Moja sztuka protestu. Eseje i przemówienia

Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Moja sztuka protestu. Eseje i przemówienia w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Moja sztuka protestu. Eseje i przemówienia

Średnia ocen
7,0 / 10
31 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Moja sztuka protestu. Eseje i przemówienia

Sortuj:
avatar
900
801

Na półkach:

Chciałam poznać teksty noblistki, udało mi się przebrnąć.
Pozwolę sobie zacytować jedno zdanie:
"Przywołuje mnie, język, dzisiaj każdy może kogoś przywołać, bo przecież każdy ma swój język w małym gadżecie, zawsze przy sobie, aby móc mówić, po to wszak przyswajamy sobie mowę, zatem woła do mnie, podczas gdy ja tkwię w pułapce, krzyczę i przebieram nogami, ależ nie, to nie tak, to nie język woła, on przecież też jest daleko, właśnie, mowę mi odjęło, oddalił się ode mnie, dlatego mnie przyzywa, wrzeszczy mi do ucha, obojętnie z jakiego aparatu, z jakiegoś nośnika czy z komórki, a może z telefonu w budce, stamtąd ryczy mi do ucha, że wypowiadanie czegokolwiek jest bez sensu, że on uczyni to sam, a ja mam tylko mówić, co on mi podpowiada; jeszcze bardziej bez sensu byłyby próby porozmawiania z kochanym człowiekiem, który jest konkretnym przypadkiem, któremu można zaufać, bo może upadł i niełatwo mu dźwignąć się z upadku, by za kimś podążyć i nieco, tak, pogawędzimy sobie nieco."

Chciałam poznać teksty noblistki, udało mi się przebrnąć.
Pozwolę sobie zacytować jedno zdanie:
"Przywołuje mnie, język, dzisiaj każdy może kogoś przywołać, bo przecież każdy ma swój język w małym gadżecie, zawsze przy sobie, aby móc mówić, po to wszak przyswajamy sobie mowę, zatem woła do mnie, podczas gdy ja tkwię w pułapce, krzyczę i przebieram nogami, ależ nie, to nie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
551
159

Na półkach: , , , , ,

Elfriede Jelinek to absolwentka teatrologii, historii sztuki, Konwersatorium w Wiedniu, pisarka i laureatka Nagrody Nobla z 2004 roku. Przez jednych podziwiana, przez innych notorycznie mieszana z błotem. Jedno jest pewne – jej twórczość nikogo nie pozostawia obojętnym. Albo ją kochasz, albo nienawidzisz. Kiedy mówi: "Dążę do tego, by czytelnik nie tarzał się w moich książkach jak świnia w błocie, lecz by zbladł podczas lektury", nie żartuje, a „Moja sztuka protestu”, będąca zbiorem różnych jej tekstów: przemówień wygłaszanych z okazji otrzymywanych nagród, pisanych artykułów i felietonów, jest tego najlepszym dowodem.

"Przez długi czas nie było mi obojętne, co piszę i dla kogo, i dlaczego. Tymczasem to też stało mi się obojętne. Nie ma żadnych konsekwencji, podobnie jak i tak zwane zaangażowanie nie miało żadnych konsekwencji, co najwyżej dla mnie. Tymczasem jest mi to obojętne, ponieważ to, co się mówi, i tak na nic się nie przyda", pisze Jelinek w mowie „Słowo przebrane za ciało” wygłoszonej z okazji otrzymania Nagrody im. Lessinga w 2004 roku. Jako baczna obserwatorka rzeczywistości, określana mianem „kalającej własne gniazdo” (podobnie jak Bernhard i Bachmann, do których często się w tym zbiorze odwołuje) przestaje już wierzyć w misję literatury i jest świadoma konsekwencji, jakie ponosi w związku z pasją demaskowania wszystkich i wszystkiego. W swoich tekstach Jelinek prowadzi swoisty dialog z przeszłością, ale nie zaniedbuje też teraźniejszości. Jej sądy dotyczą w głównej mierze Austrii, która patrząc z jej perspektywy jest krajem pełnym antysemityzmu, ksenofobii, amnezji historycznej i wybielania własnej historii. Noblistka zauważa również ogromny wpływ władzy i mediów, które narzucają sposób myślenia zgodny w ich ideologią: "Kraj jest ciasny, ale własny, a jego artystom wolno w nim mieszkać, o ile im się na to pozwoli. Bowiem w Austrii krytycznym artystom nie tylko doradza się emigrację, lecz też faktycznie się ich wypędza, w tym jesteśmy doskonali". Austriaccy twórcy (w zdecydowanej większości) notorycznie walczą, by historia się nie powtórzyła, by odradzająca się skrajna prawica i wzrastający w siłę neonaziści nie doszli do władzy: "A my, twórcy, (…),nam to wszystko od dziesięcioleci zalega w świadomości jak martwe rekwizyty. Próbujemy coś z nich poskładać, powtarzamy, że skrajnej prawicy nie wolno nigdy więcej rządzić w tym kraju, mówimy, piszemy, malujemy, pokazujemy ciągle to samo, nie, nigdy więcej, no tak, nie jesteśmy znowu tacy jednomyślni – stop! Przecież właśnie znów to robię, właśnie o tym piszę, to już prawie rutyna, tyle razy już o tym mówiłam…" Noblistka wspomina wydarzenia ze swej ojczyzny, które ją przerażają. Jak choćby fakt, że złoty dyplom inżyniera Politechniki Wiedeńskiej otrzymał 11 grudnia 2009 roku Walter Lüftl, który twierdzi, "że „masowy mord przy użyciu cyklonu B, używanego m.in. w komorach gazowych obozu koncentracyjnego w Auschwitz nie mógł mieć miejsca. Przeciw temu przemawiają nie tylko prawa natury, lecz także brak warunków technicznych i organizacyjnych!” Dopiero pod presją opinii publicznej zostaje mu to wyróżnienie odebrane w styczniu 2010 roku. W podobnym, krytycznym tonie wypowiada się w kwestii szokujących wydarzeń z Amstetten, dotyczącymi sprawy Josefa Fritzla, ukazuje zakłamanie Austrii, która nic nie widzi, nic nie słyszy, nawet jeśli makabryczne rzeczy się dzieją tuż obok, choćby w piwnicy jednego domu. Na zewnątrz zawsze jest tam pięknie: oczy rozkoszują się malowniczymi krajobrazami i pięknem architektury, a uszy - cudowną muzyką. Jednym słowem – idylla. Ale autorka nieustannie wspomina przeszłość, szczególnie tę niezbyt chlubną: "Niesłychanego nikt nie słyszy. Z niewidzialnego robi się niebyłe. Jeśli unicestwia się tyle bycia, to gdzie tu sens? Musiało nie mieć żadnego znaczenia, skoro można je tak łatwo wymazać. Po co się w ogóle nim zajmować? Znikło i już" – tak pisała o masowym mordzie, rozstrzelaniu 180 osób wycofanych z taboru żydowskich robotników przymusowych z Węgier. Jelinek ufnie wierzy, że "trzeba się zmienić, aby stać się ludzkim, czyli umieć wejrzeć w istotę rzeczy, przejrzeć to, co się zrobiło, nadal robi i może robić wciąż od nowa. Zrozumieć znaczy wyjść poza siebie i umieć się zmienić. Już samo mówienie prawdy wymaga przecież tej zmiany: najpierw trzeba stać się kimś innym". Słowa te stanowią fragment mowy wygłoszonej w Muzeum Żydowskim w Wiedniu w 2004 roku i są jednocześnie nawiązaniem do książki Helgi Amesberger, Brigitte Halbmayr i Katrin Auer „Sexualisierte Gewalt. Weibliche Erfahrungen in NS-Konzentrationslagern”, w której pisarka stanęła w obronie kobiet z obozów koncentracyjnych i wypowiadała się na temat ich roli w tychże miejscach kaźni. „I nie może zostać zabite pragnienie pisania jako forma protestu przeciw przemocy i niesprawiedliwości, nawet jeśli na kobiece mówienie nie ma zgody, bowiem ten glos jest niepożądany”. Nic dodać, nic ująć…

Tematem, który Jelinek porusza niezwykle świadomie w wielu swych pismach, jest miejsce pisarza we współczesnym świecie i zadania, jakie ma w nim do wypełnienia. W omawianych tekstach zestawia ważnych dla siebie twórców takich jak: Ingeborg Bachmann, Thomasa Bernarda, Paula Celana, Georga Taboriego, Bertolda Brechta czy nieodżałowany Einara Schleefa, z którym doskonale się rozumiała i przyjaźniła. Jak otwarcie przyznaje: „Interesują mnie pisarze, którzy idą obok i pozostają obcy, również dla samych siebie, pisarze zaburzeni, ale z obsesją precyzji wyrazu, zanim własne myślenie nie doprowadzi ich do upadku i nie będą musieli umrzeć w ślad za umarłymi”. Kilkoro z wcześniej wymienionych wpisuje się w ten schemat idealnie…

Gdy zaś idzie o przemówienia (a jest ich w tym zbiorze niemało),które Jelinek przygotowywała otrzymując konkretne nagrody literackie, to zadziwia ich wymowa, inna niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni słuchając podobnych wystąpień. Nie ma w nich wdzięczności, czułych słówek, refleksji czy podziękowań – w zamian za to są słowa, które mają znamiona manifestu, ataku czy tytułowego protestu. Zawsze dotyczą spraw ważnych, często przemilczanych w mediach, a ich autorka po raz kolejny ukazuje się jako osoba niepokorna i bardzo surowa w swych ocenach, której cięty język jest cechą charakterystyczną: „[J]ęzyk mówi samym sobą i ze sobą samym, a gdy ktoś próbuje przy nim manipulować, on natychmiast chowa się do swej skorupy jak ślimak”. Jej styl poraża, jest trudny w odbiorze, hermetyczny, skomplikowany, intertekstualny, gęsty od gier słownych. Jak piszą autorki tej publikacji na wstępie, „[c]harakterystyczne cechy stylu Jelinek – chłodny dystans, przesada, kontrast, przerysowanie, groteska, ironia granicząca z sarkazmem, subwersywny żart”, nie pomagają czytelnikowi, od którego wymaga się dość dużej wiedzy w zakresie literaturoznawstwa, historii teatru i filmu czy szeroko pojętej erudycji.

Eseje zostały dobrze pogrupowane (na cztery obszary: Język i myślenie, Teatr, Portrety oraz Historia i społeczeństwo) i opatrzone interesującym komentarzem autorek, Agnieszki Jezierskiej i Moniki Szczepaniak, na początku książki. Należy dostrzec fakt, iż są bardzo dobrze dopracowane pod względem formy oraz przetłumaczone tak, by jakość językowa była stała i nic nie straciła po przetłumaczeniu. Jelinek bez ogródek wyznaje: „Jeśli chcę coś powiedzieć, to mówię to tak, jak chcę”. Fakt, iż dodatkowo „posługuje się ekstremalną stylizacją”, jest bez wątpienia dużym wyzwaniem dla tłumaczy, którzy w przypadku tej antologii poradzili sobie naprawdę świetnie. "Teksty eseistyczne Jelinek odnoszą się do określonych zjawisk, zdarzeń, faktów, procesów, aktualnych debat społecznych, politycznych czy medialnych (…) wobec których zaangażowana autorka zajmuje suwerenną pozycję", piszą autorki na wstępie i tak jest w rzeczywistości. Ten swoisty spacer po meandrach rozmaitych dyskursów w towarzystwie Elfriede Jelinek jest przeżyciem niezapomnianym. Zapewniam i polecam czytelnikom, którzy nie przestraszą się ostrego jak brzytwa języka tej austriackiej pisarki.

Opinia opublikowana na moim blogu:
http://mojaksiegarnia.blogspot.com/

Elfriede Jelinek to absolwentka teatrologii, historii sztuki, Konwersatorium w Wiedniu, pisarka i laureatka Nagrody Nobla z 2004 roku. Przez jednych podziwiana, przez innych notorycznie mieszana z błotem. Jedno jest pewne – jej twórczość nikogo nie pozostawia obojętnym. Albo ją kochasz, albo nienawidzisz. Kiedy mówi: "Dążę do tego, by czytelnik nie tarzał się w moich...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
6
6

Na półkach:

Istotną kwestią poruszaną przez austriacką pisarkę jest problem miejsca pisarza w społeczeństwie oraz obowiązków, jakie przed nim stoją. W tytułowym eseju, napisanym w 2000 roku, noblistka bez złudzeń diagnozuje fakt zepchnięcia na margines dyskursu publicznego języka literatury, który „nie może konkurować już z tym niebezpiecznym, pewnym siebie, nieznającym zwątpienia językiem szykownych technokratów i twardzieli, którzy zalewają nas teraz ze wszystkich stron”. Nie oznacza to jednak rezygnacji z zabierania głosu w sprawach istotnych, wręcz przeciwnie – tym bardziej obliguje do politycznego zaangażowania, wyrażania sprzeciwu, obnażania fałszu i zakłamania oficjalnych wypowiedzi.

Zwłaszcza tam, gdzie Jelinek dotyka najbardziej palących tematów związanych z sytuacją polityczną czy społeczną Austrii, z jej esejów przebija bezkompromisowa, ostra jak brzytwa ironia, osuwająca się niejednokrotnie w sarkazm. Widać ją zarówno w polemikach z Jörgiem Haiderem, jak i w tekstach piętnujących austriacką skłonność do zapominania i wybielania przeszłości, zwłaszcza nazistowskiej. Ten sam ton pobrzmiewa w proteście przeciw wyróżnieniu przez Politechnikę Wiedeńską Waltera Lüftla, autora negacjonistycznych ekspertyz dotyczących działania pieców krematoryjnych, jak i w tekście piętnującym austriacki patriarchalizm, prowadzący do głośnych przypadków przetrzymywania i wykorzystywania seksualnego kobiet – czy to przez słynnego „potwora z Amstetten”, Josefa Fritzla, czy też Wolfganga Priklopila, którym przez lata udawało się nie wzbudzić niczyich podejrzeń, co świadczyć może także o poziomie społecznej znieczulicy.

Cała recenzja pod linkiem: http://e.czaskultury.pl/czytanka/literatura/1105-jezyk-w-imadle-grz

Istotną kwestią poruszaną przez austriacką pisarkę jest problem miejsca pisarza w społeczeństwie oraz obowiązków, jakie przed nim stoją. W tytułowym eseju, napisanym w 2000 roku, noblistka bez złudzeń diagnozuje fakt zepchnięcia na margines dyskursu publicznego języka literatury, który „nie może konkurować już z tym niebezpiecznym, pewnym siebie, nieznającym zwątpienia...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

172 użytkowników ma tytuł Moja sztuka protestu. Eseje i przemówienia na półkach głównych
  • 127
  • 42
  • 3
33 użytkowników ma tytuł Moja sztuka protestu. Eseje i przemówienia na półkach dodatkowych
  • 23
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Moja sztuka protestu. Eseje i przemówienia

Inne książki autora

Elfriede Jelinek
Elfriede Jelinek
Pisarka austriacko-żydowska, laureatka Literackiej Nagrody Nobla w roku 2004. Pierwsze próby literackie Elfriede Jelinek podejmowała w wieku 6 lat. W 1966 wysłała swoje wiersze do Austriackiego Towarzystwa Literackiego, które zaprosiło ją w 1967 na spotkanie młodych twórców w Innsbrucku. W tym samym roku wydany został tomik jej wierszy pt. "Lisas Schatten" ("Cień Lizy"). Od wczesnych lat uczyła się gry na fortepianie. Mimo poważnych problemów zdrowotnych ukończyła Konserwatorium w Wiedniu (dyplom w 1971). Na Uniwersytecie w Wiedniu ukończyła historię sztuki. Jelinek żyje z dala od mediów, rzadko udziela wywiadów. Zabiera jednak głos w wielu kwestiach (np. w głośnej sprawie Josefa Fritzla),wypowiadając się na swej stronie internetowej. Tam też umieściła w 2009 r. tekst swej ostatniej powieści, pt. "Zazdrość" ("Neid"),rezygnując z druku. W swoich utworach skupia się na satyrycznym i demaskatorskim opisie współczesnych problemów społecznych, m.in. walce z przejawami antysemityzmu, odradzającym się nazizmem i związkiem nazizmu z katolicyzmem. Porusza również tematykę feministyczną oraz ekologiczną. Nagrodę Nobla przyznano autorce za "demaskowanie absurdalności stereotypów społecznych w powieściach i dramatach". Akademia wyeksponowała też "nadzwyczajną lingwistyczną pasję" w twórczości Jelinek. Powieść Pianistka została zekranizowana w 2001 przez austriackiego reżysera Michaela Hanekego. Główną rolę w tym filmie zagrała francuska aktorka Isabelle Huppert.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dossier K. Imre Kertész
Dossier K.
Imre Kertész
Imre Kertész, węgierski laureat literackiej nagrody Nobla przeprowadza wywiad ze sobą. Wspomina życie z okresu dyktatury faszystowskiej, pobytu w Auschwitz, Buchenwaldzie, opowiada o naznaczeniu komunizmem. Wiele miejsca poświęca literaturze, pytania lub odpowiedzi padają przez pryzmat cytatów z twórczości Kertésza, ale również Borowskiego, Miłosza, Platona, Schopenhauera i innych. Nie czuje się Żydem (ani ortodoksyjnym ani zasymilowanym),po początkowej fascynacji komunizmem przychodzi krytyka i zwątpienie. Mówi również o początkach pracy twórczej, pierwszych miłościach, rozczarowaniach, fascynacjach,  osamotnieniu. Wszystko to zmierza w stronę poszukiwania tożsamości,  zdefiniowania się w świecie, w którym nie czuje przynależności, doznaje rozczarowań lub nie jest z nim emocjonalnie związany. Nie brak miejsc, w  których mówi o sobie w megalomański czy groteskowy sposób, jednak zawsze na plan pierwszy wychodzi doświadczenie lagru. Opresyjny system Kadara przypomina mu obóz koncentracyjny, w efekcie skłania do podjęcia twórczości literackiej naznaczonej zniewoleniem, pozbawieniem nadziei, kafkowską absurdalnością świata.  Ciekawą myślą jest również stwierdzenie, że przeżycie obozu to wyjątek, odstępstwo od reguły,  szczęśliwy zbieg okoliczności. Jednak obóz tkwi w nim do końca życia, a opór, jaki spotyka ze strony innych ludzi, tylko wzmacnia jego obecność i wolę opisywania świata przez pryzmat różnych form zniewolenia.
mariuszowelektury - awatar mariuszowelektury
ocenił na72 lata temu
Dziennik galernika Imre Kertész
Dziennik galernika
Imre Kertész
Specjalnie dla tej książki (niedostępnej inaczej) założyłem kartę biblioteczną. A trop do niej odkryłem w “Lekcjach ciemności” Dariusza Czai. Imre Kertesza poznałem dotychczas z dwóch głównych jego książek beletrystyczno-autobiograficznych (za mną 2/3 “trylogii ludzi bez losu”) - jak pewnie większość z nas. Tym razem zaś sięgam po jego eseistykę (?),a może raczej filozoficzny traktat (?). Czyż można nie być filozofem, gdy przeżyło się obóz zagłady, a do tego jeszcze ma się to szczęście/nieszczęście, by być Węgrem? Ciekawymi są te fragmenty, które pisarz umiejscawia na linii czasu obok dziejącego się zasadniczego (choć gdzieś w tle) procesu twórczego; dostajemy więc przemyślenia na bieżąco towarzyszące powstawaniu “Fiaska” i “Losu utraconego”, czy właściwie je poprzedzające. Trochę więc pozwala nam Kertesz wędrować poboczem swego procesu twórczego… Wszystko się w tym dzienniku-eseju zgadza, zwłaszcza to: trudno o Zagładzie dyskutować z tymi, którzy zagładę przeżyli, jeszcze trudniej zaś z tymi, którzy jej nie przetrwali. Już Auschwitz opowiedziane w naiwnej manierze głosu dziecka (“Los utracony”) jest straszne; opowiedziane po latach przemyśleń i własnym głosem dojrzałego pisarza jest niemal nie do zniesienia. Wraz z Ocaleńcem zagłębiamy się w wyrzut sumienia, którym jest jego świat. Trochę nam Pisarz ujawnia swojego poglądu na postać i rolę pisarza, trochę opowiada o swoim stosunku do przemiany tej postawy, jaka dokonuje się na jego oczach. Pozwala nam też podążać tropami swoich literackich fascynacji (Nietzsche, Camus, Hawthorne, Márai, Freud, Cioran). Tu dostajemy Kertesza i jako filozofa, i jako socjologa, i jako literaturoznawcę. Człowiek-orkiestra, człowiek epoki… I wielka, choć rozedrgana i rozbiegana tematycznie, literatura! Mocuje się że zmieniającym się światem i współczesnością, zmaga że starzeniem własnym i choćby własnej swej zanurzonej w demencji matki, nieustannie porównuje swe dokonania z Krudym czy Maraiem, jakby w poczuciu własnej małości. A nie wie jeszcze, że sławą i zaszczytami obu przebije… Książka do powolnego, namyślnego czytania. Zdanie po zdaniu. Jedno i to samo zdanie po dwakroć, po trzykroć… Do powrotu do niej za rok, za dwa, za dziesięć. A wszystko niemal będzie w niej jak nowe. Wymęczyła mnie cholernie, ale - o, tak! - było warto dać się pomęczyć. Okazuje się, że jeszcze dwadzieścia lat temu literackiego Nobla otrzymywali pisarze, którzy mieli coś do powiedzenia, którzy mieli jakąś głębię obserwacji i myśli. W tej odsłonie Pisarz chyba przemówił do mnie najbardziej. Zaczynałem czytać Ketresza nie od tego, co powinienem!
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na91 rok temu
W moim obcym kraju. Dziennik więzienny 1944 Hans Fallada
W moim obcym kraju. Dziennik więzienny 1944
Hans Fallada
Nie jest to ani dziennik ani nie do końca więzienny. Pisane jest to jak dziennik, z kolejnymi datami, ale treścią są wspomnienia z okresu od "przejęcia władzy" w 1933 roku do - mniej więcej - połowy wojny. Przy tym wspomnienia te są raczej zbiorem dość oderwanych obrazków a nie chronologicznym i kompletnym zapisem. Do tego w kilku miejscach połączonych z literacką fikcją, stanowiącą oddzielne opowiadania. Fallada nie był, technicznie rzecz biorąc, w więzieniu tylko raczej w areszcie a ściślej jeszcze pod obserwacją psychiatryczną w czasie kiedy to pisał. Co nie zmienia tego faktu, że jego pobyty w różnych miejscach odosobnień - jak świadczy jego skrócona biografia - były okresami niezwykle płodnymi dla niego jako pisarza. To ciekawe, bo chyba nie był on jedynym podobnie reagującym pisarzem. Ogólnie ciekawy jest opis sytuacji w Niemczech po "przejęciu władzy": dwuwładza a potem nawet trójwładza, przy czym relacje między władzami są mocno niezdefiniowane. Do tego masa ludzi ("marcowy spad") przyłączająca się do nazistów w celu osiągniecia osobistych zysków - czasem w sposób maskowany ale czasem wprost jawnie. Najbardziej jednak dają do myślenia sytuacje rozterki i rozdarcia. Fallada był niechętny narodowym socjalistom, ale nie był żadnym aktywnym opozycjonistą. I widać jak próbuje, będąc przeciw, ułożyć sobie jednak możliwie najlepiej życie zawodowe i osobiste w tej sytuacji. Co nieuchronnie stawia go wielokrotnie w sytuacjach, które dziś, po fakcie, uznalibyśmy za kompromitujące. Ale po fakcie bardzo łatwo oceniać. W kilku miejscach dotykały mnie ewidentne dowody na to, że antyżydowska propaganda nazistowska nie pozostawała bez wpływu nawet na ludzi takich jak Fallada, którego przed "przejęciem władzy" nazwano by wprost filosemitą. A jednak, także i u niego pojawiają się myśli, które dziś wyglądają bardzo paskudnie a przynajmniej pokazujące kompletne niezrozumienie sytuacji Żydów w Trzeciej Rzeszy. Daje do myślenia także, nie będący może głównym zagadnieniem, ale jednak pojawiający się w kilkunastu miejscach, konflikt pomiędzy własnym poczuciem sprawiedliwości i prawdy a wbudowanym w zasadzie w naszą kulturę poczuciem patriotyzmu, przynależności do narodu i państwa. Czy należało się cieszyć z wielkich sukcesów niemieckiej armii a płakać z powodu jej późniejszych klęsk? I czy w ogóle można się cieszyć z klęsk "mojej obcej" armii? PS. Z tych kilku wyróżniających się literackich opowiadań najlepszy jest opis życia i przetrwania ludzi okrywających się, których dziś chyba nazwać by należało "preppersami". Okazuje się, że wszystko, także i przetrwanie, ma swoją cenę - czasem bardzo wysoką. Preppersi - koniecznie!
Zbigniew_Malinowski - awatar Zbigniew_Malinowski
ocenił na74 lata temu
Pensjonat pamięci Tony Judt
Pensjonat pamięci
Tony Judt
Chory na stwardnienie zanikowe boczne, „nieuleczalną degeneracyjną chorobę, na którą niedługo umrze”, nieodwołalnie przykuty do łóżka i fotela inwalidzkiego, „w warunkach niecodziennych ograniczeń narzuconych przez ciało, które stało się więzieniem”, będący w stanie, który będzie się już tylko pogarszał, zdany na „różnych mechanicznych bądź ludzkich pośredników”, jeden z najwybitniejszych historyków naszych czasów Tony Judt pisze książkę, która jest pochwałą życia i kultury. Jak tego dokonuje? Aby przetrwać ciągnące się w nieskończoność bezsenne noce, unieruchomiony, niemogący samodzielnie wykonać jakiegokolwiek ruchu pisarz oddaje się swoistym umysłowym ćwiczeniom: „przeglądam swoje życie, myśli, fantazje, wspomnienia, także te niedokładnie zapamiętane, aż natrafię na wydarzenia, ludzi czy opowieści, za pomocą których mogę oderwać umysł od ciała, w którym jest unieruchomiony”. Z czasem te motywowane czysto praktycznymi względami zabiegi przekształcają się w projekt o wiele bardziej ambitny: „Po kilku miesiącach choroby zdałem sobie sprawę, że nocą układam w głowie całe historie”. Aby móc „odtworzyć następnego dnia te na wpół zapisane szlaki” sięga po mnemotechniczne metody stosowane przez myślicieli i podróżników z początków ery nowożytnej, którzy dla gromadzenia i przypominania sobie szczegółów i opisów wznosili w swoich umysłach „pałace pamięci”. Judt nie miał jednak ochoty na wznoszenie w głowie pałaców. Te prawdziwe zawsze kojarzyły mu się z „jakąś dekadencją”. „Ale jeśli nie pałac, to może chociaż pensjonat pamięci”? Ten pensjonat to przywołany z przeszłości „mały pensione, rodzinny hotelik w niemodnej miejscowości Chesières u podnóża bogatego kurortu narciarskiego Villars we francuskojęzycznej części Szwajcarii”, w którym autor z rodzicami i wujem spędzał zimowe wakacje „chyba w 1957 albo 1958 roku”. Jego dobrze zapamiętane wnętrze posłużyło mu za swoisty magazyn, archiwum czy też teren, w którym wyznaczana była marszruta dla pojawiających się w głowie narracji. Cała recenzja tutaj 👇 innelektury.pl/judt-pensjonat-pamieci
Grzegorz Tomicki - awatar Grzegorz Tomicki
ocenił na85 miesięcy temu
Bohater, spisek, śmierć. Wykłady żydowskie Maria Janion
Bohater, spisek, śmierć. Wykłady żydowskie
Maria Janion
„Bohater, spisek, śmierć. Wykłady żydowskie” to zbiór interesujących tekstów Marii Janion, w których rozpatruje ona trzy wymienione w tytule aspekty w odniesieniu do losów Żydów, a w szczególności polskich obywateli pochodzenia żydowskiego. W książce tej przewija się historia z literaturą, dając czytelnikowi ogromną dawkę wiedzy na temat przeszłości Rzeczpospolitej i jej żydowskich mieszkańców. Punktem wyjścia jest postać Berka Joselewicza, „oficera żydowskiego” z okresu powstania kościuszkowskiego i wojen napoleońskich, który poległ z bronią w ręku za niepodległą Polskę. Jest on stawiany jako wzorcowa postać romantycznego bohatera, którą - mimo jego żydowskich korzeni - dopuszczono do polskiego panteonu narodowego. Spisek, w domyśle żydowski, to natomiast próba wejrzenia w mechanikę tworzenia uprzedzeń i dawania wiary najprymitywniejszym pogłoskom. Rytualne mordy dzieci i wszechobecne spiski żydowskie (głośne Protokoły Mędrców Syjonu) to właśnie efekty od wieków snutych teorii spiskowych, za którymi nie kryje się nic więcej, jak niezdolność do odkrycia skomplikowanych mechanizmów ludzkiego życia. Tym bardziej straszne, że nadal obecne w zdawałoby się przepojonej racjonalnością współczesności. Zdaje się jednak, że spiskowe teorie dziejów będą trwały tak długo, jak długo będą istnieć ludzie gotowi w nie uwierzyć. A tych raczej nigdy nie braknie. Wreszcie trzeci temat – śmierć. Ryzyko śmierci w pogromach towarzyszyło Żydom od wieków, ale los, który spotkał ich w czasie II wojny światowej, nadał temu zagrożeniu zupełnie nowy wymiar. Maria Janion rozważa problem Holocaustu w oparciu o pamiętnik Calka Perechodnika (myślę, że jest to rzecz warta przeczytania),dedykowany „sadyzmowi niemieckiemu, podłości polskiej i tchórzostwu żydowskiemu”, oraz głośne książki Imre Kertesza. Trzeba przyznać, że tematyka książki dotyka bardzo trudnych problemów, wokół których narosło wiele mitów i nieporozumień. W mojej jednak ocenie, w narracji Marii Janion nie napotkałem jakichś szczególnie kontrowersyjnych treści. To erudycyjne eseje, bazujące na literaturze i faktach historycznych, w których autorka rzuca nowe spojrzenie na tytułową kwestię żydowską. Dla mnie jednak, od strony mechanizmów uprzedzeń wobec Żydów, zabrakło jakiegoś głębszego wytłumaczenia przyczyn tych procesów. Rozumiem jednak, że nie taki był jej cel. Na pewno erudycyjne teksty autorki dały mi sporo nowych inspiracji do kolejnych lektur, a samą książkę czytało mi się naprawdę bardzo dobrze. Napisana z wielkim znawstwem literatury i historii, z dużym talentem do przedstawiania nieznanych szerzej czytelnikowi faktów i idei. Komu można zatem polecić „Wykłady żydowskie”? Przede wszystkim osobom zainteresowanym historią tego narodu, ale także i historią Polski, na której terenach żyli przez dziesięciolecia. To także wskazana pozycja dla czytelników poszukujących ambitniejszej lektury.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na85 lat temu

Cytaty z książki Moja sztuka protestu. Eseje i przemówienia

Więcej
Elfriede Jelinek Moja sztuka protestu. Eseje i przemówienia Zobacz więcej
Więcej