Wycinka

Okładka książki Wycinka Thomas Bernhard
Okładka książki Wycinka
Thomas Bernhard Wydawnictwo: Czytelnik Seria: Mała Proza literatura piękna
189 str. 3 godz. 9 min.
Kategoria:
literatura piękna
Seria:
Mała Proza
Tytuł oryginału:
Holzafällen. Die Erregung
Wydawnictwo:
Czytelnik
Data wydania:
2011-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2011-01-01
Liczba stron:
189
Czas czytania
3 godz. 9 min.
Język:
polski
ISBN:
9788307032740
Tłumacz:
Monika Muskała
Tagi:
literatura austriacka
Średnia ocen

7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Ładowanie Szukamy ofert...

Patronaty LC

Książki autora

Mogą Cię zainteresować

Oceny

Średnia ocen
7,9 / 10
229 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
140
1

Na półkach:

Nigdy tak się nie uśmiałem, w uszatym fotelu, jak przy Wycince. Wysokopienna, perfekcyjna.

Nigdy tak się nie uśmiałem, w uszatym fotelu, jak przy Wycince. Wysokopienna, perfekcyjna.

Pokaż mimo to

avatar
168
92

Na półkach:

„Wycinka" to druga część trylogii Thomasa Bernharda zadedykowanej sztuce. W tej powieści jednym z najistotniejszych dla narratora(alter ego pisarza) jest aktor grający w prestiżowym Burgtheater, dlatego tę część uważa się za poświęconą teatrowi. Podczas spotkania bohemy narrator siedzi jak na tureckim kazaniu, sięga do swojej przeszłości, zastanawiając się jak utknął w miejscu, w którym tak naprawdę nie chciał być. Ciężko nakreślić strukturę powieści na tym portalu, także pozostało mi dodać od siebie, że kto lubi prozę Camusa, ten „Wycinką" się nie zawiedzie.

„Wycinka" to druga część trylogii Thomasa Bernharda zadedykowanej sztuce. W tej powieści jednym z najistotniejszych dla narratora(alter ego pisarza) jest aktor grający w prestiżowym Burgtheater, dlatego tę część uważa się za poświęconą teatrowi. Podczas spotkania bohemy narrator siedzi jak na tureckim kazaniu, sięga do swojej przeszłości, zastanawiając się jak utknął w...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1
1

Na półkach:

Zaczynając czytać ‘Wycinkę’ miałem wrażenie, że mam do czynienia z grafomańskim potokiem myśli marudnego pisarza. Ciągłe to powtarzanie się doprowadzało mnie do do zawrotów głowy i obiecywałem sobie, że jak jeszcze raz usłyszę o tym Uszatym Fotelu(TM) to książka poleci do wora a wór do jeziora. Cieszę się jednak, że tego nie zrobiłem bo jak zaczniemy płynąć z autorem i się z jego wywodami troszkę zsynchronizujemy to będzie to spływ który na długo zapamiętamy. Bo tak się właśnie czułem czytając te książkę, jakbym przez nią płynął. A kiedy już zaczniemy płynąć to bardzo ciężko jest się oderwać.
Proza pisana jest z perspektywy gościa ‘artystycznej kolacji’, który siedzi sobie wygodnie na tym Uszatym Fotelu(TM) i krytykuje wszystkich gości(w tym i dużej mierze samego siebie) artystycznej kolacji nie zostawiając na nich jak to się mówi suchej nitki. Generalnie cała powieść jest jedną wielką krytyką tamtejszego artystycznego Wiednia i jest w dużej mierze oparta na prawdziwych doświadczeniach autora w co można z całą pewnością uwierzyć biorąc pod uwagę fakt, że sprzedaż książki została wstrzymana na jakiś czas, po tym jak pewien arystokrata oskarżył autora o zniesławienie. Mimo, że ja o tamtejszym Wiedniu i o tamtejszych arystokratach nie mam najmniejszego pojęcia to książkę czytało mi się wyśmienicie dobrze, bo pod przykrywką kolacji mamy tu poruszane wiele aktualnych zawsze tematów takich jak gra pozorów, ignorancja, depresja i samobójstwo. Powieść pobudza do przemyśleń i zostaje z nami na długo.

Zaczynając czytać ‘Wycinkę’ miałem wrażenie, że mam do czynienia z grafomańskim potokiem myśli marudnego pisarza. Ciągłe to powtarzanie się doprowadzało mnie do do zawrotów głowy i obiecywałem sobie, że jak jeszcze raz usłyszę o tym Uszatym Fotelu(TM) to książka poleci do wora a wór do jeziora. Cieszę się jednak, że tego nie zrobiłem bo jak zaczniemy płynąć z autorem i się...

więcej Pokaż mimo to

avatar
316
206

Na półkach: , , , ,

Genialna. Czytana parę dni temu i nadal we mnie siedzi. Podobno "Wycinka" (Holzfällen) to jedna z jego najprzystępniejszych próz, jednak wciąż czytanie Bernharda to doświadczenie specyficzne i jedyne w swoim rodzaju. Tu nie da się tak po prostu przerwać czytania i potem wrócić. Trzeba wejść w odpowiedni rytm z jego prozą, bo można się pogubić. Sporo długaśnych zdań, powtórzeń, jednak czytane z uwagą i skupieniem nabierają logicznego kształtu w naszej głowie i wówczas możemy docenić kunszt pisarski i intelektualną głębię Bernharda. To moja pierwsza książka tego pisarza, ale wiem że na pewno nie ostatnia. Mam zamiar sięgnąć po "Autobiografie" jako kolejny etap przygody z tym pisarzem.

Genialna. Czytana parę dni temu i nadal we mnie siedzi. Podobno "Wycinka" (Holzfällen) to jedna z jego najprzystępniejszych próz, jednak wciąż czytanie Bernharda to doświadczenie specyficzne i jedyne w swoim rodzaju. Tu nie da się tak po prostu przerwać czytania i potem wrócić. Trzeba wejść w odpowiedni rytm z jego prozą, bo można się pogubić. Sporo długaśnych zdań,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1144
1120

Na półkach:

Po raz kolejny Mistrz sugestywnie i z właściwą sobie bezwzględnością przedstawia fałsz relacji międzyludzkich. Te gęby z ochotą przyjmowane, aby jak najlepiej skryć swą prawdziwą naturę, czyli pustkę. W tej książce konkretnie chodzi o zakłamanie, wazeliniarstwo, obłudę i konformizm "twórców kultury".

„Wszyscy austriaccy artyści zaprzedadzą się ostatecznie temu bezwzględnemu i podłemu państwu i jego niegodziwym politycznym celom, większość już na samym początku” - czytamy, z pewnością nie myśląc jedynie, a może nawet i nie przede wszystkim, o państwie naddunajskim.

Kontynuując jakże zasadną filipikę przeciw „państwowemu mecenatowi kultury” – który zawsze i wszędzie musi rodzić wynaturzenia, co na co dzień obserwujemy „tu i teraz” – Bernhard pisze (a nie mamy prawa mu nie wierzyć, mając oczy i uszy szeroko na kraj nasz matczyny otwarte): „Artyzm oznacza dla większości w Austrii podporządkowanie się państwu i pozostawanie na jego utrzymaniu do końca życia. Austriacki artyzm jest podłą i zakłamaną drogą oportunizmu państwowego, wybrukowaną stypendiami i nagrodami, wytapetowaną orderami i odznaczeniami honorowymi, która kończy się w alei zasłużonych cmentarza”.

„Ohyda była tu zawsze ohydniejsza, bzdura bardziej bzdurna, śmieszność jeszcze śmieszniejsza” – i nie dziwimy się już niczemu, na co dzień doświadczając analogicznych wrażeń.

I tylko w jednym nie można się z tutejszej perspektywy zgodzić z genialnym Autorem – gdy pisze: „Austriackie gazety są najgorsze na świecie i faktycznie ich nikczemność jest najwyższego lotu, powiedział, nie ma gazet bardziej nikczemnych. Od dzieciństwa łykałem austriackie gówno gazetowe, ale wciąż żyję”.

I jeszcze chyba najlepsze zdanie z tej pesymistycznej – tak jak na Bernharda przystało - książki: „ Nie jesteśmy ani trochę lepsi od ludzi, którzy ciągle wydają się nam nieznośni, wstrętni, odstręczający, z którymi chcemy mieć jak najmniej do czynienia, podczas gdy przecież, bądźmy szczerzy, mamy nieustannie z nimi do czynienia i jesteśmy tacy samo, jak oni”.

Trochę innych smakowitych cytatów

….Ta ich ohyda i obmierzłość, trzeba powiedzieć, miała, że tak powiem, swój austriacki urok…

…To zupełnie wbrew mojej naturze w towarzystwie zachowywać się po grubiańsku…

…Chyba niczego bardziej nie nienawidzę niż przyłączać się do ludzi z samochodem i być na nich potem skazanym na dobre i na złe…

…Wydaje nam się, że mamy 20 lat, i postępujemy tak, jakbyśmy mieli 20 lat, tymczasem w rzeczywistości mamy ponad 50 lat i jesteśmy zupełnie wyczerpani, myślałem.….

…Co się w ciągu tych 30 lat z tymi wszystkimi ludźmi porobiło, myślałem, co ci wszyscy ludzie zrobili z sobą w ciągu tych 30 lat. I co ja sam zrobiłem z sobą w ciągu tych 30 lat…

….W każdej chwili jakiś jego utwór jest bębniony albo pociągany smyczkiem, a to w Bazylei, a to w Zurychu, a to w Londynie, a to w Klagenfurcie, tutaj duet, tam tercet, tu czterominutowy chór, tu dwunastominutowa opera, tam trzyminutowa kantata, tu sekundowa opera, tam miniaturowa pieśń, tu dwuminutowa, tam czterominutowa aria…. .

…Wiedeń jest potworną maszyną do unicestwienia geniuszy, myślałem w uszatym fotelu, przerażającym zakładem druzgotania talentów….

…Miała wszelkie możliwości, by być szczęśliwą, a jednak w końcu była tylko nieszczęśliwa…

…Wyjechała do Wiednia, by Wiedeń ją pożarł, i pośpieszyła z Wiednia do domu, by się powiesić…

…Miała dar nieustannego dostrzegania piękna obok stałej, okrutnej, niszczącej i unicestwiającej brzydoty, a wiec dar, który posiada bardzo niewielu ludzi. Ale nawet ten dar na nic się jej nie zdał, pomyślałem …

…Przez to, że wszyscy wydawali mi się obrzydliwi, siłą rzeczy ja sam wydałem się sobie obrzydliwy, myślałem….

…Starość przyciągała zawsze moją uwagę, nie młodość, która znałem przecież zupełnie bezpośrednio, jak mi się zdaje….

…Nikt nie ma jakiegokolwiek prawa, myślałem. Świat to jedna wielka niesprawiedliwość, myślałem. Ludzie są nieprawością, a nieprawość jest wszystkim, taka jest prawda, myślałem…

… Trafiamy na człowieka w odpowiednim momencie i chłoniemy od takiego człowieka wszystko, co dla nas ważne, a potem opuszczamy takiego człowieka w odpowiednim momencie, myślałem. (…) Wysysamy przez lata wszystko z takiego człowieka i nagle mówimy, że on, ten człowiek, którego wyssaliśmy niemal doszczętnie, wysysa nas. I z tą podłością musimy potem zmagać się dożywotnio, myślałem…

…Przez długi czas dostrzegamy tylko jedną stronę człowieka, bo innej nie pozwala nam dostrzec instynkt samozachowawczy, myślałem, póki nagle nie dostrzeżemy wszystkich stron takiego człowieka i nie odrzuci nas od niego, myślałem...

...Większość ludzi naprawdę nas nie interesuje, myślałem przez cały czas, większość tych, z którymi się stykamy, nie interesuje nas, nie ma nam nic do zaoferowania poza swoją powszechną miernością i powszechną głupotą, i zanudza nas tym zawsze i wszędzie, a my siłą rzeczy nie mamy dla nich ani krztyny serca….

…Jeśli już sami nie potrafimy być lub stać się tym, kim chcielibyśmy być lub się stać, myślała sobie, zróbmy z kogoś innego, chcąc nie chcąc z kogoś bliskiego, to, czego nie umieliśmy zrobić z siebie…

…Jeśli aktor osiąga rolą sukces, mówi, że to jest to jego ulubiona rola, jeśli nie osiąga sukcesu, to nie mówi, że to jego ulubiona rola, pomyślałem.

…W teatrze wystawia się tylko obcokrajowców, Anglików, Francuzów, Polaków, powiedział aktor Burgtheater. Prawdziwa bieda, lamentował...

…Okazało się, że moje obie wielkie, poniekąd ubóstwiane, pisarki wczesnych lat 50. nie były nikim innym, jak tylko dwiema mieszczkami zapisującymi swoje zakłamane ubóstwo myślowe; teraz siedziały naprzeciw mnie już tylko jako dwie wiedeńskie żeńskie pokraki austriackiej literatury, jedna obok drugiej paskudne w swej nadętej literackiej arogancji… .

….Są tylko małymi, szczwanymi, ambitnymi beneficjentkami państwowymi, które zdradziły literaturę i sztukę dla kilku żałosnych nagród i przyrzeczonej renty, spospolitowały się z państwem i hołotą urzędników od kultury, i z czasem tak bezecnie wyrobiły się w epigońskim kiczu, jak we wspinaniu się po schodach ministerstw przyznających dotacje…

…Nadal wyłącznie od niego zależy, kto w tym kraju wyróżniony zostanie najwyższym wyróżnieniem, a kto nie; od tego zidiociałego, ordynarnego, arcykatolickiego malwersanta sztuki, który od wielu dziesięcioleci w najwyższym stopniu zanieczyszcza kulturalne środowisko tego kraju…

….Tam, gdzie jeszcze 20 lat temu były przepiękne łąki i pastwiska, stoją teraz tuziny tak zwane domków jednorodzinnych, jeden brzydszy od drugiego, w większości tak zwane domy z prefabrykatów, które nabywcy mogli zamówić bezpośrednio w okolicznych marketach, szkaradne betonowe sześciany, na których blacharze-partacze przybili tanie faliste blachy z eternitu..

…Obrzydliwe są mieszkania, w których, jak to się mówi, wszystko jest na swoim miejscu, nic nie odstaje i nie ma prawa odstawać…

Po raz kolejny Mistrz sugestywnie i z właściwą sobie bezwzględnością przedstawia fałsz relacji międzyludzkich. Te gęby z ochotą przyjmowane, aby jak najlepiej skryć swą prawdziwą naturę, czyli pustkę. W tej książce konkretnie chodzi o zakłamanie, wazeliniarstwo, obłudę i konformizm "twórców kultury".

„Wszyscy austriaccy artyści zaprzedadzą się ostatecznie temu...

więcej Pokaż mimo to

avatar
136
136

Na półkach:

Jak zwykle Bernhard marudzi. Jak zwykle, książka posiada swój czar. I trzeba się wybrać do Burgtheater w Wiedniu.

Jak zwykle Bernhard marudzi. Jak zwykle, książka posiada swój czar. I trzeba się wybrać do Burgtheater w Wiedniu.

Pokaż mimo to

avatar
286
64

Na półkach:

Doskonała lektura. Tak przepełniona nienawiścią i jadem, że momentami aż śmieszna. Typowy Bernhard - krytyczny wobec innych, ale przede wszystkim wobec siebie. W moim odczuciu ta powieść jest nieco lżejsza i mniej "dusząca" jak niektóre inne dzieła Bernharda. Mam to szczęście, że wiem nieco więcej o pisarzach austriackich, czytanie więc o tym, jak narrator, alter ego Bernharda, krytykuje znanych mi poetów, było ciekawym doświadczeniem, trochę jak słuchanie plotek, których nie chciałam lub nie powinnam była usłyszeć. Myślę, że "Wycinka" to powieść, którą może przeczytać większe grono ludzi, w przeciwieństwie do innych jego powieści, które wielu osobom mogą wydać się zbyt przytłaczające, specyficzne, lub, jak to powiedział kiedyś Mariusz Szczygieł, klaustrofobiczne.

Doskonała lektura. Tak przepełniona nienawiścią i jadem, że momentami aż śmieszna. Typowy Bernhard - krytyczny wobec innych, ale przede wszystkim wobec siebie. W moim odczuciu ta powieść jest nieco lżejsza i mniej "dusząca" jak niektóre inne dzieła Bernharda. Mam to szczęście, że wiem nieco więcej o pisarzach austriackich, czytanie więc o tym, jak narrator, alter ego...

więcej Pokaż mimo to

avatar
486
486

Na półkach:

Już w „Autobiografiach” Thomasa Bernharda uwidoczniła się jego wyraźna niechęć do Austrii i Austriaków, do kraju pochodzenia i do rodaków. Sposób, w jaki wspomina dom i szkołę, kojarzy się raczej z opresyjnym, sztywnym i pełnym rygorów niż szczęśliwym dzieciństwem. Widać, że wczesne lata na tyle głęboko zapadły w pamięć Bernharda, że nie tylko niechętnie odwiedzał on Wiedeń, ale nawet nie pozwolił, by ukazywały się tam jego książki.

O ile jednak „Autobiografie” były w tonie swoim wyważone i racjonalne, o tyle tutaj obserwujemy jakby gwałtowny wybuch niechęci zmieszanej ze złośliwą ironią, a niekiedy nawet furią. Spoza nich przeziera jednak smutek i załamanie. Czyli cały konglomerat intensywnych emocji.

Alter ego pisarza w niespokojnym monologu, będącym nieprzerwanym, pełnym powtórzeń, zapętleń i podkreśleń strumieniem myśli, nieomal każde zdanie rozpoczynając od „myślałem w uszatym fotelu”, zwierza się ze swojej obsesyjnej awersji do wszystkiego co austriackie, a zwłaszcza do osób zebranych w salonie. Siedzi więc w tym uszatym fotelu u znajomych, których nie widział ponad dwadzieścia lat i których nie tylko nie lubi, ale wręcz nie znosi, i punktuje całe towarzystwo przybyłe na uroczystą kolację. Punktuje bez cienia litości austriacką śmietankę kulturalno-towarzyską lat 80-tych XX wieku.

Wkraczający na salony gość honorowy, aktor Burgtheater, jest w jego pojęciu „kimś odrażająco żałosnym”, grającym sztucznie i znęcającym się swoją mierną grą nad wielką literaturą. Obrywa się po kolei wszystkim, nawet rodzicom gospodyni, której ojca bohater nazywa „mniej lub bardziej imbecylowatym lekarzem”, a matkę podsumowuje krótko i niewybrednie: „baba-kloc, pucołowata zaściankowa szlachcianka”. Tym bardziej złości go fakt, że kiedyś dał się uwieść temu towarzystwu, podziwiał tych ludzi, czuł się zaszczycony przebywając w ich kręgu, popisywał się tak, jak oni teraz to czynią. I patrząc w tym momencie na nich, mądrzejszy o te dwadzieścia lat, wstydzi się owej przeszłości i miałby chęć wymazać ją z pamięci.

Wielokrotnie nasuwało mi się pytanie, czemu bohater, tak nienawidząc austriackiego światka kultury, niemal bez wahania przyjął zaproszenie, które w sposób naturalny powinien był odrzucić. Widać, że jego samego dręczy podobna wątpliwość, którą usiłuje jakoś wytłumaczyć. Jednak żaden z przytaczanych przez niego argumentów nie jest na tyle wiarygodny, by mógł kogokolwiek przekonać. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to fakt, że obecność na tej kolacji w charakterze niemego obserwatora, śledzącego przebieg wydarzeń z uszatego fotela ukrytego w półmroku za drzwiami, była mu niezbędna do napisania tej gniewno-szyderczej powieści. Dał w ten sposób upust własnym negatywnym emocjom, a nam zostawił surowy portret austriackiego drobnomieszczaństwa.

Jak to się dzieje, że jesteśmy „z ludźmi w zażyłej przyjaźni i faktycznie wydaje nam się, że to przyjaźń na całe życie, a któregoś dnia ci ponad wszystko przez nas cenieni, ba, podziwiani, ostatecznie wręcz kochani ludzie, rozczarowują nas i budzą odrazę, zaczynamy ich nienawidzić i nie chcemy mieć z nimi więcej do czynienia” – myślał bohater siedząc w wygodnym fotelu. A ja, czytając te słowa, powtarzane tu celowo wielokrotnie, w różnych konfiguracjach, zastanawiałam się, co mogło być przyczyną tak diametralnej zmiany postrzegania całego swego otoczenia.

Krytyka Wiednia jest tu druzgocąca. Jawi się on nam jako miasto odbierające moc twórczą i indywidualizm, obiecujące wszystko, a nie dające nic. „Wiedeń jest potworną maszyną do unicestwiania geniuszy” i aby cokolwiek osiągnąć i rozwijać się artystycznie, trzeba koniecznie stąd uciec.

Gorzkie rozważania nad teatralnością i napuszeniem w zachowaniu towarzystwa uczestniczącego w artystycznej kolacji, przerywają wspomnienia z pogrzebu Joany, przyjaciółki, która zadała sobie samobójczą śmierć. W trakcie lektury umacnia się we mnie wrażenie, że właśnie ta niespodziewana śmierć jest prawdziwą przyczyną tak wielkiego rozgoryczenia naszego bohatera, że to ona właśnie sprowokowała tak surową ocenę ludzi, którzy niczego nie zauważyli, a może, gdyby mniej skupiali się na sobie, mogliby zapobiec tej tragedii. Podświadomie, acz niechętnie, alter ego autora wini też siebie samego. Najchętniej wyciąłby ten duży fragment życia ze swej biografii.

Zagłębiając się coraz bardziej w treść „Wycinki” zauważamy, że strumień świadomości, rozlewający się szeroko na kartach książki, wcale nie jest nieuporządkowaną, chaotyczną strugą, jak nam się z początku wydawało. Te stale powtarzające się znów i znów kręgi zataczają coraz szersze koło i pogłębiają się za każdym razem bardziej. Coraz więcej nam mówią o bohaterach, naświetlając ich sytuację i przyczyny ich wyborów coraz silniejszym światłem.

Tak naprawdę to głęboka analiza psychicznego załamania, życiowych porażek i rozczarowań. Próba dojścia genezy tego, że początkowe szczęście przechodzi w coraz większy smutek, prowadząc nawet do samobójstwa, a wielkie ambicje i plany rozmieniają się na drobne. Jednocześnie jest to też chęć pochylenia się nad tą niebywałą ambiwalencją uczuć, która każe raz to samo miasto i tych samych ludzi kochać, by za chwilę ich nienawidzić, raz znajdować usprawiedliwienie dla swoich chwiejnych emocji, innym zaś razem pogardzać sobą za nie.

Prawdę mówiąc powieść ta jest dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem, w trakcie czytania coraz bardziej ekscytującym. To całkiem tak, jakby dokonywać wiwisekcji emocjonalnej, psychoanalizy życia naszego bohatera i otaczającego go świata. I eksperyment ten wciąga nas bez reszty
Książkę mogłam przeczytać dzięki portalowi: https://sztukater.pl/

Już w „Autobiografiach” Thomasa Bernharda uwidoczniła się jego wyraźna niechęć do Austrii i Austriaków, do kraju pochodzenia i do rodaków. Sposób, w jaki wspomina dom i szkołę, kojarzy się raczej z opresyjnym, sztywnym i pełnym rygorów niż szczęśliwym dzieciństwem. Widać, że wczesne lata na tyle głęboko zapadły w pamięć Bernharda, że nie tylko niechętnie odwiedzał on...

więcej Pokaż mimo to

avatar
111
8

Na półkach: ,

Toksyczny strumień świadomości narratora i jego wszechobecny wstręt do ludzi (również do samego siebie) sprawiają, że płynące z czytania doświadczenie jest co najmniej interesujące. Bernhardowska poetyka powtórzeń może co poniektórych znużyć już po kilku stronach - dla mnie natomiast wyśmienicie odzwierciedla wewnętrzny monolog, który jest codziennie prowadzony przez każdego z nas. Gorzkokwaśny koktajl pesymizmu i satyry.

Toksyczny strumień świadomości narratora i jego wszechobecny wstręt do ludzi (również do samego siebie) sprawiają, że płynące z czytania doświadczenie jest co najmniej interesujące. Bernhardowska poetyka powtórzeń może co poniektórych znużyć już po kilku stronach - dla mnie natomiast wyśmienicie odzwierciedla wewnętrzny monolog, który jest codziennie prowadzony przez...

więcej Pokaż mimo to

avatar
611
20

Na półkach: ,

Powtórzę za moim chłopakiem: Wspaniała książka – zero filozoficznych rozmyślań, sam hejt.

Powtórzę za moim chłopakiem: Wspaniała książka – zero filozoficznych rozmyślań, sam hejt.

Pokaż mimo to

Książka na półkach

  • Chcę przeczytać
    362
  • Przeczytane
    305
  • Posiadam
    76
  • Ulubione
    13
  • Chcę w prezencie
    5
  • 2022
    5
  • 2023
    4
  • Teraz czytam
    4
  • Literatura austriacka
    4
  • Literatura niemiecka/austriacka
    2

Cytaty

Więcej
Thomas Bernhard Wycinka Zobacz więcej
Thomas Bernhard Wycinka Zobacz więcej
Thomas Bernhard Wycinka Zobacz więcej
Więcej

Podobne książki

Przeczytaj także