Śladami Stasia i Nel, Z Panem Biegankiem w Abisynii

457 str. 7 godz. 37 min.
- Kategoria:
- reportaż
- Format:
- papier
- Seria:
- Biblioteka Młodych
- Data wydania:
- 1974-12-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1964-01-01
- Liczba stron:
- 457
- Czas czytania
- 7 godz. 37 min.
- Język:
- polski
Wybitny reportażysta i autor pasjonujących książek historycznych odbył - po 60-70 latach od przedstawionych przez Henryka Sienkiewicza wydarzeniach - podróż śladami dwojga ulubionych przez dzieci bohaterów powieści "W pustyni i w puszczy". Książka jest bogatą w obserwacje relacją z pełnej przygód podróży odbytej we współczesnym Egipcie i pasjonującą rekonstrukcją niezapomnianych przygód Stasia i Nel.
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Śladami Stasia i Nel, Z Panem Biegankiem w Abisynii w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Śladami Stasia i Nel, Z Panem Biegankiem w Abisynii
Poznaj innych czytelników
344 użytkowników ma tytuł Śladami Stasia i Nel, Z Panem Biegankiem w Abisynii na półkach głównych- Przeczytane 273
- Chcę przeczytać 71
- Posiadam 81
- Ulubione 6
- Dzieciństwo 4
- Afryka 4
- Biblioteka młodych 3
- Domowa biblioteczka 3
- Lektury szkolne 2
- Literatura faktu 2





































OPINIE i DYSKUSJE o książce Śladami Stasia i Nel, Z Panem Biegankiem w Abisynii
Cóż za sympatyczna książka! Otrzymana z okazji ukończenia przedszkola jakieś pięć dekad temu, przeleżała na półce, by teraz stać się miłą niespodzianką. Sięgnęłam po nią bez specjalnego zapału gdyż od zawsze budziła moją nieufność ze względu na czas, w którym została napisana - lata 60-te, pełny PRL. A tu spotkało mnie prawdziwe zaskoczenie! Marian Brandys i jego afrykańska przygoda okazali się lekturą przyjemną, ciekawą, dowcipną i pouczającą. Jego reporterskie przygody w Egipcie, Sudanie i Abisynii, w których towarzyszyli mu: apodyktyczny handlowiec (a zarazem dawny, szkolny kolega) - Paweł oraz wiecznie marudzący, nieznośny i nietaktowny referent ambasady polskiej – komiczny pan Bieganek – to lektura, którą czyta się z uśmiechem na ustach, mimo, że pośród zabawnych i ciekawych perypetii autor poruszył tutaj też tematy bardziej bolesne i poważne jak na przykład angielskie bestialstwa w Sudanie w okresie kolonizacji.
Co czyni książkę dla współczesnego czytelnika jeszcze ciekawszą to fakt, że podróż autora miała miejsce dawno temu, gdy realia życia w tamtych krajach wyglądały zupełnie inaczej niż obecnie. Sam sposób podróżowania oraz zwiedzania również – wspomnę tu choćby o rzeczy zupełnie dziś nie do pomyślenia - turysta mógł sobie pościągać ze ściany i poprzymierzać eksponaty w muzeum...:).
Jedyną wadą książki jest fakt, że zamieszczone w niej zdjęcia są tragicznej jakości – niestety, w PRL, w latach 70-tych było to zupełnie normalne, co widać również w wydawanych wtedy książkach Arkadego Fidlera.
Warto też zaznaczyć, że książka jest całkowicie pozbawiona socjalistycznego bełkotu, w owych czasach wszechobecnego. To po prostu naprawdę świetna lektura! Przewidziana w zasadzie dla młodzieży, według mnie będzie świetna dla czytelnika w każdym wieku – kto znajdzie w bibliotece lub antykwariacie, niech się nie waha:).
Cóż za sympatyczna książka! Otrzymana z okazji ukończenia przedszkola jakieś pięć dekad temu, przeleżała na półce, by teraz stać się miłą niespodzianką. Sięgnęłam po nią bez specjalnego zapału gdyż od zawsze budziła moją nieufność ze względu na czas, w którym została napisana - lata 60-te, pełny PRL. A tu spotkało mnie prawdziwe zaskoczenie! Marian Brandys i jego afrykańska...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli się chce zostać w klimacie "W pustyni i w puszczy", to można się zawieść- tytuł zwodniczy. Jako osobliwy reportaż z egzotycznego kraju, jak na czasy,w którym było pisane "Śladami Stasia i Nel" to interesująca lektura.
Jeśli się chce zostać w klimacie "W pustyni i w puszczy", to można się zawieść- tytuł zwodniczy. Jako osobliwy reportaż z egzotycznego kraju, jak na czasy,w którym było pisane "Śladami Stasia i Nel" to interesująca lektura.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMyślę, że autor obdarzając takim tytułem cykl swoich podróżniczych reportaży liczył na szybkie zyskanie popularności swojej publikacji wśród polskich czytelników. Jednak niewiele wspólnego one miały ze śladami wędrówki Stasia i Nel. Marian Brandys pisał je pod koniec lat pięćdziesiątych XX wieku, więc informacje o Egipcie i Sudanie stały się przestarzałe dla współczesnego odbiorcy książki.
Marian Brandys stworzył irytujący sposób narracji. Lepszą prozę można było spotkać u jego młodszego o cztery lata brata, również znanego pisarza – Kazimierza Brandysa.
Myślę, że autor obdarzając takim tytułem cykl swoich podróżniczych reportaży liczył na szybkie zyskanie popularności swojej publikacji wśród polskich czytelników. Jednak niewiele wspólnego one miały ze śladami wędrówki Stasia i Nel. Marian Brandys pisał je pod koniec lat pięćdziesiątych XX wieku, więc informacje o Egipcie i Sudanie stały się przestarzałe dla współczesnego...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Śladami Stasia i Nel" to reportaże z pobytu Mariana Brandysa w Egipcie i Sudanie. Zawiodłam się trochę, bo w moim odczuciu nie miały one wiele wspólnego z podążeniem śladami bohaterów "W pustyni i w puszczy". Takie wspomnienia zwykłego turysty.
"Śladami Stasia i Nel" to reportaże z pobytu Mariana Brandysa w Egipcie i Sudanie. Zawiodłam się trochę, bo w moim odczuciu nie miały one wiele wspólnego z podążeniem śladami bohaterów "W pustyni i w puszczy". Takie wspomnienia zwykłego turysty.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka trafiła do mnie przypadkowo - została przyniesiona mi, jako wiernej fance "W pustyni i w puszczy" z nakazem natychmiastowego przeczytania.
Osoba, która dostarczyła mi ją dostarczyła, była przekonana, że opowiada o okolicznościach powstania oryginalnej powieści i cóż, można powiedzieć, że trochę się pomyliła.
Powieśc zaczyna się od momentu, w którym narrator, czyli podróżnik Marian Brandys zostaje wysłany na podróż do Afryki. Mężczyzna bardzo cieszy się z tego obrotu spraw, bo jest ogromnym fanem sienkiewiczowskiego "W pustyni i w puszczy" i zależy mu, żeby zobaczyć wszystkie miejsca wspomniane w powieści na własne oczy.
Podczas czytania poznajemy również takie postaci jak Bwanę Kubwę - Pawła, zabawnego pana Bieganka czy samego Mahdiego. Poznajemy historię powstania Mahdystów, fragmenty afrykańskiego języka i kultury oraz stosunek autora do obyczajów panujących w tymże kraju.
Całość napisana jest bardzo przystępnym językiem i jest w stanie zaciekawić zarówno dużych, jak i małych :)
Jako ciekawostkę dopowiem, że na okładce mojej książki(wydanej w 1998 roku) napisane jest, że należy ona do kanonu lektur i jest przeznaczona dla klas piątych szkoły podstawowej. Muszę przyznać, że nie jestem pewna, czy jest odpowiednia dla osób w tym wieku (wiele opisów, nawiązań do historii oraz położenia na mapie afrykańskich państw, i oczywiście do samego "W pustyni i w puszczy", które, o ile się nie mylę, jest omawiane rok później).
Ta książka trafiła do mnie przypadkowo - została przyniesiona mi, jako wiernej fance "W pustyni i w puszczy" z nakazem natychmiastowego przeczytania.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOsoba, która dostarczyła mi ją dostarczyła, była przekonana, że opowiada o okolicznościach powstania oryginalnej powieści i cóż, można powiedzieć, że trochę się pomyliła.
Powieśc zaczyna się od momentu, w którym narrator,...
Jedna z nielicznych lektur szkolnych, która mnie zaciekawiła. A przy tym, jeśli wziąć w nawias garść wtrętów o brytyjskim imperializmie, rozbawiła.
Wpierw Brandys opowiada, jak wezwał go redaktor naczelny i spytał czy chce pojechać robić reportaż o Egipcie?
Oczywiście, lecz przypomniawszy sobie, że akurat 1 kwietnia, pomyślał: potwierdzę, to reszta redakcji będzie przez miesiąc się ze mnie natrząsać.
Odrzekł zatem: do Egiptu? E, lepiej do Pacanowa, czy tam Wołomina. A 1 kwietnia lepiej nie podejmować ważnych decyzji.
A skąd, zapewnił Naczelny, to nie żart.
Henryk Sienkiewicz z Warszawy do Kairu podróżował przeszło dwa tygodnie, koleją i statkiem. „Była to prawdziwa podróż w całym tego słowa znaczeniu. Człowiek się trochę wymęczył, ale przynajmniej czuł, że jedzie do innej części świata. A teraz co? Teraz te dwa tysiące paręset kilometrów, dzielące Warszawę od Kairu, przelatuje się samolotem w jeden dzień. Całą podróż odbywa się trzema skokami. Pierwszy skok - z Warszawy do Pragi Czeskiej. Drugi - z Pragi do Rzymu. Trzeci - z Rzymu do Kairu.” W Pradze godzinę oczekiwania na następny lot spędził bezpłatnym kinie na lotnisku. Wyświetlano właśnie „Przygody dobrego wojaka Szwejka”. „W najweselszym momencie filmu, kiedy porucznik Łukasz, zwierzchnik Szwejka, łajał go ostatnimi słowy za jego gapiostwo, w salce nagle zapalono światło, a obok mnie wyrósł jak spod ziemi zdenerwowany funkcjonariusz lotniska.
- Kde vy se straceli? Prece jiż dvakrat vzyvali vas rozhlasem. (Gdzie pan przepadł? Przecież już dwa razy wzywali pana przez megafon.)
Ton jego do złudzenia przypominał ton porucznika Łukasza z filmu. Okazało się, że samolot jest od dawna gotów do odlotu i czeka tylko na mnie.”
W Egipcie po dotarciu do hotelu w Luksorze „Wyciągnęło się do mnie ze dwadzieścia drapieżnie nadstawionych rąk. Musiałem zapłacić wszystkim za wszystko.
Czterem tragarzom za przeniesienie dwóch niewielkich walizek.
Siwobrodemu starcowi za informacje, o które go wcale nie prosiłem.
Dwóm młodym ludziom za to, że krzyczeli: „Bolanda good!” (Polska dobrze!)
Osobom o nieokreślonym zawodzie za to, że się do mnie uśmiechały i zaglądały mi w oczy.
Oślarzom za to, że towarzyszyli mi wraz ze swymi osłami.
Osłom... Nie, jedynie osły okazały się całkowicie bezinteresowne i nie zażądały żadnego „bakszyszu”.
Po zainkasowaniu napiwków całe bractwo zaraz się oddaliło, polecając mi swoje usługi na przyszłość.”
A to dopiero początek.
Później zapragnął zobaczyć świątynię królowej Hatszepsut (XV w. p.n.e.). W towarzystwie przewodnika i jego osła imieniem Juliusz Cezar wspinał się na górę, klnąc w myślach „Co za baba! żeby budować świątynię na takiej górze!” Osiągnąwszy szczyt usłyszał „Chciałeś, panie, widzieć świątynię. Świątynia tam. Na dole.”
Tak wygląda świątynia
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/f/f9/Hatschepsuttempel.jpg
a tak królowa
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/11/Hatshepsut.jpg
Z Egiptu postanowił polecieć do Sudanu. Nowy znajomy z konsulatu, pan Bieganek, określił w podaniu cel podróży „nawiązanie stosunków z literatami sudańskimi”. Sekretarz ambasady zapytał o jakich stosunkach literackich może być mowa.
Zatem trzeba mu było wcisnąć, że „W pustyni i w puszczy” jest powieścią o Mahdim i przedstawia go jako fajnego gościa, „że też sufit ambasady sudańskiej nie zwalił mi się na głowę za to potworne kłamstwo!” Sekretarz wysłuchał z zaciekawieniem i załatwił wizę.
Zgodnie z radą Bieganka nabył hełm korkowy, jednak później usłyszawszy, iż w takim hełmie może zostać wzięty za Anglika i mieć kłopoty, pomyślał: ładnie mnie ten Bieganek urządził!
W Sudanie został zasypany dobrymi radami przez trzech rodaków, którzy przyjechali w misji handlowej, aby unikał kąpieli w Nilu z uwagi na krokodyle, pił dużo wody z cytryną z powodu upału i uzupełniał zapas soli, też z tego powodu. Na szczęście wkrótce przybył Bieganek i teraz on był przedmiotem troski. „Zabawialiśmy się oczywiście kosztem nowicjusza. Ale tym razem ja byłem wodzirejem.”
Dostąpił też zaszczytu (?) rozmowy z synem i wnukiem Mahdiego i znów musiał nałgać o powieści Sienkiewicza. Zląkł się trochę usłyszawszy, że powieść trzeba będzie przetłumaczyć na arabski, ale na szczęście, zanim to nastąpi, zdąży wrócić do kraju.
Na koniec zrobił wywiad ze studentem z plemienia Dinka (który od kolegów słyszał coś o Polsce),mówiąc tym razem zgodnie z prawdą: w jednej z najpiękniejszych naszych powieści występuje Mea, dziewczyna z twojego plemienia, zatem opowiedz o nim. Opowiedział zatem o hodowli bydła, będącego miarą zamożności, zasiewaniu prosa i łowieniu ryb dzidą. Tak samo polują na słonie. Słonie, powiada student, pod ochroną, lecz cóż robić, gdy tratują pola ...
Pierwsza część tyleż zaciekawiła co rozbawiła mnie na tyle, że z własnej woli przeczytałam drugą. Teraz podróż do Abisynii.
„Paweł [znajomy handlowiec] wyszedł z banku ze swoim Francuzem. Ciągle jeszcze naburmuszony wyciągnął od razu z kieszeni portfel wypchany podjętą walutą abisyńską i przystąpił do wydzielania nam "kieszonkowego", jakbyśmy byli jego dziećmi, a on naszym szczodrym ojcem. Przy okazji palnął nam "rodzicielską" mówkę:
― Macie tu po dziesięć dolarów abisyńskich. Pamiętajcie, że to dużo pieniędzy ― równowartość czterech dolarów amerykańskich. Powinno wam wystarczyć na wszystkie drobne wydatki w czasie naszego pobytu w Addis Abebie. Jasne?
Pokiwaliśmy ironicznie głowami. Mógłby sobie oszczędzić tych kazań. Pewnie, że jasne. Jakie tu w ogóle mogą być wydatki.”
Wpierw pan Bieganek, choć nikt go do tego nie zmuszał, zaciekawiony podszedł do ulicznego straganu i zdołał niechcący rozedrzeć jakąś tkaninę, którą musiał w związku z tym kupić. Za 4 dolary. Kiedy wkrótce po tym wsiadali do taksówki (powrót do hotelu o własnych siłach uniemożliwiała ulewa),usiłował wyrzucić zakup, lecz taksówkarz podniósł i uprzejmie zwrócił „zgubę”. Przewóz kosztował 4 dolary, które zapłacili po połowie. W hotelu trzeba było wezwać lekarza do Bieganka, gdyż zachorował. Też z własnej winy, poprzedniego wpadł był na pomysł zjedzenia zawartości zimnego bufetu. Przekąski były za darmo, o ile klient zapłacił za obiad, taki eksperyment wprowadzili amerykańscy właściciele hotelu, zaś Bieganek spróbował ich doprowadzić do bankructwa. Tak to przynajmniej uzasadniał.
Teraz zaś musiał zażyć olej rycynowy. „Zgodził się przyjąć olej pod warunkiem, że mnie przy tym nie będzie. Bardzo mnie ten warunek zdenerwował, bo miałem ogromną ochotę popatrzeć na to, jak pan Bieganek będzie się męczyć.” :D
Nic takiego, tylko wizyta doktora kosztowała 4 dolary.
Paweł, zwany Bwana Kubwa, usłyszawszy o tym „się nawet gniewał” (to wprawdzie cytat z „Przygód Hucka”, ale pasuje doskonale),tylko tak dalej, powiada, a do kraju powrócicie pieszo, bo na samolot nie starczy.
A to dopiero początek.
„Hotel hararski mógł uchodzić za hotel tylko w oczach podróżnych o szczególnie skromnych wymaganiach. W rzeczywistości była to bardzo podła i bardzo brudna gospoda prowadzona przez jakiegoś Greka albo przez kogoś, kto Greka udawał z wielką szkodą dla tego szlachetnego narodu.” Opis „hotelu” przypomniał mi ruderę robiącą za hotel w „Tajemniczej wyprawie Tomka”. Bieganek przeczytawszy w jednej książek, w jakie się zaopatrzył, o uprawianej w okolicy roślinie odurzającej zwanej „khat”, zechciał ją wypróbować (zupełnie jak Bosman w „Tomku u źródeł Amazonki”). „Stragan z owocami był doskonale widoczny z okna. Pan Bieganek podszedł do niego bez przeszkód i gwałtownie gestykulując zaczął czynić zakupy. Nabył sporą wiązkę gałązek khatu, dużą kiść bananów oraz czerwone owoce kaktusa, przed którymi przestrzegał nas szwedzki pułkownik. Te ostatnie kazał sobie wsypać do kapelusza. Po chwili był już z powrotem w pokoju. Sprawunki rzucił na łóżko i z westchnieniem ulgi otarł sobie pot z czoła.
– Widział redaktor tych dwóch ponurych typów, którzy chcieli mnie zaczepić? ― spytał chełpliwie ― Raz tylko na nich spojrzałem i od razu się uspokoili.
Wprawdzie żadnych ponurych typów nie widziałem ― przeciwnie: uliczka wydawała się zupełnie pusta ― ale nie chciało mi się z tak błahego powodu wszczynać kłótni. Powiedziałem tylko referentowi, że niepotrzebnie kupował owoce kaktusa. Pułkownik przecież mówił, że mają kłujące skórki, więc po co kaleczyć sobie ręce. Wielki Odkrywca zaczął się głośno śmiać.
― Więc pan, naiwny człowieku, wierzy tym zagranicznym specjalistom? Przecież to kompletni ignoranci, którzy słyszeli, że gdzieś dzwonią, ale nie wiedzą, w którym kościele. Zaraz pana o tym przekonam.
Wziął z łóżka jeden z owoców kaktusa i zbliżył się z nim do mnie.
― No, niech pan sam dotknie, redaktorze. Czy ta skórka kłuje?
Lękliwie wyciągnąłem palec i lekko musnąłem nim czerwony owoc. Był gładki i śliski jak pomidor. żadnych kolców, żadnych jadowitych włosków. (...) Zaczęliśmy od razu obierać i jeść te kaktusowe figi. Były pyszne. Wyglądały jak pomidory, lecz w smaku przypominały winogrona.” Następnie spróbowali „khatu”. „O rany, jakie to było gorzkie! Czegoś równie gorzkiego nie miałem w ustach jeszcze nigdy w życiu.” W nocy nie mogli zasnąć z powodu mdłości i bólu głowy. Do tego narastające swędzenie rąk. Skórka kaktusa działała z opóźnieniem. Bieganek narzekał „to wszystko przez tego Szweda”.
Jedna z nielicznych lektur szkolnych, która mnie zaciekawiła. A przy tym, jeśli wziąć w nawias garść wtrętów o brytyjskim imperializmie, rozbawiła.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWpierw Brandys opowiada, jak wezwał go redaktor naczelny i spytał czy chce pojechać robić reportaż o Egipcie?
Oczywiście, lecz przypomniawszy sobie, że akurat 1 kwietnia, pomyślał: potwierdzę, to reszta redakcji będzie przez...
allison „Sceny z kierowcami i przewodnikami - bezcenne!” Dokładnie.
allison „Sceny z kierowcami i przewodnikami - bezcenne!” Dokładnie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Śladami Stasia i Nel" to relacja z podróży, jaką Marian Brandys odbył w 1956 roku. Na fali odwilży część czasopism zaczęła wysyłać swoich dziennikarzy i reporterów za granicę, dzięki czemu autor również dostał zlecenie na odwiedzenie Afryki i napisanie kilkunastu obszernych tekstów.
Opisy miejsc, w jakich bywał Brandys, są interesujące, żywe, świetnie łączą powagę z poczuciem humoru.
Bardzo często reporter przywołuje fragmenty powieści Sienkiewicza, która w dzieciństwie była jedną z jego ulubionych książek. Ponieważ ja również czytałam "W pustyni i w puszczy" wiele razy, do dziś mam w pamięci wiele wydarzeń, więc z wielką przyjemnością śledziłam te porównania i refleksje.
Brandys ciekawie i barwnie przestawia też sylwetki poznanych ludzi. Zabawne są zwłaszcza opisy spotkań z tubylcami, wśród których nie brak różnych naciągaczy i spryciarzy. Sceny z kierowcami i przewodnikami - bezcenne!
Poznałam tę książkę w formie audiobooka, w świetnej interpretacji Ksawerego Jasieńskiego - za co daję dodatkową gwiazdkę.
"Śladami Stasia i Nel" to relacja z podróży, jaką Marian Brandys odbył w 1956 roku. Na fali odwilży część czasopism zaczęła wysyłać swoich dziennikarzy i reporterów za granicę, dzięki czemu autor również dostał zlecenie na odwiedzenie Afryki i napisanie kilkunastu obszernych tekstów.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpisy miejsc, w jakich bywał Brandys, są interesujące, żywe, świetnie łączą powagę z...
Pierwsza z książek „Śladami Stasia i Nel" była dla mnie bardzo ciekawa. Wędrówka w miejsca dawnej lubianej przeze mnie powieści wciągnęła i zachwyciła. Niestety nie dane mi było cieszyć się przez dłuższy czas. Byłam szczerze zmartwiona tym, że redaktor nie kontynuował tej wyprawy, a w zamian ruszył do Abisynii. Tutaj już dla mnie było o wiele mniej ciekawie i szczerze mówiąc czytałam tylko, że doczytać książkę do końca.
Pierwsza z książek „Śladami Stasia i Nel" była dla mnie bardzo ciekawa. Wędrówka w miejsca dawnej lubianej przeze mnie powieści wciągnęła i zachwyciła. Niestety nie dane mi było cieszyć się przez dłuższy czas. Byłam szczerze zmartwiona tym, że redaktor nie kontynuował tej wyprawy, a w zamian ruszył do Abisynii. Tutaj już dla mnie było o wiele mniej ciekawie i szczerze...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie cierpię czytać książek, które przeczytałam, ale czasami trzeba ze względu na dokładniejszą analizę i pracę nad tekstem. I to jest moja codzienność. Ostatnio jednak miałam sporo wolnego czasu i coraz częściej (ze względu na córkę) zdarza mi się wracać do dawnych lektur, których słownictwo znam (bez wulgaryzmów). Zwykle sięgamy po kolorowe książeczki, w których treścią są obrazki. Z moją sześcioletnią rozbójniczką czytamy również książki poważne ("Don Kichote", "Historia filozofii", "Wstęp do badań nad językiem", "Sapiens"),ponieważ na razie wielu książek jeszcze nie zna, a mam wrażenie, że interesuje ją wszystko, co czytam (zwłaszcza te bardzo grube książki bez obrazków). Ostatnio do snu czytałyśmy „Śladami Stasia i Nel” Mariana Brandysa, ponieważ byłyśmy po lekturze "W pustyni i w puszczy" (dziś czytamy "Zapiski na pudełku zapałek Eco).
Ja książkę Sienkiewicza czytałam dużo później niż moja córka, ale równie bardzo byłam nią zachwycona, a może i bardziej, ponieważ więcej rozumiałam.
Kiedy ponad dwadzieścia lat temu trafiłam w bibliotece na tytuł „Śladami Stasia i Nel” byłam zaintrygowana. Książka dość szybko mnie rozczarowała. Miało być śladami Stasia i Nel, a jakiś dziennikarzyna opisuje jak to trafił do Afryki i sobie zwiedza i to dość wygodnie.
Z dzisiejszej perspektywy mogę stwierdzić, że jak na owe czasy był to bardzo dobry reportaż. Córka bardzo szybko zasnęła słuchając opowieści o tym jak to biedny dziennikarz myśli, że główny redaktor z niego kpi. Kolejnego dnia przeczytałyśmy więcej. Córka budząc mnie rano wzięła książkę z łóżka i dała mi mówiąc po swojemu "ehh", co w jej języku znaczy "czytaj". Czytałyśmy z zapartym tchem o przygodach, które nie są wcale takie ekscytujące. Proste rzeczy jednak opisane są w takim stylu, że chciało się jeszcze i jeszcze. Nim się obejrzałyśmy Brandys wylądował w Egipcie i Sudanie, o których dowiedziałyśmy się sporo. Przy okazji odkurzyłam atlas geograficzny dla dzieci z Myszką Miki i wędrowałyśmy paluszkiem po mapie.
Książka zdecydowanie dla starszych czytelników.
Nie cierpię czytać książek, które przeczytałam, ale czasami trzeba ze względu na dokładniejszą analizę i pracę nad tekstem. I to jest moja codzienność. Ostatnio jednak miałam sporo wolnego czasu i coraz częściej (ze względu na córkę) zdarza mi się wracać do dawnych lektur, których słownictwo znam (bez wulgaryzmów). Zwykle sięgamy po kolorowe książeczki, w których treścią...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to