Lasy i ludzie : młodość

Okładka książki Lasy i ludzie : młodość autorstwa Ernst Wiechert
Okładka książki Lasy i ludzie : młodość autorstwa Ernst Wiechert
Ernst Wiechert Wydawnictwo: Pojezierze literatura piękna
193 str. 3 godz. 13 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Wälder Und Menschen. Eine Jugend
Data wydania:
1984-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1984-01-01
Liczba stron:
193
Czas czytania
3 godz. 13 min.
Język:
polski
ISBN:
8370021921
Tłumacz:
Tadeusz Ostojski
"Jeśli nawet jest prawdą, że dla dziecka przede wszystkim twarze rodziców są tym, co wśród niepoznawalnego i zagmatwanego świata ciągle wraca i pozostaje, przecież chcę opowiedzieć najpierw o cząstce Ziemi, na której wyrosłem i która ukształtowała mnie w znacznie większym stopniu, niż zwykła to czynić z innymi dziećmi."
Średnia ocen
7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Lasy i ludzie : młodość w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Lasy i ludzie : młodość

Średnia ocen
7,7 / 10
25 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Lasy i ludzie : młodość

avatar
38
39

Na półkach: , ,

Po bardzo dobrym odbiorze „Pani Majorowej” sięgnęłam po „Lasy i ludzie” z dużymi oczekiwaniami — i tym razem coś jednak nie zagrało. „Pani Majorowa” była dla mnie książką, która mocno działała na emocje, poruszała i zostawała w środku na dłużej. Czytało się ją z zaangażowaniem i poczuciem bliskości z głównym bohaterem. W „Lasach i ludziach” tego niestety nie odczułam. To oczywiście wciąż dobrze napisana książka — pełna refleksji, natury i spokojnego klimatu — ale zabrakło mi w niej tej „iskry”, tego poruszenia, które wcześniej tak mocno u mnie wybrzmiało. Czytałam raczej z dystansem niż z emocjami.
Muszę jednak przyznać, że realia szkoły opisanej przez Wiecherta mają nadal dużo wspólnego z obecnymi.

Nie żałuję lektury, ale tym razem Wiechert trafił do mnie dużo słabiej.

Po bardzo dobrym odbiorze „Pani Majorowej” sięgnęłam po „Lasy i ludzie” z dużymi oczekiwaniami — i tym razem coś jednak nie zagrało. „Pani Majorowa” była dla mnie książką, która mocno działała na emocje, poruszała i zostawała w środku na dłużej. Czytało się ją z zaangażowaniem i poczuciem bliskości z głównym bohaterem. W „Lasach i ludziach” tego niestety nie odczułam. To...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1537
1512

Na półkach:

Mimo że nie jest to takie arcydzieło, jak niezapomniane „Dzieci Jerominów" (lektura obowiązkowa!) to przecież wspaniała to, dziś mocno już egzotyczna, podróż Ernsta Wiecherta do bukolicznego dzieciństwa w mazurskich ostępach i jedna z najlepszych relacji o pruskim systemie wychowawczym, który jakimś cudem nie przemielił osobowości wrażliwego Autora na miazgę. 

Nie daję „10” tylko dlatego, że i ta książka wpisuje się jednak w pewną, dziś już jednak mocno anachroniczną, idealizację przednowoczesnych form życia człowieka. Dość naiwnie wybrzmiewa tu przeciwstawienie „dobrej” wsi zepsutemu do cna miastu. I choć Wiechert ma sporo racji, to jednak chyba zawsze pozostał wrogiem nowoczesnej cywilizacji jako takiej, z czym musiało się łączyć upodobanie do harmonii dawnego wiejskiego świata. Niemniej ważne to świadectwo tego życia (nb. na pewien czas trafił do Buchenwaldu).

 „Będąc dzieckiem, żyłem wśród rozległych lasów niby zwierzątko w swej norze, a do naszego domu nie kołatał nikt obcy. Pętał mnie śnieg, zniewalały marzenia”.

 „Wokół ostatnich snopów, które zestawili, stoją wśród zżętych pól mężczyźni i kobiety. Odkryli głowy i wyciągając ze sztyg pojedyncze kłosy na snopek i wieniec, śpiewają w swoim polskim języku powolną i smutną pieśń: „Zachowaj nam łaskę swoją…”. W całkiem nieruchomym powietrzu krążą wysoko drapieżne ptaki, a świat szeroki wydaje się wypełniony ową pełną żałości pieśnią, która znaczy, że lato znów się od nas odwraca”.

 „Wzrastaliśmy niemal w całkowitej samotności, w otoczeniu ludzi posługujących się językiem polskim, ojczystym dla nich językiem, nadto uważających leśniczego – ze względu na styl życia, charakter pracy i pochodzenie – za pana. Tym samym pewnego rodzaju izolacja, ograniczająca bliższe kontakty, dotyczyła i nas, dzieci”.

No właśnie, jedną z największych kulturowych zbrodni Peerelii było, że takich ludzi wypychano z ojcowizny jako "Niemców”do Reichu, nb., jakkolwiek to smutno zabrzmi, nie było to tylko ‘zasługą' ówczesnych władz….  

„Trzeba było jechać trzy mile przez głuche bory. Opatulano mnie chustami, wsadzano pod baranice i tylko oczy pozostawały niezasłonięte i przyglądały się przemykającym obok mrocznym świerkom, za którymi niby ognista ściana płonęło wieczorne niebo”. 

W tej sielance jest również śmierć, także i samemu zadawana - choć nie zawsze, jak w przypadku mojego ulubionego gatunku ptaka, tyle razy nad Mazurami widzianego (niestety, dziś w Polsce zaledwie kilkadziesiąt par. 

 „Kiedy na wielkiej wysokości rybołów nagle składał skrzydła i, nurkując niemal pionowo, rzucał się na dostrzeżoną rybę, zaczynało mi łomotać serce. Spadał w dół niczym iskrzący się bielą piorun, wytryskiwał z wody obłok piany i wolno, ociężale,majestatycznie wyłaniały się z niej skrzydła ptaka, w szponach wiła się wielka ryba, na którą runął. Strzelba za każdym razem mierzyła w to miejsce, z jakiego musiał się wyłonić, ale zawsze ją opuszczałem. Być może dlatego, że obawiałem się chybić, być może dlatego, że bałem się trafić”. 

Naturalne jest zatem stwierdzenie: „Przeniesienie do miasta oznaczało ponad wszelką wątpliwość nie tylko utratę raju, ale i to, iż wraz z nim straciliśmy również wszystko, co najogólniej nazywa się niewinnością”. 

W sumie trudno się dziwić niespełna 12-latkowi, wyrwanemu z upajającej arkadii dzieciństwa – leśniczówki ojca w lasach pod dzisiejszym Mrągowem – i wrzuconego w szkolny kierat królewieckiego gimnazjum, gdzie trzcina nie jest po to, by szumieć mu do snu, jak dotychczas. Miejsce, do którego go zesłano, ma zaś przerobić go na posłusznego poddanego Kaisera i nagiąć do przerażającej mieszczańskiej normy. 

Tak, czy inaczej, wielce satysfakcjonująca to lektura. Wiechert pisze z przepiękna starannością. wykształcenie w Albertinie zrobiło jednak swoje. Ma imponujący styl. Złożone, cyzelowane zdania, ich wyrafinowana konstrukcja - to miód na moją duszę…. 

Przyjazd do Królewca Wiechert opisuje jako „coś zbliżonego do pogrążenia się w morzu światła, huku i gwaru”. Odnotowuje „osłupiające wejście do miejskiego mieszkania z elektrycznym dzwonkiem, gazowym oświetleniem i wodociągiem”. i choć zostanie prymusem w szkole, stale będzie mu brakować„lasów, jezior i zwierząt”. 

Kiedy myślimy o pruskiej szkole, od razu przychodzi na myśl stereotyp, który Autor w pełni jednak potwierdza - spotkał tylko jednego normalnego nauczyciela. A inni….

„Niemal do końca nauki w podstawowej szkole nie było mowy o żadnych ludzkich kontaktach z jakimkolwiek spośród nauczycieli”.

 „Stanowili oni jeden świat, my zaś drugi. Nie ma wśród nich geniuszy pedagogiki ani władzy. Są tacy, którzy biją bez litości oraz tacy,których my zadręczamy na śmierć. Od niektórych uczymy się dużo, od innych nic inie zawsze przyczyną tego jest brak naszej dobrej woli”. 

„Wyciągał z pulpitu długą trzcinę. Bił z całej siły po dłoniach, dziesięć razy, piętnaście, a w miejscach, które trafiał, nabrzmiewały pręgi. – Nauczyłeś się? - pytał wrzeszcząc. - Głupi łajdak się nauczył! Potężne uderzenia spadały ze świstem”. 

„- Dlaczego to musi być tak, panie profesorze? – To musi tak być, ty głupi świński wole!’. „Obchodzono się z nami okrutnie, odpłacaliśmy przeto tą samą monetą.(…) Byliśmy takimi, jak bywa tłum niezależnie od epoki i wieku:brutalni, żądni krwi, skłonni do poddania się przewodnictwu najgorszych”.

A jednocześnie tamtej szkole Autor sporo zawdzięczał.

 „Wówczas kosmiczny smutek był typową fazą dojrzewania,oddawanie mu się zaś i to z całą namiętnością było nader oczywistym wymogiem przyzwoitości obowiązującym młodzieńca o intelektualnych skłonnościach”. 

„A przy tym młodość jest okresem, w którym bezwzględnie domagamy się sprawiedliwości absolutnej, wolności i prawdy, sprzeczność pomiędzy tym, co chcemy, a tym co osiągamy, musi wobec niedoskonałości epoki rodzić uczucie beznadziejności i ogólnego przygnębienia, występującego u młodzieńca pod postacią smutku kosmicznego”.

Z wielką, niespotykaną delikatnością, Autor opisuje swoje pierwsze zauroczenia… 

„Trzeźwiej myślący przyjaciele nieraz ganili mnie potem w ostrych słowach, że dopatruję się w kobiecie cudów, jakich wcale nie posiada, że ów bardzo niedoskonały twór natury wywyższam w sposób marzycielski, przez co jestem współodpowiedzialny za przyznawanie kobietom miejsca, jakie na tym świecie przysługuje tylko aniołom”.

„Również i dziś w pełnym rozkwicie życia jestem tak samo skłonny do dopatrywania się w każdej kobiecie czystego serca, tego, co Bóg zapomniał wygnać z raju i czym obdarzył nas, by choć na krótko rozjaśnił się i cieplał posępny mrok świata”.

 „Wszyscy dorośli, nauczyciele, krewni, a niekiedy również rodzice mieli zwyczaj uśmiechać się kpiąco, a nawet złośliwie, tak jakby zazdrościli mi tego, co sami utracili już dawno i co my również powinniśmy byli jak najszybciej postradać. Nie chcieli bowiem, by wszystko to, czym myśmy się właśnie sycili, przypominało im o ich głodzie”.

 „Stało się tedy to, co zawsze dzieje się ze wszystkimi i nie było bardziej wzniosłe ani też bardziej śmieszne niż kiedykolwiek. Że jednak każdemu z nas pisany jest własny raj oraz własna śmierć, przeto w sposób wyłączny i tylko nam przynależny doświadczamy tego, iż drugi człowiek wchodzi nam w krew i w życie. Mamy też pełne prawo wspominać go ze szczególną wdzięcznością i wzruszeniem, gdyż obdarzył nas szczęściem, nawet jeśli miałoby być ono jednym z wielu przyniesionych przez los” (któż z nas by się pod tym nie podpisał...?).

„Przedtem nie było niczego, niczego nie będzie później. (…)W ostatnich pocałunkach zawierał się już ból rozstania, samotności i zupełnego zagubienia”. 

Ogólny „ból rozstania” musiał odczuwać do śmierci w Szwajcarii w 1950 r.

Gdy go czytałem, miałem nieodłączne skojarzenia z innym bildungsromanem – tyle, że znad nieodległej Niewiaży, czyli niezapomnianą ”Doliną Issy”, jedną z książek mojego życia, najwyżej przeze mnie ocenianą. Iście noblowska tam głębia.  
Tak jak i Miłosz, Autor bezpowrotnie utracił swój „kraj lat dziecinnych". Ale obaj do końca zachowali chyba coś dużo, dużo więcej niż tylko zwyczajowy do niego sentyment. Miłosz był za to atakowany przez tzw. „prawdziwych Polaków”, zapewne nie inaczej część Niemców oceniała i Wiecherta… 

Mimo że nie jest to takie arcydzieło, jak niezapomniane „Dzieci Jerominów" (lektura obowiązkowa!) to przecież wspaniała to, dziś mocno już egzotyczna, podróż Ernsta Wiecherta do bukolicznego dzieciństwa w mazurskich ostępach i jedna z najlepszych relacji o pruskim systemie wychowawczym, który jakimś cudem nie przemielił osobowości wrażliwego Autora na miazgę. 

Nie daję...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
640
225

Na półkach: , ,

Opowieść o utraconej leśnej ojcowiźnie, spopielającej duszę samotności i ubogim dzieciństwie zapamiętanym, jako raj. We wspomnieniach „Lasy i ludzie” szczególnym blaskiem jaśnieje majestat rodzinnych stron i ukojenie, jakie dawał pisarzowi leśny świat / dni, gdy wstawał wraz ze słońcem, a zachód spotykał go w głębi lasu nad brzegami jezior, dokąd zlatywały czaple na nocne łowy wśród trzcin.

„ … łasowanie wiśniowych przetworów przechowywanych w piwnicy zaprawione było gorzką świadomością, iż Bóg widzi skroś piwnicznych ścian, a każda wiśnia jest odnotowywana w mojej księdze występków.”

Spośród wszystkiego, co przeminęło wyłania się oglądany z oddali ojczysty krajobraz i jego melancholia oraz chłopiec wierzący i tak pobożny, jak pobożne może być tylko dziecko, który pewnego dnia staje na moście westchnień, rozdarty między wiarą, a niewiarą, jednym słowem czarowna dzika kraina dzieciństwa zamieniona w przestrzeń mitycznego bezczasu, szybują nad nią orły i ciągną dzikie łabędzie.

Najwybitniejszym dziełem Ernsta Wiecherta / 1887-1950, pisarza niemieckiego, autora powieści, opowiadań, nowel i sztuk teatralnych, jest powieść „Dzieci Jerominów” / 1945-47, mazurski epos, historia mieszkańców Sowiego Zakątka, wsi położonej na terenie dawnych Prus Wschodnich, saga rodzinna o rzadko spotykanej głębi przekazu nazywana epopeją Puszczy Piskiej, bardzo polecam : )

Opowieść o utraconej leśnej ojcowiźnie, spopielającej duszę samotności i ubogim dzieciństwie zapamiętanym, jako raj. We wspomnieniach „Lasy i ludzie” szczególnym blaskiem jaśnieje majestat rodzinnych stron i ukojenie, jakie dawał pisarzowi leśny świat / dni, gdy wstawał wraz ze słońcem, a zachód spotykał go w głębi lasu nad brzegami jezior, dokąd zlatywały czaple na nocne...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

83 użytkowników ma tytuł Lasy i ludzie : młodość na półkach głównych
  • 52
  • 29
  • 2
11 użytkowników ma tytuł Lasy i ludzie : młodość na półkach dodatkowych
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Lasy i ludzie : młodość

Inne książki autora

Ernst Wiechert
Ernst Wiechert
Pisarz niemiecki, który znaczącą część swojej twórczości poświęcił Mazurom. Jego ojciec był leśniczym i pisarz przyszedł na świat w leśniczówce. W Królewcu, w latach 1905-1911 studiował na tamtejszym uniwersytecie przyrodoznawstwo, filozofię, filologię angielską i niemiecką. Po studiach podjął pracę jako nauczyciel gimnazjalny. Po wybuchu I wojny światowej zgłosił się jako ochotnik do wojska, walczył pod Verdun i dosłużył się stopnia oficerskiego. Po wojnie nadal pracował jako nauczyciel, a w roku 1930 przeniósł się do Berlina. Po dojściu do władzy nazistów zrezygnował z pracy w szkolnictwie, przeniósł się do Ambach koło jeziora Starnberger See w Bawarii i żył od tej pory z pisarstwa. Ze względu na krytyczną postawę wobec władz nazistowskich,w 1938 trafił do obozu koncentracyjnego Buchenwald. Wstrząsającą relację stamtąd spisał przed wybuchem wojny i zakopał w ogrodzie – ukazała się drukiem dopiero w 1945 roku. Atakowany za „obrazę” narodu niemieckiego we wspomnieniach z Buchenwaldu oraz rozczarowany powierzchowną denazyfikacją pisarz wyemigrował w roku 1948 do Szwajcarii. Ernst Wiechert należał do najpoczytniejszych pisarzy niemieckich lat trzydziestych XX wieku.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Lasy i ludzie : młodość przeczytali również

Grek szuka Greczynki Friedrich Dürrenmatt
Grek szuka Greczynki
Friedrich Dürrenmatt
Początkowo przypuszczałem, że będzie to jakąś odwrotność „Wizyty starszej pani”, tymczasem na koniec okazało się, że czytałem niemal Witkacego. Durrenmatt nie przestaje mnie zadziwiać i zaskakiwać. Niemal w każdej książce jest zupełnie innym pisarzem, a jednocześnie zawsze równie zaskakujący, a może nawet lekko bezwzględny – i dla swych bohaterów, i czytelników. Dlatego, gdy przed tytułowym Grekiem, skromnie żyjącym niepozornym trybikiem w paryskiej korporacji z lat 50., gnieżdżącym się w podłej mansardzie przegrywem, w ciągu jednego dnia otwiera się wielki świat, od razu czujemy, że coś tu się nie klei i że wszystko może się skończyć wielką, no może choćby małą, katastrofą (a jednak zakończenie otwiera optymistyczną perspektywę).… Bo skoro nie czytamy bajki dla grzecznych dzieci - a z pewnością nie jest nią ta lektura - to jak zrozumieć sekwencje zdarzeń, w której na ogłoszenie matrymonialne bohatera odpowiada tak zjawiskowa, jak i tajemnicza Chloe (tytułowa Greczynka),we wrednej, już wtedy, korporacji awansuje z nizin hierarchii na dyrektora generalnego, staje się osobą powszechnie znaną, chce go malować największy twórca (piękna beka ze sztuki nowoczesnej),kłania mu się ambasador USA, na jego widok kapelusza uchyla prezydent Francji, staje się właścicielem wytwornego pałacyku, ślubu udzieli biskup jego wyznania (rzecz jasna: staronowoprezbiteriańskiego!),itp., itd. Nie chcąc nikomu psuć wyjątkowej słodko-gorzkiej przyjemności, jaką niesie ze sobą ta niepozorna książeczka, tym razem wyjątkowo powstrzymam się przed moim ulubionym spoilerowaniem. Ważne jedynie, by nie ulec wrażeniu, że to tylko purenonsensowa historyjka, bo jest tu podanych wiele poważnych spraw, a jedna z najważniejszych jest faktyczna nienaruszalność hierarchii społecznej i jej nieuchronna dyktatura, dająca o sobie znać w momencie przekroczenia jej granic. Znajdziemy tu wspaniałe, prześmiewcze - czasem bynajmniej nie do śmiechu - epizody, jak np. pierwszą rozmowę z szefem jego korpo, podczas której nie nazywa go on tak, jak powinien był, czyli Arnolfem Archilochosem, lecz Anaksagorasem, Artakserksesem, a nawet Anaksymandrem… Czy – już na początek – można nie zachwycić się takim zdaniem? „W małej knajpce we mgle i deszczu stał się cud. Do tego grubawego, starszego kawalera i nieśmiałego przyjaciela ludzkości, uwięzionego na śmierdzącej mansardzie, zabarykadowanego za mlekiem i wodą mineralną, do tego obładowanego zasadami i objuczonego urazami pomocnika zastępcy buchaltera z jego wiecznie przemoczonymi i podartymi skarpetkami, z niewyprasowaną koszulą, z nazbyt krótkimi garniturami, ze znoszonymi butami i z opacznymi poglądami – przyszła tak czarująca istota, tak iście baśniowa piękność i gracja”. Aha, bardzo to z ducha francuska opowiastka, godna Pereca czy innego Queneau. Inne cytaty: „Wiedział, że jest więźniem bezlitosnego mechanizmu i nie ma możliwości spełnienia cudu, który mu się objawił”. „Powietrze było stęchłe. Ale smród z wychodków dawał się bardziej we znaki niż zazwyczaj. (…) Szum wody w klozetach wydawał mu się coraz bardziej złośliwy i odrażający”. „Była na swój sposób dobrą katoliczką, która chodziła do kościoła – a zdarzało się, że chodziła, aby się żarliwie wypłakać (tak samo żarliwie szlochała w kinie)”. „Pańskie wątpliwości wynikają z obawy, że nie sprosta pan zadaniom dyrektora. Najmilszy, najdroższy przyjacielu. Zadaniom dyrektora potrafi sprostać każdy – mówiąc w zaufaniu, każdy dureń to potrafi”. „To dobrze, że obok przedmiotów, które wyprawiają ludzi na tamten świat, fabrykujemy także przedmioty, które ich na ten świat sprowadzają”. „Chrześcijanin może się zaniepokoić, myślę, kiedy naraz wali się na niego jedno nieszczęście za drugim (…) Kiedy jednak zdarza się coś przeciwnego, kiedy szczęście nie ma granic, wtedy, sądzę, istnieje niechybnie powód do niepokoju”. „Powinien pan przyjąć te wydarzenia z taką pokorą, z jaką pan by je przyjął, gdyby to były nieszczęścia.(…) Może czeka pana osobliwie trudna droga, droga szczęścia, która tylko dlatego nie jest przeznaczona większości ludzi, że byłaby dla nich trudniejsza niż droga nieszczęścia”. „Nieszczęście nie zaskakuje nas, lecz zdarza się dlatego, że musi się zdarzyć, ale szczęście jest dziełem przypadku i boję się, że nasze szczęście skończy się tak samo szybko, jak się zaczęło, a wszystko jest tylko jakimś kaprysem, który igra tobą i mną”. „- Z początku wszyscy tak krzyczą – powiedział. – Jak gdyby można było zmienić świat bez mordu”. „- Jeśli istnieje człowiek, któremu zazdroszczę, to tylko pan, a jeśli istnieje ktoś, o którego się lękam, to także tylko pan”. „Była ona królową w ciemnym państwie żywiołów. Była kurtyzaną. Najsłynniejszą w mieście”. „Mam wrażenie, jakbym ja nawrócił świat, a on mnie, tak że w końcu nic się nie zmieniło i wszystko było niepotrzebne”. „- Nie wolno nam ustawać w poszukiwaniu bogini miłości – szepnęła – w przeciwnym razie ona nas opuści”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na81 rok temu
Kot w mokrej trawie Kornel Filipowicz
Kot w mokrej trawie
Kornel Filipowicz
„...Dokuczliwe dźwięki, które wydaje miasto, ucichły zupełnie, jakby zamknięto szczelnie wszystkie okna wychodzące na tamten obcy świat. Murder odczekał jeszcze chwilę, potem ruszył w głąb świata swojego. Idzie, porusza się bezszelestnie. Podnosi lewą łapę, aby przekroczyć gałązkę leżącą w poprzek jego drogi, gałązkę, która gdyby jej dotknął, wydałaby niepotrzebny głos. Potem przekracza lewą tylną łapą tę gałązkę, nie poruszywszy jej, nie oglądając się poza siebie, doprawdy, jakby miał oko w tej łapie. Oczywiście, łapą nie można widzieć, ale cóż z tego, że nie można wiedzieć? Kot Murder wykonuje tylną łapą taki właśnie ruch, jaki jest potrzebny, aby gałązki nie trącić – i basta. Bo kot Murder w każdym swoim ruchu – stąpnięciu, zatrzymaniu się, skręcie, skoku – musi być absolutnie doskonały. Świat Murdera w swojej stałości i niezmienności, którą Murder tak ceni, jest jednak bardzo różnorodny, tak różnorodny, że wydaje się ciągle zmieniać. Aby istnieć w tym świecie, Murder musi być miękki, giętki, jego ruchy muszą być płynne, nie mogą się nigdy powtarzać. Każdy ruch musi być inny, ale każdy precyzyjny. Ciało Murdera nie może być twarde i kanciaste jak krawędź betonowych schodów, jak futryna okna, jak żelazna poręcz. Murder nie został zrobiony przez człowieka, wystrugany z drzewa ani wykuty z kamienia. Na ziemi i pod niebem, wśród roślin i zwierząt Murder jest częścią całego świata (a może i wszechświata?),tylko bardziej zagęszczoną, samoistną i ogromnie samodzielną, i to jest właśnie egzystencja Murdera. Ale czy kocur Murder wie coś o tym? Murder nie musi nic wiedzieć, bo on jest właśnie tym życiem, tą egzystencją. Wystarczy jeśli, jak to już powiedziałem, zachowa poczucie, że nie jest nikim ani niczym, tylko sobą...” "Najlepiej w życiu ma Twój Kot, bo jest przy Tobie" – napisała z Zakopanego przyszła noblistka Wisława Szymborska do Kornela Filipowicza. Szymborska napisała całą serię absurdalnych dwuwierszy o kotach. "Przyszła Kizia zjadła śledzia/ i spytała się o Fredzia", "Przyszła Kizia zjadła klenia/ i w tygrysa się zamienia", "Przyszła Kizia zjadła szprota/ i udaje superkota". Ważne i istotne miejsce zajmował kot, koty w życiu prozaika, zwłaszcza kotki...a kobiety musiały mieć się na baczności, bo kotki chętnie drapały po nogach z pończochami...i mogły chodzić po biurku pomiędzy rękopisami, dokumentami... Mistrz zwięzłej formy porusza sprawy ważne dla prostego człowieka. Poruszające miniatury filozoficzno - autobiograficzne dotyczące prawdy i egzystencji, naznaczonej traumą wojny i okupacji, pięknem natury dokąd prowadzi oniryzm i surrealizm, jednostka ludzka w konflikcie z samym sobą i globalną wioską, niezrozumienie i poszukiwanie, moralne rozważania i wybory, przeciwwagą staje się poczucie humoru. Uniwersalizm, aktualność tekstów, piękna polszczyzna, warsztat i to, co tylko potrafi uchwycić Kornel Filipowicz, to pozornie chłodne bez emocji teksty, które pulsują i krążą podskórnie...
Edyta Zawiła - awatar Edyta Zawiła
oceniła na74 lata temu
Pani majorowa Ernst Wiechert
Pani majorowa
Ernst Wiechert
Zachwycona książką "Dzieci Jerominów" sięgnęłam po kolejną książkę tego autora. "Pani Majorowa" to opowieść o niezwykłym spotkaniu: wdowy po pewnym majorze oraz żołnierzowi, który po 20 latach wrócił z wojennej wędrówki i niewoli. Spora część książki poświęcona jest perspektywie wspomnianego żołnierza - Michała Fahrenholza. Nie wrócił w ojczyste strony jak bohater, był wszak od wielu lat uznany za zmarłego. Nie wrócił ze spokojem do zajęć sprzed wojny, jak ci, którzy opuścili rodzinne strony zaledwie na kilka wojennych lat. Michałem targają cienie przeszłości, przez ojca traktowany jest jako umarły i tak w pewnym sensie traktuje też Michał siebie. Szuka sensu życia. Choć otrzymał od tytułowej Pani Majorowej pracę i bezpieczne miejsce, traktuje to dalej jako brak wolności, jak "złotą klatkę". Wiechert w mistrzowski sposób opisuje przyrodę. Ma się poczucie jakby siedziało się wraz z Michałem na mokrym mchu i patrzyło w mrok nocy albo niemal dotykało kłosów kłaniającego się zboża. "Pani Majorowa" to książka od której ciężko było mi się oderwać. Choć spodziewałam się nieco innego, bardziej "współczesnego" zakończenia, to zakończenie napisane przez Wiecherta nadaje lekturze pewnej lekkości większej uniwersalności. Dodam jeszcze, że Wiechert to wyjątkowy autor, w którego treściach jest pełno sentencji, wartych do zapamiętania: "Jedno mam tylko do powiedzenia, a mianowicie, że również dzisiaj, podobnie jak to było dawniej, każdy bezdomny człowiek jest stracony, jeśli zapuka do waszych drzwi bez zaświadczenia i dobrych manier. Przykro mi z tego powodu, tak ze względu na was, jak i że względu na ludzi bezdomnych." Czyż te słowa straciły coś na swej wartości, po blisko stu latach?
Nklucja - awatar Nklucja
oceniła na81 miesiąc temu
Jedź dziś nocą! Vilhelm Moberg
Jedź dziś nocą!
Vilhelm Moberg
Szwecja w połowie XVII wieku dokładnie 1649 rok. W królestwie panuje Krystyna z dynastii Wazów (ur. 8 grudnia 1626 w Sztokholmie, zm. 19 kwietnia 1689 w Rzymie) – królowa Szwecji w latach 1632–1654. W 1648 roku została zakończona wojna 30-letnia, która wybuchła 23 maja 1618 roku pomiędzy protestanckimi państwami Świętego Cesarstwa Rzymskiego (I Rzeszy) wspieranymi przez inne państwa europejskie (takie jak Szwecja, Dania, Republika Zjednoczonych Prowincji, Francja),a katolicką dynastią Habsburgów. Po wojnie Królestwo było wyniszczone, panował głód, ziemie ubogie były w plony. W Brandebol było podobnie. To mała wioska obejmująca 12 gospodarstw, gdzie między innymi na swojej odziedziczonej ziemi gospodarzył Ragnar Svedji. Zagroda Svedija podlegała podatkowo panu Ubbetorp, czyli od niedawna panu Klewenowi przybyłemu z Niemiec. Dzień mijał za dniem, ludzie żyli zgodnie z biegiem słońca, według jego praw przeżywali życie i kształtowali swą wiarę. Wstawali wraz ze słońcem i kładli się z nim spać, kiedy zachodziło. Żyli spokojnie dopóki pan Klewen nie zażądał by odrabiali pańszczyznę na jego ziemi. Siłą i przemocą chciał ich do tego zmusić, dodatkowo uwolnił kilka wsi od dziesięciny składanej kościołowi zagarniając ją dla siebie. Chłop Królestwa był wolny, więc czemu miał poddać się żądaniom pana ?! Dlaczego pan z niemieckiej wsi przybywając przywiózł ze sobą niewolnictwo ?! Jedynym który miał odwagę sprzeciwić się panu był Ragnar, ale niestety poniósł za to srogie konsekwencje. "Jedź dziś nocą ! Wić przybyła ! Uwolnijmy się ! " "Jedź dziś nocą" to książka traktująca o problemach uciskanych chłopów, o narodzinach świadomości klasowej chłopstwa, wywłaszczanego z terenów praojców. O odwadze, ale i o słabości uciskanych ludzi. O nadziei na lepsze jutro i smutku, który gościł wśród wygłodzonych, zmizerniałych chłopów. O zdradzie, knowaniach, zawiści ale i przyjaźni. Powieść napisana starym językiem, osadzona w realiach XVII wieku kapitalnie odzwierciedla historię i życie ludzi w tamtych czasach. Dokładny opis klasy chłopskiej ich problemów, opis przyrody, zwyczajów, zabobonów, wierzeń pozwolił mi przenieść się do odległej krainy, zaprzeszłych czasów i poczuć choć trochę klimat minionych, pradawnych lat. I choć ta powieść odbiega stylem od mojej ukochanej "Rodziny Rasków" to mimo wszystko cieszę się z wędrówki po dzikich lasach i pachnących sianem polach, wędrówki, którą odbyłam razem z autorem.
Perzka - awatar Perzka
oceniła na72 lata temu
Sanatorium Dominika Słowik
Sanatorium
Dominika Słowik
Zadziwiłam się. Zadziwiłam się. W dziwny sposób, to króciutkie opowiadanie „Sanatorium” Dominiki Słowik, od razu wpisało mi się w określoną scenerię. Mimo, że nie znam Krakowa, ani Kazimierza jakoś szczególnie, to od razu „rzuciło mnie” - niby żółtego ludzika na mapie Google – w okolice kościoła św. Katarzyny, od strony ulicy Dietla, przed zakrętem prowadzącym do Bazyliki na Skałce. Czemu tam, nie wiem, bo ani to jakieś charakterystyczne miejsce, ani zbytnio związane z Kazimierzem, ani z kulturą żydowską. Pewnie dla Krakusów to ciut śmieszne. Szłam tą ulicą i widziałam kamienice i mury – tyle. Zadziwiłam się. Bardzo rzadko zdarza mi się przeczytać coś na takim poziomie abstrakcyjnego obrazu świata, który do mnie trafia od razu, który tworzy konteksty w mojej głowie niejako mechanicznie. Oczywiście, nie wiem czy zgodnie z przesłaniem, ale właściwie mam to w nosie. Czasem to obrazy są dla mnie oczywiste, ale jestem zaskoczona, że ktoś właśnie tak potrafił je opisać, że trafiały w wyobraźnie. Że ja tak bym nie potrafiła. A z drugiej strony, że jednak bym potrafiła i obraz mój mógłby być niemal podobny. Zadziwiłam się. Kazimierz – miejsce dziwne, z klimatem, któremu nie zaprzecza nikt. W opowiadaniu Kazimierz jest przestrzenią, w której się dzieje. Uderza: choroba ojca – jako schyłek, ludzie w piżamach – jako uwiezieni, bez nadziei, na dodatek znikający, wysmarowani maścią (biel cynkowa, jak kolor skóry zagłodzonych ),krótka wzmianka o chęci wytatuowania nadgarstka (!),mosty zamknięte „niby śniegiem”. Znikanie i zanikanie, przechodzenie z jednej rzeczywistości w abstrakcję obrazów realnych i przejmujących. Zadziwiłam się. PS. Z serii 1 publikacji O_KAZ opowiadanie "Sanatorium" podobało mi się najbardziej.
mieszka - awatar mieszka
oceniła na85 lat temu
Półbaśnie Tadeusz Nowak
Półbaśnie
Tadeusz Nowak
Tadeusz Nowak w pełni sił twórczych i dla kojarzących osobę ta informacja powinna w zasadzie wystarczyć. Coś od siebie? Jedna informacja, co prawda nie do końca potwierdzona, ale ponoć w Watykanie, papież po przeczytaniu książki Nowaka chciał zwoływać nadzwyczajny synod. Oto "Półbaśniowa" przyczyna: "...Bywają psy chłopskie i bywają pańskie. Jedne i drugie, podobnie jak ludzie pochodzą od psiego praboga, urodzonego w psim raju, gdzie nie było pcheł, much, hycli i nie mniej dokuczliwych od nich podrostków rzucających kamieniami, kijami i skamieniałymi na rzemień grudami ziemi. W psim raju, podobnie jak w ludzkim, było pradrzewo, pod którym nie wolno było podnosić ani prawej, ani lewej łapy, żeby ulżyć pęcherzowi, żeby zostawić po sobie smrodliwą pieczęć. Była też w psim raju prasuka stworzona z kawałka psiego ogona. Ona też namówiła prapsa do obsiusiania pradrzewa, za co wypędzono psi ród z należnego mu raju... Odtąd zaczął się gorzki jak piołun psi żywot na ziemi. Psi prabóg, chcąc się zemścić na psim rodzie, zesłał nań plagę much i plagę liszajów. Nie zapomniał też o kleszczach odradzających się nieustannie, wchodzących głęboko pod skórę, wypijających krew. I postawił na psiej drodze istotę do siebie podobną... człowieka. Wtedy psa po raz pierwszy zawiódł węch. Zamiast uciekać od tego stworzenia, pies wyrzucony z raju szedł za nim trop w trop, wylizywał z jego śladów zapach potu i zapach polowania, zapach dymu i zapach gotowanej strawy. Ten przyćmiony węch zemścił się na psim rodzie okrutnie..."
werblista - awatar werblista
oceniła na92 lata temu
Chrystus ukrzyżowany po raz wtóry Nikos Kazantzakis
Chrystus ukrzyżowany po raz wtóry
Nikos Kazantzakis
Grecka wioska zagubiona gdzieś w górach Anatolii pod tureckim panowaniem jakoś na początku XX wieku. To tu umieszcza akcję jednej ze swych nasłynniejszych powieści Nikoz Kazantzakis. A moje pierwsze to książkowe spotkanie z jednym z największych (najsłynniejszym na pewno) greckich pisarzy. Wioskowi notable wyznaczają oto role do odegrania w przyszłorocznym widowisku paschalnym i rozdzielają je między maluczkich. Oto pokazowa celebra, stanowiąca oś ich życia, a nie życie samo w sobie i codzienne czynienie uczynków sprawiedliwych. Jednocześnie gawiedź i możni raz na kilka lat otrzymują swe igrzyska, raz na kilka lat składają (nie jesteśmy bowiem świadkami pierwszego “niewydarzonego” happeningu) ofiarę krwi jak w starożytnym pogańskim misterium. A okazja do sprawdzenia chrześcijańskiej postawy pojawia się niemal natychmiast, bo oto do wioski przybywa grupa wygnanych i prześladowanych przez Turków greckich chrześcijan z dość odległego sąsiedztwa. Kto ich wita? Nie pijani i obżarci notable przecież, a właśnie owi wioskowi maluczcy. I nikogo chyba nie zaskoczy fakt, że największym podlcem i najmniej ewangelicznie usposobionym okaże się nie kto inny jak lokalny pop - ojciec Grigoris. “Nazywasz się Kiler i jesteś killer!” wywrzaskuje w pewnym znanym nam filmie do bogu ducha winnego Jurka Kilera komisarz Ryba. Jakby znał zasadę spełniającej się poprzez etykietowanie przepowiedni, dotyczących ludzkich losów. Tak też i w powieści losy bohaterów zaczynają być determinowane przez role, jakie społeczność im powierzyła: Judasz judzi i jątrzy, Chrystus spełnia uczynki miłosierdzia, Piłat chce jedynie sytości i spokoju, Maria Magdalena… no, wiadomo. Dostajemy opis świata niby odwiecznego, a który już za chwilę przestanie istnieć: wiekowe imperia upadną, tradycyjna religijność uschnie, przez rejon przetoczy się kilka wojen. Ale też i uniwersalną przypowieść o istocie zła, o zbyt ścisłym nieraz powiązaniu nacji i wyznania, o grzechu i odkupieniu. O zdolności do samopoświęcenia. Otarcie się o śmierć (a tej w surowym greckim klimacie dostajemy jej tu mnóstwo) jednych uwzniośla i kieruje ku świętości, innych zaś przygina do ziemi i utwierdza w ich zwierzęcości. Jednych doświadczenie to otwiera na życie, innych na użycie. Wspaniale Kazantzakis opowiada swą opowieść: nie dość, że jest doskonałym scenarzystą, świetnym obserwatorem ludzkich zachowań i postaw, to układa z tych elementów przejmującą opowieść o narastającym napięciu i wstrząsającym finałem. A jeszcze dość sprawnie omija potencjalne pułapki tej wielowątkowej opowieści (jak choćby wiarygodne przedstawienie wewnętrznych przemian głównych bohaterów dramatu). Nic tu nie razi, nic nie kole, nic nie uwiera. Patosu sporo - tyle, ile w przypowieści czy rozprawie moralnej potrzeba, by wydobyć jej uniwersalny charakter. To literatura bardzo sensualna i na wszystkie zmysły oddziałująca. Niemal czujemy te nieznane i obce zapachy i smaki Orientu. Niemal czujemy niedogodności kolejnych pór roku w dość surowym klimacie. Bardzo mi współgra i współbrzmi i z “Mostem na Drinie”, i z “Konsulami ich cesarskich mości”, i - może zwłaszcza nawet - z “Madonną - Syreną”. Mocna to rzecz - prawdziwy moraliet z dobrze rozrysowanym tłem społecznym i historycznym, a postaciami szkicowanymi w lekko pastiszowej manierze. Moje pierwsze spotkanie z pisarstwem Kazantzakisa i od razu coś takiego: prawdziwa perła! Same dobre mam doświadczenia z nielicznymi dotychczas spotkaniami z literaturą grecką. Jakże mnie cieszy, że pewne moje ulubione wydawnictwo literackie ma w swych planach wydawniczych nowiutki przekład jakiegoś tajemniczego zapomnianego greckiego arcydzieła. Ale o tym na razie cicho-sza! Ostrożnie z dawkowaniem tej pozycji dla osób religijnych; nic tak nie może pozbawić wiary, jak postępowanie ziemskich funkcjonariuszy Pana B. Mnie zaś zasmuca o tyle, że w obrządku prawosławnym widziałem jakąś ostatnią - mistyczną? - szansę ocalenia chrześcijaństwa, tymczasem już sto lat temu wiadomo było, że jednak nic z tego. W sumie dość naiwne przesłanie książki. Nie sądziłem jednak, że tak mnie to poruszy. Trochę przypadkowo, a niespodziewanie jedna z książek roku!
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na108 miesięcy temu

Cytaty z książki Lasy i ludzie : młodość

Więcej

Możliwe, że wojna dała mu łaskawą okazję do zakończenia zmarnowanego życia bądź co bądź przyzwoitą śmiercią.

Możliwe, że wojna dała mu łaskawą okazję do zakończenia zmarnowanego życia bądź co bądź przyzwoitą śmiercią.

Ernst Wiechert Lasy i ludzie : młodość Zobacz więcej

Mazury są tym wszystkim, są jednakże czymś więcej. Są lasy, które uszczęśliwiają nas jak jasny uśmiech braterskiej ziemi, są lasy, które napadają na nas niewypowiedzianym smutkiem niczym na wytęsknioną ofiarę. Wchodzisz w nie jak do obcego miasta, myśląc, że opuścisz je przez drugą bramę. Jednak czyniąc pierwszy krok, już wiesz, że tej bramy nie ma, że one nie będą może miały końca niczym las czarowników i że nigdy nie wyjdziesz z nich taki sam na ludzkie drogi. Zatrują twoją krew ciemnym smutkiem pokoju zmarłych. Stajesz i wsłuchujesz się w nie i nie wiesz już, jak masz się uśmiechać po tym ciężkim i milczącym oddechu.

Mazury są tym wszystkim, są jednakże czymś więcej. Są lasy, które uszczęśliwiają nas jak jasny uśmiech braterskiej ziemi, są lasy, które nap...

Rozwiń
Ernst Wiechert Lasy i ludzie : młodość Zobacz więcej

Pochodzę z dużego miasta, z wielu miast. Przeczytałem, było wielu ludzi wokół mnie, pochwała, nagana, pytania, losy. Właśnie przespałem noc w ojczyźnie, w małym domku nad Krutynią. Na małym cmentarzu za ogrodzeniem spali moi dziadkowie, a przede mną leżało zakole rzeki, a za nią rozciągały się bezkresne lasy. Wszystko było szare i zimowe i cicho jak makiem zasiał. I widziałem tylko, że było tylko jedno prawo, po tym jak wszedłem i poszedłem dalej, i zadrżałem trochę przed wielkością i melancholią tego prawa.

Pochodzę z dużego miasta, z wielu miast. Przeczytałem, było wielu ludzi wokół mnie, pochwała, nagana, pytania, losy. Właśnie przespałem noc ...

Rozwiń
Ernst Wiechert Lasy i ludzie : młodość Zobacz więcej
Więcej