Dziennik 1953-1969

Okładka książki Dziennik 1953-1969
Witold Gombrowicz Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie biografia, autobiografia, pamiętnik
1004 str. 16 godz. 44 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Literackie
Data wydania:
2013-05-23
Data 1. wyd. pol.:
2011-11-01
Liczba stron:
1004
Czas czytania
16 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308051375
Tagi:
Gombrowicz
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
8,5 / 10
379 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
127
7

Na półkach:

Co by nie napisać o dzienniku, spróbować go określić i zamknąć w sztywne ramy, to i tak wyślizgnie się, zupełnie jak jego autor przy każdorazowym kontakcie z "formą".

Fenomenem od którego Gombrowicz, nie był w stanie uciec i co, jak sądzę, stanowi rdzeń zmagań autora z samym sobą jest perspektywa pierwszoosobowa. Widać to już przy pierwszych słowach dziennika. Kilkakrotnie czytamy, że to nie był opis Argentyny, tylko "moje bycie w Argentynie". I jeszcze -
"Ja: żądza przebicia się poprzez formę do "ja" mojego i do rzeczywistości, wariat zbuntowany."
Nikt tak jeszcze nie podkreślał swojej suwerenności, nie epatował niezależnością. Gombrowicz nie był jednak pustelnikiem, tylko widział istotną perspektywę "międzyludzką".
"Myślę i odczuwam dla ludzi aby zrymować się z nimi" ; " dostroić swój głos do brzmienia orkiestry"

To była udana konfrontacja i bez żadnej przesady można nazwać Gombrowicza polskim Montaigne!

Co by nie napisać o dzienniku, spróbować go określić i zamknąć w sztywne ramy, to i tak wyślizgnie się, zupełnie jak jego autor przy każdorazowym kontakcie z "formą".

Fenomenem od którego Gombrowicz, nie był w stanie uciec i co, jak sądzę, stanowi rdzeń zmagań autora z samym sobą jest perspektywa pierwszoosobowa. Widać to już przy pierwszych słowach dziennika. Kilkakrotnie...

więcej Pokaż mimo to

4
avatar
106
1

Na półkach:


0
avatar
36
27

Na półkach:

Właśnie daję dychę dla gościa, który mnie zbeształ, wytknął moje wady, a jednocześnie sprawił, że czułem się zabawnie, mądrze, sentymentalnie, bo poczułem swoje "ja".

' Życie nie boli tak, jak ostatnia kartka w ulubionej książce' - to moje Witoldzie, ale tY już wiesz

Właśnie daję dychę dla gościa, który mnie zbeształ, wytknął moje wady, a jednocześnie sprawił, że czułem się zabawnie, mądrze, sentymentalnie, bo poczułem swoje "ja".

' Życie nie boli tak, jak ostatnia kartka w ulubionej książce' - to moje Witoldzie, ale tY już wiesz

Pokaż mimo to

2
Reklama
avatar
496
6

Na półkach: , , ,

Dzienniki to chyba moja ulubiona forma, dzięki której mogę poznać artystę prawdziwego w mniejszym lub większym stopniu. Lubię w dziennikach plotki, brudy, życiowe rozterki, przemyślenia natury filozoficznej, wywody na temat pogody. U Gombrowicza tego zabrakło.
Jego "Dziennik" jest owszem świetny. Mieszanina stylów, osobowości, konwencji. Niektóre fragmenty są wybitne. Ale niektóre trącą myszką, gdy np. autor odwołuje się do jakiegoś artykułu sprzed 60. lat opublikowanego w gazecie i wdaje się w polemikę z innymi autorami. Dzisiaj rzadko kiedy zna się kontekst tych sytuacji i trochę trudno się w nie wtedy wczuć.
Pojawia się też trochę typowego stylu gombrowiczowskiego, takiego jak w jego prozie. To już kwestia osobistych upodobań, ale ja nigdy za bardzo za nim nie przepadałam.
Po prostu czuć, że "Dziennik" pisany był dla publiczności, a nie do szuflady. I mnie osobiście to gryzło. Nie zmienia to faktu, że książka jest po prostu klasykiem polskiej literatury i to w pełni zasłużenie. Inteligentną osobę zawsze miło poczytać.

Dzienniki to chyba moja ulubiona forma, dzięki której mogę poznać artystę prawdziwego w mniejszym lub większym stopniu. Lubię w dziennikach plotki, brudy, życiowe rozterki, przemyślenia natury filozoficznej, wywody na temat pogody. U Gombrowicza tego zabrakło.
Jego "Dziennik" jest owszem świetny. Mieszanina stylów, osobowości, konwencji. Niektóre fragmenty są wybitne. Ale...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
127
90

Na półkach: ,

"Dzienniki" intelektualnie mnie stworzyły.
Biblia racjonalizmu i samoświadomości.
Dzieło wybitne.

"Dzienniki" intelektualnie mnie stworzyły.
Biblia racjonalizmu i samoświadomości.
Dzieło wybitne.

Pokaż mimo to

6
avatar
888
222

Na półkach:

"Dziennik" zaczął Gombrowicz pisać, by dzielić się ze światem swoimi poglądami w sposób bardziej bezpośredni; komunikowane w sposób artystystyczny, poprzez powieści i dramaty, spotkały się one bowiem z dość powszechnym niezrozumieniem. To jednocześnie zapis nieustających zmagań tego jedynego w swym rodzaju pisarza ze sobą i ze światem.

Powraca tu tematyka nieustająco nurtująca Gombrowicza i znajdująca bogaty wyraz w jego twórczości. Przede wszystkim wieczna walka z Formą, czyli gotowymi, bezrefleksyjnie przyjmowanymi wzorcami obyczajowymi czy intelektualnymi. Głosi Gombro klęskę ideologii, będąc zażartym kapłanem indywidualizmu i subiektywizmu. Pasjonuje go także starcie młodości ze starością, bez uznania stanu pośredniego, i motywowana głównie zazdrością (ale i niezrozumieniem) opresja tej pierwszej przez drugą.

"Pragnę was wykoleić [...] Wydobyć was z układu, w którym się znajdujecie, abyście znów doznali młodości i piękności, ale doznali inaczej..."

Ma więc Gombrowicz receptę na uzdrowienie ludzkości i wie niezachwianie, że jest to recepta najlepsza. Nie wątpiąc w swe recepty, nieustannie wątpi w siebie. Zjada go ambicja, dręczy go poczucie niedocenienia, martwi brak odzewu na jego prowokacje, złości go prostackie odczytywanie jego dzieł. Dusi się w swojej sytuacji emigranta i dusi się w swoim ciele, w swojej seksualności, którą również pragnąłby uwolnić spod dyktatu zmurszałych, arbitralnych kategorii.

Dość wysoki stopień samoświadomości, jaki udało mu się osiągnąć, wcale nie ułatwił mu życia - i jestem pewien, że nie ułatwił życia tym, którzy mieli z nim do czynienia. Bo też jego celem nie było życie łatwe, tylko życie twórcze. A na drodze życia twórczego długo stała zgrzebna, urzędnicza codzienność oraz brak odpowiedniej publiczności, zdolnej go pojąć i w następstwie hołubić.

Oto przed czytelnikiem staje w pełnej krasie niesamowicie inteligentny człowiek, którego irytacja i frustracja prowadzą niekiedy do generalizacji, niesprawiedliwych, powierzchownych sądów - a irytuje się on łatwo i często. A jednocześnie ile w "Dzienniku" życia! Jakże potrafią zaimponować choćby bezwzględne, genialne w swej celności metafory, stosowane tak do zjawisk, jak i do ludzi. Każdego oponenta zdolny jest usadzić, pomniejszyć tymi "dudkami", "hipopotamami", "kaktusami".

Jego zjadliwe, skrajnie autorytatywne minipamflety kwitujące pisarzy, mających zasadnicze znaczenie dla formowania się polskiej świadomości okresu I RP, pełne są błyskotliwych skojarzeń, ale zarazem dalekie od sprawiedliwego ujęcia ich dorobku. Programowy radykalizm to jednak również pewna Forma i chwilami Gombrowicz staje się jej zakładnikiem w takim samym stopniu jak ci, których krytykuje. I cóż za paradoks, że on sam - próbujący tchnąć życie w literaturę - ostatecznie dołączył do grona szanowanych i nieczytanych!

"Dziennik" to pasjonująca lektura, z którą musiałem się jednak mierzyć na raty. Nie dlatego, że jest to dziennik nietypowy, który powszedniość traktuje po macoszemu, a skupia się na istotniejszych, oderwanych od niej problemach - choć tak jest w istocie - tylko dlatego, że neurotyczna, egotyczna osobowość Gombrowicza działa mi na nerwy i musiałem od niej co jakiś czas odpoczywać.

Zastrzegam przy tym, że autor nie jest mi obcy jako filozof kultury - jego intelektualna przekora bardzo mi odpowiada - ale jest mi obcy jako człowiek. Bo choć w wielu obszarach moje poglądy żeglują w podobnym kierunku co poglądy Gombro, nie mam jego radykalizmu, zawsze skłonny jestem zatrzymać się wcześniej. Być może to, co zwykłem z dumą określać jako rozsądek, bywa niekiedy tchórzostwem.

"Dziennik" zaczął Gombrowicz pisać, by dzielić się ze światem swoimi poglądami w sposób bardziej bezpośredni; komunikowane w sposób artystystyczny, poprzez powieści i dramaty, spotkały się one bowiem z dość powszechnym niezrozumieniem. To jednocześnie zapis nieustających zmagań tego jedynego w swym rodzaju pisarza ze sobą i ze światem.

Powraca tu tematyka nieustająco...

więcej Pokaż mimo to

213
avatar
95
9

Na półkach:

uwielbiam

uwielbiam

Pokaż mimo to

1
avatar
3090
586

Na półkach: , ,

Zostałem pozytywnie zaskoczony. Gombrowicz okazał się nie być bezmyślnym ojkofobem i nudnym antykonformistą, a całkiem zdroworozsądkowym facetem, krytykującym w Polakach to, co należy w nich krytykować, a chwalący to, co na pochwałę zasługuje. Dziwi mnie w związku z tym jego popularność na lewicy, bo krytykuje wiele postaw, które występują również na niej.

Dziennik ten jest ciekawie poprowadzony. Zapewne dlatego, że był pisany od samego początku z myślą o publikacji. Gombrowicz bawi się nim sporadycznie formą i unika raczej pisania o rzeczach nieistotnych. Mamy za to opis jego podróży po Ameryce Południowej, powrotu do Europy, korespondencji prowadzonej z wieloma osobami oraz liczne przemyślenia na temat literatury, kultury i filozofii. To ostatnie jest najgorsze, bo Gombrowicz jest autentycznym Januszem filozofii i z tonem znawcy opowiada niesamowite bzdury, ale można go usprawiedliwić uwagą, którą on sam zapożyczył od Iwaszkiewicza: artysta nie powinien wiedzieć za wiele. Gombrowicz się tej zasady konsekwentnie trzymał i prawdziwym myślicielem nigdy nie został, co jednak nie przeszkodziło poczynić mu kilku trafnych, czasem dowcipnych obserwacji. Np. bardzo rozbawił mnie tekst "Do muzeów chodzą licealiści, studenci ASP i kobiety, które nie wiedzą co zrobić z czasem". Albo kupił mnie szczerym wyznaniem, że praktycznie cała poezja go nudzi. Słusznie wyśmiał inspirowanie się chłopami, podczas gdy dla ludzi na wsi wcale nie czują się częścią natury ("[chłop] Tanią perfumę woli od zapachu bzów"). Z rzeczy, które jeszcze zapamiętałem, jest jego rozmowa z Nałkowską, w której wyjaśnił jej, że talentu nie należy szukać pod mikroskopem, a sam powinien dać znać o sobie, biciem we wszystkie dzwony. Jeżeli coś nas nie porywa od razu, to nie ma co się bawić w jakieś pseudointelektualne szukanie trzeciego dna, bo coś naprawdę wielkiego może być jednocześnie skomplikowane i poruszające bez tych śmiesznych wygibasów. Całkowicie się zgadzam.

Tym, którzy czytali coś Gombrowicza, szczerze polecam, bo dużo tu rozważań o jego książkach, co pozwoli wam poszerzyć ich zrozumienie. Kto Gombrowicza do tej pory omijał, może lepiej niech zacznie od Transatlantyku, ale nie jest to konieczne, by się dobrze bawić, przy czytaniu Dzienników.

Zostałem pozytywnie zaskoczony. Gombrowicz okazał się nie być bezmyślnym ojkofobem i nudnym antykonformistą, a całkiem zdroworozsądkowym facetem, krytykującym w Polakach to, co należy w nich krytykować, a chwalący to, co na pochwałę zasługuje. Dziwi mnie w związku z tym jego popularność na lewicy, bo krytykuje wiele postaw, które występują również na niej.

Dziennik ten...

więcej Pokaż mimo to

15
avatar
137
84

Na półkach:

Narcyz o narcyzmie, oczywiście najwiecej o swoim narcyzmie. O sobie, o sztuce, o ludziach, o literaturze, o polityce. Znakomitym językiem, konsekwentnie, spójnie. Stężenie Gąbrowicza w jego dzienniku jest tak duże, że aż przyjemne. Niezwykle odświeżająca i pobudzająca lektur. Wciąż bardzo aktualna.

Narcyz o narcyzmie, oczywiście najwiecej o swoim narcyzmie. O sobie, o sztuce, o ludziach, o literaturze, o polityce. Znakomitym językiem, konsekwentnie, spójnie. Stężenie Gąbrowicza w jego dzienniku jest tak duże, że aż przyjemne. Niezwykle odświeżająca i pobudzająca lektur. Wciąż bardzo aktualna.

Pokaż mimo to

2
avatar
369
147

Na półkach: ,

Cóż.
Chciałem zakończyć swój czytelniczy sezon 2018 czymś mocniejszym.
Bo często mam wrażenie, że owszem czytam prozy dobre / bardzo dobre, ale potem zostaje ze mną jedna natarczywa myśl. Głos w mojej głowie (tak, wiem - kiedy słyszysz głosy idź do psychiatry) mówi: ślizgasz się facet. Mówi też: fajne to było, super to było, ale powiedz mi facet - o czym?

No właśnie. Zostaje jakiś niedosyt, choćby nie wiem co to go miewam.

Wrosłem w życie z myślą, że Gombrowicz to niestrawna ściema. To rzecz jasna spadek po latach szkolnych i "Ferdydurke". Odebrałem je wtedy jako karę piekielną za życia, pełną nieznośnego pier*olenia, z którego oczywiście niewiele pojąłem.

I żyłbym pewnie dalej i umarł być może niedługo bez "Dziennika", naprawdę niewiele gorszy duchowo niż jestem teraz po jego lekturze. Jednak jakaś różnica jest, czuje ją.
Kiedy miałem jeszcze takie uczucie? Naprawdę nie pamiętam.
„Dziennik” jest dla mnie przełomowy.

Żeby nie rozpisywać się to jeszcze tylko jedno.
Jeśli niezależnie od wieku, płci, pozycji, pochodzenia etc. masz ochotę na BUNT, na SPRZECIW przeciw czemukolwiek w swoim życiu, poczekaj. Wcześniej weź „Dziennik” i czytaj, nieśpiesznie, może być na wyrywki. Pomyśl. Analizuj. Potem wróć do tego co cię drażni, co wywołuje twoją niezgodę i zacznij działać.

Boisz się, że jesteś z tym, ze wszystkim, ciągle, całe życie przeszłość i przyszłość - sam? Zerknij do Gombrowicza!

Tworzysz, piszesz, malujesz, rzeźbisz w mydle i nie jesteś pewien co z tym dalej? Czytaj „Dziennik”…

„Dziennik” jest relacją, nie tylko z czegoś, jest relacją między. Wszystko jest relacją.

Ps. Czytane przez Andrzeja Chyrę i Mariusza Bonaszewskiego. Ten pierwszy o niebo lepszy, choć i drugi miał ukryty walor.

Cóż.
Chciałem zakończyć swój czytelniczy sezon 2018 czymś mocniejszym.
Bo często mam wrażenie, że owszem czytam prozy dobre / bardzo dobre, ale potem zostaje ze mną jedna natarczywa myśl. Głos w mojej głowie (tak, wiem - kiedy słyszysz głosy idź do psychiatry) mówi: ślizgasz się facet. Mówi też: fajne to było, super to było, ale powiedz mi facet - o czym?

No właśnie....

więcej Pokaż mimo to

41

Cytaty

Więcej
Witold Gombrowicz Dziennik 1953-1969 Zobacz więcej
Witold Gombrowicz Dziennik 1953-1969 Zobacz więcej
Witold Gombrowicz Dziennik 1953-1969 Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd