Detektyw_Książkowy 
detektyw-ksiazkowy.blogspot.com
status: Czytelnik, ostatnio widziany 1 tydzień temu
Teraz czytam
  • Nie mów nikomu
    Nie mów nikomu
    Autor:
    Od śmierci Elizabeth z rąk seryjnego zabójcy minęło osiem lat, ale młody lekarz David Beck nie potrafi o niej zapomnieć. Niespodziewanie pocztą elektroniczną otrzymuje niezbity dowód, że jego żona nad...
    czytelników: 22357 | opinie: 899 | ocena: 7,5 (12677 głosów) | inne wydania: 15

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-02-12 19:35:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: On the Ropes (tom 1)

Wczoraj pisałam, że najlepszą powieścią przeczytaną przeze mnie w lutym była "Birthday girl" napisana przez Penelope Douglas. W tym momencie jestem zmuszona zmienić swoje zdanie, ponieważ moje serce skradła powieść Aly Martinez o chwytliwym tytule "Walcząc z ciszą". A wiecie co w tym wszystkim jest najdziwniejsze? Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam w sieci zapowiedź książki Pani Martinez to... Wczoraj pisałam, że najlepszą powieścią przeczytaną przeze mnie w lutym była "Birthday girl" napisana przez Penelope Douglas. W tym momencie jestem zmuszona zmienić swoje zdanie, ponieważ moje serce skradła powieść Aly Martinez o chwytliwym tytule "Walcząc z ciszą". A wiecie co w tym wszystkim jest najdziwniejsze? Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam w sieci zapowiedź książki Pani Martinez to byłam do niej bardzo sceptycznie nastawiona. Nie wiem dlaczego, ale miałam pewne obawy przed jej przeczytaniem. Nie pytajcie skąd się one wzięły, bo naprawdę nie mam bladego pojęcia. Czasami tak się zdarza, że dana pozycja jakimś cudem nas od siebie odpycha, a my albo się zrażamy lub dajemy jej szansę. Ja wybrałam tę drugą opcję i gdy tylko znalazłam chwilę czasu, zanurzyłam się w świecie buntowniczego Tilla i silnej Elizy. Czy było warto? Zaraz się przekonacie.

Jak już wcześniej wspomniałam powieść pt."Walcząc z ciszą" skradła moje serce i teraz jestem pewna na tysiąc procent, że już żadna książka nie przebije tego utworu w tym miesiącu. Możecie mówić co chcecie, ale naprawdę wątpię, żeby ktoś w najbliższym czasie tak mnie zauroczył jak cudowni bracia Page. Autorka wykreowała wspaniały obraz braci, którzy w każdej chwili mogą liczyć na swoje wsparcie, dobre słowo i oddanie. Ci chłopcy od samego początku nie mieli lekko - ich opiekunowie nie dorośli do roli rodziców i zachowywali się jak nastolatkowie, a nie jak poważni i odpowiedzialni ludzie. Martinez w swojej powieści pokazała nam do czego może doprowadzić nieodpowiedzialność i lekkomyślność rodziców. Bohaterowie sami musieli zmagać się ze swoimi problemami, myślami i kłopotami, ponieważ nie mieli u swego boku ojca, ani matki. Niby wszyscy mieszkali pod jednym dachem, ale tak naprawdę każdy z nich żył osobno. Gdyby nie upór i determinacja głównego bohatera Tilla to nie wiem jaki los spotkałby jego młodszych braci. Co tu dużo mówić? Autorka wykreowała naprawdę niezwykłą opowieść, która od pierwszej strony łamie serce i wzrusza do łez. Braterska miłość została w tak piękny sposób opisana, że do teraz na samą myśl o więzi braci Page łzy same napływają mi do oczu. Jestem oczarowana tą pozycją i wiem, że nigdy o niej nie zapomnę.
Wybaczcie mi dzisiaj ten chaos w recenzji, ale ta książka tak zbiła mnie z tropu i doprowadziła do takiego stanu, że od wczoraj nie mogę o niej zapomnieć. Przed oczami mam ciągle piękny obraz czystej miłości między braćmi Page oraz idealne uczucie łączące Tilla i Elizę. Nie wiem jak mam wrócić do porządku dziennego skoro w mojej głowie ciągle są ukochani bohaterowie. Rok 2019 obfituje w naprawdę wyjątkowe premiery, ale nie bardzo bym nie chciała, aby powieść Pani Aly Martinez zaginęła w tłumie nowości. Ta powieść jest niebanalna, nieszablonowa i niewiarygodnie szczera. Nie wyczułam w niej żadnego fałszu czy przerysowania, ale zamiast tego poczułam ogromną miłość do poznanych postaci. Czułam emocje targające Tillem i Elizą. Chwilami byli nieszczęśliwi, ale kiedy znajdowali się obok siebie to zapominali o negatywnych emocjach i cieszyli się sobą. Umieli docenić swoją bezwarunkową przyjaźń i miłość, która powoli wkradała się w ich dobre serca.

Wyznam Wam coś w tajemnicy - nie znoszę pisać recenzji o książkach, które w jakiś sposób znalazły drogę do mojego serca. Naprawdę nienawidzę tego robić. A wiecie dlaczego? Zawsze wydaje mi się, że moje recenzja nie jest na tyle dobra, aby zachęcić innych czytelników do przeczytania ukochanej książki. Teraz kiedy kończę pisać opinię o "Walcząc z ciszą", odnoszę nieodparte wrażenie, że nie oddałam w pełni piękna powieści Ally Martinez. Bardzo bym chciała, aby ta pozycja trafiła do jak najszerszego grona, ponieważ zasługuje na rozgłos i Waszą miłość.

pokaż więcej

 
2019-02-11 23:41:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Dosłownie przed chwilą odłożyłam "Birthday girl" na półkę i jestem w totalnym szoku. Wszyscy po prostu wszyscy zachęcali mnie do przeczytania tej książki. Obiecywali, że będę świetnie się bawić podczas poznawania perypetii głównych bohaterów. Ktoś tam nawet szepnął mi słówko na Instagramie, że "Birthday girl" to jedna z najgorętszych pozycji na polskim rynku wydanych w 2019 roku. Blogerzy,... Dosłownie przed chwilą odłożyłam "Birthday girl" na półkę i jestem w totalnym szoku. Wszyscy po prostu wszyscy zachęcali mnie do przeczytania tej książki. Obiecywali, że będę świetnie się bawić podczas poznawania perypetii głównych bohaterów. Ktoś tam nawet szepnął mi słówko na Instagramie, że "Birthday girl" to jedna z najgorętszych pozycji na polskim rynku wydanych w 2019 roku. Blogerzy, recenzenci i inni opiniotwórcy obiecywali mi owocną i mówili, że zakocham się w słodkiej Jordan i skrytym Pike - za choinkę nie wiem czy dobrze odmieniłam to imię, ale to nie jest istotne w tej chwili. W każdym razie wszyscy zachęcali mnie do przeczytania tego grubaska i między innymi dopingowali mnie takimi wiadomościami typu: "Przeczytałaś już "Birthday girl"? Jesteś po lekturze "Birthday girl"? Czytasz już BIRTHDAY GIRL!!!??" No i co ja biedna miałam zrobić? W końcu wzięłam do ręki tę cegłę i spełniłam pragnienia kilkunastu osób i przeczytałam historię Pike'a i Jordan. Czy ci wszyscy ludzie mieli rację, że ta książka jest niezwykła? Niestety tak! Nawet gdybym chciała nie potrafię napisać o powieści Pani Douglas złego słowa. Ta książka jest naprawdę wciągająca i doskonała w każdym słowie. Nie wiem jak długo utrzyma się ten stan, ale póki co "Birthday girl" jest najlepszą książką przeczytaną przeze mnie w tym miesiącu.

Bardzo, ale to bardzo podobał mi się wątek miłosny. Co z tego, że główna bohaterka miała dziewiętnaście lat, a obiekt jej cichych westchnień miał dwa razy tyle? Większą przeszkodą było raczej to, że Jordan była dziewczyną syna swojego ukochanego. Wiem, brzmi to skomplikowanie i uwierzcie mi na słowo, że ta cała sytuacja była bardziej pokręcona, dziwna i pogmatwana, niż Wam się teraz wydaje. Ale co za tym idzie dzięki temu zabiegowi cała historia zyskała jedynie pikanterii, smaczku i szczypty niepewności. Pewnie to teraz makabrycznie zabrzmi, ale autorka naprawdę kupiła mnie swoim pomysłem na tę fabułę. No Kochani, wyobraźcie sobie taką sytuację. Macie chłopaka, którego kochacie, ale z czasem zakochujecie się w jego ojcu - brzmi to strasznie, prawda? W takiej rzeczywistości znalazła się właśnie Jordan i krótko mówiąc nie miała lekko. Wiecie co jeszcze mnie ucieszyło? Penelope Douglas włożyła dużo wysiłku w wykreowanie naturalnego i szczerego wątku miłosnego. Uczucie między bohaterami rozwijało się bardzo powoli, dlatego nie myślcie sobie, że Jordan od razu zobaczyła Pike'a i rzuciła mu się do stóp, bo tak nie było. Bohaterowie każdego dnia się poznawali, rozmawiali ze sobą i trudno się wskazać moment w którym uświadomili sobie, że coś do siebie czują. Gdybym nie znała myśli bohaterów to pewnie czerwone światło zapaliłoby mi się o wiele później.
Jestem zauroczona kreacją bohaterów, ponieważ każda postać została doskonale wykreowana. Jordan jest młodą dziewczyną, która dopiero co ukończyła szkołę, ale nie w głowie jej szalone imprezy. Dziewczyna twardo stąpa po ziemi i wie czego chce od życia. Ciężko pracuje, aby utrzymać siebie i swojego chłopaka. Uwierzcie mi na słowo, iż Jordan miała wiele powodów do narzekania, a o dziwo ona nigdy się na nic nie skarżyła. Podziwiałam ją za upór i determinację jaką miała w swoim wnętrzu.
Jeżeli chodzi o Pike'a to nim również jestem zauroczona, ale chwilami strasznie mnie denerwował. Kilka razy miałam ochotę trzepnąć go w ten głupi łeb (sorry, za słownictwo), ponieważ zachowywał się jak totalny dupek. Oczywiście takie sytuacje nie zdarzały się często, ale wiecie jestem kobietą, więc zapamiętałam parę sytuacji, które w jego wykonaniu strasznie mi się nie spodobały. Aczkolwiek i tak go uwielbiam i cieszę się, że w końcu zawalczył o swoje szczęście i własną przyszłość.

"Birthday girl" to elektryzująca, seksowna, fascynująca i nieszablonowa opowieść o zakazanej miłości, która nie powinna zrodzić się w sercach głównych bohaterów. Ona ma dopiero dziewiętnaście lat, a on dwa razy tyle, ale czy z prawdziwym uczuciem można dyskutować? Sięgnijcie po powieść Penelope Douglas i przekonajcie się na własnej skórze czy młodziutka Jordan i dojrzały Pike'a odnajdą swoje szczęśliwe zakończenie w poplątanym i niesprawiedliwym świecie.

pokaż więcej

 
2019-02-09 00:37:08
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Współczesne baśnie (tom 2)

Nie ma na świecie człowieka, który nie popełniłby błędu. Każdy z nas bez wyjątku zrobił coś złego w swoim życiu, albo podjął złą lub zbyt pochopną decyzję. Jesteśmy tylko zwykłymi ludźmi, którzy każdego dnia próbują dobrze przeżyć swoje życie. Czasami działamy nieumyślnie, niezgodnie z naszymi zasadami czy planami i właśnie te nasze wybory przynoszą niepożądane skutki. Przez złe decyzje nie... Nie ma na świecie człowieka, który nie popełniłby błędu. Każdy z nas bez wyjątku zrobił coś złego w swoim życiu, albo podjął złą lub zbyt pochopną decyzję. Jesteśmy tylko zwykłymi ludźmi, którzy każdego dnia próbują dobrze przeżyć swoje życie. Czasami działamy nieumyślnie, niezgodnie z naszymi zasadami czy planami i właśnie te nasze wybory przynoszą niepożądane skutki. Przez złe decyzje nie śpimy po nocach, cierpimy i nosimy w swoich sercach strach, poczucie winy i głęboki żal. Główna bohaterka powieści pt."Nigdy nie pozwolę Ci odejść" w swoim życiu popełniła wiele złych decyzji, ale tylko jeden wybór złamał jej serce. Czy dziewczyna odnajdzie spokój ducha i swoją bratnią duszę? Tego dowiecie się z dzisiejszej recenzji.
W tej współczesnej wersji Jasia i Małgosi trzynastoletnie sieroty, Griselda i Holden, po trzech latach niewoli uciekają od porywacza i próbują przejść przez rzekę Shenandoah. Niestety, tylko jednemu z nich udaje się dotrzeć do bezpiecznego miejsca, a drugie zostaje w tyle. Dziesięć lat później chłopak Griseldy zabiera ją do podziemnego klubu, by obejrzeć nielegalne walki. Gdy Griselda nagle widzi na ringu Holdena, jej świat zostaje przewrócony do góry nogami. Gorzki żal, narastająca przez lata złość oraz fizyczne i psychiczne blizny stają na ich drodze; są niebezpieczne niczym nurt rzeki Shenandoah. Nigdy nie pozwolę ci odejść to opowieść o strachu i nadziei, o porażce i przetrwaniu oraz o dwojgu ludziach – kiedyś głęboko zranionych – którzy dowiadują się, że miłość jest jedyną rzeczą, jaka może sprawić, że znów staną się sobą.
Najnowszą powieść Pani Katy Regnery przeczytałam dobry miesiąc temu, ale nie byłam gotowa na to, aby napisać o niej recenzję. Powieść pt."Nigdy nie pozwolę Ci odejść" złamała moje serce, potem je zmiażdżyła, a następnie włożyła je do zamrażalnika, żeby później wrzucić je do pieca, aby na samym końcu przykleić na nim delikatny i drobny plasterek. Możecie mi nie wierzyć, ale tak właśnie było. Mam nadzieję, że teraz nie obrażę wszystkich fanów Pani Regnery, ale po zapoznaniu się z historią Holdena i Griseldy doszłam do wniosku, że autorka jest po prostu sadystką. Nie wiem, nie rozumiem i nie pojmuję jak można tak krzywdzić swoich bohaterów?! Jak można co chwilę wbijać im noże w plecy i podłe drobne szpileczki? Droga Autorko! Tak się nie robi! Nie można tak się pastwić się nad własnymi postaciami. To jest niedorzeczne, nieludzkie i okropne w każdym calu. "Nigdy nie pozwolę Ci odejść" przeczytałam bardzo dawno temu, a jeszcze nie mogę dojść do siebie, a to wszystko przez masakryczną wyobraźnię autorki. Do teraz mam ciarki na plecach. Dajcie mi się chwilkę muszę iść po melissę.

Historia głównych bohaterów jest naprawdę tragiczna, ponieważ od najmłodszych lat mieli pod górkę. Pierwsze lata dzieciństwa spędzili w domach zastępczych, a kiedy już wydawało się, że nie może być gorzej zostali porwani przez psychopatę, który krzywdził ich na każdym kroku. Dzieci jednak nigdy nie straciły nadziei, że kiedyś ktoś w końcu ich odnajdzie i będą mogli rozpocząć nowe i szczęśliwe życie. Niestety okrutny los postanowił rozdzielić parę przyjaciół. Dziewczynce udało się uciec z rąk tyrana, ale chłopcu już nie. Mijają lata pełne rozłąki, żalu i cierpienia. Griselda nie może odnaleźć swojego najlepszego przyjaciela, a na domiar złego tkwi w toksycznym związku. Holden natomiast nie jest już słodkim chłopcem, którego pamiętała dziewczyna. Co się wydarzy kiedy ta dwójka ponownie się spotka? Czy będą potrafili wybaczyć sobie nawzajem? Muszę przyznać, iż przez większość książki sama nie wiedziałam co planuje autorka, ponieważ tak misternie krzyżowała kroki głównych bohaterów, że chwilami miałam ochotę wziąć długopis do ręki i napisać własną wersję wydarzeń. Wspominałam, że moim zdaniem autorka jest literacką sadystką? Pewnie tak, ale napiszę to jeszcze raz. Pani Regnery nie ma, ani krzty litości dla swoich bohaterów i czytelników. To co ona wyrabiana na łamach powieści nie mieści się w głowie. Cała książka przepełniona jest smutkiem, nieszczęściem i cierpieniem. Kiedy tylko pomyślę o "Nigdy nie pozwolę ci odejść" mam łzy w oczach i nie potrafię wykrztusić z siebie żadnego słowa. Tego utworu się nie czyta, lecz przeżywa.
Co mogę napisać o bohaterach? Polubiłam zarówno Griseldę i Holdena, ale jednak moje serce zdobył chłopak, ponieważ był bardziej zdecydowany, konkretny i przeszedł przez większe piekło. Pomimo strasznego losu nie załamał się i walczył o siebie i o uczucia do ukochanej dziewczyny. Podziwiałam go za wszystko za upór, determinację, siłę woli i niesamowite oddanie. Jestem pewna, że skradnie on Wasze serca na dobre.
Jeżli natomiast chodzi o żeńską główną postać to troszeczkę jestem zawiedziona kreacją. Początkowo uwielbiałam bohaterkę, ale później zaczęło mnie denerwować jej niezdecydowanie. Miała na wyciągniecie ręki miłość swojego życia, a ona co robiła? W kółko powtarzała, że nie zasługuje na szczęście. On wybaczył jej dosłownie wszystko, dotrzymywał obietnic, a ona co? Raz go zostawiła, bo nie miała wyboru (podczas ucieczki), ale za drugim razem mogła walczyć o niego i o swoją miłość. Aczkolwiek w jakiś malutkim stopniu rozumiałam zachowanie dziewczyny, ale nie zmienia to faktu, iż jestem minimalnie na nią wściekła. Polubiłam ją, lecz chwilami zachowanie Griseldy działało mi na nerwy.

Katy Regnery w swojej najnowszej powieści postanowiła udowodnić nam, że jest bezlitosną, okrutną i nieprzewidywalną autorką, która bez mrugnięcia okiem potrafi zniszczyć swoich bohaterów. Gdyby ktoś zaczepił mnie na ulicy i powiedział, że autorka romantycznego "Weterana" stworzy powieść pełną smutku, cierpienia i bezsilności to na pewno bym mu nie uwierzyła. W każdym razie powinniście przeczytać "Nigdy nie pozwolę Ci odejść", bo za tą maską dramatu skrywa się też piękna opowieść o miłości, przyjaźni, walce i delikatnych marzeniach o prawdziwym i szczęśliwym życiu.

pokaż więcej

 
2019-02-09 00:35:21
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Editio Blue

Czasem zapominamy o tym, że nie będziemy żyć wiecznie. Zaniedbujemy naszych bliskich, nie spędzamy z nimi czasu i tracimy cenne chwile na błahe kłótnie. Zamiast cieszyć się życiem szukajmy dziury w całym i powodów do nowych narzekań. Nie doceniamy promyków słońca, uśmiechów rodziny i radosnych wspomnień. A potem nastaje koniec. Tracimy wszystko co kochamy i nie mamy możliwości, aby naprawić... Czasem zapominamy o tym, że nie będziemy żyć wiecznie. Zaniedbujemy naszych bliskich, nie spędzamy z nimi czasu i tracimy cenne chwile na błahe kłótnie. Zamiast cieszyć się życiem szukajmy dziury w całym i powodów do nowych narzekań. Nie doceniamy promyków słońca, uśmiechów rodziny i radosnych wspomnień. A potem nastaje koniec. Tracimy wszystko co kochamy i nie mamy możliwości, aby naprawić popełnione błędy. W takiej sytuacji znajdują się bohaterki powieści "Miasteczko Worthy". Trzy martwe nastolatki, jeden potencjalny winny i cztery różne, a zarazem podobne historie. Zapraszam do zapoznania się z moją opinią.

Zakłócające zimną jesienną noc wycie syren w Worthy, małym miasteczku w stanie Georgia, zmienia tryumf w tragedię. Zaledwie kilka godzin po tym, jak drużyna Wildcats zwyciężyła, miasteczko zostaje dotknięte śmiercią trzech cheerleaderek, których pełne perspektyw życie zostało ucięte w tragicznym wypadku. Wypadek podobno spowodował kierujący drugim pojazdem chłopak — jedyny ocalały. Gdy zaczynają krążyć plotki i oskarżenia, zawiązują się sojusze, a na jaw wychodzą długo skrywane sekrety.W centrum wydarzeń znajdują się cztery kobiety. Każda z nich boryka się ze stratą, żalem, wstydem i kłamstwami: Marglyn, rozpaczająca matka, Darcy, której syn siedział za kierownicą, Ava, nauczycielka na zastępstwie ukrywająca skandaliczne zdarzenia i Leah, cheerleaderka, która powinna wtedy jechać z przyjaciółkami, ale zrezygnowała. Czy jeśli prawda wyjdzie na jaw, przyniesie tym czterem bohaterkom odkupienie, czy upadek?
Niejednokrotnie wspominałam Wam, że nie jestem fanką powieści obyczajowych. Nie wiem dlaczego, ale po prostu nie przepadam za tym gatunkiem i zazwyczaj unikam go jak ognia. Ale to nie oznacza, że kompletnie zrezygnowałam z takich książek. Co jakiś czas sięgam po obyczajówkę, ale tylko pod warunkiem, że jest to moja sprawdzona autorka. Jak już się pewnie domyślacie Whalen zalicza się do tego grona, więc jej najnowsze dzieło musiałam po prostu przeczytać. Nasza wspólna przygoda rozpoczęła się od fenomenalnego utworu pt."Wszystko, czego pragniemy" - zakochałam się w tej historii i nie mogłam się doczekać, aż autorka w końcu napisze coś nowego, ale utrzymanego w podobnym klimacie. Oczywiście, moja prośba została spełniona i dzisiaj mogę zachęcić Was do przeczytania "Miasteczka Worthy". Czy ta pozycja była lepsza od swojej poprzedniczki? Moim zdaniem minimalnie tak, a zaraz Wam powiem dlaczego.

"Miasteczko Worthy" podobało mi się ciut bardziej, ponieważ autorka tym razem skupiła się bardziej na emocjach. Poznajmy cztery kobiety, które mają swoje tajemnice i być może te sekrety doprowadziły do śmierci trzech dziewczyn. Autorka delikatnie stopniuje napięcie, dlatego przez cały czas zastanawiamy się kto tak naprawdę ponosi winę za wypadek - chłopak prowadzący auto, poszkodowane dziewczyny czy może ich rodziny? Ja przez pewien czas miałam w głowie porządny mętlik i ciągle się zastawiałam kto jest winny. Pani Whalen przez cały czas wodzi nas za nos, przedstawia nam nowe fakty z życia młodych cheerleaderek i głównych bohaterek. W któryś momencie doszłam do wniosku, że chyba każdy mieszkaniec miasteczka ponosi w jakiś sposób ponosi odpowiedzialność za śmierć dziewczyn. Ale czy na pewno? Tego Wam nie zdradzę czy miałam rację czy nie, ale w każdym razie musicie wiedzieć, że ta powieść jest naprawdę dobra i warto ją przeczytać, dlatego że porusza kilka ważnych kwestii. Autorka pokazała nam jak ważne jest wsparcie i zainteresowanie rodziców losem własnych dzieci. Marybeth Mayhew Wahlen pokazała nam jakie błędy często popełniają rodzice względem swoich pociech. Zapominają o rozmowach, wsparciu i o uwadze. Naprawdę ta książka jest pouczająca, więc powinniście po nią sięgnąć, bo może ona otworzyć Wam oczy na wiele ważnych spraw.
Podobała mi się również kreacja bohaterów, ponieważ autorka stworzyła całą paletę przeróżnych osobowości. Główną rolę w tej powieści grają cztery różne kobiety, które różnią się do siebie wiekiem, statusem i ukrywanymi sekretami. Każda z nich walczy z wyrzutami sumienia i nie może sobie poradzić z tragedią. Co bohaterki mają wspólnego z ofiarami? Jedna z nich jest matką zmarłej dziewczyny, druga rodzicielką mniemanego sprawy, trzecia przyjaciółką, a czwarta nauczycielką. Wszystkie w jakimś stopniu czują się winne i nie wiedzą jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Nie będę ukrywać, iż było mi żal naszych bohaterek, bo niektóre z nich przechodziły przez prawdziwe piekło.

Marybeth Mayhew Whalen po raz kolejny poruszyła mnie swoją historią. "Miasteczko Worthy" nie należy do najprzyjemniejszych powieści obyczajowych, ponieważ na każdym kroku mamy do czynienia ze śmiercią, gorzkim żalem i ogromną stratą. Jeżeli jesteście gotowi na emocjonalny rollercoaster to śmiało możecie sięgnąć po powyższą książkę. Na pewno nie pożałujecie tego wyboru.

pokaż więcej

 
2019-02-07 17:20:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Hale Brothers (tom 1)

Po przeczytaniu powieści pt."Krople deszczu" nasunął mi się słynny cytat Willliama Shakespeare, który brzmi tak: "Mówisz, że kochasz deszcz, a rozkładasz parasolkę, gdy zaczyna padać. Mówisz, że kochasz słońce, a chowasz się w cieniu, gdy zaczyna świecić. Mówisz, że kochasz wiatr, a zamykasz okno, gdy zaczyna wiać. Właśnie dlatego boję się, kiedy mówisz, że mnie kochasz.'' Początkowo nie... Po przeczytaniu powieści pt."Krople deszczu" nasunął mi się słynny cytat Willliama Shakespeare, który brzmi tak: "Mówisz, że kochasz deszcz, a rozkładasz parasolkę, gdy zaczyna padać. Mówisz, że kochasz słońce, a chowasz się w cieniu, gdy zaczyna świecić. Mówisz, że kochasz wiatr, a zamykasz okno, gdy zaczyna wiać. Właśnie dlatego boję się, kiedy mówisz, że mnie kochasz.'' Początkowo nie wiedziałam, dlaczego te słowa nie chcą wyjść mi z głowy podczas czytania "Kropli deszczu", ale teraz po przeanalizowaniu treści chyba wiem dlaczego. Główni bohaterowie przez większość akcji nie są pewni czy są gotowi na prawdziwą miłość. Bronili się przed uczuciem i robili prawie wszystko, aby z nim zwyciężyć. Przez jakiś czas chowali się cieniu, aby chronić siebie nawzajem, ale na całe szczęście gdy było trzeba wychodzili na słońce. Wiem, że większość z Was nie lubi w książkach takiego "unikania", ale uwierzcie mi na słowo, iż autorka doskonale wiedziała co robi. Misternie zaplanowała każdy krok bohaterów i do tego dodała oczywiście jeszcze emocje.

Jeżeli chodzi o głównych bohaterów to jestem zachwycona kreacją męskich postaci - zarówno tych pierwszoplanowych jak i drugoplanowych. Trzej bracia Hale zdobyli moje serce i jestem pewna na milion procent, że nigdy o nich zapomnę. Drew był zamknięty w sobie i cichy, Beau cechował się niesamowitym poczuciem humoru, a najsłodszy Mathew był słodki i uroczy. Każdy miał inne cechy charakteru, ale łączyła ich silna i trwała więź, która pomogła im przetrwać w najtrudniejszych momentach. Uwielbiam tych bohaterów i już nie mogę doczekać się kolejnych tomów z ich udziałem. Ale w tym momencie powinnam skupić się na najstarszym bracie, ponieważ to on był główną postacią. Co o nim sądzę? Podobała mi się jego tajemniczość i to, że cały czas myślał o swoich młodszych braciach. Bolała mnie jego bezsilność i smutek, który otaczał go z każdej strony, dlatego nie dziwię mu się, iż nie miał czasami siły na uśmiech. To co wydarzyło się w życiu chłopaka było nie do pomyślenia! Całe dzieciństwo Drewa składało się z bólu, smutku i nienawiści. Nie otrzymał pomocy od osób, które powinny dbać o jego bezpieczeństwo. Zawiodły go część rodziny.

Drugą główną bohaterką powieści była Ali Rain. Dziewczyna w swoim życiu też nie miała lekko. Straciła matkę, a ojciec pogrążył się w żałobie i zapomniał o tym, że ma córkę. Nie będę ukrywać, iż bardzo polubiłam Ali, ale moim zdaniem jej kreacja była nieco słabsza niż braci Hale. Nie wiem czego, ale czegoś mi w tej postaci zabrakło. Podobała mi się jej dobroć, upór i bezinteresowność, ale gdy pojawiał się Drew moje zainteresowanie nią minimalnie blakło. Tak samo było w przypadku gdy na horyzoncie zjawiał się Beau. Aczkolwiek, tak jak wcześniej wspomniałam to nie znaczy, iż kreacja Ali była zła. Po prostu trudno jej było się wybić przy tak wspaniałych męskich postaciach. Nic na to nie poradzę, ale w tym tomie moje serce skradli wszyscy bracia.

Plusem "Kropli deszczu" jest również to, iż autorka skupiła się dużej mierze na miłości braterskiej. Tak jak Drew dbał o Beau i o Matthewa było naprawdę cudowne. Wszyscy chłopcy starali się zapewnić sobie nawzajem pozory normalności. Wspierali się, interesowali się swoimi losami i walczyli z przeciwnościami losu. Ich miłość była naprawdę ogromna, a oddanie jeszcze większe. Naprawdę powinniście przeczytać tę powieść, aby dowiedzieć się na własnej skórze jak silna może okazać się braterska więź.
Oczywiście nie myślcie sobie, że wątek miłosny wypadł blado, bo tak z pewnością nie było. Zakochałam się w relacji Ali i Drewa i z przyjemnością obserwowałam ich wzajemną fascynację. kibicowałam im od samego początku i czekałam na upragniony happy end - ale czy go otrzymałam? Tego dowiecie się po przeczytaniu książki Andrews.

W tym momencie powinnam napisać, że powieść Pani Kathryn Andrews jest wyjątkowa w każdym calu, niepowtarzalna, nietuzinkowa i jedyna w swoim rodzaju, ale tego nie zrobię. Odnoszę wrażenie, że takich książek jak "Krople deszczu" nie trzeba, aż tak mocno wychwalać w recenzjach, ponieważ takie treści i takie historie prędzej czy później obronią się same. Debiut Pani Andrews jest naprawdę piorunujący, więc po prostu go przeczytajcie.

pokaż więcej

 
2019-02-05 10:11:06
Zagłosował w plebiscycie "Książka Roku 2018 lubimyczytać.pl"
Jakie książki były najlepsze i najpopularniejsze w roku 2018? Zagłosuj w Plebiscycie i wybierz Książki Roku 2018. Książki, Autorzy i Wydawnictwa czekają na głosy swoich czytelników. Zapraszamy!
 
2019-02-04 12:04:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Glitter and Sparkle (tom 1)

Moją przygodę ze serią Bling rozpoczęłam od przeczytania drugiego tomu, ale perypetie Riley spodobały mi się na tyle, że postanowiłam zapoznać się z poprzednią i ostatnią częścią cyklu. W "Odrobinie brokatu" poznajemy Lauren - artystyczną duszę, która jest szczęśliwą posiadaczką bardzo popularnego bloga DIY. Dziewczyna jest w ostatniej klasie maturalnej, ale jeszcze nie wie co chce robić po... Moją przygodę ze serią Bling rozpoczęłam od przeczytania drugiego tomu, ale perypetie Riley spodobały mi się na tyle, że postanowiłam zapoznać się z poprzednią i ostatnią częścią cyklu. W "Odrobinie brokatu" poznajemy Lauren - artystyczną duszę, która jest szczęśliwą posiadaczką bardzo popularnego bloga DIY. Dziewczyna jest w ostatniej klasie maturalnej, ale jeszcze nie wie co chce robić po skończeniu szkoły. Póki co ma większe problemy na głowie, ponieważ do jej domu wprowadza się Harrison najlepszy przyjaciel jej brata i największy wróg z dzieciństwa. Konflikt jeszcze bardziej się narasta kiedy okazuje się, że chłopak zajmie jej pracownie artystyczną. Od tej pory życie Lauren wywróci się do góry nogami, a ona sama będzie miała ogromny mętlik w głowie. Tak mniej więcej wygląda sytuacja głównej bohaterki, więc możecie przygotować się na kłótnie, przekomarzania i rozterki miłosne. "Odrobina brokatu" to taka przyjemna, słodka i urocza historia, którą przeczytacie w kilka godzin, ale warto ją przeczytać z kilku poniższych powodów.

Pierwszy powód jest następujący - autorka stworzyła przeuroczą opowieść, która jest niesamowicie ciepła, śliczna i słodziutka w każdym, nawet najmniejszym calu. Moim zdaniem opowieść Lauren jest jeszcze bardziej słodsza niż cała cysterna pączków lukrowanych, ale na pewno nie jest to wadą powieści. Po prostu nie powinniście nastawiać się na żadne dramaty czy melodramaty, bo ich na pewno tutaj nie znajdziecie. Oczywiście w życiu bohaterki znajdzie się miejsce na kilka przykrych incydentów, ale one będą drobne i w stu procentach nastoletnie. Dlatego tę książkę poleciłabym przede wszystkim nastolatkom i osobom, które uwielbiają sięgać po powieści czysto młodzieżowe. Dla starszych czytelników ta pozycja może wydać się zbyt lukrowa i bajkowa, ale młodszym odbiorcom na pewno się spodoba i będą nią zachwyceni.

Drugi powód jest taki - wspaniali bohaterowie. Nie będę ukrywać, iż strasznie zżyłam się z poznanymi postaciami. Lauren, główna bohaterka powieści jest naprawdę ciekawą osobowością. Ma niewyparzony język, dobry charakter i jak na swój wiek jest naprawdę dojrzała. Nie będę ukrywać, iż świetnie bawiłam się w jej towarzystwie, ponieważ potrafiła popełniać gafy i przyznawać się do błędu. A jej niektóre teksty sprawiały, że pękałam ze śmiechu! A oprócz tego dziewczyna miała porządnego "fioła" na punkcie brokatu. To było mega urocze i słodkie.
Moją sympatię zdobył również Harrison - główna męska postać. Jego polubiłam dlatego, że był bardzo dojrzały, powściągliwy, a zarazem niezwykle ciepły. Od niego biło takie niesamowite ciepło! Cudowny chłopak.

A po trzecie w tej książce występuje niesamowity wątek miłosny! Pierwsze niewinne pocałunki, nowe doznania, trzymanie się za ręce i ukradkowe spojrzenia. Ach! Ta pierwsza delikatna, niepewna miłość. Przygotujcie się na wspaniałą historię miłosną z motykami w brzuchu, z jemiołą i brokatem w roli głównej. Na pewno będziecie obserwowali rodzącą się relację z ogromnym uśmiechem na twarzy - przy tej powieści nie da się nie uśmiechać.

"Odrobina brokatu" to ciepła, sympatyczna i "brokatowa" opowieść o pierwszych poważnych zauroczeniach, ogromnych nastoletnich dylematach i rozterkach miłosnych. Historia opowiedziana przez Lauren jest niezwykłe niewinna, delikatna i swobodna jak powiew wiatru. Jestem pewna, że główna bohaterka zaczaruje Was swoją osobowością i pewnością siebie.

pokaż więcej

 
2019-01-31 22:46:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Real (tom 6)

Kilka dni temu przeczytałam cudowną powieść i właśnie w tej chwili chciałabym Wam o niej opowiedzieć. Czy znacie może twórczość Pani Katy Evans? Tak? To świetnie! Nie?? To bardzo nie dobrze, ale nie martwcie się. Ja jeszcze kilkanaście tygodni temu nie wiedziałam o twórczości tej Pani, a teraz najchętniej przeczytałabym wszystko co ta kobieta napisze. Jeżeli lubicie czytać lekkie i seksowne... Kilka dni temu przeczytałam cudowną powieść i właśnie w tej chwili chciałabym Wam o niej opowiedzieć. Czy znacie może twórczość Pani Katy Evans? Tak? To świetnie! Nie?? To bardzo nie dobrze, ale nie martwcie się. Ja jeszcze kilkanaście tygodni temu nie wiedziałam o twórczości tej Pani, a teraz najchętniej przeczytałabym wszystko co ta kobieta napisze. Jeżeli lubicie czytać lekkie i seksowne historie to musicie, po prostu musicie zapamiętać to nazwisko. Zaraz Wam zdradzę dlaczego. Zapraszam do zapoznania się z moją opinią!

Cage "The Avenger" chce awansować na szczyt i stać się legendą na ringu. Chociaż pilnie strzeże swojej tożsamości w Podziemiu znany jest jako dzieciak z czipem na ramieniu i tatuażem na plecach, oznaczającym kłopoty. Jego głównym celem jest, by wygrać z jedynym i niepokonanym Remingtonem "Riptide" Tatem. Gdy Mav trenuje, spotyka młodą dziewczynę – równie jak on, obcą w mieście – i iskrzy. Kiedy między nimi zaczyna robić się gorąco, okazuje się, że Reese Dumas, to nikt inny jak kuzynka żony Remingtona Tate'a. Dziewczyna, która powinna mieć zakodowaną niechęć do niego, i od której powinien trzymać się z daleka…Jednak dla Mavericka walka, to codzienność. Walczy o kobietę w swoim sercu i z potworami we krwi. Oczy świata zwrócone są na nich, a zwycięzca przejdzie do historii jako ostateczny mistrz walki.

Ostatnimi czasy, coraz częściej sięgam po powieści romantyczne, erotyki i typowe młodzieżówki, gdzie miłość oczywiście grała główne skrzypce.W powieści pt."Legend" było oczywiście podobnie, bo to właśnie relacja rodząca się między przystojnym bohaterem, a przeciętną dziewczyną z sąsiedztwa była głównym wątkiem powieści. Aczkolwiek wcale mi to nie przeszkadzało, ponieważ autorka cudownie nakreśliła tę relację. W końcu, powtarzam w końcu znajomość dwojga ludzi nie zaczęła się od nienawiści. WOW! Jakie to było dobre! Nareszcie nie musiałam czytać tego jak główna bohaterka nie lubi, nie znosi i nie może patrzeć na tego pociągającego dupka. Wyobrażacie to sobie? Zaczęłam czytać pierwsze strony, a już moja szczęka leżała na podłodze, a usta mówiły "Uwielbiam tę powieść". Można napisać dobrą historię bez nienawiści, złości i negatywnych emocji miedzy postaciami? Da się? Da się! Wystarczy tylko chcieć. Pani Katy Evans naprawdę bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i jestem pewna, że nadrobię poprzednie tomy serii Real.

Styl autorki również przypadł mi do gustu, ponieważ Pani Evans pisze w sposób lekki, przyjemny i przystępny dla każdego czytelnika. Aczkolwiek tę powieść poleciłabym przede wszystkim przedstawicielkom płci pięknej, ponieważ jest to kolejna piękna historia miłosna na naszym polskim rynku. A my kobiety, lubimy takie pozycje na góra dwa wieczory. Chwilami się słodko, potem gorzko, ale przez cały czas jest bardzo seksownie. Jestem pewna, że nie raz i nie dwa policzki Wam się zaczerwienią. Będzie chwilami bardzo gorąco, więc nie podkręcajcie grzejników w swoich pokojach, bo tej zimy na pewno "Legend" Was porządnie rozgrzeje.

Teraz nadszedł czas, abym oceniała kreację głównych bohaterów. Drogie Panie poznajcie najpierw nieziemskiego chłopca, a raczej mężczyznę o osobliwym imieniu Maverick.Miałam tego nie pisać, bo ostatnio nadużywam tego słowa, ale ja naprawdę uwielbiam tego bohatera. On jest taki cichy, intrygujący i pociągający - nie dziwię się, że dziewczyny traciły dla niego głowę. Ale to nie dlatego aż tak go polubiłam, powód był zupełnie inny. Maverick zaimponował mi tym, że był wojownikiem. Miał swoje zdanie, dążył do zrealizowania postanowionych celów i nie bał się ryzyka. Cechował się niezwykłą zawziętością, wytrwałością i solidnym charakterem. Pokochałam go tak naprawdę od pierwszej chwili, ponieważ podziwiałam jego upór i chęci do walki. Podobało mi się również to, iż ten chłopak miał dwa oblicza. Na ringu był twardy jak stal i bezkompromisowy, ale u jego boku pojawiała się pewna delikatna dama to potrafił zamienić się w czułego i słodkiego chłopca. To było takie urocze! Dobra, ale już koniec o nim, bo zaraz zrobi się za słodko.
Na pewno teraz myślicie, iż przy takim świetnym bohaterze główna bohaterka była wyblakła, ale wcale tak nie było. Reese to jedna z najsympatyczniejszych bohaterek, która wcale nie została wykreowana na typową piękność. Dziewczyna ma pewne kompleksy z którymi postanawia walczyć, dlatego wiele czytelniczek będzie mogła się z nią utożsamić. Moim zdaniem autorka solidnie ją nakreśliła i z pewnością nie odstaje ona przy cudownym (musiałam to napisać) Mavericku. Oboje są bardzo realistyczni i mają swoje za uszami.

"Legend" nie należy do najoryginalniejszych powieści, ale bez wątpienia ta pozycja posiada w sobie "to coś". Autorka wykreowała wspaniałych bohaterów pierwszoplanowych jak i drugoplanowych, a wątek miłosny został solidnie nakreślony. Nie wiem jak Wy, ale ja świetnie bawiłam się przy tej pozycji i nie mogłam się od niej oderwać. Jestem pewna, że gdybym nie miała teraz sesji to z pewnością przeczytałabym ją w jeden wieczór. O czym jest najnowsza powieść Pani Evans? Przede wszystkim o miłości, przeciwnościach losu i o skomplikowanych relacjach rodzinnych. Będzie słodko. Będzie gorzko, a nawet dramatycznie. Serdecznie polecam!

pokaż więcej

 
2019-01-31 21:00:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Beauty (tom 1)

Uczuć nie da się kontrolować. Uczuć nie powinno się tłumić. Uczuć nie powinno się lekceważyć. Ale co zrobić w sytuacji kiedy nasze serce mówi "Walcz", a rozum woła "Stój"? Co się może stać kiedy pomylimy miłość z pożądaniem, a pożądanie z miłością? Czy krótki trzymiesięczny romans, może przekształcić się w ogromne i stabilne uczucie? Ale najważniejsze pytanie brzmi jednak inaczej - czy da się... Uczuć nie da się kontrolować. Uczuć nie powinno się tłumić. Uczuć nie powinno się lekceważyć. Ale co zrobić w sytuacji kiedy nasze serce mówi "Walcz", a rozum woła "Stój"? Co się może stać kiedy pomylimy miłość z pożądaniem, a pożądanie z miłością? Czy krótki trzymiesięczny romans, może przekształcić się w ogromne i stabilne uczucie? Ale najważniejsze pytanie brzmi jednak inaczej - czy da się zbudować związek na iluzji i niedopowiedzianym kłamstwie? Tego dowiecie się z lektury powieści "Piękno bólu".


Jack McLachlan to magnat winiarstwa i jeden z najbardziej pożądanych kawalerów do wzięcia w Australii. Sukcesy i bogactwo sprawiły, że dobrze wie, co oznaczają skomplikowane relacje miłosne. Właśnie dlatego wykorzystuje wszelkie środki, które pozwolą mu uniknąć problemów. Interesują go piękne kobiety, ale nie chce mieć żadnych zobowiązań. Aranżuje związki jak biznesowe umowy, które niczym się od siebie nie różnią. Nie uznaje związków na długie lata. Nie używa prawdziwych imion; ani swojego, ani kobiety, z którą się spotyka.
To jego gra i jego reguły. I grałby według nich dalej, ale gdy w jego życie wkracza ona, jest zmuszony zmienić strategię. Laurelyn Prescott jest graczem, jakiego nie spotkał nigdy wcześniej. Kiedy nawiązuje trzymiesięczny romans z piękną piosenkarką ze Stanów, świat Jacka staje na głowie. Nic nie idzie zgodnie z planem, a on łamie coraz więcej swoich zasad dla dziewczyny, która powoli staje się czymś, czego istnienie uważał za niemożliwe. Elementem, który całkowicie zmieni reguły jego gry.
Do przeczytania powieści wyjątkowo zachęcił mnie sam tytuł. Nie wiem dlaczego, ale strasznie podoba mi się połączenie tych dwóch słów - "Piękno bólu". Dopiero później moją uwagę przyciągnęła estetyczna i eteryczna okładka, która w moim odczuciu jest naprawdę zjawiskowa. Spójrzcie tylko na nią i powiedźcie, że nie mam racji! Jeszcze raz zerknijcie - jest śliczna, prawda? A na samym końcu postanowiłam zapoznać się z opisem fabuły. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię sięgać po książki z wątkiem gry czy umowy. Nie mam pojęcia co przyciąga mnie do takich pozycji, ale muszą mieć w sobie to coś, skoro tak je uwielbiam. Nie zastanawiając się dłużej, sięgnęłam po utwór Pani Cates i krótko mówiąc się w nim zakochałam. Przepadłam w historii Laurelyn u Jacka. Pokochałam ich od pierwszej strony i z całego serca im kibicowałam, ale czułam, po prostu czułam, że taki umowny związek może zaszkodzić nie tylko jej, ale także i jemu. Czy doszło do szkód? Tego dowiecie się wyłącznie z lektury "Piękna bólu".

Nie będę wciskać Wam kitu, że ta książka jest oryginalna, wybitna i doskonała, bo wcale taka nie jest. Na naszym rynku wydawniczym możecie spotkać wiele podobnych historii, ale żadna z nich nie będzie tak niewinna, seksowna i urocza jak "Piękno bólu". Dlatego nie myślcie sobie, iż jest to drugi Grey, bo tak na pewno jest. Powieść Pani Cates ma w sobie pewną głębię i przesłanie, które na pewno wyczujecie. Za ta seksowną okładką kryje się wyjątkowa i świetna o trudnej i dość specyficznej miłości. Dlaczego specyficznej? Dlatego, że nasi bohaterowie wcale nie chcą i nie pragną miłości. Oboje zostali zranieni i nie potrafią komuś na nowo zaufać, a układ zaoferowany przez Jacka bardzo im pasuje. Nie chcą stabilności, zwierzeń i deklaracji o wielkiej miłości. Chcą jedynie seksu i dobrej zabawy. Ale czy życie można tak dobrze zaplanować?

Jeżeli chodzi o kreację bohaterów to nie będę ukrywać, że bardzo polubiłam się z poznanymi postaciami. Laurelyn jest piękną kobieta o dobrym charakterze, która nie boi się zadawać pytań. Natomiast Jack jest tajemniczym mężczyzną z sekretami i z masą układów na swoim koncie. Oboje są niezależni, odważni i mają dobre serca, dlatego na pewno nie będziecie mieli problemów z ich polubieniem. Ale nie myślcie sobie, iż są idealni, bo tacy nie są. Mają swoje za uszami i kilka razy podejmą złe decyzje. Możecie być pewni, że będzie się bardzo dużo działo z tą dwójka w roli głównej. Będzie namiętnie, seksownie, tajemniczo i chwilami niepewnie. Przygotujcie się na smaczne sceny gorącego seksu, bo scen łóżkowych będzie bardzo dużo. Oczywiście, bez obaw autorka na pewno nie przesadziła ze swoją wyobraźnią

Miałam tego nie pisać, ale chyba muszę to zrobić. Zakończenie jest beznadziejne. Złamało mi serduszko na pół. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy i prawdopodobnie jestem obrażona na autorkę. Tak się nie robi Kochani! Nie wolno tak pastwić się nad biednym i nic niewinnym czytelnikiem. Mam focha, naprawdę. Chcę drugi tom w tym momencie.

"Piękno bólu" to fascynująca, oszałamiająca i urokliwa opowieść o miłości, namiętności i podążaniu. To nie jest kolejna nudna, przeciętna i szara książka o której szybko zapomnicie. Historia Laurelyn i Jacka jest naprawdę wciągająca i jedyna w swoim rodzaju, dlatego jestem pewna, że zarzyjaźnice się z piórem Pani Cates. Będziecie oczarowane i zafascynowane "Pięknem bólu" - to mogę Wam obiecać.

pokaż więcej

 
2019-01-31 13:35:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Setna królowa (tom 1) | Seria: Young

Niektórzy ludzie wierzą w przeznaczenie. W przewidzianą przyszłość i z góry zaplanowaną przez siły wyższe. Bez żadnego oporu oddawają się bogom i ich woli. Z pokorą przyjmują wszystkie troski i niesprawiedliwości na swoje barki. Ufają, że pewnego dnia ich cierpienia się skończą i w końcu będą naprawdę szczęśliwi. Wierzą w dobrą wolę bogów i w swoje przeznaczenie. Ale cierpliwość ludzka ma... Niektórzy ludzie wierzą w przeznaczenie. W przewidzianą przyszłość i z góry zaplanowaną przez siły wyższe. Bez żadnego oporu oddawają się bogom i ich woli. Z pokorą przyjmują wszystkie troski i niesprawiedliwości na swoje barki. Ufają, że pewnego dnia ich cierpienia się skończą i w końcu będą naprawdę szczęśliwi. Wierzą w dobrą wolę bogów i w swoje przeznaczenie. Ale cierpliwość ludzka ma swoje granice. Co zrobić kiedy los ciągle plata Ci figle i rzuca kłody pod nogi? Jak się zachować w sytuacji kiedy Twoja przeszłość jest czarną dziurą, teraźniejszość jest bolączką, a przyszłość Twoim zmartwieniem? W takiej sytuacji znajduje się główna bohaterka powieści pt."Setna królowa".


Osiemnastoletnia Kalinda jest sierotą wychowaną w zakonie, której przeznaczono życie w samotności i modlitwie. Dziewczyna cierpi na częste gorączki, przez co nie nadaje się nawet na służącą, nie mówiąc o, kurtyzanie czy żonie..
Los Kalindy odmienia wizyta potężnego tyrana Radży Tarka. Nagle dziewczyna musi opuścić zakon i wyruszyć na pustynną wyprawę, która zaprowadzi ją prosto do haremu. Jako setna żona będzie walczyć o pozycję królowej z pozostałymi dziewięćdziesięcioma dziewięcioma żonami i licznym kurtyzanami. Jedyną pociechą odnajdzie w osobie strażnika Devena.
W obliczu niebezpiecznego turnieju na śmierć i życie oraz uczucia, które żywi do młodego kapitana, Kalinda ma tylko jedną nadzieję na ucieczkę. Musi obudzić w sobie tajemną i zakazaną moc.

Nie znoszę porównywać książek do innych powieści, ale kiedy zapoznałam się z zapowiedzią "Setnej królowej" to od razu na myśl przyszły mi "Igrzyska śmierci". Czy to dobrze? Pewnie nie, ale to właśnie ten pierwszy impuls zadecydował o tym, że postawiłam przeczytać debiut Pani King. Czy żałuję tego wyboru? Absolutnie nie! Cudownie bawiłam się z wyobraźnią autorki i strasznie żałuję, że tak szybko przeczytałam tę powieść. Wciągnęłam się w nią na maxa i nie mogłam się od niej oderwać, chociaż nasze początki nie były za bardzo udane. Jeżeli obserwujecie mnie na Instagramie, to na pewno zauważyliście, iż pierwsze strony szły mi dość opornie, ale to na pewno nie była wina autorki, lecz moja. "Setną królową" zaczęłam czytać w trakcie sesji i zamiast skupić się na historii Kali, myślami byłam na uczelni. Dzisiaj ponownie przeczytałam pierwsze rozdziały i byłam nimi zachwycona. Jak ja mogłam narzekać na tę książkę? Nie mam pojęcia! Przecież ta książka jest strasznie dobra - tajemnicza, intrygująca i dobrze utkana. Co tu dużo mówić - ta pozycja jest genialna.

A skoro zaczęłam już temat genialności, to musicie wiedzieć, że Kalinda jest wspaniałą główną bohaterką. Gdyby każda postać była taka pewna siebie, a zaraz skromna. Impulsywna, a zarazem stonowana. Przebiegła i delikatna - taka właśnie jest nasza Kali. Ta dziewczyna doskonale wie czego chce i do czego dąży. Nie boi się stawić czoła swoim problemom, wrogom i swoim uczuciom. Naprawdę w tej dziewczynie podobało mi się dużo rzeczy. Została świetnie wykreowana i jestem pewna, iż od razu zdobędzie Waszą sympatię. Kalindy nie da się nie polubić, ponieważ jest szczera, bezpośrednia i pyskata. Aczkolwiek najbardziej ujęła mnie tym, że była niezwykle oddana, prawa i dotrzymywała danego słowa. Nie rzucała słów na wiatr i robiła wszystko, aby nie zawieźć swoich bliskich. Oczywiście, miała swoje wady, ale one tylko dodawały jej uroku i realności.Nikt przecież nie jest idealny, prawda?
W tej części recenzji powinnam rozpływać się na wątkiem miłosnym, ale tego nie zrobię. Wyjątkowo napiszę krótko, zwięźle i na temat. Wątek miłosny był cudowny- niewinny, uroczy i taki delikatny, że aż brak mi słów. Był niezwykły, wspaniały i taki kochany! Musicie się o tym przekonać na własnej skórze i koniec kropka. Zaufajcie mi, bo będziecie naprawdę bardzo zadowoleni. A jak autorka zniszczy to w drugim tomie to strzelę focha! Porządnego focha! Ale już nie mówmy o tym, bo na samą myśl się rozpływam.
Może teraz Was zaskoczę, a może nie, ale romans głównej bohaterki nie jest głównym wątkiem powieści. Czytając "Setną królową" odniosłam wrażenie, że Pani King chce się bardziej skupić na przyjaźni i na pewnym przebiegłym planie. W moim odczuciu to było dobre posunięcie ze strony autorki, ponieważ dzięki temu książka była bardziej nieprzewidywalna, zawzięta i nieposkromiona. Zyskała trochę pikanterii, ale nie tej o której myślicie. Umiem Was zaintrygować, prawda?

"Setna królowa" to niesamowita opowieść o władzy, intrygach i miłości. Jeżeli chcecie przeczytać coś ciekawego, oryginalnego i świeżego, to bez wątpienia powinniście mieć na uwadze debiut Pani King. To nie jest słodka opowiastka o pałacu i przeznaczeniu, lecz o okrutnym otoczeniu i paskudnym losie. Czy główna bohaterka będzie miała w sobie tyle siły, żeby uratować siebie i swoich bliskich? Czy odważy się sprzeciwić swojemu przeznaczeniu? Tego dowiecie się po przeczytaniu "Setnej królowej".

pokaż więcej

 
2019-01-29 19:55:10
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Historia głównego i tytułowego bohatera jest naprawdę tragiczna. Nie chciałabym Wam za dużo spoilerować, ale Brochan w swoim młodym życiu przeszedł bardzo wiele. Był niekochany, katowany i każdego dnia poniżany, a wiecie dlaczego? Jego jedyną zbrodnią było to, że się urodził. Osoba, która powinna kochać go nad życie pastwiła się nad nim, ubliżała i robiła wszystko, aby uprzykrzyć mu życie.... Historia głównego i tytułowego bohatera jest naprawdę tragiczna. Nie chciałabym Wam za dużo spoilerować, ale Brochan w swoim młodym życiu przeszedł bardzo wiele. Był niekochany, katowany i każdego dnia poniżany, a wiecie dlaczego? Jego jedyną zbrodnią było to, że się urodził. Osoba, która powinna kochać go nad życie pastwiła się nad nim, ubliżała i robiła wszystko, aby uprzykrzyć mu życie. Brochan jako nastoletni chłopak naprawdę nie miał lekko. Musiał codziennie zmagać się ze swoim katem, a prawie całe małe społeczeństwo uważało go za bestię, buntownika i łobuza. Oczywiście, nie wszyscy traktowali bohatera jako zbrodniarza, ale niestety większość. Na jego drodze pojawiły się trzy osoby, które starały się go uratować i uleczyć. Z czasem pojawiła się też czwarta - piękna, energiczna i również skrzywdzona przez los Lizzie Danton. Co mogło wyniknąć z tej relacji? Z połączenia niewinnej i uroczej kobiety i seksownego łobuza? Tego Wam oczywiście nie zdradzę. Przeczytajcie, a się dowiecie.

Teraz nadszedł czas, abym przedstawiła Wam główną żeńską postać - Panią Lizzie Danton. Ta dziewczyna od pierwszej strony skradła moje serce, ponieważ była dobrocią w czystej postaci. Podobnie jak Brochan w swoim życiu przeszła bardzo wiele. Nie zaznała miłości od rodziców, została odesłana do szkoły z internatem gdzie była bita i poniżana. Mimo, że miała prawo się załamać to nigdy tego nie zrobiła i podążała w stronę dobra i miłości. Nie pozwoliła, aby mrok ją całkowicie pochłonął. W moim odczuciu ta bohaterka była takim jasnym punktem całej powieści, ponieważ każdą osobę zarażała ciepłem, entuzjazmem i magią malarstwa. Starała się pokazać Brochanowi, że życie może być pełne miłości i pięknych wspomnień.


Nie będę Wam mydlić oczu, że ta książka jest doskonała, bo niestety nie jest. Autorka chwilami moim zdaniem za bardzo szalała, ale to nie znaczy , że ta książka mi się nie podobała. Po prostu chwilami było zbyt amerykańsko i brawurowo. W szczególności jedna scena nie za bardzo do mnie przemówiła i w moim odczuciu była troszeczkę przerysowana. Aczkolwiek wydaje mi się, iż wiem co autorka tym wydarzeniem chciała nam czytelnikom pokazać. Dlatego niestety muszę 'Bestii" odjąć niestety jedną gwiazdkę . Nie zmienia to jednak faktu, że tą książkę musicie przeczytać! Uwielbiam ją w całej okazałości wraz z wadami i zaletami. Z pięknem i brzydotą. Dobrem i złem. Strasznie podobała mi się ta książka i czekam na więcej takich historii - brutalnych, ale i też pełnych nadziei.


Nie pozostało mi nic innego jak tylko polecić Wam tę czarującą powieść. "Bestia" na pewno Was przytłoczy, ale i też zauroczy swoją magią i baśniowością. Jak już wcześniej wspomniałam nie jest to lekka i przyjemna historia, ponieważ w swoim wnętrzu zawiera wiele bólu, cierpienia i świeżych ran. Aczkolwiek opowieść stworzona przez Panią Fiore oczarowała mnie przede wszystkim, dlatego że jest szczera i emocjonalna w każdym calu. Polecam Wam tę fascynującą powieść!

pokaż więcej

 
2019-01-16 23:49:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Ten rok rozpoczęłam bardzo dobrze, ponieważ w moje czytelnicze łapki wpadły same fantastyczne powieści. Mam nadzieję, że ten stan utrzyma się przez kolejne miesiące, ponieważ sami doskonale wiecie jak to jest - apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ale dobra, dość już o tym. Nadszedł czas, abym przedstawiła Wam powieść autorstwa Elyse Douglasa pt."Świąteczny list". Jeżeli jeszcze nie słyszeliście o... Ten rok rozpoczęłam bardzo dobrze, ponieważ w moje czytelnicze łapki wpadły same fantastyczne powieści. Mam nadzieję, że ten stan utrzyma się przez kolejne miesiące, ponieważ sami doskonale wiecie jak to jest - apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ale dobra, dość już o tym. Nadszedł czas, abym przedstawiła Wam powieść autorstwa Elyse Douglasa pt."Świąteczny list". Jeżeli jeszcze nie słyszeliście o tym tytule to nadszedł w końcu czas, żeby to zmienić. Poznajcie historię Eve i tajemniczego lampionu.
Podczas urlopu Eve Sharland natrafia w sklepie z antykami na latarnię, w której znajduje list z 24 grudnia 1885 r. Zaintrygowana odkrywa, że zaadresowano go do kobiety o imieniu Evelyn Sharland, mieszkającej w Nowym Jorku. Dziwny zbiegiem okoliczności adresatka listu nazywa się tak samo jak Eve. Po powrocie do domu kobieta odczytuje treść listu i poznaje wzruszającą historię tragicznego romansu sprzed stu lat. Postanawia spełnić prośbę zapisaną w liście i zapala latarnię. Nagle świat bohaterki przewraca się do góry nogami, a ona przenosi się do burzliwego roku 1885. W nowym, a zarazem starym miejscu poznaje przystojnego detektywa i najpotężniejszą rodzinę tamtych czasów. Co przyniesie przyszłość? Czy bohaterka znajdzie drogę domu? Co się stanie gdy Evie zmieni bieg przyszłości?
"Świąteczny list" skończyłam czytać kilka dni temu i muszę przyznać, że nie mogłam się od tej powieści oderwać. Ale zanim przejdę do zachwytów to najpierw troszeczkę ponarzekam. Pierwsze strony ciągnęły mi się niemiłosiernie i kompletnie nie mogłam wciągnąć się w fabułę - męczyłam się i męczyłam, a rozmyślenia głównej bohaterki działały mi strasznie na nerwy. Był nawet taki moment kiedy już myślałam, że ta powieść się nie rozkręci, ale na całe szczęście moje przepuszczenia okazały się nieuzasadnione. Akcja w końcu ruszyła naprzód, a ja zakochałam się w poznanej historii. Opowieść Eve totalnie mnie zaskoczyła, a ja byłam pod wrażeniem wyobraźni autorów. Kto by pomyślał, że za takim nudnym początkiem będzie się kryła taka świetna historia. Dlatego jeśli postanowicie sięgnąć po powieść Douglasa to nie zrażajcie się początkiem, tylko brnijcie dalej do przodu. Mogę Wam obiecać, że będzie warto i będziecie pod ogromnym wrażeniem poznanej historii - to macie jak w banku.

Jak już wcześniej wspomniałam, początkowo miałam drobny problem z główną bohaterką - kompletnie nie mogłam się do niej przekonać. Evie wydawała mi się taka wyniosła i marudna, ale później zmieniłam o niej zdanie. Z czasem bardzo polubiłam się z główną bohaterką, a ona pokazała mi swoje inne oblicze - ciepłej, kochającej kobiety z bagażem nieudanego związku i doskwierającej samotności. Wiecie jaka była Eve? Silna, zdeterminowana, wrażliwa i niezwykle pewna siebie. Nie bała się głośno mówić o swoich przekonaniach i nie rumieniła się na widok przystojnych mężczyzn. Cechowała się niezwykłą dojrzałością i twardo stąpała po ziemi, a ja takie bohaterki zawsze podziwiam i darzę sympatią. Krótko mówiąc kreację głównej postaci oceniam się na szóstkę z plusem, ponieważ była świetna i dopracowana. Więcej takich żeńskich bohaterek, poproszę!
Co do reszty bohaterów nie mam żadnych zastrzeżeń, ponieważ wszyscy zostali dobrze wykreowani. Autorzy nie zapomnieli o postaciach drugoplanowych, za co jestem niezmiernie wdzięczna, bo w "Świątecznym liście" mamy cały wachlarz niesamowitych osobowości. Nie umiem wskazać ulubionego bohatera, bo każdy z nich w jakimś stopniu schwytał mnie za serce. Aczkolwiek nie myślcie sobie, iż każdego z nich obdarzyłam uczuciem - na horyzoncie pojawiło się kilka nieprzyjemnych postaci, których szczerze nie polubiłam. Ale czym by była powieść bez czarnych charakterów? No może w tym przypadku troszeczkę przesadziłam, ponieważ nie byli oni źli do szpiku kości, ale mimo wszystko.
Bardzo, ale to bardzo podobał mi się wątek miłosny, ponieważ był tak delikatny i swobodny. Aczkolwiek najbardziej zaskoczyło mnie to, iż autorzy poszli w zupełnie innym kierunku, niż się spodziewałam! Kiedy zaczęłam czytać "Świąteczny list" miałam pewną teorię spiskową i byłam pewna prawie na sto procent, że rozgryzłam pomysł autorów na samym starcie. Jakie było moje zdziwienie kiedy duet Elysy Douglasa poszedł w ogóle w drugą stronę. Spodziewałam się czegoś innego i otrzymałam w ogóle coś innego, ale jestem strasznie zadowolona z takiego obrotu sprawy. Poczułam się mile zaskoczona i dopieszczona. Dlatego jestem pewna na tysiąc procent, że będzie usatysfakcjonowani wątkiem miłosnym.

Z całego serca chciałabym Wam polecić powieść Elysa Douglasa pt."Świąteczny list", ponieważ jest to niezwykle ciepła opowieść o długoterminowej miłości i niesamowitej podróży w czasie. Dawno nie czytałam tak przytulnej, intrygującej i tętniącej życiem powieści. Moim zdaniem ta książka powinna trafić na Waszą listę "MUST READ". Jestem przekonana, że zakochacie się w opowieści Eve i w sile mosiężnego lampionu.

pokaż więcej

 
2019-01-13 20:40:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: All for the Game (tom 2)

Dobry wieczór Skarby!
Co tam dzisiaj czytacie? Ja przed chwilą odłożyłam na półkę "The Raven King" i już szukam po internetach trzeciego tomu. To czekanie jest straszne, ale wierzę że warto czekać na finałową część. Też tak myślicie? Zapraszam Was serdecznie do zapoznania się z moją opinią i pamiętajcie - mogą pojawić się spoilery z poprzedniego tomu.

Zawodnicy drużyny Lisów są nieszczęsnymi...
Dobry wieczór Skarby!
Co tam dzisiaj czytacie? Ja przed chwilą odłożyłam na półkę "The Raven King" i już szukam po internetach trzeciego tomu. To czekanie jest straszne, ale wierzę że warto czekać na finałową część. Też tak myślicie? Zapraszam Was serdecznie do zapoznania się z moją opinią i pamiętajcie - mogą pojawić się spoilery z poprzedniego tomu.

Zawodnicy drużyny Lisów są nieszczęsnymi życiowymi rozbitkami, ale ich ostatnia porażka może okazać się cudem, którego potrzebowali, by w końcu zjednoczyć się i stworzyć zgrany zespół. Jedyną osobą, która stoi im na drodze jest Andrew. Istnieje jednak ktoś, kto potrafi przebić się przez jego emocjonalną blokadę. Tym kimś jest właśnie Neil.
Andrew nie odpuszcza tak łatwo, a z kolei Neil nie ufa nikomu poza samym sobą. Obaj nie mają jednak zbyt dużo czasu, by dojść do porozumienia i zaakceptować istniejącą sytuację. Wrogie siły czają się, by wtargnąć i ich rozdzielić. Riko zamierza zniszczyć nowe życie Neila, a pozostałe Lisy mogą zupełnie przypadkowo stać się ofiarami.
Wprawdzie dni Neila są policzone, ale nauczył się na własnej skórze, jak walczyć o to, w co wierzy. A właśnie teraz pokłada wiarę w Andrew, nawet jeśli bramkarz Lisów przestał już wierzyć w samego siebie.

Nie wiem czy pamiętacie, ale "The Foxhole Court" naprawdę mnie zachwyciło. Byłam pod wrażeniem oryginalnej fabuły, bardzo dobrej kreacji bohaterów i dość spokojnej, a zarazem wartkiej akcji. Kto by pomyślał, że książka o dyscyplinie sportowej, aż tak mi się spodoba? Szok, prawda? Ale tak się właśnie stało. Zadurzyłam się w grze Exy i z ogromną fascynacją obserwowałam szalone i niepokorne rozgrywki. Chciałam więcej męczy, adrenaliny i czasu spędzonego z bohaterami. Dobra, dość już o pierwszej części, ponieważ na salony kilka tygodni temu wjechał "The Raven King" . Jak myślicie - czy kontynuacja przypadła mi do gustu? Czy wręcz przeciwnie? Nie będę Was trzymać w niepewności i już Wam mówię co sądzę o powieści Pani Nory. W moim odczuciu była fantastyczna i poziomem z całą pewnością przebiła swoją poprzedniczkę. Tym razem było ostrzej, mocniej i bardziej żywiołowo.
Jeżeli pamięć mnie nie zawodzi to przy recenzji pierwszej części trochę narzekałam na brak rozwinięcia historii bohaterów. Chyba autorka czytała mi w myślach ponieważ w tym tomie dowiedziałam się różnych i ciekawych rzeczy o postaciach. Poznałam ich historię, leki i marzenia i to było cudowne. Na to właśnie liczyłam! Chciałam bliżej poznać bohaterów, ponieważ każdy z nich w swoim życiu przeszedł przez piekło. Neil, Andrew, Kevin i inni mieli przez całe swoje nastoletnie życie pod górkę, a Exy uratowało ich przed upadkiem. Pokochali tę grę, oddali jej serce i duszę, a przede wszystkim uciekli od demonów swojej przeszłości. Naprawdę cieszę się z tego, że razem z Neilem mogłam poznać ich część życia i otworzyć się na problemy innych. Aczkolwiek nie spodziewałam się, aż tak smutnych historii.
Ogólnie muszę przyznać, że bardzo polubiłam się ze stylem pisania autorki. Pani Sakavic nie przynudza długimi opisami, powoli stopniuje napięcie i notorycznie mnie zaskakuje. W szczególności byłam zaskoczona przeszłością Neila! Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy - nadal jestem w szoku, ale SZA! . Był moment kiedy strasznie mu współczułam i zarówno podziwiałam za to, że jest silny, odważny i nie ucieka przed problemami tak jak kiedyś. Drugi tom z pewnością jest bardziej mroczny, tajemniczy i szalony. A to zakończenie.... OMG. Nie mogę doczekać się kolejnych części.

"The Raven King" to naprawdę dobra i ciekawa historia, która wciąga bez reszty. Przeczytałam ją jednym tchem i nie chciałam się od niej oderwać, ponieważ strasznie zżyłam się z poznanymi bohaterami. Czego możecie spodziewać się po tej historii? Na pewno powinniście przygotować się na szczyptę dramatyzmu, garść tajemnicy i wysoki poziom adrenaliny. Polecam!

pokaż więcej

 
2019-01-13 20:25:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Czarny lotos (tom 2)

W tej recenzji nie będę owijać w bawełnę, dlatego przygotujcie się na wszystko. Dawno nie czytałam tak dziwnej, pieprznej i erotycznej historii. Nie wiem co bierze autorka, nawet nie chcę wiedzieć, ale jej wyobraźnia jest tak szalona i nieprzewidywalna, że szkoda gadać. Jeszcze kilka miesięcy temu myślałam, iż nic mnie zaskoczy po przeczytaniu "Bang", a tu proszę! Na horyzoncie pojawiło się... W tej recenzji nie będę owijać w bawełnę, dlatego przygotujcie się na wszystko. Dawno nie czytałam tak dziwnej, pieprznej i erotycznej historii. Nie wiem co bierze autorka, nawet nie chcę wiedzieć, ale jej wyobraźnia jest tak szalona i nieprzewidywalna, że szkoda gadać. Jeszcze kilka miesięcy temu myślałam, iż nic mnie zaskoczy po przeczytaniu "Bang", a tu proszę! Na horyzoncie pojawiło się "Echo" i moje przekonania poszły do lasu. Jeżeli pierwszy tom był moim zdaniem porządnie pieprznięty (przeprasza za wyrażenie) to nie mam bladego pojęcia jak powinnam opisać kontynuację. Nie ma takich słów Kochani! Tych emocji nie da się opisać, a Pani Blair na serio musi trochę przystopować, ponieważ boję się sięgać po ostatnią część. A wiecie co najbardziej mnie martwi? Ta książka, a raczej ta seria naprawdę mi się podoba, a jest brutalna, "brudna" i bezwzględna w każdym calu. Jestem w szoku. Naprawdę jestem w ogromnym szoku, ponieważ "Echo" chwilami mnie odtrącało, obrzydzało, a mimo wszystko nie mogłam się oderwać. Co z tego, że historia Elisabeth mnie szokowała? Co z tego, iż nie rozumiałam poczynań bohaterów? Kogo to obchodzi?! Nie przeszkadza mi szok, obrzydzenie i niezrozumienie, ponieważ ta książka i tak jest fantastyczna mimo to. Detektywie, czy z Tobą jest wszystko w porządku? Nie mam pojęcia! Ale naprawdę lubię historię Niny/Elizabeth i jej haremu.

A skoro zaczęliśmy już temat naszej gwiazdy, to nic się nie zmieniło - nadal nie wiem czy ją lubię. W pierwszym tomie miałam o niej mieszane zdanie, a teraz kompletnie nie wiem co o niej myśleć. Nadal z Niną/Elisabeth jestem na etapie tolerowania. Aczkolwiek muszę przyznać, iż w tym tomie główna bohaterka pokazuje nam kompletnie inne oblicze. Ona potrafi być czuła, sympatyczna, a nawet ludzka. Jak to jest możliwe? Tego na pewno Wam nie zdradzę, chociaż nie. Szepnę Wam słówko. Przybliżcie twarze do ekranu. Jeszcze bliżej. A teraz uważnie czytajcie - miłość czyni cuda. Dokładnie tak. Wracając do tematu Elisabeth/Niny to nadal potrafię ją skarcić i umiem usprawiedliwić, dlatego nie jest dobrze. Chociaż chyba w tym tomie zaczęłam ją lepiej rozumieć, ponieważ poznałam jej przeszłość , trudne wybory i demony z którymi kilka lat temu zawarła pakt. W każdym razie muszę przyznać, iż autorka stworzyła naprawdę oryginalną postać z ogromnym jajem. Ta dziewczyna jest tak nieprzewidywalna, trudna i niepohamowana, że na bank nie spotkacie drugiej takiej bohaterki.
Za co lubię tę opowieść? Za multum przeróżnych emocji. Przy tej pozycji nie można się nudzić, ponieważ jest wciągająca jak odkurzacz, gorąca jak wulkan i pieprzna jak pieprz. Historia Elisabeth mnie ponownie mnie zaskoczyła, zdenerwowała, ale przede wszystkim wywołała we mnie wiele przeróżnych emocji. Chwilami byłam wściekła, zła, obrażona, obrzydzona i udobruchana, by za chwilę znowu się wściekać. Nie wiem dlaczego autorka tak bawi się moim kosztem, ale dziękuję jej za napisanie tak nieujarzmionej, rozbuchanej i zwariowanej historii. Nie wiem jak wytrzymam do premiery trzeciej części, ale jakoś muszę to przetrzymać.

"Echo" to mocna, oryginalna i szalona opowieść o żywiołowej miłości, niepohamowanym pożądaniu i ogromnej nienawiści. Znacie to powiedzenie, że od miłości do nienawiści jest jeden krok? Jeżeli nie, to Elisabeth i jej ukochany mogą być tego najżywszym przykładem. Będzie ostro. Będzie brutalnie. Będzie wybuchowo. Nie wierzycie? To przeczytajcie "Echo".

pokaż więcej

 
2019-01-13 20:12:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Zdesperowana, by wieść życie u boku płatnego mordercy, który pomógł jej uciec z niewoli, Sarai postanawia na własną rękę wyrównać rachunki z okrutnym sadystą, Arthurem Hamburgiem. Jednak brak doświadczenia w zabijaniu sprawia, że jej plan spełza na niczym, a ona sama ledwo uchodzi z życiem.
Lekkomyślne decyzje Sarai sprowadzają ją na ścieżkę, z której nie ma odwrotu. Dlatego stawia Victorowi...
Zdesperowana, by wieść życie u boku płatnego mordercy, który pomógł jej uciec z niewoli, Sarai postanawia na własną rękę wyrównać rachunki z okrutnym sadystą, Arthurem Hamburgiem. Jednak brak doświadczenia w zabijaniu sprawia, że jej plan spełza na niczym, a ona sama ledwo uchodzi z życiem.
Lekkomyślne decyzje Sarai sprowadzają ją na ścieżkę, z której nie ma odwrotu. Dlatego stawia Victorowi ultimatum: albo nauczy ją zabijać i da jej szansę na przeżycie w okrutnym świecie, do którego chce przynależeć, albo pozwoli, by sama zrealizowała plan zemsty, nie zważając na konsekwencje. Victor wie, że Sarai nie stanie się bezwzględną zabójczynią z dnia na dzień, postanawia więc udzielać jej lekcji. Ich skomplikowana relacja staje się coraz to bardziej zażyła.
Gdy prawa ręka Arthura Hamburga, Willem Stephens, zaczyna deptać Sarai po piętach, dziewczyna zdaje sobie sprawę, że porwała się z motyką na słońce. Mimo to, przyjmując rolę Izabel Seyfried, wciąż ma w rękawie kilka śmiertelnych sztuczek, które zapewnią jej miejsce u boku Victora.
Izabel czeka jednak test, który może zniszczyć wszystko, na co tak ciężko pracowała i podać w wątpliwość zarówno jej decyzję o prowadzeniu tak niebezpiecznego życia, jak i zaufanie do Victora Fausta.
Po przeczytaniu pierwszego tomu nie mogłam doczekać się kiedy będę mogła wziąć do ręki jej kontynuację. Byłam strasznie "napalona" na tę książkę, dlatego nie będę ukrywać tego, iż postawiłam twórczości Pani Redmerski bardzo wysoko poprzeczkę. Wiem, że autorka potrafi dobrze pisać i może mnie zaskoczyć, więc nastawiłam się na genialną historię z szalonymi zabójcami, emocjonującym wątkiem miłosnym i wartką akcją. Nie byłam w ogóle zdziwiona kiedy to otrzymałam. Liczyłam na petardę, a otrzymałam paczkę dynamitu i z francuskim szampanem, więc czego chcieć więcej? Oczywiście, trzeciego tomu! Chcę więcej Victora, Sarai nawet jeśli nie będą kręgosłupem kolejnych części. Tęsknię za poznanymi zabójcami, wątkami kryminalnymi i szalonymi związkami. Wiecie czego jeszcze mi brakuje? Trzeciego tomu! Wiem, że się powtarzam, ale musicie wiedzieć jedno - seria "W towarzystwie zabójców" jest fantastyczna, genialna i jedyna w swoim rodzaju. Przeczytałam dopiero dwa tomy, ale jestem pewna, że kolejne będą jeszcze lepsze - oby!

Nie mam żadnych zastrzeżeń co do kreacji bohaterów, ponieważ są nienormalni, oryginalni i inni. wierzcie mi na słowo - drugich takich postaci nie spotkacie. Nie znajdziecie drugiej Sarai, która pragnie zabijać i wymierzać sprawiedliwość po swojemu. Nie poznacie Victora, bezlitosnego zabójcy, kochającego swojego zakładnika. A nawet nie myślcie sobie, iż gdzieś istnieje taki osobnik jak Fryderik z ogromnym sercem i okrutnym charakterem. Takich bohaterów nie ma nigdzie indziej. Chcecie poznać nieprzewidywalny gang? To sięgnijcie po serię stworzoną przez Panią Redmerski. W tej powieści bohaterowie sobie nie ufają - co najwyżej siebie nawzajem tolerują i tyle. Po co chcieć więcej? Ale każdy z nich został solidnie wykreowany. Brawurowa kreacja bohaterów, rozbrajające dialogi i pędząca akcja to jedne z największych atutów całej powieści.
Gdyby ktoś na ulicy zapytał mi się co najbardziej podobało mi się w tym tomie, to bez wahania odpowiedziałabym, że klimat. Jak ja uwielbiam takie mroczne, gęste i nieprzewidywalne atmosfery w powieści. Było chwilami niebezpiecznie, dziwnie, dusząco, ale mimo wszystko nie potrafiłam oderwać się od tej historii. Tak naprawdę ciągle wracam myślami do opowieści naszej Sarai, bo ta nasza wspólna przygoda była naprawdę wyjątkowa. Z przyjemnością obserwowałam przemianę głównych postaci, podziwiałam ich relację i to jak powoli budują swoje skomplikowane zaufanie. To nie jest tak, że Sarai przez całą powieść zastanawia się czy kocha Victora czy nie. Jest czas na rozmyślenia, działania, trudne wybory i miłość. Nie będzie lekko i kolorowo, ale z pewnością będzie intrygująco i fantastycznie.

"Drugie życie Izabel" to piorunująca historia o zabójcach, ich ofiarach i miłości. Kto powiedział, że w życiu zabójców nie ma miejsca na miłość? Jeżeli macie ochotę przeczytać oszałamiająca hybrydę kryminały, thrilleru i romansu to śmiało możecie sięgnąć po książki Pani Redmerskiej. Nastawcie się na wspaniałą, niebezpieczną i szaloną przygodę i zacierajcie rączki na premierę trzeciego tomu. A ja w tej chwili idę schować się pod kołdrę - dajcie znać kiedy wyjdzie trzeci tom!

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
108 103 709
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (4)

Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd