Ziele na kraterze

Okładka książki Ziele na kraterze autorstwa Melchior Wańkowicz
Okładka książki Ziele na kraterze autorstwa Melchior Wańkowicz
Melchior Wańkowicz Wydawnictwo: Prószyński i S-ka literatura piękna
456 str. 7 godz. 36 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2011-08-11
Data 1. wyd. pol.:
1957-01-01
Liczba stron:
456
Czas czytania
7 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788376488448
Lekturowe wydanie najbardziej znanej i niezwykle popularnej powieści autora „Bitwy o Monte Cassino” – autobiograficznego „Ziela na kraterze”.

„Ziele na kraterze” zajmuje szczególne miejsce wśród książek Wańkowicza, nie tylko ze względu na zawarty w niej zapis osobistej tragedii pisarza, który stracił w Powstaniu Warszawskim ukochaną córkę Krystynę. Ta książka ma dużo głębsze przesłanie – jest afirmacją życia, rodziny i miłości. Książkę poprzedza wstęp profesora Andrzeja Gronczewskiego, zamyka zaś opracowanie lekturowe Anny Świątek.

Wańkowicz w „Zielu na kraterze” z wielką atencją i pietyzmem pokazał lata okupacji niemieckiej w Polsce oraz cierpienie matki po stracie córki w Powstaniu Warszawskim (te fragmenty książki należą do jednych z najbardziej przejmujących obrazów ludzkiego bólu). Autor, który był poza krajem w czasie II wojny światowej, potrafił z wielkim literackim kunsztem odtworzyć atmosferę powstańczych dni walczącego miasta. Po ukazaniu się w kraju „Ziela na kraterze” w 1957 roku czytelnicy dziennika „Życie Warszawy” uznali tę książkę za najlepszą publikację poświęconą powstańczej Warszawie.
Aleksandra Ziółkowska-Boehm

Wańkowicz jest dla mnie niekwestionowanym Mistrzem. Mogłabym Mu podawać ranne kapcie i biegać po gazetę. Czytałam „Ziele na kraterze” nie raz, za każdym razem wyłapując dla siebie coś innego - ciepłą atmosferę rodzinnego domu, miłość dla zwierzaków... Nawet pijackie historie na Trzech Króli były cudowne! Już jako dorosła matka, ryczałam nad bólem Autora-Narratora po stracie córki Krysi w Powstaniu Warszawskim. Ta książka to dla mnie przede wszystkim Podręcznik do Życia w Mądrej Rodzinie. Jestem z pokolenia, które potrzebuje Mistrzów i dla mnie jest nim Melchior Wańkowicz.
Małgorzata Kalicińska

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ziele na kraterze w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Ziele na kraterze



8246 3796

Oceny książki Ziele na kraterze

Średnia ocen
7,1 / 10
1015 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Ziele na kraterze

avatar
440
436

Na półkach:

„Ziele na kraterze” Melchiora Wańkowicza to autobiograficzna powieść dokumentująca życie rodziny Autora na tle burzliwej historii Polski XX wieku. Książka zachwyca krotochwilnym stylem pisarza, pełnym humoru i reporterskiej swady, co czyni ją nie tylko kroniką osobistą, ale i literacką perełką.
Powieść zaczyna się w 1919 roku narodzinami starszej córki Krystyny, a kończy tragicznie jej śmiercią 6 sierpnia 1945 roku w wieku 26 lat. Opowiada o dorastaniu córek Wańkowicza - Krysi i młodszej Marty (Tili) - w przedwojennej Polsce: wakacjach na wsi, spływach kajakowych, budowie rodzinnego „Domeczku” na Żoliborzu i pierwszych publikacjach Marty. Wojna rozdziela rodzinę: ojciec wyjeżdża jako korespondent, córki angażują się w konspirację, ukrywając broń i pomagając więźniom, a Krysia ginie po Powstaniu Warszawskim.
Akcja rozgrywa się na tle kluczowych wydarzeń: odrodzenia Polski po zaborach w 1919 roku, wojny polsko-bolszewickiej w 1920, przez okres międzywojenny, po wybuch II wojny światowej w 1939 i okupację hitlerowską. Tytułowa metafora „ziele na kraterze” symbolizuje polską młodzież, która kiełkuje mimo zniszczeń wojennych, walcząc o normalność w obliczu Powstania Warszawskiego i emigracji. Wańkowicz wplata fakty, daty i listy, ukazując, jak prywatne losy splatają się z narodową tragedią.
Wańkowicz mistrzowsko łączy reporterski język z anegdotami, retrospekcjami i neologizmami, tworząc obrazową, żwawą narrację pełną humoru i puent. Jego krotochwila objawia się w swobodnych opisach zabaw córek, sarmackiej gawędzie i cytatach z życia, co nadaje powagi wydarzeniom lekkości i ciepła. Ten styl reporterski, bogaty w szczegóły i emocje, sprawia, że tragedia rodziny staje się uniwersalną opowieścią o sile życia.

„Ziele na kraterze” Melchiora Wańkowicza to autobiograficzna powieść dokumentująca życie rodziny Autora na tle burzliwej historii Polski XX wieku. Książka zachwyca krotochwilnym stylem pisarza, pełnym humoru i reporterskiej swady, co czyni ją nie tylko kroniką osobistą, ale i literacką perełką.
Powieść zaczyna się w 1919 roku narodzinami starszej córki Krystyny, a kończy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2377
2377

Na półkach:

Autor, to wielki Polak - patriota, niezapomniany gawędziarz.
Podczas II wojny światowej pracował jako korespondent wojenny przy II Korpusie Polskim, gen. Wł. Andersa.
Po powrocie z emigracji w 1958 r. i podpisaniu tzw. Listy 34, aresztowany i sądzony.
Wspaniały, polski, patriotyczny życiorys.

To jeden z moich ulubionych polskich pisarzy.
Jego książki czytałem od najmłodszych lat.
Część dostałem od dziadka, pozostałe kupowałem.

Rekomendacja redakcji jest wystarczająca.
Moim zdaniem książki autora należą do najwspanialszych osiągnięć polskiej literatury opisujących Powstanie Warszawskie !!!
POlECAM !!!

Autor, to wielki Polak - patriota, niezapomniany gawędziarz.
Podczas II wojny światowej pracował jako korespondent wojenny przy II Korpusie Polskim, gen. Wł. Andersa.
Po powrocie z emigracji w 1958 r. i podpisaniu tzw. Listy 34, aresztowany i sądzony.
Wspaniały, polski, patriotyczny życiorys.

To jeden z moich ulubionych polskich pisarzy.
Jego książki czytałem od...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
149
37

Na półkach:

O czym jest „Ziele na kraterze”, można spokojnie przeczytać na innych profilach. Nie chcę streszczać fabuły. Napiszę o tym czym ta książka jest dla mnie.
Mimo ze isiazka ma ponad 70lat to wg mnie dopasowuje się idealnie do dzisiejszej wrażliwości. Emocje aż kipią, są na wyciągnięcie ręki.
To książka o codzienności. O zwykłych dniach, rozmowach, byciu razem, o domu i poczuciu bezpieczeństwa. O rzeczach które łatwo uważać za oczywiste… dopóki ich nie zabraknie 😕
Książka ukazuje świat, który potrafi być niesprawiedliwy (wojna niszczy nie tylko miasta, ale też rodziny, relacje i poczucie bezpieczeństwa),często nie mamy na to wpływu. Czas przy lekturze w którym zacząłem rozumieć, że nie wszyscy, których kocham zostają na zawsze był bardzo trudny. Na szczęście pomimo że ktoś może zniknąć z codziennego życia to zostanie w serce i we wspomnieniach.
Cieszę się, że to pierwsza książka przeczytana przeze mnie w tym roku bo świetnie otwiera oczy na naprawdę WAŻNE uczucia, na to co w życiu ma sens: na spokój, relacje i ludzi przy których nie trzeba się spinać.

O czym jest „Ziele na kraterze”, można spokojnie przeczytać na innych profilach. Nie chcę streszczać fabuły. Napiszę o tym czym ta książka jest dla mnie.
Mimo ze isiazka ma ponad 70lat to wg mnie dopasowuje się idealnie do dzisiejszej wrażliwości. Emocje aż kipią, są na wyciągnięcie ręki.
To książka o codzienności. O zwykłych dniach, rozmowach, byciu razem, o domu i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2446 użytkowników ma tytuł Ziele na kraterze na półkach głównych
  • 1 556
  • 855
  • 35
430 użytkowników ma tytuł Ziele na kraterze na półkach dodatkowych
  • 264
  • 74
  • 42
  • 17
  • 14
  • 10
  • 9

Tagi i tematy do książki Ziele na kraterze

Inne książki autora

Okładka książki Bożonarodzeniowe opowieści Louisa May Alcott, Anton Czechow, Maria Dąbrowska, Arthur Conan Doyle, Mikołaj Gogol, Stanisław Grzesiuk, O. Henry, Jarosław Iwaszkiewicz, Laurie Lee, Bolesław Prus, Władysław Stanisław Reymont, Henryk Sienkiewicz, Dylan Thomas, Melchior Wańkowicz, Stefan Wyszyński
Ocena 7,2
Bożonarodzeniowe opowieści Louisa May Alcott, Anton Czechow, Maria Dąbrowska, Arthur Conan Doyle, Mikołaj Gogol, Stanisław Grzesiuk, O. Henry, Jarosław Iwaszkiewicz, Laurie Lee, Bolesław Prus, Władysław Stanisław Reymont, Henryk Sienkiewicz, Dylan Thomas, Melchior Wańkowicz, Stefan Wyszyński
Melchior Wańkowicz
Melchior Wańkowicz
Polski pisarz, dziennikarz, reportażysta i publicysta. Wańkowicz debiutował artykułami w prasie jeszcze pod zaborem rosyjskim. Pierwsze tomy reportaży i wspomnień (W kościołach Meksyku, Szczenięce lata, Opierzona rewolucja) wydał w okresie międzywojennym. Podczas II wojny światowej pracował jako korespondent wojenny przy II Korpusie Polskim gen. Władysława Andersa, bezpośrednio po wojnie wydał swoją najbardziej znaną książkę – Bitwę o Monte Cassino – dzieło o największej bitwie tego korpusu w 1944 roku. Wydarzeniom wojennym poświęcił też m.in. tomy Wrzesień żagwiący, który przyczynił się do powstania i umocnienia legendy obrony Westerplatte; Hubalczyków i Ziele na kraterze. Bezpośrednio po wojnie przebywał na emigracji, w 1958 roku powrócił do rządzonej przez komunistów Polski. W roku 1964 podpisał tzw. List 34, z protestem m.in. przeciwko cenzurze, przez co naraził się na kilkutygodniowy areszt i proces sądowy. We wczesnym okresie twórczości używał też niekiedy pseudonimu Jerzy Łużyc. Uważany jest za jednego z najwybitniejszych reportażystów w historii literatury polskiej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Ziele na kraterze przeczytali również

Wszystko, co najważniejsze Ola Watowa
Wszystko, co najważniejsze
Ola Watowa
To bardzo dobre uzupełnienie “Mojego wieku” Aleksandra Wata, nie sięgające jednak wyżyn tamtego arcydzieła, najlepszej książki o tym, jak się zostawało komunistą przed II wojną, i jak przechodziło się na przeciwstawne pozycje po poznaniu Sowiecji. Niesłabnącą wartością pozostaje opis dramatycznych losów na zesłaniu w Kazachstanie. Z oczywistych powodów Wat nie mógł ich opisać, siedząc wtedy na Zamarstynowie, a potem na samej Łubiance. Ale to również hymn na cześć piękna przyrody i urody świata, także tam, na gorących stepach - latem, a mroźnych - zimą Bardzo mi się to kojarzyło z dopiero co czytanymi wspomnieniami Nadieżdy Mandelasztam z tego samego czasu… To także kawał historii, takiej niekoniecznie znanej i uznawanej. Np. Andrzej, dziecko Watów, styka się z antysemityzmem już od maleńkości, na razie nieświadomie. “Bony, które przeważnie pracowały u Żydów, zbierały się w Parku Ujazdowskim, w pięknej alei bzowej, siadały na ławkach i rozprawiały na tematy żydowskie, a te dozorowane przez nie dzieci różnych adwokatów, inżynierów, lekarzy słuchały i nasiąkały tym wszystkim. I tak oto mój Andrzejek przyszedł zachwycony, że to świetnie, że wybijają szyby”. “+Czy kochasz mamusię?+. Odpowiedział: +Tak, bardzo+. +No to wiedz, że twoja mamusia jest Żydówką. No i co, kochasz Mamę?+. Na co mój Andrzejek zastanowił się, zawahał się chwilę i odpowiedział: +Tobym ją kochał jeszcze bardziej, gdyby nie była Żydówką+”. W 1931 r. Wat trafił jako - wówczas - komunista do więzienia, ale wyszedł z niego dzięki pomocy przyjaciół. “Całe to więzienie polskie ja przynajmniej wspominam teraz jako wielką sielankę. Widzenia, wałówki, umowy, że o określonej godzinie będę chodziła Daniłowiczowską pod więzieniem, a on wtedy będzie wypatrywał mnie przed zakratowane okno. Nie to co Lwów, co więzienia sowieckie. To przepaść”. Bo z Sowietami Watowie spotykają się we wrześniu 1939 r., gdy zajmują oni Lwów. “Chleb zaraz następnego dnia po wkroczeniu Rosjan zawijano w gazetę. Następnego dnia nie było już papieru”. Wat zaczyna we Lwowie pracować w sowieckiej gadzinówce „Czerwony Sztandar”, gdzie robiąc nocną korektę, zawsze miał obsesję, żeby w druku zamiast Stalin nie wyszedł Sralin. „Bo za to rozstrzeliwano” . W 1940 r. Wat wraz m. in. z Broniewskim zostaje aresztowany przez NKWD. Jego żona z synem jako rodzina “wroga ludu” zostaje wywieziona do Kazachstanu. Inni deportowani biorą ją za donosicielkę, bo ktoś ją kojarzy jako żonę komunisty (wtedy - już byłego). W związku z tym jest szykowana przez prawdziwych Polaków, także jako Żydówka. “I chociaż byłam na tym samym co oni dnie nędzy i poniewierki, nie znalazł się ani jeden człowiek, który by usiłował bodaj sprawdzić to, co usłyszał, pomówić ze mną na ten temat, przekonać się że może się mylą, że jestem tak samo jak i oni więźniem”. “Najstraszliwsza tortura ludzkiej niechęci, straszliwych podejrzeń, z dodatkiem obrzydliwego na tym dnie niedoli ludzkiej i osamotnienia antysemityzmu”. “Stłoczeni w wagonie byli wrodzy nie tylko w stosunku do mnie. Po kilku dniach wspólnej jazdy zaczęły wybuchać o byle co awantury nawet pomiędzy członkami rodzin. Nikła warstewka kultury spełzła ze wszystkich w czasie nieprawdopodobnie krótkim”. A już na miejscu nie jest lepiej…. “Zbliża się do mnie pani pułkownikowa Wenclowa i przemiłym głosem proponuje, żebym so​bie poszukała innego miejsca w baraku, bo +tutaj będziemy się modlić, a to i nam, i zapewne pani będzie przeszkadzać+. Na miejscu ciężka praca w kazachskim stepie, marne warunki, głód, brud, ale i piękna natura. I miejscowi, do których Autorka generalnie nie odczuwa niechęć, bo nie ma podstaw. “Byli niewolnikami, każdej chwili zagrożeni więzieniem albo łagrem. Od tej pory twierdzę, że jest to jeden z najnieszczęśliwszych narodów na świecie, O czym świadczą miliony ludzi ginących w łagrach i w więzieniach (...). To nie naród, to ustrój jest zbrodniczy”. “Kazachowie mówili, jak żyją w strachu i nędzy i bez żadnej nadziei na lepsze jutro. Czuło się ich nienawiść do tego ustroju, do komunizmu. Nie tylko za utracony dobrobyt, ale przede wszystkim za utraconą wolność, tak pięknie teraz przez nich wspominaną. Czuło się ich bezsiłę. Zaraz po rewolucji znaleźli się w więzieniu, bo tym więzieniem stał się cały ich świat, te stepy, w których zdawało się, czuje się jeszcze ducha wolności i swobody”. “Nigdy się nie bałam spotkanego przypadkowo w stepie Kazacha. Bałam się natomiast ludzi sowieckich. Kazachowie, jak nauczyło mnie potem doświadczenie, mieli i zachowali swoją wiarę, swoje wierzenia, swoje przykazania moralne”. “Było południe, słońce piekło z okrutną obojętnością i nie było nadziei na błogosławieństwo ochłody świeżego wieczoru ani na rosę przedświtu. Stałam przed naszą lepianką i czekałam na powiew wiatru, który niezmiennie jest tu suchy i gorący, czekałam nieświadoma czasu, który mijał, ponieważ godziny przestały tu być realne, dnie przechodziły w mękę nocy, poranki w piekło południa i nic się nie zmieniało w tej ciekłej, nie kończącej się, żadnymi zmianami nie znaczonej egzystencji”. Albo taka czuła wzmianka o młodym Kazachu, który wrócił z wojny bez nogi : “Położono go na prawdziwym łóżku. Pierwszy raz w życiu leżał na prawdziwym łóżku, a nie na szmatach na klepisku. Leżał na białych prześcieradłach. Pielęgniarka w białym czepeczku i fartuchu podawała mu posiłki, jakich do tej pory nie jadał, opatrywała jego rany. Błogostan. Firanki w oknach. Ciepło, przytulnie, syto, pięknie. Jakiż piękny jest świat, gdzie się tak śpi, je mieszka i gdzie ludzie są tacy dobrzy i grzeczni jak jego pielęgniarka, jak jego lekarz. Bajka z tysiąca jednej nocy. Cudowne przeżycie. I gdyby nie wojna, nigdy by nie dowiedział się, że istnieje taki świat”. Potem już w Ałmaty, już po cudownym spotkaniu z mężem, grozi im śmierć głodowa Wtedy pomaga im Wiktor Szkłowski, ten sam który wspierał wcześniej Mandelsztamów, “przynosząc mi cały woreczek ryżu. Był to jego przydział na miesiąc. Nie śmiałam daru tego przyjąć, ale on ze łzami w oczach twierdził, że nie mam prawa mu tego odmawiać”. Są tam też Paustowski i Zoszczenko. “Pisarze o których wspominam, nienawidzili ustroju, w którym przyszło im życiu tworzyć”. Niestety, Autorka nie może powiedzieć wiele dobrego o miejscowej Delegaturze rządu RP w Londynie. “Ludzie tam pracujący wraz z naszym delegatem myśleli przede wszystkim o sobie, o swoich wygodach, a nawet o luksusie. Nie została tam poczęstowana niczym z suto zastawionego stołu. I co za paradoks: to pisarze, intelektualiści moskiewscy dokarmiali nas, przygarnęli nas do siebie jako współcierpiących z nimi ludzi”. To krótki czas, gdy Polacy związani z Delegaturą, w tym i Wat, relatywnie nie mieli źle, w przeciwieństwie do zwykłych Kazachów: “Na ulicy stał tłum ludzi w ogonku do jakiegoś sklepiku, w którym wydawano zgniłe pomidory. Sklep dla nas mieścił się w podwórzu w ukrytym lokalu. Trudno było uwierzyć w tym czasie, kiedy tylu ludzi umierało z głodu, co przydzielano uprzywilejowanym. Delegaturę w owym czasie zaliczano właśnie do tej kategorii.(..) Dostawało się absolutnie wszystko, łącznie z kawiorem, tortami, winem, czekoladą. (...) Na dnie tej szczęśliwości było prawie że uczucie wstydu, że korzystamy, że żywimy się z tego splugawionego nędzą powszechną źródła”. Po zerwaniu w 1943 r. przez Sowietów stosunków dyplomatycznych z RP wszystko wraca do “normy”, a nawet jest jeszcze gorzej…. Dramatyczny, znany szczegółowo z “Mojego wieku”, opis tak zwanej paszportyzacji czyli zmuszania Polaków w Sowietach do przyjmowania sowieckiego obywatelstwa po zerwaniu stosunków z rządem RP. I w tym kontekście Autorka wspomina o czymś, co nie jest powszechną wiedzą: “Wszyscy Polacy ze Związku Patriotów razem z całą armią i z całym sztabem tych wielkich patriotów weszli przecież do Polski jako obywatele sowieccy. Paszportyzacja i zalegalizowanie Związku Patriotów było jednoczesne i należało do jednego planu: obrócić milion czy półtora miliona Polaków w poddanych sowieckich i jednocześnie dać im nadzieję powrotu do Polski” I to nikt inny, tylko Wat - polski Żyd, zarządził wśród Polaków bojkot przyjmowania paszportów wroga. W reakcji Sowieci aresztują wszystkich. Trafiają do więzienia, gdzie kryminalne więźniarki biją Autorkę, wściekłe, że ma czelność gardzić sowieckim paszportem. Po tym kobiety biorą paszporty obcego, wrogiego państwa - ale nie sam Wat. A to dzięki hersztowi bandytów którzy mieli go bić do skutku, wrzuconego im przez NKWD do celi “na pożarcie”. Ruski kryminalista Walentyn na to jednak nie pozwolił - zaimponowała mu postawa Wata, który powiedział przed frontem kryminalnych, że woli zginąć niż wziąć sowiecki paszport. Zdaje się, że jako jedyny Polak na coś takiego się poważył…. Ostatecznie Watowie wracają do Polski w 1946 r. i od razu deklarują niezainteresowanie budowaniem komunizmu. O dziwo, jest to uszanowane, prawdopodobnie z powodu jego przedwojennej działalności. Po 1956 r. Watowie coraz więcej czasu spędzają na Zachodzie, w związku z leczeniem jego ciężkiej choroby. W tych staraniach zahaczają m. in. o osławionego Padre Pio. “Wydał mi się prymitywny, brutalny, a także w uśmiechu jego było coś chytrego. Następnego dnia Aleksander miał stawić się w kościele do spowiedzi. Na pierwsze pytanie, kiedy się spowiadał po raz ostatni, odpowiedział, że do tej pory nigdy. I wtedy Padre Pio ujrzał jakby piekło, które się przed nim rozwarło i szatana w postaci Aleksandra. Zaczął się od niego opędzać i po prostu wypędzać z kościoła”. Taki to był z niego święty… Niezwykłą osobą była siostra Wata Seweryna Broniszówna, aktorka i wielbicielka Piłsudskiego. Jak pisze Autorka, miała ona przyjaciół wśród najbliższych mu ludzi, Wieniawa-Długoszowski, Stpiczyński, Beck, Miedziński i inni. “Przygotowania do wypadków majowych w 1926 roku odbywały się w jej mieszkaniu. +Byli moimi przyjaciółmi do objęcia władzy+. Potem odeszła od nich. +Nie lubię ludzi sprawujących władzę, a poza tym wiedziałam, że się nie nadają się do rządzenia Polską+”. W młodości była ona zaręczona z Andersem. Przebywając na Zachodzie, Watowie mieli problemy z przedłużaniem paszportów, w końcu wybrali wolność. “Zmuszono nas do tego, jak tylu innych Polaków, którzy gdyby mieli swobodę wyjazdów i powrotów do kraju, na pewno nie musieliby tej wolności wybierać, ponieważ byliby po prostu wolni. Zresztą zerwanie z komunizmem nie wiązało się z +wybraniem wolności+. Zerwanie z komunizmem nastąpiło wiele lat wcześniej”. Nie ma tego dobrego, co by na dobre nie wyszło: wszak dzięki temu z rozmów z Czesławem Miłoszem nagrywanych w Ameryce powstał “Mój wiek”, jedna z najlepszych książek nt. komunizmu. Książce Watowej tylko niewiele ustępuje znakomity film Roberta Glińskiego z niezapomnianym Krzysztofem Globiszem w roli Wata. Wstyd powiedzieć, odtwórczyni roli jego żony zupełnie już nie kojarzę, bo i aktorka chyba jej nie udźwignęła…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na82 miesiące temu
Pamiętnik z Powstania Warszawskiego Miron Białoszewski
Pamiętnik z Powstania Warszawskiego
Miron Białoszewski
Postanowiłam odświeżyć sobie dawno czytaną książkę i jednocześnie uczcić 81 rocznicę Powstania Warszawskiego, niezależnie od mojego ambiwalentnego stosunku do niego. Lektura jest jednocześnie monotonna i dynamiczna. Przez cały czas mamy powtarzalne motywy - wieczną zmianę: szukanie przez ludność cywilną Warszawy bezpiecznego miejsca, wody i pożywienia aby móc przetrwać w walczącym mieście. To bardzo warszawska książka, zanurzona w geografii Stolicy: Starego Miasta, Woli, Muranowa, Śródmieścia i Ochoty. Narracja jest niezwykle obrazowa, a także nieustannie wypełniona dźwiękami, pełna wyrażeń onomatopeicznych, oddających hałasy wojny. Widzimy Powstanie z perspektywy przeżyć zwykłych mieszkańców, wyrwanych ze swojej w miarę normalnej egzystencji podczas okupacji. To życie w strachu, niepewności i niepokoju o najbliższych; w niewygodach, głodzie, brudzie; pod obstrzałem i bombami. Życie jest skoncentrowane na poszukiwaniu bezpiecznego schronienia, jedzenia, wody, możliwości umycia się, miejsca do spania. Wokół trwają nieustanne bombardowania, ludzie giną lub zostają ranni. Jednocześnie toczy się życie wśród gruzów, barykad, wędrówki przez podwórka, piwnice, zburzone domy. Szczególnie poruszające są momenty przejścia kanałami, z niesieniem rannego, a także oglądanie kolejnych ofiar powstania. Nikt nie wiedział, czy to nie on nie będzie tym następnym, który straci życie. Budująca jest niesamowita solidarność ludzi w tych ekstremalnych warunkach. Finał to gremialny wymarsz mieszkańców z Warszawy, przez kolejne dzielnice, w pierwszych dniach października, po podpisaniu kapitulacji. Na koniec Autor pokazuje jazdę pociągiem do obozu przejściowego w Pruszkowie i jak tam wyglądał pobyt wygnańców. Miron Białoszewski wspomina swoje przeżycia z ogromną szczerością i dokładnością. Pokazuje jak wyglądała jego egzystencja w czasie Powstania, zawsze w mniejszej lub większej grupie członków rodziny i przyjaciół. Przekazuje mnóstwo szczegółów, równocześnie mając dużo wątpliwości co do tego, czy dobrze je pamięta po 20 latach. Często używa trybu przypuszczającego, często odwołuje się do wspomnień innych osób, np. ojca. Uważam, że warto było wrócić do „Pamiętnika…”, poznać wojenne losy młodziutkiego wówczas (22 lata) Mirona Białoszewskiego, szczęśliwie ocalałego w czasie wojny, późniejszego świetnego pisarza i poety. Opisanie powstańczej wędrówki Autora stanowi znakomite świadectwo owych czasów, tego wyjątkowego momentu w historii Polski. Audiobook jest czytany bardzo dobrze przez Jana Marczewskiego. I jeszcze niezwykle wzruszająca litania z powstańczych podwórek: „Od bomb i samolotów – wybaw nas, Panie, Od czołgów i goliatów – wybaw nas, Panie, Od pocisków i granatów – wybaw nas, Panie, Od miotaczy min – wybaw nas, Panie, Od pożarów i spalenia żywcem – wybaw nas, Panie, Od rozstrzelania – wybaw nas, Panie, Od zasypania – wybaw nas, Panie…”
Mikila - awatar Mikila
oceniła na76 miesięcy temu
Sława i chwała. Tom 1 Jarosław Iwaszkiewicz
Sława i chwała. Tom 1
Jarosław Iwaszkiewicz
To było moje pierwsze zetknięcie się z Iwaszkiewiczem i choć Sława i Chwała miała dla mnie momenty słabsze, przez które proces czytania się wydłużał, to ostatecznie sprawiła mi ogrom frajdy. W powieści pojawia się masa bohaterów i to ich uważam za najwiekszą siłę tej pozycji. Choć musiałam się z nimi zapoznać przez parę stron by móc z łatwością rozróżniać i poznawać osoby przewijające się na kartkach to szybko zauważyłam doskonałość Iwaszkiewicza w operowaniu nimi. Przedstanawia nam wachlarz bohaterów i wachlarz obecnych w tamtych czasach klas społecznych, zachowań, przyzwyczajeń. Robi to bardzo detalicznie, bo w dialogach namacalne są nawet charakterystyczne tony głosu - to wszystko jest wytworzone niesamowicie. A co najważniejsze, zżyłam się z nimi. Jednych polubiłam, do innych się przekonałam z czasem, albo przestałam pałać sympatią, cieszyłam się z sukcesów, przeżyłam smutki i cierpienia, widziałam relacje, emocje, to wszystko Iwaszkiewicz stworzył z ogromnym realizmem. Do tego piękne opisy, piękne zdania, miejsca, które ukazują się wręcz same. Taka lektura to tylko przyjemność! Dla bycia lekko przyczepliwym: zdziwiona byłam jedynie dosyć sporym i poważnym przeskokiem między 4 i 5 rozdziałem. Tam brakowało mi trochę bardziej płynnego przejścia, bo ten fragment odebrałam jakby w edycji zgubiło się parę kartek książki..
Alishia - awatar Alishia
oceniła na88 miesięcy temu
Na tropach Smętka Melchior Wańkowicz
Na tropach Smętka
Melchior Wańkowicz
Na tropach Smętka to książka, którą czyta się z podwójnym poruszeniem: z zachwytem nad stylem i uważnością autora oraz ze świadomością historii, która dopiero miała nadejść. Dla mnie była to lektura naprawdę znakomita – nie tylko jako reportaż z podróży, ale jako zapis świata, którego już nie ma. Podczas czytania szczególnie uderzało mnie to, że autor nie mógł nawet przypuszczać, jak potoczą się losy opisywanych przez niego ziem. Opisy Prus Wschodnich, ludzi, miasteczek i krajobrazów powstawały w czasie, gdy granice wydawały się trwałe, a historia jeszcze nie zapisała na tych terenach swojego najbardziej dramatycznego rozdziału. Dziś, z perspektywy czasu, wiemy, że obszary te po wojnie znalazły się w granicach Polski, a ich tożsamość uległa całkowitej przemianie. To właśnie ta świadomość „tego, co będzie” najmocniej mnie poruszała. Czytając opisy codzienności, rozmów i obserwacji, miałem wrażenie obcowania z ostatnimi chwilami pewnego świata. Podróż, która odbywała się jeszcze przed wojną, nabiera dziś wymiaru niemal dokumentu epoki – zapisu normalności tuż przed katastrofą. Melchior Wańkowicz pisze z lekkością, humorem i ogromną empatią, ale to właśnie historia dopisuje do tej książki najważny komentarz. Dzięki temu Na tropach Smętka nie jest tylko opowieścią o wędrówce, lecz także świadectwem czasu, który bezpowrotnie minął. To książka, która zostaje w głowie długo po zakończeniu lektury – i zmusza do refleksji nad tym, jak bardzo losy miejsc i ludzi potrafią zmienić się szybciej, niż ktokolwiek mógłby to przewidzieć.
Tomasz Weśniuk - awatar Tomasz Weśniuk
ocenił na73 miesiące temu

Cytaty z książki Ziele na kraterze

Więcej

Poczułem, że piękna nie należy przeżywać, że pięknem należy żyć. Piękno musi być jak powietrze - potrzebne i nieuświadamialne, póki jest.

Poczułem, że piękna nie należy przeżywać, że pięknem należy żyć. Piękno musi być jak powietrze - potrzebne i nieuświadamialne, póki jest.

Melchior Wańkowicz Ziele na kraterze Zobacz więcej

Mama to miękkie ręce, Mama to melodyjny głos, to chuchanie na uderzone miejsce. Mama to samo dobro i sama przyjemność, coś, co dobrze jest mieć w każdej chwili życia koło siebie, dookoła siebie, gdzieś na horyzoncie. A jednak równocześnie Mama to szereg praw, niezłomnych „pójściów spać”, okropnych „proszę to włożyć”, Mama to szorowanie ostrym ręcznikiem, to godziny odmierzone, żywot przyjemny, życzliwy, słoneczny, ale bez niespodzianek i zanadto świątobliwy.

Mama to miękkie ręce, Mama to melodyjny głos, to chuchanie na uderzone miejsce. Mama to samo dobro i sama przyjemność, coś, co dobrze jest m...

Rozwiń
Melchior Wańkowicz Ziele na kraterze Zobacz więcej

Więc już tylko sobie powiedziałam: idź za dziećmi w ich rozwoju, a nie przed dziećmi; niczego nie wymagaj, wszystko porządkuj, tak jak ich zabawki po skończonej zabawie; nie miej swojego ideału dziecka, do którego je będziesz podciągać; nie chciej ich mieć takimi, jak sobie wyimaginowałaś- patrz, co z gleby rośnie; nie obciążaj ich sprawami starszych; niech mają prawo do dzieciństwa.

Więc już tylko sobie powiedziałam: idź za dziećmi w ich rozwoju, a nie przed dziećmi; niczego nie wymagaj, wszystko porządkuj, tak jak ich z...

Rozwiń
Melchior Wańkowicz Ziele na kraterze Zobacz więcej
Więcej