Krym: miłość i nienawiść

Okładka książki Krym: miłość i nienawiść
Maciej Jastrzębski Wydawnictwo: Editio reportaż
280 str. 4 godz. 40 min.
Kategoria:
reportaż
Wydawnictwo:
Editio
Data wydania:
2015-11-15
Data 1. wyd. pol.:
2015-11-15
Liczba stron:
280
Czas czytania
4 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328301603
Tagi:
Krym podróże reportaż
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,0 / 10
64 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
153
66

Na półkach:

Co tu duzo pisać, nie jest to wybitne dzieło literackie. Autor postawił sobie ambitne zadanie połączenia reportażu z romansem i wyszło kiepsko. Teraz rozumiem dlaczego w opisach tej lektury nie ma jasnej kwalifikacji gatunkowej bo tak naprawdę to cholera wie co to jest.

Co tu duzo pisać, nie jest to wybitne dzieło literackie. Autor postawił sobie ambitne zadanie połączenia reportażu z romansem i wyszło kiepsko. Teraz rozumiem dlaczego w opisach tej lektury nie ma jasnej kwalifikacji gatunkowej bo tak naprawdę to cholera wie co to jest.

Pokaż mimo to

avatar
171
63

Na półkach:

Zdecydowanie więcej tu reportażu niż opisu uczucia, które połączyło głównych bohaterów.

Zdecydowanie więcej tu reportażu niż opisu uczucia, które połączyło głównych bohaterów.

Pokaż mimo to

avatar
352
288

Na półkach: , , , ,

M. Jastrzębski mistrzem reportażu nie jest, ale jego książki czyta się na pewno lekko i przyjemnie. Na dłuższą metę trochę irytuje taki bardzo jednoznaczny, prosty przekaz, bez użycia nawet tak prostych form jak metafora. Niemniej jednak warto po tę, jak i po poprzednie pozycje sięgnąć, gdyż czas poświęcony na ich lekturę nie będzie czasem straconym.

M. Jastrzębski mistrzem reportażu nie jest, ale jego książki czyta się na pewno lekko i przyjemnie. Na dłuższą metę trochę irytuje taki bardzo jednoznaczny, prosty przekaz, bez użycia nawet tak prostych form jak metafora. Niemniej jednak warto po tę, jak i po poprzednie pozycje sięgnąć, gdyż czas poświęcony na ich lekturę nie będzie czasem straconym.

Pokaż mimo to

Reklama
avatar
691
96

Na półkach: , , , ,

Dobry reportaż o bardzo trudnej sytuacji na Krymie, jak i na całej Ukrainie. Autor przedstawia problem z różnych punktów widzenia, dając możliwość lepszego zrozumienia obu stron konfliktu. Książka ma jedną wadę - konstrukcyjny chaos. Główną osią "fabularną" reportażu są losy Ukrainki z Krymu i Rosjanina, którzy pomimo skrajnych różnic w poglądach i postrzeganiu świata, zakochują się w sobie. Na przykładzie tej dwójki bohaterów, obserwujemy rozwój konfliktu na Ukrainie i to jest dobry pomysł na książkę. Zbędne są natomiast rozdziały, w których autor opisuje swoją pracę i swoją podróż po Krymie - wprowadzają niepotrzebny chaos, odrywają czytelnika od głównych wydarzeń. Wszystkie obserwacje autora można by wpleść w historię Marianny i Fiodora, i wtedy książka byłaby spójną całością. A tak - jest niezła, daje wyobrażenie o rzeczywistych problemach za naszą wschodnią granicą - ale jednocześnie robi wrażenie niedopracowanej. Za dużo grzybków w barszcz.

Dobry reportaż o bardzo trudnej sytuacji na Krymie, jak i na całej Ukrainie. Autor przedstawia problem z różnych punktów widzenia, dając możliwość lepszego zrozumienia obu stron konfliktu. Książka ma jedną wadę - konstrukcyjny chaos. Główną osią "fabularną" reportażu są losy Ukrainki z Krymu i Rosjanina, którzy pomimo skrajnych różnic w poglądach i postrzeganiu świata,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
331
235

Na półkach: ,

kotnakrecacz.pl

"Ona odwzajemniała jego uczucia, ale oboje się bali, że polityka, która wbiła się klinem między ich ojczyzny, da im więcej powodów do nienawiści niż miłości."

Obydwoje są młodzi, wykształceni, atrakcyjni. Każde z nich ma dobrą pracę i nie narzeka na brak pieniędzy. Są ciekawi świata, odważni, otwarci. Obydwoje mają się za patriotów. Niby łączy ich wszystko, a jednak dzieli ich granica. I nikt właściwie nie wie, którędy naprawdę przebiega. Bo oto ona, Marianna, jest Ukrainką z Symferpola na Krymie. On, Fiodor, jest Rosjaninem z Moskwy. Ona ostro występuje przeciwko rosyjskiej aneksji Krymu, on zaś ślepo wierzy Putinowi i sądzi, że Krym się jego ojczyźnie należy — z powodów historycznych. Pod rosyjską granicą Mariannę i Fiodora przypadkiem spotkał Maciej Jastrzębski i wysłuchał ich bolesnej historii. I tak powstał reportaż zatytułowany „Krym. Miłość i nienawiść”.

W konflikcie rosyjsko-ukraińskim o Krym żadna ze stron nie odpuszcza i każda wierzy w swoje święte prawo do tej ziemi. Ale politycy siedzą na Kremlu albo w Kijowie — w ciepłych salach konferencyjnych i luksusach, jakie zapewnia wiek XXI. Wojna ich dotyczy, ale nie dotyka. Tymczasem na Krymie rozbijane są rodziny. Ludzie giną, trafiają do więzień, rekrutują się do wojsk po obu stronach barykady. Niektórzy muszą uciekać i pozbywać się życiowego dobytku, niektórzy znikają, do drzwi innych pukają porywacze. Na wojnie stracą wszystkie strony i wszyscy mieszkańcy spornego terenu, także ci, którzy nigdy bezpośrednio nie zaangażowali się w konflikt. Historia Marianny i Fiodora to tylko metafora relacji wojennych, które zaczęły się miłością, ale coraz bliżej im do nienawiści.

Maciej Jastrzębski miał szczęście spotkać na swej drodze tę dwójkę, a raczej ich historię, która najwyraźniej go zafascynowała. Niewątpliwie znalazł się w dobrym miejscu i czasie. Pomysł jest świetny, wydanie opatrzone zdjęciami autora — ciekawe, mam jednak pewne zastrzeżenia co do formy, co do kwintesencji książki. „Krym” to reportaż, ale też romans i thriller, i powieść obyczajowa. Nie byłoby w tym eklektyzmie nic złego, gdyby nie to, że można odnieść wrażenie, że sam autor nie potrafił się zdecydować na formę. Są tu rozdziały reporterskie, w których Jastrzębski opisuje własne doświadczenia z wizyty na Krymie, są rozdziały z ukrytym, obiektywnym narratorem, który mierzy się z historią półwyspu i stosunków rosyjsko-ukraińskich, są wreszcie takie (i tych właśnie najwięcej), które opisują wspólne burzliwe losy Marianny i Fiodora. Gdyby tylko została zachowana jakaś równowaga, gdyby tylko przeplatały się według jakiegokolwiek sensownego klucza... Trudno znaleźć tu koncepcję. Niestety.

Niemniej jednak Jastrzębskiemu udało się uchwycić coś szczególnego — jednostkę i jej uwikłanie w politykę, która zbyt często wydaje nam się odległa i dotycząca kogoś zupełnie innego.
SKRÓT DLA OPORNYCH

Dla kogo na pewno tak: dla czytelników „Zabijemy albo pokochamy” Wojtachy i tych, którzy współczesną politykę międzynarodową wolą poznawać przez pryzmat jednostkowej historii; także ci, którzy lubią zadawać pytania bez odpowiedzi.

Kto powinien omijać: czytelnicy, którzy spodziewają się klasycznego reportażu o sytuacji na Ukrainie.

kotnakrecacz.pl

"Ona odwzajemniała jego uczucia, ale oboje się bali, że polityka, która wbiła się klinem między ich ojczyzny, da im więcej powodów do nienawiści niż miłości."

Obydwoje są młodzi, wykształceni, atrakcyjni. Każde z nich ma dobrą pracę i nie narzeka na brak pieniędzy. Są ciekawi świata, odważni, otwarci. Obydwoje mają się za patriotów. Niby łączy ich...

więcej Pokaż mimo to

avatar
197
112

Na półkach: ,

Bardzo różne wrażenia wywołuje "Krym: miłość i nienawiść".

Raz czyta się trochę jak powieść akcji, potem trochę jak reportaż o codziennym życiu na Krymie w obliczu aneksji, za chwilę trochę jak przewodnik turystyczny (opisy krajobrazów), znowu wracamy do akcji, wkracza wątek miłosny itp. I tak trochę można się zgubić czy czytamy kryminał, powieść wojenną, miłośną czy inny gatunek (nie każdy czytelnik to lubi). ALE! Moim zdaniem jest to bardziej zaleta tej książki, niż jej wada. Mamy bowiem niezwykle barwną, zawrotną i intrygującą opowieść dwojga ludzi, opowiedzianą przez pryzmat wydarzeń politycznych na Krymie i wojny w Donbasie. Tego po prostu nie można opowiedzieć zero-jedynkowo.

Reasumując, każdy znajdzie coś dla siebie "Krymie..." Jastrzębskiego. Książka godna uwagi.

Bardzo różne wrażenia wywołuje "Krym: miłość i nienawiść".

Raz czyta się trochę jak powieść akcji, potem trochę jak reportaż o codziennym życiu na Krymie w obliczu aneksji, za chwilę trochę jak przewodnik turystyczny (opisy krajobrazów), znowu wracamy do akcji, wkracza wątek miłosny itp. I tak trochę można się zgubić czy czytamy kryminał, powieść wojenną, miłośną czy inny...

więcej Pokaż mimo to

avatar
402
302

Na półkach: ,

Co do tej książki mam mieszane uczucia. Jednocześnie podobała mi się historia w niej przedstawiona, ale samo czytanie było trochę kłopotliwe. Co prawda moich Negatywnych odczuć jest mniej niż tych pozytywnych, jednak pozostają one w pamięci o tej książce. Cóż w moim odczuci nie jest idealna, ale z pewnością warta uwagi.
Z pewnością nie stwierdzę, że pomysł na fabułę był oryginalny. I wcale nie dlatego że czytałam wiele podobnych dzieł! Po prostu uważam, że w przypadku literatury faktu, takie określenia są niestosowne. Nigdy za wiele punktów widzenia na dane wydarzenie! W dodatku, jeśli jest ono tak sporne, jak wydarzenia na Krymie. Historia jak już pisałam, jest ciekawa. Miłość w niepewnych czasach na tle rozlewu krwi, zawsze ciekawiła czytelników. Mnie również zainteresowała, mimo. Iż nie przepadam za książkami typowo związanymi z historią czy wydarzeniami politycznymi. Dlatego właśnie ta część książki mi się nie podobała. Oczywiście autor doskonale wyjaśnił te kwestie i dzięki temu zrozumiałam pewne rzeczy, jednak przedstawione były według mnie w dość nudny sposób. Pomimo tego, z chęcią czytałam dalej i zagłębiam się w historię Fiodora i Marianny.
Podsumowując, jeśli jesteś osobą nieprzepadającą za takową tematyką, treść spodoba Ci się mniej, a jeśli lubisz historię, z pewnością zachwycisz się bohaterami, jak i samą fabułą.

Co do tej książki mam mieszane uczucia. Jednocześnie podobała mi się historia w niej przedstawiona, ale samo czytanie było trochę kłopotliwe. Co prawda moich Negatywnych odczuć jest mniej niż tych pozytywnych, jednak pozostają one w pamięci o tej książce. Cóż w moim odczuci nie jest idealna, ale z pewnością warta uwagi.
Z pewnością nie stwierdzę, że pomysł na fabułę był...

więcej Pokaż mimo to

avatar
114
104

Na półkach: ,

Krym- to półwysep, skrawek Ukrainy który siłą został przyłączony do Rosji. To jedno słowo : KRYM a tak wiele emocji, niezwykle dramatyczna współczesna historia, która dzieje się na naszych oczach.
I o tym skrawku ziemi, i o tej historii pisze właśnie Maciej Jastrzębski w swojej najnowszej książce „Krym. Miłość i nienawiść”.


Pan Maciej jest dziennikarzem Polskiego Radia i korespondentem tej stacji w Rosji. Książka jest kolejną pozycją reportersko-fabularną. Autor pisał już wcześniej książki o Rosji jak i o Gruzji. Tym razem jego powieść opowiada o Krymie.



Dziennikarz opowiada historię oczami uczestników wydarzeń na Krymie. Głównym tematem jest historia miłości Marianny, Ukrainki z Krymu i Fiodora, mieszkańca Moskwy. Ona- nigdy nie chce zmieć swojego miejsc zamieszkania i swojego obywatelstwa na rosyjskie, jest patriotką, on- wierzy w politykę swojego kraju, wierzy prezydentowi, ale nie miesza się do polityki.
Kochają się… Ale czy ta miłość ma szansę przetrwać w trudnym czasie konfliktu?

Więcej na:

http://ksiazkaznadzieja.pl/2015/12/krym-milosc-i-nienawisc-maciej-jastrzebski/

Krym- to półwysep, skrawek Ukrainy który siłą został przyłączony do Rosji. To jedno słowo : KRYM a tak wiele emocji, niezwykle dramatyczna współczesna historia, która dzieje się na naszych oczach.
I o tym skrawku ziemi, i o tej historii pisze właśnie Maciej Jastrzębski w swojej najnowszej książce „Krym. Miłość i nienawiść”.


Pan Maciej jest dziennikarzem Polskiego Radia i...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1084
165

Na półkach: ,

W dniu 18 marca 2014 roku prezydent Rosji Władimir Putin wygłosił historyczną przemowę, w której mówił o zjednoczeniu Krymu i Rosji. Rzeczone zjednoczenie odbyło się w wyniku referendum przeprowadzonego na Krymie dwa dni wcześniej. Prezydent twierdził, że referendum odbyło się zgodnie ze standardowymi procedurami demokratycznymi i zasadami prawa międzynarodowego, co oczywiście zszokowało opinię publiczną, biorąc pod uwagę jego wynik: frekwencja wynosiła osiemdziesiąt dwa procent, zaś prawie dziewięćdziesiąt siedem procent uczestniczących w referendum opowiedziało się za przyłączeniem Krymu do Rosji. Liczby te były tak zdumiewające, że wielu ludziom na Zachodzie wciąż wydaje się, iż osiągnięcie takiego wyniku było zwyczajnie niemożliwe. Niewiarygodne jest także to, że Krym mógł naprawdę tęsknić za powrotem do Rosji. Ten publiczny entuzjazm mieszkańców Krymu może wydawać się irracjonalny, a nawet sztuczny w obliczu świadomości na temat heroicznej historii tej ziemi, która tak obficie została niegdyś skąpana we krwi.

Starożytne pozostałości świadczą o tym, że już w trzecim milenium przed naszą erą Krym zamieszkiwali ludzie. W pierwszym tysiącleciu przed naszą erą na Krymie mieszkały koczownicze plemiona Taurów, od których półwysep nazwano Taurydą. Według mitologii greckiej to właśnie tutaj córka Agamemnona zmuszona była złożyć Artemidzie w ofierze wszystkich cudzoziemców, którzy przybywali do Taurydy. W VIII wieku przed naszą erą Taurowie zostali wyparci przez Scytów, natomiast mniej więcej w V wieku przed naszą erą na Krym przybyli Grecy, którzy jakoś nieszczególnie przejęli się opowieścią o poczynaniach córki Agamemnona. Zgodnie z grecką mitologią to właśnie z tego miejsca Argonauci wyprawili się po złote runo. Historycy twierdzą, że Grecy założyli między innymi Chersonez, Kercz oraz Teodozję, którą Rosjanie nazywają Fjedusją.

Zarówno łagodny południowy klimat, jak i łatwość żeglowania po Morzu Czarnym sprawiły, że chętnych, którzy pragnęli osiedlić się na Krymie nie brakowało. W I wieku przed naszą erą na Krym z braterską pomocą Scytom przybyli Rzymianie, a tuż za nimi Sarmaci, Goci i Hunowie. Z kolei po upadku Rzymu, Krym przeszedł pod wpływy Bizancjum. Wpływy te zostały osłabione wtargnięciem na kilka stuleci Hazarów, niemniej to na Krymie we wspomnianym już mieście Chersonez wielki książę kijowski Włodzimierz I Wielki (958-1015) przyjął w roku 988 chrzest z rąk bizantyjskiego cesarza. W XIII wieku Krym dostał się pod panowanie Złotej Ordy i od tej chwili Tatarzy zostali uznani za prawowitych mieszkańców tych terenów. Chociaż pod koniec XIII wieku na Krymie powstały genueńskie i weneckie twierdze, które mają głównie znaczenie gospodarcze, to jednak Tatarzy aż do roku 1944 pozostali na Krymie, podczas gdy z rozkazu Józefa Stalina (1878-1953) wszyscy inni zostali deportowani i rozproszeni po terenie Rosji. Władze sowieckie zarzucały tym ludziom przede wszystkim rzekomą kolaborację z Trzecią Rzeszą.

Z kolei w XVI wieku rozpoczął się czas wojen Chanatu Krymskiego z Wielkim Księstwem Moskiewskim, natomiast w XVII wieku do tych konfliktów przyłączyła się Turcja. Pod koniec XVIII wieku z powodu wewnętrznych walk w Chanacie Krymskim, armia carycy Katarzyny II Wielkiej (1729-1796) przybyła z kolejną bratnią pomocą. Na przestrzeni wieków i lat miały miejsce także inne konflikty zbrojne na tym terenie, czego przykładem może być chociażby wojna krymska tocząca się w latach 1853-1856 pomiędzy Imperium Rosyjskim, które zasilane było przez bułgarskich ochotników a Wielką Brytanią, II Cesarstwem Francuskim, Królestwem Sardynii i Księstwem Nassau. W Sewastopolu na barykadzie bitwy z 1855 roku wzniesiono cerkiew, w której znajdują się liczne groby Polaków poległych w tej wojnie, a zasilających szeregi armii rosyjskiej. Podczas rewolucji w 1905 roku w Sewastopolu wybuchł bunt marynarzy na pancerniku Potiomkin, który został krwawo stłumiony. Wydarzenie to zostało upamiętnione pomnikiem postawionym w porcie w Sewastopolu, na którym jeden z marynarzy wyciągniętą dłonią wskazuje wszystkim wyjście z portu.

Zarówno rewolucja, jak i wojna nie różniły się szczególnie od tych, które wybuchły w innych regionach Rosji. Dopiero decyzja o wysiedleniu Tatarów spowodowała, że Krym stał się niemalże w całości rosyjski. Obecnie jest to około osiemdziesiąt procent mieszkańców, zaś przed drugą wojną światową Rosjan było niecałe pięćdziesiąt procent. Chociaż w 1954 roku Nikita Chruszczow (1894-1971) podarował Półwysep Krymski Ukrainie, to jednak powyższa sytuacja wcale się nie zmieniała przez lata niepodległości Ukrainy. Przed aneksją Krymu przez Rosję powszechnie używanym językiem był rosyjski, zaś sprzedawcy podając ceny poszczególnych towarów nazywali hrywny rublami. Nie można również zapominać, że to właśnie w Jałcie na Krymie Józef Stalin, Winston Churchill (1874-1965) i Franklin Delano Roosevelt (1882-1945) zdecydowali w lutym 1945 roku o dalszym losie Polski.

Warto też pamiętać, że był taki czas, kiedy do niektórych miast na Krymie nie tylko cudzoziemcy nie mieli dostępu, ale nawet Rosjanie i Ukraińcy nie posiadali tam prawa wstępu. Działo się tak dlatego, że mieszczące się na tym terenie bazy marynarki wojennej posiadały supertajny charakter. Z kolei przed wybuchem konfliktu rosyjsko-ukraińskiego w basenach portowych znajdowały się zniszczone okręty z oczekującymi na turystów jachtami, które umożliwiały za kilka hrywien udanie się na wycieczkę po całym porcie, oczywiście z możliwością fotografowania i filmowania praktycznie wszystkiego, co unosiło się nad wodą.

Jak widać powyżej, historia Krymu to naprawdę ciekawy kawałek dziejów zarówno Rosji, jak i Ukrainy. Wydaje mi się jednak, że w obliczu konfliktu rosyjsko-ukraińskiego dziś już mało kto pamięta i przypomina sobie Krym, o którym pisał nasz narodowy wieszcz Adam Mickiewicz (1798-1855) w Sonetach krymskich. Ale oczywiście nie o tych utworach chcę dzisiaj opowiedzieć. Otóż całkiem niedawno trafiła w moje ręce najnowsza książka Macieja Jastrzębskiego, którego zapewne wielu czytelników zna jako dziennikarza Polskiego Radia. Pewnego dnia Autor wybrał się na Krym, aby na własnej skórze doświadczyć realiów obecnego Krymu, czyli tego którego próżno szukać w rozmaitych powieściach, filmach, czy chociażby we wspomnianych już Sonetach krymskich. Współczesny Krym rozszarpany konfliktem rosyjsko-ukraińskim to przede wszystkim cierpienie zwykłych niewinnych ludzi, którzy zazwyczaj tracą najwięcej podczas toczących się wojen.

Maciej Jastrzębski swoją książkę rozpoczyna dość typowo. Czytając pierwsze strony reportażu odnosimy wrażenie, że będzie to sucha relacja z pobytu Autora na Krymie. Wydaje się, że Autor tak naprawdę nie zaskoczy nas niczym szczególnym. Po prostu opowie czytelnikom o koszmarze wojny, cierpieniu niewinnych ludzi, krwi, która znaczy ulice nie tylko krymskich miast, ale też samej stolicy Ukrainy, a potem będzie jakieś podsumowanie i wyciąganie wniosków. Może nawet na zakończenie Autor podda ocenie zarówno ukraińskich, jak i rosyjskich polityków. Oskarży Władimira Putina o wszystko, co najgorsze, jak robią to od miesięcy rządy zachodnich państw. Okazuje się jednak inaczej, a czytelnik zostaje bez reszty wciągnięty w treść książki, która – jak już wspomniałam – uznawana jest za reportaż. Ale czy na pewno można ją zakwalifikować w ten sposób?

Już na samym początku poznajemy kobietę i mężczyznę. Ona to trzydziestoletnia Marianna Dymitriewna pochodząca z Symferopola, czyli miasta leżącego na Półwyspie Krymskim nad rzeką Sałhyr. Z kolei on to starszy od Marianny Fiodor Konstantynowicz – mieszkaniec Moskwy. Para poznała się na targach nieruchomości, które organizowane były w Moskwie. Mówią, że serce nie sługa i tak naprawdę ma w nosie, co sugeruje rozum. Jeśli przychodzi prawdziwe uczucie, to nie są ważne żadne podziały. Nie liczą się poglądy i przekonania. Nie ma znaczenia wyznawana religia, czy status materialny lub społeczny. Mogłoby się wydawać, że Marianna i Fiodor poznali się w zupełnie nieodpowiednim czasie. Konflikt rosyjsko-ukraiński trwa, a ich poglądy na tę kwestię znacząco się od siebie różnią. Kobieta nie potrafi wyobrazić sobie życia pod rosyjskim butem. Kocha swój Krym całym sercem i nie chce, aby Władimir Putin decydował o tym, co jest dobre, a co złe dla jego mieszkańców. Z kolei Fiodor jest odmiennego zdania. Mężczyzna jest przekonany, że polityka Rosjan wobec Ukrainy i Krymu jest jak najbardziej słuszna. Przecież rosyjski rząd chce Ukraińcom "pomóc", zagarniając dla siebie tereny, które od wielu lat należały do sąsiadów.

Chyba wszyscy doskonale znamy powody rosyjskiej aneksji Krymu. Swego czasu media na bieżąco relacjonowały to, co dzieje się na Ukrainie. Pamiętamy, że poprzedni rząd Polski był w tę sprawę bardzo silnie zaangażowany. Krew lejąca się strumieniami na ulicach Kijowa w dniach 18-20 lutego 2014 roku nie przeszła bez echa w światowych mediach. Na Rosję nałożono szereg sankcji, które wciąż są utrzymywane w mocy. I gdzieś w tym wszystkim są zwykli ludzie tacy, jak Marianna i Fiodor. Jak zatem mają stworzyć udany związek i zaplanować przyszłość, skoro tak wiele ich dzieli? Jak pogodzić politykę ze zwykłymi sprawami dnia codziennego? Co zrobić, kiedy rozum podpowiada co innego, a serce wypełnione jest najpiękniejszym uczuciem, jakie może dotknąć człowieka? Czy uda im się odnaleźć jakiś złoty środek, żeby móc to wszystko pogodzić i pozbyć się wątpliwości? A może lepiej byłoby się rozstać i mieć święty spokój?

Czytając "Krym. Miłość i nienawiść" można zastanawiać się, czym tak naprawdę jest ta książka. Oprócz doświadczeń samego Autora, mamy w niej przede wszystkim niełatwą historię Marianny i Fiodora, która opisana jest w formie powieści. Przynamniej ja odniosłam takie wrażenie. W pewnym momencie czytelnik zapomina, że czyta książkę, która powszechnie uznawana jest za reportaż. Można śmiało stwierdzić, że poniekąd jest to powieść obyczajowa napisana na faktach. Przeżycia bohaterów przedstawione są niezwykle realistycznie, ale z drugiej strony nie można się temu dziwić, ponieważ każdy rozdział, każde zdanie i każde słowo to wydarzenia, które wstrząsnęły opinią publiczną na całym świecie. Szczególnie życie Marianny nie należy do najbezpieczniejszych. Kobieta za nic nie chce się poddać, a to jest jednoznaczne z tym, że prędzej czy później może paść ofiarą represji. Jak wszyscy, ona także czuje strach, ale nie cofa się przed podjętymi działaniami. Można odnieść wrażenie, że ten strach jeszcze bardziej ją napędza i dodaje sił do podejmowania kolejnych kroków przeciwko otaczającym ją realiom. Trzeba też pamiętać, że jest rodzina, którą Marianna może również narazić na niebezpieczeństwo.

W książce czytelnik odnajdzie wiele faktów, o których nigdy nie powiedziały media, a które są tak dramatyczne, że czasami aż włos jeży się na głowie. W przypadku każdej wojny niezrozumiałe i przerażające jest to, jak człowiek człowiekowi może zgotować tragiczny los w imię jakichś dziwacznych ideologii albo zasad czy żądzy władzy. Obecnie polskie media zajęte są innymi sprawami, szczególnie tymi pochodzącymi z naszego rodzimego podwórka, więc o konflikcie rosyjsko-ukraińskim mówi się jakby nieco mniej. Nie oznacza to jednak, że tej strasznej wojny tam nie ma. Tam nadal cierpią i giną ludzie. Niemal każdego dnia jakaś rodzina opłakuje stratę kogoś bliskiego. Czy to się kiedyś skończy? Czy ten bezsensowny spór o władzę i dominację pewnego dnia znajdzie swój finał? A jeśli tak, to kto na tym straci, a kto zyska? Kto będzie bardziej cierpiał, a kto wyjdzie z konfliktu bez szwanku?

Podobnie jak nie zakończyła się jeszcze wojna rosyjsko-ukraińska, tak nie skończyła się historia Marianny i Fiodora. Oni wciąż próbują jakoś ułożyć sobie życie na przekór temu, co się wokół nich dzieje. Muszę przyznać, że Maciej Jastrzębski naprawdę zachwycił mnie swoją książką. Z jednej strony stworzył niepowtarzalny dokument, a z drugiej obrazowo opisał historię zwykłych ludzi, którzy próbują iść przez życie pod prąd. O tej publikacji nie można w żadnym razie powiedzieć, że jest to suchy i nudny reportaż. Wręcz przeciwnie. Książka jest pełna życia i ludzkich emocji, które udzielają się także czytelnikowi, pomimo że Polska nie jest w stanie wojny, a my nie musimy uciekać do schronów przed bombardowaniami i świszczącymi nad głowami kulami.

Wielu autorów piszących reportaże stara się poddawać ocenie swoich bohaterów i sytuacje, w jakich się znaleźli. Maciej Jastrzębski tego nie robi. Być może nie chce niczego sugerować czytelnikowi. Wyciąganie wniosków pozostawia nam. Tak więc jeśli chcecie dowiedzieć się, jak naprawdę wygląda sprawa Ukrainy i jej agresora wdziana oczami zwykłych ludzi, powinniście przeczytać "Krym. Miłość i nienawiść".


źródło tekstu: http://wkrainieczytania.blogspot.com

W dniu 18 marca 2014 roku prezydent Rosji Władimir Putin wygłosił historyczną przemowę, w której mówił o zjednoczeniu Krymu i Rosji. Rzeczone zjednoczenie odbyło się w wyniku referendum przeprowadzonego na Krymie dwa dni wcześniej. Prezydent twierdził, że referendum odbyło się zgodnie ze standardowymi procedurami demokratycznymi i zasadami prawa międzynarodowego, co...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1567
1559

Na półkach: ,

W książce „Krym. Miłość i nienawiść” autor – Maciej Jastrzębski (znany z książki „Matrioszka, Rosja i Jastrząb„) w niesamowicie ciekawy sposób ukazuje wszystko to co działo się na Krymie w ostatnim czasie. Szczegółowo opisuje jak dzisiaj wygląda codzienne życie mieszkańców półwyspu. Przybliżając nam rzeczywistość Krymu w roku 2015 opowiada historię dwójki młodych ludzi – Marianny, dziewczyny pochodzącej z Krymu oraz Fiodora – młodego Rosjanina – mieszkańca Moskwy. Młodzi zakochują się w sobie i bardzo szybko stają się sobie bardzo bliscy. Autor poprzez opis ich wzajemnej relacji pokazuje jak różne jest ich spojrzenie na zaistniałą na Ukrainie sytuację. Fiodor – wychowany w Rosji – przekonany jest o słuszności decyzji władz jego ojczyzny i nie rozumie Marianny, która niejednokrotnie mówi mu o swoim cierpieniu i ogromnym żalu do Rosjan, którzy według niej siłą zabrali kawałek jej ojczystej ziemi. Niezrozumienie w tej ważnej kwestii staje się często źródłem sporów. Ich uczucie okazuje się jednak silniejsze niż zaistniała sytuacja polityczna. Pośród szeroko zasianej nienawiści, zła i wzajemnego żalu Marianna i Fiodor pokonując wszelkie przeszkody w ich niełatwej relacji udowadniają, że miłość możliwa jest nawet w najtrudniejszych warunkach i to właśnie ona zawsze ma ostatnie słowo.

Pełna recenzja książki na stronie:
http://moznaprzeczytac.pl/krym-milosc-i-nienawisc-maciej-jastrzebski/

W książce „Krym. Miłość i nienawiść” autor – Maciej Jastrzębski (znany z książki „Matrioszka, Rosja i Jastrząb„) w niesamowicie ciekawy sposób ukazuje wszystko to co działo się na Krymie w ostatnim czasie. Szczegółowo opisuje jak dzisiaj wygląda codzienne życie mieszkańców półwyspu. Przybliżając nam rzeczywistość Krymu w roku 2015 opowiada historię dwójki młodych ludzi –...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Krym: miłość i nienawiść


Reklama
zgłoś błąd