rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

"Miasto" Waleriana Pidmohylnego to książka, która mnie zachwyciła, którą się delektowałam, w której podobało mi się praktycznie wszystko. Zachwycił mnie język - podobno w momencie wydania książki nowoczesny, jednak dla mnie miał czar wielkich powieści lat minionych, kiedy autor pisze pięknie, w punkt, precyzyjnie obnażając najskrytsze zakamarki ludzkiej duszy. Zachwyciły mnie portrety psychologiczne bohaterów książki, sposób budowania postaci. Zachwyciło mnie, jak antypatyczny jest główny bohater, a przy tym jak bardzo ludzki, prawdopodobny, codziennie spotykamy na swojej drodze takich Stepanów.
Skoro już wyraziłam swoje zadowolenie, słów kilka o fabule. "Miasto" to opowieść o Stepanie, który w latach 20. XX wieku przeprowadza się ze wsi do miasta (Kijowa). Początkowo planuje skończyć studia i wrócić na wieś, ale szybko budzi się w nim ambicja, żeby Kijów zdobyć. Wątków tu co nie miara i mam wrażenie, że po ponownej lekturze odkryłabym ich jeszcze więcej. Są one bowiem nakreślone czasami w tle, na pograniczu sfery domysłów.
Jedyny zarzut, i to drobniutki, to rozciągnięcie czasowe wydarzeń, które dzieją się w książce. Poznajemy 1,5 roku życia Stepana, ale mnogość przemian, przybieranych przez niego życiorysów byłyby bardziej przekonujące w dłuższej perspektywie czasowej.
Na koniec, a wyszło dużo dłużej niż zwykle, podkreślę, że książka ta w oryginale została napisana w języku ukraińskim. Wspominam o tym, bo mnie to zaskoczyło. Wspomnę też, że Walerian Pidmohylny miał życiorys tragiczny, acz niestety niezaskakujący. Po przeczytaniu ostatniego zdania "Miasta" poczułam wielki żal, że koło historii zmiotło autora z tego świata, przez co zostało po nim tak mało utworów. Chętnie przeczytałabym więcej.

"Miasto" Waleriana Pidmohylnego to książka, która mnie zachwyciła, którą się delektowałam, w której podobało mi się praktycznie wszystko. Zachwycił mnie język - podobno w momencie wydania książki nowoczesny, jednak dla mnie miał czar wielkich powieści lat minionych, kiedy autor pisze pięknie, w punkt, precyzyjnie obnażając najskrytsze zakamarki ludzkiej duszy. Zachwyciły...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

część, "Jedziemy z matką na północ" zostawiła we mnie bardziej mieszane uczucia. Czułam namiar beznadziei, smutku, depresji. Gdy każda, dosłownie każda, napotkana osoba ma jakieś traumatyczne przeżycia, w każdym domu dzieje się patologia, historia traci na wiarygodności i robi się trochę nużąca.
Ciekawe jakie będę miała przemyślenia po przeczytaniu trzeciego tomu. Nie nastąpi to jednak w najbliższym czasie, na razie mam przesyt

część, "Jedziemy z matką na północ" zostawiła we mnie bardziej mieszane uczucia. Czułam namiar beznadziei, smutku, depresji. Gdy każda, dosłownie każda, napotkana osoba ma jakieś traumatyczne przeżycia, w każdym domu dzieje się patologia, historia traci na wiarygodności i robi się trochę nużąca.
Ciekawe jakie będę miała przemyślenia po przeczytaniu trzeciego tomu. Nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Antoni Libera, mimo, że napisał tak niewiele, zajmuje w moim czytelniczym sercu szczególną pozycję. Do dziś pamiętam mój zachwyt nad "Madame", gdy czytałam ją po raz pierwszy w czasach licealnych. Po latach wróciłam do tej książki i zachwyciła mnie tak samo, a niektóre wątki rozbrzmiały zupełnie inaczej. Od tej pory rzucam się na wszystko co Libera napisał.
Kto zachwyca się stylem Libery w "Madame", na pewno zachwyci się też zbiorem krótkich tekstów "Najlepiej się nie urodzić i inne teksty prozą". Każdy tekst, nawet najkrótszy, był dla mnie źródłem językowej rozkoszy. Bo nieważne o czym Libera pisze, ale o sposób, w jaki to czyni. Czytasz i czujesz, jak każdy akapit odkrywa przed tobą nowe warstwy myśli, refleksji i obserwacji. To książka, którą można czytać fragmentami, wracać do ulubionych stron i za każdym razem odnajdywać coś nowego. A całość okraszona jest subtelnym, inteligentnym humorem.
Tylko nieliczni potrafią tak władać słowem.

Antoni Libera, mimo, że napisał tak niewiele, zajmuje w moim czytelniczym sercu szczególną pozycję. Do dziś pamiętam mój zachwyt nad "Madame", gdy czytałam ją po raz pierwszy w czasach licealnych. Po latach wróciłam do tej książki i zachwyciła mnie tak samo, a niektóre wątki rozbrzmiały zupełnie inaczej. Od tej pory rzucam się na wszystko co Libera napisał.
Kto zachwyca...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Dramaty kojarzą mi się z niezbyt ciekawymi lekcjami języka polskiego, lata szkolne skutecznie zraziły mnie do tej formy literackiej. Ogrom zachwytów nad książką Ishbel Szatrawskiej "Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia" przełamał jednak moją początkową niechęć i jakże się cieszę, że tak się stało! To jedna z nielicznych książek, po lekturze której chciałabym ją kupić w wersji papierowej, żeby móc wracać do niektórych fragmentów. Szczególnie zachwycił mnie jeden z końcowych monologów.
Zachwyca mnie jak trafnie Szatrawska komentuje niektóre zjawiska. Jak mistrzowsko miesza groteskę, humor, satyrę z tematami bardzo poważnymi i przemożnie smutnymi. Jak sprawnie przeplatają się w tej książce plany czasowe.
To jedna z tych książek, która będzie żywa w mojej pamięci nawet po latach. Jedna z tych książek, którą będę polecać. Bardzo chciałabym zobaczyć sztukę zrealizowaną na jej podstawie.
A że to dramat? To tylko dodaje książce uroku i dzięki temu mocniej wybrzmiewa jej przekaz.

Dramaty kojarzą mi się z niezbyt ciekawymi lekcjami języka polskiego, lata szkolne skutecznie zraziły mnie do tej formy literackiej. Ogrom zachwytów nad książką Ishbel Szatrawskiej "Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia" przełamał jednak moją początkową niechęć i jakże się cieszę, że tak się stało! To jedna z nielicznych książek, po lekturze...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Testament" Niny Wähä to historia o wielodzietnej rodzinie z północnej Finlandii, o ich relacjach, nadziejach, rozczarowaniach, życiowych wyborach - jednym słowem, o życiu. To taka cudownie zwyczajna opowieść, w którą się wsiąka jak w codzienność. Bohaterowie, choć jest ich tak wielu, są żywi, mają swoje wady i zalety, można ich lubić mniej lub bardziej, ale przez to, że nie są papierowi, czytelnik angażuje się w losy każdego z nich. Bardzo cenię takie historie.
Jedyne co mi przeszkadzało to angielskie wstawki w tekście, bez tłumaczenia. Dla mnie nie był to problem, ale mając z tyłu głowy, że chcę pożyczyć tę książkę mojej mamie, która angielskiego nie zna, czuję z tego powodu pewien dyskomfort. Nie są to wstawki, które wpływają na zrozumienie tekstu, ale gdybym nie znała angielskiego to strasznie by mnie to irytowało.

"Testament" Niny Wähä to historia o wielodzietnej rodzinie z północnej Finlandii, o ich relacjach, nadziejach, rozczarowaniach, życiowych wyborach - jednym słowem, o życiu. To taka cudownie zwyczajna opowieść, w którą się wsiąka jak w codzienność. Bohaterowie, choć jest ich tak wielu, są żywi, mają swoje wady i zalety, można ich lubić mniej lub bardziej, ale przez to, że...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Tajemnica śmierci grupy turystów na przełęczy nazwanej później Przełęczą Diatłowa rozpala wyobraźnię szerokiej grupy ludzi już od ponad 50 lat. Na temat przyczyn tragedii powstała niezliczona liczba wersji, żadna z nich do tej pory nie została jednoznacznie potwierdzona i możliwe, że nigdy nie dowiemy się, co tak naprawdę wydarzyło się z grupą radzieckich studentów.
Temat ten jest dla mnie na tyle fascynujący, że to druga książka o Przełęczy Diatłowa, którą przeczytałam w ostatnim czasie. W międzyczasie obejrzałam też rosyjski serial traktujący o tej sprawie. Niestety, książka Anny Matwiejewy wypada dramatycznie słabo, co mnie trochę zdziwiło. Niedawno słuchałam powieści obyczajowej tej autorki i była to całkiem sprawnie napisana rzecz. "Przełęcz Diatłowa. Tajemnica dziewięciorga" to jednak jakieś nieporozumienie.
Autorka zdecydowała się na mało zrozumiały zabieg - połączenie powieści z publikacją dokumentów na temat sprawy śmierci studentów z grupy Diatłowa. O ile dokumenty śledcze czyta się z ogromnym interesem, to warstwa fabularna woła o pomstę do nieba. Mamy tutaj wątek infantylnej i zwyczajnie głupiej pisarki, która zaczyna interesować się tragedią na Przełęczy Diatłowa i postanawia napisać o tym książkę. W tle jest okropny wątek związany z jej byłym mężem, monologi z kotem i najgorsze z tego wszystkiego - tania mistyka, która przyprawia o ciarki żenady.
Jeśli jesteście zainteresowani tym tematem, jest dużo lepszych książek. Chyba, że pominiecie wszystkie wątki fabularne i skupicie się tylko na materiałach źródłowych - wtedy warto.

Tajemnica śmierci grupy turystów na przełęczy nazwanej później Przełęczą Diatłowa rozpala wyobraźnię szerokiej grupy ludzi już od ponad 50 lat. Na temat przyczyn tragedii powstała niezliczona liczba wersji, żadna z nich do tej pory nie została jednoznacznie potwierdzona i możliwe, że nigdy nie dowiemy się, co tak naprawdę wydarzyło się z grupą radzieckich studentów.
Temat...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Kiedy byliśmy sierotami" to podobno jedna ze słabszych książek Kazuo Ishiguro, mówi się, że sam Noblista wypowiada się o niej dość krytycznie. Nie do końca jednak mogę się z tym zgodzić, dla mnie jedynym nieporozumieniem w wykonaniu Ishiguro pozostaje "Pogrzebany olbrzym".
Z Ishiguro mam tak, że nie jest dla mnie ważne o czym pisze, bo to jak pisze zaćmiewa wszystko inne (przemilczę tutaj kwestię "Pogrzebanego olbrzyma", udajmy, że ta książka nie istnieje). Jego styl to dla mnie prawdziwa uczta. Bardzo formalny, wręcz staroświecki, z długimi zdaniami, z długimi opisami pozornie nieistotnych zdarzeń, które nie nudzą, a stanowią kwintesencję jego powieści. Czy jeśli ktoś tak pisze, pewne niedociągnięcia fabularne mogą mieć jakiekolwiek znaczenie?
"Kiedy byliśmy sierotami" to opowieść o brytyjskim detektywie, który dzieciństwo spędził w Szanghaju. Po zniknięciu rodziców chłopak wraca do Anglii, by wrócić do krainy dzieciństwa jako dorosły mężczyzna, w przededniu wybuchu II wojny światowej.
Trudno jednoznacznie wskazać, z jakim gatunkiem mamy do czynienia. Jest zagadka kryminalna, ale nie jest to kryminał, jest wątek miłosny, ale nie jest to romans. Bardzo przypadła mi do gustu ta niejednoznaczność, a jeszcze bardziej niezwykle subtelne niedopowiedzenia, książka pozostawia szerokie pole do interpretacji i zastawia na czytelnika wiele pułapek.
Nie powinna to być książka pierwszego wyboru jeśli chodzi o prozę Kazuo Ishiguro. Jeśli jednak już się w niej rozsmakujecie, czytajcie i to.

"Kiedy byliśmy sierotami" to podobno jedna ze słabszych książek Kazuo Ishiguro, mówi się, że sam Noblista wypowiada się o niej dość krytycznie. Nie do końca jednak mogę się z tym zgodzić, dla mnie jedynym nieporozumieniem w wykonaniu Ishiguro pozostaje "Pogrzebany olbrzym".
Z Ishiguro mam tak, że nie jest dla mnie ważne o czym pisze, bo to jak pisze zaćmiewa wszystko inne...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Italo Calvino to autor jednogłośnie uwielbiany przez osoby, z recenzjami których co do za zasady się zgadzam. Kupując "Niewidzialne miasta" czułam ekscytację i gotowość do przeżycia wielkiej, płomiennej miłości.
Niestety, nie tylko nie ma miłości, ale nawet zauroczenia. Jest pewna nadzieja, że początkowa niechęć przerodzi się w coś więcej, zgodnie z zasadą, że od nienawiści (chociaż to słowo jest tutaj zdecydowanie zbyt mocne) do miłości jeden krok. Ta iskierka nadziei wiąże się z bardzo plastycznym językiem, który może urzec, oraz z nowatorskim pomysłem, który na poziomie intelektualnym podziwiam, ale na poziomie uczuć odrzucam. "Niewidzialne miasta" to bowiem powieść-eksperyment, składająca się z opisów 55 fikcyjnych miast. Każde miasto jest inne, wyjątkowe, w każdym tli się magia.
O "Niewidzialnych miastach" szybko nie zapomnę. Dawno nie spotkało mnie takie rozczarowanie, przy czym nie jest to rozczarowanie książką, a moim jej odbiorem. Nie poddam się, to nie będzie moja ostatnia książka Calvino.

Italo Calvino to autor jednogłośnie uwielbiany przez osoby, z recenzjami których co do za zasady się zgadzam. Kupując "Niewidzialne miasta" czułam ekscytację i gotowość do przeżycia wielkiej, płomiennej miłości.
Niestety, nie tylko nie ma miłości, ale nawet zauroczenia. Jest pewna nadzieja, że początkowa niechęć przerodzi się w coś więcej, zgodnie z zasadą, że od nienawiści...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Od najmłodszych lat lubiłam historię, a najbardziej fascynowało mnie poznawanie wpływu konkretnych postaci na określone wydarzenia historyczne. Szkoda, że w większości wypadków takie "smaczki" są niepewne, to raczej domysły niż niezaprzeczalne fakty historyczne.
Podobnie jest z książką Kamila Janickiego "Żelazne damy. Kobiety, które zbudowały Polskę", którą, muszę przyznać, doskonale mi się czytało. Głównymi bohaterkami książki Kamila Janickiego są pierwsze władczynie Polski: Dobrawa, Oda, Emnilda. Trudny materiał, bo danych na temat IX i X wieku jest niewiele, a co dopiero o małżonkach władców. O odwadze autora niech świadczy chociażby fakt, że nikt tak naprawdę nie wie, czy pierwsza (chrześcijańska) żona Mieszka I naprawdę miała na imię Dobrawa, kiedy się urodziła i ile miała lat w chwili ślubu z Mieszkiem.
Mimo skąpych źródeł autor dwoi się i troi, żeby ze strzępków informacji (a niejednokrotnie z przemilczeń) zbudować sylwetki pierwszych polskich władczyń, które mogły mieć na swoich małżonków większy wpływ, niż się wydaje.
Czytałam tę książkę z ogromną ciekawością. Do stworzonych przez Janickiego postaci władczyń podchodzę z dystansem, jednak ogromnie fascynowało mnie podglądanie (na podstawie imponującej bibliografii), jak autor stworzył coś praktycznie z niczego.
Świetna pozycja dla miłośników historii.

Od najmłodszych lat lubiłam historię, a najbardziej fascynowało mnie poznawanie wpływu konkretnych postaci na określone wydarzenia historyczne. Szkoda, że w większości wypadków takie "smaczki" są niepewne, to raczej domysły niż niezaprzeczalne fakty historyczne.
Podobnie jest z książką Kamila Janickiego "Żelazne damy. Kobiety, które zbudowały Polskę", którą, muszę przyznać,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Rzadko, bo rzadko, ale bywają takie chwile, kiedy mam ochotę na coś lekkiego i niewymagającego. Nie jest mi jednak łatwo znaleźć takich książek! Wciąż bowiem oczekuję, że będą przyzwoicie napisane i nie będą zbyt głupie i żenujące. Te kryteria spełnił nietypowy kryminał "Nie to miejsce, nie ten czas" autorstwa Gillian McAllister.
Historia rozpoczyna się, jak to w kryminale, od morderstwa. Todd, osiemnastoletni chłopak, zabija starszego od siebie mężczyznę na oczach przerażonej matki, Jen. Jen nie może tego zrozumieć, jej syn przecież nigdy nie sprawiał problemów wychowawczych. Gdy Jen w końcu zasypia, okazuje się, że nie nastało jutro, lecz wczoraj. I z każdym dniem cofa się coraz bardziej w przeszłość. Bohaterka znajduje się w pętli czasu, żeby dowiedzieć się, dlaczego jej syn zdecydował się na dokonanie tak strasznego czynu.
Lubię historie związane z zawirowaniami czasowymi, dlatego konstrukcja tej książki trafiła w mój gust. Dodatkowo, główna bohaterka nie zachowywała się zbyt histerycznie, co często się zdarza w tego typu książkach, co też było na plus. Sama intryga może nie była zbyt zaskakująca, ale nie przeszkadzało mi to śledzić jej z zainteresowaniem.
Książka zdecydowanie nie jest wybitna, ale bardzo dobra jako przerywnik lub do słuchania przy prasowaniu i sprzątaniu.

Rzadko, bo rzadko, ale bywają takie chwile, kiedy mam ochotę na coś lekkiego i niewymagającego. Nie jest mi jednak łatwo znaleźć takich książek! Wciąż bowiem oczekuję, że będą przyzwoicie napisane i nie będą zbyt głupie i żenujące. Te kryteria spełnił nietypowy kryminał "Nie to miejsce, nie ten czas" autorstwa Gillian McAllister.
Historia rozpoczyna się, jak to w kryminale,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Był czas, że intensywnie zaczytywałam się w książkach peruwiańskiego noblisty Mario Vargasa Llosy. Przeczytałam już znaczną część jego powieści, ucieszyłam się więc, kiedy niedawno wpadła mi w ręce jeszcze nieznana przeze mnie pozycja - "Burzliwe czasy".
Vargas Llosa często porusza w swoich książkach wątki polityczne. Nie inaczej jest w przypadku "Burzliwych czasów". Głównym tematem tej powieści są wydarzenia, które miały miejsca w Gwatemali w latach 50. XX wieku. A działo się tam wtedy niemało: próby reform, spiski, zamachy stanu (z którego jeden organizowany był przez USA), morderstwa polityczne. Na tle wydarzeń politycznych toczy się życie osób, które odegrały główne role w tych wydarzeniach.
Przyznam szczerze, że pomimo tego, że lubię w książkach wątki polityczne, nie jest to moja ulubiona książka Vargasa Llosy. Wciągające fragmenty przeplatały się bowiem z dość nużącymi ustępami, które przypominały mi bardziej rozbudowany referat, niż fragment powieści. Doceniam, że dzięki temu dowiedziałam się więcej na temat gwatemalskiej (i nie tylko) polityki w drugiej połowie XX wieku, ale nie zawsze wiedza ta została podana w porywający sposób. Łatwo można się też pogubić w gąszczu imion i nazwisk. Ja miałam zawsze fatalną pamięć do imion, więc momentami musiałam się mocno wysilić, żeby nie zgubić wątku.
Czy warto przeczytać? Na pewno nie zaczynajcie znajomości z noblistą od "Burzliwych czasów". Jeśli jednak jesteście już fanami jego twórczości, pewnie nie będziecie zachwyceni, ale na pewno zaciekawieni.

Był czas, że intensywnie zaczytywałam się w książkach peruwiańskiego noblisty Mario Vargasa Llosy. Przeczytałam już znaczną część jego powieści, ucieszyłam się więc, kiedy niedawno wpadła mi w ręce jeszcze nieznana przeze mnie pozycja - "Burzliwe czasy".
Vargas Llosa często porusza w swoich książkach wątki polityczne. Nie inaczej jest w przypadku "Burzliwych czasów"....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Amy i Isabelle" to moje pierwsze i na pewno nie ostatnie spotkanie z prozą amerykańskiej pisarki Elizabeth Strout. Książka ta skupia się na relacji odrobinę sztywnej i neurotycznej samotnej matki Isabelle z jej nastoletnią córką, która przechodzi okres buntu i przeżywa pierwsze miłości. Nie są to jednak jedyne bohaterki powieści, doskonale zarysowane są również liczne postaci drugoplanowe, głównie kobiece. A całość dzieje się w małym amerykańskim miasteczku w czasie wyjątkowo gorącego lata.
Spodziewałam się, że "Amy i Isabelle" będzie typową opowieścią na pograniczu dramatu i powieści obyczajowej. Pozytywnie się zdziwiłam, gdy po kilkudziesięciu stronach odkryłam, że ta książka aż kipi od bardzo subtelnego humoru. Humor ten nie jest oczywisty, nie rzuca się w oczy, ale tam jest i gdy się go dostrzeże, książka nabiera dodatkowego uroku. Fragmenty, w których Isabelle decyduje się na zapełnienie luk w swoim wykształceniu to prawdziwy majstersztyk.
Nie ma tutaj wiele akcji, ale książka aż kipi od emocji, które bohaterowie starannie ukrywają nawet przed swoim najbliższym otoczeniem. Każdy stara się być normalny, a tak naprawdę wszyscy mają swoje problemy, dziwactwa, pragnienia i niepokoje. Każdy zdaje się każdego oceniać, każdy przejmuje się opinią członków społeczności, a tak naprawdę wszyscy przede wszystkim skupieni są na sobie i na próbie ukrycia, że czują się gorsi od innych.
Doskonała lektura. Do uśmiechu i do zadumy. Myślę, że każdy odnajdzie siebie w bohaterach tej powieści.

"Amy i Isabelle" to moje pierwsze i na pewno nie ostatnie spotkanie z prozą amerykańskiej pisarki Elizabeth Strout. Książka ta skupia się na relacji odrobinę sztywnej i neurotycznej samotnej matki Isabelle z jej nastoletnią córką, która przechodzi okres buntu i przeżywa pierwsze miłości. Nie są to jednak jedyne bohaterki powieści, doskonale zarysowane są również liczne...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Na palcach jednej ręki mogę policzyć liczbę przeczytanych w życiu horrorów. Mimo to skusiłam się na książkę Józefa Kariki "Szczelina". Przekonały mnie bardzo dobre recenzje, pochodzenie autora (do tej pory nie wpadły mi w ręce książki słowackich pisarzy) oraz fakt, że zagadka dotyczy gór.
"Szczelina" to przedstawiona w paradokumentalny sposób historia zagadkowych zniknięć w słowackim paśmie górskim Trybecz. Głównym bohaterem jest bloger Igor, który zainteresował się tematem po znalezieniu starych dokumentów dotyczących pacjenta szpitala psychiatrycznego, który oszalał po 3,5-miesięcznych zaginięciu w okolicach Trybecza. To, co z początku wydaje się idealnym tematem na rozkręcenie bloga, wkrótce staje się koszmarem.
Jak już pisałam, horrory to nie jest "mój" gatunek. Nie czytam takich książek, a filmy oglądam od niechcenia, dla towarzystwa, Nie dlatego, że się boję, po prostu straszne historie mnie nudzą lub śmieszą. "Szczelina" na szczęście pozytywnie mnie zaskoczyła.
Książka ma rewelacyjną atmosferę, trzyma w napięciu, wciąga. To naprawdę fajna historia, przy której można doskonale spędzić czas. Co prawda główny bohater był dla mnie bardzo antypatyczny i momentami jak na mój gust było za dużo powtórzeń, ale nie zepsuło mi to odbioru całości.
Kiedyś, chociaż nie w najbliższej przyszłości, jeszcze chętnie sięgnę po jakąś książkę autora. W przypadku "Szczeliny" świetnie sprawdził się audiobook i pewnie przy tej formie pozostanę.

Na palcach jednej ręki mogę policzyć liczbę przeczytanych w życiu horrorów. Mimo to skusiłam się na książkę Józefa Kariki "Szczelina". Przekonały mnie bardzo dobre recenzje, pochodzenie autora (do tej pory nie wpadły mi w ręce książki słowackich pisarzy) oraz fakt, że zagadka dotyczy gór.
"Szczelina" to przedstawiona w paradokumentalny sposób historia zagadkowych zniknięć w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Jest dopiero maj, ale już mogę z przekonaniem oznajmić, że najnowsza książka Amora Towlesa to moje największe tegoroczne rozczarowanie. Po genialnym, wciągającym i pełnym ciepła "Dżentelmenie z Moskwy" byłam gotowa na kolejny zachwyt, który niestety nie nastąpił.
"Lincoln Highway" to powieść drogi, akcja której rozgrywa się w Ameryce w latach 50. Mamy tutaj całą plejadę głównych bohaterów - świeżo zwolnionego z poprawczaka Emmetta, jego 8-letniego brata Billy'ego, oraz zbiegów z tegoż poprawczaka: Duchessa i Woolly'ego. Emmett wraz z bratem planują udać się w podróż z Nebraski do Kalifornii, ale pod wpływem dwóch uciekinierów cała czwórka zmierza do Nowego Jorku.
Mimo doskonałego warsztatu autora, książka przede wszystkim strasznie mnie nudziła. Nie umiałam zaangażować się w losy bohaterów. Ba, nie umiałam ich nawet polubić. Emmett był mi obojętny, do Billy'ego czułam lekką niechęć, Woolly był oderwanym od rzeczywistości narkomanem, a Duchess wzbudzał we mnie ogromną irytację. Znudzona i zirytowana przez bohaterów ledwo dobrnęłam do połowy i z wielkim bólem musiałam przyznać się do porażki i odłożyć książkę. Gdyby chodziło o innego autora, pewnie pożegnałabym się z nią dużo wcześniej. Cały czas miałam jednak nadzieję, że i ja poczuję magię tej powieści.
Wiem, że książka zbiera bardzo pozytywne recenzje. Jest mi naprawdę przykro, że nie mogę się przyłączyć do zachwyconych głosów. Cóż, może następnym razem?

Jest dopiero maj, ale już mogę z przekonaniem oznajmić, że najnowsza książka Amora Towlesa to moje największe tegoroczne rozczarowanie. Po genialnym, wciągającym i pełnym ciepła "Dżentelmenie z Moskwy" byłam gotowa na kolejny zachwyt, który niestety nie nastąpił.
"Lincoln Highway" to powieść drogi, akcja której rozgrywa się w Ameryce w latach 50. Mamy tutaj całą plejadę...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Długo wzbraniałam się przed zapoznaniem się z twórczością ubiegłorocznej Noblistki Annie Ernaux. Na podstawie recenzji obawiałam się, że to proza przeintelektualizowana, zbyt zaangażowana politycznie, że będzie to bardziej manifest polityczny niż powieść. Nie mogłam się jednak oprzeć, gdy zobaczyłam "Bliskich" na bibliotecznej półce z nowościami. Jak dobrze, że ta książka tam wtedy stała, bo okazało się, że byłam w ogromnym błędzie.
"Bliscy" składa się z trzech części, każda z nich poświęcona jest jednemu członkowi rodziny autorki: tacie, mamie i zmarłej w dzieciństwie siostrze. Części poświęcone rodzicom to przepiękne, intymne wspomnienia napisane po ich śmierci, a część poświęcona siostrze to list do nieznanej małej dziewczynki, dzięki śmierci której narratorka mogła się urodzić.
Jestem oczarowana stylem pisania Annie Ernaux. Opowieści o rodzicach były z pozoru prostymi wspomnieniami o życiu ojca i matki. Jest tu to, co uwielbiam w literaturze - życie zwykłe, codzienne opisane tak, że wsiąka się w te historie. Autorce udało się coś niesamowitego. Opisując prostym językiem zwyczajne życie stworzyła arcydzieło i wywołała we mnie masę emocji. Wiele autorów nachalnie próbuje wzbudzić w czytelnikach emocje używając mocnych słów i sentymentalnych opisów. Tutaj tego nie znajdziemy, a mimo to efekt jest piorunujący.
Trochę mniej podobała mi się trzecia i na szczęście najkrótsza część. Tutaj momentami było trochę "zbyt", ale jestem w stanie to wybaczyć autorce. Jak do tej pory "Bliscy" to najlepsza przeczytana przeze mnie książka w tym roku.
Czytałam, że "Lata" często podoba się mniej niż "Bliscy". Nie mogę się doczekać, żeby sprawdzić, jakie będą moje wrażenia, bo teraz na pewno sięgnę po inne książki autorki.

Długo wzbraniałam się przed zapoznaniem się z twórczością ubiegłorocznej Noblistki Annie Ernaux. Na podstawie recenzji obawiałam się, że to proza przeintelektualizowana, zbyt zaangażowana politycznie, że będzie to bardziej manifest polityczny niż powieść. Nie mogłam się jednak oprzeć, gdy zobaczyłam "Bliskich" na bibliotecznej półce z nowościami. Jak dobrze, że ta książka...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Strefę mroku" Nony Fernández kupiłam jakiś czas temu w akcji charytatywnej wydawnictwa. Opis mnie zaintrygował - książka opowiada o rządach terroru Pinocheta, a pretekstem do snucia tej opowieści jest postać członka tajnej policji, który publicznie wyspowiadał się ze swoich czynów, jeszcze zanim dyktatura upadła. Co za akt odwagi!
Przed przystąpieniem do lektury nie czytałam recenzji, więc byłam zdziwiona formą książki. Spodziewałam się powieści z pogłębionym portretem psychologicznym skruszonego zbrodniarza, a "Strefa mroku" okazała się być bardziej reportażem-powieścią, gdzie główną bohaterką jest autorka. W książce przedstawione są historie ofiar reżimu, jednak obok faktów mamy tutaj wyobrażenia autorki na temat tego, co mogło się dziać w głowach tych ludzi. Nona Fernandez snuje też przypuszczenia i fantazje na temat myśli i uczuć "mężczyzny który torturował.
Na początku ciężko było mi przywyknąć do takiej narracji, ale mniej więcej w połowie zaakceptowałam fakt, że dostaje trochę inną opowieść niż się spodziewałam. Ostatecznie spodobała mi się ta nieoczywista forma, trudna do jednoznacznego określenia gatunkowego. Podobał mi się również język, momentami wręcz poetycki,
Gdybym przeczytała o tej książce więcej przed zakupem, pewnie bym jej nie kupiła. Nie oznacza to, że żałuję. Jest to bardzo ciekawy głos na temat mało znanej mi współczesnej historii Chile. Nie zmienia to jednak faktu, że chętnie przeczytałabym książkę, którą sobie wyobrażałam - klasyczną powieść psychologiczną o człowieku, który torturował.

"Strefę mroku" Nony Fernández kupiłam jakiś czas temu w akcji charytatywnej wydawnictwa. Opis mnie zaintrygował - książka opowiada o rządach terroru Pinocheta, a pretekstem do snucia tej opowieści jest postać członka tajnej policji, który publicznie wyspowiadał się ze swoich czynów, jeszcze zanim dyktatura upadła. Co za akt odwagi!
Przed przystąpieniem do lektury nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Nie przepadam za opowiadaniami, ale od czasu do czasu mimo wszystko po nie sięgam. Za każdym razem liczę na to, że tym razem trafię na coś wyjątkowego. Do zbioru opowiadań George'a Saundersa "Sielanka" zachęciła mnie przede wszystkim... ciekawa, rzucająca się w oczy okładka.
"Sielanki" to niewielka objętościowo książka, taka na dwa wieczory. Znajduje się w niej sześć opowiadań, podobnych jeśli chodzi o poziom, język, głównych bohaterów. Bardzo podobały mi się pomysły na opowiadania, najbardziej ten o parze neandertalczyków i tancerzu erotycznym, który ma problemy ze swoją niedawno zmarłą ciotką. Bardzo dobrze się przy nich bawiłam. Trochę mniej podobali mi się bohaterowie. We wszystkich opowiadaniach byli to niezbyt inteligentni, niezbyt urodziwi i niezbyt obdarzeni jakimikolwiek talentami ludzie, którzy mimo swoich wad nie mieli litości dla wad i niedoskonałości innych. W życiu raczej nie mam styczności z takimi osobami i dlatego trudno było mi patrzeć na świat ich oczami.
Podobała mi się pewna groteskowość i abstrakcja. Momentami może było ich za dużo (np. w okólnikach otrzymywanych przez neandertalczyków), ale w stopniu niepsującym lekturę. Nie podobało mi się natomiast to, że są to... opowiadania. Po raz kolejny nie mogłam przełamać swojej niechęci do krótkiej formy. Byłam ciekawa, jak historia potoczyłaby się dalej. Praktycznie po każdym opowiadaniu czułam niedosyt.

Nie przepadam za opowiadaniami, ale od czasu do czasu mimo wszystko po nie sięgam. Za każdym razem liczę na to, że tym razem trafię na coś wyjątkowego. Do zbioru opowiadań George'a Saundersa "Sielanka" zachęciła mnie przede wszystkim... ciekawa, rzucająca się w oczy okładka.
"Sielanki" to niewielka objętościowo książka, taka na dwa wieczory. Znajduje się w niej sześć...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Oto kolejna książka, która wpadła mi w oko na bookstagramie. Założenie tego konta może nie ma ogromnego wpływu na to, co czytam, ale ułatwia znalezienie kolejnych książek, z którymi mam ochotę się zapoznać.
"Eleanor Oliphant ma się całkiem nieźle" to zgrabna historia o trzydziestoletniej pracownicy działu księgowego, która wiedzie bardzo uporządkowane i samotne życie. Gdy zakochuje się w wokaliście lokalnego zespołu, postanawia coś zmienić i otworzyć się na nowe doznania.
Książka nie jest może zbyt oryginalna i odkrywcza, ale bardzo przyjemnie spędziłam przy niej czas. Zgrabnie napisana, z ciekawymi bohaterami, z kilkoma śmiesznymi momentami. Fabuła raczej łatwa do przewidzenia, ale nie jest to pozycja, w której fabuła odgrywa pierwszorzędną rolę. Ważniejsze są emocje i życie wewnętrzne głównej bohaterki.
Nie jest to książka, która zostanie ze mną na dłużej, ale mimo to wspominam ją ciepło. Idealna na ponure zimowe dni i długie wieczory.

Oto kolejna książka, która wpadła mi w oko na bookstagramie. Założenie tego konta może nie ma ogromnego wpływu na to, co czytam, ale ułatwia znalezienie kolejnych książek, z którymi mam ochotę się zapoznać.
"Eleanor Oliphant ma się całkiem nieźle" to zgrabna historia o trzydziestoletniej pracownicy działu księgowego, która wiedzie bardzo uporządkowane i samotne życie. Gdy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Muszę przyznać, że gdy rozpakowałam paczkę od @artrage, byłam zdziwiona, jak malutka jest ta książka - cienka i o niewielkim formacie. Faktycznie do złudzenia przypomina paszport. Genialny pomysł! Jedyny minus to drobna czcionka. Mi osobiście to nie przeszkadza, ale wiem, że na przykład dla mojej mamy byłby to czynnik, który skutecznie by ją zniechęcił. Dla takich osób pozostaje wydanie elektroniczne.
"Przemieszczenie" to historia pochodzącej z Ukrainy Daszy, która w wieku siedmiu lat emigrowała z rodzicami do Hiszpanii. Jej rodzina nie uciekała przed wojną lub prześladowaniami, jedyne czego pragnęli, to życie na odpowiednim poziomie ekonomicznym. Rodzice Daszy ciężko pracowali, oczywiście znacznie poniżej swoich kwalifikacji, żeby zapewnić córce dostatnie życie i świetlaną przyszłość w nowym kraju. W rezultacie ich córce doskwiera samotność i tęsknota, a w dorosłym życiu nie może nigdzie zapuścić korzeni - nie czuje się w domu ani w Hiszpanii, ani w Ukrainie.
Jest to książka na jeden wieczór, ale opowiedziana w niej historia zostaje w głowie na dłużej. Nie mam takich doświadczeń życiowych jak bohaterka powieści, więc trudno było mi się odnieść do jej stanu psychicznego, ale mimo to, po początkowej rezerwie, polubiłam ją.
Bardzo spodobał mi się temat braku korzeni i nostalgii. Chętnie przeczytam kiedyś książki poruszające podobne zagadnienia.

Muszę przyznać, że gdy rozpakowałam paczkę od @artrage, byłam zdziwiona, jak malutka jest ta książka - cienka i o niewielkim formacie. Faktycznie do złudzenia przypomina paszport. Genialny pomysł! Jedyny minus to drobna czcionka. Mi osobiście to nie przeszkadza, ale wiem, że na przykład dla mojej mamy byłby to czynnik, który skutecznie by ją zniechęcił. Dla takich osób...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Miałam spore obawy przed rozpoczęciem czytania "Na południe od Brazos" Larry'ego McMurtry'ego. Po pierwsze, jest to western, czyli gatunek, którego nie lubię, po drugie, nie znalazłam żadnej negatywnej recenzji. Często tak szeroko chwalone książki okazują się bowiem sporym rozczarowaniem. Moje obawy były jednak bezpodstawne. Dołączam do grona osób zachwyconych tą historią.
Fabuła toczy się w głównej mierze wokół spędu bydła z Teksasu do Montany. Po drodze są Indianie, bandyci, kobiety lekkich obyczajów, niebezpieczeństwa związane z pogodą i ogromną przestrzenią, którą trzeba przebyć.
Autorowi udało się stworzyć niezapomnianych bohaterów z krwi i kości. Każdy z nich ma wady i zalety, jednych się lubi, drugich nie. Jak to w życiu. Książka jest naprawdę obszerna, więc przez tyle stron zdążyłam się zżyć z bohaterami i po przeczytaniu ostatniego zdania poczułam pustkę. Takie wrażenie pozostawia po sobie tylko bardzo dobra literatura.
Co do gatunku, którego się obawiałam. Owszem, niby jest to western, ale taki nieoczywisty. Nie ma tutaj wyraźnego podziału na dobro i zło, a typowo westernowe motywy potraktowane są z przymrużeniem oka. Mamy bowiem szeryfa ścigającego mordercę brata, ale poszukiwania prowadzone są bez większych chęci i zapału. Mamy kowbojów, którzy mają swoje lęki, nie zawsze najlepiej radzą sobie ze swoimi obowiązkami, a do tego są leniwi. Jest rewolwerowiec, który nie umie celnie strzelać. Bardzo mi się ta nieoczywistość podobała.
Jedyny zarzut mam do postaci kobiecych, które najgorzej wyszły autorowi. Zarówno Lorena, jak i Elmira działały mi na nerwy i były nie najlepiej napisane. Wyjątkiem jest Klara, postać rewelacyjna, ale czy to na pewno postać kobieca? Z charakteru przypominała bowiem bardziej mężczyznę.
Kto nie czytał - ogromnie polecam!

Miałam spore obawy przed rozpoczęciem czytania "Na południe od Brazos" Larry'ego McMurtry'ego. Po pierwsze, jest to western, czyli gatunek, którego nie lubię, po drugie, nie znalazłam żadnej negatywnej recenzji. Często tak szeroko chwalone książki okazują się bowiem sporym rozczarowaniem. Moje obawy były jednak bezpodstawne. Dołączam do grona osób zachwyconych tą...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to