Książki do czytania pod chmurką

Ewa Cieślik
24.05.2020

Kolejne tygodnie mijają, za oknem coraz cieplej, a rząd luzuje kolejne obostrzenia. Obie te sprawy nie pozostają bez wpływu na nasze decyzje czytelnicze. W końcu przyszedł czas na lektury pełne słońca i powietrza, które możemy czytać... poza domem. Oto kilka książek, które moim zdaniem świetnie nadają się do tego, by czytać je w plenerze.

Książki do czytania pod chmurką
Reklama

Czy też tak macie, że miejsce i czas, w którym oddajecie się lekturze, ma wpływ na wasz odbiór danej książki? Jeśli czytać „Wichrowe wzgórza”, to najlepiej, gdy za oknem wietrznie i ciemno, a zimno odgania kubek gorącego naparu; „Stryjeńską” należy poznawać nad kieliszkiem czerwonego wina w jednej z małych knajpek na paryskim wzgórzu Montmartre, a w przygodach Tereski i Okrętki warto wziąć udział, gdy samemu jest się na wakacjach nad jeziorem. Wszystkie powyższe doświadczenia były moim udziałem, dzięki czemu przekonałam się, że okoliczności mają znaczenie. Dlatego wybierając lektury na zbliżający się czas majowych i czerwcowych wyjazdów, pikników i mikrowypraw do plecaka polecam kilka poniższych książek. Dzięki otoczeniu drzew, świeżego powietrza i piękna natury wrażenie wsiąknięcia w świat z ich kart będzie jeszcze intensywniejsze.

Gęsia skórka na słonecznej plaży

Nieprzypadkowo na początku tego tekstu wymieniłam bohaterki książek Joanny Chmielewskiej. Palec do budki, kto tak jak ja zaczytywał się w jej książkach w wieku wielce niestosownym (zdaniem niektórych) do opisywanych przez nią tajemnic i morderstw. Na jej książkach wychowało się całe pokolenie późniejszych miłośników kryminałów. Takie powieści, jak „Większy kawałek świata” (ach, te wakacje na Mazurach!) czy „Całe zdanie nieboszczyka” (z brawurową ucieczką jachtem i wizytą w Taorminie, moim zdaniem jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie) idealnie nadają się na lekturę w najbliższych dniach i tygodniach.

Jednak idźmy krok dalej i sięgnijmy po dzieło autorki, którą poznawałam równolegle z literacką spuścizną Chmielewskiej. „I nie było już nikogo” Agathy Christie przywodzi mi na myśl zapach morza, słony smak wody morskiej, wiatr plątający włosy i krzyk mew. Ta, nie boję się użyć tego słowa, kultowa książka, należy do absolutnego kanonu literatury XX wieku. Odsuńmy na bok kontrowersje związane z tytułem (wcześniej bowiem publikacja ta nazywała się zgoła inaczej) i skupmy na atmosferze. Miły, ekscytujący wyjazd na niewielką wysepkę stopniowo zamienia się w wywołujące klaustrofobię odosobnienie, z którego nie ma ucieczki innej niż... śmierć. Moralitet dotyczący natury zła, inspiracja dla całej rzeczy pisarzy, w końcu – po prostu jeden z najlepszych kryminałów na świecie. Jeśli macie w planach wyjazd nad morze, to podczas sesji opalania na plaży sięgnijcie po tę powieść. Gęsia skórka gwarantowana.

Przeczytaj i zachwyć się

W trendach lubimyczytać.pl ta książka od miesięcy pojawia się regularnie. Poetycki tytuł oddaje treść – oto otrzymujemy pieśń o doskonałości natury, w której człowiek powinien zajmować miejsce na równi z ptakami, kwiatami i rybami. Trudno uwierzyć, że „Gdzie śpiewają raki” – książka napisana pięknym, dopracowanym językiem, cała nabrzmiała od emocji, ale umiejąca umiejętnie je stosować, przykuwająca czytelnika od pierwszych stron, ale jednocześnie zostawiająca miejsce na refleksję – to powieściowy debiut. Debiut wymarzony, chciałoby się powiedzieć, bo Delia Owens, biolożka i zoolożka, wydała go po przekroczeniu siedemdziesiątki. Wcześniej jednak nieobca jej była praca z piórem – wraz ze swym mężem napisała kilka publikacji o ich życiu w Afryce, gdzie studiowali tamtejsze zwierzęta i rośliny. Świat amerykańskiej flory i fauny, a ściślej rzecz biorąc, świat bagien i mokradeł, jest tłem opowieści snutej w „Gdzie śpiewają raki”. Nie ma potrzeby opowiadania o fabule, bo moim zdaniem odgrywa ona rolę drugorzędną. W tej książce ważniejsza jest atmosfera bliskości z naturą, zachwyt otaczającym światem, wreszcie – refleksja o samotności i miłości. Idealna do czytania przy zachodzie słońca, przy akompaniamencie rechotu żab.

Drzewa – milczący bohaterowie

Zostańmy jeszcze chwilę przy naturze, tym razem jednak spójrzmy na nią w bardziej naukowy sposób. Peterowi Wohllebenowi nie sposób odmówić wiedzy – w końcu może się on pochwalić ponad dwiema dekadami pracy jako leśnik. Gdy inni ludzie spędzali długie godziny pracy z komputerem, drukarką, telefonami, faksami – on pracował w lasach. To, czego się wtedy dowiedział, przelał na karty książek składających się na trylogię o przyrodzie – „Sekretne życie drzew”, „Duchowe życie zwierząt” i „Nieznane więzi natury”. Z tych trzech pierwsza może wydawać się najmniej interesująca – w końcu druga traktuje o zwierzętach, w których oczy możemy wejrzeć, szukając prawdy o ich umyśle, emocjach i zachowaniach, trzecia zaś podsumowuje wszystko to, co trzeba wiedzieć o wzajemnych zależnościach ekosystemu i udowadnia, że każdy jego element pełni ważną funkcję. A pierwsza książka, cóż, jest po prostu o drzewach – milczących, nieruchomych, często traktowanych jako tło tego, co na pierwszym planie. Właśnie dlatego pierwsza książka Wohllebena jest tak fascynująca – dzięki niej możemy otworzyć oczy na cudowności, które kryją się za korą czy pod powierzchnią ziemi. Autor opowiada w niej o drzewach, które ze sobą rozmawiają, pomagają sobie nawzajem, dbają o swoje potomstwo, działają świadomie i... mają uczucia. I nie, nie ma to nic wspólnego z science fiction! Gdy już pojmiemy, że drzewa to istoty społecznie, inaczej spojrzymy na klon przy przystanku autobusowym, topolę niedaleko domu, grupkę brzóz nieopodal rozłożonego przez nas koca piknikowego czy cały szumiący las, przez który będziemy przejeżdżać na wycieczce rowerowej!

Zatrzymaj się i spójrz w niebo

Po każdym dniu przychodzi noc, ale prawdziwy bibliofil wie, że nie powstrzyma go to od dalszego czytania. Po książkach pełnych słońca nie podsuwam jednak mrocznej lektury – wręcz przeciwnie. „Atlas nieba” to pięknie wydana publikacja, która nie tylko cieszy oko, lecz także pozwala pogłębić naszą wiedzę. Lekturę tę proponuję poznawać w pakiecie ze „Złotym atlasem”, wcześniejsza książką Edwarda Brooke-Hitchinga. Podczas gdy „Złoty atlas” zabiera nas w podróż w przeszłość – czasy wielkich odkryć geograficznych i wypraw na nieznane lądy, czyli ery, gdy świat wciąż krył w sobie przerażające (i pociągające) sekrety – „Atlas nieba” odsłania przed nami tajemnice tego, w co nocą wpatrywali się żeglarze, przemierzające niezmierzone wody oceanów. A nieboskłon był wówczas prawdziwą zagadką. I choć od stuleci znano gwiazdy i szkolono się w umiejętności wytyczania dzięki nim drogi, to kosmos był jednocześnie przestrzenią, którą wypełniano wyobraźnia i fantazją. Edward Brooke-Hitching, syn antykwariusza i nieuleczalny mapofil, zaraża swoją pasją do starych rycin, ilustracji i map. Wraz z nim można udać się w fascynującą podróż przez wieki: od starożytnych mitów, aż do najnowszych odkryć naukowych. To książka piękna i mądra. I tylko takich życzę czytelnikom w nadchodzących tygodniach.

Reklama

komentarze [12]

Sortuj:
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Ola 31.05.2020 06:58
Czytelniczka

Ja ostatnio odkryłam audiobooki. Świetne na samotny spacer, Do parku, do lasu, gzdziebądź. Ani się człowiek nie obejży, a książka przeczytana. No, powiedzmy przyswojona ;)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
awita 25.05.2020 17:41
Czytelniczka

Pod chmurką, na ławce w parku, na kocyku mogę czytać książki wszelakie (tylko nie grube tomiszcza). A za zakładkę może służyć listek, kwiatek, źdźbło trawy czy inna roślinka. Ech, marzenie...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
EwaMolly 25.05.2020 09:50
Czytelniczka

Dlatego właśnie lubię ebooki, mogę zabrać ze sobą pół biblioteczki i czytać na trawce to na co akurat mam ochotę. No i nie martwię się o robaczki, które lubią zagubić się między stronami książki ;)
Oby pogoda niedługo wszystkim nam dopisała.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
czomicz 24.05.2020 18:51
Bibliotekarz

Jedynym ograniczeniem w czytaniu na świeżym powietrzu jest notoryczny brak czasu nie pozwalający zarówno na czytanie jak i wychodzenie na zewnątrz (praca, praca, praca - witamy w kieracie XXI wieku...), a jak już uda się jakimś cudem czas wolny znaleźć - opady wszelakie, które mogłyby mi kundela zalać. Reszta nie ma znaczenia ;)

A na spacery, tudzież inne wędrówki polecam...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
madeline 24.05.2020 17:56
Czytelniczka

W plener biorę to, co czytam w danym momencie. Niestety póki co w plenerze zimno i pada, więc cieszę się książkami w zaciszu fotela wśród domowej zieleni.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
angelbook 24.05.2020 17:25
Czytelniczka

Ja uwielbiam czytać Liane Moriarty , tylko szkoda że nie ma więcej powieści ;)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
czytamcałyczas 24.05.2020 14:57
Czytelnik

Ja jak jestem w ośrodku.Czytam w plenerze.Co się da.Od horrorów po romanse.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Magdalena 24.05.2020 14:22
Czytelniczka

Prawdę mówiąc nie mam jakichś specjalnych tytułów czy gatunków, które chętniej czytam w plenerze. Bez względu na miejsce w jakim się znajduję czytam to, na co akurat mam ochotę. Wyjątkiem od tej reguły są horrory, bo historie z tego gatunku najchętniej czytam w łóżku, późnymi wieczorami :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
jatymyoni 24.05.2020 14:12
Bibliotekarz

Dla mnie jedynym ograniczeniem czytania w plenerze jest wielkość i waga książki. Biorę w plener to co właśnie czytam. Na razie jest jednak zimno, pada i nie mam ochoty wychodzić w plener.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Książka_koc_kot 24.05.2020 13:10
Czytelniczka

Boczne drogi oraz Duchowe życie zwierząt

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
 Boczne drogi  Duchowe życie zwierząt
zgłoś błąd