-
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać417 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Tylko że życie nie zna słowa „kiedyś”. Życie zna tylko „teraz” - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać4 -
Artykuły
Jak czytać Harry’ego Hole? Kolejność książek Jo Nesbø i dlaczego warto zacząć dziś
Iza Sadowska12
Biblioteczka
2019-07-23
2019-06-27
Moja opinia: Przyznaję szczerze, że do "Zanim się obudzę" musiałam podchodzić dwa razy. Za pierwszym zbyt mocno nastawiłam się na thriller medyczny i przy sto pięćdziesiątej stronie, nie znalazłszy tego, czego oczekiwałam, po prostu zrezygnowałam z dalszej lektury.
Niedokończony tytuł nie dawał mi jednak spokoju - na portalach poświęconych książkom wciąż zbierał bardzo wysokie oceny i pochlebne recenzje. Zaczęłam się zastanawiać w czym więc tkwi fenomen tej powieści i po tygodniowej przerwie postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę. Tym razem miałam jednak świadomość, że „Zanim się obudzę” bliżej do obyczajówki niż thrillera i postanowiłam skupić się na bohaterach i aspekcie medycznym. Po zmianie oczekiwań książkę udało mi się skończyć w jeden wieczór.
Najbardziej podobały mi się powoli odkrywane historie Seleny, Kamila i Yao (przeszłość tego ostatniego chyba najbardziej mnie poruszyła) oraz pomysł na przedstawienie myśli tkwiących w śpiączce pacjentów (na plus zaznaczanie ich w książce kursywą). Ciekawe było też poruszanie się po szpitalnym świecie, nie tylko ze względu na lekarzy i pielęgniarki (podejście do pracy poszczególnych osób w tym zawodzie potrafi naprawdę bardzo się od siebie różnić), ale również krewnych przebywających na oddziałach pacjentów i decyzji, które byli zmuszeni podejmować.
Podsumowując: Jeśli planujecie sięgnąć po powieść Agnieszki Bednarskiej skuszeni bijącym z okładki napisem „thriller medyczny” możecie się gorzko rozczarować. Jeśli jednak lubicie niespieszne historie o zwyczajnych ludziach, w których dodatkowo można znaleźć rozważania na temat moralności (eutanazja, oddawanie organów i tak dalej) i granicy miedzy życiem, a śmiercią, albo jeśli ciekawi Was w jaki sposób autorka przedstawiła stan, w którym znajduje się pacjent podczas śpiączki - możecie sięgnąć po „Zanim się obudzę”.
Moja opinia: Przyznaję szczerze, że do "Zanim się obudzę" musiałam podchodzić dwa razy. Za pierwszym zbyt mocno nastawiłam się na thriller medyczny i przy sto pięćdziesiątej stronie, nie znalazłszy tego, czego oczekiwałam, po prostu zrezygnowałam z dalszej lektury.
Niedokończony tytuł nie dawał mi jednak spokoju - na portalach poświęconych książkom wciąż zbierał bardzo...
2019-06-14
Kilka słów o książce: March Sky nie jest typową nastolatką. Mierzy zaledwie metr dwadzieścia wzrostu, z powodu czego pomimo ciętego języka jest w szkole prześladowana. Jej uprzykrzanego przez innych uczniów życia nie ułatwiają również pojawiające się w nocy koszmary i dziwne zachowanie matki.
Kiedy w jej życiu pojawia się niespodziewanie tajemniczy chłopak o niebieskich oczach, a sny zaczynają przypominać rzeczywistość, March zostaje zmuszona do podjęcia próby odpowiedzenia sobie na pytanie: kim naprawdę jest?
Moja opinia: "Miasto Snów" to moja pierwsza styczność z twórczością Adama Fabera, autora cieszącej się popularnością serii "Kroniki Jaaru". Jako, że jest to pierwszy tom nowego cyklu postanowiłam zacząć przygodę w krainie Ferów właśnie od tego tytułu. Chciałam się przekonać, czy i mnie wykreowany przez Fabera świat porwie bez reszty. Czy się udało?
Bardzo lubię młodzieżówki. Często sięgam po ten gatunek i nie uważam, żeby wiek mógł mnie w tej kwestii w jakikolwiek sposób ograniczać, albo żeby miał wpływ na moją końcową ocenę. Tym razem jednak doszłam do wniosku, że "Miasto Snów" podobałoby mi się znacznie bardziej, gdybym była młodszym czytelnikiem. Piętnastoletnia ja prawdopodobnie doceniłaby tę historię i świetnie by się przy niej bawiła. Moja aktualna wersja czuła jednak mocny niedosyt, a momentami strasznie się nudziła.
Za plus zdecydowanie uważam sam wątek snu, postać Piątka i poruszenie tematyki jaką jest dręczenie w szkole. Główna bohaterka natomiast już od pierwszych stron strasznie mnie irytowała. Dodatkowym minusem jest dla mnie niespiesznie rozkręcająca się akcja.
Podsumowując, w mojej opinii "Miasto Snów" przypadnie do gustu młodszym czytelnikom, dla mnie była po prostu lekką lekturą na wieczór, o której nie myślałam po zakończeniu, i której nie przeczytam po raz drugi.
Kilka słów o książce: March Sky nie jest typową nastolatką. Mierzy zaledwie metr dwadzieścia wzrostu, z powodu czego pomimo ciętego języka jest w szkole prześladowana. Jej uprzykrzanego przez innych uczniów życia nie ułatwiają również pojawiające się w nocy koszmary i dziwne zachowanie matki.
Kiedy w jej życiu pojawia się niespodziewanie tajemniczy chłopak o niebieskich...
2019-06-06
OPINIA PRZEDPREMIEROWA
Kilka słów o książce: Pewnej nocy siedemnastoletnia Ania wyszła z domu bez słowa. Zabrała ze sobą jedynie telefon i ślad po niej zaginął. Ostatnią osobą, która widziała ją żywą był starszy pan mieszkający w okolicy, a potem dziewczyna po prostu rozpłynęła się w powietrzu. Choć od tego wydarzenia minął rok, rana którą pozostawiło po sobie zniknięcie nastolatki wciąż była niezwykle świeża dla bliskich jej osób. Szczególnie, że przez cały ten czas policji nie udało się ustalić gdzie jest Ania.
Choć szansa na to, że uda się odnaleźć ją żywą była znikoma, jej starsza siostra, Roksana, postanowiła wrócić do rodzinnego miasteczka i odnaleźć odpowiedzi na dręczące jej rodzinę pytania. Obiecała wrócić po siostrę i podjąć próbę rozwikłania zagadki jej zniknięcia na własną rękę. Dodatkowym motywatorem jej działania stała się otrzymana przez nią tajemnicza wiadomość e-mailowa nawiązująca do sprawy. Czy to możliwe, że ktoś wiedział, co tak naprawdę stało się tamtej nocy?
W prywatnym śledztwie Roksany zaczął pomagać jej przyjaciel, Bartek. Chłopak zrobiłby wszystko, żeby ukoić ból, który dziewczyna od tak dawna nosiła w sercu. Chciałby też znaleźć w nim miejsce dla siebie i przerodzić wieloletnią znajomość w coś więcej. Czy jego ramiona okażą się być dla Roksany bezpieczną przystanią? Czy rodzące się między nimi uczucie przywróci choć odrobinę koloru do jej życia? I w końcu, czy będzie w stanie przetrwać kiedy wszystkie tajemnice zaczną wychodzić na jaw?
Moja opinia: "Kiedyś po Ciebie wrócę" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Agaty Czykierdy-Grabowskiej. Do przeczytania tej powieści zachęciły mnie pozytywne opinie, które zebrała inna książka tej autorki, "Adam", intrygujący opis i piękna okładka. Czy treść podobała mi się równie mocno?
Autorka poruszyła niezwykle trudny temat jakim jest zaginięcie młodej dziewczyny (temat wydał mi się dodatkowo ciekawy dlatego, że często oglądam programy i słucham podcastów poświęconych takim sprawom), jednocześnie podjęła próbę przedstawienia tego, jak z taką sytuacją radzą sobie najbliżsi krewni, przyjaciele czy partner. Poza stroną emocjonalną (złożoną głównie z bólu i bezsilności) ukazane zostało też to, jak wiele jest w stanie poświęcić i zrobić rodzina, żeby odnaleźć odpowiedź na niedające spokoju pytania.
Sporą część powieści zajmują też opisy uczucia rodzącego się między Roksaną i Bartkiem. Osobiście uważam, że wątek ten był aż nadto rozbudowany i chętnie wymieniłabym kolejne sceny zbliżeń bohaterów (choć mam świadomość, że znajdą nie jedną zwolenniczkę) na akcję związaną z poszukiwaniami. Niemniej jednak warto tu zaznaczyć, że relacja tych dwojga nie przypominała bajki wypełnionej kwiatuszkami i serduszkami. Nie brakowało tu goryczy, niecenzuralnych słów i silnych reakcji przez co wydała mi się bardziej ludzka, a to zdecydowanie plus.
Na koniec dodam, że nie udało mi się rozwiązać zagadki zniknięcia Ani. Nie byłam nawet blisko. Zakończenie książki totalnie mnie zaskoczyło (wszystkie elementy układanki wskoczyły na odpowiednie miejsce).
I choć powieść nie jest idealna, na pewno warto dać jej szansę, choćby dla wątku zaginięcia.
OPINIA PRZEDPREMIEROWA
Kilka słów o książce: Pewnej nocy siedemnastoletnia Ania wyszła z domu bez słowa. Zabrała ze sobą jedynie telefon i ślad po niej zaginął. Ostatnią osobą, która widziała ją żywą był starszy pan mieszkający w okolicy, a potem dziewczyna po prostu rozpłynęła się w powietrzu. Choć od tego wydarzenia minął rok, rana którą pozostawiło po sobie zniknięcie...
2019-05-06
Kilka słów o książce: Kiedyś wspominałam o tym, że nie zawsze dobrze rozreklamowana powieść (taka, która wyskakuje z każdej strony, i przez którą boimy się zaglądać do lodówki) jest warta naszego zachodu, i że w wielu przypadkach okazuje się być po prostu słaba. Z Vicious jest jednak inaczej. Ten tytuł naprawdę zasługuje na uwagę (nie tylko fanów fantastyki), a szum jaki sobą wywołał jest dla mnie jak najbardziej zrozumiały.
Victor i Eli to dwójka przyjaciół, których łączy ambicja, intelekt i... eksperyment dotyczący doświadczeń bliskich śmierci, celem którego ma być rozwój nadzwyczajnych zdolności u człowieka. W teorii doświadczenie to przeprowadzone w odpowiednich warunkach ma wykształcić coś na wzór super mocy u osoby, która mu się podda. W praktyce doprowadza do tragedii i rozdziela drogi naszych bohaterów...
„There were some people you had to stay
away from, people who poisoned everything in reach.
Then there were people you wanted to stick with, the ones with silver tongues and golden touches.
And then, there were people you stood beside, because it meant you weren’t in their way”.
Moja opinia: Powieść Victorii Schwab jest naprawdę PonadPrzeciętna. Nie przypuszczałam, że do tematu jakim są superbohaterowie i nadprzyrodzone moce można podejść w tak odmienny, oryginalny i zaskakujący sposób. A jednak się udało. Co więcej, autorka stworzyła niezwykle interesujących bohaterów (i nie mam tu na myśli tylko Victora i Elia, choć trzeba przyznać, że obaj są fascynujący) i, co uważam za duży plus, pozostawiła odbiorcy możliwość ich oceny. Czytelnik sam może zadecydować, kto jego zdaniem jest tym dobrym, a kto złym. I odpowiedzieć sobie na pytanie: jak cienka jest granica miedzy byciem bohaterem, a złoczyńcą?
To była moja pierwsza styczność z twórczością Schwab, ale z całą pewnością nie ostatnia. POLECAM!
Kilka słów o książce: Kiedyś wspominałam o tym, że nie zawsze dobrze rozreklamowana powieść (taka, która wyskakuje z każdej strony, i przez którą boimy się zaglądać do lodówki) jest warta naszego zachodu, i że w wielu przypadkach okazuje się być po prostu słaba. Z Vicious jest jednak inaczej. Ten tytuł naprawdę zasługuje na uwagę (nie tylko fanów fantastyki), a szum jaki...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2019-06-04
Kilka słów o książce: Androma Racella znana większości jako Krwawa Baronowa, jest nie tylko potężną najemniczką, ale również przywódczynią kosmicznych piratek - trójki niezwykle różnych (nie tylko pod względem pochodzenia czy metod walki), ale połączonych wspólnym celem dziewczyn, z którymi na pokładzie swojego statku, Marudera, podbija galaktykę Mirabel nie bojąc się przy tym ubrudzić rąk krwią wrogów.
Kiedy jedna z rutynowych misji nie przebiega zgodnie z jej planem, wszystko zaczyna się komplikować. Cała załoga nie tylko trafia w ręce łowcy nagród, ale musi też przystać na niepodlegające dyskusji warunki postawione przez generała i podjąć się wykonania niezwykle niebezpiecznego zadania. Od jego wyniku zależeć będzie nie tylko ich wolność, ale również życie. Jednak ani Androma, ani żadna z Maruderek nie będą w stanie przewidzieć, że misja ta okaże się być zaledwie początkiem wielkiej, galaktycznej przygody - takiej, w której dla własnego dobra lepiej nie brać udziału.
Moja opinia: Nie często sięgam po książki, których akcja osadzona jest w kosmosie, ale kiedy po raz pierwszy zobaczyłam okładkę Zenith wiedziałam, że muszę ją mieć.
Pomysł na fabułę był naprawdę dobry, a w wielu momentach czułam się szczerze zaskoczona zwrotami akcji. Podobał mi się również fakt, że głównymi postaciami są w większości silne i niezależne kobiety. Wątek romansu, choć dość przewidywalny, w ogóle mi nie przeszkadzał, zabrakło mi natomiast dokładniejszych opisów wykreowanych światów i ras. Galaktyka daje mnóstwo możliwości i jest mi naprawdę szkoda, że autorki nie wykorzystały do końca jej potencjału.
Jednak największym minusem i czymś co odbierało mi radość z czytania było ciągłe powtarzanie zdrobnienia Andi. Rekordowo padło ono 10 razy na jednej stronie, a łącznie pojawiło się w powieści... 1276 razy (liczyłam, serio).
Mam nadzieję, że w kolejnym tomie ta częstotliwość się zmniejszy, a ja będę mogła z czystym sumieniem ocenić tę historię wyżej, bo pomimo kilku minusów polubiłam załogę Marudera i ich galaktyczne przygody.
Kilka słów o książce: Androma Racella znana większości jako Krwawa Baronowa, jest nie tylko potężną najemniczką, ale również przywódczynią kosmicznych piratek - trójki niezwykle różnych (nie tylko pod względem pochodzenia czy metod walki), ale połączonych wspólnym celem dziewczyn, z którymi na pokładzie swojego statku, Marudera, podbija galaktykę Mirabel nie bojąc się przy...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2019-05-27
Kilka słów o książce: Greer trafia do elitarnej szkoły Saint Aidan the Great School (STAGS) dzięki stypendium.
To kierujące się wieloletnimi (a właściwie wiekowymi) tradycjami miejsce, w którym grono pedagogiczne (zwane Bakałarzami) składa się z najlepiej wykwalifikowanych specjalistów zdaje się być idealnym wyborem. Szybko jednak okazuje się, że samo dostanie się do STAGS jest zaledwie małym krokiem, który musi postawić nowy student przekraczając bramy uczelni. Niezwykle istotny okazuje się być bowiem podział uczniów na dwie grupy. Pochodzący z zamożnych rodzin zaliczają się do rządzących szkołą Ludzi Średniowiecza (jak nie trudno się domyślić wszyscy nie tylko chcą się im przypodobać, ale również jak najbardziej się do nich upodobnić). Cała reszta, nazywana Dzikusami (przed trafieniem do tej grupy nie uchroni nawet pokaźny majątek jeśli nie spodobasz się elicie), nie tylko jest przez nich ignorowana, ale często również wyśmiewana.
Kiedy Greer otrzymuje więc zaproszenie na weekend do posiadłości lidera Ludzi Średniowiecza, Henry'ego de Warlencourta, zgadza się niemal od razu. Liczy, że pozwoli jej to nie tylko przestać być niewidzialną dla otoczenia, ale zakończy również doskwierającą jej samotność. Nawet wypisane na liściku słowa "polowanie strzelanie wędkowanie" nie powstrzymuje jej przed podróżą do Longcross Hall. A jak nie trudno się domyślić, trzy krwawe sporty nie mogą wróżyć niczego dobrego...
Moja opinia: Przyznam szczerze, że do sięgnięcia po tę książkę zachęciły mnie w głównej mierze wypisane na okładce zdania (Dziewiątka uczniów. Trzy krwawe sporty. Jeden śmiertelny weekend) oraz zakwalifikowanie powieści jako thriller psychologiczny dla młodzieży. Nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać, bo było to moje pierwsze spotkanie z twórczością M.A. Bennett, ale będąc już po lekturze mogę je uznać za całkiem udane.
Zacznę od tego, co kompletnie do mnie nie przemawiało czyli od Greer MacDonald. Nie polubiłam tej postaci głównie z powodu jej naiwności i impulsywnej zmiany zdania w dość istotnym momencie (co było naprawdę głupie i każdy, kto sięgnie po STAGS zapewne przyzna mi w tej kwestii rację). Kolejną rzeczą, która w pewnym momencie zaczęła mnie irytować było nadmierne wplatanie do tekstu nawiązań do filmów (od tytułów po porównania). O ile na początku w ogóle mi to nie przeszkadzało, o tyle w późniejszych etapach czytania miałam już serdecznie dość.
Przechodząc jednak do plusów muszę napisać, że zaskoczył mnie sam pomysł autorki. Chociaż podziały społeczne w szkołach średnich są dość powszechne w literaturze, takiej historii kompletnie się nie spodziewałam. Dzięki pierwszoosobowej narracji (i niejednokrotnym zwracaniu się Greer bezpośrednio do czytelnika) miałam wrażenie, że jestem bliższa wydarzeń mających miejsce na łamach książki, a weekend w Longcross Hall był naprawdę emocjonujący.
Chociaż powieść nie jest idealna miło spędziłam z nią czas. Uważam, że to całkiem fajna książka i chętnie sięgnę po kontynuację.
Kilka słów o książce: Greer trafia do elitarnej szkoły Saint Aidan the Great School (STAGS) dzięki stypendium.
To kierujące się wieloletnimi (a właściwie wiekowymi) tradycjami miejsce, w którym grono pedagogiczne (zwane Bakałarzami) składa się z najlepiej wykwalifikowanych specjalistów zdaje się być idealnym wyborem. Szybko jednak okazuje się, że samo dostanie się do STAGS...
2019-05-26
Kilka słów o książce: Wyobraźcie sobie, że nie macie stałego adresu, a Wasze życie przypomina jedną wielką podróż, w której ciągle zmieniacie miasta i stany, sporą część czasu spędzacie w samochodzie i nigdy, przenigdy nie zatrzymujecie się zbyt długo w jednym miejscu. Tak właśnie wyglądało siedemnaście lat życia Alice, która wraz ze swoją matką za wszelką cenę próbowały uciec od prześladującego je pecha. Kiedy ten je odnajdywał, trasa zaczynała się od nowa.
Wszystko miało się skończyć kiedy żyjąca w osamotnieniu babcia Alice, Althea, autorka owianych sławą mrocznych opowieści umarła w swojej posiadłości Hazel Wood. Szybko jednak okazało się, że śmierć krewnej zamiast odpędzić nieszczęścia, tylko je spotęgowała. Matka Alice została porwana przez tajemniczą postać, która niewiele miała wspólnego z realnym światem, a jedyne co pozostało dziewczynie to krótka notka mówiąca, żeby trzymać się z dala od Hazel Wood.
Alice, która dotychczas wystrzegała się fanów twórczości swojej babki została zmuszona poprosić ich o pomoc. By uratować matkę wraz ze szkolnym kolegą, Ellery’m Finchem wyrusza w podróż do miejsca znanego z bajek, które ze znanymi nam szczęśliwymi bajkami niewiele ma wspólnego. W świecie opisanym przez Altheę czeka na nią nie tylko wiele prób, ale też szansa na poznanie prawdy o samej sobie. Czy dziewczyna jest gotowa na to, co czeka na nią w Hazel Wood?
Moja opinia: Początkowo ciężko było mi przyzwyczaić się do stylu autorki, ale im więcej czasu spędzałam z tą książka, tym mniej zaczynał mi on przeszkadzać (dlatego też nie wpłynęło to w żaden sposób na moją ocenę).
Historię poznajemy z perspektywy Alice, (która w pewnym sensie przypomina mi Alicję w Krainie Czarów). Razem z bohaterką poruszamy się zarówno w czasie teraźniejszym jak i krótkich wspomnieniach z przeszłości. Dodatkowo jej opowieść jest przeplatana historyjkami babki co stanowi pewnego rodzaju urozmaicenie i mnie osobiście bardzo przypadło do gustu.
Akcja toczy się tu raczej leniwie, co dla niektórych może stanowić problem, ale mnie zupełnie nie przeszkadzało. Stopniowo mogliśmy bowiem odkrywać tajemnice i zyskiwać odpowiedzi na nurtujące nas pytania, co było dużo lepsze niż podanie wszystkiego na tacy i nie danie możliwości odbiorcy podjęcia próby rozwiązania zagadki na własną rękę.
Sięgając po Hazel Wood spodziewałam się raczej baśni wplecionej umiejętnie do normalnego życia bohaterów. Powieść okazała się być jednak zupełnie „inna” od moich wyobrażeń o niej (co stanowi jej największy plus). W trakcie lektury towarzyszył mi pewnego rodzaju niepokój potęgowany przez mroczny charakter bajek i postaci.
Osobiście czuję się kupiona przez tę historię, polecam i z niecierpliwością czekam na kontynuację!
Kilka słów o książce: Wyobraźcie sobie, że nie macie stałego adresu, a Wasze życie przypomina jedną wielką podróż, w której ciągle zmieniacie miasta i stany, sporą część czasu spędzacie w samochodzie i nigdy, przenigdy nie zatrzymujecie się zbyt długo w jednym miejscu. Tak właśnie wyglądało siedemnaście lat życia Alice, która wraz ze swoją matką za wszelką cenę próbowały...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2019-04-10
Kilka słów o książce: Emma chowa się przed realnym światem w cyberprzestrzeni. Kodowanie jest prostsze, bardziej przewidywalne, a przez to bezpieczniejsze niż kontakt z ludźmi, którzy ją otaczają - tak jej się przynajmniej wydaje. Rev z kolei stara się odciąć od przeszłości i zwalczać wewnętrzne demony. Niespodziewana wiadomość od ojca, o którym wolałby zapomnieć może jednak zburzyć wszystko, co do tej pory udało mu się osiągnąć.
"Więcej niż słowa" podobnie do "Listów do utraconej" przedstawiają historię dwójki nastolatków, którzy każdego dnia muszą mierzyć się z problemami i bólem. Choć nie brak tu schematów i wiele rzeczy (choć nie wszystkie) jesteśmy w stanie przewidzieć, kompletnie nie przeszkadzało mi to w odbiorze.
„We’re both just a little broken” ✨
Moja opinia: Lubię, kiedy nie mam większych oczekiwań względem książki, a ona pozytywnie mnie zaskakuje. Tak było w przypadku „Więcej niż słowa”, drugiej części cyklu „Listy do utraconej”, która swoją polską premierę miała trzeciego kwietnia tego roku. Nie wiem dlaczego obawiałam się, że będzie to mocno przesłodzona historia o rodzącej się miedzy dwójką nastolatków miłości, ale na szczęście powieść Brigid Kammerer taka nie jest (to raczej słodko-gorzka opowieść, w której znajdzie się miejsce zarówno na śmiech jak i łzy). Co więcej, autorka poruszała kilka cięższych tematów (co zawsze uważam za plus w młodzieżówkach), stworzyła bohaterów, których polubiłam (szczególnie Reva, bo miłością do kobiecych postaci chyba nie będę pałać nigdy), a jej styl po raz kolejny przypadł mi do gustu. Czytało mi się szybko i lekko, a tego właśnie oczekuję od tego typu powieści. Z całą pewnością sięgnę po więcej książek Kemmerer, a Wam, jeśli lubicie młodzieżówki polecam „Więcej niż słowa”.
Kilka słów o książce: Emma chowa się przed realnym światem w cyberprzestrzeni. Kodowanie jest prostsze, bardziej przewidywalne, a przez to bezpieczniejsze niż kontakt z ludźmi, którzy ją otaczają - tak jej się przynajmniej wydaje. Rev z kolei stara się odciąć od przeszłości i zwalczać wewnętrzne demony. Niespodziewana wiadomość od ojca, o którym wolałby zapomnieć może...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2019-04-24
"Save You" to drugi tom serii "Maxton Hall" opowiadającej o dwójce młodych ludzi, Ruby i Jamesie, których dzieli niemalże wszystko, a oni pomimo tych różnic zaczynają żywić do siebie uczucia.
W recenzji pierwszego tomu wspomniałam, że pomimo schematyczności książka jest naprawdę godna uwagi (zainteresowanych odsyłam do tej opinii), i że odnoszę wrażenie, że jest on zaledwie wprowadzeniem do historii.
To, co działo się w "Save You" zdaje się być potwierdzeniem tych słów.
Mona Kasten zdecydowała się bowiem poświęcić więcej uwagi Ember i Lydii, dzięki czemu opowieść zyskała nie tylko nowe i ciekawe wątki, ale jednocześnie dała czytelnikowi szansę na poznawanie wydarzeń z kilku perspektyw. Opisy uczuć bohaterów pozostały na wysokim poziomie, a zwroty akcji były dla mnie szczerym zaskoczeniem. I choć po raz kolejny dostałam więcej pytań niż odpowiedzi, lekturę uważam za naprawdę udaną.
„W minionym roku zakochałam się po raz pierwszy i w najgorszy możliwy sposób złamano mi serce. O czymś takim nie można zapomnieć. Minie jeszcze sporo czasu, zanim się z tył uporam. Bo złamane serce nie znika tylko dlatego, że nadchodzi nowy rok”.
Moja opinia: „Save You” to książka, na premierę której czekałam z niecierpliwością. Pierwsza część trylogii „Maxton Hall” skradła moje serce i sprawiła, że bardzo szybko nadrobiłam pozostałe powieści Mony Kasten.
W mojej opinii „Save You” to dobry przykład tego, jak napisać udaną kontynuację. Pisząc udaną mam na myśli taką, która wciąga czytelnika od pierwszej strony, jest przemyślana i dorównuje kroku poprzedniej. Muszę też dodać, że autorka pozytywnie zaskoczyła mnie wprowadzeniem do historii większej liczby narratorów (Ember jest moim zdaniem bardzo ciekawą postacią!), zwrotami akcji, których kompletnie się nie spodziewałam i zakończeniem, po którym na usta cisnęło mi się pytanie - JAK TO?!
Teraz nie pozostaje mi nic innego jak czekać na czerwcową premierę „Save Us”, a Wam polecam nie tylko tę serię, ale całą twórczość Pani Kasten!
"Save You" to drugi tom serii "Maxton Hall" opowiadającej o dwójce młodych ludzi, Ruby i Jamesie, których dzieli niemalże wszystko, a oni pomimo tych różnic zaczynają żywić do siebie uczucia.
W recenzji pierwszego tomu wspomniałam, że pomimo schematyczności książka jest naprawdę godna uwagi (zainteresowanych odsyłam do tej opinii), i że odnoszę wrażenie, że jest on zaledwie...
2019-03-11
Kilka słów o książce: Na pewno choć raz zdarzyło się Wam przeczytać historię o dwojgu młodych ludzi, których dzieli dosłownie wszystko (od statusu społecznego, po charakter), a mimo to, z jakiegoś powodu, ich drogi się krzyżują. Pewne wątki są dość powszechne w literaturze, a ułożona, ambitna dziewczyna i popularny chłopak w stylu „bad boy” są zdecydowanie jednym z nich. Wydawać by się więc mogło, że skoro „Save Me” powiela ten schemat, okaże się być kolejną, banalną młodzieżówką. Nic bardziej mylnego! Książka zaskoczyła mnie przede wszystkim językiem jakim została napisana i opisami emocji głównych bohaterów (niektóre fragmenty czytałam kilkukrotnie zanim przeszłam dalej!). Przeczytałam ją jednego wieczora, bo nie mogłam się od niej oderwać. I choć wiele rzeczy można z łatwością przewidzieć, w ogóle mi to nie przeszkadzało. Szczególnie, że odnoszę wrażenie, że tom pierwszy był zaledwie wprowadzeniem do tej historii.
„Wszystko będzie możliwe, gdy sam dla siebie przestaniesz być przeszkodą”
Moja opinia: Co wyróżnia tę historię na tle pozostałych, podobnych? Przede wszystkim język. Bardzo podoba mi się lekkość pióra autorki i to, jak przelewa emocje na papier. Za duży plus uważam też narrację pierwszoosobową i rozdziały napisane zarówno z perspektywy Ruby jak i James'a (dzięki czemu możemy jeszcze lepiej poznać bohaterów).
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Mony Kasten, ale wystarczyło, żebym mogła tu napisać, że z pewnością nie ostatnie.
Kilka słów o książce: Na pewno choć raz zdarzyło się Wam przeczytać historię o dwojgu młodych ludzi, których dzieli dosłownie wszystko (od statusu społecznego, po charakter), a mimo to, z jakiegoś powodu, ich drogi się krzyżują. Pewne wątki są dość powszechne w literaturze, a ułożona, ambitna dziewczyna i popularny chłopak w stylu „bad boy” są zdecydowanie jednym z nich....
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2019-03-13
Kilka słów o książce: Intrygi, tajemnice, ukryte symbole, starożytne artefakty, mieszanka kultur i formowanie - umiejętność pozwalająca tworzyć i przekształcać. To wszystko znajdziecie w „Pozłacanych Wilkach”, książce która przenosi nas w czasie do XIX wiecznego Paryża i od pierwszej strony wciąga w wir wydarzeń. Wszystko jest tutaj dobrze przemyślane, od bohaterów (różniących się od siebie niemalże wszystkim, a jednak połączonych wspólnym celem), po fabułę (złożoną z małych elementów ostatecznie tworzących spójną całość).
Moja opinia: "Pozłacane Wilki" to nie tylko przykuwająca wzrok okładka. To naprawdę ciekawa i dobrze napisana historia. Podoba mi się, że jej narratorami są wszyscy bohaterowie oraz, że rozdziały Sèverina zawierają krótkie notki dotyczące ojców („Gniew był drugim z siedmiu ojców Sèverina. Niektórzy z jego ojców trwali miesiące. Inni całe lata. (...) Niektórzy umarli, zanim nauczył się ich nienawidzić. Inni, ponieważ ich nienawidził”).
Jeśli lubicie intrygi, szyfry i przygodę, książka Chokshi powinna przypaść Wam do gustu. Osobiście nie mogę się doczekać kontynuacji.
Kilka słów o książce: Intrygi, tajemnice, ukryte symbole, starożytne artefakty, mieszanka kultur i formowanie - umiejętność pozwalająca tworzyć i przekształcać. To wszystko znajdziecie w „Pozłacanych Wilkach”, książce która przenosi nas w czasie do XIX wiecznego Paryża i od pierwszej strony wciąga w wir wydarzeń. Wszystko jest tutaj dobrze przemyślane, od bohaterów...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2019-03-17
Kilka słów o książce: Siedem śmierci Evelyn Hardcastle kojarzy mi się trochę z filmem "Dzień Świstaka", w którym prezenter telewizyjnej prognozy pogody, ma zrelacjonować przebieg corocznego święta zapowiadającego nadejście wiosny, a kiedy budzi się następnego ranka orientuje się, że znów przeżywa to samo – dzień 2 lutego trwa w nieskończoność.
Skojarzenie to przyszło mi do głowy nie bez powodu. Dla Aidena Bishopa, głównego bohatera powieści Turtona, pobyt w posiadłości Blackheat jest właśnie takim zapętlonym dniem. Z kilkoma znaczącymi różnicami. Po pierwsze ma on do dyspozycji osiem dni i osiem wcieleń. Po drugie, musi rozwiązać zagadkę morderstwa. Jeśli nie uda mu się tego dokonać, jego wspomnienia zostaną wymazane i wszystko zacznie się od nowa. Po trzecie, nie jest w tej grze sam, a świadomość, że tylko jedna osoba może opuścić posiadłość (i że może to być ktoś inny) nie ułatwia zadania.
Bishop nie ma żadnego wpływu na to, w czyim ciele obudzi się kolejnego dnia. Nie wie, kto jest jego wrogiem, a kto sprzymierzeńcem. Ani czy jego decyzje są słuszne. Wszystko wydaje się być jedną, wielką niewiadomą, a sprawa Evelyn beznadziejnym przypadkiem.
Czy uda się połączyć ze sobą wszystkie elementy układanki przed upływem ostatniego dnia? Kim jest Anna i Lokaj? Do czego zdolni są ludzie w walce o wygraną? Tego dowiecie się sięgając po książkę.
"Jak bardzo trzeba się zagubić, żeby pozwolić diabłu wskazać sobie drogę do domu?"
Moja opinia: Siedem śmierci Evelyn Hardcastle zdecydowanie zasługuje na Waszą uwagę. Powieść jest klimatyczna, dopracowana, a wymyślona przez Turtona zagadka to prawdziwy majstersztyk. Liczba bohaterów i dostarczanych przez nich informacji może początkowo przytłaczać, a lektura nie jest lekka i wymaga od odbiorcy skupienia, ale naprawdę warto dać jej szansę i dotrwać do końca! Osobiście jestem zachwycona samym pomysłem i tym, jak autor rozplanował całą zagadkę (którą do samego końca próbowałam rozwiązać). Jeśli więc szukacie oryginalnego kryminału, który zaskoczy Was zarówno formą jak i treścią to zdecydowanie polecam Siedem śmierci Evelyn Hardcastle!
Kilka słów o książce: Siedem śmierci Evelyn Hardcastle kojarzy mi się trochę z filmem "Dzień Świstaka", w którym prezenter telewizyjnej prognozy pogody, ma zrelacjonować przebieg corocznego święta zapowiadającego nadejście wiosny, a kiedy budzi się następnego ranka orientuje się, że znów przeżywa to samo – dzień 2 lutego trwa w nieskończoność.
Skojarzenie to przyszło mi do...
2019-01-04
Kilka słów o książce: Końcówka lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, Nowy Jork. Zamieszkujące Manhattan rodzeństwo Goldów (dwóch braci i dwie siostry) pewnego upalnego, lipcowego dnia postanawia ulec dziecięcej ciekawości i udać do wróżbiarki, o której szepczą ludzie. Choć kobieta nie chce od nich żadnej zapłaty, ma jedną zasadę. Każde z nich zmuszone jest wejść do jej mieszkania pojedynczo i odbyć z nią rozmowę w cztery oczy. W zamian daje im to, po co przyszli. Przepowiednię przyszłości. A konkretniej, dokładną datę ich śmierci.
Książka podzielona została na cztery części. Po kolei odkrywamy historie Simona (uciekającego z domu chłopca, który marzy o odnalezieniu prawdziwej miłości w San Francisco), Klary (która idąc śladem swojej krewnej postanawia za wszelką cenę stać się sławną iluzjonistką), Daniela (który odnalazł swoje powołanie w byciu lekarzem) i Varyi (poświęcającej się całkowicie badaniom naukowym dotyczącym długowieczności). Każdy jest narratorem swojej własnej opowieści, każdemu możemy przyjrzeć się z bliska, za każdym razem zastanawiając się, czy ich losem kierowało przeznaczenie, czy oni sami.
Moja opinia: Czy chcielibyście poznać datę swojej śmierci? Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad możliwościami, jakie dawałaby taka wiedza? Czy zmieniłaby Wasze codzienne postępowanie i pozwoliła w pełni cieszyć się życiem? A może wręcz odwrotnie, ciążyłaby niczym kamień u nogi i ciągnęła na dno?
Sam temat śmierci nie jest niczym nowym w literaturze, jednak sposób w jaki Chloe Benjamin postanowiła przedstawić swoją historię i jej bohaterów z całą pewnością zasługuje na większe grono odbiorców. To nie tylko opowieść o czwórce rodzeństwa. Autorka porusza w powieści znacznie więcej (moim zdaniem) istotnych wątków (szczególnie upodobałam sobie dwa pierwsze rozdziały), które w mniejszym bądź większym stopniu są bliskie współczesnemu człowiekowi. U Boku Goldów przeżywamy radości i smutek. Podejmujemy trudne wybory. Poszukujemy siebie. Ale czego byśmy nie robili, wisi nad nami pewna przepowiednia.
Osobiście polecam. Szczególnie tym, którzy po odłożeniu książki na bok lubią jeszcze przez jakiś czas o niej myśleć.
Kilka słów o książce: Końcówka lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, Nowy Jork. Zamieszkujące Manhattan rodzeństwo Goldów (dwóch braci i dwie siostry) pewnego upalnego, lipcowego dnia postanawia ulec dziecięcej ciekawości i udać do wróżbiarki, o której szepczą ludzie. Choć kobieta nie chce od nich żadnej zapłaty, ma jedną zasadę. Każde z nich zmuszone jest wejść do jej...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2019-01-04
Kilka słów o książce: Czy zdarzyło Wam się kiedykolwiek znaleźć w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie? Nasi bohaterowie (niestety) mogliby odpowiedzieć na to pytanie twierdząco.
John i Ceri w ramach szkolnego projektu mieli wykonać kilka zdjęć na plaży w Crosby (Jeśli nie wiecie jak wygląda ów plaża polecam wpisać nazwę w wyszukiwarkę, bo mnie osobiście stu zwróconych twarzami do morza mężczyzn wykonanych z metalu niezwykle intryguje). Dla Johna miała to być jednocześnie okazja do bliższego poznania tajemniczej dziewczyny. Pech chciał, że z randki na jaką miał nadzieję nic nie wyszło, a powodem tego był fakt, że... zobaczyli za dużo. Co gorsza - uwiecznili to na karcie aparatu i zostali zmuszeni do ucieczki. Bo co lepszego możesz zrobić kiedy jesteś świadkiem morderstwa, fotografujesz twarze sprawców, a oni widzą Twoją?
Moja opinia: Czy na niecałych trzystu stronach można zbudować ciekawą, nie zwalniającą tempa opowieść? Alanowi Gibbsonowi najwyraźniej się to udało. A osadzając akcję (w większości) w moim ulubionym angielskim mieście zyskał dodatkowego plusa.
Zobaczyli za dużo przeczytałam bardzo szybko. To typ książki "na raz", którą zaczyna się, a chwilę później kończy (mając przy tym wrażenie, że kartki przerzucały się same). Moim zdaniem głównym tego powodem jest nie liczba stron, ale akcja, która towarzyszy czytelnikowi od pierwszej do ostatniej strony. I choć powieść idealna nie jest (odnoszę wrażenie, że zabrakło tu między innymi większego udziału dorosłych), spędziłam z nią naprawdę miły wieczór próbując odnaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania przed bohaterami.
Kilka słów o książce: Czy zdarzyło Wam się kiedykolwiek znaleźć w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie? Nasi bohaterowie (niestety) mogliby odpowiedzieć na to pytanie twierdząco.
John i Ceri w ramach szkolnego projektu mieli wykonać kilka zdjęć na plaży w Crosby (Jeśli nie wiecie jak wygląda ów plaża polecam wpisać nazwę w wyszukiwarkę, bo mnie osobiście stu...
2019-01-08
Kilka słów o książce: Libby Day była małą dziewczynką, kiedy w jej rodzinnym domu doszło do tragedii. Jej piętnastoletni wówczas brat z zimną krwią zamordował matkę i dwie siostry. Cudem ocalała Libby zeznała przeciw niemu w sądzie dzięki czemu usłyszał wyrok dożywotniego pozbawienia wolności, a ona od tej pory tułała się po rodzinach zastępczych.
Również dorosłość okazała się być dla Libby niezbyt łaskawa. Pieniądze z datków szybko się kończyły, a ona sama nie miała na siebie żadnego pomysłu poza jednym - nie zamierzała podjąć pracy. Kiedy więc zgłosili się do niej członkowie Klubu Zbrodni (fanatycy spraw kryminalnych przekonani o niewinności Bena i apelujący o jego uwolnienie) i zaoferowali zapłatę za kilka pamiątek i pomoc w rozwiązaniu sprawy sprzed lat, zdesperowana kobieta nie mogła się nie zgodzić.
Pytanie brzmi: czy powodem jej decyzji były pieniądze czy wyrzuty sumienia?
Moja opinia: Podoba mi się to, że Flynn dopuściła do głosu nie tylko Libby, ale również jej matkę i Bena (w jego przypadku są to rozdziały dotyczące zarówno przeszłości jak i teraźniejszości co jest dla mnie dodatkowym plusem). Dzięki retrospekcjom i rozdziałom poświęconym konkretnym osobom mamy okazję nie tylko lepiej zagłębić się w sprawę, ale przede wszystkim poznać bohaterów i zrozumieć kierujące nimi motywy.
Żeby jednak nie było zbyt pozytywnie, muszę napisać, że choć sam pomysł na powieść naprawdę mi się podobał (i był powodem sięgnięcia po Mroczny Zakątek) to treść niestety nie wywołała u mnie zachwytu, nie zapadła w pamięci i nie będzie odgrzewana raz na jakiś czas.
Może zabrzmi to nieco głupio, ale jednym z powodów dla których nie nazwę tej książki arcydziełem jest główna bohaterka, która jest tak irytująca, że w trakcie czytania niejednokrotnie miałam ochotę rzucać książką o ścianę. Poza tym w trakcie lektury nie czułam żadnego napięcia, momentami strasznie się nudziłam (niektóre fragmenty są chyba tylko po to, żeby nic nie wnieść, ale zapełnić stronę), a rozwiązanie zagadki nie było dla mnie większym zaskoczeniem. Trochę mi szkoda, bo wiem, że Flynn stać na więcej (Zaginiona Dziewczyna dla przykładu jest moim zdaniem lepszym wyborem), ale Mrocznemu Zakątkowi ostatecznie mówię do zobaczenia - nigdy więcej.
Podsumowując: tym, którzy rzadko sięgają po thrillery mogę polecić (choć cudów nie wymagajcie), pozostali mogą sobie odpuścić.
Kilka słów o książce: Libby Day była małą dziewczynką, kiedy w jej rodzinnym domu doszło do tragedii. Jej piętnastoletni wówczas brat z zimną krwią zamordował matkę i dwie siostry. Cudem ocalała Libby zeznała przeciw niemu w sądzie dzięki czemu usłyszał wyrok dożywotniego pozbawienia wolności, a ona od tej pory tułała się po rodzinach zastępczych.
Również dorosłość...
2018-12-29
Kilka słów o książce: Nieczęsto sięgam po książki skierowane (głównie) do młodszego odbiorcy. Na tę zdecydowałam się z trzech powodów. Po pierwsze okładka - naprawdę piękna, kolorowa, z dodatkiem mieniących się elementów. Po drugie autor - Neil Patrick Harris, którego większość kojarzy zapewne z "Jak poznałem Waszą matkę". Byłam ciekawa jego warsztatu pisarskiego i tego, czy przeniesie swój charakter na papier. No i po trzecie - jako duże dziecko i zagorzała fanka Pottera chciałam znowu zaznać magii, nic na to nie poradzę.
Magicy to niezbyt skomplikowana opowieść, w której nie brak miejsca zarówno na humor jak i powagę. Mam wrażenie, że dzięki lekkości pióra Harrisa pochłania się ją bardzo szybko, a strony przerzucają się same.
Historię poznajemy z perspektywy Cartera, młodego chłopca, który zmęczony życiem z wujem oszustem postanawia od niego uciec, wskakuje do pociągu i trafia do niewielkiego miasteczka, w którym, czego się nie spodziewa, czekać go będą zarówno przygody jak i niebezpieczeństwo. Na jego drodze staną magicy i oszuści, przyjaciele i wrogowie. A chłopiec nie tylko będzie musiał odnaleźć się w nowym miejscu, ale też zdecydować po czyjej stronie chce stanąć. Czy odnajdzie się w nowej sytuacji? Czy dobro zwycięży? I przede wszystkim, czy chłopiec, który zajmuje się wykonywaniem sztuczek w końcu uwierzy w magię?
Moja opinia: Okej, jestem trochę za stara na obiektywne ocenienie samej treści, ale gdybym była dzieciakiem, a ta książka trafiłaby w moje ręce prawdopodobnie byłabym nią zachwycona. Jednym z powodów byłoby jej wydanie, bo należy wspomnieć, że poza przepiękną okładką i opowieścią o Carterze w środku znajdziemy też kilka stron poświęconych magicznym sztuczkom i tym, jak je wykonać oraz... zaszyfrowane wiadomości od autora (które oczywiście próbowałam rozgryźć i przyznaję się, miałam przy tym sporo radochy).
Nie będę rozdrabniać się nad treścią, bo prawdopodobnie zdradziłabym więcej niż bym chciała, ale jeśli postanowicie sprawić tę książkę swoim dzieciom to znajdą w niej opowieść o przyjaźni, walce z przeciwnościami losu i... magię.
Kilka słów o książce: Nieczęsto sięgam po książki skierowane (głównie) do młodszego odbiorcy. Na tę zdecydowałam się z trzech powodów. Po pierwsze okładka - naprawdę piękna, kolorowa, z dodatkiem mieniących się elementów. Po drugie autor - Neil Patrick Harris, którego większość kojarzy zapewne z "Jak poznałem Waszą matkę". Byłam ciekawa jego warsztatu pisarskiego i tego,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2019-01-02
Kilka słów o książce: Jeszcze nie tak dawno w bookstargamowym świecie było o tej książce głośno. Trzeba przyznać, że wydawnictwo zrobiło jej świetną reklamę (zastępowanie połowy okładki twarzą danego blogera) przez co i ja chciałam sprawdzić, komu uwierzę. Ale do sedna.
Joanna to młoda pani fotograf. W momencie, w którym ją poznajemy bierze kąpiel. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że tę zwyczajną czynność zakłócają hałasy dobiegające z parteru. A hałasy w domu, w którym mieszka zupełnie sama mogą oznaczać tylko jedno - intruza. Pomimo strachu kobieta postanawia sprawdzić, kto wdarł się na jej terytorium. Nie spodziewa się jednak, że obcy dla niej mężczyzna zamiast ją zaatakować, będzie podawać się za jej... narzeczonego. Czy to jakiś żart? A może Joanna oszalała?
Dzień wydaje się niczym nie różnić od poprzednich. Niczego nieświadomy Erik wraca do domu i jedynym o czym marzy jest odpoczynek u boku swojej ukochanej, Joanny. Problem polega na tym, że kobieta zdaje się kompletnie nie wiedzieć kim on jest. Udaje? Ale po co? Czy to jakaś chora zabawa, w której Erik nie ma ochoty brać udziału? A może jego narzeczona naprawdę postradała zmysły? I przede wszystkim - gdzie podziały się wszystkie jego rzeczy?!
Nieznajomi to powieść napisana z dwóch perspektyw. Naprzemiennie poznajemy sytuację z jej i jego punktu widzenia. Osobiście uważam ten zabieg za duży plus, bo autorzy pozwalają nam spojrzeć na dany moment dwukrotnie. Przyznaję, że osobiście mocno wkręciłam się w poszukiwania prawdy, snułam własne teorie, miałam podejrzenia, ale to, co zaserwował duet autorów, cóż, nieco mnie przerosło.
Moja opinia: Bardzo chciałabym napisać, że Nieznajomi są jedną z lepszych książek jakie udało mi się przeczytać na przestrzeni ostatnich miesięcy (albo chociaż w styczniu). Chciałabym, bo mieli ogromny potencjał - ciekawie zapowiadająca się fabuła z zagadką, którą od pierwszej do niemal ostatniej strony próbujemy rozwiązać razem z bohaterami (całkiem nieźle zbudowanymi), przyjemny w odbiorze styl pisania autorów i pomysł, bo wcześniej nie spotkałam się z niczym podobnym. Dlaczego więc nie mogę wypisywać tu samych ochów i achów? Zakończenie. Zakończenie całkowicie zmieniło mój odbiór tej książki. Oczywiście jestem w stanie zrozumieć, że to fikcja literacka i zanucić słowa pewnej piosenki "wszystko się może zdarzyć", ale rozwiązanie jakie Strobel i Poznanski wybrali było dla mnie zbyt irracjonalne. Z przykrością stwierdzam więc, że Nieznajomi są dla mnie zmarnowanym potencjałem, ale nie będę Wam tej książki odradzać. Mimo wszystko może okazać się dobrym wyborem na luźny wieczór z książką.
Kilka słów o książce: Jeszcze nie tak dawno w bookstargamowym świecie było o tej książce głośno. Trzeba przyznać, że wydawnictwo zrobiło jej świetną reklamę (zastępowanie połowy okładki twarzą danego blogera) przez co i ja chciałam sprawdzić, komu uwierzę. Ale do sedna.
Joanna to młoda pani fotograf. W momencie, w którym ją poznajemy bierze kąpiel. Nie byłoby w tym nic...
2019-01-01
Kilka słów o książce: Dobra, po raz kolejny przyznaję się bez bicia, że zaczęłam od tomu drugiego, a Simona (Twój Simon) nie czytałam (z opinii jakie udało mi się wychwycić w sieci, może to i lepiej, bo gdybym znała treść pierwszej części, prawdopodobnie obniżyłabym jeszcze ocenę tej). Na usprawiedliwienie dodam, że książka trafiła do mnie jako wygrana w konkursie, a przeczytałam ją, bo chciałam zacząć rok czymś lekkim.
Cóż mogę napisać? Ostatni rok w szkole to nie lada wyzwanie. Egzaminy, bal (na który trzeba znaleźć partnera), wybór colleague'u, szukanie bratniej duszy (i samego siebie), buzujące hormony, grupka przyjaciół (z większymi lub mniejszymi problemami w zanadrzu) i cała reszta tym podobnych, niezwykle istotnych dla nastolatków spraw. W takiej sytuacji jest właśnie Leah, tytułowa bohaterka, jedynaczka mieszkająca z mamą, która większość myśli i uczuć trzyma zamknięte w swoim wnętrzu. I choć jej najlepszy przyjaciel, Simon oficjalnie przyznał się do bycia gejem, ona wciąż nie potrafi wyjawić swojej orientacji nikomu poza swoją rodzicielką. A to, jak nie trudno się domyślić sporo namiesza w jej życiu. I nie tylko jej.
Moja opinia: Zacznę od plusów, za który uważam tempo w jakim czyta się tę książkę. Ledwo ją zaczęłam, a już byłam na ostatniej stronie. Tematyka jaką serwuje nam Becky Albertalli też może zostać uznana za plus, w końcu sporo tu miejsca dla równouprawnienia, orientacji seksualnej, a miejscami nawet rasizmu. To by było na tyle, niestety. Za największy minus uważam postawę głównej bohaterki, która okropnie mnie denerwowała. Dlaczego? A choćby dlatego, że uznawała swoje racje za święte, a jeśli ktoś miał odmienne zdanie (lub czuł się nowy w danym temacie), stawał się w jakimś stopniu gorszy. Poza tym nie wyciągnęłam z tej lektury żadnych większych wniosków, nie wyryła mi się w głowie, nie planuję do niej wracać. Ot, luźne czytadełko, które zapełniło mi jeden wieczór. Może gdybym była młodsza sypałabym tu ochy i achy. Ale nie jestem, więc na zachwyty z mojej strony nie ma co liczyć. Na polecenia też nie, wybacz Leah.
Kilka słów o książce: Dobra, po raz kolejny przyznaję się bez bicia, że zaczęłam od tomu drugiego, a Simona (Twój Simon) nie czytałam (z opinii jakie udało mi się wychwycić w sieci, może to i lepiej, bo gdybym znała treść pierwszej części, prawdopodobnie obniżyłabym jeszcze ocenę tej). Na usprawiedliwienie dodam, że książka trafiła do mnie jako wygrana w konkursie, a...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2018-12-28
Kilka słów o książce: Z twórczością Colleen Hoover było mi swego czasu bardzo nie po drodze. Coś słyszałam, okładki przeskakiwały mi się przed oczami na instagramie i stronach księgarni wysyłkowych, ale jakoś nie mogłam się przekonać. Do czasu, w którym w moje ręce nie trafiło Maybe Someday i It ends with us, a ja - osoba nie sięgająca po romanse - przepadłam. Nie wiem czy to zasługa pióra Hoover czy tematyki jaką porusza w swoich książkach, ale mnie kupiła. Dlatego też sięgnęłam po Without Merit.
Merit niczym nie przypomina mi bohaterek z poprzednich powieści. Jest inna. I życie jej nie oszczędza. Pod jednym dachem (w budynku, który był niegdyś kościołem) mieszka z ojcem, jego nową żoną i ich wspólnym synem, rodzeństwem złożonym z brata i siostry oraz matką, która zajmuje... piwnicę. Gdyby to wciąż wydawało się Wam mało pokręcone dodam, że siedemnastolatka wskutek zbiegu okoliczności zakochuje się w pewnym chłopaku. Co w tym dziwnego moglibyście zapytać, przecież nastoletnia miłość się zdarza. Oczywiście macie rację, zdarza się. Ale nie często chłopak, w którym się zadurzamy okazuje się być partnerem naszej siostry bliźniaczki. A w takiej sytuacji pozostaje nam tylko kupić sobie na targu staroci ogromny puchar (jeden za każde niepowodzenie idąc śladem Merit).
Moja opinia: Ciężar jaki złożono na ramionach tej dziewczyny okazał się w pewnym momencie zbyt trudny do udźwignięcia. Piętrzące się na każdym kroku problemy okazały się zbyt trudne do pokonania w pojedynkę. A rodzinne sekrety zmieniły się ostatecznie w kotwicę ciągnącą na dno.
Co prawda Without Merit nie dorównuje mojej ulubionej dotychczas powieści jaką jest Maybe Someday, ale z całą pewnością zasługuje na uwagę. Mojemu sercu Merit stała się naprawdę bliska.
Kilka słów o książce: Z twórczością Colleen Hoover było mi swego czasu bardzo nie po drodze. Coś słyszałam, okładki przeskakiwały mi się przed oczami na instagramie i stronach księgarni wysyłkowych, ale jakoś nie mogłam się przekonać. Do czasu, w którym w moje ręce nie trafiło Maybe Someday i It ends with us, a ja - osoba nie sięgająca po romanse - przepadłam. Nie wiem czy...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Kilka słów o książce: Dwa dni temu w moje ręce wpadły „Bękarty z Pizzofalconone”, książka autorstwa mistrza włoskich kryminałów, Maurizio De Giovanniego. Było to moje pierwsze spotkanie zarówno z tym pisarzem jak i z kryminałem osadzonym we włoskich realiach. Czy było udane?
Zacznę od tego, że zaskoczyła mnie wielowątkowość powieści. Spodziewałam się raczej czegoś w stylu Chrisa Cartera i serii o Robercie Hunterze. W Bękartach jednak, poza główną sprawą, z dużą częstotliwością pojawiały się jeszcze motywy dodatkowe - podejrzenie przetrzymywania młodej dziewczyny (ten wątek ostatecznie mocno mnie rozczarował), fragmenty prywatnego życia Bękartów (perspektywa Giorgio Pisanelliego i badanych przez niego spraw mocno mnie zaciekawiła i żałuję, że nie otrzymałam od autora rozwiązania do tej zagadki) oraz pisane kursywą myśli, między innymi podejrzanego. Wszystko to zostało utrzymane w klimacie noir i okraszone sporą ilością czarnego humoru.
Moja opinia: Ogólnie mam mocno mieszane uczucia względem tej powieści. Sam pomysł jest naprawdę ciekawy, a Bękarci, którzy stanowią pewnego rodzaju mieszankę wybuchową, intrygują. Trochę mało było mi jednak tej głównej sprawy, która gubiła się w morzu innych wątków. Zakończenie śledztwa dotyczącego morderstwa żony notariusza co prawda mnie zaskoczyło, ale pomimo to... czegoś mi zabrakło. Niemniej jednak, po kolejny tom sięgnę, bo liczę że otrzymam odpowiedzi na pytania, które zrodziły się w mojej głowie.
Kilka słów o książce: Dwa dni temu w moje ręce wpadły „Bękarty z Pizzofalconone”, książka autorstwa mistrza włoskich kryminałów, Maurizio De Giovanniego. Było to moje pierwsze spotkanie zarówno z tym pisarzem jak i z kryminałem osadzonym we włoskich realiach. Czy było udane?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZacznę od tego, że zaskoczyła mnie wielowątkowość powieści. Spodziewałam się raczej czegoś w stylu...