ukazano, w jaki sposób traktuje się drugiego człowieka w nieludzkich dla niego warunkach. Autor pokazuje świat zdecydowanie różniący się od tego, który bohaterowie zostawili dawno za sobą. Jest to świat ludzi zdeterminowanych, walczących o swój honor i niejednokrotnie płacących za swoje czyny cenę, której nigdy nie uda im się spłacić. Po takich doświadczeniach człowiek nie jest już tą samą osobą. Polecam szczególnie tym, którzy interesują się podobnymi wyprawami i sami marzą o tak ekstremalnej wyprawie. Niejednemu bowiem ta książka wybije ten pomysł z głowy. Jest to także doskonałe studium ludzkiej psychiki, która zostaje wystawiona na ciężkie próby walki ze swoimi słabościami i ambicjami.

Martwy Kruk
Źródło recenzji:
https://kruczegniazdo94.blogspot.com/2017/07/everest-odd-harald-hauge.html

pokaż więcej

 
2017-07-16 14:33:34
Ma nowego znajomego: Yelle
 
2017-07-16 14:30:51
Ma nowego znajomego: Bacha85
 
2017-07-16 14:25:52
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Dzieciństwa nie powinniśmy wspominać źle. Dla wielu z nas był to czas pełen radości życia, gdyż wszystko nas cieszyło, bo było takie pierwsze, takie nowe. Beztroskie lata naszego życia z zasady mijają bardzo szybko, a to co po nich zostaje jest z nami przez całe życie. I byłaby to doba wiadomość, gdyby każdy z nas posiadał tylko te dobre wspomnienia z tego okresu. Często jest jednak zupełnie... Dzieciństwa nie powinniśmy wspominać źle. Dla wielu z nas był to czas pełen radości życia, gdyż wszystko nas cieszyło, bo było takie pierwsze, takie nowe. Beztroskie lata naszego życia z zasady mijają bardzo szybko, a to co po nich zostaje jest z nami przez całe życie. I byłaby to doba wiadomość, gdyby każdy z nas posiadał tylko te dobre wspomnienia z tego okresu. Często jest jednak zupełnie inaczej. Wielu z nas wychowało się pod presją rodziców, wielu z nas było molestowanych psychicznie przez ludzi, którzy powinni darzyć nas bezkresną miłością. Życie jest jednak brutalne i to nie prawda, że cierpienie dzielone jest na równo. Są tacy, których dotyczy ono w większym stopniu niż pozostałą część populacji.


Główny bohater "Pędzli w kieliszku" należy do grona tych osób, które o dzieciństwie najchętniej by zapomniały. Wychowany pod tyranią ojca, żył w ciągły strachu przez jego słabość do alkoholu. Pomimo swoich przeżyć, nie radząc sobie z traumą z dzieciństwa i swoim ówczesnym życiem Janek idzie w ślady ojca i rzuca się w wir alkoholizmu. Jego życie to ciągła walka o lepsze jutro. Gdy dostaje pracę w magazynie jego los odmienia się na lepsze. Poznaje Wiktorię, którą darzy miłością i obiecuje sobie, że już nigdy nie sięgnie po alkohol. Po latach Janek wraca również do swojej pasji, którą rozwijaj w dzieciństwie - malarstwa. Jest doskonałym artystą i pewnego dnia zostaje zauważony przez łowce talentów. Gdy przyszłość maluję się Jankowi w ciepłych i pozytywnych barwach, życie przypomina mu, że nie zawsze jest tak jak sobie wymarzy, a los tylko czyha na okazje, żeby jasne barwy przemienić w ciemne, pozbawiające człowieka niemal wszystkich rzeczy, o które tak bardzo się walczyło.

Już na wstępie zaznaczę, że "Pędzle w kieliszku" to debiutancka powieść Patryka Beniamina Grabca, a do takich książek należy podchodzi z rezerwą i łagodnością, być wyrozumiałym recenzentem, bo to przecież dopiero początki kariery. Nie obiecuję, że moja recenzja właśnie taka będzie, gdyż przeczytałam już sporo debiutów polskich autorów i cóż poradzić, że stałam się bardzo wymagająca co do nowych powieści świeżych autorów.

Postanowiłam podjąć się recenzji tej książki z dwóch ważnych dla mnie względów. Po pierwsze problem alkoholizmu jest trudnym problemem i osoby, które bezpośrednio nie miały kontaktu z osobami uzależnionym od alkoholu nie będą być może w stanie pojąć wagi destrukcyjnej mocy alkoholizmu. Z tego też powodu chciałabym, aby ta tematyka była częściej poruszana zarówno w książkach jak i w filmach, serialach czy też na blogach. Często ludzie spisują na straty alkoholików, a prawda jest taka, że są to z reguły dobre, wrażliwe osoby nie radzące sobie z rzeczywistością. Zresztą prawdą jest, że każda osoba uzależniona od czegokolwiek czy to od narkotyków, alkoholu, papierosów czy jedzenia to z reguły człowiek, nie radzący sobie z własnym życiem.

Po drugie jestem pasjonatką sztuki, uwielbiam czytać powieści, w których swoje miejsce znajduje artysta. Czuję wtedy pewną więź z daną postacią i z łatwością jest mi się z nią utożsamić.

Te dwie powyższe cechy z założenia powinny sprawić, że będę usatysfakcjonowana z lektur, ale niestety muszę temu zaprzeczyć.

Pomysł na fabułę był prosty - wykreować życiowego nieudacznika, który ma problem z alkoholem, ledwo wiąże koniec z końcem i nie widzi żadnych perspektyw, które miałyby zmienić tą sytuację. Na domiar złego zostaje wyrzucony z pracy, lecz wtedy pojawia się światełko w tunelu, gdyż dostaje dobrze płatną pracę i poznaję tam Wiktorię - miłość jego życia. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, iż Janek w ogóle mnie od siebie nie przekonał. Myślałam, że będzie mi bliższy, bo przecież jest malarzem, jednak nie czułam z nim żadnej więzi. Śmiem twierdzić, że był mi ona w zupełności obojętny, zresztą jak i wszystkie postacie wykreowane w tej książce. Zarówno bohaterowie jak i sama fabuła zostali opisani płytko, treściwie, zwięźle, ale za to konkretnie. Być może są czytelnicy, którzy nie przepadają za rozległymi opisami, ale bez nich nie potrafię sobie wyobrazić jak ktokolwiek może zapamiętać taką książkę na długo. Należę do osób bardzo ciekawych świata i chętnie czytam pewnego rodzaju rozszerzenia danej historii. Lubię poznawać bohaterów od podszewki, cenie sobie gdy mają dusze, są ludzcy. Niestety tych wszystkich cech zabrakło mi w tym dziele. Jedyną postacią, która jako tako jest opisana bardziej szczegółowo jest oczywiście nie kto inny, jak główny bohater. Jednak są to nawiązania do jego przeszłości, która moim zdaniem była bardzo przewidywalna.


Autor w książce przedstawił typowe dla alkoholików chęci odstawienia alkoholu, które zazwyczaj kończą się przegraną z własnymi myślami. Dzięki temu ukazane zostały wzloty i upadki z naciskiem na te drugie. Gdy Janek ma problem i nie potrafi go rozwiązać idzie do baru, gdzie nikt go nie zna i tam ochoczo oddaje się swoim przyzwyczajeniom, choć początkowo miał być to tylko jeden kieliszek.

Styl debiutanta jest bardzo zwięzły i rzeczowy, a ja nie należę do zwolenniczek aż takiej oszczędności w kwestii opisów jak i dialogów. W tej książce nie ma zbyt dużo miejsca na rozwinięcie aspektów psychologicznych dotyczących walki człowieka z nałogiem. Tego mi w głównej mierze w tym dziele zabrakło. Czuję się zawiedziona, gdyż uważam, że zbyt dużo czasu autor przeznaczyła na tzw. "gadanie o niczym". Fabuła jest dość schematyczna, opiera się na seksie, alkoholu, miłości do Wiktorii, odwiedzin u przyjaciela i malarstwie - i tak w kółko o jednym i tym samym. Wyczułam to już w początkowym stadium lektury. Dialogi są bardzo ubogie, krótkie nie możemy z nich wywnioskować jakie cechy mają postacie. Opisów również jest tu nie za wiele. Czytelnik głównie skupia się na myślach Janka, jego obawach, rozterkach. Te elementy w ostateczności sprowadzają się do tego, że całość czyta się sprawnie, szybko - na całe szczęście. Przeczytałam ją w dwa dni, ale nie wyobrażam sobie większej liczby stron w przypadku tego utworu, ponieważ obawiam się, że nie dotrwałabym do końca tej powieści, bez dłuższej przerwy.


Jedyne co w "Pędzlach w kieliszku" mnie zaintrygowało i jednocześnie pocieszyło, że jednak nie był to stracony przeze mnie czas, to zakończenie, które jest niejednoznaczne, odzwierciedlające to, jak życie potrafi nas zaskoczyć, pokrzyżować nasze plany i z samego szczytu znieść nas znowu na same dno.

Książka dotyka trudnego tematu i ukazuje człowieka, który stracił już wszystko, ale jednak los na krótką chwilę się do niego uśmiecha. Ważny temat nie został moim zdaniem trafnie opisany, gdyż brakowało mi w powieści jakiegoś impulsu, który zmusiłby mnie do refleksji, odmienił moje życie, albo chociaż sprawił, że zapamiętam tę książkę na długo. Uważam, że autor nie opisał zbyt dobrze problemu alkoholowego i gdyby nie zakończenie żałowałabym, że w ogóle przeczytałam jego dzieło. Niezaprzeczalnie jest to powieść pouczająca, której celem jest ukazanie złudnego szczęścia oraz tego w jaki sposób wykorzystać doznane w dzieciństwie rany, aby czynić dobro. Pomimo tego nie polecę tej książki z czystym sumieniem, gdyż moim zdaniem nie jest ona warta uwagi. Chyba, że szukasz obecnie czegoś o alkoholizmie, ale poprowadzonego w lekki sposób, jednak nie robiących krzywdę Twojej duszy. Chciałam żeby ta książka mnie wzruszyła, wywarła niepowtarzalne wrażenie, jednak nic takiego nie odczułam. Pozostał jedynie niedosyt wrażeń spragnionego czytelnika.


Martwy Kruk
http://kruczegniazdo94.blogspot.com/

pokaż więcej

 
2017-07-12 15:42:10
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Micki Dare (tom 1)

Jeżeli wciąż nie wiecie jaką książkę przeczytać tego lata mam dla Was dobrą wiadomość. Do mnie "Siódemka" trafiła zupełnie przypadkowo, choć nie ukrywam, że od pierwszych zapowiedzi bardzo mnie zaciekawiła swoją fabuła, która dla mnie była czymś nowym, czymś czego wcześniej nigdy nie miałam okazji poznać. W internecie krążą głównie negatywne opinie na temat "Siódemki" autorstwa Erici... Jeżeli wciąż nie wiecie jaką książkę przeczytać tego lata mam dla Was dobrą wiadomość. Do mnie "Siódemka" trafiła zupełnie przypadkowo, choć nie ukrywam, że od pierwszych zapowiedzi bardzo mnie zaciekawiła swoją fabuła, która dla mnie była czymś nowym, czymś czego wcześniej nigdy nie miałam okazji poznać. W internecie krążą głównie negatywne opinie na temat "Siódemki" autorstwa Erici Spindler. Dziś rzucę nieco inne, bardziej pozytywne światło na wzbudzającą wiele kontrowersji powieść autorki, której dzieł nie miałam jeszcze okazji poznać.


Jedną z głównych bohaterek powieści jest Micki Dare, która ukazana została jako doświadczona i zasadnicza policjantka. Poznajemy ją w przełomowym dla jej kariery momencie. Otóż zostaje ona wtajemniczona w eksperymentalny program szkoleniowy FBI. Od tej pory jej głównym zadaniem będzie czuwanie nad bezpieczeństwem jej nowego partnera Zacha Harrisa, którego misją jest ściganie przestępców za pomocą nadprzyrodzonych zdolności. Dążą oni do wyjaśnienia sprawy dotyczącej porwaniu kilku dziewcząt, aby zaprzestać kolejnym zniknięciom i odnaleźć zaginione.


Przed przeczytaniem "Siódemki" nie czytałam ani jednej opinii na jej temat, gdyż nie chciałam się zrażać. Do każdej książki tak podchodzę. Gdy już zabrałam się za pisanie recenzji postanowiłam poznać jakie emocje wyrwała u innych czytelników ta powieść. I muszę przyznać, że jestem zaskoczona. Nie spodziewałam się, aż tak niskich notowań. Tym trudniej będzie pisało mi się recenzje tej książki zważywszy na to, że ja nie odbieram jej aż tak negatywnie.


Napis umieszczony z tyłu okładki obiecuje czytelnikowi "pełen zaskakujących zwrotów akcji i dramatycznych wydarzeń thriller Siódemka to lektura, od której nie sposób się oderwać. Wciąga i trzyma w napięciu aż do ostatniej strony". Z częścią tych słów jestem w stanie się zgodzić. To prawda, że nie mogłam oderwać się od lektury, to również prawda, że trzymała mnie w napięciu do ostatniego słowa. Dzięki temu przeczytałam ją bardzo szybko, chłonęłam strony, chciałam poznać kolejne wydarzenia. Nawet gdy jej nie czytałam to myślami byłam w wykreowanej przez Spindler rzeczywistości. Jednak nie jestem pewna czy zwroty akcji były zaskakujące i dramatyczne. Co prawda niektóre fakty mnie naprawdę zaskoczyły, ale nie w takim stopniu jak tego bym chciała. Nie sprawiły, że siedziałam z otwartymi ustami. Były to raczej lekkie, subtelne elementy zaskoczenia, które wprowadzały do fabuły pewnego rodzaju smaczki, dzięki którym lepiej poznałam charaktery niektórych bohaterów.


Główni bohaterowie nie są czarno-biali. Są to kolorowe postacie, które przez większość czasu irytowały niż sprawiały przyjemność swoimi słowami i wyczynami. Zarówno Micki jak i Zach mają specyficzne poczucie humoru, które momentami faktycznie mnie rozbawiało. Jeżeli ta dwójka bohaterów ze sobą rozmawia oznacza to tylko liczne riposty, ciągłe przekomarzanie i ukryta wojna słowna. Uwidacznia się tu bardzo intensywnie idealizacja bohaterów przez autorkę. Niestety nie przepadam za tego typu zabiegiem i staram się przymykać na to oko. Micki przedstawiono jako tą bardziej złą, bardziej wymagającą, bardziej nieludzką bohaterkę, która twardo stąpa po ziemi. Pod tą skorupą posiada jednak część wrażliwej duszy. Natomiast Zach jest uniwersalnym i typowym przystojnym mężczyzną, który poprzez swój urok osobisty powiązany z nadprzyrodzonymi mocami dąży do osiągnięcia swoich celów. Nie jest tak, że po prostu ich nie lubię, że przez cały czas mnie denerwowali. Tak jak napisałam nie da się ich jednoznacznie określić.


"Siódemka" to kryminałem z elementami fantastyki. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy fan kryminałów przepada za podobnymi połączeniami. Przyznam się, że był to mój pierwszy kryminał tego typu i muszę przyznać, że było to dla mnie miłe zaskoczenie. Pewna odskocznia od tego co już znam. Być może dlatego odebrałam tą książkę bardziej pozytywnie niż inny czytelnicy. Teraz przynajmniej wiem, że tego typu mieszaniny są jak najbardziej dla mnie i w przyszłości postaram się przeczytać ich więcej. Ogólnie rzec ujmując, aby też nie zdradzać zbyt wiele napisze, że jest to książka z serii o Strażnikach Światła. Więcej zdradzać Wam nie chcę, ale dodam, że autorce pomysł na tą historie krążył od dawna po głowie. Jestem tylko ciekawa czy pojawia się kolejne części tej serii.


To co mi się jeszcze podobało to lekkie i krótkie nawiązania do przeszłości głównych bohaterów. Dzięki temu zabiegowi czytelnik miał szanse poznać losy bohaterów sprzed akcji jaka dzieje się w książce. Poznając ich wspomnienia potwierdza się tylko to co napisałam powyżej, że bohaterowie nie są jednolici, a przez to bardziej ludzcy dla czytelnika.


Akcja całej historii rozgrywa się w letniej porze. Przed każdym rozdziałem napisano dzień, miesiąc i godzinę. Cenie sobie takie drobne, ale jakże istotne wskazówki dla czytelnika Między innymi czas akcji sprawia, że jest to historia idealna na lato, gdyż wszystkie wydarzenia rozgrywają się w lipcu. Dodatkowo miejscem akcji jest Nowy Orlean. Nie znajdziecie w tej książce zbyt wielu opisów tego miejsca, jednak pomimo to uważam, że Spindler udało się wytworzyć odpowiedni ku tej historii klimat. Jeżeli mowa o opisach pragnę zaznaczyć, że w książce jest bardzo dużo dialogów co sprawia, że czyta ją się szybko i stanowi to kolejny punkt zaczepienia do potwierdzenia mojej tezy iż jest to książka idealna na letnie, leniwe i słoneczne dni.


Mam jeszcze parę zastrzeżeń do autorki za styl pisania, który nie do końca mi odpowiadał. Nie był tragiczny, był tylko na bardzo średnim poziomie. Nie jest wygórowany, jest bardzo potoczny. Jednak przecież nie mówimy tu o wymagającej lekturze, lecz lekkiej, którą czyta się szybko i przyjemnie. Więc nie wiem czy mam prawo wymagać czegoś więcej po autorce skoro jej celem było stworzenie czegoś, co po prostu dobrze się czyta, lecz zapomina po bardzo krótkim okresie czasu.


Przeczytałam również taką opinię, że fakty i wydarzenia nie trzymają się w "Siódemce" spójnej całości. Chciałabym obalić ten zarzut, gdyż nie odebrałam takiego wrażenia. Moim zdaniem akcja została poprowadzona w przemyślany sposób, a wszystko wyjaśnia się na samym końcu - czyli tak jak w każdej "normalnej" książce.


Mam nadzieję, że dzięki tej recenzji Ci, którzy spisali tą książkę na straty jednak dadzą jej szanse. Nie taki diabeł straszny jak go malują. Nie jest to górnolotna powieść, po której wrażenie będzie otrzymywać się długo. Jest to pozycja na kilka przyjemnych dni stworzona w czysto rozrywkowych celach. Polecam głownie tym, którzy szukają prostego kryminału z kilkoma nowymi smaczkami idealnego na leniwe wakacyjne dni. Dla mnie była to książka pod pewnym względem przełomowa, gdyż obawiałam się elementów fantastycznych w kryminałach, a ta pozycja pokazała mi, że można to wszystko zgrabnie połączyć. I z tego powodu zapamiętam tą książkę na długo.


Martwy Kruk
http://kruczegniazdo94.blogspot.com/

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
504 89 316
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (29)

Ulubione cytaty (3)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd