Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Jeżdżąc po cytrynach. Optymista w Andaluzji.

Tłumaczenie: Anda MacBride
Wydawnictwo: AA
6,02 (81 ocen i 15 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
3
8
6
7
25
6
18
5
19
4
2
3
5
2
0
1
2
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Driving over Lemons
data wydania
ISBN
978-83-89368-94-2
liczba stron
254
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
mad28

Jeżdżąc po cytrynach jest rzadkim przypadkiem: zabawna wieloznaczna książka, która oczarowuje już od pierwszych stron.... i sprawia, że prowadzenie gospodarstwa w Hiszpanii wydaje sie być jedyną słuszną decyzją. Chris przenosi nas do Alpuharry, niezwykłej krainy na południe od Grenady, gdzie stajemy się świadkami serii zabawnych przygód i wpadek z udziałem wieśniaków i pasterzy, podróżników...

Jeżdżąc po cytrynach jest rzadkim przypadkiem: zabawna wieloznaczna książka, która oczarowuje już od pierwszych stron.... i sprawia, że prowadzenie gospodarstwa w Hiszpanii wydaje sie być jedyną słuszną decyzją. Chris przenosi nas do Alpuharry, niezwykłej krainy na południe od Grenady, gdzie stajemy się świadkami serii zabawnych przygód i wpadek z udziałem wieśniaków i pasterzy, podróżników spod znaku New Age i byłych hippisów. Jednakże głównym bohaterem jest tutaj ferma, którą Chris i Anna kupili, El Valero - skrawek gór porośnięty oliwkowymi, migdałowymi i cytrynowymi gajami - położona po złej stronie rzeki, bez drogi dojazdowej, bez wody, bez elektryczności.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2516
joly_fh | 2012-07-27
Na półkach: Przeczytane, Letnie lektury
Przeczytana: 24 lipca 2012

Ekscentryczny Anglik kupuje zrujnowaną farmę gdzieś w andaluzyjskich górach... Bez prądu, bez bieżącej wody, bez drogi dojazdowej, z mostu na pobliskiej rzece (która nie wiadomo kiedy wyleje) zostały jedynie ruiny. Oto kolejna opowieść z cyklu: kupiliśmy dom/farmę/zoo... Kiedy zapoznałam się z życiorysem autora, stwierdziłam, że należy od tej kategorii ludzi, co to włóczą się po świecie, szukając swojego miejsca i powołania. Opisywanie Chrisa Stewarta jako „byłego członka grupy Genesis” jest sporym nadużyciem, skoro grał on z tym zespołem jedynie w kilku utworach na jego pierwszej płycie, co oznacza, że było to dawno, dawno temu. Poza tym czymże się on nie zajmował: pracował w cyrku, na kutrze rybacki, zrobił licencję pilota, ukończył kurs kuchni francuskiej, strzygł owce. A w końcu napisał książkę... kolejny przykład na to, że pisać każdy może... Stewartowi wyszło to jednak całkiem nieźle: jego książka cechuje się dużą dawką poczucia humoru, a zapewne również dystansu do samego siebie. W istocie jest to opowieść prawdziwego optymisty (jak mówi podtytuł): autor pokonuje wiele trudności z godnym pozazdroszczenia uśmiechem na twarzy.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wzgórze psów

Opornie brnęło mi się przez tą książkę, w zasadzie prawie przez całą. Przeczytałam ostatnio na fp autora o tym, że Wzgorze psów uważa za swoją najleps...

zgłoś błąd zgłoś błąd