rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: , , ,

Literatura piękna w pełnym tego słowa znaczeniu, wdziękiem powieści Kalmana Segala, archiwariusza nieistniejącego świata, bo chyba tak należy myśleć o tym autorze, jest przecudnej urody poetycki język, powieść spodoba się każdemu, kto wierzy, że literatura to język definiujący świat książki, polski prozaik, poeta i publicysta radiowy żydowskiego pochodzenia szuka zagubionego sensu zdarzeń.

Wielowarstwowy portret wyobrażony wielopokoleniowej familii z widokiem na „trepczanowskie granatowe lasy”, nieistniejący od lat świat, dla autora wszechświat składający się z trzech kultur: polskiej, żydowskiej i ukraińskiej.

Znakomita pod względem konstrukcji powieść historyczna pomyślana jako hołd dla emocjonalnej przestrzeni mitycznego bezczasu i ukłon w kierunku rodzinnych stron, w podsanockiej wsi Trepcza dziadek autora prowadził karczmę, łatwo domyślić się, że żydowską, równie łatwo wyobrazić sobie jej bywalców, prawujących się z przeznaczeniem, losem i całym bożym światem.

Wysłuchałam audiobooka w interpretacji Marcina Popczyńskiego.

Literatura piękna w pełnym tego słowa znaczeniu, wdziękiem powieści Kalmana Segala, archiwariusza nieistniejącego świata, bo chyba tak należy myśleć o tym autorze, jest przecudnej urody poetycki język, powieść spodoba się każdemu, kto wierzy, że literatura to język definiujący świat książki, polski prozaik, poeta i publicysta radiowy żydowskiego pochodzenia szuka...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Literaturą piękna bogato inkrustowana anegdotami, gibka, sprężysta i giętka, jej wdziękiem jest swobodna kompozycja, przysłowiowy groch z kapustą okraszony łagodną melancholią, światło melancholii pisarz kieruje tym razem na „miliardy samotności mijające się na drodze mlecznej naszej ojczystej galaktyki.”

Proza zasobna w gorzką wiedzę, wibrująca wileńską autoironią, „jedni wygrywają urodę, inni mądrość, a jeszcze inni talenty, najczęściej jednak wyciągamy puste losy”, gorzka wiedza przybiera w tym utworze różne formy, niekiedy rozbudowanych fraz, innym razem skwapliwych dygresji, niemal zawsze jednak jest zaprawiona melancholijną rezygnacją, „samotność nikogo nie nobilituje, nie czyni romantycznym, ani podniosłym, na samotność cierpimy wszyscy, albo prawie wszyscy, samotność wynika z niesprawnej komunikacji między ludźmi, a jak mają się oni dogadać jeśli żyją na różnych poziomach duchowych?”

Konwicki pisze o swoich ułomnościach i niedolach, tych rzeczywistych i tych wyimaginowanych, kolejna książka w dorobku autora ubrana w kostium znanej w wieku XIX wieczornej gawędy, „przy kielichu, przy karafce, przy dzbanie”, ujmujący, choć subiektywny zbiór nadziei porannych i rozpaczy wieczornych.

Książka z roku 1995.

Literaturą piękna bogato inkrustowana anegdotami, gibka, sprężysta i giętka, jej wdziękiem jest swobodna kompozycja, przysłowiowy groch z kapustą okraszony łagodną melancholią, światło melancholii pisarz kieruje tym razem na „miliardy samotności mijające się na drodze mlecznej naszej ojczystej galaktyki.”

Proza zasobna w gorzką wiedzę, wibrująca wileńską autoironią, „jedni...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

„Pozostajemy z tym co było, bezsilni i bezradni wobec tego, co będzie”, jedna z najbardziej trafnych myśli tego zbioru, na wyciągnięcie dłoni ludzkie losy ubrane w kostium krajobrazów dzieciństwa, młodości i wieku dojrzałego, czai się w nich smutek i melancholia, autor koncentruje uwagę na relacjach międzyludzkich.

Jakich modlitw, zdaniem pisarza, brakuje w książkach do nabożeństwa?

„Brakuje na przykład modlitwy za opuszczających kraj nie z własnej woli. Koniecznie trzeba też wymyślić inne […] za ludzkie sprawy i czyny, które pozostały z powodu swej niejasności nierozstrzygnięte, a może samemu nawet Panu Bogu nieznane […] modlitwy za odczucia subiektywne, za prawo do omyłek i błędów, za prawo do własnego […] niechby nawet głupiego zdania.”

Zbiór opowiadań na styku dobra i zła, piękna i brzydoty, spraw przyziemnych i moralnych dylematów, Kornel Filipowicz, prozaik o naturze poety, poeta o naturze przyrodnika, piewca polskiej prowincji i mistrz małych form jawi się jako ktoś skłonny do przeżywania kryzysów duchowych połączonych z „utratą zaufania do wszystkich po kolei światopoglądów, ideologii, systemów i ustrojów.”

„Pozostajemy z tym co było, bezsilni i bezradni wobec tego, co będzie”, jedna z najbardziej trafnych myśli tego zbioru, na wyciągnięcie dłoni ludzkie losy ubrane w kostium krajobrazów dzieciństwa, młodości i wieku dojrzałego, czai się w nich smutek i melancholia, autor koncentruje uwagę na relacjach międzyludzkich.

Jakich modlitw, zdaniem pisarza, brakuje w książkach do...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Monumentalna, polifoniczna, zawstydzająca opowieść o Zagładzie, książka zbudowana z nakładających się na siebie obrazów z odległych planów czasowych, pełna eseistycznych dygresji i pytań bez odpowiedzi, powieść o wielkim osamotnieniu, usprawiedliwianiu bezprawia i krzywd oraz strachu przed śmiercią, „starcom wcale nie jest lżej umierać niż młodym”, a „człowiekowi bez wyobraźni jest równie trudno umierać, jak poecie”.

„Kiedy jest się Żydem, a kiedy Izraelczykiem, czy można być wyznawcą Konfucjusza narodowości żydowskiej lub Chińczykiem wyznania mojżeszowego?”

Wyobraźmy sobie, że autor „rozkroił bochenek chleba i każdemu z nas rozdał kromkę”, dopiero wówczas, w ciszy i samotności, zaczął snuć opowieść o dwóch ojczyznach, Polsce i Izraelu oraz czasach, kiedy „zabić Żyda uważano za obowiązek, za powinność i dobry uczynek”, narracja przypomina cierń boleśnie wbijający się w ciało, polski pisarz żydowskiego pochodzenia zilustrował tragedię narodu skazanego na nieistnienie, zrobił to w sposób wielce sugestywny.

Apel do sumienia świata i traktat o strachu, sceneria nieludzka i czasy nieludzkie: „chciałem być nikim, chciałem być przejrzysty jak powietrze, jak wiatr, chciałem nie mieć kształtu, ani cienia osobowości, by mnie nikt nie zobaczył”, traktat o starości: „starych ludzi nie należy zbyt długo zostawiać w samotności, nawet na kartach powieści”, traktat o mądrości: „zapobiegliwy i mądry jest ten, kto wie dzisiaj, co będzie jutro. Ale co będzie jutro, tego nie wie nikt”.

Monumentalna, polifoniczna, zawstydzająca opowieść o Zagładzie, książka zbudowana z nakładających się na siebie obrazów z odległych planów czasowych, pełna eseistycznych dygresji i pytań bez odpowiedzi, powieść o wielkim osamotnieniu, usprawiedliwianiu bezprawia i krzywd oraz strachu przed śmiercią, „starcom wcale nie jest lżej umierać niż młodym”, a „człowiekowi bez...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Filozoficzny esej i miniatura literacka w jednym, bardziej dla erudytów, niż zwykłych zjadaczy chleba, istotą rozważań jest „głęboka nieusuwalna melancholia życia”, z biegiem dni, miesięcy i pór roku głębokiej melancholii życia przybywa każdemu z nas.

Wokół tej myśli George Steiner, amerykański krytyk literacki i filozof, snuje opowieść o architekturze kory mózgowej człowieka, koncentrując uwagę na wielokrotnie podejmowanych przez ludzkość próbach zrozumienia tak istotnych kwestii, jak śmierć, istnienie Boga, nieobecność Boga, nieśmiertelność duszy.

„Nie możemy wejrzeć w myśl drugiego człowieka”, zdaniem autora jest to jedna z dziesięciu przyczyn melancholii życia utożsamianej ze smutkiem myśli, myśli pozostających zawsze i nieustannie, czy tego chcemy czy nie, w ciągłym ruchu i aktywności.

Filozoficzny esej i miniatura literacka w jednym, bardziej dla erudytów, niż zwykłych zjadaczy chleba, istotą rozważań jest „głęboka nieusuwalna melancholia życia”, z biegiem dni, miesięcy i pór roku głębokiej melancholii życia przybywa każdemu z nas.

Wokół tej myśli George Steiner, amerykański krytyk literacki i filozof, snuje opowieść o architekturze kory mózgowej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

W rękach czytelnika połączenie literackiej erudycji z religijną refleksją czyli w dużym stopniu pretekst do rozważań o naturze wiary, jest to lekko archaiczna opowieść o zderzeniu dwóch światów, a może nawet wszechświatów, miłości ziemskiej z życiem wiecznym, a do tego całkiem zgrabny portret życia w Egipcie w IV wieku n.e., mnich Pafnucy często rozmawia z Panem Bogiem, Panu Bogu niespieszno jest go oświecić ; )

Powieść z roku 1890 ubrana w kostium biblijnej przypowieści, napisana przez syna paryskiego antykwariusza, laureata Literackiej Nagrody Nobla za rok 1921, kluczem do zrozumienia utworu jest słowo P R A G N I E, Pafnucy, pustelnik i wyznawca wiary chrześcijańskiej pragnie zbawić duszę czarującej urodą i bezbożnością Tais, szybko okazuje się, że nic w życiu nie jest definitywne, a już spokój ducha na pewno ; )

W rękach czytelnika połączenie literackiej erudycji z religijną refleksją czyli w dużym stopniu pretekst do rozważań o naturze wiary, jest to lekko archaiczna opowieść o zderzeniu dwóch światów, a może nawet wszechświatów, miłości ziemskiej z życiem wiecznym, a do tego całkiem zgrabny portret życia w Egipcie w IV wieku n.e., mnich Pafnucy często rozmawia z Panem Bogiem,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Płeć piękna jest w tych utworach ozdobą naszej planety, opisy przyrody należy uznać za wspaniałe, rzecz dzieje się w czasach, gdy służba w ziemiańskich dworach używa słów: „proszę łaski pana”, karty opowiadań klasyka literatury rosyjskiej, Iwana Turgieniewa, zapełniają mieszkańcy prowincjonalnej starej Rusi, myśliwi, słudzy dworscy, rybacy, stangreci, chłopskie dzieci pilnujące w ciepłą lipcową noc stada koni i ziemianie, wśród nich Wiaczesław Iłłarionowicz, „skąpiradło” i „wielki amator pań”.

Potężne moce ironii sprawiają, że czytelnik uśmiecha się.

W wiejskim szynku „wódkę sprzedaje się nie taniej niż za cenę urzędową” czyli pod pewnymi względami nic nie zmienia się od stuleci, w moich oczach Iwan Turgieniew jest nie tylko pisarzem obdarzonym wielkim literackim talentem, ale także wielką empatią względem bohaterów swoich opowiadań, jedna z tych książek, gdy ma się ochotę rzucić wszystko, zaczekać na pogodny letni dzień, kazać zaprząc do linijki i wyjechać w pole, żeby popatrzeć na zboże i nacieszyć oko widokiem chabrów.

Płeć piękna jest w tych utworach ozdobą naszej planety, opisy przyrody należy uznać za wspaniałe, rzecz dzieje się w czasach, gdy służba w ziemiańskich dworach używa słów: „proszę łaski pana”, karty opowiadań klasyka literatury rosyjskiej, Iwana Turgieniewa, zapełniają mieszkańcy prowincjonalnej starej Rusi, myśliwi, słudzy dworscy, rybacy, stangreci, chłopskie dzieci...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Ballada o pierwszej miłości, obłokach zataczających pożegnalne kręgi nad białoruskim sadem, złotych rublówkach zaszytych w kołnierzu znoszonej marynarki dziadka, wagonach przepełnionych barwnym tłumem przesiedleńców z białoruskich wsi zmierzających z Lidy do Łodzi, wiszącym nad Bałutami księżycem, ulicą Limanowskiego i przechowywanym pod poduszką „węzełku z białoruską ziemią”.

Powieść o pamięci, fundamentalnej składni naszej tożsamości.

Poetyckie requiem nad życiem i śmiercią, schronienie dla chwil minionych oraz dni co nadejdą i przeminą, stare naparstki, skrawki krawieckich mydeł, postrzępione centymetry, jednym słowem drobne rekwizyty Aleksander Jurewicz, urodzony na Białorusi polski poeta, prozaik i eseista, zamienia w hołd złożony rodzicom i dziadkom, przepełniona nostalgią narracja utożsamia wspomnienie ze stratą.

Proza zbudowana z kruchych nadziei i pytań bez odpowiedzi.

W jakim zakątku świata czy nieskończoności byliśmy, gdy nas nie było?

Jeśli chodzi o cytaty, można cytować bez końca : )

„- Babcia, babuszka, ja nie chaczu u Polszu!”

„Matka Boska Ostrobramska, jeszcze jakby smutniejsza, jakby i jej nie za bardzo chciałam się w podróż, jakby i jej nie spieszyło się do tej Polszy; przecież jej tutaj było jak było: dobrze i źle, chłodno i ciepło, smutno i śpiewnie, wystawiana w oknie w asyście zapalonej gromnicy chroniła przed letnimi burzami, wysłuchiwała babcinych modlitw i dziadkowych łajań na Ruskich, pomagała swoją obecnością i chroniła - a teraz stoi oparta o walizkę i czeka na znak odjazdu.”

„We śnie nad ranem sypały się na mnie jak śnieg, albo jak płatki kwitnącej jabłoni, litery z innego alfabetu, próbowałem je zbierać w wyciągnięte dłonie i składać z nich wyrazy, one topiły się jednak, rozpadały w zamarzniętych rękach, przeciekały przez palce, zamieniały się w deszcz spadający na piasek biegnącej dokądś polnej drogi.”

„Dlaczego Wigilia jest coraz smutniejszym dniem i coraz trudniej odnaleźć w niej dawne dziecięce radości, kogoś ciągle zaczyna brakować przy stole, dlaczego zamiast radować się, wypłakujemy łzy za odeszłym życiem?”

Ballada o pierwszej miłości, obłokach zataczających pożegnalne kręgi nad białoruskim sadem, złotych rublówkach zaszytych w kołnierzu znoszonej marynarki dziadka, wagonach przepełnionych barwnym tłumem przesiedleńców z białoruskich wsi zmierzających z Lidy do Łodzi, wiszącym nad Bałutami księżycem, ulicą Limanowskiego i przechowywanym pod poduszką „węzełku z białoruską...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Słowenia lata 40. XX wieku i powojenna Jugosławia.

Sonja, Valentin i Ludwig pochodzą z Mariboru, wielokulturowego miasta w północnej Słowenii, tutaj przyszedł na świat również Drago Jančar, autor powieści, co potwierdza znaną w świecie literackim prawdę, że każda znacząca literatura jest lokalna, wręcz prowincjonalna, płynie bowiem z serca.

Opowieść o bezsilności człowieka wobec podmuchu nieszczęścia, trudnych latach wojny oraz spotkaniach dających nadzieję na lepsze jutro, kolejny znaczący głos w debacie na temat destrukcyjnego wpływu konfliktów zbrojnych na życie zwykłych ludzi.

Powieść obyczajowa z dużym filmowym potencjałem, metafizykę dramatu osobistego słoweński pisarz umiejętnie połączył z metafizyką dramatu historycznego, w rolach głównych wspomniana Sonja, niegdyś studenta medycyny na uniwersytecie w Grazu, młody geodeta Valentin i oficer SS Ludwig.

Proza oparta na wydarzeniach z historii Europy Środkowej.

Literatura wojenna i dramat miłosny w jednym.

Słowenia lata 40. XX wieku i powojenna Jugosławia.

Sonja, Valentin i Ludwig pochodzą z Mariboru, wielokulturowego miasta w północnej Słowenii, tutaj przyszedł na świat również Drago Jančar, autor powieści, co potwierdza znaną w świecie literackim prawdę, że każda znacząca literatura jest lokalna, wręcz prowincjonalna, płynie bowiem z serca.

Opowieść o bezsilności...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Kieszonkowy zbiór opowiadań amerykańskiego poety, pisarza, eseisty, dramaturga i pediatry, z hellenistyczną Nike z Samotraki na okładce, przepełniony tęsknotą za czymś utraconym, urodzony w roku 1883 w Rutherford w stanie New Jersey syn emigranta z Anglii i emigrantki z Puerto Rico przemawia do czytelnika językiem codzienności, nad przypochlebny estetyzm przedkłada surową brzydotę i ubóstwo.

Wyciszony, momentami dosadny, czuły ton.

Zbiór zamyka opowiadanie „Farmerskie córki”.

Kieszonkowy zbiór opowiadań amerykańskiego poety, pisarza, eseisty, dramaturga i pediatry, z hellenistyczną Nike z Samotraki na okładce, przepełniony tęsknotą za czymś utraconym, urodzony w roku 1883 w Rutherford w stanie New Jersey syn emigranta z Anglii i emigrantki z Puerto Rico przemawia do czytelnika językiem codzienności, nad przypochlebny estetyzm przedkłada surową...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Opowieść o świętym prawie człowieka do samotności, „po śmierci bliskiej nam osoby psychika potrzebuje pogrążenia się w ciszy, wolnej od wszelkiego dźwięku, od rozmów, myśli o pracy, pragniemy oczyszczenia, przejrzystości”, alegoria totalitarnego państwa i wielki ukłon w stronę dzieł Dostojewskiego, motywem przewodnim powieści jest „cząstka wieczności trwająca w każdej ludzkiej istocie, jak srebrny księżyc w spokojnym stawie”, myśl bardziej japońska, niż rosyjska.

Książka wydana w roku 1968.

Na oddziale rosyjskiego szpitala A.D. 1955 skalpel nie nadąża za przerzutami, lata kurczą się do tygodni, dni do minut, a szpitalny regulamin nie przewiduje konsultacji w sprawach sensu życia, choć znużony uśmiech chirurga nie odbiera pacjentom prawa do patrzenia w gwiazdy, pojawiają się obawy, wątpliwości, lęk i pytania o szczęście, „to nie dobrobyt czyni nas szczęśliwymi, lecz dobroć i sposób widzenia własnego życia. I jedno i drugie zawsze zależy tylko od nas samych.”

Opowieść o świętym prawie człowieka do samotności, „po śmierci bliskiej nam osoby psychika potrzebuje pogrążenia się w ciszy, wolnej od wszelkiego dźwięku, od rozmów, myśli o pracy, pragniemy oczyszczenia, przejrzystości”, alegoria totalitarnego państwa i wielki ukłon w stronę dzieł Dostojewskiego, motywem przewodnim powieści jest „cząstka wieczności trwająca w każdej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Niebywale gorzka proza, o grzechach na długie lata obciążających duszę i umysł, pijaństwie i hazardzie, nieobecności i kłamstwach, wielkich nadziejach i równie wielkich rozczarowaniach, bezsilności wobec nieszczęścia i pamięci, narracja toczy się w różnych częściach świata, jest Akra, stolica i główny port Ghany, jest Dublin, jest życie mieszkańców prowincjonalnych irlandzkich miast i miasteczek posługujących się angielszczyzną z Galway lub irlandzkim z wysp Aran.

Powieść ma w sobie coś z zachodu słońca.

„Na pół światło, na pół mrok”

Barry zawsze pisze o Irlandii, jeśli przyjmiemy, że bycie Irlandczykiem oznacza w dużym stopniu uwikłanie w historię, a historia składa się w dużej mierze z pamięci, zapisu i interpretacji, nie może zabraknąć szczelin, pęknięć, iluminacji i niepopamiętanych chwil, dopiero z biegiem upływu lat pojmujemy, że „świat nie jest specjalnie przyjaznym miejscem, na co można by liczyć, gdy jest się młodym i po raz pierwszy wyrusza się w poszukiwaniu szczęścia”.

W powieści „Traktat o łuskaniu fasoli” Wiesław Myśliwski pisał: „każde ślubne zdjęcie, jak pan wie, jest szczęśliwe […] a co się potem dzieje, tego pan już na żadnej fotografii nie zobaczy. Nie ma ani takich aparatów, ani takich fotografów”, jest to ten moment, gdy na scenę wkracza Jack McNulty, główny bohater powieści, z głębi serca, poczucia dotkliwego braku, wstydu i szczerej potrzeby pragnący pożegnać miłość swojego życia, piękną Mai McNulty z domu Kirwan.

Niebywale gorzka proza, o grzechach na długie lata obciążających duszę i umysł, pijaństwie i hazardzie, nieobecności i kłamstwach, wielkich nadziejach i równie wielkich rozczarowaniach, bezsilności wobec nieszczęścia i pamięci, narracja toczy się w różnych częściach świata, jest Akra, stolica i główny port Ghany, jest Dublin, jest życie mieszkańców prowincjonalnych...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Pełna okrucieństwa, grozy i cierpienia narracja przypomina wir wciągający czytelnika w najniższe kręgi piekieł, wraz z bohaterami wirujemy w zamkniętej pętli czasu po orbitach złudnych nadziei i obróconych w nicość życiowych planów, na czas trwania powieści stajemy się częścią korowodu zepchniętych na margines życia mieszkańców węgierskiej prowincji, przytłoczonych niedostatkiem, ciężarem minionych lat i własną bezradnością, skazanych na rozgoryczenie, szaleństwo i rozpacz.

„Niebo? Piekło? Tamten świat? Głupstwa. Jestem przekonany, że to wszystko chybione pomysły. I niepotrzebnie wytężamy wyobraźnię, do prawdy i tak nie zbliżymy się ani o krok.”

Wsparta na surrealistycznych filarach powieść węgierskiego pisarza i scenarzysty László Krasznahorkaiego, laureata literackiej Nagrody Nobla za rok 2025, balansuje na granicy literackiej fikcji i prawdy życia, autor prowadzi czytelnika przez labirynt krzywych luster ludzkiego jestestwa, długie spiralne zdania opisują społeczność pogrążaną w okrutnej i niesprawiedliwej pułapce niemożliwości, droga ucieczki jest złudna, mroczna, rozświetlona jedynie milionami deszczowych kropel.

W połączeniu z tanią palinką efekt jest piorunujący.

Książka mocno niekomfortowa, „przez szparę między brudną zasłoną w kwiatki, powieszoną jeszcze przez matkę, a butwiejącą framugą” spoglądamy na tonącą w deszczu i błocie wieś, sceny iście dantejskie, w pierwszym odruchu pomyślałam, że autor przedawkował palinkę, znane w świecie lekarstwo na ubóstwo, biedę i nieszczęście, usłyszał „dalekie bicie dzwonów” i zmagając się z sennością przykuwającą do stojącego obok pieca krzesła, postradał zmysły.

Powieść można zrecenzować jednym zdaniem.

„Do diabła z tym nędznym życiem!”

Pełna okrucieństwa, grozy i cierpienia narracja przypomina wir wciągający czytelnika w najniższe kręgi piekieł, wraz z bohaterami wirujemy w zamkniętej pętli czasu po orbitach złudnych nadziei i obróconych w nicość życiowych planów, na czas trwania powieści stajemy się częścią korowodu zepchniętych na margines życia mieszkańców węgierskiej prowincji, przytłoczonych...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Napisać powieść opartą na pragnieniu, by Bóg zwrócił każdemu, to co mu odebrano lub co utracił nie jest rzeczą prostą, połączyć to pragnienie z „poczuciem wielkiego odpływu rzeczywistości, odpływu rozmów, odpływu widoków, odpływu świata” jest trudniejsze, natomiast przemiana w szlachetny kruszec literatury niezasłużonej rozpaczy i bezowocnego żalu udaje się już tylko nielicznym.

„Jaką miarą tam, w Niebiosach, Bóg odmierza nasze losy?”

Księga wielkiego przywiązania do rodzinnych stron, także biedy, trosk i marzeń o lepszym losie, co istotne, podnosząca na duchu i dodająca otuchy, odruchowej i bardzo ludzkiej, przenosimy się w czasie i przestrzeni do kresowego miasteczka z żydowską karczmą położonego wśród lasów na litewskiej prowincji, pod koniec XIX wieku zamieszkanego przez ubogich litewskich Żydów, Litwinów i Rosjan.

Nie jeden kielich goryczy przynosi im życie.

„Nie ma na świecie niczego, co bardziej dręczy niż myśli. […] Przed duchotą chociaż cień ratuje. A jaki cień ma uchronić człowieka przed myślami?” A myśli, jak jesienne liście, opadają w powieści Kanowicza „na drewnianą podłogę izby, na chropowate deski w synagodze, na jedyną ulicę miasteczka, na nietkniętą trawę cmentarza! Gdyby je zebrać na stos i rozpalić ognisko, jaki płomień wystrzeliłby nad światem.”

W dużej mierze oparta na dialogach narracja toczy się tak jak u Konwickiego życie, „niczym wiejski wóz po piaszczystej sierpniowej drodze”, bywalcy żydowskiej karczmy grzechów na sumieniu mają co niemiara, nie stronią od siwuchy i niczym biblijny Hiob nieustannie prawują się z opatrznością, przeznaczeniem, losem i całym bożym światem, pierwsze zdania powieści zaskakująco aktualne.

„- Dusza moja jest chora - poskarżył się rabbi Uri i jego ulubiony uczeń Icyk Magid wzdrygnął się. - Czasy są chore, dlatego dusze chorują. - miękko, niemal przypochlebnie zaprzeczył nauczycielowi Icyk. - Trzeba, rebe, leczyć czasy.”

W Polsce wydano siedem powieści Grigorija Kanowicza.

W moim niewybaczalnie subiektywnym rankingu na najwyższe uznanie zasługują: „Koziołek za dwa grosze”, „Ballada o miasteczku” i „Park niepotrzebnych Żydów”.

Napisać powieść opartą na pragnieniu, by Bóg zwrócił każdemu, to co mu odebrano lub co utracił nie jest rzeczą prostą, połączyć to pragnienie z „poczuciem wielkiego odpływu rzeczywistości, odpływu rozmów, odpływu widoków, odpływu świata” jest trudniejsze, natomiast przemiana w szlachetny kruszec literatury niezasłużonej rozpaczy i bezowocnego żalu udaje się już tylko...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

W zbiorze esejów „Pochwała nudy” Josif Brodski, rosyjski poeta i noblista, pisał tak: „Proszę rozszerzać i traktować swoje słownictwo tak, jak traktują Państwo konto bankowe. Proszę zwracać na nie baczną uwagę i starać się pomnażać wpływy.”

Uznawany za arcydzieło literatury światowej poemat „Eugeniusz Oniegin” w interpretacji Macieja Więckowskiego i tłumaczeniu Leo Belmonta brzmi melodyjnie i elegancko, a do tego daje szansę na pomnażanie wpływów, w dużym skrócie opowiada o odrzuconej miłości, zniszczonej przyjaźni i znużeniu salonowym życiem Petersburga, poetycka fabuła zachwyca wdziękiem prostoty, utwór spodoba się każdemu, kto ceni muzykę wiersza, kunszt formy, głębię myśli i piękno w poezji.

Tylko czterech bohaterów, a ile prawd uniwersalnych o człowieku.

Wysłuchałam wersji audio i uważam, że warto, ale jeśli chodzi o oszałamiającą wręcz malarskość tekstu wyżej stawiam „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza, mamy ogromne szczęście, że możemy czytać nasz narodowy poemat w oryginale.

Szczęście, jak wiemy, w życiu nie przeszkadza.

W zbiorze esejów „Pochwała nudy” Josif Brodski, rosyjski poeta i noblista, pisał tak: „Proszę rozszerzać i traktować swoje słownictwo tak, jak traktują Państwo konto bankowe. Proszę zwracać na nie baczną uwagę i starać się pomnażać wpływy.”

Uznawany za arcydzieło literatury światowej poemat „Eugeniusz Oniegin” w interpretacji Macieja Więckowskiego i tłumaczeniu Leo...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

„W Rosji wszystko służy wojnie, w Rosji, wszystko jest polityką, nawet nauka, nawet strofy wierszy, a triumfują jedynie pochlebcy!”

Opowieść o barbarzyńskich moskiewskich obyczajach, czasach gdy „wszystko leczy się wódką, puszczaniem krwi i rózgami w łaźni”, mężczyznach rozsypujących swoje nasienie i kobietach, w których ono dojrzewa, niewiastach traktowanych jak zdobycze wojenne i o tym, że wojskowe sojusze bywają kruche, „zwłaszcza z Rosjanami.”

„Męty Europy - szczyt cesarskiego dworu Rosji.”

Powieść o rozbitkach wyrzuconych przez ocean życia na dwór imperatora Rosji Piotra I z dynastii Romanowów, jest wśród nich lekarz, Francuz, dawniej złodziejaszek, i dama dworu, Niemka, niegdyś prostytutka, oboje służą cesarzowej Wszechrusi Katarzynie I, litewskiej sierocie, praczce wychowanej w domu niemieckiego pastora.

Historia życia i śmierci Marty Heleny Skowrońskiej.

Świetnie pomyślana i ciekawie opowiedziana historia, ale refleksji: „Dla mnie to wszystko było chu*a warte” ze świecą szukać u Dostojewskiego, Turgieniewa lub Czechowa, zastygam w milczeniu, chodzi o niewybaczalnie subiektywne przywiązanie do przekonania, że literatura to jednak język, bowiem to język ustanawia świat książki ; )

„W Rosji wszystko służy wojnie, w Rosji, wszystko jest polityką, nawet nauka, nawet strofy wierszy, a triumfują jedynie pochlebcy!”

Opowieść o barbarzyńskich moskiewskich obyczajach, czasach gdy „wszystko leczy się wódką, puszczaniem krwi i rózgami w łaźni”, mężczyznach rozsypujących swoje nasienie i kobietach, w których ono dojrzewa, niewiastach traktowanych jak...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Opowieść o niewidzialnych więziach łączących jedno pokolenie z drugim, książka wysokiej duchowej urody, cenię, szanuję, uważam, admiruję i wysoko stawiam, bowiem ma ciekawą konstrukcję, wędrujemy przez historię drogą wytyczoną przez przodków, na naszych oczach przesuwają się płyty tektoniczne kolejnych pokoleń, mamy możliwość by zakosztować zdrowej, chłopskiej powszedniości, poczuć, czym jest trud monotonny i szara codzienność w starym fińskim gospodarstwie, czeka nas ciężka praca od świtu do zmierzchu, często tęsknota za innym życiem, czasem głód.

Na każdej stornie zapierające dech w piersi piękno fińskiej prowincji.

Pól, lasów i mokradeł.

Turzyca i karłowate sosny w ostatkach mgły, delikatnej i pełnej tajemnic, łania renifera leśnego z młodym zbyt blisko szałasu nad stawem, szum wiatru w wierzchołkach drzew, gorzki smak sosnowego chleba, szczupak złowiony, nim wodę lód skuł, śpiew skowronka po długiej zimie, mokradła złotem i różem zabarwione, zapach moroszek i dzikiego rozmarynu, bagno porośnięte wierzbówką i wełnianką, cietrzewie na bagnie konkury odprawiają, spacery w letnie poranki po pastwiskach, „gdy wszystko pachnie, a ptaki śpiewają i gdy ma się wrażenie, jakby to był przedsmak Królestwa Bożego”.

Proza o niedostrzegalnej, jednocześnie mocnej nici zespalającej życie i śmierć, ale nie tylko, również o stratach i niedolach pozwalających ujrzeć nurt życia w całej jego głębi.

Opowieść o niewidzialnych więziach łączących jedno pokolenie z drugim, książka wysokiej duchowej urody, cenię, szanuję, uważam, admiruję i wysoko stawiam, bowiem ma ciekawą konstrukcję, wędrujemy przez historię drogą wytyczoną przez przodków, na naszych oczach przesuwają się płyty tektoniczne kolejnych pokoleń, mamy możliwość by zakosztować zdrowej, chłopskiej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Powieść ocean, nie ma początku, ani końca.

Wysoce kontemplacyjny literacki fresk malowany przez fale zachodniego wybrzeża Norwegii, bardziej modlitwa, niż proza, Jon Fosse przemawia do czytelnika głównie ciszą, wysoko ceni pauzy, gdy nie wie, co powiedzieć, zastyga w milczeniu, wraz z głównym bohaterem książki patrzymy na jego stały punkt na morzu, także na ludzi i na łodzie, czas płynie, codzienność toczy się swoim rytmem.

Literatura piękna otwarta na duchowy wymiar życia, głęboko zanurzona w religijnych przemyśleniach, intymne wyznanie wiary, jego siłę nie stanowią dogmaty, ale pewność, że dusza człowieka jest częścią Boga, dlatego kontakt z absolutem może odbywać się poprzez kontemplację, pisarz szuka relacji ze Stwórcą poza kościołem i znajduje, w ciszy, w miłości, w sztuce, w morzu, w drugim człowieku.

Jeśli ktoś szuka kropek na końcach zdań, musi sięgnąć po inną książkę.

Współtwórca polskiej szkoły dokumentu, Kazimierz Karabasz, uważał, że „nie ma piękniejszego krajobrazu, niż pejzaż ludzkiej twarzy”, podzielam ten pogląd, dla głównego bohatera powieści, jest nim Asle, utalentowany artysta malarz / wdowiec, najpiękniejszym krajobrazem jest kobieta o imieniu Ales, to jej obraz nosi zapisany w pamięci, powód jest prosty, zaniepokoiła jego umysł i poruszyła serce.

Niemal monochromatyczna narracja, „w czerni i bieli, tylko w czerni, bieli i szarości, i z odrobiną błękitu w paru miejscach”, połączona pierwiastkiem metafizycznym z krajobrazem, zacinający deszcz, porywisty wiatr, wzburzone morze, nie jest może prosta w odbiorze, ale nie sposób przejść obok niej obojętnie, przyroda podkreśla nastrój relacji międzyludzkich, a zdania układają się w morskie fale.

Powieść ocean, nie ma początku, ani końca.

Wysoce kontemplacyjny literacki fresk malowany przez fale zachodniego wybrzeża Norwegii, bardziej modlitwa, niż proza, Jon Fosse przemawia do czytelnika głównie ciszą, wysoko ceni pauzy, gdy nie wie, co powiedzieć, zastyga w milczeniu, wraz z głównym bohaterem książki patrzymy na jego stały punkt na morzu, także na ludzi i na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

„To nie takie proste życie przeżyć.”

Rosja pierwszej połowy XX wieku zamieniona w pokutną świecę oświetlającą swym blaskiem losy bohaterów, zagadki życia, miłości i śmierci za sprawą talentu autora splecione z rewolucyjnym obłędem epoki i moralnym obliczem pokolenia tworzą ujmująco poetycką, refleksyjną, wielowarstwową narrację, „cząsteczki ściśle odmierzone bólu i szczęścia” pisarz połączył z zachwytem nad światem oraz bliskim każdemu z nas poczuciem przynależności do jego piękna.

Jedyna powieść w dorobku rosyjskiego poety i prozaika.

Literacka Nagroda Nobla za rok 1958.

Interpretacja lektora, Piotra Grabowskiego, wspaniała.

„To nie takie proste życie przeżyć.”

Rosja pierwszej połowy XX wieku zamieniona w pokutną świecę oświetlającą swym blaskiem losy bohaterów, zagadki życia, miłości i śmierci za sprawą talentu autora splecione z rewolucyjnym obłędem epoki i moralnym obliczem pokolenia tworzą ujmująco poetycką, refleksyjną, wielowarstwową narrację, „cząsteczki ściśle odmierzone bólu i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

„Matuszka Rosija” jak żywa, znakomity literacki fresk, poetycki i refleksyjny, a do tego bogato inkrustowany metaforami, intelektualny-estetyczny kadr pewnej epoki.

Nagrodzona Noblem narracja toczy się w pierwszej połowie XX wieku, „rozległe przestrzenie wojny, rozległe przestrzenie rewolucji” i „cherlawe malwy podobne do wieśniaczek w nocnych koszulach, które upał wypędził z dusznych chat na świeże powietrze”, wtajemniczeni przez pisarza w naturę obrotu spraw ziemskich, takich jak czas narodzin, czas miłości i czas śmierci, zastygamy w milczeniu.

Literatura piękna w pełnym tego słowa znaczeniu.

Metafizyka dramatu osobistego, losów lekarza o wielkim sercu i umyśle poety stojącego w obliczu zawirowań historii, połączona z metafizyką dramatu historycznego, dynamicznych przemian społecznych i politycznych, staje się synonimem podziwu dla wszystkiego co w człowieku wielkie i wspaniałe połączonym z przekonaniem, że jedynie dla takich wartości, jak wolność wewnętrzna warto narażać skórę.

Pięknie pomyślana i pięknie przeczytana książka.

„Matuszka Rosija” jak żywa, znakomity literacki fresk, poetycki i refleksyjny, a do tego bogato inkrustowany metaforami, intelektualny-estetyczny kadr pewnej epoki.

Nagrodzona Noblem narracja toczy się w pierwszej połowie XX wieku, „rozległe przestrzenie wojny, rozległe przestrzenie rewolucji” i „cherlawe malwy podobne do wieśniaczek w nocnych koszulach, które upał...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to