-
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać251 -
Artykuły
Za nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać4
Biblioteczka
część, "Jedziemy z matką na północ" zostawiła we mnie bardziej mieszane uczucia. Czułam namiar beznadziei, smutku, depresji. Gdy każda, dosłownie każda, napotkana osoba ma jakieś traumatyczne przeżycia, w każdym domu dzieje się patologia, historia traci na wiarygodności i robi się trochę nużąca.
Ciekawe jakie będę miała przemyślenia po przeczytaniu trzeciego tomu. Nie nastąpi to jednak w najbliższym czasie, na razie mam przesyt
część, "Jedziemy z matką na północ" zostawiła we mnie bardziej mieszane uczucia. Czułam namiar beznadziei, smutku, depresji. Gdy każda, dosłownie każda, napotkana osoba ma jakieś traumatyczne przeżycia, w każdym domu dzieje się patologia, historia traci na wiarygodności i robi się trochę nużąca.
Ciekawe jakie będę miała przemyślenia po przeczytaniu trzeciego tomu. Nie...
Antoni Libera, mimo, że napisał tak niewiele, zajmuje w moim czytelniczym sercu szczególną pozycję. Do dziś pamiętam mój zachwyt nad "Madame", gdy czytałam ją po raz pierwszy w czasach licealnych. Po latach wróciłam do tej książki i zachwyciła mnie tak samo, a niektóre wątki rozbrzmiały zupełnie inaczej. Od tej pory rzucam się na wszystko co Libera napisał.
Kto zachwyca się stylem Libery w "Madame", na pewno zachwyci się też zbiorem krótkich tekstów "Najlepiej się nie urodzić i inne teksty prozą". Każdy tekst, nawet najkrótszy, był dla mnie źródłem językowej rozkoszy. Bo nieważne o czym Libera pisze, ale o sposób, w jaki to czyni. Czytasz i czujesz, jak każdy akapit odkrywa przed tobą nowe warstwy myśli, refleksji i obserwacji. To książka, którą można czytać fragmentami, wracać do ulubionych stron i za każdym razem odnajdywać coś nowego. A całość okraszona jest subtelnym, inteligentnym humorem.
Tylko nieliczni potrafią tak władać słowem.
Antoni Libera, mimo, że napisał tak niewiele, zajmuje w moim czytelniczym sercu szczególną pozycję. Do dziś pamiętam mój zachwyt nad "Madame", gdy czytałam ją po raz pierwszy w czasach licealnych. Po latach wróciłam do tej książki i zachwyciła mnie tak samo, a niektóre wątki rozbrzmiały zupełnie inaczej. Od tej pory rzucam się na wszystko co Libera napisał.
Kto zachwyca...
Dramaty kojarzą mi się z niezbyt ciekawymi lekcjami języka polskiego, lata szkolne skutecznie zraziły mnie do tej formy literackiej. Ogrom zachwytów nad książką Ishbel Szatrawskiej "Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia" przełamał jednak moją początkową niechęć i jakże się cieszę, że tak się stało! To jedna z nielicznych książek, po lekturze której chciałabym ją kupić w wersji papierowej, żeby móc wracać do niektórych fragmentów. Szczególnie zachwycił mnie jeden z końcowych monologów.
Zachwyca mnie jak trafnie Szatrawska komentuje niektóre zjawiska. Jak mistrzowsko miesza groteskę, humor, satyrę z tematami bardzo poważnymi i przemożnie smutnymi. Jak sprawnie przeplatają się w tej książce plany czasowe.
To jedna z tych książek, która będzie żywa w mojej pamięci nawet po latach. Jedna z tych książek, którą będę polecać. Bardzo chciałabym zobaczyć sztukę zrealizowaną na jej podstawie.
A że to dramat? To tylko dodaje książce uroku i dzięki temu mocniej wybrzmiewa jej przekaz.
Dramaty kojarzą mi się z niezbyt ciekawymi lekcjami języka polskiego, lata szkolne skutecznie zraziły mnie do tej formy literackiej. Ogrom zachwytów nad książką Ishbel Szatrawskiej "Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia" przełamał jednak moją początkową niechęć i jakże się cieszę, że tak się stało! To jedna z nielicznych książek, po lekturze...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
"Testament" Niny Wähä to historia o wielodzietnej rodzinie z północnej Finlandii, o ich relacjach, nadziejach, rozczarowaniach, życiowych wyborach - jednym słowem, o życiu. To taka cudownie zwyczajna opowieść, w którą się wsiąka jak w codzienność. Bohaterowie, choć jest ich tak wielu, są żywi, mają swoje wady i zalety, można ich lubić mniej lub bardziej, ale przez to, że nie są papierowi, czytelnik angażuje się w losy każdego z nich. Bardzo cenię takie historie.
Jedyne co mi przeszkadzało to angielskie wstawki w tekście, bez tłumaczenia. Dla mnie nie był to problem, ale mając z tyłu głowy, że chcę pożyczyć tę książkę mojej mamie, która angielskiego nie zna, czuję z tego powodu pewien dyskomfort. Nie są to wstawki, które wpływają na zrozumienie tekstu, ale gdybym nie znała angielskiego to strasznie by mnie to irytowało.
"Testament" Niny Wähä to historia o wielodzietnej rodzinie z północnej Finlandii, o ich relacjach, nadziejach, rozczarowaniach, życiowych wyborach - jednym słowem, o życiu. To taka cudownie zwyczajna opowieść, w którą się wsiąka jak w codzienność. Bohaterowie, choć jest ich tak wielu, są żywi, mają swoje wady i zalety, można ich lubić mniej lub bardziej, ale przez to, że...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
"Miasto" Waleriana Pidmohylnego to książka, która mnie zachwyciła, którą się delektowałam, w której podobało mi się praktycznie wszystko. Zachwycił mnie język - podobno w momencie wydania książki nowoczesny, jednak dla mnie miał czar wielkich powieści lat minionych, kiedy autor pisze pięknie, w punkt, precyzyjnie obnażając najskrytsze zakamarki ludzkiej duszy. Zachwyciły mnie portrety psychologiczne bohaterów książki, sposób budowania postaci. Zachwyciło mnie, jak antypatyczny jest główny bohater, a przy tym jak bardzo ludzki, prawdopodobny, codziennie spotykamy na swojej drodze takich Stepanów.
Skoro już wyraziłam swoje zadowolenie, słów kilka o fabule. "Miasto" to opowieść o Stepanie, który w latach 20. XX wieku przeprowadza się ze wsi do miasta (Kijowa). Początkowo planuje skończyć studia i wrócić na wieś, ale szybko budzi się w nim ambicja, żeby Kijów zdobyć. Wątków tu co nie miara i mam wrażenie, że po ponownej lekturze odkryłabym ich jeszcze więcej. Są one bowiem nakreślone czasami w tle, na pograniczu sfery domysłów.
Jedyny zarzut, i to drobniutki, to rozciągnięcie czasowe wydarzeń, które dzieją się w książce. Poznajemy 1,5 roku życia Stepana, ale mnogość przemian, przybieranych przez niego życiorysów byłyby bardziej przekonujące w dłuższej perspektywie czasowej.
Na koniec, a wyszło dużo dłużej niż zwykle, podkreślę, że książka ta w oryginale została napisana w języku ukraińskim. Wspominam o tym, bo mnie to zaskoczyło. Wspomnę też, że Walerian Pidmohylny miał życiorys tragiczny, acz niestety niezaskakujący. Po przeczytaniu ostatniego zdania "Miasta" poczułam wielki żal, że koło historii zmiotło autora z tego świata, przez co zostało po nim tak mało utworów. Chętnie przeczytałabym więcej.
"Miasto" Waleriana Pidmohylnego to książka, która mnie zachwyciła, którą się delektowałam, w której podobało mi się praktycznie wszystko. Zachwycił mnie język - podobno w momencie wydania książki nowoczesny, jednak dla mnie miał czar wielkich powieści lat minionych, kiedy autor pisze pięknie, w punkt, precyzyjnie obnażając najskrytsze zakamarki ludzkiej duszy. Zachwyciły...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to