Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: , ,

Proza mająca w sobie coś z piękna muzycznej frazy, porywająca wdziękiem prostoty, zaskakująco klimatyczna, przeszłość staje się teraźniejszością i znika poczucie czasu, wyobraźmy sobie, że tak jak Nils Vik, główny bohater książki, stoimy za sterami starej, poczciwej łodzi, jesteśmy przewoźnikiem dusz ludzkich i szukamy duktu między galaktykami planet i drogami mlecznymi gwiazd mogącego nadać naszemu życiu sens.

Kołyszą nas fale zachodniego wybrzeża Norwegii.

Przepełnieni miłością do tych, którzy odeszli już z doczesności do wieczności żeglujemy w ciszy wiatru gdzieś między entuzjazmem i zniechęceniem, świadomi kruchości i ulotności naszego życia, czasem czujemy się zmęczeni, zniechęceni, tracimy spokój, równowagę ducha, zdarza się, że nadzieję, płyniemy wraz z czasem, by pewnego dnia po raz ostatni dopłynąć do brzegu po drugiej stronie fiordu lub po prostu zniknąć w deszczu i mgle.

Jerzy Pilch, ceniony za umiejętność łączenia powagi z groteską, napisał wspaniałe zdanie, powiedzieć, że to zdanie lubię, szanuję, poważam i wysoko stawiam, to nic nie powiedzieć, ma strukturę lekarstwa, pod słodką powierzchnią kryje gorzką treść i z powodzeniem mogłoby stanowić skromną recenzję powieści norweskiego pisarza, a brzmi tak: „Dzień wstał piękny, choć nie tak jak wczoraj, życie kolejny krok ku nicości postąpiło”.

Głęboko intymna i czuła retrospekcja prostego życia nad fiordem.

Proza mająca w sobie coś z piękna muzycznej frazy, porywająca wdziękiem prostoty, zaskakująco klimatyczna, przeszłość staje się teraźniejszością i znika poczucie czasu, wyobraźmy sobie, że tak jak Nils Vik, główny bohater książki, stoimy za sterami starej, poczciwej łodzi, jesteśmy przewoźnikiem dusz ludzkich i szukamy duktu między galaktykami planet i drogami mlecznymi...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Opowieść o opadających zbyt szybko kartkach z kalendarza i drzewach zaledwie wczoraj pączkujących, dziś tracących liście, dramatycznym poczuciu przemijania ludzi, widoków, pór roku, rozmów i świata, wartych zanotowania refleksjach i pamięci niczym niewidzialne nitki babiego lata łączącej nas „z tamtym czasem, z tamtym pejzażem, z dawnym życiem”, małym cmentarzu koło Lidy na Białorusi, gdzie na groby mówi się „mogiłki” oraz dwóch przenikających się prawdach, prawdzie życia i prawdzie literatury.

W rękach czytelnika mozaika wrażeń ulotnych, przeżytych, zapamiętanych, ulotnych jak promień światła odbity od fali lub powiew wiatru, należą do autorskiego cyklu „Życie i liryka” z lat 1992-1997, mają formę literackich felietonów, mówią o naszych zmarłych i o tym, z jak wielkim trudem uczymy się ich nieobecności, o tym, że „po pustce, jaką czujemy po ich odejściu - za miesiąc, za rok, do końca życia - widzimy, jak bardzo byli dla nas ważni”, życie to krótka chwila, „błyśnięcie zapałki w ciemności”, ważne byśmy mieli czas dla innych.

„Czas przeszły zatrzymany, znieruchomiały. A przecież tak żywy, tak kruchy jak lodowy muślin na kałuży ściętej pierwszym przymrozkiem. Czas, o który tak łatwi się zranić. Jak to jest, że czegoś - lub kogoś - już nie ma, a przecież wciąż jest?”

Wielka pochwała literatury, ukłon w stronę powieści „Ogród, popiół” serbskiego prozaika Danilo Kiša (1935-1989), mnie osobiście nieznanej oraz powieści „Świece na wietrze” litewskiego pisarza Grigorija Kanowicza (1929-2023), w moim niewybaczalnie subiektywnym odczuciu znakomitej, Aleksander Jurewicz pisze o tym utworze z wielkim szacunkiem: „takie książki zaliczam do cudów i prawdziwych pereł. Należy do tej kategorii dokonań, które zaprzeczają prawu grawitacji, niedoskonałości człowieka i marności życia.”

Opowieść o opadających zbyt szybko kartkach z kalendarza i drzewach zaledwie wczoraj pączkujących, dziś tracących liście, dramatycznym poczuciu przemijania ludzi, widoków, pór roku, rozmów i świata, wartych zanotowania refleksjach i pamięci niczym niewidzialne nitki babiego lata łączącej nas „z tamtym czasem, z tamtym pejzażem, z dawnym życiem”, małym cmentarzu koło Lidy na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

”Roszczę sobie prawo do czegoś, co nasza kultura przestała rozdawać hojną ręką: do żałoby. Do odcięcia się od świata i jego wymagań.”

W kilka lat po śmierci męża „otulona smutkiem” Geraldine Brooks, pochodząca z Australii amerykańska pisarka i dziennikarka, matka dwóch synów, biologicznego i adoptowanego, wyjeżdża sama na odległą wyspę u wybrzeży Tasmanii, by w absolutnym spokoju bezludnego krajobrazu zaakceptować nagłą i dezorientującą dla niej stratę, postanawia zanurzyć się w przyrodzie, w ciszy, w upływie czasu, polubić samotność, zgromadzić w sobie spokój konieczny przed powrotem do hałaśliwego świata i raz jeszcze z całej głębi serca, poczucia dotkliwego braku i szczerej potrzeby spędzać dni tylko z nieobecnym, zamieszkującym jej serce i myśli mężem, książka o wysokich walorach terapeutycznych, opowieść o miłości, żałobie oraz prawdziwej, niemej i nieskończonej pustce, tej o której pisał w ostatnim tomie „Dzienników” znakomity węgierski prozaik Sándor Márai żegnając żonę: „Pustka, która otwarła się we mnie z chwilą jej śmierci i której nic nie jest w stanie wypełnić, jest pustką doskonałą”.

Głęboko intymna i czuła retrospekcja ekstremalnie trudnych zdarzeń.

”Roszczę sobie prawo do czegoś, co nasza kultura przestała rozdawać hojną ręką: do żałoby. Do odcięcia się od świata i jego wymagań.”

W kilka lat po śmierci męża „otulona smutkiem” Geraldine Brooks, pochodząca z Australii amerykańska pisarka i dziennikarka, matka dwóch synów, biologicznego i adoptowanego, wyjeżdża sama na odległą wyspę u wybrzeży Tasmanii, by w absolutnym...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Jon Fosse, jeden z najwybitniejszych współczesnych dramatopisarzy norweskich i noblista w jednym, napisał utwór o dość oczywistej prawdzie, uwierają nas niemal wszystkie relacje z ludźmi, jednocześnie nie umiemy sobie poradzić z własną samotnością, ascetyczna, nowatorska i bezkompromisowa proza podana w bardzo charakterystyczny dla autora, intrygujący formalnie sposób.

Zaopatrzeni w igłę i czarne nici do przyszywania oberwanych guzików wyruszamy na spotkanie z opatrznością, losem i całym bożym światem w nadziei na spotkanie kogoś, z kim moglibyśmy dzielić życie, podszyta metafizycznym niepokojem medytacyjna narracja jest lokalna, wręcz prowincjonalna, ma jednak wymiar uniwersalny, mówi o problemach upływającego czasu, samotności, miłości, przyjaźni, śmierci, kwestiach wiary oraz trosce o drugiego człowieka.

Jatgeir, Elias i Olav, trzech mężczyzn samotnie dryfuje przez życie w pięknych okolicznościach przyrody zachodniego wybrzeża Norwegii, życie będące kiedyś planem i perspektywą zamieniło się dla każdego z nich w chleb powszedni, pogodzeni z losem z dnia na dzień emigrują do następnej chwili, niespodziewanie w ich życiu pojawia się Eline, przejmuje stery, i równie nagle, jak się pojawia, znika.

Bardzo ciekawy głos z norweskiej sceny literackiej.

Jon Fosse, jeden z najwybitniejszych współczesnych dramatopisarzy norweskich i noblista w jednym, napisał utwór o dość oczywistej prawdzie, uwierają nas niemal wszystkie relacje z ludźmi, jednocześnie nie umiemy sobie poradzić z własną samotnością, ascetyczna, nowatorska i bezkompromisowa proza podana w bardzo charakterystyczny dla autora, intrygujący formalnie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

„Jeśli nawet Bóg dał człowiekowi rozum, urodę i zdrowie,
to jednak nie wiadomo, jaki los go czeka.”

Kronika pewnego serbskiego miasteczka zamieniona w medytację nad upływającym czasem połączoną z przekonaniem o niepowtarzalnej wartości każdego jednostkowego losu, opowieść o ludzkich cnotach i ludzkich grzechach, o tym co ziemskie i co boskie, autorka opisuje dzieje mieszkańców prowincjonalnego świata zastanawiając się, jaką miarą Bóg odmierza nasze losy?

Wśród mieszkańców prowincjonalnego świata Serbów jest Nola o sercu pełnym dobroci, wyrozumiałości i poświęcenia oraz stróż, co umarł od nadmiaru dalmatyńskiego wina, czas płynie szybko i niepostrzeżenie, ponieważ zmiana z istoty ożywionej w nieożywioną w naszym gatunku wciąż pozostaje obowiązującą tendencją, dominującą tonacją opowiadań zbioru pozostaje melancholia.

Na naszych oczach wymierają rody, jak wszystkie rodziny zostawiając po sobie dobro i zło, prawo całej ludzkiej historii i moje pierwsze spotkanie z autorką.

„Cmentarz zielony jak las, piękny jak ogród”.

Książka wydana w roku 1940.

„Jeśli nawet Bóg dał człowiekowi rozum, urodę i zdrowie,
to jednak nie wiadomo, jaki los go czeka.”

Kronika pewnego serbskiego miasteczka zamieniona w medytację nad upływającym czasem połączoną z przekonaniem o niepowtarzalnej wartości każdego jednostkowego losu, opowieść o ludzkich cnotach i ludzkich grzechach, o tym co ziemskie i co boskie, autorka opisuje dzieje...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Niezwykle subtelna proza zbudowana z ulotnych obrazów, pojawiają się i znikają nagle, jak jesienna mgła, jest uboga kobieta ukrywająca w podziemnym schowku pod chlewem Żyda, karmi go i chroni, a kiedy ten ciężko choruje przyrzeka w prostocie ducha pochować pod najpiękniejszą jabłonką sadu, jest zielony wąwóz opodal stacji kolejowej jakiegoś miasteczka i grupa starców idących na śmierć, ich wnuki zwykły jeździć w tym wąwozie na sankach.

Jak opowiedzieć o samotności ostatecznej i nieodwracalnej, nagłym załamaniu się losu, wnętrzach ciężarówek pełnych ludzkich oddechów, milionach anonimowych śmierci i ludziach własną przeszłość zmuszonych przypieczętować ciężkim jak tablice mojżeszowe milczeniem, Ida Fink, polska autorka pochodzenia żydowskiego, każdy obraz potraktowała jak delikatny owoc z największą troską zdejmowany z gałązki rosnącego w sadzie drzewa.

„Każde jabłko trzeba najpierw ostrożnie-delikatnie zdjąć z gałązki, potem ostrożnie-delikatnie owinąć papierowym płaszczem, żeby nie zmarzło zimą, potem ostrożnie-delikatnie włożyć do wiklinowego kosza, a jeszcze potem - już na strychu - ostrożnie-delikatnie wyjąć z kosza i ułożyć na podłodze jeden owoc obok drugiego, ale tak, żeby się wzajemnie nie dotykały. Ta delikatna ostrożność czy ostrożna delikatność jest konieczna dla owocu.”

Literacka próba rekonstrukcji czasów, gdy pokryte zmęczeniem i szarością ludzkie twarze ogarniała cicha rozpacz i bezsilna samotność, „co innego zapowiadał początek, co innego przyniósł czas”, głód, nędza i strach stały się chlebem powszednim, okrutne wojenne lata okaleczyły ludzi, przeszli przez wszystkie szczeble sponiewierania i bali się wszystkiego, „synagoga spalona, brody pobożnych Żydów obcięte, sklepy zrabowane, szewc zastrzelony”.

„Dopiero po wojnie… dopiero po latach… dopiero przypadkiem.”

Niezwykle subtelna proza zbudowana z ulotnych obrazów, pojawiają się i znikają nagle, jak jesienna mgła, jest uboga kobieta ukrywająca w podziemnym schowku pod chlewem Żyda, karmi go i chroni, a kiedy ten ciężko choruje przyrzeka w prostocie ducha pochować pod najpiękniejszą jabłonką sadu, jest zielony wąwóz opodal stacji kolejowej jakiegoś miasteczka i grupa starców...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

„Dolina zielonej pszenicy” to opowieść o Kotlinie Sanockiej, małej ojczyźnie będącej dla autora światem pierwszym czyli polsko-żydowsko-ukraińskim pograniczu kulturowym, jest to muzyka trzech światów reprezentowanych symbolicznie przez klasztor franciszkanów, żydowską synagogę i białą cerkiew z zielonym dachem w kształcie cebuli, Kalman Segal, polski pisarz żydowskiego pochodzenia, dzieli się z czytelnikami wnikliwym spojrzeniem na rzeczywistość i mądrym sądem o ludzkich sprawach.

Opowiadania w tonacji tęsknych pieśni żydowskich.

Literatura piękna zbudowana z marzeń o szczęściu zamienionych na pobożną rezygnację lub troskę o chleb powszedni, wyrozumiały dla wszelkich ludzkich namiętności, ułomności i złudzeń autor buduje wiarygodny pomost między przeszłością a dniem dzisiejszym, wraz z bohaterami zamieszczonych w zbiorze opowiadań opłakujemy śmierć bliskich i wszystkie życiowe porażki zastanawiając się dokąd uciec przed smutkiem i kto będzie naszym sprzymierzeńcem w cierpieniach, które przynosi życie.

Książka wydana w roku 1964.

„Dolina zielonej pszenicy” to opowieść o Kotlinie Sanockiej, małej ojczyźnie będącej dla autora światem pierwszym czyli polsko-żydowsko-ukraińskim pograniczu kulturowym, jest to muzyka trzech światów reprezentowanych symbolicznie przez klasztor franciszkanów, żydowską synagogę i białą cerkiew z zielonym dachem w kształcie cebuli, Kalman Segal, polski pisarz żydowskiego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Literatura piękna w pełnym tego słowa znaczeniu, wdziękiem powieści Kalmana Segala, archiwariusza nieistniejącego świata, bo chyba tak należy myśleć o tym autorze, jest przecudnej urody poetycki język, powieść spodoba się każdemu, kto wierzy, że literatura to język definiujący świat książki, polski prozaik, poeta i publicysta radiowy żydowskiego pochodzenia szuka zagubionego sensu zdarzeń.

Wielowarstwowy portret wyobrażony wielopokoleniowej familii z widokiem na „trepczanowskie granatowe lasy”, nieistniejący od lat świat, dla autora wszechświat składający się z trzech kultur: polskiej, żydowskiej i ukraińskiej.

Znakomita pod względem konstrukcji powieść historyczna pomyślana jako hołd dla emocjonalnej przestrzeni mitycznego bezczasu i ukłon w kierunku rodzinnych stron, w podsanockiej wsi Trepcza dziadek autora prowadził karczmę, łatwo domyślić się, że żydowską, równie łatwo wyobrazić sobie jej bywalców, prawujących się z przeznaczeniem, losem i całym bożym światem.

Wysłuchałam audiobooka w interpretacji Marcina Popczyńskiego.

Literatura piękna w pełnym tego słowa znaczeniu, wdziękiem powieści Kalmana Segala, archiwariusza nieistniejącego świata, bo chyba tak należy myśleć o tym autorze, jest przecudnej urody poetycki język, powieść spodoba się każdemu, kto wierzy, że literatura to język definiujący świat książki, polski prozaik, poeta i publicysta radiowy żydowskiego pochodzenia szuka...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Literaturą piękna bogato inkrustowana anegdotami, gibka, sprężysta i giętka, jej wdziękiem jest swobodna kompozycja, przysłowiowy groch z kapustą okraszony łagodną melancholią, światło melancholii pisarz kieruje tym razem na „miliardy samotności mijające się na drodze mlecznej naszej ojczystej galaktyki.”

Proza zasobna w gorzką wiedzę, wibrująca wileńską autoironią, „jedni wygrywają urodę, inni mądrość, a jeszcze inni talenty, najczęściej jednak wyciągamy puste losy”, gorzka wiedza przybiera w tym utworze różne formy, niekiedy rozbudowanych fraz, innym razem skwapliwych dygresji, niemal zawsze jednak jest zaprawiona melancholijną rezygnacją, „samotność nikogo nie nobilituje, nie czyni romantycznym, ani podniosłym, na samotność cierpimy wszyscy, albo prawie wszyscy, samotność wynika z niesprawnej komunikacji między ludźmi, a jak mają się oni dogadać jeśli żyją na różnych poziomach duchowych?”

Konwicki pisze o swoich ułomnościach i niedolach, tych rzeczywistych i tych wyimaginowanych, kolejna książka w dorobku autora ubrana w kostium znanej w wieku XIX wieczornej gawędy, „przy kielichu, przy karafce, przy dzbanie”, ujmujący, choć subiektywny zbiór nadziei porannych i rozpaczy wieczornych.

Książka z roku 1995.

Literaturą piękna bogato inkrustowana anegdotami, gibka, sprężysta i giętka, jej wdziękiem jest swobodna kompozycja, przysłowiowy groch z kapustą okraszony łagodną melancholią, światło melancholii pisarz kieruje tym razem na „miliardy samotności mijające się na drodze mlecznej naszej ojczystej galaktyki.”

Proza zasobna w gorzką wiedzę, wibrująca wileńską autoironią, „jedni...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

„Pozostajemy z tym co było, bezsilni i bezradni wobec tego, co będzie”, jedna z najbardziej trafnych myśli, na wyciągnięcie dłoni ludzkie losy ubrane w kostiumy krajobrazów dzieciństwa, młodości i wieku dojrzałego, sentymentalny smutek i czuła melancholia unoszą się nad nimi, jak mgła nad oceanem, autor koncentruje uwagę na relacjach międzyludzkich budując pomost między przeszłością a dniem dzisiejszym.

Jakich modlitw brakuje w książkach do nabożeństwa?

„Brakuje na przykład modlitwy za opuszczających kraj nie z własnej woli. Koniecznie trzeba też wymyślić inne […] za ludzkie sprawy i czyny, które pozostały z powodu swej niejasności nierozstrzygnięte, a może samemu nawet Panu Bogu nieznane […] modlitwy za odczucia subiektywne, za prawo do omyłek i błędów, za prawo do własnego […] niechby nawet głupiego zdania.”

Zbiór opowiadań na styku dobra i zła, piękna i brzydoty, spraw przyziemnych i moralnych dylematów, Kornel Filipowicz, prozaik o naturze poety, poeta o naturze przyrodnika, piewca polskiej prowincji i mistrz małych form jawi się jako ktoś skłonny do przeżywania kryzysów duchowych połączonych z „utratą zaufania do wszystkich po kolei światopoglądów, ideologii, systemów i ustrojów.”

„Pozostajemy z tym co było, bezsilni i bezradni wobec tego, co będzie”, jedna z najbardziej trafnych myśli, na wyciągnięcie dłoni ludzkie losy ubrane w kostiumy krajobrazów dzieciństwa, młodości i wieku dojrzałego, sentymentalny smutek i czuła melancholia unoszą się nad nimi, jak mgła nad oceanem, autor koncentruje uwagę na relacjach międzyludzkich budując pomost między...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Monumentalna, polifoniczna, zawstydzająca opowieść o Zagładzie, książka zbudowana z nakładających się na siebie obrazów z odległych planów czasowych, pełna eseistycznych dygresji i pytań bez odpowiedzi, powieść o wielkim osamotnieniu, usprawiedliwianiu bezprawia i krzywd oraz strachu przed śmiercią, „starcom wcale nie jest lżej umierać niż młodym”, a „człowiekowi bez wyobraźni jest równie trudno umierać, jak poecie”.

„Kiedy jest się Żydem, a kiedy Izraelczykiem, czy można być wyznawcą Konfucjusza narodowości żydowskiej lub Chińczykiem wyznania mojżeszowego?”

Wyobraźmy sobie, że autor „rozkroił bochenek chleba i każdemu z nas rozdał kromkę”, dopiero wówczas, w ciszy i samotności, zaczął snuć opowieść o dwóch ojczyznach, Polsce i Izraelu oraz czasach, kiedy „zabić Żyda uważano za obowiązek, za powinność i dobry uczynek”, narracja przypomina cierń boleśnie wbijający się w ciało, polski pisarz żydowskiego pochodzenia zilustrował tragedię narodu skazanego na nieistnienie, zrobił to w sposób wielce sugestywny.

Apel do sumienia świata i traktat o strachu, sceneria nieludzka i czasy nieludzkie: „chciałem być nikim, chciałem być przejrzysty jak powietrze, jak wiatr, chciałem nie mieć kształtu, ani cienia osobowości, by mnie nikt nie zobaczył”, traktat o starości: „starych ludzi nie należy zbyt długo zostawiać w samotności, nawet na kartach powieści”, traktat o mądrości: „zapobiegliwy i mądry jest ten, kto wie dzisiaj, co będzie jutro. Ale co będzie jutro, tego nie wie nikt”.

Monumentalna, polifoniczna, zawstydzająca opowieść o Zagładzie, książka zbudowana z nakładających się na siebie obrazów z odległych planów czasowych, pełna eseistycznych dygresji i pytań bez odpowiedzi, powieść o wielkim osamotnieniu, usprawiedliwianiu bezprawia i krzywd oraz strachu przed śmiercią, „starcom wcale nie jest lżej umierać niż młodym”, a „człowiekowi bez...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Filozoficzny esej i miniatura literacka w jednym, bardziej dla erudytów, niż zwykłych zjadaczy chleba, istotą rozważań jest „głęboka nieusuwalna melancholia życia”, z biegiem dni, miesięcy i pór roku głębokiej melancholii życia przybywa każdemu z nas.

Wokół tej myśli George Steiner, amerykański krytyk literacki i filozof, snuje opowieść o architekturze kory mózgowej człowieka, koncentrując uwagę na wielokrotnie podejmowanych przez ludzkość próbach zrozumienia tak istotnych kwestii, jak śmierć, istnienie Boga, nieobecność Boga, nieśmiertelność duszy.

„Nie możemy wejrzeć w myśl drugiego człowieka”, zdaniem autora jest to jedna z dziesięciu przyczyn melancholii życia utożsamianej ze smutkiem myśli, myśli pozostających zawsze i nieustannie w ciągłym ruchu i aktywności.

Filozoficzny esej i miniatura literacka w jednym, bardziej dla erudytów, niż zwykłych zjadaczy chleba, istotą rozważań jest „głęboka nieusuwalna melancholia życia”, z biegiem dni, miesięcy i pór roku głębokiej melancholii życia przybywa każdemu z nas.

Wokół tej myśli George Steiner, amerykański krytyk literacki i filozof, snuje opowieść o architekturze kory mózgowej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

W rękach czytelnika połączenie literackiej erudycji z religijną refleksją czyli w dużym stopniu pretekst do rozważań o naturze wiary, jest to lekko archaiczna opowieść o zderzeniu dwóch światów, a może nawet wszechświatów, miłości ziemskiej z życiem wiecznym, a do tego całkiem zgrabny portret życia w Egipcie w IV wieku n.e., mnich Pafnucy często rozmawia z Panem Bogiem, Panu Bogu niespieszno jest go oświecić ; )

Powieść z roku 1890 ubrana w kostium biblijnej przypowieści, napisana przez syna paryskiego antykwariusza, laureata Literackiej Nagrody Nobla za rok 1921, kluczem do zrozumienia utworu jest słowo P R A G N I E, Pafnucy, pustelnik i wyznawca wiary chrześcijańskiej pragnie zbawić duszę czarującej urodą i bezbożnością Tais, szybko okazuje się, że nic w życiu nie jest definitywne, a już spokój ducha na pewno ; )

W rękach czytelnika połączenie literackiej erudycji z religijną refleksją czyli w dużym stopniu pretekst do rozważań o naturze wiary, jest to lekko archaiczna opowieść o zderzeniu dwóch światów, a może nawet wszechświatów, miłości ziemskiej z życiem wiecznym, a do tego całkiem zgrabny portret życia w Egipcie w IV wieku n.e., mnich Pafnucy często rozmawia z Panem Bogiem,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Płeć piękna jest w tych utworach ozdobą naszej planety, opisy przyrody należy uznać za wspaniałe, rzecz dzieje się w czasach, gdy służba w ziemiańskich dworach używa słów: „proszę łaski pana”, karty opowiadań klasyka literatury rosyjskiej, Iwana Turgieniewa, zapełniają mieszkańcy prowincjonalnej starej Rusi, myśliwi, słudzy dworscy, rybacy, stangreci, chłopskie dzieci pilnujące w ciepłą lipcową noc stada koni i ziemianie, wśród nich Wiaczesław Iłłarionowicz, „skąpiradło” i „wielki amator pań”.

Potężne moce ironii sprawiają, że czytelnik uśmiecha się.

W wiejskim szynku „wódkę sprzedaje się nie taniej niż za cenę urzędową” czyli pod pewnymi względami nic nie zmienia się od stuleci, w moich oczach Iwan Turgieniew jest nie tylko pisarzem obdarzonym wielkim literackim talentem, ale także wielką empatią względem bohaterów swoich opowiadań, jedna z tych książek, gdy ma się ochotę rzucić wszystko, zaczekać na pogodny letni dzień, kazać zaprząc do linijki i wyjechać w pole, żeby popatrzeć na zboże i nacieszyć oko widokiem chabrów.

Płeć piękna jest w tych utworach ozdobą naszej planety, opisy przyrody należy uznać za wspaniałe, rzecz dzieje się w czasach, gdy służba w ziemiańskich dworach używa słów: „proszę łaski pana”, karty opowiadań klasyka literatury rosyjskiej, Iwana Turgieniewa, zapełniają mieszkańcy prowincjonalnej starej Rusi, myśliwi, słudzy dworscy, rybacy, stangreci, chłopskie dzieci...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Ballada o pierwszej miłości, obłokach zataczających pożegnalne kręgi nad białoruskim sadem, złotych rublówkach zaszytych w kołnierzu znoszonej marynarki dziadka, wagonach przepełnionych tłumem przesiedleńców z białoruskich wsi zmierzających z Lidy do Łodzi, księżycem nad Bałutami, ulicą Limanowskiego i przechowywanym pod poduszką „węzełku z białoruską ziemią”.

Powieść o pamięci, fundamentalnej składni naszej tożsamości.

Zbudowana z kruchych nadziei i pytań bez odpowiedzi.

W jakim zakątku świata czy nieskończoności byliśmy, gdy nas nie było?

Poetyckie requiem nad życiem i śmiercią, schronienie dla chwil minionych oraz dni co nadejdą i przeminą, stare naparstki, skrawki krawieckich mydeł, postrzępione centymetry, jednym słowem drobne rekwizyty Aleksander Jurewicz, urodzony na Białorusi polski poeta i prozaik, zamienił w hołd złożony rodzicom i dziadkom, przepełniona nostalgią narracja utożsamia wspomnienie ze stratą.

Jeśli chodzi o cytaty, można cytować bez końca : )

„- Babcia, babuszka, ja nie chaczu u Polszu!”

„Matka Boska Ostrobramska, jeszcze jakby smutniejsza, jakby i jej nie za bardzo chciałam się w podróż, jakby i jej nie spieszyło się do tej Polszy; przecież jej tutaj było jak było: dobrze i źle, chłodno i ciepło, smutno i śpiewnie, wystawiana w oknie w asyście zapalonej gromnicy chroniła przed letnimi burzami, wysłuchiwała babcinych modlitw i dziadkowych łajań na Ruskich, pomagała swoją obecnością i chroniła - a teraz stoi oparta o walizkę i czeka na znak odjazdu.”

„We śnie nad ranem sypały się na mnie jak śnieg, albo jak płatki kwitnącej jabłoni, litery z innego alfabetu, próbowałem je zbierać w wyciągnięte dłonie i składać z nich wyrazy, one topiły się jednak, rozpadały w zamarzniętych rękach, przeciekały przez palce, zamieniały się w deszcz spadający na piasek biegnącej dokądś polnej drogi.”

„Dlaczego Wigilia jest coraz smutniejszym dniem i coraz trudniej odnaleźć w niej dawne dziecięce radości, kogoś ciągle zaczyna brakować przy stole, dlaczego zamiast radować się, wypłakujemy łzy za odeszłym życiem?”

Ballada o pierwszej miłości, obłokach zataczających pożegnalne kręgi nad białoruskim sadem, złotych rublówkach zaszytych w kołnierzu znoszonej marynarki dziadka, wagonach przepełnionych tłumem przesiedleńców z białoruskich wsi zmierzających z Lidy do Łodzi, księżycem nad Bałutami, ulicą Limanowskiego i przechowywanym pod poduszką „węzełku z białoruską ziemią”.

Powieść o...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Słowenia lata 40. XX wieku i powojenna Jugosławia.

Sonja, Valentin i Ludwig pochodzą z Mariboru, wielokulturowego miasta w północnej Słowenii, tutaj przyszedł na świat również Drago Jančar, autor powieści, co potwierdza znaną w świecie literackim prawdę, że każda znacząca literatura jest lokalna, wręcz prowincjonalna, płynie bowiem z serca.

Opowieść o bezsilności człowieka wobec podmuchu nieszczęścia, trudnych latach wojny oraz spotkaniach dających nadzieję na lepsze jutro, kolejny znaczący głos w debacie na temat destrukcyjnego wpływu konfliktów zbrojnych na życie zwykłych ludzi.

Powieść obyczajowa z dużym filmowym potencjałem, metafizykę dramatu osobistego słoweński pisarz umiejętnie połączył z metafizyką dramatu historycznego, w rolach głównych wspomniana Sonja, niegdyś studenta medycyny na uniwersytecie w Grazu, młody geodeta Valentin i oficer SS Ludwig.

Proza oparta na wydarzeniach z historii Europy Środkowej.

Literatura wojenna i dramat miłosny w jednym.

Słowenia lata 40. XX wieku i powojenna Jugosławia.

Sonja, Valentin i Ludwig pochodzą z Mariboru, wielokulturowego miasta w północnej Słowenii, tutaj przyszedł na świat również Drago Jančar, autor powieści, co potwierdza znaną w świecie literackim prawdę, że każda znacząca literatura jest lokalna, wręcz prowincjonalna, płynie bowiem z serca.

Opowieść o bezsilności...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Kieszonkowy zbiór opowiadań amerykańskiego poety, pisarza, eseisty, dramaturga i pediatry, z hellenistyczną Nike z Samotraki na okładce, przepełniony tęsknotą za czymś utraconym, urodzony w roku 1883 w Rutherford w stanie New Jersey syn emigranta z Anglii i emigrantki z Puerto Rico przemawia do czytelnika językiem codzienności, nad przypochlebny estetyzm przedkłada surową brzydotę i ubóstwo.

Wyciszony, momentami dosadny, czuły ton.

Zbiór zamyka opowiadanie „Farmerskie córki”.

Kieszonkowy zbiór opowiadań amerykańskiego poety, pisarza, eseisty, dramaturga i pediatry, z hellenistyczną Nike z Samotraki na okładce, przepełniony tęsknotą za czymś utraconym, urodzony w roku 1883 w Rutherford w stanie New Jersey syn emigranta z Anglii i emigrantki z Puerto Rico przemawia do czytelnika językiem codzienności, nad przypochlebny estetyzm przedkłada surową...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Opowieść o świętym prawie człowieka do samotności, „po śmierci bliskiej nam osoby psychika potrzebuje pogrążenia się w ciszy, wolnej od wszelkiego dźwięku, od rozmów, myśli o pracy, pragniemy oczyszczenia, przejrzystości”, alegoria totalitarnego państwa i wielki ukłon w stronę dzieł Dostojewskiego, motywem przewodnim powieści jest „cząstka wieczności trwająca w każdej ludzkiej istocie, jak srebrny księżyc w spokojnym stawie”, myśl bardziej japońska, niż rosyjska.

Książka wydana w roku 1968.

Na oddziale rosyjskiego szpitala A.D. 1955 skalpel nie nadąża za przerzutami, lata kurczą się do tygodni, dni do minut, a szpitalny regulamin nie przewiduje konsultacji w sprawach sensu życia, choć znużony uśmiech chirurga nie odbiera pacjentom prawa do patrzenia w gwiazdy, pojawiają się obawy, wątpliwości, lęk i pytania o szczęście, „to nie dobrobyt czyni nas szczęśliwymi, lecz dobroć i sposób widzenia własnego życia. I jedno i drugie zawsze zależy tylko od nas samych.”

Opowieść o świętym prawie człowieka do samotności, „po śmierci bliskiej nam osoby psychika potrzebuje pogrążenia się w ciszy, wolnej od wszelkiego dźwięku, od rozmów, myśli o pracy, pragniemy oczyszczenia, przejrzystości”, alegoria totalitarnego państwa i wielki ukłon w stronę dzieł Dostojewskiego, motywem przewodnim powieści jest „cząstka wieczności trwająca w każdej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Niebywale gorzka proza, o grzechach na długie lata obciążających duszę i umysł, pijaństwie i hazardzie, nieobecności i kłamstwach, wielkich nadziejach i równie wielkich rozczarowaniach, bezsilności wobec nieszczęścia i pamięci, narracja toczy się w różnych częściach świata, jest Akra, stolica i główny port Ghany, jest Dublin, jest życie mieszkańców prowincjonalnych irlandzkich miast i miasteczek posługujących się angielszczyzną z Galway lub irlandzkim z wysp Aran.

Powieść ma w sobie coś z zachodu słońca.

„Na pół światło, na pół mrok”

Barry zawsze pisze o Irlandii, jeśli przyjmiemy, że bycie Irlandczykiem oznacza w dużym stopniu uwikłanie w historię, a historia składa się w dużej mierze z pamięci, zapisu i interpretacji, nie może zabraknąć szczelin, pęknięć, iluminacji i niepopamiętanych chwil, dopiero z biegiem upływu lat pojmujemy, że „świat nie jest specjalnie przyjaznym miejscem, na co można by liczyć, gdy jest się młodym i po raz pierwszy wyrusza się w poszukiwaniu szczęścia”.

W powieści „Traktat o łuskaniu fasoli” Wiesław Myśliwski pisał: „każde ślubne zdjęcie, jak pan wie, jest szczęśliwe […] a co się potem dzieje, tego pan już na żadnej fotografii nie zobaczy. Nie ma ani takich aparatów, ani takich fotografów”, jest to ten moment, gdy na scenę wkracza Jack McNulty, główny bohater powieści, z głębi serca, poczucia dotkliwego braku, wstydu i szczerej potrzeby pragnący pożegnać miłość swojego życia, piękną Mai McNulty z domu Kirwan.

Niebywale gorzka proza, o grzechach na długie lata obciążających duszę i umysł, pijaństwie i hazardzie, nieobecności i kłamstwach, wielkich nadziejach i równie wielkich rozczarowaniach, bezsilności wobec nieszczęścia i pamięci, narracja toczy się w różnych częściach świata, jest Akra, stolica i główny port Ghany, jest Dublin, jest życie mieszkańców prowincjonalnych...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Pełna okrucieństwa, grozy i cierpienia narracja przypomina wir wciągający czytelnika w najniższe kręgi piekieł, wraz z bohaterami wirujemy w zamkniętej pętli czasu po orbitach złudnych nadziei i obróconych w nicość życiowych planów, na czas trwania powieści stajemy się częścią korowodu zepchniętych na margines życia mieszkańców węgierskiej prowincji, przytłoczonych niedostatkiem, ciężarem minionych lat i własną bezradnością, skazanych na rozgoryczenie, szaleństwo i rozpacz.

„Niebo? Piekło? Tamten świat? Głupstwa. Jestem przekonany, że to wszystko chybione pomysły. I niepotrzebnie wytężamy wyobraźnię, do prawdy i tak nie zbliżymy się ani o krok.”

Wsparta na surrealistycznych filarach powieść węgierskiego pisarza i scenarzysty László Krasznahorkaiego, laureata literackiej Nagrody Nobla za rok 2025, balansuje na granicy literackiej fikcji i prawdy życia, autor prowadzi czytelnika przez labirynt krzywych luster ludzkiego jestestwa, długie spiralne zdania opisują społeczność pogrążaną w okrutnej i niesprawiedliwej pułapce niemożliwości, droga ucieczki jest złudna, mroczna, rozświetlona jedynie milionami deszczowych kropel.

W połączeniu z tanią palinką efekt jest piorunujący.

Książka mocno niekomfortowa, „przez szparę między brudną zasłoną w kwiatki, powieszoną jeszcze przez matkę, a butwiejącą framugą” spoglądamy na tonącą w deszczu i błocie wieś, sceny iście dantejskie, w pierwszym odruchu pomyślałam, że autor przedawkował palinkę, znane w świecie lekarstwo na ubóstwo, biedę i nieszczęście, usłyszał „dalekie bicie dzwonów” i zmagając się z sennością przykuwającą do stojącego obok pieca krzesła, postradał zmysły.

Powieść można zrecenzować jednym zdaniem.

„Do diabła z tym nędznym życiem!”

Pełna okrucieństwa, grozy i cierpienia narracja przypomina wir wciągający czytelnika w najniższe kręgi piekieł, wraz z bohaterami wirujemy w zamkniętej pętli czasu po orbitach złudnych nadziei i obróconych w nicość życiowych planów, na czas trwania powieści stajemy się częścią korowodu zepchniętych na margines życia mieszkańców węgierskiej prowincji, przytłoczonych...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to