Ile science w fiction, czyli po co nam jeszcze fantastyka naukowa?

Marcin Zwierzchowski
30.09.2018

Cixin Liu to najnowsze objawienie światowej literatury fantastycznonaukowej. Jego trylogia „Wspomnienie o przeszłości Ziemi” przywraca wiarę w science fiction oszałamiające rozmachem wizji.

W ciekawych czasach przyszło nam żyć, kiedy to literatura fantastycznonaukowa staje się coraz mniejszą niszą, podczas gdy kwitnie rynek popularnonaukowy, na co przykładem choćby szum wokół książki Homo deus Yuvala Noah Harariego. Jakoś tak jest, że tłumy bardzo chętnie wysłuchają Harariego rozważającego możliwe przyszłe ścieżki rozwoju człowieka jako gatunku, odrzucą jednak to samo ćwiczenie umysłowe, gdy ubrać je w otoczkę fabuły i nieco podkręcić, dorzucając kilka scen akcji.

Rzecz jasna science fiction samo jest sobie winne, ponieważ jako gatunek nader często skłania się ku efekciarskości. Wyrażając to obrazowo: obecnie dominuje raczej sF, gdzie mamy małą dawkę „s” w postaci wyjściowego pomysłu (np. bunt maszyn), a potem już wielkie, soczyste „F”, gdzie nie skupiamy się na samym problemie AI, ale na tym, że robot do nas strzela.

Z kolei układ Sf jest odpychający dla szerszej publiki, ponieważ najczęściej do pełnego zrozumienia wymaga sporej wiedzy wejściowej. Taka nastawiona na naukowość science fiction może być satysfakcjonująca dla tych, którzy ją „przetrwają”, częściej jednak jest murem, którego większości czytelników nie chce się przeskoczyć. Przykładami Neal Stephenson czy Peter Watts i jego wspaniałe Ślepowidzenie oraz Echopraksja.

Kłopot w tym, że kiedyś wartość fantastyki naukowej łatwo dało się sprowadzić do aspektu „nowych gadżetów” – Lem przewidział pojawienie się czytników książek, „Star Trek” zainspirował powstanie telefonów komórkowych, a Arthur C. Clarke położył podwaliny pod system GPS. Dziś zaś…? Wymieńcie jeden taki przykład z literatury SF ostatniej dekady.

Właśnie.

Sęk w tym, że fantastyka naukowa i futurologia to nie to samo, nie winno się więc rozliczać autorów z celności samych prognoz. Zamiast tego powinniśmy iść śladem wspomnianego Harariego i docenić SF jako sposób ludzkości na przygotowywanie się na to, co może nas czekać (AI, nieśmiertelność, podróże międzygwiezdne), albo spojrzenie na siebie samych z innej perspektywy. To też droga do myślenia w większej, śmielszej skali.

Tu wkracza Cixin Liu, najpopularniejszy obecnie autor SF w Chinach, którego światowa kariera rozpoczęła się od przekładu na angielski i zdobycia prestiżowej nagrody Hugo. Pisarz ten w trylogii Wspomnienie o przeszłości Ziemi, rozpoczętej Problemem trzech ciał, wychodzi od klasycznego motywu zetknięcia ludzkości z obcą cywilizacją. Inaczej jednak niż robi to większość twórców z opisanej półki sF, Liu stawia na realizm i naukowy rygor swoich fantastycznych rozważań.

Spełnia więc tu doskonale postulat Harariego, nie podążając za efekciarskością, ale rozpisując po prostu bardzo skomplikowane ćwiczenie umysłowe, w ramach którego kreśli jeden ze scenariuszy naszej przyszłości. I tam, gdzie większość wybiera wybuchy, Liu z olbrzymią dyscypliną podąża ścieżką naukowego rygoru.

Jego kosmici nie lądują więc w Stanach i nie przemawiają płynną angielszczyzną, żądając „zaprowadzenia ich do naszego przywódcy”, nie polują na Arnolda w dżungli ani nie przemalowują ścian statku kosmicznego Nostromo na czerwono. Zamiast tego atakują nas… nauką. To fascynujące: Cixin Liu bodajże jako pierwszy opisał starcie nie kosmicznych armad czy pojedynczych herosów, ale całych cywilizacji, uwzględniając także kosmiczną skalę. (Coś nieco zbliżonego robił Card w „Grze Endera”, na nieporównywalnie jednak mniejszą skalę.)

Z każdym kolejnym tomem fiction ustępuje u Liu science, przy czym od początku mniej w tych książkach było bohaterów i fabuły, więcej zaś nauki. I tak ostatecznie dochodzimy do starć na poziomie praw nauki, a akcja przekracza możliwe do ogarnięcia umysłem granice czasu i, cóż, pojmowania rzeczywistości.

Liu czytelnika swoją prozą przytłacza. A może raczej – przytłacza sobą i swoim intelektem, prowadząc nas ścieżkami, których większość autorów będzie unikać, bojąc się, że zgubi nas gdzieś po drodze. Jego powieści nie skupiają się bowiem na pojedynczych ludziach, ale na ludzkości jako gatunku – stąd mogą wydawać się fabularnie suche, bo odarte z tego, co zwykle w prozie znajdujemy.

To jednak wyjątkowa fantastyka naukowa, zwiastująca możliwą ścieżkę rozwoju dla tej gałęzi literatury. Bo Liu ani nie chce być efekciarski, ani nie bawi się w futurologię – nie należy u niego szukać ostrzeżeń przed konkretnymi ścieżkami rozwoju, nie powinno się też pytać go o prawdopodobieństwo zaistnienia takiego scenariusza. Rygor tego autora polegał po prostu na tym, że przyjmując pewne warunki wyjściowe dla kosmitów z Trisolaris, do końca rozpisał historię ich zetknięcia z człowiekiem, koniec końców dochodząc wręcz do skali galaktycznej.

Zresztą, podobnie robi w niewydanej jeszcze po polsku powieści Ball Lightning. I tu wychodzimy od klasycznego dla SF motywu, a więc niezbadanego fenomenu, który staje się obsesją głównego bohatera. Po czym historia przechodzi w militarystyczne SF o opracowywaniu nowych, futurystycznych broni. Standard, prawdą?

W przypadku Cixina Liu kluczem jest jednak fakt, że autor ten nie ma hamulców. Tam, gdzie ktoś inny zatrzymałby się w rozważaniach, albo celując w efektowność, albo ograniczając skalę, by fabuła była bardziej „pop”, Chińczyk drąży głębiej i znów znacząco przechyla szalę na stronę S w science fiction, zabierając nas w podróż po niezwykłym świecie fizyki.

Cixin Liu pokazuje więc pełen potencjał współczesnej fantastyki naukowej jako literatury idei i wizji, która – gdy sama się nie ogranicza – może oferować pole do popisu wyobraźni szersze, niż jakikolwiek inny gatunek. Publicystyka popularnonaukowa nie ma takiej skali, nie ma też tej swobody myśli.

Jest dwóch innych autorów, którzy podobnie widzą SF: Kanadyjczyk Peter Watts oraz Jacek Dukaj. Powieścią „Walkaway” – w której rozważa nowe systemy ekonomiczne oraz implikacje nieśmiertelności – stara się też ich dogonić Cory Doctorow, w opowiadaniach coś podobnego robi i Ken Liu. Ta garstka to przykłady twórców fantastyki naukowej, którzy obecnie wprowadzają ten gatunek w przyszłość.

Reklama

komentarze [26]

Sortuj:
17
17
25.02.2021 21:11

"Liu czytelnika swoją prozą przytłacza. A może raczej – przytłacza sobą i swoim intelektem"
Mnie przytłoczył wodolejstwem...


104
38
01.10.2018 09:37

Ależ Cixin jest nudny, jak flaki z olejem! Jedyny moment, gdzie istniała ciekawa wizja, to wysłanie z Trisolaris protonów i działania związane z rozwijaniem jego powierzchni. Reszta to drewniane dialogi, brak jakiejkolwiek logiki działania postaci oraz totalnie poroniony i nieprzekonujący wątek gry komputerowej, który jest może i oryginalny, ale tak nieporywający, że wręcz...

więcej

1091
487
30.09.2018 18:57

Panie Marcinie, po pierwsze dziękuję za tekst. Przykuł moją uwagę zestawieniem dwóch nazwisk Cixin Liu i Y.N. Harariego. Tego pierwszego znam tylko pierwszą część trylogii, drugiego znam nie tylko "Sapiens", ale również z "Homo deus" i "21 lekcji na XXI wiek". I zainteresowanie tłumów futurystycznymi wizjami Harariego nie dziwi mnie ani trochę, są mocno oparte o aktualne...

więcej

196
10
30.09.2018 19:14

Jeśli "Problem trzech ciał" ci nie zaimponował to nie radzę brać się za drugi tom. Może i wykazuje się on większą dozą oryginalności. Ale Cixin zaczyna tak przynudzać, że nie sądziłem, iż może być aż tak słabo. Pierwszy tom mnie zachwycił, ale drugi to gniot. Dlatego nie miałem okazji spotkać się z "Końcem śmierci"


1091
487
30.09.2018 19:19

Dzięki za przestrogę. Literacko Cixin Liu nie powala, fabularnie też (oprócz paru motywów, które podobały mi się), szkoda czasu, tyle jest świetnych książek na świecie.


Reklama
744
228
30.09.2018 18:15

Tak naprawdę to science fiction jest najwartościowsze, gdy wcale nie przewiduje konkretnego zwizualizowanego świata jutra. Gdzieżby tam! Weźmy takiego Philipa Dicka - od lat widzi się w nim proroka, który przewidziała (wywieszczył?) "człowieka przyszłości". On zobaczył nasz świat z jego całym fałszem, podwójnymi i potrójnymi dnami rzeczywistości, zobaczył uzależnienie od...

więcej

499
413
30.09.2018 16:32

@Panie Marcinie.

Być może moja perspektywa jest niszowa. Być może stanowię dziwaka, jeśli chodzi o rozumienie sensu literatury. Oba 'być może' nie powstrzymają mnie przed wyrażeniem swojej opinii.

Książki dzielą się na dobre i złe. Reszta to buchalteria i często niewystarczające czy niepełne zaszufladkowanie na gatunki. Podobnie ma się z popularyzacją nauki, która powinna...

więcej

1564
187
30.09.2018 16:03

Trochę nam to SF zdryfowało w kierunku military...
Nauki coraz mniej i całe mnóstwo bezsensownej naparzanki, język prostacki, czasem wręcz chamski... przykre to.
Lem, Asimov, Dick, Zelazny czy Clarke odeszli, a ich słowa mądre, a i piękne nieraz, zniknęły wraz z nimi.
Nastały czasy Hamiltonowego wodolejstwa i bezgranicznie ordynarnego prymitywu B.V. Larsona... przykre to.
...

więcej

1030
73
30.09.2018 16:50

Panie Jarku, żeby jeszcze w niektórych pozycjach SF występowały wątki militarystyczne... ;)
Mnie osobiście bardziej frustruje wciskanie wszędzie różnorakich romansów, płytkich wstawek paranormalnych. Jeszcze gdyby było widać, że autor/autorka posiada jakąkolwiek wiedzę, którą stara się wdrożyć bądź użyć w danej książce...
Chociażby u Lema widać wypływającą zewsząd erudycję,...

więcej

1564
187
30.09.2018 18:02

No oczywiście, zdryfowało również w innych kierunkach.
Ja ostatnio jednak miałem pecha, ufając kilku znajomym i ich "poleceniom".
A były to właśnie książki military SF, dość mierne w swej treści i nieprzeciętnie paskudne w formie.
U wielu autorów gatunku, nastąpiło jakieś takie dziwne upraszczanie. Upraszczanie fabuły, która w zasadzie skupia się jedynie na wartkiej...

więcej

1030
73
30.09.2018 18:31

Sam fakt upraszczania wcale mnie nie dziwi - podaż, popyt ;) trudno mi określić, jak to było kiedyś, jestem na to chyba zbyt młoda, ale na chwilę obecną autorzy prawdopodobnie dopasowują się do wymagań odbiorcy. Mam dziwne wrażenie, że coraz niższy poziom literatury SF spowodowany jest coraz niższym poziomem czytelnika bądź właśnie skromnymi wymaganiami. Pierwszy przykład z...

więcej

6627
625
30.09.2018 18:40

Polecam alternatywę SF Szturm przez Gruzję S.M.Stirlinga. Bardzo fajna militarna fantastyka. Jest to tom 1 z serii Dominium Draka. W Polsce wydano jeszcze Piątą kolumnę, czyli tom 3 nie wiedzieć czemu pomijając drugi.


1030
73
30.09.2018 18:51

@Fidel-F2
Akurat Stirlinga nie czytałam, ale słyszałam o nim sporo dobrego. Z tego, co zauważyłam, jego książki dopasowują się do mojego gustu. Dziękuję za polecenie, często biorę pod uwagę Pana uwagi, zwłaszcza te na pewnym forum fantastycznym ;)


6627
625
30.09.2018 19:12

Dziękuję, to miłe.


0
1505
01.10.2018 11:11

@Jarek. Nie czytam dużo SF, i zazwyczaj, gdy już po coś z tego nurtu siegam, to jest to powieść "popularna"i mam te same odczucia - wszystko to na siłę i plytkie - klon klonem pogania. Do tego mam też zastrzeżenia do warsztatu części pisarzy lub do tłumaczeń na język polski (Cixin Liu jest świetnym przykładem), bardzo irytowała mnie pod względem językowym Głębia - skokowiec...

więcej

1564
187
01.10.2018 11:31

@Maciek. Ja pomimo tego iż wychowałem się na SF, czytam tego typu literatury, coraz mniej.
Głównie ze względu na jej powierzchowność i wątpliwe walory językowe. Oczywiście, mówię tu o współczesnym SF, bo do klasyków chętnie wracam :)
Obecnie SF to głównie akcja, brakuje mi tych rozważań egzystencjalnych, wszelakich przemyśleń bohaterów, tego filozofowania, dylematów...

więcej

6627
625
01.10.2018 11:35

Bo nie trzeba czytać promowanych nowości bo to jak ze wszystkim, 90% to g. Fantastyka pełna jest bardzo, bardzo dobrych rzeczy, ale jak komu zależy to musi poświęcić odrobinę czasu na ich wyłuskanie. No i oczywiście nie muszą to być rzeczy najnowsze.


285
3
30.09.2018 14:24

Oj tak,"Wspomnienie o przeszłości Ziemi" to prawdziwa perełka. Podobnie, jak u przedmówcy, ogromne wrażenie wywarło na mnie "Futu.re", które zdecydowanie polecam. Zamierzam też zagłębić się w powieści Jacka Dukaja. Na razie mam za sobą "Inne pieśni" i rzeczywiście, było to coś całkiem innego, ale wartego odkrycia i zagłębienia się w ten magiczny...

więcej

435
217
30.09.2018 12:46

Gdzieś w latach 80 ubiegłego wieku zgubiliśmy SF w powodzi kryminałów, w których jeden nie jest w żaden sposób różny od drugiego. Utopiliśmy ten gatunek podświadomie łącząc go z Fantasy, zabijając laserowym efekciarstwem tą niesłychanie paraliżującą myśl "co by było, gdyby". Nic dziwnego, że zwolennicy zwykłej prozy śmieją się z kosmitów, podróży w czasie czy innych bajek...

więcej

944
69
30.09.2018 15:36

Rafale, z nowych rzeczy sięgnij koniecznie po "Proximę" Stephena Baxtera :)


1564
187
30.09.2018 16:11

Z jednej strony fajnie mieć to wszystko przekopane i podane na tacy. Ale nawet po takiej czystce można trafić na całkiem niezły niewypał.
Ostatnio sugerując się pozytywnymi recenzjami przeczytałem "Światło" - Michaela Harrisona i jedyne co czuję po tej lekturze to niesmak...


435
217
30.09.2018 18:08

@brzanka - nie omieszkam spróbować, dziękuję!


4212
3973
30.09.2018 12:00

Może komuś to się wydać ,głupie.Ale,ja lubię sf.Gdzie są kosmici,miasta na innych planetach czy też kosmiczne potwory.
Gdzie jest dużo nauki ścisłej już nie.


744
228
30.09.2018 18:06

Ja też, ja też.


104
38
01.10.2018 10:17

To się nazywa "space opera" i ma swoje (bądź co bądź zasłużone) miejsce w szeroko pojętej fantastyce. Każdy lubi co innego, ja na przykład potrzebuję hard SF do szczęścia, gdyż lubię jak mi się synapsy wywracają na lewo, a konwencja "Gwiezdnowojenna" w ogóle mnie nie przekonuje. Ale to nie znaczy, że należy ją uznać za głupią, jeśli na przykład do Ciebie przemawia. Nic w...

więcej

48
0
27.09.2018 12:41

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd