Powrót do Brideshead

Okładka książki Powrót do Brideshead autora Evelyn Waugh, 9788381916363
Okładka książki Powrót do Brideshead
Evelyn Waugh Wydawnictwo: Czarne Ekranizacje: Powrót do Brideshead (2009) Seria: Poza serią literatura piękna
420 str. 7 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Poza serią
Tytuł oryginału:
Brideshead Revisited
Data wydania:
2023-02-01
Data 1. wyd. pol.:
1998-04-29
Data 1. wydania:
1945-01-01
Liczba stron:
420
Czas czytania
7 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381916363
Tłumacz:
Irena Doleżal-Nowicka
Ekranizacje:
Powrót do Brideshead (2009)
Inne
Średnia ocen

6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Powrót do Brideshead w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Powrót do Brideshead



książek na półce przeczytane 359 napisanych opinii 216

Oceny książki Powrót do Brideshead

Średnia ocen
6,6 / 10
441 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Powrót do Brideshead

avatar
3628
1874

Na półkach: , ,

Być może można tęsknić za światem tak pięknie zobrazowanym w Downton Abbey, ale ta książka niekoniecznie to oddaje. Z początku wydawało mi się, że faktycznie mamy tu klimat trochę jak u Hemingway'a - dezynwoltura szalonych lat 20-tych i 30-tych, to poczucie wolności, odejścia od konwenansów. Ale to nie było to, a tylko szczenięce wybryki narratora. I właściwie trudno powiedzieć dlaczego autor/narrator tak tęsknie wspomina tamte czasy - pomijając dwie oczywistości: własną młodość oraz fakt, że były to czasy przez II wojną światową, która była cezurą dla wszystkich, nie tylko wielkich fortun. Oczywiste, że było to życie beztroskie, wygodne i w pięknych posiadłościach... Ale żeby ci ludzie lub i ich życie było ciekawe! Ale mamy tu szereg mało sympatycznych postaci, długie opisy trywialnych wydarzeń, płytkie rozmowy. Narrator wzdycha do swojego "przyjaciela" z młodości, który był tak bardzo nieszczęśliwy ze swoją rodziną, że popadł był w alkoholizm już w wieku nastoletnim. Jego brat, dziedzic prowadzi nijakie życie, nie interesując się niczym poza zbieraniem pudełek od zapałek. Siostra oczywiście rozgląda się za odpowiednim kandydatem na męża. Sam bohater, cóż, jest równie nijaki, zaabsorbowany sobą, bo nawet nie zauważa narodzin własnych dzieci. I cóż, arystokracja się bawi: przyjęcia, obiadki, podróże, polowania, romanse i rozwody. A treści w tym brak. Nuda panie, nic się nie dzieje. Przepędzają po prostu swoje życie. Kompletnie zignorowana jest cała rzeczywistość poza ich światkiem, brak tu jakichkolwiek wzmianek o tym, jak żyje się ludziom mniej uprzywilejowanym. Elity po prostu tkwią w swojej bańce, przekonane, że to wszystko im się należy. A ja już nie potrafię czytać takich rzeczy bez myślenia o tym, że te posiadłości powstały wskutek grodzeń i zagarnięcia ziemi zwykłym ludziom, a fortuny wyrosły na wyzysku proletariatu i dzięki temu, że bogacze pazurami bronili własnych przywilejów. To inny klasyk - Karol Dickens - miałby na ten temat sporo do powiedzenia. Wszystko to, w połączeniu z tymi nijakimi i średnio rozgarniętymi bohaterami mnie irytowało i ja wcale nie czułam żalu, że ich czas minął.

Być może można tęsknić za światem tak pięknie zobrazowanym w Downton Abbey, ale ta książka niekoniecznie to oddaje. Z początku wydawało mi się, że faktycznie mamy tu klimat trochę jak u Hemingway'a - dezynwoltura szalonych lat 20-tych i 30-tych, to poczucie wolności, odejścia od konwenansów. Ale to nie było to, a tylko szczenięce wybryki narratora. I właściwie trudno...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
477
254

Na półkach: , ,

.’czasem czuję, jak przeszłość i przyszłość tak mocno naciskają z obu stron, że nie ma wcale miejsca na teraźniejszość’

Pierwsze strony tego dzieła mnie, szczerze mówiąc, przeraziły. Czy to jest jakieś fatum, że ja muszę zawsze, nawet jak bardzo nie chcę, na książkę o wojnie trafić? Ale jak się okazało, nie tym razem. Trafiłam za to na książę, w moim ulubionym dekadenckim klimacie i czasach, gdy młodzi ludzie prowadzą głębokie dyskusje o sztuce, polityce, filozofii i religii. Można poczuć w niej w niej zapach cygar, whisky, ciepłego lata i ognia w kominku zimą. Ja chyba po prostu lubię ten angielski snobizm ;)

.’czasem czuję, jak przeszłość i przyszłość tak mocno naciskają z obu stron, że nie ma wcale miejsca na teraźniejszość’

Pierwsze strony tego dzieła mnie, szczerze mówiąc, przeraziły. Czy to jest jakieś fatum, że ja muszę zawsze, nawet jak bardzo nie chcę, na książkę o wojnie trafić? Ale jak się okazało, nie tym razem. Trafiłam za to na książę, w moim ulubionym dekadenckim...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
415
48

Na półkach:

Prawdziwa powieść, epopeja o brytyjskiej klasie wyższej w przededniu wojny. Czyta się bardzo dobrze, jak na (niecelowe) świadectwo świata pełnego klasizmu, uprzywilejowania, wykorzystywania klas niższych i zagubienia małych bogatych chłopców.
Dodatkiem do całości jest wątek religijny, który być może był spójny i czytelny w latach 40. Ale obecnie wydaje się doklejony i mało wiarygodny. Jeśli prześledzić biografię autora, to o ironio, i w niej można dostrzec tę „doklejoną” nić wiary.

Prawdziwa powieść, epopeja o brytyjskiej klasie wyższej w przededniu wojny. Czyta się bardzo dobrze, jak na (niecelowe) świadectwo świata pełnego klasizmu, uprzywilejowania, wykorzystywania klas niższych i zagubienia małych bogatych chłopców.
Dodatkiem do całości jest wątek religijny, który być może był spójny i czytelny w latach 40. Ale obecnie wydaje się doklejony i mało...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1909 użytkowników ma tytuł Powrót do Brideshead na półkach głównych
  • 1 318
  • 591
264 użytkowników ma tytuł Powrót do Brideshead na półkach dodatkowych
  • 120
  • 39
  • 26
  • 18
  • 16
  • 15
  • 15
  • 15

Inne książki autora

Okładka książki From the Cradle to the Grave Raymond Carver, Roald Dahl, Susan Hill, Saki, William Somerset Maugham, Evelyn Waugh
Ocena 6,0
From the Cradle to the Grave Raymond Carver, Roald Dahl, Susan Hill, Saki, William Somerset Maugham, Evelyn Waugh
Evelyn Waugh
Evelyn Waugh
Arthur Evelyn St. John Waugh (ur. 28 października 1903 w Londynie, zm. 10 kwietnia 1966 w Somerset) – angielski pisarz, najbardziej znany dzięki takim satyrycznym i w mroczny sposób humorystycznym powieściom, jak Decline and Fall (Zmierzch i upadek),Vile Bodies, Scoop (o reporterze w Afryce),A Handful of Dust (Garść prochu) i The Loved One (Nieodżałowana),jak również poważniejszym utworom, takim jak Brideshead Revisited (Powrót do Brideshead - serial telewizyjny z 1981 roku z Jeremym Ironsem i film fabularny z 2008 roku) i trylogia Sword of Honour, które zabarwia jego konserwatywne i katolickie spojrzenie na świat. Wiele z powieści Waugh opisuje brytyjską arystokrację i wyższe sfery, które ostro ośmiesza, ale które także silnie go przyciągały. Ponadto napisał opowiadania, trzy biografie i pierwszy tom niedokończonej autobiografii. Opublikowano także jego relacje z podróży oraz obszerne dzienniki i korespondencję. Urodzony w Londynie, Evelyn Waugh był drugim dzieckiem znanego wydawcy Arthura Waugha. Został wychowany w rodzinie należącej do klasy średniej, chociaż przynależność do niej go zawstydzała. Uczęszczał do Heath Mount School. Jedynym jego rodzeństwem był jego brat Alec, który także stał się pisarzem. Zarówno jego brat, jak i ojciec chodzili do Sherborne, innej angielskiej szkoły publicznej, jednak jego brat został wyrzucony podczas ostatniego roku nauki w związku z publikacją kontrowersyjnej powieści The Loom of Youth, która dotyka problemu stosunków homoseksualnych pomiędzy uczniami szkół publicznych i stanowiła poważną plamę na reputacji Sherborne. W związku z tym w późniejszym czasie szkoła odmówiła przyjęcia Evelyna i został on umieszczony w Lancing College, szkoły mniej ekskluzywnej o mocno anglikańskiem charakterze. Ta degradacja dokuczała Waughowi do końca jego życia, ale jednocześnie dzięki tej szkole zainteresował się on głębiej sprawami wiary, pomimo że w Lancing stał się on agnostykiem. Po Lancing Waugh zaczął studiować historię na Hertford College w Oksfordzie. Tam zaniedbał pracę akademicką i stał się bardziej znany ze swoich obrazów niż dzieł literackich. Prowadził także bogate życie towarzyskie i zawarł przyjaźnie z członkami brytyjskiej arystokracji i klasy średniej. Doświadczenia z tego kresu miały oddźwięk w jego późniejszej twórczości. Zapytany, czy uprawiał jakiś sport w college'u, odpowiedział: Piłem dla Hertford. Mówiło się o jego związkach homoseksualnych w trakcie pobytu w Oksfordzie. Sam Waugh w swoim pamiętniku odniósł się do swojej pierwszej homoseksualnej miłości. Podejrzenia nigdy nie zostały jednak rozwiane. Jego wyniki w nauce pozwalały mu tylko na uzyskanie dyplomu trzeciej klasy. Zrezygnował z możliwości poprawienia ocen i opuscił Oksford w 1924 r. bez odebrania dyplomu. W 1925 r. rozpoczął pracę nauczyciela w prywatnej szkole w Walii. W swojej autobiografii Waugh twierdzi, że usiłował w tym okresie popełnić samobójstwo skacząc z klifu; w rezultacie został tylko poparzony przez meduzę. Niedługo po tym został zwolniony z pracy, za próbe uwiedzenia przełożonej szkoły. Swojemu ojcu powiedział, że został zwolniony z powodu pijaństwa.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Młyn nad Flossą George Eliot
Młyn nad Flossą
George Eliot
Mam słabość do literatury, która jest po prostu piękna i takiż jest właśnie Młyn nad Flossą. George Elliot to mistrzyni słowa pisanego, zdolna nie tylko do plastycznego odmalowania świata przedstawionego, ale i do czarowania błyskotliwymi myślami oraz roztaczania uroku pięknem swojej stylistyki. Młyn nad Flossą to literatura pełna, solidnie zdefiniowana na każdym poziomie - nie tylko świetna warsztatowo, lecz i zasobna w treść. Gdybym chciał ocenić owe dzieło jednym zdaniem, to napisałbym, że jest to - po pierwsze - literatura piękna z górnej półki, jest to - po drugie - literatura klasyczna (ze wszystkimi tegoż znaczeniami i niuansami) oraz - po trzecie - literatura bardzo angielska. Po czwarte - to już na marginesie - jest to też romans i literatura romantyczna (to nie to samo, ale czasami idzie w parze). Te cechy, które wszak nie wyczerpują listy, przywodzić mogą na myśl inną popularną autorkę "z tamtych czasów", a mianowicie o pokolenie starszą Jane Austen. Oczywiście Austen pisała w okresie regencji, podczas kiedy Elliot już w epoce wiktoriańskiej, jednak obie panie, koniec końców, tworzyły coś, co od biedy można nazwać dziewiętnastowiecznym romansem. Obie zatem skupiały się kobietach poszukujących miłości i próbujących się odnaleźć w zmiennych realiach życia zdefiniowanego przez struktury społeczne i towarzyskie ówczesnej Anglii. Elliot jednak, przynajmniej w Młynie nad Flossą, sięgnęła głębiej: odważniej wkraczając w umysły swoich bohaterów, bardziej ich doświadczając i bardziej skupiając się na emocjach, odczuciach i wewnętrznych zmaganiach tychże niż Austen. Koniec końców, Młyn nad Flossą jest literaturą pełniejszą i potężniejszą niż dzieła Austen, dojrzalszą warsztatowo i treściowo, ale co za tym idzie, także cięższą w lekturze i wymagającą większego skupienia oraz spokoju. Nie chcę tutaj sugerować, że jest to bardzo ciężka literatura - bez wątpienia daleko jej do wyzwań oferowanych przez Joyce'a czy Manna, wystarczy po prostu pamiętać, że nie jest to jakieś tam romansidełko. Narracja Młynu jest interesującym zabiegiem - przedstawiona jest z perspektywy osoby żyjącej w późniejszych czasach, w dodatku od czasu do czasu bezpośrednio zwracającej się do czytelnika (jak, na przykład, w gawędzie). Osoby, która na wcześniejsze wydarzenia i ówczesnych ludzi patrzy z odrobiną politowania, ale i gorącą sympatią, tak jak dorosły, dojrzały i mądry człowiek może patrzyć na raczkujące dzieci. Nie ma w tym poczucia wyższości, są natomiast podkreślone wszelkie różnice, czy to intelektualne, czy obyczajowe, całość tworzy klimat gawędy. Notabene, wydaje się oczywiste, że narrator jest de facto samą autorką, George Elliot, aczkolwiek tłumacz zdecydował się odgórnie obdarzyć nieodmienne przez rodzaje angielskie czasowniki rodzajem męskim. Decyzja dziwna i niekoniecznie mi się ona podoba, zwłaszcza że w narracji czuć kobiecą wrażliwość (z wyraźnym, genderowym, wskazaniem na kobiecy sposób postrzegania świata i jego oceniania - dziewiętnasty wiek nie dorobił się zniewieściałych, blue-pillowanych pantoflarzy, charakterystyka płci była bardziej ostra, co musimy mieć na uwadze). Uzasadnieniem dla takiego postępowania może być chęć nawiązania do sposobu, w jaki powieść była odbierana przez czytelników w dziewiętnastym wieku - dla wielu odbiorców anonimowa Elliot była bowiem mężczyzną (zgodnie z oczekiwaniami autorki). Sami bohaterowie cieszą się ogromną sympatią autorki, jednak nie zmienia to faktu, że patrzy na nich z pewnym politowaniem. Nawet Magdalena - dziewczyna, później zaś kobieta, która zdaje się szczególnie ogniskować uwagę autorki, jest zaprezentowana jako ciepła, czuła i mądra, jednak nie bez skłonności do głupot i zachowań nieracjonalnych, w dodatku tak trochę po kobiecemu niespójna (autorka kobietom bez wątpienia kibicowała i je po swojemu wielbiła, jednak bynajmniej ich nie ideologizowała). Jest to zresztą bardzo przyjemna postać, jedna z tych kobiecych bohaterek, które naprawdę chce się przytulić i obdarzyć miłością. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że Magda jest - mimo swoich cech, czy też właśnie dzięki nim - jedną z najciekawszych bohaterek literatury dziewiętnastowiecznej, jakie miałem okazję poznać. Wydaje mi się ciekawsza, pełniejsza, bardziej ludzka i prawdziwa niż, dla przykładu, niewiasty wychodzące spod pióra wspomnianej już Jane Austen. Jest w niej ta cudowna żywiołowość, co prawda przyczajona i stłamszona, która eksploduje w bohaterkach o wiek późniejszych. To kobieta, którą mogły pokonać konwenanse i społeczne struktury, ale która potrafiła zachować samą siebie i wykazać się ogromną siłą - nie w narzekaniu i płakaniu na swój los, a w działaniu. Nieco tylko mniej interesująco przedstawiają się obrazy reszty bohaterów. Przede wszystkim Tomka, jej brata i typowego chłopaka - wyrywnego, skłonnego do szybkiego wydawania sądów, żyjącego w poczuciu własnej wyższości i nieodpowiedzialnego... do czasu, kiedy los składa na jego barki ogromne oczekiwania i ów młody chłopiec przechodzi, praktycznie z dnia na dzień, przemianę w mężczyznę. Jest ich ojciec - młynarz - człowiek wierzący (wedle tego co nam pisze Elliot) iż gramatyka i ortografia podlegają indywidualnym przekonaniom, nieco rozleniwiony względną zamożnością i dość dobrą pozycją społeczną, głodny zarazem progresu i ostatecznie gotowy zaryzykować wszystko by owego progresu doświadczyć... jak się okazuje ze skutkiem bardzo złym, skoro porwał się na coś, co przerastało go, z wyjątkiem może ego. Matka wreszcie - głupia, napuszona gąska przekonana o wyższości własnego rodu, skupiona na nieistotnych detalach, całkowicie niezdolna do pojmowania świata poza bezpiecznym obszarem wytyczonym przez rodzinne rytuały, koniec końców zaś zmuszona do akceptacji hańby i odnalezienia się znacznie niżej, niż własnym zdaniem żyć powinna, ale też zdolna do wyjścia z owego upadku z niespodziewaną siłą wewnętrzną. U Elliot - a przynajmniej w Młynie nad Flossą - postaci są może i głupkowate, durnowate i próżne, jednak potrafią odnaleźć swoje serce wtedy, kiedy jest ono potrzebne. Potrafią się poświęcić dla innych, bywa że w sposób zupełnie nieoczekiwany. I, nade wszystko, nawet upadając, potrafią się podnieść już jako inni ludzie. Odmienieni, silniejsi. Lepsi? Nie jest to opowieść, która mogłaby w świetle dzisiejszych standardów być crowd pleaserem. Próżno tutaj oczekiwać happy endu. Czy zresztą taki jest możliwy w świecie, który jest miejscem brutalnym i nieakceptującym słabości? Być może namiastką happy endu jest zdolność obserwowanej przez nas rodziny do zjednoczenia się - chwilowego lub częściowego, bo wszak różnie z tym bywa - w obliczu zła i nieszczęść i do brnięcia pod wiatr, aż do samego końca? Uzupełnijmy to całkiem niezłym poczuciem humoru i odrobiną kpiarskich obserwacji o angielskim społeczeństwie i otrzymujemy powieść napisaną bardzo sprawnie, ciekawą i po prostu wciągającą. Nadal jednak klasyczną i charakterystyczną dla literatury wieków minionych. Na minus: gabaryt. Sporo czytania. Przyznam, że mimo fascynacji warsztatem Elliot zdarzały mi się momenty, kiedy się ślizgałem. Czasami czułem po prostu przesyt. Tłumaczy go jednak chęć autorki by naprawdę wiarygodnie opisać świat przedstawiony i należycie ustosunkować się do zastanych problemów.
failsafedb - awatar failsafedb
ocenił na81 miesiąc temu
Więzy miłości. Juda nieznany Thomas Hardy
Więzy miłości. Juda nieznany
Thomas Hardy
Juda nieznany jest jedną z najbardziej pesymistycznych powieści, jakie czytałam. Co jednak sprawiło, że po całych dwudziestu latach sięgnęłam po tę powieść ponownie? Wielokrotnie wspominałam o pięknie języka, którym posługuje się Thomas Hardy. Jego dojrzałe kreślenie charakterów, łamanie tabu, na przekór wiktoriańskim obrońcom moralności, faworyzującym dziewczęcy rumieniec nad krytykę fałszywej moralności. Wreszcie, kronika zapomnianego świata, z własnym folklorem, topografią i miejscowymi anegdotkami. Spotkanie z Hardym to dla mnie także próba zajrzenia w głąb duszy artysty, ponieważ wiele z postaci nakreślonych jego piórem posiada cechy, przeżycia i myśli samego autora. Powieść wydana w 1895 roku zyskała miano kontrowersyjnej, a pisarz musiał borykać się z falą krytyki ze strony pruderyjnego społeczeństwa. Hardy, którego poczytne powieści zyskiwały na znaczeniu na arenie realistycznej literatury końca wieku, wsadzał raz po raz kij w mrowisko, obdarzając swoich bohaterów intymnością, rozumem i własną wolą. Całość, jak w przypadku Tess, okraszona dużą dozą pesymizmu i fatalizmu, sprawia wrażenie wręcz greckiej tragedii. Juda nieznany jest powieścią nie tylko o związku chimerycznej i szalenie inteligentnej Sue z tytułowym bohaterem, ambitnym kamieniarzem aspirującym do świata nauki. To opowieść o bezkompromisowym poszukiwaniu szczęścia osobistego, za cenę ostracyzmu społecznego, a także krytyka nieprzenikających się warstw społecznych, zastanych obowiązujących normach i prawach. W przedmowie Hardy pisze: "Nie sądzę, aby cokolwiek mogło wywołać oburzenie czytelnika w powieści przeznaczonej dla dorosłych, która podkreśla tragizm niespełnionych zamierzeń i w prosty sposób mówi o szarpaninie i namiętnościach, o szyderstwie i klęskach towarzyszących najsilniejszej z namiętności ludzkich, o śmiertelnej walce między ciałem i duchem".
Molly_Whelan - awatar Molly_Whelan
ocenił na925 dni temu
Pokój z widokiem Edward Morgan Forster
Pokój z widokiem
Edward Morgan Forster
Wydana w 1908 roku ciepła i pełna humoru opowieść o miłości dwojgu młodych ludzi, zarazem ironiczne spojrzenie na rodzący się ruch turystyczny, który nastał na początku ubiegłego wieku. Modne wówczas stało się zwiedzanie kontynentu — koniecznie z przewodnikiem Baedekera w ręku - (Anglicy i Amerykanie zwiedzali pozostałości świata antycznego, Niemcy jeździli do wód, a Polacy mieli swoje nowo odkryte Zakopane) oraz wycieczki rowerowe. O turystach pisywał między innymi Henry James, jednak w żadnym z jego opowiadań nie ma tyle humoru i żywiołowości. W tym czasie również Jerome pisze swoich przezabawnych Trzech panów. Fabuła przedstawia się następująco: początek XX wieku, Lucy Honeychurch wraz z ciotką podróżują po Florencji. Jak większość turystów tamtego okresu, zatrzymują się w pensjonacie, gdzie zawiązują znajomość z nieco ekscentrycznymi panami Emerson, ojcem i synem. Na skutek pewnego wypadku (sic!) Lucy i Georg Emerson zakochują się w sobie bez pamięci. Ale Lucy ma narzeczonego. Chociaż „dla czytelnika jest dość oczywiste, że Lucy kocha młodego Emersona”, sama przed sobą nie umie tego przyznać, z czego wynikną same kłopoty. Lucy ma jednak aspiracje działać przeciw konwenansom i oczekiwaniom wobec kobiet epoki edwardiańskiej. Co prawda miały one większe prawa (choć Forster podkpiwa z sufrażystek) niż kobiety wiktoriańskie, to do wyboru miały małżeństwo i podporządkowanie mężowi (choć już mogło się mówić o małżeństwach z miłości),bądź zdziwaczenie w staropanieństwie. Druga część opowieść przenosi nas do rodzinnej miejscowości panny Honeychurch. Towarzystwo pozostaje to samo, ale sceneria zmienia się na sielską an(g)ielską wieś z jej małymi przytulnymi cottages i popołudniowymi herbatkami. Tu ujawnia się kontrast między bezpretensjonalnym, ale skrytym romantykiem, George'em oraz „oficjalnym” narzeczonym Lucy - Cecilem, pozerem, malkontentem i snobem. Subtelny angielski humor ocierający się gdzieniegdzie lekko o farsę, sensu stricto farsą nie będąc, klimatem przypomina shakespeare'owskie Wiele hałasu o nic. Trudno uwierzyć, że książka ma ponad sto temu. Napisana jest specyficznym językiem wczesnego modernizmu (Virginia Woolf przyjaźniła się z autorem, zachęcając go do pisania),przez co nie każdy może przez nią przebrnąć. Ale jeśli tylko skusicie się podążać tropem romantycznej miłości i wartkich dialogów, na pewno będziecie zadowoleni z lektury (szczególnie emocjonujący jest rozdział XV Dramat domowy — gryzłam kołdrę z nerwów!) Na pewno sięgnę po Podróż do Indii i inne książki tego autora. Mam ochotę również odświeżyć sobie filmy Jamesa Ivory'ego na podstawie prozy Forstera. Polecam!
Molly_Whelan - awatar Molly_Whelan
ocenił na1025 dni temu
Szerokie Morze Sargassowe Jean Rhys
Szerokie Morze Sargassowe
Jean Rhys
Cieszę się, że autorka zdecydowała się oddać głos Antoinette/Bercie – kobiecie, która w oryginalnej powieści Brontë była tylko tłem, cichą ofiarą, nieszczęsną żoną Rochestera. Dzięki temu mogłam spojrzeć na całą historię z zupełnie innej strony, lepiej zrozumieć jej samotność, wyobcowanie i dramat odrzucenia. Najbardziej doceniam to, jak Rhys pokazuje mechanizmy wykluczenia, zarówno na poziomie osobistym, jak i społecznym. Wyobcowanie Antoinette nie wynika tylko z jej pochodzenia, ale też z tego, jak traktuje ją otoczenie, mąż i społeczeństwo. Ważny jest wątek kolonializmu, podziałów rasowych i relacji patriarchalnych. Autorka zwraca uwagę, że szaleństwo Berthy/Antoinette nie jest dziedziczne czy nieuchronne, ale wynika z traumatycznych doświadczeń. Jednak nie wszystko mnie przekonało. Powieść jest bardzo fragmentaryczna, czasem wręcz chaotyczna – trudno wejść w świat bohaterów na dłużej, bo narracja szybko się urywa, a wydarzenia są tylko zarysowane. Brakuje mi szerszego przedstawienia tła społecznego i politycznego – mam wrażenie, że autorka „musnęła” temat niewolnictwa i konfliktów rasowych, zamiast je pogłębić. Motywacje bohaterów są powierzchowne, nie zawsze dobrze wyjaśnione. Szczególnie Rochester wydaje się mniej wyrazisty niż w oryginale – nie wiadomo, czy jest po prostu okrutnym egoistą, czy może sam jest ofiarą manipulacji ze strony rodziny i otoczenia. Moim zdaniem jest w nim coś z obu tych postaw: z jednej strony brakuje mu empatii, z drugiej można zrozumieć jego zagubienie i presję, pod jaką żyje. Mimo niedociągnięć, cenię ją za próbę pokazania historii z perspektywy kobiety wykluczonej i za odwagę w poruszaniu trudnych tematów. Rhys pokazuje, jak społeczne i kulturowe mechanizmy mogą prowadzić do „obłędu” i rozpadu osobowości. Przesłanie utworu koncentruje się na krytyce patriarchalnych struktur, które pozbawiają kobietę głosu, prawa do samodzielnego decydowania o sobie.
Agatonik - awatar Agatonik
ocenił na65 miesięcy temu
Wszystko rozpada się Chinua Achebe
Wszystko rozpada się
Chinua Achebe
To jest dobra książka dla tych wszystkich osób, które obawiają się ekspansji obcej kultury i religii w Europie.  Bo dobrze uświadomić sobie to, jak kultura „białego człowieka” zdewastowała kultury Afryki, Australii, czy Ameryki Południowej. Chinua Achebe pokazuje zderzenie kultur, w którym jedna strona, tubylcza, jest na straconej pozycji, bo to nie tyle zderzenie, co pożarcie, pochłonięcie i zdewastowanie. Pisze się, że Achebe to ojciec literatury afrykańskiej, to uproszczenie. Byli przed nim inni, ale to jednak on książką „Wszystko rozpada się”, pisaną, nomen omen, po angielsku, przebił się do czytelników brytyjskich pokazując im drugą stronę medalu. Powieść była tłumaczona na wiele języków, a autor w 2007 roku otrzymał za nią Nagrodę Bookera. Chinua Achebe pisze, „nagle pojąłem, że te książki [europejskich autorów o Afryce] należy czytać w innym świetle. Na przykład „Jądro ciemności” Conrada […] Uprzytomniłem sobie, że to ja jestem jednym z tych dzikusów, skaczących po plaży. Kiedy człowiek przeżyje taką iluminację, zaczyna myśleć, że ktoś powinien napisać inną historię.” (z posłowia do wydania polskiego, PIW 2009). Nie ma ziemi bez ludu. Nie ma ludu bez kultury. Nie ma też znaczenia, czy ta kultura nam się podoba czy nie. Bo kultura to jest baza tożsamości. Co się dzieje, kiedy zostaje zniszczona? Mamy na to dziś aż nadto przykładów. Achebe pięknie opisuje kulturę swojego ludu, Igbo. Czy wiecie, że Igbo mieli bardzo zaawansowaną demokrację? Czy wiecie, że kobiety Igbo mogły zajmować wysokie pozycje w społeczności? Czy wiecie, że Igbo inaczej liczyli czas? Czy wiecie, że tydzień przed sianiem i sadzeniem mieli Tydzień Pokoju, czas, w którym nie wolno było krzywdzić innych, choćby słowem, by pokazać Bogom, że są godni dobrych zbiorów? Achebe pokazuje też fanatyzm. Pokazuje sztywne i bezrefleksyjne trzymanie się tzw. „tradycji”. Trzeba pamiętać, że jego ojciec był jednym z pierwszych, którzy przyjęli religię przyniesioną przez białego człowieka. Jego rodzina stanęła po drugiej stronie barykady, dzięki czemu Achebe nauczył się angielskiego i odebrał brytyjską edukację. Znalazł się w sytuacji uprzywilejowanej. Książkę, która podbiła świat i zmieniła europejskie spojrzenie na Afrykę (przynajmniej w jakimś stopniu),napisał po angielsku. Oddając w niej hołd swoim przodkom i wspaniałej kulturze, z której wyrósł. Bardzo warto przeczytać.
jolasia - awatar jolasia
oceniła na88 miesięcy temu
Lochy Watykanu André Gide
Lochy Watykanu
André Gide
Niesłychanie dziwna książka, w której nic mi się nie zgadzało. Zwłaszcza tytuł, który sugerował coś w rodzaju "Urzędu" Brezy, gdzie rozprawiamy się z obłudą instytucji kościelnych i rozdętą czarną biurokracją. Ale wychodzi na to, że to raczej Kościół wychodzi na stronę nieco poszkodowaną. Zręczni oszuści postanowili sobie zarobić na naiwnych pobożnych owieczkach, mamiąc ich szlachetną akcją uwolnienia Papieża, który jakoby został pojmany przez masonów, a w jego miejsce podstawiono sobowtóra. Taka teoria musiała nieźle rezonować w społeczeństwie, gdzie żywo pamiętano "więźnia w żelaznej masce" i snuto legendy o trzymanym w tiurmie bliźniaku Ludwika XIV. Wielce nabożna arystokracja bardzo chętnie więc wyskakuje z gotówki na szczytny cel odbicia dostojnika i nikt nie zauważa, że cała akcja to misternie namotany humbug. Tak więc od tej strony zanurzamy się w groteskowy, podszyty czarnym humorem i makabreską kryminał. Nie brakuje też masy kpiny i wyśmiewania się z dewotów, pustych mieszczańskich konwenansów, bezmyślności społeczeństwa i hołdowaniu skostniałym rytuałom. I to by się pięknie spinało gdyby nie ta niesamowita postać niejakiego Lafcadia, który kręci się wokół grupy kościelnych oszustów. To śliczny młodzieniec, obiekt westchnień zarówno pięknych dam, jak i różnych bogatych "wujaszków" i który robi dosłownie co chce, co mu aktualnie strzeli do głowy, dla kaprysu i bez żadnego uzasadnienia. Nie robi mu różnicy czynienie dobra czy okrutnego zła, za nic ma pieniądze, uczucia, sumienie i tym podobne filisterskie kule u nogi. Dzięki niemu trafiamy więc na nitzscheańskiego "nadczłowieka", nihilizm, smutek egzystencjalizmu i euforię rzucania wyzwań Bogu - jeśli w ten ogóle istnieje. Nic dziwnego, że z Gide'a czerpali garściami Sartre czy Camus (Obcy to dla mnie nieco bardziej cierpiąca inkarnacja Lafcadia). Może więc Lafcadio wynika z pustych form życia społecznego, a może narodził się spontanicznie. Może porodówką dla Lafcadia była loża masońska, a może loża to też protest przeciwko zakłamaniu Kościoła. W każdym razie wolałabym przeczytać osobno o uwięzieniu Papieża a osobno o ciemnych sprawkach niesfornego socjopaty. Gide miał jednak pomysł na spięcie dwóch ogromnych opowieści w jednej krótkiej książce, która mi się nie domknęła z powodu rozpierających ją idei. Nie dopięła mi się również nierówna konstrukcja powieści - większość czasu wypadki toczą się tak, ze możemy spodziewać się, że przed nami jest jeszcze co najmniej kilkanaście rozdziałów. Na końcówce zaś akcja tak przyspiesza, jakby żona Autora wołała, że spóźni się na obiad, więc trzeba było szybciutko pozamykać wątki. Większość kluczowych zdarzeń zadziała się w ostatniej jednej czwartej powieści i pozostawiała mnie z poczuciem jakiegoś niechlujnego braku symetrii w konstrukcji utworu. Ale cóż - symetria podobno jest estetyką głupców. Mnie Nobla nie dali - Gideowi owszem...
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na61 miesiąc temu
Fałszerze André Gide
Fałszerze
André Gide
O tym jak nie ulegać społecznym oczekiwaniom. Po raz pierwszy czytałam tę książkę kilkanaście lat temu i z tej pierwszej lektury zapamiętałam tylko scenę trucia się gazem i takie niewyraźne wrażenie, że to było coś innego niż wszystko co dotychczas czytałam, i że mi się bardzo podobało. Tym razem podobało mi się nieco mniej. Jest to książka bardzo wielowątkowa, a przy tym napisana tak jakoś osobliwie. Trudno wyodrębnić tu jakiś główny temat, tak jakby to była książka dosłownie o wszystkim. Jest tu i niewierność małżeńska, nieślubne dzieci, zakazana miłość, dzieci schodzące na złą drogę, uleganie złym wpływom, próby odnalezienia własnej drogi życiowej, dużo rozważań na temat twórczości i samobójstwa, i pewnie pominęłam jeszcze ze dwa tuziny tematów. Trudno też wskazać głównych bohaterów, bo po pierwsze - jest ich mnóstwo, a po drugie - niejednokrotnie ci, którzy wydają się ważni schodzą na dalszy plan, a ci dalszoplanowi zaczynają grać pierwsze skrzypce. W przypadku niemal każdej postaci widzimy tylko jakiś drobny wycinek ich drogi, wiele wątków pozostaje urwanych, bez zamknięcia. Trudno też stwierdzić, kto jest tytułowym "fałszerzem" - przez całą książkę przewija się wątek fałszowania pieniędzy, ale tak naprawdę niemal każda postać jest tu "fałszerzem", kogoś oszukuje, przed kimś udaje. W szczególny sposób rozczulił mnie wątek homoseksualnej miłości, ale nie dlatego że był jakoś szczególnie poruszający, ale przez to że przy pierwszej lekturze mi kompletnie umknął, nie budząc żadnych podejrzeń. Co prawda jest to napisane dość aluzyjnie i enigmatycznie, niemniej wystarczająco jasno, żeby zrozumieć, o co chodzi. A jednak dwudziestoletnim szczawiem będąc, nie załapałam niczego. Ewidentnie byłam kiedyś niewinna jak, z przeproszeniem, nieobsrana łąka, a potem się tak strasznie zepsułam.
niedź - awatar niedź
ocenił na77 miesięcy temu

Cytaty z książki Powrót do Brideshead

Więcej
Evelyn Waugh Znowu w Brideshead: bogobojne i bluźniercze wspomnienia kapitana Karola Rydera Zobacz więcej
Więcej