Niecodzienne spotkania z klasyką, czyli relacja z Europejskiej Nocy Literatury

Marcin Waincetel
28.05.2019

Jedna noc i dziesięć wielkich tekstów literackich. Niesamowite przeżycia, które są niepoliczalne, a to za sprawą unikalnych odczytań, aktorskich interpretacji. I spotkań czytelników w mieście do spotkań stworzonym. Wrocławska Europejska Noc Literatury to wydarzenie, którego ranga i znaczenie rosną w coraz bardziej zauważalny sposób. W tym roku, 25 maja, klasyka ożyła na nowo.

W poprzedniej edycji za sprawą Michała Nogasia uwrażliwialiśmy się na to, co obce i inne, próbując choćby „Esejów” Zadie Smith czy doświadczając „Historii przemocy” Edouarda Louisa. Dzieł niekiedy tajemniczych, mówiących o niedostępności, niezrozumieniu. Specyficznych, a przy tym pięknych. Pomysł Justyny Sobolewskiej, kuratorki ENL 2019, aby tym razem ponownie zaznajomić się z tekstami kanonicznymi dla różnych stylów, epok i gatunków literackich, wzbudził zrozumiałe zainteresowanie z nieco innych powodów. Bo tym razem nie wydawnicze premiery stały się przedmiotem złożonym w ofierze miejskiej świątyni sztuki, a współczesne przekłady klasycznych pozycji literatury europejskiej. Których mistrzów zdecydowano się przywołać?

Otrzymaliśmy szansę, aby poprzez „Proces”, powieść od dekad wymykającą się prostym kwalifikacjom, spotkać się z Franzem Kafką. Senny koszmar, w którym uczestniczy Józef K., jest absurdalny, niedorzeczny, a przy tym, paradoksalnie, prawdopodobny. Beznadziejne zmagania jednostki z opresyjnym systemem, przesiąknięte surrealną grozą, wpisują się jednak również w charakter przypowieści, uniwersalnej prawdy o nas, próby zrozumienia zmieniającego się świata. W literackiej podróży do Kafkowskiej rzeczywistości przewodnikiem był Jacek Braciak, który zaznajamiał nas z fragmentami „Procesu” w przekładzie Jakuba Ekiera. Co ważne, w nowym tłumaczeniu zawarto zarzucone przez autora rozdziały. Hipnotyzujące doświadczenie.

Przerażającą wyprawą było wejście w świat H.P. Lovecrafta, gdyż dało się usłyszeć „Zew Cthulhu” ze zbioru „Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści”. Mistrz fantastyki grozy w nieprawdopodobny sposób potrafił określać wizje nierzeczywiste, budząc wielkie, przedwieczne demony, które – początkowo niezauważalnie – ingerowały w ludzki świat. Aura prawdziwego niepokoju, a przy tym swoisty mistycyzm związany z mitologią Cthulhu, został uzyskany przez Jacka Komana, brawurowo odczytującego przekład Macieja Płazy, jednego z największych polskich specjalistów twórczości samotnika z Providence.

Prawdziwie uniwersalne piękno z „Baśni” Hansa Christiana Andersena wydobyła Ilona Ostrowska, która w doskonały sposób zdawała się wyczuwać intencje duńskiego literata. Wszak baśnie – nie tylko pióra Andersena, ale też, rzecz jasna, braci Grimm – podszywane są melancholią, strachem, pierwotnym lękiem przed tym, co nieznane, ale też wiarą, nadzieją i dobrocią. A także przeznaczone do wielokrotnego odkrywania, czego dowodem przekład Bogumiły Sochańskiej. Z baśni wyłapuje się drobinki fantastyki, magię folkloru i urok codzienności.

W wyjątkowej intelektualnej uczcie można było uczestniczyć za sprawą „Ulissesa” Jamesa Joyce’a – lektury prawdziwie wielkiej, ciągle niełatwej do pełnego zrozumienia. Arcydzieło irlandzkiego pisarza przetłumaczone przez Macieja Świerkockiego odczytywała Ewa Kasprzyk, która z wytworną elegancją i namaszczeniem przeprowadzała nas przez korytarze ukrytych znaczeń zbudowanych przez Joyce’a artystę, eksperymentatora i wizjonera. Z literackiego skarbca wyciągnięto też prozę Marcela Prousta, konkretnie „W poszukiwaniu utraconego czasu”, z którym zmierzyła się tłumaczka Krystyna Rodowska. A przeczytał Piotr Głowacki, aktor ekspresyjnie wydobywający piękno impresji, psychoanalityczne teorie, introspekcje i filozoficzne przesłania zapisane przez francuskiego twórcę. Proust w skrupulatny sposób, na wzór katedry gotyckiej, zapisywał detale, które składały się na piękno historii o przemianie bohatera. Refleksja nad sztuką to wartość sama w sobie.

Podczas majowego wieczoru, który szybko przerodził się w długą noc, wrocławska publiczność wysłuchała tego, co miał do przekazania Fiodor Dostojewski, gdy pisał „Braci Karamazow”. Dorota Pomykała otrzymała przekład Cezarego Wodzińskiego. W sugestywny sposób odczytała ostatnią z powieści cenionego Rosjanina, który za sprawą historii ojcobójstwa we właściwy dla siebie sposób dokonuje wiwisekcji ludzkiej duszy. To przyprawiające o dreszcze dzieło, mówiące o istnieniu lub negacji wolnej woli, kiełkującym poczuciu zła, kwitnącej miłości. Namiętności zapisane na kartach wielkiej literatury z XIX wieku aktualne są do dziś.

Ponowne odkrycie i rozpoznanie „Jądra ciemności” Josepha Conrada stało się możliwe dzięki interpretacji Maxa Cegielskiego, który rozszyfrowywał tekst przygotowany przez Magdę Heydel. To dzieło mówiące o mrokach kolonializmu, historii krwawej, bolesnej, ale fascynującej, w której wyjątkowo mocno wybrzmiewa temat związany z europejskim dziedzictwem, ale też konfrontacją z innością. Niezmiennie intrygujący zapis przygotowany przez angielskiego pisarza polskiego pochodzenia pozwala na nowo pochylić się nad kulturową tożsamością nas samych. Sugestywna wymowa powieści „Obcy” Alberta Camus wybrzmiała z kolei wyjątkowo donośnym echem za sprawą Roberta Więckiewicza, który czytał dzieło przygotowane przez Marka Bieńczyka. Camus, mistrz egzystencjalizmu, od dekad prowokuje do tego, aby głośno i wyraźnie zadawać sobie pytania związane z systemem wartości każdego z nas, kwestionować, a może przebudowywać istniejący ład. To proza wielka, ale nieobca.

Niezwykłą historię „Pani Bovary” przybliżyła nam raz jeszcze Roma Gąsiorowska, odczytując fragmenty przekładu Ryszarda Engelkinga, który z dzieła Gustawa Flauberta, uważanego za pierwszego przedstawiciela naturalizmu, wyciągnął obyczajową esencję. Normy i wartości, zakazy i pragnienia. Miłość definiowana przez cnotę, ale też pragnienie kochanków. Niezwykły obraz świata ludzkich uczuć. Pośredniczką w spotkaniu z Andriejem Płatonowem, rosyjskim prozaikiem, eseistą i dramaturgiem, została z kolei charyzmatyczna Renata Dancewicz. Antyutopijna opowieść „Dół” przetłumaczona przez Adama Pomorskiego wzbudza fascynację ze względu na konteksty historyczne, zwłaszcza wśród mieszkańców byłego bloku wschodniego, gdzie pragnienie wolności znaczyło więcej niż strach przed śmiercią. Wnikliwe spojrzenie na terror totalitaryzmu.

Wielokrotnie podkreślano, że miejsce tegorocznej edycji ENL 2019 jest szczególne, bo plac Grunwaldzki po 1945 pomyślany i zbudowany musiał być na nowo – wojna odcisnęła bowiem swoje piętno na tym rejonie. Blizny zostały obecnie zatuszowane, lecz historia jest przecież wciąż żywa – nie można i nie sposób nawet o niej zapomnieć. Obecnie jednak obszar ten jest dynamiczny, ciągle się zmieniający. Początkowo zastanawiać mogło wybranie akurat miejsc usytuowanych wokół „Grunwaldu” – choćby Zboru Kościoła Zielonoświątkowego, Instytutu Matematycznego Uniwersytetu Wrocławskiego, Wydziału Chemii czy sali dziekańskiej – jednak przyznać trzeba, że eksperyment się udał. Publiczność bez trudu odnalazła nowe ścieżki, które na ulicach miasta wyznaczyła Justyna Sobolewska i zespół tworzący niezapomnianą – z perspektywy czasu – Europejską Noc Literatury.

Warto przy okazji zaznaczyć, że tegoroczna edycja była wyjątkowo otwarta na przedstawicieli różnych grup, którzy z różnych względów kontakt ze słowem pisanym i mówionym mają ograniczony lub niepełny. Stąd też na przykład inicjatywa zorganizowana we współpracy z Fundacją na Rzecz Rozwoju Audiodeskrypcji Katarynka i program przygotowany dla osób z dysfunkcjami słuchu i wzroku. W znakomitej większości miejsca przygotowane zostały również dla osób z niepełnosprawnościami ruchu. To niby detale, o których często się nie pamięta, a powinny być standardem. Także i pod tym względem można mówić o znakomitej organizacji całego projektu.

Hasło „Klasyka na nowo” jest wyjątkowo wdzięczne, a sama realizacja idei godna pochwały. Podczas tegorocznej Europejskiej Nocy Literatury udało się bowiem dookreślić, ba, właśnie na nowo odkryć, europejską prozę. Każdy przekład jest inny, każdy wymaga oddzielnego omówienia, jednak wobec wszystkich można posłużyć się stwierdzeniem, że oto dostaliśmy tłumaczenia możliwie wierne pierwowzorom, a jednak zrozumiałe i atrakcyjne dla współczesnego odbiorcy. Uczestnicy wydarzenia mieli zresztą okazję do tego, aby wsłuchać się we wszystkie opowieści – czytania rozpoczynały się w tym samym czasie i były powtarzane co pół godziny od 18:00 do 22:30.

Jest jeszcze jedna sprawa, kto wie, czy zresztą nie najważniejsza. Bo literatura to spotkanie. Inicjatywa wychodzi od twórcy, który otwiera przestrzeń – książkę – i na wspólne ucztowanie zaprasza czytelników. Tworzy się nić porozumienia. Emocji. Poszukiwania – wiedzy, estetyki. Znaczeń i sensów. Europejska Noc Literatury w tegorocznym wydaniu to również zwrócenie uwagi na rolę tłumacza, który jest przecież właściwie współautorem dzieła, a także na osobę interpretatora. Wsłuchując się we fragmenty czytane przez cenione postacie rodzimej kultury, miało się wrażenie uczestnictwa w czymś – zachowując odpowiednią miarę – niemalże świętym. Proza codzienności zestawiona z prozą wielkich mistrzów, sacrum i profanum. W tym roku klasyka ożyła na nowo.

---

Europejska Noc Literatury odbyła się w sobotę, 25 maja, we Wrocławiu. Lubimyczytać.pl objęło patronat nad tym wydarzeniem. Więcej informacji na fanpage'u ENL, prowadzonym przez organizatora – Strefę Kultury Wrocław.

Reklama

komentarze [6]

Sortuj:
Aby napisać wiadomość zaloguj się
LibraryGirl 29.05.2019 09:41
Czytelnik

Bardzo podobały mi się odczytania Pań: Doroty Pomykały, Ewy Kasprzyk i Ilony Ostrowskiej. Trochę rozczarowała mnie Roma Gąsiorowska, ale byłam na przedostatnim czytaniu, może po prostu była zmęczona. Żałuję, bo bardzo lubię tę aktorkę, a "Pani Bovary" to jedna z moich ulubionych książek, więc miałam duże oczekiwania. Pan Głowacki pokazał bardzo nonszalanckie podejście do...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
PedroP 28.05.2019 21:44
Czytelnik

O ile sama inicjatywa jest godna pochwały, o tyle mam mieszane odczucia, co do samego eventu. To zaprzeczenie tego, czym jest czytanie, czyli spotkaniem z autorem i jego tekstem tête-à-tête. Rozumiem, że mają one na celu urozmaicenie tego procesu, wzbudzenie zainteresowania, ciekawości. Jednak moje podskórne odczucia są takie, że literaturę przekształca się w serial,...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
bookworm 29.05.2019 00:26
Czytelnik

Trzeba wierzyć, że dzięki takim wydarzeniom przekonamy się (ludzie) do literatury!

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Airain 29.05.2019 15:45
Czytelniczka

@PedroP - ale miło jest zobaczyć, że nie jest się jedynym czytającym wariatem na świecie (a nawet w mieście). To, że tylu ludziom chce się wyjść z domu i szwendać po ulicach dla paru kawałków literatury, jakoś podnosi na duchu.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Maggie 28.05.2019 19:54
Czytelniczka

Byłam na sześciu czytaniach, jedne podobały mi się bardziej, inne mniej. Dużo zależało od tego, gdzie był odczyt i jakie było nagłośnienie. Z tych, na których byłam, najbardziej podobały mi się teksty czytane przez Panów Jacka Braciaka oraz Jacka Komana. W przypadku "Procesu" również wybrany fragment był bardzo dobry, zainteresowałam się tą książką, mimo że do tej pory ją...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Marcin Waincetel 28.05.2019 15:23
Czytelnik

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
zgłoś błąd