Poezje wybrane

Okładka książki Poezje wybrane
Vachel Lindsay Wydawnictwo: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza Seria: Biblioteka Poetów poezja
133 str. 2 godz. 13 min.
Kategoria:
poezja
Seria:
Biblioteka Poetów
Wydawnictwo:
Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza
Data wydania:
1977-06-01
Data 1. wyd. pol.:
1977-06-01
Liczba stron:
133
Czas czytania
2 godz. 13 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Robert Stiller
Tagi:
poezja amerykańska
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,3 / 10
3 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
638
591

Na półkach: ,

Czyja wyobraźnia byłaby zdolna do narysowania Mapy Wszechświata? Z pewnością ta, która należy do Vachela Lindsaya. A który z poetów potrafiłby z tak wielką absurdalnością oddać prawdziwy kształt Ewangelii Piękna? Właśnie on, twórca skrywający pod płaszczykiem infantylności ogromną dojrzałość. Żaden z niego astronom ani teolog. Jednak z Wszechświata sporządził piękny temat do poetyckich rozważań a swoim wizjonerstwem obdarował ewangelie ciepłymi kolorami. Taki był amerykański poeta. Nonkonformistyczny niczym jego morski mustang, płynący pod prąd Missisipi. Liryczny mistyfikator, zjednujący swoim barytonem tłumy na poetyckich wieczorkach. Czego mu w takim razie brakowało? Bo chyba nie oryginalności. Wydaje mi się, że tym, co by całkowicie odmieniło jego życie było szczęście i zdrowie, których w pewnym momencie mu zabrakło.

Przyciągnęła mnie jego skłonność do włóczęgi. Nie tylko tej podróży wagabundy, pieszo odbytej po kilku stanach Ameryki. Bardziej utkwiło mi w głowie podążanie tropem przeszłości, pełnej odgłosów indiańskiej tożsamości Nowego Świata. Przy wtórze bębnowych brzmień rodzą się księżycowe liryki a ich rozchybotanie może drażnić lub koić. Wszystko zależy od tego, na jaką czytelniczą naturę czyhają złożone przez Lindsaya rymy. Tym wyznającym spokój sumienia wystarczy leśny prześwit, pozwalający na kontemplowanie uroków przyrody. Natomiast na spragnionych głębszych emocji, poeta wypuści tłum trędowatych z miejskich rynsztoków. Może wtedy jego pieśń posmakuje jak haszysz, jak uwolniona z kałamarza fantazja. A gdy żywotność tego pisarskiego przyrządu urośnie do wielkości wulkanu z wierszy Lindsaya, to ratuj się kto może. Lepiej się wtedy nie zbliżać do wierszem wypuszczanych ogni.

Czy wiedzieliście, że nasza planeta miota się gdzieś na spienionych falach Kosmosu? Odkrył to poeta ze Springfield, puszczając mydlane bańki. Na nowo nazwał Słońce i Księżyc. Przepuszczając przez tryby swojej niekontrolowanej wyobraźni, wydobył je z kosmicznego chaosu i bezpiecznie umieścił w lirycznym porządku. Być może to tylko widziadła poety zafascynowanego Edgarem Allanem Poe. Możliwe, że duch czarnego kruka tego najsłynniejszego amerykańskiego twórcy posępnego nastroju, udzielił się również Lindsayowi. W każdym razie oznacza to, że kraina snów nie zawsze musi być przytulnie ciepła. Wybuchy entuzjazmu to też czerń i strach. Podejrzewam, że cierpiący na manię prześladowczą Vachel Lindsay dobrze sobie zdawał sprawę z tego, jak wiele do jego twórczości wnosi choroba.

Kalamazoo zostało spalone niczym Troja a wieloryby ciągle się bawią u kalifornijskich wybrzeży. Czas płynie nadal, bez względu na to, czy spróbujemy go powstrzymać, czy też beznamiętnie rzucimy się w wir przyziemnego życia. Dlatego też zmartwiły mnie ostatnie wersy czytanego przeze mnie tomiku wierszy. Vachel Lindsay pisze: "Czemu te puste łodzie widzę wciąż na powietrznych morzach? Jedna mnie całą noc straszyła, chybocząc się w przestworzach, To zza okapu podpływała z wiatrem, to zza świetlika, Gdzie tygodniami zwykła czekać na mnie, aż wreszcie znika. Bo każdą duszę straszy statek, w którym jej płynąć trzeba". Czy to zapowiedź nieustannego smutku zwiastującego koniec? A może to tylko chwyt z Ewangelii Piękna, tej próby wskrzeszenia wszystkiego co dobre. Tego się pewnie już nigdy nie dowiem.

Czyja wyobraźnia byłaby zdolna do narysowania Mapy Wszechświata? Z pewnością ta, która należy do Vachela Lindsaya. A który z poetów potrafiłby z tak wielką absurdalnością oddać prawdziwy kształt Ewangelii Piękna? Właśnie on, twórca skrywający pod płaszczykiem infantylności ogromną dojrzałość. Żaden z niego astronom ani teolog. Jednak z Wszechświata sporządził piękny temat...

więcej Pokaż mimo to

40
Reklama

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Poezje wybrane


Reklama
zgłoś błąd