Kto przeniesie Miłość

144 str. 2 godz. 24 min.
- Kategoria:
- poezja
- Format:
- papier
- Seria:
- Humanum est
- Tytuł oryginału:
- Válogatott versek
- Data wydania:
- 1979-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1979-01-01
- Liczba stron:
- 144
- Czas czytania
- 2 godz. 24 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 8308001408
- Tłumacz:
- Bohdan Zadura, Tadeusz Nowak
Aż do przedwczesnej śmierci Nagy uważnie patrzył na swoje i na innych ręce. Nie pozwolił sobie nigdy na bezkrytyczny entuzjazm, na śpiewania dla śpiewania, na dworskość opiewającą ucztujących.
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Kto przeniesie Miłość w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Kto przeniesie Miłość
Poznaj innych czytelników
9 użytkowników ma tytuł Kto przeniesie Miłość na półkach głównych- Przeczytane 6
- Chcę przeczytać 3
- Posiadam 2
- 2012 1
- Węgierska 1
- Na półce w domu 1





























OPINIE i DYSKUSJE o książce Kto przeniesie Miłość
Serię Humanum est czytam, lubię i cenię. Prawie wszystkie jej tomy nadawałyby się i dziś do publikacji, i nikt by nie jojczył, że to starocie. Tych wydanych przed czterdziestu laty (prawie) nikt nie czyta, bo to starocie? Czy dlatego, że z mało ciekawych zakątków świata, głównie z ówczesnych demoludów?
No ale László Nagy (ponoć jest też sportowiec o tym imieniu i nazwisku) okazuje się bardzo interesującym poetą, szczególnie w zestawieniu z krańcowo ponurym Atillą Jozsefem wypada bardzo korzystnie. Ja jednak chcę zwrócić uwagę przede wszystkim na jednego z tłumaczy - na Tadeusza Nowaka, który także napisał posłowie. Z posłowia właśnie dowiadujemy się o fascynacji Nagya tradycją ludową (jakbyśmy czytali o Szopenie, nieprawdaż),i o wątłym zdrowiu poety, co także miało wpływa na jego ogląd świata i jego twórczość (znowu jak o Szopenie). Rzecz w tym, że ludowość była podstawą pisarstwa także Nowaka, stąd jego ciepły stosunek do węgierskiego kolegi i rewelacyjne, wspaniale brzmiące przekłady! Tłumaczenia Zadury też są dobre, ale Zadura to zwierzę miejskie, uliczne i betonowe, a Nowak - przeciwnie, z łąk on, pól i wiosek, i pewnie dlatego tak świetnie dogaduje się z Nagyem (obaj dogadaliby się z Heaneyem). Np. "Pasikoniki na dzwonie", niby błahostka, a klejnocik:
"Tutaj po ranach z brązu skaczą
tu ich czasownik drobno cyka
i pcha się trawa, trawa, trawa
i w sercu dzwonu zwięźle znika."
To bardzo żywa poezja, wibrująca, absolutnie aktualna, ruchliwa, ma się poczucie, że włazi na ramię i skacze po głowie, jak te pasikoniki. Czasem eksperymentalna ("Para", "Demagog"),ale to margines.
"Wesele' nie może nie przywodzić na myśl Wyspiańskiego, nie ze względu na tytuł, ale na energię, rytm, skoczność:
"zapał tańczących
w przypływie wód ogromnych plecom naszym zagraża,
gdyż przedstawiono nas jak trzeba morzu"
A "Psalm niedźwiedzi" to nieziszczalne marzenie o dorosłości bez utraty dziecięcej beztroski.
"Na siłacza w miłości, w pieśni
zrodzony z matki, to dobrze:
niszczeję, lecz pięknie, żem jest."
Serię Humanum est czytam, lubię i cenię. Prawie wszystkie jej tomy nadawałyby się i dziś do publikacji, i nikt by nie jojczył, że to starocie. Tych wydanych przed czterdziestu laty (prawie) nikt nie czyta, bo to starocie? Czy dlatego, że z mało ciekawych zakątków świata, głównie z ówczesnych demoludów?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo ale László Nagy (ponoć jest też sportowiec o tym imieniu i nazwisku)...
Nadchodzą takie chwile kiedy wierzę, że cuda wyobraźni pachną zawsze intensywniej od rzeczywistości. Bo fantazja chwali się cechami niespotykanymi u realności. Jej nieskończoność, nieuspokojenie, czy wręcz nawet mało wiarygodne u osób zarażonych zbyt wielką niekonwencjonalnością nieistnienie. Ponieważ nieszablonowość pozwala sobie na więcej od sztywnego realizmu. Nauczył mnie tego László Nagy, z jednej strony człowiek z demagogicznym i ciągle pędzącym słowem "naprzód" na ustach, a z drugiej poeta rozsiewający po kres horyzontu zapachy puszty. Postać jawiąca się w moich oczach jako projektant obrazów, przepływających gdzieś na styku nowoczesnych niepokojów a jednocześnie piewca wyrażonych ludowością, praźródeł ludzkości. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko brać z jego poezji to, czego potrzebuję.
Słychać okrutny szept Herodiady, pokutujące po dziś dzień słowa, doprowadzające do zmiany trajektorii dziejów, kołaczą się po kartach poezji Nagya. Słychać je nawet na pełnych krzyku Attyli Polach Katalaunijskich, pokutnicze rozdrapywanie ran świata. Jednak świat węgierskiego poety nie jest zawarty tylko w tych miejscach. Widać go w libańskim cedrze, przypatrującym się pojonemu octem skazańcowi. Wszystko jak w gorączce, w malignie na przemian cichej i głośnej, pełnej wygłodniałych cierpienia słów. Bo takimi mi się właśnie te wiersze wydały, wtrąconymi w pohańbienie, gdzie słowo "zawsze" odgrywa kolosalne znaczenie. Spowite w opary z tytoniowego dymu straszydła, wyrażone ogromem liter. Momentami czekające na sygnał aby runąć w ciemność i już nigdy nie móc się z niej wydostać. Przedziwne te złudzenia. Odrealnione a czasami bliskie ludzkiej teraźniejszości.
Towarzyszące tej poezji wielkie kontrasty można by uchwycić muzyką. Wyodrębnić z niej dźwięki ludowych instrumentów muzycznych i pognać w rytmie czardasza. Nagy ma w sobie coś muzykalnego, usłyszy podmuch ognia i już się rozluźnia. Zobaczy taniec wron na murawie i jego poezja przeistacza się w podburzającą do życia namiastkę zdrowego rozsądku. Chyba tylko u niego wiśnia tak pięknie może zakwitnąć w snach a przyszłość staje się jednym wielkim i niecierpiącym zwłoki pędem do ekscytujących dreszczy. Wiele z zawartych w tym tomiku słów wywołuje elektryzujące doznania. Poeta nie potrafi niszczyć miraży, on je tylko buduje. Przemienia wodę w mleko a mąkę w chleb. Pod oślepiającym błyskiem historii wymyśla na nowo swoją ojczyznę, buduje wyjęte z wyobraźni Węgry.
Zapamiętam go też jako poetę snów o życiu, tym grzmiącym ziemią, tętniącym gniewem ludzi kłębowisku emocji. Do niego przemawia cały wszechświat, w jego poezji obozują gwiazdy. Wcale mnie to nie dziwi, od kiedy ludzie zaczęli pisać wiersze, to chcieli znaleźć za ich pomocą najkrótszą drogę do odległych galaktyk. I Nagy czyni to samo, nie boi się "schorowanych ludzkich cieni". Nie lękając się szpitalnych łóżek, upatruje w nich wirującego wyzwolenia. Od życia? Bo tak mi przez chwilę przyszło na myśl, że to właśnie ono mogło być największą zadrą jego istnienia. Jednak to pewnie tylko moje nieuchronne zmęczenie, wynikające ze zbyt mocnego wpatrywania się w ostatnie stronice awangardowej emocjonalności. Czas zasypać scytyjskie wykopaliska i odpocząć od zbyt trudnych słów.
Nadchodzą takie chwile kiedy wierzę, że cuda wyobraźni pachną zawsze intensywniej od rzeczywistości. Bo fantazja chwali się cechami niespotykanymi u realności. Jej nieskończoność, nieuspokojenie, czy wręcz nawet mało wiarygodne u osób zarażonych zbyt wielką niekonwencjonalnością nieistnienie. Ponieważ nieszablonowość pozwala sobie na więcej od sztywnego realizmu. Nauczył...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to