Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Niemiecka broń pancerna 1939-1945

Wydawnictwo: Lampart
7,1 (20 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
1
8
8
7
6
6
3
5
1
4
1
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
83-902554-4-9
liczba stron
424
słowa kluczowe
militaria, czołgi, historia
język
polski
dodał
Artur

 

Brak materiałów.
książek: 294
Koval | 2013-01-17
Przeczytana: 17 stycznia 2013

Spośród wszystkich nacji posiadających wojska pancerne podczas Drugiej Wojny, to niemieckie zawsze stanowiły najbardziej wdzięczny temat. Składało się na to wiele powodów, niektóre mniej inne bardziej merytoryczne, ale fakt faktem, że Hitler potrafił dbać o oprawę wizualną swoich armii. Jeżeli oprócz wizerunku czysto propagandowego weźmiemy pod uwagę szlak bojowy Wehrmachtu i Waffen SS, ich osiągnięcia militarne, sukcesy bojowe oraz – z czysto technicznego punktu widzenia – nowatorskie konstrukcje i zastosowania znanych do tej pory układów i modułów to otrzymamy kompletną całość. Trzeba przyznać, że zaraz obok rzymskich legionów tudzież Wielkiej Armii z czasów napoleońskich niemieckie oddziały pancerne stanowiły w swoim czasie doskonale zorganizowaną, wyszkoloną i skuteczną machinę wojenną jaką widział świat.

Temat został już ujęty w niezliczonych publikacjach i dlatego obecnie tak naprawdę wartościowe są te, które coś wnoszą do problematyki lub też przedstawiają znane fakty w sposób dotychczas mało popularny (jednocześnie przemawiający do czytelnika). W przypadku książki panów Jędrzejewskiego i Lalaka mamy do czynienia z oboma tymi przypadkami choć warto na samym początku zaznaczyć, iż nie jest to kompletne opracowanie, a jedynie swoiste kompendium zbudowane w taki sposób, aby czytanie go na wyrywki nie stanowiło problemu. To bardzo pomaga kiedy mamy ścisły podział na właściwe modele pojazdów w poszczególnych rozdziałach dzięki czemu nie ma potrzeby zagłębiać się za każdym razem w tekst szukając wzmianki o maszynie, która aktualnie nas interesuje.

Książka jak nietrudno się domyślić w przypadku tego typu materiału jest podzielona na stosowne części. Rozpoczyna ją opis działań niemieckich jednostek pancernych w okresie od zakończenia Pierwszej Wojny aż do końca Drugiej Wojny. Jak powszechnie wiadomo, Niemcy obłożone twardymi warunkami Traktatu Wersalskiego były rozbrojone. Ta niemal zupełna demilitaryzacja oraz nieustające aspiracje kół wojskowych do odzyskania dawnej potęgi powodowały szukanie różnych kruczków w celu obejścia dyktatu (jak nazywano go powszechnie na terenie Rzeszy). Według autorów historia rozpoczyna się od młodego kapitana Hansa Guderiana w 1922, kiedy to po raz pierwszy zakwitła idea posiadania wojsk zmechanizowanych jako samodzielnych jednostek zdolnych do walki bez potrzeby wsparcia ze strony piechoty (przynajmniej w pierwszym okresie zmagań kiedy ważniejsze jest przełamanie frontu, a nie utrzymanie konkretnego terenu). Jest to słuszna koncepcja, gdyż Guderiana, który potem zrobił tak oszałamiającą karierę nazywa się „ojcem Blitzkriegu” i jego wkład w rozwój czołgów był ogromny, lecz odnoszę wrażenie, że jest on trochę jakby za bardzo gloryfikowany. Jeżeli już idziemy tym tokiem myślenia to autorzy powinni również wspomnieć nieco obszerniej o dowódcach tzw. wojsk szybkich czy choćby szefie sztabu Truppenamtu (zanim formalnie stworzono Wehrmacht) Halderze, którzy również mieli swój udział w tym przedsięwzięciu (nawet największy wizjoner niewiele by wskórał bez pomocy przełożonego). Być może Guderian istotnie zrobił najwięcej i wykazywał się największą inicjatywą (tego nie deprecjonuję), ale nie on sam jeden stworzył nową koncepcję doktryny wojny błyskawicznej. Nie jest to wielki błąd w moim odczuciu, jednak wskazuje, że autorzy trochę za bardzo zasugerowali się „Wspomnieniami żołnierza” podanymi w bibliografii.

Częścią właściwą „Niemieckiej broni pancernej” są charakterystyki czołgów, samochodów i transporterów opancerzonych używanych przez armię niemiecką do zakończenia Wojny. Opisy przygotowano rzetelnie, skrupulatnie wskazano kolejne wersje rozwojowe, zmiany w nowych modelach oraz oczywiście parametry, dane techniczne, osiągi jeśli chodzi o mobilność, a także załączono fotografie z epoki mające na celu wyraźniejsze przybliżenie czytelnikowi jak dany pojazd w rzeczywistości wyglądał. Pewną nowością są ryciny ukazujące rzuty maszyn z różnych perspektyw (widoki z boku, z góry, z przodu, od tyłu), co dzięki ich drobiazgowości pozwala dostrzec różnice we wprowadzanych później dalszych wersjach. Co się zaś tyczy samej drobiazgowości to opisy są dokładne, ale nie przesadnie naszpikowane żargonem technicznym. Zachowano równowagę między warstwą opisową a, nazwijmy to, mechaniczną co należy policzyć autorom na plus. Każda charakterystyka kończy się akapitem poświęconym zastosowaniu bojowemu danego pojazdu oraz – jeśli występowały – działom szturmowym i samobieżnym, które powstały na bazie owej konstrukcji (czy też inne pojazdy jak choćby niszczyciele czołgów na podwoziu Pz IV albo Pantery).

Dodatkowo po opisie pojazdów umieszczono w kolejnym już rozdziale zarys historii niemieckich dywizji pancernych (również SS), co umożliwia nam treściwe zapoznanie się z przebiegiem służby każdej jednostki biorącej udział w Wojnie po stronie niemieckiej. Dowiadujemy się kiedy powstała, jak wyglądał jej szlak bojowy, jakiego sprzętu używała i w jakich ważnych momentach Wojny brała udział. Zaraz po tym następuje część omawiająca organizację dywizji pancernych i batalionów czołgów ciężkich, które tworzono już w dojrzałym stadium działań wojennych z pojazdów klasy Tygrys i Tygrys II. Znajdziemy tu wszystko: od struktury jednostki, podziału na pułki i bataliony, podanie dokładnej liczebności i stanu (tam, gdzie nie było to możliwe posłużono się jak najbliższymi szacunkami), skład batalionów i dodatkowej kompanii oraz – co jest może najciekawsze – porównania tych danych na przestrzeni lat. To ostatnie pozwala nam dojść do wniosku, że wraz z upływem wojny zmniejszano liczbę batalionów (czyli formalnie jakby zmniejszano dywizje), ale wzrastała jakościowa siła ognia, czyli znów: dywizji było więcej, były mniej liczebne, ale dysponowały taką samą (lub większą po wprowadzeniu potężnych czołgów od Pz V w górę) siłą ognia jak te w 1939 albo 1941 roku. Patrząc z perspektywy czasu było to iście nowatorskie podejście choć z pewnością wymuszone stratami poniesionymi na wszystkich frontach wojny.

Miałem pewne obawy jeśli chodzi o merytoryczne podejście do tematu, ale na szczęście nie napotkałem w tekście żadnych sztucznie rewolucyjnych tez. Ćwierćwiecze 1920-1945 biorąc pod uwagę niemiecką myśl techniczną wyraźnie pokazuje jak kształtowały się siły zbrojne Trzeciej Rzeszy. W książce bardzo trafnie zauważono, że Niemcy zaczynali skromnie. W pierwszej kolejności skupiono się na wykuciu przyszłych kadr do wojsk pancernych, które zaczęto traktować jako elitę Wehrmachtu, a bycie „pancerniakiem” uważano za zaszczyt. Mając ludzi, zaczęto tworzyć doktrynę, po której przyszła kolej na militaryzację przemysłu i dostosowanie go do produkcji w warunkach wojennych. Kolejną słuszną obserwacją jest fakt, że Niemcy jeszcze w latach trzydziestych ćwiczyli na makietach albo pojazdach jedynie imitujących czołgi. Kilka lat przed wybuchem wojny! Dopiero jawne zrzucenie jarzmo aliantów zachodnich pozwoliło wziąć się za czołgi na poważnie. Tak samo nie można się nie zgodzić z autorami mówiącymi, że Wehrmacht w swoich pierwszych kampaniach nie był jeszcze tak groźny jak choćby w 1944 roku (kiedy to notabene osiągnięto apogeum produkcji przemysłowej), a swoje zwycięstwa zawdzięcza przewadze liczebnej (Fall Weiss w Polsce), umiejętnej taktyce (Norwegia) oraz innowacyjnemu zastosowaniu znanej powszechnie broni jaką były czołgi (atak na Francję i kraje Beneluksu). Dopiero operacja Barbarossa przynosi wojnę na wyniszczenie, z której Niemcom nie udaje się wyjść zwycięsko. Poważnym argumentem świadczącym o jakości niemieckich wojsk pancernych są przytaczane przez autorów książki przypadki bitew, gdzie przy stracie kilku-kilkunastu maszyn niszczono po kilkadziesiąt lub nawet kilkaset czołgów wroga. Żaden inny kraj biorący udział w wojnie nie może się popisać takimi dokonaniami.

Jeżeli chodzi o sam wydźwięk książki to trzeba przyznać, że autorom udało się zachować profesjonalizm i podejść do sprawy obiektywnie. Nieliczne napomknięcia sugerujące fascynację niemieckimi stalowymi kolosami z tamtego okresu są do wybaczenia, gdyż po pierwsze są ku temu podstawy, po drugie pomaga to w odbiorze tegoż opracowania, a po trzecie jest niemal niezauważalne. Pomimo tego, że mamy do czynienia z książką traktującą o sprawach wojskowych czyta się ją całkiem przyjemnie w stosunku do wielu innych publikacji. Tekst wiodący jest na tyle ograniczony do minimum, że czytelnik nie zdąży się zgubić, ponieważ nie ma tu zagłębiania się we wszystkie walki każdej jednostki, a zamiast tego jedynie zakreślono kierunki głównych działań. Lekturę umilają fachowe zdjęcia oraz kolorowe plansze na końcu książki z herbami dywizji i rysunkami omawianych w tekście czołgów. Jest to z pewnością książka warta przeczytania.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Natalii 5

Chaos spowodowany klanem (klonem?) "Natalii" trochę mnie na początku zniechęcił, ale zawzięłam się. Świetny pomysł na film - komedię krymina...

zgłoś błąd zgłoś błąd