Daleko stąd. Podróż afrykańska

Okładka książki Daleko stąd. Podróż afrykańska autora Evelyn Waugh, 9788377997826
Okładka książki Daleko stąd. Podróż afrykańska
Evelyn Waugh Wydawnictwo: Świat Książki, Weltbild Seria: Sfery literatura podróżnicza
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Seria:
Sfery
Tytuł oryginału:
Remote People. A Report from Ethiopia and British Africa, 1930-1931
Data wydania:
2012-08-31
Data 1. wyd. pol.:
2012-08-31
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377997826
Tłumacz:
Barbara Kopeć-Umiastowska
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Daleko stąd. Podróż afrykańska w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Daleko stąd. Podróż afrykańska



książek na półce przeczytane 2356 napisanych opinii 296

Oceny książki Daleko stąd. Podróż afrykańska

Średnia ocen
6,8 / 10
74 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Daleko stąd. Podróż afrykańska

avatar
238
236

Na półkach:

Opis wrażeń podróżnych z minionych już czasów, choć ciekawy, pozostawia jednak pewien niedosyt. Mamy z jednej strony angielskiego gentlemana, z drugiej brud, robaki i nędzne jedzenie. Autor traktuje to ( w książce ) zadziwiająco lekko, chyba dlatego, że gentlemanowi tak przystoi. Dla mnie ciekawsza byłaby większa doza głębi, prawdy, szczegółów.

Opis wrażeń podróżnych z minionych już czasów, choć ciekawy, pozostawia jednak pewien niedosyt. Mamy z jednej strony angielskiego gentlemana, z drugiej brud, robaki i nędzne jedzenie. Autor traktuje to ( w książce ) zadziwiająco lekko, chyba dlatego, że gentlemanowi tak przystoi. Dla mnie ciekawsza byłaby większa doza głębi, prawdy, szczegółów.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
75
17

Na półkach:

Kupując tę książkę nie miałam większych oczekiwań, zachęcona jedynie określeniem 'najśmieszniejsza książka podrożnicza wszech czasów". Śmiech okazał się jednak gorzki, i wciąż nie jestem do końca pewna, czy w dobrych momentach. Przedstawiony świat jest tak odległy od naszego, ze swoją kolonialną obyczajowością, codziennymi problemami i próbami stabilizacji politycznej, że to wszystko to czyta się jak piękną baśń osadoną w nieistniejącej rzeczywistości. Jednak przenikające gorąco, nieprawdopodoby cyrk towarzyszący koronacji, próby przedostania się z jednego miejsca w drugie pochłaniające wiele dni i wytrwałości psychicznej, wielkość i małostkowość Europejczyków i lokalnych przywódców, wszytko to jest jak naprawdziwsze. Do tego okraszone dużą dawką niepoprawnych politycznie komentarzy, które dziś wywołałyby częściej jęki oburzenia niż uśmiech. Sam autor wydaje się Anglikiem tak stereotypowym, że aż przerysowanym i nieprawdopodobym. Wydawałoby się że książka nie ma prawa mi się spodobać, a jednak jestem zachwycona jej bezpośredniością, celnymi komentarzami autora oraz jego walki z wszechogarniającą nudą. I, jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, ta książka z połoy ubiegłego wieku jest powiewem świeżości.

Kupując tę książkę nie miałam większych oczekiwań, zachęcona jedynie określeniem 'najśmieszniejsza książka podrożnicza wszech czasów". Śmiech okazał się jednak gorzki, i wciąż nie jestem do końca pewna, czy w dobrych momentach. Przedstawiony świat jest tak odległy od naszego, ze swoją kolonialną obyczajowością, codziennymi problemami i próbami stabilizacji politycznej, że...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1578
505

Na półkach:

Co może się wydarzyć, gdy angielski dżentelmen, korespondent „The Times”, w roku 1930 jedzie do Addis Abeby na koronację cesarza Hajle Sylassie, Króla Królów?

Konsternacja. „Nikt nie może mieć pojęcia, czym naprawdę jest nuda, póki nie znajdzie się w tropikach”.

moja recenzja tu:
http://kawalekafryki.pl/waugh/

Co może się wydarzyć, gdy angielski dżentelmen, korespondent „The Times”, w roku 1930 jedzie do Addis Abeby na koronację cesarza Hajle Sylassie, Króla Królów?

Konsternacja. „Nikt nie może mieć pojęcia, czym naprawdę jest nuda, póki nie znajdzie się w tropikach”.

moja recenzja tu:
http://kawalekafryki.pl/waugh/

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

301 użytkowników ma tytuł Daleko stąd. Podróż afrykańska na półkach głównych
  • 195
  • 106
96 użytkowników ma tytuł Daleko stąd. Podróż afrykańska na półkach dodatkowych
  • 71
  • 6
  • 5
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Daleko stąd. Podróż afrykańska

Inne książki autora

Okładka książki From the Cradle to the Grave Raymond Carver, Roald Dahl, Susan Hill, Saki, William Somerset Maugham, Evelyn Waugh
Ocena 6,0
From the Cradle to the Grave Raymond Carver, Roald Dahl, Susan Hill, Saki, William Somerset Maugham, Evelyn Waugh
Evelyn Waugh
Evelyn Waugh
Arthur Evelyn St. John Waugh (ur. 28 października 1903 w Londynie, zm. 10 kwietnia 1966 w Somerset) – angielski pisarz, najbardziej znany dzięki takim satyrycznym i w mroczny sposób humorystycznym powieściom, jak Decline and Fall (Zmierzch i upadek),Vile Bodies, Scoop (o reporterze w Afryce),A Handful of Dust (Garść prochu) i The Loved One (Nieodżałowana),jak również poważniejszym utworom, takim jak Brideshead Revisited (Powrót do Brideshead - serial telewizyjny z 1981 roku z Jeremym Ironsem i film fabularny z 2008 roku) i trylogia Sword of Honour, które zabarwia jego konserwatywne i katolickie spojrzenie na świat. Wiele z powieści Waugh opisuje brytyjską arystokrację i wyższe sfery, które ostro ośmiesza, ale które także silnie go przyciągały. Ponadto napisał opowiadania, trzy biografie i pierwszy tom niedokończonej autobiografii. Opublikowano także jego relacje z podróży oraz obszerne dzienniki i korespondencję. Urodzony w Londynie, Evelyn Waugh był drugim dzieckiem znanego wydawcy Arthura Waugha. Został wychowany w rodzinie należącej do klasy średniej, chociaż przynależność do niej go zawstydzała. Uczęszczał do Heath Mount School. Jedynym jego rodzeństwem był jego brat Alec, który także stał się pisarzem. Zarówno jego brat, jak i ojciec chodzili do Sherborne, innej angielskiej szkoły publicznej, jednak jego brat został wyrzucony podczas ostatniego roku nauki w związku z publikacją kontrowersyjnej powieści The Loom of Youth, która dotyka problemu stosunków homoseksualnych pomiędzy uczniami szkół publicznych i stanowiła poważną plamę na reputacji Sherborne. W związku z tym w późniejszym czasie szkoła odmówiła przyjęcia Evelyna i został on umieszczony w Lancing College, szkoły mniej ekskluzywnej o mocno anglikańskiem charakterze. Ta degradacja dokuczała Waughowi do końca jego życia, ale jednocześnie dzięki tej szkole zainteresował się on głębiej sprawami wiary, pomimo że w Lancing stał się on agnostykiem. Po Lancing Waugh zaczął studiować historię na Hertford College w Oksfordzie. Tam zaniedbał pracę akademicką i stał się bardziej znany ze swoich obrazów niż dzieł literackich. Prowadził także bogate życie towarzyskie i zawarł przyjaźnie z członkami brytyjskiej arystokracji i klasy średniej. Doświadczenia z tego kresu miały oddźwięk w jego późniejszej twórczości. Zapytany, czy uprawiał jakiś sport w college'u, odpowiedział: Piłem dla Hertford. Mówiło się o jego związkach homoseksualnych w trakcie pobytu w Oksfordzie. Sam Waugh w swoim pamiętniku odniósł się do swojej pierwszej homoseksualnej miłości. Podejrzenia nigdy nie zostały jednak rozwiane. Jego wyniki w nauce pozwalały mu tylko na uzyskanie dyplomu trzeciej klasy. Zrezygnował z możliwości poprawienia ocen i opuscił Oksford w 1924 r. bez odebrania dyplomu. W 1925 r. rozpoczął pracę nauczyciela w prywatnej szkole w Walii. W swojej autobiografii Waugh twierdzi, że usiłował w tym okresie popełnić samobójstwo skacząc z klifu; w rezultacie został tylko poparzony przez meduzę. Niedługo po tym został zwolniony z pracy, za próbe uwiedzenia przełożonej szkoły. Swojemu ojcu powiedział, że został zwolniony z powodu pijaństwa.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Iksowie György Spiró
Iksowie
György Spiró
Fascynuje mnie jak jakiś Węgier wymyślił sobie, że napisze książkę osadzoną w Kongresówce, poświęcając ją bardzo specyficznemu aspektowi jej życia i bohaterowi, którego biografię musiał przestudiować co do sekundy. Potem to wyda, zrobi się z tego bestseller, choć chyba większość czytelników nigdy w Warszawie nie była, a władze kraju, który jest opisywany tej książki zakażą. Zaryzykowałbym, że historia powstania tego dzieła musiała być ciekawsza niż sama książka. Gdyby nie fakt, że jestem przewodnikiem warszawskim, a jedną z pierwszych autorskich wycieczek poświęciłem warszawskiemu teatrowi, to porzuciłbym "Iksów" po 150-200 stronach (z 700). Narracja jest płynna, nie ma rozdziałów, wszystko dzieje się po sobie. Czasem w zdaniu nie mija sekunda, czasem kilka miesięcy. Mi to osobiście przeszkadza w odbiorze, ale rozumiem, że taki był koncpet autora. Książka jest natomiast niesamowtym dodwodem na przestudiowanie tematu. Wydaje mi się, jakby autor miał wehikuł czasu i faktycznie spędził kilka lat w pomieszczeniach Teatru Narodowego na Placu Krasinskich, na Miodowej, Długiej i Krakowskim Przedmieściu, jakby sam polewał wódkę i wino aktorom i odwiedzał alkowy aktorek. Za samą kwerendę - czapki z głów. Książka może pochwalić się kilkoma wspaniałymi monologami, złotymi myślami i ikonicznymi cytatami, które jednak giną w gąszczu zwyczajnej, szarej i codziennej narracji (która jednak w aktoskim życiu XIX wieku nie jest tak szara i zwyczajna). Polecam miłośnikom teatru, Warszawy i Bogusławskiego. Pozostali się zanudzą.
Albert Wierzbicki - awatar Albert Wierzbicki
ocenił na81 rok temu
Wykład profesora Mmaa Stefan Themerson
Wykład profesora Mmaa
Stefan Themerson Franciszka Themerson
Wykład profesora Mmaa Autor: Stefan Themerson Moja ocena: 10/10 To jedna z tych książek, które trudno w pełni zrozumieć, ale jeszcze trudniej się od nich oderwać. Być może nie uchwyciłem wszystkich sensów, może część przesłań wymknęła mi się gdzieś między zdaniami – a jednak „Wykład profesora Mmaa” całkowicie mnie zachwycił. Zachwycił przede wszystkim językiem – precyzyjnym, błyskotliwym, a przy tym pełnym humoru i filozoficznej głębi. Themerson bawi się formą i konwencją, tworząc dzieło, które jest jednocześnie alegorią, satyrą i przypowieścią o naturze ludzkiego (i nie tylko ludzkiego) świata. Termity – bohaterowie tej niezwykłej opowieści – stają się tu zwierciadłem ludzkich przywar, absurdów i dążeń, a ich naukowe dysputy zaskakują aktualnością oraz trafnością spostrzeżeń. To książka, która zmusza do myślenia, a jednocześnie zachwyca elegancją i ironią stylu. Choć napisana została w trudnych czasach, we Francji, Szkocji i Londynie, jej przekaz pozostaje uniwersalny – dotyczy władzy, społeczeństwa, moralności i samej kondycji człowieka. Czy może być coś wspanialszego niż filozoficzna opowieść o termitach, która mówi więcej o nas samych niż niejedna powieść realistyczna? Polecam serdecznie każdemu, kto ceni literaturę nieoczywistą, wymagającą, a jednocześnie fascynującą w swojej oryginalności. ** 22:43 * 02.11.2025 * 98/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na105 miesięcy temu
Podróże do Armenii i innych krajów z uwzględnieniem najbardziej interesujących obserwacji przyrodniczych Krzysztof Środa
Podróże do Armenii i innych krajów z uwzględnieniem najbardziej interesujących obserwacji przyrodniczych
Krzysztof Środa
Tylko tak wyrafinowani, a zarazem lgnący do ludzi intelektualiści, jak Krzysztof Środa potrafią podróż do dalekich miejsc przetworzyć w esej o istocie człowieczeństwa, pisząc - zdawałoby się - o "niczym" (co na swój sposób pojęli niektórzy komentujący, poszukujący chyba zbyt usilnie czysto turystycznego zapewne konkretu). Śledzę twórczość Autora od początku. I od początku pozostaje w nieustającym zachwycie nad jego czułą wrażliwością dla ludzi i świata. Lubię też jego pasję do takich krajów, w których – jak pisze - ”zmroczniki oleandrowce widuje się nie raz na lat trzydzieści, lecz praktycznie co roku” (a kto choć raz widział te nocne motyle, nigdy już nie będzie zupełnie nieszczęśliwy). A tu są wręcz mistrzowskie opisy. Np. cudownie imaginacyjne wydarzenia w erywańskim tunelu. Znaczenie antycznej literatury, nie tylko narodowej, dla Ormian, którzy są „drugim ludem Księgi”, po Żydach. Opadające wody jeziora Sewan (największego jeziora w Armenii, a także jednego z najwyżej położonych jezior świata - 1916 m npm.). No i przede wszystkim ludzkie losy, które nagle staną się Autorowi bardzo bliskie, jak przystało na prawdziwego humanistę (w tym kontekście cień Osipa Mandelsztama) . Jako miłośnika ptaków, szczególnie radują mnie właśnie ich przedstawienia. Mamy tu np. gardłowe poświstywania żołn o zupełnie niezwykłych barwach, którymi miałem rozkosz zachwycać się w Rumunii. Trafny jest wniosek Autora, że nie sposób uznać, który z kolorów w nich dominuje. Zgadzam się też z panteistyczną tezą, że pasja do ptaków wynika z „pokornego podziwu dla samej formy istnienia świata, z przeczuciem ukrytej za tą zmysłową formą tajemnicy”. „Ich trudna do wytłumaczenia różnorodność prowokuje do uznania ich za litery alfabetu, w którym ktoś próbuje nam przekazać jakieś przesłanie. A ponieważ alfabet ten liczy dużo więcej niż 36 liter, z góry wiadomo, że nie uda nam się go odczytać” - czytam z zachwytem. I jeszcze oczywista konstatacja, że najciekawszych obserwacji przyrodniczych dokonuje się nie wtedy, gdy niestrudzenie wędrować w ich poszukiwaniu, lecz wówczas, gdy się zastygnie, aby poczekać aż pojawią się same… To chyba zresztą dewiza Autora nie tylko do przyrody się odnosząca. Bo to chęć kontaktu z Drugim przewyższa u niego wszystko inne – zawsze go szuka i często znajduje (jesteśmy na Wschodzie, gdzie kontakty międzyludzkie to nie tylko „smalltalk”). A to dziś już rzadkie zjawisko w czasach, gdy „turyści” spędzają wyjazdy w dalekie miejsca w basenach z kieliszkiem w dłoni… Język Środy to może nie dokładnie styl mojego ukochanego W.G. Sebalda, ale są tu pewne korzystne pokrewieństwo z jego poetycką prozą podróżną.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na84 lata temu
Listy z podróży Karel Čapek
Listy z podróży
Karel Čapek
Czy w czasach, w których świat mamy na wyciągnięcie ręki jesteśmy w stanie znaleźć w "Listach z podróży" Čapka coś dla siebie?  Na tym polega siła literatury, dobrej literatury, że nie traci ona na aktualności. Pisarz zabiera nas w podróż po Europie lat 20. i 30. XX w. Odwiedza Włochy, Hiszpanię, Wielką Brytanię, Holandię, Danię, Szwecję i Norwegię. Od tego czasu zmieniło się wiele. Wiele z miejsc, odwiedzonych przez pisarza straciło swój niepowtarzalny klimat, zatraciło magię. Podobnie jak obserwacje dotyczące społeczeństw - ich zachowania, ubioru, kultury. Niektóre ze wspomnień stały się lokalnym folklorem. Hiszpanki nie ubierają już mantyli, angielscy parlamentarzyści ściągnęli peruki a korrida chociaż nadal okrutna powoli odchodzi od krwawej spektakularności. Čapek jest uważnym obserwatorem, wydaje się, że ani na moment nie wychodzi ze swojej roli, nie zamyka oczu, tylko chłonie piękno odwiedzanych miejsc. Zadaje sobie nawet pytanie: "Czy nigdzie nie ma końca podróży i patrzenia?" Nic nie umknie jego uwadze. Ani zachwycająca sztuka, ani architektura, ani lokalne osobliwości ani piękno mijanego krajobrazu. Jego otwarta postawa wobec obcych kultur, postawa pełna nieustającego zdziwienia i zachwytu sprawia, że jego relacja staje się nie tylko sprawozdaniem z odwiedzanych miejsc, ale zapisem zdumień i emocji. Jako obywatel Europy Środkowej często porównuje swój kraj z odwiedzanymi. Ale to nie jest hymn pochwalny, Čapek opisuje również te elementy, które go zadziwiają i które mu nie odpowiadają. Autor często podkreśla, że najbardziej przyciąga go to co jest poza bedekrem, że lubi wędrować własnymi ścieżkami, odkrywać to, co często jest pomijane. Czytając relacje Čapka, widzimy jak zmienił się nie tylko świat, ale także turystyka. Bo podróż pisarza chociaż intensywna ma znamiona powolności. "Listy..." wzbogacone są uroczymi rysunkami Čapka, które w przeciwieństwie do fotografii także są dowodem na uważne obserwowanie świata przez pisarza. Przeł. P. Godlewski
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na72 lata temu
Oswajanie świata Nicolas Bouvier
Oswajanie świata
Nicolas Bouvier
Sporo krócej, ale wciąż niemało, zajęła mi podróż po kartach książki śladami Nicolasa Bouviera. W przeciwieństwie do jego, moja była bardzo wygodna, ale (tu z kolei podobieństwo) również nie bardzo łatwa. A choć analogie i różnice wynikają z zupełnie innych przyczyn, to paleta emocji mogła być tożsama: ciekawość, ekscytacja, czasem zachwyt, ale i znużenie oraz zniecierpliwienie. Nie jest to książka reporterska. Jak na tę zdecydowanie za dużo tu samego autora i jego refleksji, z czego zarzutu wielkiego jednak jej nie robię, bo te bywają wielce ciekawe. Najbliżej jej chyba do literatury drogi. Podróżuje razem z przyjacielem bardzo niespiesznie, ale nie poświęca wiele tekstu opisowi jednego miejsca, jednej osoby, jednego wydarzenia. Nie stara się również zgłębiać bardzo dokładnie tego, co widzi, choć jest wyposażony w więcej niż podstawową wiedzę o rejonie, który przemierza. I być może, zaprzeczając sobie samemu, pomimo że autora tu sporo, to niewiele dowiadujemy się o nim, jego motywacjach. Nie wiem również, dlaczego właściwie ta trasa, te kraje, te miejsca są jego celem. Jest raczej obserwatorem samego siebie w podróży, który czasami przekierowuje swój wzrok na to, co mija. Moim największym zarzutem jest to, że książka jest nierówna. Więcej – bywało, że męczyła. I wydaje mi się, że jest to ściśle związane z utratą notatek, które autor robił w trakcie podróży, a których został pozbawiony w drugiej jej części. Ten fakt pozwolił mi wysnuć tezę, że opisywanie pierwszej części podróży li tylko z pamięci negatywnie odbiło się na treści, jakby wspomnień zbrakło. Czasem wręcz nużyło. Im bliżej na osi czasu do punktu utraty notatek, tym pamięć bardziej świeża, myśl bardziej wnikliwa, pióro zdecydowanie lepsze. A umiejętność dobrej puenty, szerokiego, wręcz filozoficznego spojrzenia była tym, co sprawiło, że drugą część książki czytało się zdecydowanie lepiej, nie tylko ze względu na bardziej interesujący mnie geograficznie fragment podróży (ach, Persja…). Nie gustuję w okraszaniu opinii o książkach cytatami z nich, ale tym razem pozwolę sobie na jeden, już z samego końca książki, zwłaszcza że, w przeciwieństwie do całej maści współczesnych podróżników, ten wskazuje na pokorę autora i brak przypisywania sobie kategoryczności poznania: „Tego dnia miałem nieodparte wrażenie, że udało mi coś uchwycić i że odmieni to moje życie. Ale nic z tych rzeczy nie przyswaja się sobie raz na zawsze. Jak woda, świat przez ciebie przepływa i na jakiś czas użycza ci swych kolorów. Potem się cofa i znów cię zostawia samego z tą pustką, którą nosisz w sobie, z czymś w rodzaju organicznej niewydolności duszy, z którą trzeba nauczyć się żyć, którą trzeba zwalczać, a która paradoksalnie stanowi być może naszą najsilniejszą sprężynę działania.” P.S. Żałuję, że osoba, której Bouvier poświęca jedną z ostatnich stron, nigdy nie napisała swoich wspomnień ze swoich wypraw. Myślę, że opowieść podróżnika o pseudonimie Dodo, z którym przecięły się drogi autora, byłaby tą, którą czytałbym z wypiekami na twarzy. Inaczej – będę się mamił myślą, że ona istnieje i że kiedyś trafię na nią, znalazłszy ją na pustym miejscu w pociągu lub pod siedzeniem autobusu dalekobieżnego w czasie jednej z moich skromnych podróży.
Piotrek - awatar Piotrek
ocenił na63 miesiące temu
Pensjonat pamięci Tony Judt
Pensjonat pamięci
Tony Judt
Chory na stwardnienie zanikowe boczne, „nieuleczalną degeneracyjną chorobę, na którą niedługo umrze”, nieodwołalnie przykuty do łóżka i fotela inwalidzkiego, „w warunkach niecodziennych ograniczeń narzuconych przez ciało, które stało się więzieniem”, będący w stanie, który będzie się już tylko pogarszał, zdany na „różnych mechanicznych bądź ludzkich pośredników”, jeden z najwybitniejszych historyków naszych czasów Tony Judt pisze książkę, która jest pochwałą życia i kultury. Jak tego dokonuje? Aby przetrwać ciągnące się w nieskończoność bezsenne noce, unieruchomiony, niemogący samodzielnie wykonać jakiegokolwiek ruchu pisarz oddaje się swoistym umysłowym ćwiczeniom: „przeglądam swoje życie, myśli, fantazje, wspomnienia, także te niedokładnie zapamiętane, aż natrafię na wydarzenia, ludzi czy opowieści, za pomocą których mogę oderwać umysł od ciała, w którym jest unieruchomiony”. Z czasem te motywowane czysto praktycznymi względami zabiegi przekształcają się w projekt o wiele bardziej ambitny: „Po kilku miesiącach choroby zdałem sobie sprawę, że nocą układam w głowie całe historie”. Aby móc „odtworzyć następnego dnia te na wpół zapisane szlaki” sięga po mnemotechniczne metody stosowane przez myślicieli i podróżników z początków ery nowożytnej, którzy dla gromadzenia i przypominania sobie szczegółów i opisów wznosili w swoich umysłach „pałace pamięci”. Judt nie miał jednak ochoty na wznoszenie w głowie pałaców. Te prawdziwe zawsze kojarzyły mu się z „jakąś dekadencją”. „Ale jeśli nie pałac, to może chociaż pensjonat pamięci”? Ten pensjonat to przywołany z przeszłości „mały pensione, rodzinny hotelik w niemodnej miejscowości Chesières u podnóża bogatego kurortu narciarskiego Villars we francuskojęzycznej części Szwajcarii”, w którym autor z rodzicami i wujem spędzał zimowe wakacje „chyba w 1957 albo 1958 roku”. Jego dobrze zapamiętane wnętrze posłużyło mu za swoisty magazyn, archiwum czy też teren, w którym wyznaczana była marszruta dla pojawiających się w głowie narracji. Cała recenzja tutaj 👇 innelektury.pl/judt-pensjonat-pamieci
Grzegorz Tomicki - awatar Grzegorz Tomicki
ocenił na85 miesięcy temu
Źle ma się kraj. Rozprawa o naszych współczesnych bolączkach Tony Judt
Źle ma się kraj. Rozprawa o naszych współczesnych bolączkach
Tony Judt
Moja znajomość ze zmarłym ponad 10 lat temu autorem to zasługa Gazety Wyborczej, która dosyć często w weekendowych wydaniach publikowała samodzielne eseje, albo fragmenty tłumaczonych kolejnych książek Tony Judta. I tak jak dzisiaj się dziwię, że dałem się tak sprytnie złapać na lep publikacji Adama Michnika i jego gazetowych druhów, tak lektury książek (w sumie czterech) Judta nie uważam za jakieś nieporozumienie. Owszem, Tony Judt jest kojarzony z lewicą amerykańską, czyli demokratami. Dosyć wyraźnie wspomina o tym, że serca ma po lewej stronie i chociaż dzisiaj moje sympatie polityczne to krańcowe antypody wobec tego gdzie sytuuje się "coś", co uzurpuje sobie prawo do bycia kontynuatorem XIX lewicy ( co jest ewidentnym nadużyciem) to punkt widzenia zawarty w jego książkach, jest mi w zasadzie bliski. Książkę czytałem ponad 10 lat temu i mimo, że dzisiaj wyraźnie uległem jakieś formule konserwatywnej, to wiele spostrzeżeń i postulatów Judta jest mi bliskich. Wk... mnie kiedy widzę, że naprawdę sensowna idei socjalizmu, ze swoim fundamentalnym postulatem równości, wrażliwością na wszelkie przejawy niesprawiedliwości, nieuczciwości, niemoralności została wrobiona w coraz bardziej idiotyczne postulaty feministyczne (chociażby bezkarność dla alfonsów) z nieśmiertelnym postulatem aborcji ( w każdym momencie ciąży),walkę o prawa mniejszości seksualnych, które ocierają się momentami o granice dobrego smaku, czy zagadnień tożsamości z ideą transpłciowowości na czele. Mnie też irytuje fakt, że młodzież zamiast swoich czasami może i idiotycznych idei, pomysłów na zbawienie świata, myśli tylko o jednym - jak zrobić wielką kasę. I na końcu książki (jego już ostatniej) ma Judt nadzieję, że z początkiem nowego tysiącleci zostawiliśmy "samolubne dziesięciolecia" za sobą, ale po tym co widać wokół, okazuje się, że były to nadzieje płonne. I na koniec przypomniałem sobie jego komunikacyjny symbol sensownego i sprawiedliwego społeczeństwa. Nie, samochód (gdzie każdy jedzie inną stronę, z różną szybkością i jedni w 20 letnich rzęchach, a inni w najnowszym Alfa Romeo, nie samolot , ale pociąg. Bo pociągiem jedziemy wszyscy w tym samym kierunku, z tą samą prędkością i może w różnych przedziałach, ale za to z tym samym poczuciem bezpieczeństwa. Dobre.
werblista - awatar werblista
oceniła na71 rok temu

Cytaty z książki Daleko stąd. Podróż afrykańska

Więcej
Evelyn Waugh Daleko stąd. Podróż afrykańska Zobacz więcej
Evelyn Waugh Daleko stąd. Podróż afrykańska Zobacz więcej
Evelyn Waugh Daleko stąd. Podróż afrykańska Zobacz więcej
Więcej