W bałkańskim kociołku

Okładka książki W bałkańskim kociołku autora Bożena Iliev, 9788381272650
Okładka książki W bałkańskim kociołku
Bożena Iliev Wydawnictwo: Bernardinum reportaż
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2017-06-12
Data 1. wyd. pol.:
2017-06-12
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381272650
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup W bałkańskim kociołku w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

W bałkańskim kociołku



książek na półce przeczytane 595 napisanych opinii 170

Oceny książki W bałkańskim kociołku

Średnia ocen
7,0 / 10
40 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce W bałkańskim kociołku

avatar
717
606

Na półkach:

Ta książka to fascynująca podróż:)

Ta książka to fascynująca podróż:)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
593
573

Na półkach: ,

Bardzo fajna książka, którą skutecznie wskazuje kierunek najbliższych możliwych wakacji. Punkt, gdzie Orient spotyka się z Europą wytworzył tak specyficzną i różnorodną kulturę, że nie sposób nie ulec jej urokowi. Autorka nie stara się jej w pełni przedstawić ani zanalizować, bo w tak krótkiej publikacji nie sposób tego zrobić, ale daje punkty zaczepienia do dalszego zgłębiania tej fascynującej strony świata. Mnie najbardziej urzekły przepisy kulinarne nie tylko podawane w bardzo przystępnej formie ale i z objaśnieniem w jakich sytuacjach dane potrawy się spożywa. W ogóle takich praktycznych perełek jest więcej, np. co nas może ukąsić na wycieczce i jakie buty włożyć. Wszystko to podane w książce napisanej lekkim, pięknym językiem i starannie wydanej z masą cudnych fotografii. Mnie autorka kupiła i gdybym mogła już dziś pakowała bym walizkę.

Bardzo fajna książka, którą skutecznie wskazuje kierunek najbliższych możliwych wakacji. Punkt, gdzie Orient spotyka się z Europą wytworzył tak specyficzną i różnorodną kulturę, że nie sposób nie ulec jej urokowi. Autorka nie stara się jej w pełni przedstawić ani zanalizować, bo w tak krótkiej publikacji nie sposób tego zrobić, ale daje punkty zaczepienia do dalszego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
193
183

Na półkach:

"W bałkańskim kociołku" to opowieść o Bułgarii z perspektywy kobiety, która wyjechała na chwilę, ale została na lata. Przyciągnęła ją nie tylko różnorodność Bułgarii, ale również mężczyzna, którego poślubiła. Książka bardzo prawdziwa, bo choć jest reportażem, to z domieszką bardzo osobistych przeżyć i subiektywnego spojrzenia.

Bożenna Iliev podaje nam kociołek i to dosłownie. W jej książce znalazłam wiele krótkich historii – o ludziach, zwyczajach, różnicach bułgarsko-polskich, o złożoności i zawiłości przeszłości Bałkanów.

To wszystko przeplatane pięknymi zdjęciami w bardzo dobrej jakości (Wydawnictwo Bernardinum wydało kolejną wizualną perełkę!) oraz niezliczoną ilością przepisów wprost z tamtejszej kuchni. Mnie mocno zaintrygował przepis na kawę…

Autorka przybliża nie tylko samą Bułgarię, ale znajdziemy także opowieści o innych krajach bałkańskich, które mają z nią wiele cech wspólnych. Pokazuje jak trudno oddzielić to, co jest typowo bułgarskie, od tego co macedońskie lub greckie. W bardzo fajny sposób opisała spory co jest czyje i dlaczego – każdy to co dobre, chce nazwać swoim i ma ku temu morze argumentów.

Nie zabrakło bułgarskiego humoru (kilka stron dowcipów wywołało mój szczery uśmiech),muzyki (choro, które tańczy się wszędzie i przy wielu okazjach, jest to tradycyjny narodowy taniec) czy opowieści o różnicach polsko – bułgarskich. Jak choćby to, że herbaty nie wypijana się tam codziennie, ale przy problemach żołądkowych. Turystów kierujących się do Bułgarii autorka ostrzega – gdy Bułgar przytakuje „tak”, to znaczy „nie”. A słowo „prosto” w ich rzeczywistości oznacza „na prawo”. Kolejna ciekawostka językowa to znaczenie bułgarskiego słowa „bułka”. Autorka serwuje nam takie drobne smaczki, które stają się niesamowicie barwnym pejzażem.

"W Bułgarii jest oczywiste, że w dniu wesela trzeba odtańczyć choro przed domem pana młodego i panny młodej. Nikogo nie dziwi, że w supermarkecie, z jakiejś okazji, gra bałkańska kapela i wije się w choro, do którego włączają się klienci sklepu". Str. 62

Opisy kultury, zabytków, przyrody, zwyczajów mieszkańców, anegdoty, romantyczne legendy i opis lokalnych wierzeń i zwyczajów (zadziwiało mnie to ile rzeczy w Bułgarii uznaje się za lecznicze!). Istny kociołek, ale jakże smaczny i strawny, bo podany w bardzo łagodny, przystępny sposób.

Autorka inspirowała mnie opowieściami o ludziach. Potrafią żyć wolno, spokojnie jeść i przeżywać sjestę w środku dnia. Dbają o relacje i zauważają potrzeby drugiego człowieka. Dla mnie jest to wzór slow life, który tak trudno wydobyć z siebie w codzienności.

Książkę zdecydowanie polecam każdemu, kto lubi poznawać świat i spoglądać na niego inaczej niż zazwyczaj.

https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2019/11/21/w-balkanskim-kociolku-bozenna-iliev/

"W bałkańskim kociołku" to opowieść o Bułgarii z perspektywy kobiety, która wyjechała na chwilę, ale została na lata. Przyciągnęła ją nie tylko różnorodność Bułgarii, ale również mężczyzna, którego poślubiła. Książka bardzo prawdziwa, bo choć jest reportażem, to z domieszką bardzo osobistych przeżyć i subiektywnego spojrzenia.

Bożenna Iliev podaje nam kociołek i to...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

96 użytkowników ma tytuł W bałkańskim kociołku na półkach głównych
  • 49
  • 47
20 użytkowników ma tytuł W bałkańskim kociołku na półkach dodatkowych
  • 10
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki W bałkańskim kociołku

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nie i tak. Adam Ferency w rozmowie z Mają Jaszewską Maja Jaszewska
Nie i tak. Adam Ferency w rozmowie z Mają Jaszewską
Maja Jaszewska Adam Ferency
Przenikliwe spojrzenie na człowieka, który nie boi się być sobą — tak można by opisać spotkanie z Adamem Ferencym, wybitnym polskim aktorem, którego życie jest pełne wyrazistych barw i nieoczywistych zwrotów akcji. W książce "Nie i tak", Adam Ferency w rozmowie z Mają Jaszewską odsłania przed nami swoją niezwykłą duszę artysty. To spotkanie absolutnie niestandardowe, w którym nie znajdziemy płytkich anegdot czy plotek. Zamiast tego, aktor podzielił się z autorką swoimi głębokimi dywagacjami na temat życia, sztuki, i rzeczywistości, której nie zawsze widzimy na pierwszy rzut oka. Ferency to artysta niezależny, nieprzekładający na siebie opinii innych, niekonwencjonalny w swoich podejściach. Ceni własną imaginację bardziej niż suchą prawdę historyczną, a niekonsekwencję uznaje za prawdziwą perłę w tej sferze. W tej niebanalnej rozmowie dowiemy się, że aktor nie boi się zadać trudnych pytań. Opowiada o swojej pasji do podróży w przeszłość, gdzie odnajduje ukryte smaczki historii. Mandolina, którą gra, staje się metaforą jego artystycznego temperamentu, a szkoła teatralna, w której przestał uczyć, otworzyła drzwi do indywidualnej techniki dla każdego aktora. Przyjaźń, literatura, kuchnia, wolność, kontakty z bezpieką, i słowa zakłamujące rzeczywistość — tematy są różnorodne i poruszające. To uczta intelektualna bez nadęcia i pozowania, a także momenty refleksji o naszej rzeczywistości, przeszłości i przyszłości. Aktor opowiada również o swoich najważniejszych rolach, o tym, jak podchodzi do każdej z nich i jak odnajduje w nich swoją esencję. Bez ogródek mówi o lękach, zachwytach, i rozczarowaniach, tworząc prawdziwe wykładnicze zwierciadło swojego życia. Ta książka nie tylko daje do myślenia, ale pozwala na inny, głębszy spojrzenie na rzeczywistość. I to nie tylko tę teatralną czy filmową, ale także tę, która otacza nas na co dzień. Cieszmy się możliwością spojrzenia na świat oczami tak nietuzinkowej osoby, jak Adam Ferency. To spotkanie z aktorem, którego autentyczność przykuwa uwagę i inspiruje do własnych refleksji. #NieITak #AdamFerency #Sztuka #Teatr #Aktorstwo #Rzeczywistość #NiezwykłaRozmowa #PrzenikliweMyśli #Inspiracja #Refleksje #NietuzinkowyArtysta #SpotkanieZPasją #Autentyczność #KsiążkaKtóraZachwyci #CzytanieWarto #IntrygującaLektura #OdkrywaniePięknaSztuki #ZapraszamyDoCzytania #HistorieZŻycia #RzeczywistośćPrzezPryzmatSztuki #InnaPerspektywa #NieoczywisteSpojrzenie #TajemnicaWewnętrznaCzłowieka #ZapraszamyDoLektury
Patryk_k - awatar Patryk_k
ocenił na72 lata temu
Ja nie leczę, ja uzdrawiam. Prawdziwa twarz polskich bioenergoterapeutów Katarzyna Janiszewska
Ja nie leczę, ja uzdrawiam. Prawdziwa twarz polskich bioenergoterapeutów
Katarzyna Janiszewska
Ja myślałem, że to jakieś heheszki będą, a to całkiem poważna książka! I... bioenergoterapeuci tam opisani zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie ...gorsze zrobili lekarze, a już najgorsze duchowni :D no może nie wszyscy, ale zwłaszcza ten pierwszy. Ale po kolei: książka to takie wywiady autorki z bioenergoterapeutami, lekarzami, duchownymi, kilka relacji pacjentów, trochę o historii... Jest to dobrze złożone, autorka z powagą i otwartością podeszła do tematu i książka jest bardzo ciekawa, dobrze i szybko się czyta (tylko nie ma spisu treści - właśnie zauważyłem! masakra, książka bez spisu treści?!). Bioenergoterapeuci wypowiadają się bardzo sensownie i nawet niezbyt fantastycznie, podkreślają że pacjentów zachęcają do regularnych wizyt lekarskich, a zniechęcać im nie wolno i się z tym zgadzają. Lekarze natomiast krzyczą, że uzdrowiciele. odwodzą ludzi od leczenia - to jak to jest? Lekarze mówią o jakichś przestarzałych sprawach, o akurat innych ludziach niż ci którzy udzielili wywiadów do książki czy uzdrowiciele kłamią? Nie wiem, jeśli nie zniechęcają to ok, jeśli zniechęcają, to nie ok, no ale oceniam to co czytam, a po tym co przeczytałem zrobili dobre wrażenie. Baa, nawet pomyślałem, że ja mógłbym skorzystać! :P Chory nie jestem, to nie ma problemu, ale może by mi trochę energii dodali, nawet jeśli to miałoby być tylko placebo, może zadziała ;) Nie mówiąc już o tym, że ten hotel-piramidę w Tychach fajnie byłoby odwiedzić nawet nie ze względu na założyciela, ale dlatego że to po prostu ładny i ciekawy hotel jest! (a i okolica chyba niebrzydka). No ale przejdę teraz do cytatów, a trochę ich mam... "Dawniej dużo się mówiło o boskich energiach. Dziś bioenergoterapia jest czymś, co można poznać, praktykować. Wiadomo, jak się to robi, jaki powinien być efekt. Że, na przykład, jeśli bioenergoterapeuta odpowiednio ułoży dłonie na czyichś kolanach, to jest w stanie wywołać w nich ciepło. Jeżeli będzie chciał, to wywoła ciepło nie w kolanach, ale w stopach. A jak za chwilę zmieni zdanie, wywoła ciepło w ramionach, trzymając nadal dłonie na kolanach." (str.16) - ciekawe... "[Leszek Mallibruda:] Z biznesowego punktu widzenia to naturalna sytuacja. Jest popyt, jest podaż, biznes się kręci. Czy należy za to kogoś potępiać? Moim zdaniem nie. Jeśli ludzie chcą wydawać pieniądze i polepsza się dzięki temu ich samopoczucie, to pod warunkiem że przy okazji się im nie szkodzi, nie powinno to podlegać restrykcjom czy potępieniu. Tym bardziej że bioenergoterapeuci bardzo często poprzez psychologiczne mechanizmy wiary i autosugestii faktycznie powodują nie tylko polepszenie samopoczucia, ale również odporności organizmu. Proszę pamiętać, że cała medycyna odwołuje się do tego mechanizmu. Przecież to nie lekarze leczą. Oni tylko pomagają w tym, aby organizm sam się wyleczył. Najpierw badając możliwości, później podając farmaceutyki zwiększające odporność lub, na przykład chirurgicznie, obniżając pole rażenia zmian chorobowych. Chodzi o to, by umieć uruchamiać naturalne, własne, odpornościowe siły organizmu u każdego pacjenta. A w dużym stopniu uruchamia je wiara." (str.34) - w sumie to prawda. Jeśli coś nie może zaszkodzić (a jeśli bioenergia zdaniem lekarzy nie istnieje, to nie może),to nie ma problemu. I tak też wielu specjalistów się z resztą wypowiada: "Na pytanie, czy bioenergoterapeuci leczą, udzieliliśmy odpowiedzi jednoznacznie negatywnej. Nie leczą, ale pomagają. Poprzez autosugestię, sugestię, wiarę, poprzez wszystko to, co odnosi się do mechanizmów psychologicznych, które, jak wiemy, odgrywają niesłychanie istotną rolę w budowaniu odporności organizmu." (str. 120) "„Nie ma nieuleczalnie chorych, są choroby, których nie potrafimy jeszcze leczyć. Poznałem siłę nadziei i destrukcyjną moc rozpaczy. Zalecam trwanie przy nadziei, nigdy bowiem nie wiadomo, w której chwili i skąd może przyjść ocalenie” — profesor Julian Aleksandrowicz" (str.135) Tu z kolei pewne możliwe wyjaśnienie "działania" uzdrawiaczy: "Uzdrowiciele nie żądają dokumentacji medycznej. Opierają się na tym, co mówi pacjent. To może być seria przekłamań. Na przykład chory, który przyjeżdża do uzdrawiacza, jest leczony z powodu nowotworu i otrzymał informację, że jeżeli nowotwór byłby w fazie rozsiewu, to rokowanie będzie złe. Ale ten nowotwór - okazuje się - nie był w fazie rozsiewu. I gdyby ta osoba nie przyszła do bioenergoterapeuty, też by przeżyła jedenaście lat." (str.139) "To są ludzie, którzy mają pewną intuicję i wrodzoną zdolność nawiązania bliskiego kontaktu z człowiekiem chorym: nawiązywania relacji, informowania, wzbudzania zaufania, wiary, nadziei. To wszystko składa się na wyjaśnienie fenomenu lecznictwa niemedycznego, który z kolei przekłada się na milion trzysta tysięcy wizyt rocznie w gabinetach różnych uzdrowicieli. Ich działanie opiera się na efekcie placebo, potrafią go uruchomić. Ale to powinna być przecież domena lekarzy." (str.159) "Rocznie umiera około pięciu tysięcy osób z rozpoznanymi nowotworami, bo albo przerwały leczenie pod wpływem sugestii bioenergoterapeutów, albo w ogóle się nie zgłosiły do lekarza, tylko leczyły się u uzdrawiacza, z wiadomym skutkiem, czyli zerowym." (str.164) - a to jest już smutne... "Rei to energia, z niej zbudowany jest wszechświat i wszystko, co istnieje. Ki jest indywidualne, każdy ma własne: każda istota żyjąca, ale też samochód, dom, kamienie szlachetne. - Dla pani ten stół to zwykły przedmiot - mówi. A ja widzę, że jest złożony z atomów, a każdy atom ma jądro, protony. Wszystko jest materią, wszystko ma swoją energię." (str.259) - o, to bardzo rezonuje ze mną. Też tak świat widzę. No a teraz hit, wypowiedź ks. Aleksandra Posackiego: "- Uzdrawiacze chcą człowiekowi zabrać cierpienie, nie pytając Boga, czy On tego chce - tłumaczy ojciec Posacki. - Jest to naiwny optymizm, że jakieś działania, których natura nie jest do końca jasna, mogą zmienić stan chorego i go uzdrowić. Takie arbitralne, aprioryczne założenia nie mają żadnych racjonalnych przesłanek." (str.284) -...ja bym chciał żeby to wybrzmiało: "Takie arbitralne, aprioryczne założenia nie mają żadnych racjonalnych przesłanek." - to mówi ksiądz. Ksiądz (katolicki?). Bardzo jestem ciekawy jakie racjonalne przesłanki ma w takim razie wiara w Boga. Bo na razie przypomina mi to przepychankę fana Batmana z fanem Spidermana na temat tego który bohater jest prawdziwy ;) "W przypadku Madzi z Brzeznej zawiadomienie o przestępstwie złożył szpital. Rodzice, nawet siedząc w areszcie, nie chcieli zeznawać przeciwko znachorowi." (str.371) - wcale się nie dziwię, mnie też by było wstyd. Na koniec cytat może nie bezpośrednio związany z zagadnieniem, ale warty uświadomienia sobie: "[prof. Zbigniew Libera:] Mamy w głowach obraz chłopów, takich jak z ekranizacji dzieł Reymonta - ładnych, uczesanych, przypominających nas z dzisiaj. W tamtych czasach wiele osób było ospowatych, bez kończyn, palców - w czasie roboty fizycznej łatwo było je stracić. Nie byli tacy piękni, rześcy, rumiani, jak to sobie wyobrażamy. Ulegamy stereotypom, że kiedyś ludzie byli zdrowsi, dłużej żyli, bo się lepiej odżywiali, jedzenie nie miało konserwantów. A prawda jest taka, że ludzie głodowali, jedli według dzisiejszych standardów - byle co. Byli chorowici, słabi." (str.311) Podsumowując: książka dobra, temat podjęty z otwartością i bez ocen, więc ja też uzdrowicieli nie będę oceniać. Minus za brak spisu treści. (czytana: 24.11-5.12.2024) 5-/5 [8/10]
lex - awatar lex
ocenił na81 rok temu
Dziewczyna Misia Klaudia Iwanicka
Dziewczyna Misia
Klaudia Iwanicka Krystyna Podleska
Krystynę Podleską Polacy znają chyba bardziej jako Christine Paul-Podlasky, lub po prostu Aleksandrę Kozeł z „Misia” Barei. Ja też byłem niestety przekonany, że to aktorka-amatorka, raczej epizodystka (pamiętam ją jeszcze z „Barw ochronnych” Zanussiego),bo prędko słuch po niej zaginął. A tu się okazuje, że to tancerka, baletnica oraz dyplomowana aktorka z bardzo dużym dorobkiem teatralnym i filmowym! Jest także tłumaczką, co zawdzięcza polskiemu pochodzeniu i angielskiemu wykształceniu. Podleska w wywiadzie-rzece opowiada o całym swoim życiu. Najciekawsze jednak miała dzieciństwo: urodzona w Londynie w 1948 roku, jeszcze za panowania Jerzego VI, miała bezpośredni kontakt z emigracyjną Polonią. Znała Jadwigę Beckową, generała Andersa i Renatę Bogdańską (czyli Irenę Anders) czy Mariana Hemara, który specjalnie dla niej napisał rolę w sztuce. Jej rodzina przyjaźniła się z Dygatem i Kaliną Jędrusik. Podleska bardzo prędko wsiąknęła w tamten świat – poznała w Londynie chociażby Polańskiego. W tle mamy też szalone lata 60’ XX w., Beatlesów oraz artystów angielskich, z którymi Podleska miała równie intensywny kontakt co z polskimi. W kolejnych rozdziałach aktorka opowiada o swoich rolach teatralnych i filmowych. Rozdział o „Misiu”, na który pewnie każdy czytelnik tak zatytułowanej książki liczy, był bardzo skąpy, oszczędny i mało szczegółowy. Trochę się zawiodłem. Ostatnie rozdziały to już sprawy dość prywatne: zwierzęta, przyjaciele, mężowie i partnerzy, a także wegetarianizm, według zasad którego Podleska żyje. Świetnie było poznać tę nieco zapomnianą, zaszufladkowaną do jednej czy dwóch ról aktorkę, od innej strony. Zaprosiła nas do swego świata, który jest bardzo bogaty i interesujący. Chociażby dla samych wspomnień londyńskich warto przeczytać tę książkę. Panuje w niej jednak nieco chaosu. Podleska kilka wątków powtarza w różnych miejscach książki, przeskakuje czasami po wydarzeniach. W rozdziale o „Misiu” nazwisko głównego bohatera zapisane jest „Ochucki”. Znam raczej zapis „Ochódzki”, choć z książki o Barei wiem, że Ryszard miał być Nowohucki, od Nowej Huty. Być może stąd ta pomyłka w książce Podleskiej. Bez sensu były też drążenia Iwanickiej na temat Ireny Dziedzic. Powielane stereotypy o pytaniach i odpowiedziach przygotowanych przez Dziedzic i filmowaniu jej przez pończochę ani nie były potrzebne, ani niczego do dyskusji nie wniosły, zwłaszcza że Podleska wielokrotnie powtarzała, że nie pamięta w ogóle swojego udziału w „Tele-Echu”, a w tamtym czasie nie kojarzyła nawet, kim była Irena Dziedzic.
Mister Oizo - awatar Mister Oizo
ocenił na61 rok temu
Niedźwiedzica z Baligrodu i inne historie Kazimierza Nóżki Marcin Szumowski
Niedźwiedzica z Baligrodu i inne historie Kazimierza Nóżki
Marcin Szumowski
"– Miała wcze­śniej jedno. Pięk­ną szarą ku­lecz­kę. Wi­dzia­łem, jak uczy ją wspi­na­nia się na drze­wo, po­ko­ny­wa­nia po­wa­lo­nych ga­łę­zi, znaj­do­wa­nia po­ży­wie­nia, jak po niedź­wie­dzie­mu od­kry­wa przed ma­lu­chem świat. Była bar­dzo tro­skli­wą matką.." ⠀ Kolejne spotkanie przy kawie i drożdżówkach z dobrymi znajomymi, którzy z pasją opowiadają o swojej pracy. Ale nie boją się również opowiadać o tematach trudnych i przestrzegać innych. Las i zwierzęta bywają nieobliczalni. W tej części dużo o Adze -" Niedźwiedziu z Baligrodu" i jej potomstwie. Nie brakuje jednak innych zwierząt np rysiów, węży czy też pszczół. Przede mną ostatnia z części i smutek, bo opowiadania Kazimierza Nóżki mogłabym czytać i czytać... ⠀ Książkę zaliczam do #czytam_se. "W czerw­cu 2012 roku w Ogro­dzie Zoo­lo­gicz­nym w Kolmården w Szwe­cji wa­ta­ha zło­żo­na z ośmiu wil­ków za­gry­zła swoją opie­kun­kę, choć ko­bie­ta zaj­mo­wa­ła się nimi od czasu, kiedy były szcze­nia­ka­mi. Nie wia­do­mo, co spro­wo­ko­wa­ło zwie­rzę­ta do ataku. Być może jed­nym z de­cy­du­ją­cych czyn­ni­ków był wła­śnie brak stra­chu. Atak na­stą­pił w chwi­li, gdy ko­bie­ta brała udział w czymś, co dy­rek­cja zoo na­zy­wa­ła „ak­tyw­no­ścią spo­łecz­ną”. Po­le­ga­ło to na bli­skim prze­by­wa­niu wśród wil­ków, które miało za­cie­śnić więzi z opie­ku­nemz opie­ku­nem i utrzy­mać za­ufa­nie zwie­rząt." ⠀
annkuczyta - awatar annkuczyta
oceniła na83 lata temu
Tylko przeżyć. Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy Sylwia Winnik
Tylko przeżyć. Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy
Sylwia Winnik
Wspaniała pierwsza historia opowiedziana przez Annę, żonę żołnierza i matkę chłopca, który też stoczył bitwę...druga natomiast przedstawia całą sytuację z perspektywy jej rozgadanego ;-) męża, który w pewnym momencie na pewno nie łatwą decyzją ale zawiesza swoje misje na rzecz rodziny. Pomijam trzecią, bo te przekleństwa (fakt, że było ich niewiele ale...) były prostackie i raczej niezbyt męskie, niczym popisówa podchmielonego pana spod budki z piwem. Kontynuując - czwarta opowieść ciekawa i piąta też i kolejne... Są czekający nie tylko na powrót tych co na służbie, ale przede wszystkim na znak, telefon, chwilowy spokój. Są i ci, którym poświęcona jest książka, walczący, ale też próbujący się ochronić od kul, rakiet czy niespodziwanych pułapek. Oni drobiazgowo opisują rzeczywistość w Afganistanie, Iraku czy Syrii, ale też o swoich wątpliwościach, myślach skierowanych w stronę najbliższych, którzy w Polsce starają się nie dać czarnym scenariuszom. Gdy żołnierz jest sam, sytuacja nie jest tak trudna, posiadając rodzinę, zwłaszcza dzieci - jest nie do pozazdroszczenia. Obie strony są w ciągłej niepewności i wyczekiwaniu. Nie ukrywam, że zapewne z racji płci, bardziej przyswajalne były dla mnie wypowiedzi kobiet. Ich mężowie mówią o nich "bohaterki", jednak ja tak nie uważam, one po prostu zostały postawione przed faktem dokonanym i musiały sobie radzić, często z pomocą przyjaciół, rodziny. Nie miały wpływu na wybór swoich partnerów. Zabraniając im wyruszyć na misję, wyrwałyby im kawałek siebie, pozbawiły radości wykonywania tego, co kochają, a tym samym wcześniej czy później odbiłoby się to na ich relacji w sposób negatywny. Zatem pewien element strategii jest z ich strony uruchomiony. Nie chcesz stracić chłopa, nie ograniczaj go ;-) Natomiast właśnie ich punkt widzenia był dla mnie istotniejszy. Lubię Sylwię Winnik i jej dobór osób prezentowanych w książkach. Do tej pory zawiodłam się tylko raz, ale zdecydowana większość jej pomysłów jest warta pochwały. "Tylko przeżyć" również na nią zasługuje.
pasjonatka - awatar pasjonatka
oceniła na91 rok temu

Cytaty z książki W bałkańskim kociołku

Więcej
Skarlet Albert W bałkańskim kociołku Zobacz więcej
Skarlet Albert W bałkańskim kociołku Zobacz więcej
Skarlet Albert W bałkańskim kociołku Zobacz więcej
Więcej