Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

W rytmie passady

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
7,33 (147 ocen i 57 opinii) Zobacz oceny
10
31
9
24
8
21
7
25
6
16
5
12
4
7
3
3
2
7
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788365676993
liczba stron
392
słowa kluczowe
New Adult
język
polski
dodała
Anna Dąbrowska

Julita, uczennica warszawskiego liceum, w niczym nie przypomina typowej nastolatki. Nie chodzi na imprezy ani na randki, nie spotyka się z przyjaciółmi. Żyje w cieniu wydarzenia z przeszłości, które nie pozwala jej zachowywać się tak jak klasowe koleżanki. Pewnego dnia otrzymuje propozycję, która może jej pomóc przełamać strach. Jedyne, co musi zrobić, to zatańczyć w konkursie kizomby. ...

Julita, uczennica warszawskiego liceum, w niczym nie przypomina typowej nastolatki. Nie chodzi na imprezy ani na randki, nie spotyka się z przyjaciółmi. Żyje w cieniu wydarzenia z przeszłości, które nie pozwala jej zachowywać się tak jak klasowe koleżanki. Pewnego dnia otrzymuje propozycję, która może jej pomóc przełamać strach. Jedyne, co musi zrobić, to zatańczyć w konkursie kizomby.



Marcel jest tancerzem i instruktorem, który zaraża swoją pasją innych w szkole tańców latynoamerykańskich. Jego życie ulega całkowitej przemianie, kiedy dowiaduje się o chorobie matki. Światełkiem w tunelu okazuje się konkurs tańca, w którym mężczyzna postanawia wystartować. Wygraną chciałby przeznaczyć na pomoc matce.



Dwoje obcych sobie ludzi zaczyna łączyć jedno pragnienie, chociaż każde z nich postrzega zwycięstwo w zupełnie innym wymiarze. Wydaje się, że Julitę i Marcela dzieli przepaść, której nie można pokonać, a jednak…



W tańcu i miłości wszystko może się zdarzyć.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Zysk i S-KA

źródło okładki: Wydawnictwo Zysk i S-KA

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 111
Anna Rosińska | 2017-05-11
Na półkach: Przeczytane

Kiedy autorka podzieliła się z nami, czytelnikami, zapowiedzią i okładką swojej najnowszej książki, byłam pewna jednego - muszę ją przeczytać.
Tym bardziej ucieszyła mnie wiadomość, że właśnie dzięki autorce, Ani Dąbrowskiej i Wydawnictwu Zysk i S-ka będę miała możliwość zrecenzowania jej i podzielenia się z Wami moimi wrażeniami.
Musicie wiedzieć, że kiedy wiem, że otrzymam egzemplarz do recenzji, przed lekturą nie czytam opinii innych. Chcę zaczynać swoją przygodę z daną historią z czystą kartą. Nie wyrabiać sobie zdania przed lekturą, nie mieć wygórowanych oczekiwań, na nic się nie nastawiać, nie mieć uprzedzeń.
Tutaj troszkę odeszłam od reguły, zajrzałam. Delikatnie jak przez minimalnie uchylone okno. Wiedziałam tylko jedno. Część osób była poruszona. Wyczytałam to na grupie fanowskiej pisarki na Facebooku. Byłam ciekawa, czy ja też doznam takich uczuć, emocji...

Powieść zaczyna się niewinnie. Zbyt niewinnie...
To mnie zgubiło!
Julita nie jest typową nastolatką. Stroni od ludzi. Nie chodzi na imprezy, randki. Ktoś kiedyś bardzo ją skrzywdził przez co stała się nieufna, a mężczyzn boi się jak ognia.
Marcel to instruktor tańców latynoamerykańskich. Jego matka zmaga się z nieuleczalną chorobą.
28-letni tancerz chwyta się każdej nadziei. Jedną z nich jest konkurs tańca, w którym nagrodą są niemałe pieniądze. Może pomogły by one złagodzić ból umierającej matce?
Tych dwoje już wkrótce połączą wspólne treningi. Jednak dla każdego z nich zwycięstwo będzie miało inny smak.
I muszę powiedzieć, że mimo wielu pięknych słów już na samym początku, czegoś mi brakowało. Ta opowieść była niepełna. Tym brakującym puzzlem okazała się kizomba. Ja nie wiedziałam, jak ją się tańczy. Chwyciłam więc za telefon, uruchomiłam you tube i zanurzylam się w tym magicznym świecie passady, której melodia i emocje towarzyszyły mi przez resztę stron.

Lekka lektura, prawda?
Taka w stylu filmów typu "Step up" albo "Just dance", gdzie pierwsze skrzypce grają : muzyka, taniec, pasja i emocje. A potem już tylko miłość. Nie może być lepszego sposobu na spędzenie wieczoru przy książce.
Jednak z każdą kolejną stroną zauważyłam, że tej opowieści bliżej do dramatu "Trzy metry nad niebem" Federico Moccia . Czułam, że wydarzy się coś złego. Bardzo złego.
Na 191 stronie zaznaczyłam ostatni cytat :
"Czasami szczęście można znaleźć na wyciągnięcie ręki.
Szczęścia nie mierzy się miarą centymetrów, pieniędzy i wieku.
Szczęście mierzy się ilością uśmiechów i rytmem bicia naszych serc,
przypominającym tempo tańczenia passady".
Myślicie, że dalej nie było niczego wartego zaznaczenia? Było. Nawet nie wiecie jak wiele. Ale dla mnie świat przestał istnieć. Byłam tylko ja, Julita, Marcel i kizomba. Porównania wyrzuciłam do kosza, bo były nie na miejscu. Wiedziałam, że to powieść, której nie można porównać z niczym innym.

Pierwszy raz nie chciałam, aby nastąpił koniec.
Z każdą kolejną stroną zbliżającą mnie do zakończenia coraz bardziej się go bałam. Cholernie się go bałam. Miałam nadzieję, że wszystko zakończy się happy endem, jak w tych wszystkich romantycznych historiach. Ale czułam, że zdarzy się coś złego, bardzo złego. Nie chciałam, żeby Julita cierpiała. Tak bardzo ją polubiłam. Przecież Marcel nie mógł jej skrzywdzić!!!

Potem nie było już nic. Tylko cisza, samotna łza spływająca po moim policzku i serce, które rozpadło się na miliony małych cząstek. Dlaczego? DLACZEGO?!

Dochodziła czwarta nad ranem.
A ja ze słuchawkami w uszach słuchałam tych niesamowitych melodii i oglądałam taniec dusz.
Wciąż i wciąż, i wciąż rozbrzmiewały dźwięki Curti ma mi - ASTY i Magico - Mika Mendes.
Minęła piąta. Dzień budził się do życia. Poduszka przesiąkła łzami. Zasnęłam...

Moje serce się zagoi. Może już dziś uda mi się je posklejać. Ale z nim jest jak z lustrem. Jeżeli się stłucze, obojętnie ile byś wysiłku nie włożył w odnalezienie wszystkich fragmentów, to jest niemożliwe. Już zawsze będzie czegoś brakować. Ta książka wyrwała kawałek mojego serca. Ale nie żałuję, bo wiem, że dzięki temu zawsze będę o niej pamiętać. Wiem, że Julita i Marcel nie znikną z momentem otworzenia kolejnej książki.

Chciałabym napisać Wam jeszcze wiele pięknych słów, opis te emocje, uczucia, ale... nie potrafię.
Ta historia tak bardzo mną wstrząsnęła, że po prostu nie dam rady.
Musicie po nią sięgnąć i przekonać się sami.
Jej nie da się opisać żadnymi słowami...

A potem będziecie marzyć tylko o jednym
By zatańczyć passadę...

/Ania.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wielka wyprawa księcia Racibora. Zdobycie grodu Konungahela przez Słowian w 1136 roku

Ciekawa książka, ale trochę za bardzo rozciągnięta, wg mnie można by spokojnie te same informacje zawrzeć w odchudzonej książce, albo poświęcić jeden...

zgłoś błąd zgłoś błąd