Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Polska znana i mniej znana

Cykl: Polska znana i mniej znana (tom 1)
Wydawnictwo: Bernardinum
5,6 (10 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
2
6
4
5
2
4
2
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Polska znana i mniej znana
data wydania
ISBN
9788378239323
liczba stron
309
język
polski
dodała
Dorota

Czy wiedzą Państwo, gdzie Biecz, a gdzie Giecz? Co to takiego Futoma i z czego słynie? A w czym Sandomierz Rzym przypomina? Albo gdzie starowierców szukać? Odpowiedzi na te i inne tego typu pytania znajdziemy w tej książce. Jest to bowiem przewodnik po Polsce, ale nietypowy, bo po miejscach mało znanych bądź w ogóle nieznanych, o których istnieniu się wie, jeśli akurat mieszka się w...

Czy wiedzą Państwo, gdzie Biecz, a gdzie Giecz? Co to takiego Futoma i z czego słynie? A w czym Sandomierz Rzym przypomina? Albo gdzie starowierców szukać? Odpowiedzi na te i inne tego typu pytania znajdziemy w tej książce. Jest to bowiem przewodnik po Polsce, ale nietypowy, bo po miejscach mało znanych bądź w ogóle nieznanych, o których istnieniu się wie, jeśli akurat mieszka się w pobliżu...

„Polska znana i mniej znana” to sporo historii i fachowych opisów architektury czy malarstwa (nic dziwnego – przecież Autorka jest historykiem sztuki), a le także liczne opowieści, legendy, anegdoty czy rozmowy z mieszkańcami. I, oczywiście, mnóstwo niepowtarzalnych zdjęć. Jest to niewątpliwie przewodnik wyjątkowy i – oby okazał się użyteczny podczas wakacyjnych wojaży!

 

źródło opisu: http://ksiegarnia.bernardinum.com.pl/

źródło okładki: http://polska.ksiazki.bernardinum.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 630
Jacek | 2017-05-10
Przeczytana: 10 maja 2017

Kiedyś bardzo lubiłem programy podróżnicze Elżbiety Dzikowskiej i Tony Halika. Z czasem fascynacja minęła, choć parę obieżyświatów nadal cenię. I dlatego, także z ciekawości (i - wstyd powiedzieć - niskiej ceny) kupiłem tę książkę. To trochę wspomnienia z wypraw po Polsce, trochę przewodnik. I nie tylko trudno zakwalifikować gatunek tego działka (nieco ponad 100 stron tekstu i ilustracji), ale także ocenić. Bo znam wiele przewodników, korzystałem z licznych książek podczas swoich wędrówek, znam niemal wszystkie miejsca, wymienione w książce Dzikowskiej i nie mogę jednoznacznie ocenić wartości tej pracy. Z jednej strony jest to ciekawie napisany, mający zainteresować danym miejscem tekst, bardzo osobisty, taka gawęda przy ognisku, z drugiej jednak autorka odwołuje się do swojej znajomości historii sztuki, przekazuje fachowe informacje o zabytkach, więc jak mam potraktować całość?
Chyba jednak muszę przyjąć, ze jest to autorki, osobisty przewodnik po Polsce i darować pewne braki informacyjne. Jednakże na przyszłość pojawia się pytanie, czy sięgać po kolejne części pracy Dzikowskiej. I na tę chwilę nie umiem sobie odpowiedzieć. Pozostaje więc stwierdzić, że napisany z pasją i subiektywny przewodnik będzie się wielu osobom podobał, a inni, jak ja, będą czuli spory niedosyt. Ale każde przedstawianie ciekawych miejsca w Polsce uważam za godne pochwały i to także wpływa na ocenę ostateczną.
A skoro już uporałem się z opinią, to następna część mojego tekstu niech będzie dla turystów, którzy odwiedzą miejsca opisane przez Elżbietę Dzikowską - to będą moje uwagi do tekstu.
Toruń - rozumiem, że w przypadku miasta tak bogatego w atrakcje turystyczne, konieczny był wybór obiektów. Trochę zabrakło mi jednak pewnych miejsc, jak np. niedocenionego Nowego Miasta, Bulwaru Filadelfijskiego z piękną panoramą Wisły, ale także z odwołaniami do filmu "Miś" (podobne odwołania na Rynku Nowego Miasta, tyle, że dotyczą filmu "Prawo i pięść), teatru Baj Pomorski z cudowną fasadą budynku, licznych w mieście pomniczków, jak ten Katarzyny, Flisaka, Psa Fafika, ale także generał Elżbiety Zawackiej, jedynej cichociemnej, urodzonej i zmarłej właśnie w Toruniu.Brakowało też licznych terenów zielonych i fortów, choć to mógłbym darować. I te legendy toruńskie - prócz opisanych w tekście jest jeszcze wiele innych, także tych o katarzynkach, o baszcie Koci Łeb, o smoku... I jeszcze jedna uwaga - przyjęło się obecnie nazywać wyznawców nauki Jana kalwina Kalwinistami, nie kalwinami (s. 13). Tak ładniej.
Bydgoszcz - koniecznie Muzeum Mydła i Historii Brudu - jedyny w swoim rodzaju, godny odwiedzenia obiekt. No i tereny zielone z największym w Polsce parkiem miejskim - Myślęcinkiem.
Chełmno - przecudne! Szkoda, że tak odległe od Warszawy, bo byłoby konkurencją dla Kazimierza Dolnego. A tekst? Zabrakło mi odwołania w historii miasta do Starogrodu, w którym (8 km od Chełmna) zachowało się grodzisko i piękna panorama Wisły. Co do ratusza - podzielam zachwyt Dzikowskiej, a rozciągam go na cały rynek, który żyje, bo tu nadal odbywają się targi, nadal słychać przekupniów, co w wielu miastach zabytkowych jest rzadkością. Zabrakło słynnej ławeczki zakochanych, na której usiąść wypada lub trzeba.
Grudziądz. Śliczne, jakoś pominięte przez Dzikowską, kamieniczki, most na Wiśle upamiętniony smutno śmiercią wybitnego biegacza Bronisława Malinowskiego, film "Tatarak" (tu kręcony), fontanna flisaka wraz z tablicami ulic nad Wisłą. Za to są niezmiernie ciekawe informacje o świątyniach Grudziądza. Gorzej ze zdjęciami, bo są dość jednostajne - to zresztą wada kilku innych tekstów przewodnika. W końcowej partii tekstu jest odwołanie od wspaniałych ruin zamku w Radzyniu Chełmińskim, ale nie ma o widokach z wież zamkowych i o kręceniu tu scen do "Pana Samochodzika i templariuszy" (fotosy można obejrzeć w podziemiach zamku).
Mazury cud natury. Też uwielbiam Mazury. Ale nie zamieszkiwali ich pierwotnie Prusacy, lecz plemiona pruskie, czyli Prusowie. To ogromna różnica, bo Prusacy, to niemieccy mieszkańcy terenów dawniej należących do Prusów, a wchodzących w skład państwa pruskiego od XVI do XIX w., gdy już Prusów, bałtyjskich mieszkańców, nie było. To poważny błąd historyczny utożsamianie jednych i drugich. Wśród wymienionych narodów zabrakło Rosjan (s. 48), choć dalej przecież się pojawiają jako starowiercy. Na s. 49 możemy "pobłądzić uroczymi ścieżkami dydaktycznymi, po których spacerował niegdyś także mistrz Konstanty", tylko że gdy Gałczyński bywał w leśniczówce Pranie jeszcze nie były to ścieżki dydaktyczne! Opowieść o pałacu Lehndorffów byłaby wartościowsza, gdyby autorka choć raz wymieniła, ze mieści się on w Sztynorcie. W przypadku Świętej Lipki zabrakło choćby wzmianki o wspaniałych organach i niebywałych koncertach organowych - kiedyś w lecie, w środku dnia (a był to poniedziałek) widziałem kościół pełen ludzi, odwróconych plecami do ołtarza i wsłuchanych w piękne wykonania utworów muzyki poważnej; słuchacze widzieli ręce organisty podczas gry na monitorze, atmosfera niesamowita, szkoda, że Dzikowska o tym nie wspomniała.
Na Krutyni. Skoro mowa o genezie staroobrzędowców, jako reakcji na reformy cara, to może wypadało wymienić jego imię? (s. 62 - w rzeczywistości chodzi o reformy patriarchy Nikona z lat 50 XVII w. popartych przez cara Aleksego I).
Września. A może raczej "Od Konina do Wrześni", bo taka jest treść tego rozdziału.
Na Szlaku Piastowskim. Tropem legend i historii. Autorka trochę się prześlizgnęła po historii Biskupina, ale trudno. Legenda o Popielu ma sporo wątków prawdziwych, wystarczy powiedzieć, że językoznawcy ustalili, iż w okresie wczesnopiastowskim myszkami nazywano najeźdźców ze Skandynawii, wikingów, wykorzystywanych także jako najemna siła zbrojna. Ale to dłuższa historia. Na s. 79 Gniezno zakładają wszyscy bracia, nie tylko Lech. A mnie w podstawówce uczono inaczej... Najazd Brzetysława to 1038 lub 1039 r. (do dzisiaj nie ustalono daty rocznej, znalazłem nawet rok 1037). Nazywanie Bolesława Chrobrego najświetniejszym Piastem ryzykowne - co w takim razie z Kazimierzem Wielkim? Obiekt na Ostrowie Lednickim to palatium, połączenie rezydencji z obiektem sakralnym, taka nazwa jest podawana wszędzie. W Wenecji można zobaczyć także urokliwe jezioro i ruiny zamku, a w Mogilnie przenocować w klasztorze i obejrzeć w podziemiach najstarszy w Polsce ołtarz.
Szczecin. Na s. 86 Dzikowska napisała o związkach z Polską, ale były one naprawdę bardzo luźne i krótkotrwałe. W tekście zabrakło mi wzmianki o kamienicy Loitzów, jednej z perełek miasta, i fotografii zamku.
Na lubuskiej ziemi. S. 101 - kolatorzy to właśnie fundatorzy, tu nie ma wątpliwości.
Tyle uwag. Czepiam się? Trochę. Ale gwoli uczciwości warto poprawić błędy, sprostować wątpliwości wymienić braki, niż tylko napisać, że się nie podoba, bo nie. Nie zmienia to faktu, że tekst jest ciekawy, dobrze napisany, a zdjęcia interesujące.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Złota klatka czyli Prawdziwa historia księżniczki czystej krwi

Każdą ilustrację chciałoby się powiesić na ścianie, by móc wpatrywać się w nią w nieskończoność... Oprawa graficzna zdecydowanie zasługuje na uznanie,...

zgłoś błąd zgłoś błąd