Przeprawa przez McCarthy’ego

Michał Cetnarowski
23.10.2014

Kradł forsę mafiosom, uciekał aniołowi śmierci, wędrował z trójką kanibali w ciemności lasów Tennessee. Walczył na noże, skalpował Indian, w biblijnym kataklizmie niszczył cały świat. A my wraz z nim. Przygoda z prozą Cormaca McCarthy’ego to literackie doświadczenie ekstremalne.

Dziecięcia Bożego droga w ciemność
Możemy mówić o czytelniczym szczęściu: pomijając jedną sztukę („The Stonemason”) i dwa młodzieńcze opowiadania („Wake for Susan” i „A Drowning Incident”), w Polce mamy już przełożoną całą twórczość McCarthy’ego. Dla przypomnienia – składa się na nią dziesięć powieści (w kolejności ich powstawania: Strażnik sadu, W ciemność, Dziecię Boże, Suttree, Krwawy południk, Rącze konie, Przeprawa, Sodoma i Gomora, To nie jest kraj dla starych ludzi, Droga) oraz dramat Sunset Limited, który zresztą wybornie zekranizował Tommy Lee Jones ze sobą i Samuelem L. Jacksonem w rolach głównych. Piszę o tym z dokładnością godną Wikipedii, gdyby ktoś musiał uzupełnić domową biblioteczkę. A warto to zrobić, nawet jeśli ktoś nie jest fanbojem autora, już choćby dlatego, że ze świecą szukać dziś równie wysmakowanej stylistycznie prozy.

Podobny wysyp wydawniczy McCarthy’ego to u nas kwestia ostatnich lat – przy czym polska edycja tych tekstów też zaliczyła falstart, powtarzając losy amerykańskiej recepcji pisarza, który aż do publikacji „Krwawego południka” pozostawał autorem nieznanym poza kręgiem krytyków. „Rącze konie” i „Przeprawa” pojawiły się u nas jeszcze w zeszłym stuleciu, z tym że przeszły bez echa i wylądowały na taniej książce… Dobra strona tego medalu była taka, że w ten sposób w ręce wpadła mi „Przeprawa”, którą przeczytałem jeszcze przed „Drogą” (głośną z powodu Pulitzera) – i wpadłem po uszy.

Co jednak począć teraz, gdy wyczytało się już wszystkie teksty literackiego ulubieńca, a głód beletrystyki dalej ssie pod czaszką…? W oczekiwaniu na następną powieść na szczęście można sprawdzić, co inni wyczytali w tych tekstach – z pomocą, jak kawaleria na meksykańskim pograniczu, przychodzi wydany właśnie tomik Cormac McCarthy pod redakcją Marka Paryża, w którym za twórczość pisarza biorą się akademicy. Bo że jest w niej czego się doszukiwać, wie każdy, kto choć raz zanurzył się w ten gęsty od mocnych scen, ale i subtelnych odwołań świat.

Pod krwawym południkiem
Teksty McCarthy’ego stoją na dwóch filarach. Z jeden strony to realizm pociągnięty do granic naturalizmu, wielka dbałość o historyczny detal i bezwzględność w relacjonowaniu scen przemocy, a co jak co, ale trup tu ściele się często i gęsto. Z drugiej zaś – alegoryczne, wymykające się łatwym przyporządkowaniom drugie dno, dzięki któremu można czytać te teksty w różnych kontekstach i perspektywach. I tak „Krwawy południk” – kto wie, czy nie najsłynniejsze dzieło pisarza – to z jednej strony zrekonstruowana po najdrobniejszy szczegół historia bestialskich łowców skalpów na amerykańskim pograniczu w połowie XIX wieku. A z drugiej – biblijna z ducha przypowieść o uwiedzionym przez zło Dzieciaku i złowieszczym Holdenie, gnostyckim sędzi tego świata, który najpierw kataloguje w przepastnym notatniku wszystko, co napotka na swej drodze, a potem to niszczy.

Bohaterowie „W ciemność” nie dość, że muszą poradzić sobie z samymi sobą – powieść zaczyna się, kiedy brat zostawia w lesie noworodka, poczętego w kazirodczym związku z siostrą – to jeszcze co chwila ścieżki ich wędrówki przeplatają się ze szlakiem surrealistycznej trójki kanibali, którzy wyglądają, jakby trafili tam z innego świata, odmiennego porządku, w którym ceną za krew jest zawsze krew, a żadne błędy nie są wybaczane. W „To nie jest kraj dla starych ludzi” – książkę rozsławiła oskarowa ekranizacja – tropem protagonistów wyrusza nieludzko skuteczny morderca, który zdaje się, że posiadł tajemnice ludzkich losów na ziemi; jak uciec przez prześladowcą, który jest śmiercią? „Droga” opowiada o Ziemi zniszczonej kataklizmem, na której aż roi się od postapokaliptycznych, w dosłowny sensie biblijnym, scen i postaci. W kameralnym „Sunset Limited” jeden z bohaterów ratuje drugiego przed samobójstwem pod kołami tytułowego pociągu, a następnie próbuje go przekonać, że targnięcie się na własne życie to błąd; kto jednak w tym dialogu jest nawracającym, a kto nawracanym – i do czego? I tak dalej.

Eseje zebrane w książce Paryża – omawiające po kolei różne aspekty poszczególnych tekstów – pozwalają nie tylko uporządkować wiedzę, ale przede wszystkim, bazując głównie na opracowaniach amerykańskich, dodają do niej nowe, interesujące motywy.

To nie jest Sodoma i Gomora dla starych ludzi
Czy istnieje jeden klucz do twórczości autora, który od pewnego czasu pojawia się nawet na „długiej liście” corocznych typowań noblowskich? Przynajmniej na poziomie formalnym McCarthy zaczyna pisać swoje książki od odwrócenia znanych rozwiązań z prozy gatunkowej. I tak „Strażnik sadu” korzysta z wzorców sagi rodzinnej, „W ciemność” – przekracza schematy horroru, „Krwawy południk” czy „trylogia pogranicza” wywracają na nice literacki western. „To nie jest kraj dla starych ludzi” bawi się z formułą powieści sensacyjnej, a „Droga” – „Droga” oczywiście startuje od science fiction. Tu kończy się podobieństwo do klasycznych fabuł ulubionych przez te konwencje, a literackie światy McCarthy’ego to w zdecydowanej większości krainy złej hyle, ziemie kalekiego demiurga, gnostyckiego gorszego boga, co to wraz z całym stworzeniem upadł w materię, od której nie ma odwołania. Przemoc nie jest tu tylko fabularnym ozdobnikiem, a cierpienie ornamentem, mającym „pogłębić postać bohatera”. Rzadka to umiejętność: tak wykreować świat literacki, żeby jego bohaterowie żyli – i umierali – w nim naprawdę.

Takie zbiory jak ten o McCarthym poszerzają spektrum odczytania twórczości danego autora, pomagają rozpoznać szlaki, którymi poruszał się on na swojej pisarskiej drodze, tworzą przestrzeń do dyskusji, która dopełnia dzieło. Ale skądinąd nie zmieniają niczego w kwestii podstawowej: czytanie o tym, co przeczytali inni, może być tylko dodatkiem, a książki McCarthy’ego zasługują na to, by zawierzyć im swój cenny czytelniczy czas. Nawet jeśli to teksty, których lektura boli.
 

Reklama

komentarze [5]

Sortuj:
233
188
02.10.2016 07:50

Kurczę. Jest coś takiego w prozie Cormaca McCarthy’ego, że już od 30 strony pierwszej jego książki(po 30 stronie - to znaczy wtedy, kiedy opadł ze mnie pierwszy gniew za brak myślników) wiedziałam, że dzieło jest genialne, autor to geniusz, a ja dopadnę i z dziką radością przeczytam WSZYSTKO, co Cormac napisał. Dialogi są po prostu obłędne, poczucie humoru (tam gdzie jest -...

więcej

412
34
24.10.2014 11:00

już te na siłe sparafrazowane tytuły jako śródtytuły arcy odpychają.. ale sam tekst całkiem niezły, mimo iż nie rozwinął zbytnio mojej wiedzy


1339
203
23.10.2014 20:13

Dziękuje za ten artykuł. Uwielbiam książki McCarthy’ego. Zaczęło się oczywiście od "Drogi", potem wsiąkłam w "W ciemność" i w "Dziecię boże". Potem przyszła kolej na "Sutree" aby ostatecznie zakupić "Strażnika sadu" ;-))

Lektura za każdym razem jest wymagająca ale warto podjąć ten wysiłek.


4255
132
23.10.2014 18:18

Marek Paryż mój profesor ;)


43
0
23.10.2014 15:41

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd