Quo vadis, hard SF?

Michał Cetnarowski
24.05.2017

Science fiction pisane na poważnie, bez uproszczeń konwencji i bez korzystania z gotowych, przepracowanych już fabuł i schematów? Coraz częściej brzmi to jak oksymoron. Tekstów hard SF, to znaczy na serio podchodzących do pierwiastka „science”, ukazuje się coraz mniej. Co zatem mają zrobić miłośnicy nowatorskich idei, autorskich wizji, śmiałych pomysłów na pograniczu nauki, kultury i technologii, którym nie wystarczą laserowe strzelaniny w kosmosie czy przygodowe podróże w czasie z jednej akcydentalnej scenografii w drugą? Zażyć „Amnezjak” Jakuba Nowaka.

To żadna kontrowersja, a zwykła obserwacja: „hard SF” przegrało w ostatnich latach wyścig na popularność z „soft SF”, i nie chodzi tu nawet o „nauki miękkie”, humanistyczne, które mogłyby stać się podstawą podobnych utworów, tylko raczej o drugorzędne podejście w nich do szeroko rozumianej nauki, która jeszcze do wczoraj była podstawą takich tekstów. Dziś science fiction coraz częściej prezentuje się jako konwencja Scenografii & Gadżetu: to najczęściej historie dziejące się na jednoznacznie przypisanym do gatunku tle, w kosmosie lub na Ziemi stechnicyzowanej przyszłości. Najczęściej to też fabuły z militarnym sznytem, operujące dość dowolnie rekwizytami, które weszły już na stałe do emploi gatunku (teleportery, prędkości nadświetlne, transfer świadomości poza ciało, światy VR, posthumanistyczne odmiany nowych gatunków człowieka, zaawansowana AI, itp.). I tak SF niepostrzeżenie przemieniła się w regularną space operę – trudno dziś byłoby wskazać wyraźną różnicę między jednym i drugim typem pisania. U nas najlepszymi jego przykładami byłaby twórczość Michała Cholewy czy Marcina Podlewskiego, za granicą – Alaistera Reynoldsa, jednego z fundatorów konwencji znanej jako New Space Opera.

Kiedyś SF stawiała sobie za cel naświetlanie nowatorskich i często szokujących teorii naukowych, dziś coraz częściej ma przynależne do całej popkultury ambicje porządnie zabawić, tumanić, przestraszyć czytelnika.

Kiedyś SF stawiała sobie za cel naświetlanie nowatorskich i często szokujących teorii naukowych, dziś coraz częściej ma przynależne do całej popkultury ambicje porządnie zabawić, tumanić, przestraszyć swojego czytelnika. Popularna teza głosi, że to dlatego, iż nauka zbyt odkleiła się od maluczkich, a jej rewelacje albo zostały już wielokrotnie przenicowane przez autorów (np. DNA i inżynieria genetyczna), albo stały się dla nich niezrozumiałe, zbyt specjalistyczne, mało obiecujące fabularnie. A to przecież nie tak. Wydaje się, że jest wręcz odwrotnie – dostęp do efektów badań z najróżniejszych dziedzin nauki jest dziś łatwiejszy niż kiedykolwiek. Owszem, problemem może być ilość zmiennych, które dzięki temu trzeba brać pod uwagę – ale przecież pisanie dobrej SF nigdy nie było zajęciem szczególnie łatwym. Nie chodzi przecież o to, żeby poruszać się po wielokrotnie sprawdzonym ugorze tez udowodnionych, ale by wyjść z klawiaturą na rekonesans na pogranicze, gdzie jeszcze nie wiadomo, czy to już nauka, czy jeszcze fantazja. Ostatnio asumpt do podobnych wycieczek mogłyby dać np. spekulacje na temat wszechświata jako hologramu czy „dowód” na to, że żyjemy w jednym z światów alternatywnych (zguglajcie w tym kontekście hasło „chłodna plama/cold spot”). Czyżby zatem chodziło raczej o to, że to my, czytelnicy, coraz rzadziej chcemy czytać literaturę gatunkową, która proponuje nam coś nowego, oderwanego od znanych matryc i schematów? A przecież miodność SF od początku fundowana była na tym, że w najlepszych z tych tekstów wchodziliśmy na ziemię niczyją pomysłów nieodkrytych; oryginalność to zawsze była tu waluta najtwardsza.

Czyżby zatem chodziło o to, że to my, czytelnicy, coraz rzadziej chcemy czytać literaturę gatunkową, która proponuje nam coś nowego, oderwanego od znanych matryc i schematów?

Dziś – nauka coraz częściej idzie w kąt, a coraz bardziej liczą się, jak w całej popkulturze, sprawność poprowadzenia fabuły, wyraziste relacje nakreślone między bohaterami, emocjonalny klincz, w który wikła bohaterów autor. Doskonałym przykładem takich tekstów są opowiadania Kena Liu: to świetne utwory – tyle że raczej historie obyczajowe rzucone na rozpoznawalne futurystyczne tło, a nie „regularna science fiction”, wzbogacająca gatunkową pulę o nowe koncepcje, idee, dylematy. I pięknie, sam nie mam nic przeciwko takim wycieczkom (to właśnie jest w nich oryginalne) – ale co z tymi, którzy wciąż chcieliby poczytać o spekulacjach z pogranicza naukowych rubieży, ideach, które przyjemnie wyginają mózg, dopalają wyobraźnię? Na szczęście pozostało kilku straceńców, autorów, którzy ciągle zdają się trzymać rękę na hi-techowym pulsie współczesnego świata i mają umiejętności, żeby tej wiedzy użyć.

Do wczoraj najbardziej znanym z nich, jeśli chodzi o Polaków, był Stanisław Lem. Dziś to Jacek Dukaj, którego oskrzydlają Wawrzyniec Podrzucki, Cezary Zbierzchowski, Rafał Kosik, Janusz Cyran czy Marcin Przybyłek. Jeśli nie kojarzycie większości z tych nazwisk, to tylko kolejny dowód na to, że poważnie traktowana science fiction to właśnie literatura coraz bardziej niszowa, pisana przez nieliczną grupę autorów dla najwytrwalszych fanbojów. Za granicą jest nieco lepiej, zdarzają się nawet bestsellery. Do najlepszych i najpopularniejszych twórców hard SF należą tam Greg Egan, Neal Stephenson, Peter Watts czy Paolo Bacigalupi i Charles Stross, gdy akurat nie piszą dla młodzieży.

Niedawno do tego grona dołączył Jakub Nowak z błyskotliwym i wizyjnie, i literacko Amnezjakiem.

Czego tu nie ma? Obcy lądujący w środku XIX-wiecznej Europy, tuż przed Wiosną Ludów, katalizujący nowe prądy kulturowe i technologie? Kariera The Doors w latach 70. w Polsce, która po II wojnie znalazła się po właściwej stronie żelaznej kurtyny? Pogańscy bogowie przepisani jako AI na wszystkie komórki twojego ciała? Cyperbunk noir rozgrywający się w przaśnej rzeczywistości śląskich kopalni i przeniesionego w przyszłość Stanu Wojennego? Historia Philipa K. Dicka, który w alternatywnej rzeczywistości staje oko w oko ze SLEM-em, elektronicznym umysłem spoza czasu, logicznym do bólu wrogiem Człowieka? Proszę bardzo – w książce znajdziecie to wszystko. Najlepsze, że to tylko kilka z mrowia brawurowych motywów, które z powodzeniem eksploruje tu autor.

Czym się charakteryzuje taka SF najtwardsza z możliwych? Na pierwszym planie tym, że stawia fundamenty myśli od zera, stroniąc od rozwiązań przemyślanych już przez innych, unikając uproszczeń konwencji (takich jak cyberpunk czy inne -punki: scenografie z alternatywnych przyszłości, które się nie wydarzyły). I wtedy nie jest już ważne, czy autor pisze o fizyce, matematyce i innych „hard sciences”, czy też opiera się na swoich fascynacjach wyrosłych na styku tego, co dzieje się w biznesie, nauce i popkulturze. Ważne, że tak powstające teksty są tak bliskie aktualnemu stanowi wiedzy na dany temat, jak to tylko możliwe – a jednocześnie nie boją się podejmować kwestii, które na pierwszy rzut oka wydają się „nienaukowe” (jak zamarzająca Historia w „Lodzie” Dukaja). Najważniejsza jest wizja. Najcenniejsza jest idea.

I człowiek, przez tę ideę zmieniany, przekształcany, wprowadzany w świat dosłownie Inny: to znaczy każdy z możliwych światów, które tylko da się pomyśleć. Dobre hard SF, na najgłębszym poziomie, zawsze jest bowiem o nas samych. Cieszy, że literacko podkręcony „Amnezjak” przypomina także i tę prawdę. 

Reklama

komentarze [10]

Sortuj:
1348
112
02.06.2017 21:13

Pisarze hard sf są jak najbardziej wydawani. Przykładem może być choćby Neal Stephenson, Dan Simons (oraz inni autorzy z serii Uczta Wyobraźni), Ted Chiang, Liu Cixin,Jacek Dukaj, Rafał Kosik czy choćby „powód” powyższego artykułu Jakub Nowak. Stwierdzenie, że pisarzy „najwyższej półki sf” wydawcy niechętnie wydają jest, w moim odczuciu, ignorancją. Polski rynek wydawniczy...

więcej

985
131
25.05.2017 20:46

Spytajcie wydawców, czemu bardziej promują (właściwie wydają) soft SF niż tą literaturę z najwyższej półki SF.
Osobiście uważam, że są jeszcze autorzy, którzy parają się pisaniem książek, którzy stawiają
bardziej na science niż fiction w tym gatunku. Mało tego. Są wydawnictwa (przynajmniej jedno
w Polsce), które obok całej masy chłamu o wampirach, smokach, czarodziejach i...

więcej

1348
112
26.05.2017 12:15

Popieram wypowiedź. Dodam tylko, z własnego doświadczenia jako księgarza, że czytelnik nie chce kupować hard sf, bo to "niezrozumiały język", "książka ma odprężać", "ile można pisać o trudnych problemach AI?". Choćby wspomniany "Problem trzech ciał" jest problemem dla przeciętnego czytelnika dlatego, że nieznane nazwisko, o czym to właściwie jest i, moje ulubione, "a...

więcej

1373
17
27.05.2017 18:52

@Alapogo

Winy autorów nie widzę i widzieć nie chcę. Ludzi piszących jest tylu, że po prostu MUSZĄ się wśród nich trafiać i tacy, którzy chcą i potrafią pisać porządne SF i wierzę, że je piszą, choćby do szuflady. Problem w tym, że w księgarniach możemy wybierać nie z tego, co ktokolwiek napisał, a tylko z tego, co ktoś WYDAŁ. Jeśli więc mówimy o winie po stronie podaży, to...

więcej

0
1421
07.06.2017 13:19

> Spytajcie wydawców, czemu bardziej promują (właściwie wydają) soft SF niż tą literaturę z najwyższej półki SF.

Bo wydawcom zależy na pieniądzach a nie jakiejś misji promowania literatury danego gatunku. Prędzej sprzedadzą nową lekką opowiastkę niż mocną książkę a la Stephenson.


1352
87
25.05.2017 10:23

Jako czytelnik słabo trawiący smoki, elfy i krasnoludy również ubolewam, że hard-sf jest w odwrocie. Na szczęście daleko jeszcze do kapitulacji. Do autorów wymienionych w tekście chciałbym dorzucić nazwisko Paula McAuleya, którego znam jako autora dwóch części "Cichej wojny". McAuley to biolog z doktoratem i pisarz z talentem i wyobraźnią. Efekt połączenia tych walorów...

więcej

738
223
24.05.2017 22:43

Właśnie piszę recenzję tej książki dla pewnego portalu i muszę się mocno wykazać. Czytam tego "Amnezjaka" i powiem tak - mimo pozornej nowoczesności tych tekstów, to część z nich bazuje na szeroko rozumianej przeszłości lub na odwołaniach do tekstów już istniejących.

Polskie The Doors, "Karnawał", "Amnezjak", "Slem", "Karnawał", "Ciężki metal" (zamiast tytułów wrzucam...

więcej

43
0
24.05.2017 13:51

Zapraszam do dyskusji.


0
0
25.05.2017 12:47

Czy któryś ze wspomnianych autorów (rodzimych lub z zagranicy) wydał ostatnio coś, na co warto by zwrócić uwagę?

A co do recenzji:

Miałem czas przeczytać dopiero dwa pierwsze opowiadania z Amnezjaka. Szczerze mówiąc spotkało mnie lekkie rozczarowanie: pierwsze z nich (obcy przed Wiosną Ludów) jakby zbyt krótkie, pomysł wydaje się niedokończony, niewystarczająco...

więcej

2494
52
28.09.2017 21:40

@elanmart - Ja po przeczytaniu tych dwóch, pierwszych opowiadań, książkę odłożyłem. Na kiedyś tam...


zgłoś błąd