Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/11822/studium-w-celuloidzie-sherlock-holmes-na-ekranach

Studium w celuloidzie. Sherlock Holmes na ekranach

7 wartościowy tekst

Nie cichną cokolwiek zrozumiałe narzekania na remaki, sequele i ciągły recykling uprawiany przez sztuki nie tylko audiowizualne, ale to chyba jednak kino ściąga na siebie krytykę bodaj najbardziej jadowitą. Niby to publika głosuje nogami, kupując bilety ciągle na to samo, lecz fakt faktem, że i ja prędzej wybiorę się na kolejny film o Sherlocku Holmesie niż na coś innego. A możemy być pewni jak końca świata, że z detektywa z Baker Street tak prędko hollywoodzkie studia filmowe nie zrezygnują – nawet mimo komercyjnej i krytycznej klęski niedawnej komedii z duetem Ferrell/Reilly – bo kręci się o nim bez ustanku od przeszło stu lat (pierwsze próby podejmowano jeszcze za życia Arthura Conana Doyle'a) i popularnością może mu dorównać tylko hrabia Drakula.

Dlatego przerobić całej filmografii Holmesa chyba nie sposób, bo jest tego grubo ponad dwieście pozycji, a Sherlocka grała przez ten czas niemal setka mężczyzn i kobiet. Jak mniemam, dzisiaj najczęściej wyobrażamy sobie owego mistrza dedukcji z twarzą albo Roberta Downeya Jr., albo Benedicta Cumberbatcha, którzy przeprowadzili tę postać przez początek bieżącego stulecia. Lecz zanim któremukolwiek z nich mogłoby w ogóle przyjść do głowy, że kiedyś przypadnie im podobnie prestiżowa rola, sprawy kryminalne rozwiązywali choćby Michael Caine, Rupert Everett, Christopher Plummer czy Christopher Lee. Telewizja i kino przyczyniły się do rozpropagowania popkulturowego fenomenu Holmesa nie mniej niż same dzieła Doyle'a, rozbudowując całe to uniwersum do rozmiaru, jak można się domyślać, znacznie przekraczającego spodziewania samego autora, choć ten przecież miał do czynienia z magią i zdarzało mu się wierzyć w rzeczy niestworzone. Tak czy siak, na ekranach małych i dużych Holmes spotykał stwory i ludzi z, jak mogłoby się wydawać, niezupełnie swojej bajki, bo potwora z Loch Ness („Prywatne życie Sherlocka Holmesa”), Kubę Rozpruwacza („Morderstwo na zlecenie”), a także, jeśli spojrzeć na seriale animowane, Batmana, Żółwie Ninja i Ghostbusters. Mało tego. Mogliśmy oglądać też i szkolne lata przyszłego detektywa („Młody Sherlock Holmes”), i jego zmagania z narkotykowym nałogiem („Siedmioprocentowy roztwór”), i czasy, no cóż, emerytalne („Pan Holmes”). Lecz umyślnie krążę trochę wokół tematu, roztaczając dość zamaszystym ruchem kinowe i telewizyjne losy Sherlocka, bo nie sposób chyba nakreślić jednolitego i spójnego portretu. Dlatego odwołam się do indywidualnego doświadczenia i sięgnę pamięcią do tych wersji, które uformowały mnie jako niereformowalnego fana Holmesa jeszcze na długo przed erą Cumberbatcha i Downeya Jr.

Basila Rathbone'a poznałem co prawda stosunkowo późno, już jako świadomy odbiorca, bo za mojego dzieciństwa, przynajmniej na tyle, na ile pamiętam, zbyt często nie emitowano adaptacji opowiadań Doyle'a z jego udziałem. Kariera detektywa przydarzyła się Rathbone'owi, który na przestrzeni lat 1936–1946 zagrał Holmesa czternaście razy, niejako przypadkiem. Amerykańskie studio 20th Century Fox nie spodziewało się bowiem, że ich „Pies Baskerville'ów” będzie sukcesem, zwłaszcza po, mówiąc dyplomatycznie, mało entuzjastycznym przyjęciu nad Tamizą. A jednak. Jeszcze w tym samym roku dokręcono sequel („Przygody Sherlocka Holmesa”) i prawa do serii przeszły w ręce Universalu. Z Rathbone'a jednak nie zrezygnowano, choć cięcia budżetowe wymusiły zmianę akcentu z kryminału na akcję i sensację. Dlatego też Sherlocka przeniesiono do lat czterdziestych i kazano na przykład walczyć z nazistami. Studio nie korzystało z materiału literackiego, ale ze scenariuszy oryginalnych, co jest znakomitą okazją do przyjrzenia się postaci na tle wydarzeń nieznanych z książek. Rathbone, choć uważał ją po trosze za swoje przekleństwo, odgrywał popularną rolę jeszcze po 1946 roku, na ekranie telewizora oraz na teatralnych deskach.

Drugim Sherlockiem, który pozostanie mi bliski, jest Peter Cushing. Brytyjski aktor znany był przede wszystkim z kina grozy oraz „Gwiezdnych wojen”, lecz to jako telewizyjny Sherlock prawdziwie zachwycał. Rolę przejął w 1968 roku po Douglasie Wilmerze, który nie przedłużył umowy z BBC z uwagi na spadającą jego zdaniem jakość scenariuszy i marną robotę ekipy realizatorskiej. Nie była to pierwsza przygoda Cushinga, zresztą miłośnika prozy Doyle'a, z Holmesem, bo miał już za sobą filmowego „Psa Baskerville'ów”, ale to w tych szesnastu odcinkach serialu mógł rozwinąć skrzydła i, co miał na celu, odtworzyć Sherlocka dokładnie takim, jakiego znał z uwielbianej literatury.

Ale mimo że przez cały czas jest mowa o świetnych aktorach i świetnych kreacjach, to Jeremy Brett pozostanie dla mnie Sherlockiem idealnym. Przez okrągłą dekadę (lata 1984–1995) nakręcił przeszło czterdzieści odcinków serialu „Przygody Sherlocka Holmesa” i gdyby nie przedwczesna śmierć aktora, pewnie zekranizowano by z jego udziałem komplet przygód spisanych przez Doyle'a. Brett również stawiał na wierność materiałowi literackiemu, czego jednak nie można mylić z zachowawczością. Nadał on słynnemu detektywowi chimeryczną i demonstracyjnie ekscentryczną osobowość, która manifestowała się między innymi za pośrednictwem bogatej gamy umyślnie manierycznych gestów. Cierpiący na zaburzenia psychiczne Brett zwykł mawiać, że został przez Sherlocka opętany, a gra była jego sposobem na okiełznanie tej mrocznej strony jego natury. I choć jego choroba się pogłębiała, nie odpuścił i nie zrezygnował z roli swojego życia.

Co dalej? A raczej: kto dalej? Patrząc na częstotliwość premier nowych produkcji z Sherlockiem Holmesem można domniemywać, że nie będziemy długo trwali w niepewności. I dobrze, bo na kolejny sezon serialu z Cumberbatchem akurat jeszcze poczekamy. O ile kiedyś powstanie…

Bartek Czartoryski

Powiązane treści:
Komiksy? To skomplikowane, drogi Watsonie

Arthur Conan Doyle może i wymyślił Sherlocka Holmesa, ale długo nie miał zielonego pojęcia, jak facet wygląda. Dopiero gdy zobaczył ilustracje towarzyszące jego opowiadaniom wydrukowanym na łamach brytyjskiego czasopisma „The Strand”, ujrzał swojego detektywa po raz pierwszy.



więcej

Pokaż wszystkie aktualności
Komentarze
Autor:  Bartek |  wypowiedzi: 13  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 584
Meszuge
14-04-2019 10:36
Pewnie dziwak jakiś jestem, ale też bym wolał Sherlocka Holmesa zamiast... na przykład tej przygłupawej Chyłki z książki "Zaginięcie": http://lubimyczytac.pl/ksiazka/266379/zaginiecie/opinia/29884572#opinia2988... .
książek: 2569
jatymyoni
14-04-2019 19:29
Ja też.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 3391
MAD_ABOUT_YOU
14-04-2019 12:15
Jak David Suchet jest najlepszym Herkulesem Poirotem, tak Jeremy Brett jest najlepszym Sherlockiem. Natomiast jeśli chodzi o Hastingsa, którego idealnie zagrał Hugh Fraser, tak towarzysz Holmesa, grany przez Davida Burke'a zupełnie mi nie pasował. Nie lubię go jako Watsona. Jest drażniący.
Nowe wersje Holmesa, w którego wcielił się Robert Downey Jr widziałam, natomiast Cumberbatcha jako aktora...
Jak David Suchet jest najlepszym Herkulesem Poirotem, tak Jeremy Brett jest najlepszym Sherlockiem. Natomiast jeśli chodzi o Hastingsa, którego idealnie zagrał Hugh Fraser, tak towarzysz Holmesa, grany przez Davida Burke'a zupełnie mi nie pasował. Nie lubię go jako Watsona. Jest drażniący.
Nowe wersje Holmesa, w którego wcielił się Robert Downey Jr widziałam, natomiast Cumberbatcha jako aktora nie lubię i zupełnie nie interesuje mnie ta odsłona przygód słynnego detektywa.

W związku z faktem, że kiedyś kryminały Christie i Doyle'a wydawane były na DVD w serii Wielcy Detektywi, mam niemal komplet i często po nie sięgam. Zazwyczaj jak gotuję. Znam je niemal na pamięć i nie boję się, że jak coś przegapię, nie będę wiedzieć o co chodzi :))
pokaż więcej
książek: 379
Fallenangelv
14-04-2019 20:47
No to jest nas dwoje :) Posiadam również taką kolekcję. Holmesa mam całego. Poirota nie skolekcjonowałem całego. Może to mi się kiedyś uda.

Co Do Bretta się zgodzę . Nie ma lepszego Holmesa :)
Dobrym Sherlockiem był moim zdaniem Matt Frewer ,, Sprawa wampira z Białej Kaplicy '' . Reszta aktorów to jakaś pomyłka.

Duet Jeremy Brett/ Edward Hardwicke - Holmes i Watson wsze czasów. Idealnie...
No to jest nas dwoje :) Posiadam również taką kolekcję. Holmesa mam całego. Poirota nie skolekcjonowałem całego. Może to mi się kiedyś uda.

Co Do Bretta się zgodzę . Nie ma lepszego Holmesa :)
Dobrym Sherlockiem był moim zdaniem Matt Frewer ,, Sprawa wampira z Białej Kaplicy '' . Reszta aktorów to jakaś pomyłka.

Duet Jeremy Brett/ Edward Hardwicke - Holmes i Watson wsze czasów. Idealnie dobrani :)
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1410
annaroza
14-04-2019 20:54
A dla mnie Sherlock Holmes ma twarz Geofreya Whiteheada. Serial "Sherlock Holmes i doktor Watson" widziałam w telewizji i później czytając przygody słynnego detektywa, głównych bohaterów zawsze wyobrażałam sobie tak jak w tv.
książek: 273
Tusia
15-04-2019 08:56
Ja nie potrafię już sobie wyobrazić świata Sherlocka bez Benedicta Cumberbatcha, niemalże "wrył" się w mojej świadomości w uniwersum Holmesa, uważam że oddał bardzo dobrze charakter niezwykłego bohatera, ale chętnie zobaczę również starsze wersje jego przygód :)
książek: 6843
allison
15-04-2019 11:46
A w jaki sposób oddał charakter klasycznego Holmesa, tego z powieści Doyle'a?
Bo ja w ogóle tych podobieństw się nie dopatrzyłam, mimo szczerych chęci.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 698
Airain
15-04-2019 13:44
Brett albo Cushing, zdecydowanie. Filmów z Rathbonem niestety nie znam.

Natomiast współczesne wersje do mnie zupełnie nie przemawiają. Sherlock Downeya jest... przepraszam... strasznym palantem, a ten Cumberbatcha - psychopatą. W ogóle uwspółcześnianie Sherlocka nie ma dla mnie większego sensu. Broni się jako kostyczny, ekscentryczny dżentelmen z przełomu XIX i XX wieku, a przenoszenie go w...
Brett albo Cushing, zdecydowanie. Filmów z Rathbonem niestety nie znam.

Natomiast współczesne wersje do mnie zupełnie nie przemawiają. Sherlock Downeya jest... przepraszam... strasznym palantem, a ten Cumberbatcha - psychopatą. W ogóle uwspółcześnianie Sherlocka nie ma dla mnie większego sensu. Broni się jako kostyczny, ekscentryczny dżentelmen z przełomu XIX i XX wieku, a przenoszenie go w inne epoki zmusza scenarzystów do irytujących wygibasów.
pokaż więcej
książek: 1352
Monika
16-04-2019 06:39
Jak dla mnie to i Sherlock Doyle'a był palantem, więc jakby wszystko się zgadza :)
Jakoś nigdy bohatera książkowego nie polubiłam, tak samo zresztą nie umiem polubić Poirota. Zadufani megalomani, a Holmes/Doyle dodatkowo nieuczciwy wobec Watsona/czytelnika, bo bywa, że kluczową poszlakę wyciąga z kapelusza podczas końcowego wyjaśniania sprawy, a wcześniej nikt prócz niego nie miał do niej...
Jak dla mnie to i Sherlock Doyle'a był palantem, więc jakby wszystko się zgadza :)
Jakoś nigdy bohatera książkowego nie polubiłam, tak samo zresztą nie umiem polubić Poirota. Zadufani megalomani, a Holmes/Doyle dodatkowo nieuczciwy wobec Watsona/czytelnika, bo bywa, że kluczową poszlakę wyciąga z kapelusza podczas końcowego wyjaśniania sprawy, a wcześniej nikt prócz niego nie miał do niej dostępu, a zatem jeśli przegrywamy, to z racji braku elementów układanki, a nie dlatego, że nie dostajemy do niego intelektualnie - w kryminale uważam to za niewybaczalne.

Sama idea adaptacji uwspółcześniających nie jest mi wstrętna, co innego niektóre realizacje, ale to samo można powiedzieć i o tych, których twórcy przy epoce nie grzebali, a zdołali spieprzyć co innego.

Psychopaci bywają fascynujący. Nawet jeśli różnią się od pierwowzorów, to na dobrze zagranego psychopatę patrzę z przyjemnością. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Lód

Na Dukaja natrafiłam dzięki mojemu koledze z klasy, który bardzo zachwycał się „Lodem”. Zapytałam więc, by mieć jako taką wiedzę, o czym w ogóle jest...

zgłoś błąd zgłoś błąd