Angelika 
zglowawksiazkach.pl
20 lat, kobieta, Mielec, status: Oficjalna recenzentka, dodała: 31 książek, ostatnio widziana 3 tygodnie temu

Oficjalne recenzje

30-08-2018
Oficjalna recenzja

„Zgadnij kto” to bardzo udany debiut, atrakcyjny nie tylko pod względem oryginalnej fabuły, ale i bardzo przyjemnego stylu pisania autora. Czyta się go szybko i z rosnącym zainteresowaniem. Chris McGeorge gra z czytelnikiem, zwodzi go i naprowadza na błędne tropy, zapewniając tym samym świetną rozrywkę przez wiele godzin i zmuszając do ciągłych spekulacji.

12-07-2018
Oficjalna recenzja

„36 pytań, które zmieniły wszystko między nami” to niezwykle urocza książka, która doskonale sprawdziłaby się w wersji filmowej jako komedia romantyczna dla nastolatków. Ma wszystko to, co powinno znaleźć się w takiej lekkiej obyczajówce dla młodzieży - nastoletnich bohaterów z problemami, motywy przyjaźni i miłości, ciekawy wątek przewodni, bardzo prosty i lekki styl pisania, humor, interesującą formę.

06-06-2018
Oficjalna recenzja

Nie jest to typowa historia o radzeniu sobie z traumą po gwałcie, w której główną rolę odgrywa akcja, jest odrobinę zaplecza psychologicznego, ale głównie chodzi o schwytanie sprawcy. Tutaj pierwsze skrzypce grają bardzo rozbudowane portrety psychologiczne postaci i to nie tylko Jenny, ale także innych członków jej rodziny. Całość napisana jest w formie opowieści, którą snuje psychiatra, zajmujący się przypadkiem rodziny Kramerów.

18-04-2018
Oficjalna recenzja

„Kolekcjoner motyli” od początku zaintrygował mnie swoją fabułą. Pomysł wydał mi się ciekawy, oryginalny i nie pozostawiał złudzeń, że historia jest mocna i przerażająca. I taka się faktycznie okazała. Dot Hutchison wykreowała postać takiego seryjnego mordercy, który z miejsca staje się dla czytelnika obiektem dużego zainteresowania.

09-04-2018
Oficjalna recenzja

Pomimo tej całej żartobliwej otoczki i luźnej fabuły, można dostrzec w tej książce drugie dno. Brandon Sanderson pomiędzy wierszami przekazuje tutaj dużo cennych wartości, szczególnie dla młodszych czytelników, którzy dopiero uczą się dostrzegania tego, co ważne. Występują tutaj bardzo delikatnie zarysowane wątki trudnych relacji z rodzicami, a nawet poczucia odrzucenia, a także wątki dotyczące istoty przyjaźni i tego, jak bliscy sobie ludzie powinni się wzajemnie wspierać.

Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-09-24 23:43:34
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie

Historia nigdy nie była moją mocną stroną. Nie lubiłam uczyć się dat, miejsc i suchych faktów, których wymagała podstawa programowa w szkole. Wszystko zmieniło się jednak, kiedy postanowiłam spróbować zmierzyć się z powieściami historycznymi, w których autorzy korzystają z faktów, ale dodatkowo ubarwiają je fikcją literacką. Okazało się, że historia podana w taki sposób potrafi być ciekawa i... Historia nigdy nie była moją mocną stroną. Nie lubiłam uczyć się dat, miejsc i suchych faktów, których wymagała podstawa programowa w szkole. Wszystko zmieniło się jednak, kiedy postanowiłam spróbować zmierzyć się z powieściami historycznymi, w których autorzy korzystają z faktów, ale dodatkowo ubarwiają je fikcją literacką. Okazało się, że historia podana w taki sposób potrafi być ciekawa i fascynująca, a ponadto jest świetnym podłożem do tworzenia różnorodnych powieści. Najnowszą książką z gatunku tych inspirowanych faktami historycznymi jaką przeczytałam jest „Pęknięta korona” autorstwa Grzegorza Wielgusa. Zaciekawiło mnie połączenie średniowiecznej Polski i zagadki kryminalnej w wydaniu rodzimego autora. A jak taki miks wypada w ostatecznym rozrachunku? Czytajcie dalej!

Akcja powieści rozgrywa się w 1273 roku w Krakowie, gdzie dochodzi do tajemniczych morderstw. Zaczyna się od wyłowienia z Wisły ciała brutalnie zamordowanego mężczyzny. W rozwikłanie zagadki jego zabójstwa angażuje się brat Gotfryd, czyli doświadczony inkwizytor oraz dominikanin, awanturniczy rycerz Jaksa, a także Lambert, szlachcic z Myślenic. Trójka bohaterów natrafia na ślady wiodące do ruin owianego złą sławą zamku Lemiesz, gdzie odnajdują kolejne tropy. Podczas rozwiązywania tej zagadki, dochodzi do kolejnego odkrycia - w dworze pewnego magnata odnalezione zostaje ciało zwęglonego rycerza, którego śmierć w ewidentny sposób łączy się z pogańskimi rytuałami. Co łączy te dwie sprawy? Kto stoi za zabójstwami i jaki ma w tym wszystkim interes? Trójka średniowiecznych detektywów będzie musiała zmierzyć się z wieloma niebezpieczeństwami, aby dowieść prawdy, a po drodze będą mogli zaufać tylko sobie nawzajem.

„Pęknięta korona” okazała się być niesamowitą przygodą, która przybliża czytelnikowi średniowieczne realia małopolski, a jednocześnie wciąga w bardzo ciekawa intrygę, pełną morderstw, tajemnic i herezji. Autor bardzo zręcznie łączy fakty historyczne z fikcją literacką, żonglując informacjami charakteryzującymi epokę i bieżącymi przygodami bohaterów. Całość utrzymana jest w wyjątkowym klimacie, który podkreśla dobrze wykorzystana stylizacja językowa. Tekst pełen jest archaizmów i dawno zapomnianych zwrotów, które mimo wszystko łatwo jest zrozumieć poprzez kontekst, w jakim są używane.

Poprzez użytą przez autora stylizację językową, „Pękniętą koronę” czyta się dosyć wolno i wymaga ona pełnego skupienia od czytelnika. Niektórych może to zrazić do lektury, ale zapewniam, że taki zabieg nadaje niesamowitego klimatu i pozwala czytelnikowi maksymalnie wczuć się w realia średniowiecznej Polski. Autor wykazał się ogromną wiedzą na temat epoki, zwyczajów polskiej ludności, jej poglądów i wierzeń. Książka jest dzięki temu nie tylko fajną rozrywką na wieczór, ale także skarbnicą wiedzy i lekturą bardzo inspirującą, która zachęca do sięgnięcia po inne historie z tamtego okresu.

Dobrze wykorzystane podłoże historyczne, stylizacja językowa i wyjątkowy klimat to zdecydowanie zalety tej powieści. A jakie są jej minusy? Przede wszystkim długość! Myślę, że „Pęknięta korona” ma doskonały potencjał na bycie powieścią wielkoformatową, z wieloma postaciami i wieloma wątkami. Tutaj troszkę zabrakło mi szerszego rozbudowania fabuły i lepszej kreacji postaci. Chciałabym lepiej poznać bohaterów, zobaczyć ich również w innych sytuacjach i innych położeniach. Autor bardzo ciekawie nakreślił ich sylwetki, jednak niewiele ponad 200 stron to za mało, by odpowiednio je rozbudować i przedstawić. Mam ochotę na więcej!

„Pęknięta korona” to udany kryminał osadzony w realiach historycznych, który zachwyca klimatem i stylizacją językową, a pozostawia odrobinę niedosytu jeśli chodzi o fabułę i bohaterów. Otwarte zakończenie sugeruje jednak kontynuację przygód trójki „detektywów”, więc liczę na to, że takowa powstanie i dostarczy mi tych brakujących elementów.

pokaż więcej

 
2018-09-20 18:12:45
Dodała do serwisu książkę: Dynia i jemioła. Nietypowe historie świąteczne
 
2018-09-20 02:20:58
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, NIE ODDAM ♥, Płakałam :'(, Posiadam, Recenzenckie, Ulubione
Autor:
Cykl: Promyczek (tom 1)

„Promyczek” to książka, którą chciałam przeczytać od bardzo dawna i o której słyszałam mnóstwo niezwykle pozytywnych opinii. Czytelnicy rozwodzili się nad tym, jak wzruszająca i wartościowa to powieść oraz jak długo nie można się po niej pozbierać. Byłam ciekawa, czy faktycznie jest to taka „bomba” emocjonalna i czy rzeczywiście jest nad czym się tak zachwycać. Teraz, będąc już po lekturze,... „Promyczek” to książka, którą chciałam przeczytać od bardzo dawna i o której słyszałam mnóstwo niezwykle pozytywnych opinii. Czytelnicy rozwodzili się nad tym, jak wzruszająca i wartościowa to powieść oraz jak długo nie można się po niej pozbierać. Byłam ciekawa, czy faktycznie jest to taka „bomba” emocjonalna i czy rzeczywiście jest nad czym się tak zachwycać. Teraz, będąc już po lekturze, muszę oświadczyć, że dołączam do grona tych, którzy „Promyczka” kochają i podobnie jak ja musieli uporać się z zaczerwienionym nosem i zapuchniętymi oczami od płaczu. Ta książka to gigantyczny wyciskacz łez!

Fabuła „Promyczka” kręci się wokół postaci Kate Sedgwick, którą poznajemy w momencie jej przeprowadzki z San Diego do Minnesoty. Dziewczyna zostawia za sobą trudny etap jej życia, a zarazem najlepszych przyjaciół i ukochane miasto. Wszystko postawiła na jedną kartę - wyjeżdża, rozpoczyna wymarzone studia na uczelni w Grant i czerpie z życia garściami. Kate szybko aklimatyzuje się w nowym miejscu, zdobywa przyjaciół i pracę, a także poznaje czarującego Kellera Banksa. Od początku obydwoje wpadają sobie w oko, ale z pewnych powodów nie chcą się angażować w poważną relację. Uczucia jednak bywają trudne do okiełznania, nawet jeśli bardzo się przed nimi bronimy...

„Jest niespotykanym promykiem słońca. Nie tylko szuka jasnych stron... ale nimi żyje.”

Opis fabuły „Promyczka” brzmi jak opis tysiąca innych powieści nurtu New Adult, prawda? Jest młoda dziewczyna, która wyjeżdża na studia, by rozpocząć nowe życie, jest trudna przeszłość i związane z nią tajemnice, a do kompletu pojawia się przystojny chłopak, który zaczyna żywić uczucia do głównej bohaterki. To idealne podłoże do cukierkowego romansu, jakich wiele na rynku wydawniczym. „Promyczek” okazał się być jednak książką zupełnie innego typu, mimo że bazuje na podobnych schematach. Kim Holden przedstawia czytelnikowi historię, w której nie wszystko jest tęczowe i radosne oraz nie wszystko kręci się wokół romansu. Ta książka to prawdziwy rollercoaster emocjonalny, bo dostarcza czytelnikowi zarówno wzruszeń, jak i śmiechu. Autorka nie bawi się w podkoloryzowanie historii, ale przedstawia ją w sposób realistyczny, z momentami radości i smutków, tak jak to jest w życiu.

Głównym filarem tej powieści, bez którego nie byłaby ona tak przepełniona emocjami, są bez wątpliwości genialnie wykreowani bohaterowie. Kate bezsprzecznie stała się moją ulubioną postacią kobiecą w literaturze pięknej! Jest niezwykle charyzmatyczna, spontaniczna i kochająca, a w tym wszystkim jeszcze mądra i utalentowana. Po takim opisie możecie uznać, że jest wręcz wyidealizowaną bohaterką, ale nic bardziej mylnego. To postać, która została wykreowana bardzo realistycznie, która ma swoje demony i problemy, ale która jednocześnie potrafi w najdrobniejszych rzeczach dostrzec piękno i podzielić się nim z innymi. To kobieta o pięknej duszy i wspaniałym podejściu do życia. Jej postać bardzo inspiruje i jeszcze bardziej wzrusza.

Historia nie skupia się jednak tylko i wyłącznie na Kate, bo Kim Holden zadbała o całą gamę świetnych postaci, które towarzyszą głównej bohaterce na nowym etapie życia. Mamy Gusa, najlepszego przyjaciela Kate i zarazem bohatera o wyśmienitym poczuciu humoru, mamy Kellera, który potrafi rozkochać w sobie każdą czytelniczkę, mamy słodką Stellę, zadziorną Shelly, uroczego Claytona i wiele, wiele innych postaci pobocznych, które mają mniejszy lub większy wkład w całą fabułę. Autorka świetnie zbudowała między nimi różnorodne relacje, które objawiają się w zabawnych dialogach i poruszających czynach.

„Muzyka istnieje po to, by jej słuchać, więc według mnie każdy powinien z niej czerpać. Garściami. Muzyka ma moc. Łączy ludzi.”

„Promyczek” ujął mnie także motywem muzyki, który przewija się przez całą historię. Część bohaterów gra na instrumentach, część śpiewa, a część nawet gra koncerty i nagrywa autorskie utwory. Muzyka jest narzędziem, które potrafi wzruszyć równie mocno, co słowa. A jeśli te dwie rzeczy dodatkowo się połączy, tak jak zrobiła to Kim Holden... wychodzi mieszanka iście wybuchowa! Myślę, że każdy czytelnik, który na co dzień odnajduje wzruszenie w muzyce, odnajdzie je także w „Promyczku”. Autorka ma wspaniałą wyobraźnię, dzięki której jej opisy dźwięków i towarzyszących im emocji są naprawdę mocne w odbiorze.

„Promyczek” to zdecydowanie jedna z najlepszych powieści New Adult, jakie miałam okazje przeczytać. Przyznam szczerze, że przez pierwszą połowę książki nie do końca dostrzegałam w czym tkwi jej fenomen, jednak druga połowa rozłożyła mnie na łopatki i wypłakałam przy jej czytaniu chyba wszystkie łzy. Poznawanie tej historii boli psychicznie i fizycznie, ale mimo to brnie się w nią dalej. Myślę, że właśnie odkryłam w sobie pewne masochistyczne skłonności, ale jeśli każda książka, która sprawia ból ma być tak dobra, to zupełnie się tym nie przejmuję! Jeśli jeszcze nie znacie „Promyczka” to serdecznie zachęcam Was do lektury, ale radzę przygotować sobie wcześniej paczkę chusteczek. Albo najlepiej cały karton.

pokaż więcej

 
2018-09-17 21:47:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, NIE ODDAM ♥, Posiadam, Recenzenckie, Ulubione
Autor:

Seria o Harrym Potterze autorstwa J.K. Rowling to już klasyk, jeśli chodzi o literaturę fantastyczną dla młodzieży. Książki odniosły ogromny sukces na całym świecie i do dziś są uwielbiane przez całe pokolenia czytelników. Fala popularności przygód młodego czarodzieja nie ominęła także mnie - dorastałam z Harrym i z nim uczyłam się czytać. To właśnie ta seria zainspirowała mnie do dalszych... Seria o Harrym Potterze autorstwa J.K. Rowling to już klasyk, jeśli chodzi o literaturę fantastyczną dla młodzieży. Książki odniosły ogromny sukces na całym świecie i do dziś są uwielbiane przez całe pokolenia czytelników. Fala popularności przygód młodego czarodzieja nie ominęła także mnie - dorastałam z Harrym i z nim uczyłam się czytać. To właśnie ta seria zainspirowała mnie do dalszych poszukiwań literackich i obudziła we mnie prawdziwą miłość do słowa pisanego. Teraz, po latach, wracam do każdej z części z okazji premier ilustrowanych przez Jima Kaya edycji. Najnowszą z nich jest właśnie „Więzień Azkabanu”, czyli jeden z moich ulubionych tomów.

W tej części Harry, Ron i Hermiona rozpoczynają trzeci rok nauki w Hogwarcie. Po dwóch starciach Pottera z Voldemortem wieść o czarnoksiężniku zanika, a główne zagrożenie stanowi teraz Syriusz Black, uciekinier z Azkabanu i dawny zwolennik Czarnego Pana. W związku z tym, że jest on na wolności, w szkole magii stosuje się wyjątkowe zabezpieczenia, jakimi są pilnujący cały budynek Dementorzy. To istoty przerażające, rozsiewające złowieszczą aurę i wyjątkowo mocno wpływające na Harrego. Młody czarodziej będzie musiał zmierzyć się ze swoimi lękami i pozna pewne fakty ze swojej przeszłości, które znacząco odmienią jego życie.

„Więzień Azkabanu” to jedna z moich ulubionych części serii głównie ze względu na to, że jest ona najbardziej przygodowa spośród wszystkich siedmiu. Mamy tutaj wątki poszukiwania niebezpiecznego więźnia, latania na hipogryfie, a nawet podróżowania w czasie! Bohaterowie przeżywają mnóstwo ekscytujących wydarzeń, a fabuła na moment odchodzi od wątku konfliktu na linii Harry - Voldemort i skupia się bardziej na przedstawieniu relacji pomiędzy bohaterami, różnorodnych zajęć w Hogwarcie oraz przeszłości rodziców Pottera.

Książkę czyta się bardzo lekko i szybko, bo język, jakim pisze J.K. Rowling jest prosty, a fabuła wciągająca. Na plus jest także polskie tłumaczenie Andrzeja Polkowskiego, które w tej edycji zostało dodatkowo poprawione i zredagowane. Nie mogę też oczywiście nie pochwalić pięknych ilustracji, którymi Jim Kay ozdobił tę książkę. Ilustrator podobnie jak w poprzednich tomach nie zawodzi i wspaniale oddaje klimat tej historii poprzez mniejsze i większe obrazki, bądź zdobienia stron. Jego kreska jest wyjątkowa i unikatowa, bo nie widać w niej dużej inspiracji filmową adaptacją książki. Jim Kay stworzył całkowicie swoją wersję wydarzeń, która ma niepowtarzalny charakter i doskonale uzupełnia tekst J.K. Rowling.

„Więzień Azkabanu” w wersji ilustrowanej to pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika serii o przygodach młodego czarodzieja. Wydanie zachwyca pięknymi ilustracjami, dużym formatem i oczywiście świetną historią, która kryje się na jego stronach. Jeśli jeszcze nie macie tej książki na półce, to radzę to szybko nadrobić!

pokaż więcej

 
2018-09-13 22:30:16
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Nie jestem osobą, która namiętnie czyta reportaże kryminalne i ogólnie literaturę faktu. Zazwyczaj sięgam po literaturę piękną, ale że thrillery i kryminały uwielbiam, to stwierdziłam, że lektura czegoś podobnego, ale opartego na prawdziwych wydarzeniach, może być czymś naprawdę ekscytującym. I nie pomyliłam się! „Na tropie mordercy” to książka, która w stu procentach przekonała mnie do formy... Nie jestem osobą, która namiętnie czyta reportaże kryminalne i ogólnie literaturę faktu. Zazwyczaj sięgam po literaturę piękną, ale że thrillery i kryminały uwielbiam, to stwierdziłam, że lektura czegoś podobnego, ale opartego na prawdziwych wydarzeniach, może być czymś naprawdę ekscytującym. I nie pomyliłam się! „Na tropie mordercy” to książka, która w stu procentach przekonała mnie do formy reportażu.

Joakim Palmkvist opisuje sprawę zaginięcia Görana Lundblada, szwedzkiego multimilionera i właściciela ziemskiego. Mężczyzna zniknął na przełomie sierpnia i września 2012 roku i nie dawał znaku życia przez wiele tygodni. Sprawa od początku była bardzo podejrzana, a z czasem wyrosło jeszcze więcej wątpliwości i plotek wokół najbliższej rodziny Görana. Pieniądze są częstym powodem konfliktów rodzinnych, ale czy są dostatecznym powodem, by zamordować? Policja przez długi czas nie była w stanie nikomu nic udowodnić, ale w odpowiednim momencie pojawiła się Therese Tang, szefowa organizacji Missing People, przekonana, że rozwiąże tę sprawę. Tak też się stało, a w jaki sposób - o tym dowiecie się, czytając „Na tropie mordercy”.

Sprawa zaginięcia Görana Lundblada była bardzo mocno nagłośniona w Szwecji, ale ja sama pierwszy raz dowiedziałam się o niej właśnie za sprawą tej książki. Sprawiło to, że lektura była dla mnie jeszcze większą przyjemnością, bo nie miałam na ten temat żadnej wiedzy i mogłam podejść do niego z zupełnie czystą głową i dać się autorowi zaskoczyć. Joakim Palmkvist to świetny dziennikarz, który od pierwszych stron kupił mnie swoim stylem pisania. Książkę czyta się naprawdę świetnie - jest napisana lekko, prostym językiem, ilość faktów nie przytłacza, a autor potrafi tak zainteresować czytelnika, by utrzymać go w skupieniu i zainteresowaniu do końca reportażu. Całą tę długą i skomplikowaną historię zbrodni napisał prozą, w płynny sposób żonglując faktami i cytatami poszczególnych postaci, uczestniczących w tamtych wydarzeniach.

„Na tropie mordercy” przedstawia śledztwo głównie z perspektywy Therese Tang, kobiety, która tak naprawdę doprowadziła do jego rozwiązania. Joakim Palmkvist wielokrotnie konsultował się z nią przy pisaniu reportażu, starając się uchwycić wszystko, co zdołała wówczas zauważyć. Poza działaniami policji i organizacji Missing People, autor opisuje także przeszłość rodziny zaginionego oraz przeszłość samej Therese, która swoją drogą jest niezwykle ciekawą kobietą. W swoim życiu wykonywała wiele różnych zawodów, od modelingu i fryzjerstwa, przez zarządzanie restauracją, po sprzątanie w elektrowni jądrowej. Jak się później okazało, doskonale odnalazła się także w pracy w organizacji Missing People i w policji - Therese to kobieta o niezwykłym darze zjednywania sobie ludzi, osoba, która potrafi rozmawiać, zrozumieć i zdobyć zaufanie każdego, nawet niebezpiecznego mordercy.

„Na tropie mordercy” to fascynujący reportaż kryminalny, świetnie napisany i angażujący czytelnika w stu procentach. Joakim Palmkvist przedstawił tylko jedną z wielu możliwych wersji tego skomplikowanego śledztwa, a zrobił to w sposób bardzo przystępny i interesujący. Opisuje świeżą sprawę, bo miała ona miejsce tylko kilka lat temu i jej konsekwencje wciąż są widoczne w losach wielu ludzi z nią związanych. Polecam serdecznie wszystkim, którzy interesują się zaginięciami i morderstwami - ten reportaż nie przedstawi Wam suchych faktów, ale kompletną, dobrze napisaną historię, którą po prostu świetnie się czyta.

pokaż więcej

 
2018-09-13 22:08:42
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Autor:

„Runa” to powieść, która z miejsca przyciągnęła moją uwagę w zapowiedziach na wrzesień. Obiecujący opis fabuły, intrygujący tytuł i powyższe zdanie na okładce sprawiły, że musiałam sięgnąć po tę książkę i przekonać się, jak autorce udało się połączyć wszystkie wątki na ponad sześciuset stronach. Teraz, będąc już po lekturze, muszę stwierdzić, że „Runa” to prawdziwe odkrycie 2018 roku!... „Runa” to powieść, która z miejsca przyciągnęła moją uwagę w zapowiedziach na wrzesień. Obiecujący opis fabuły, intrygujący tytuł i powyższe zdanie na okładce sprawiły, że musiałam sięgnąć po tę książkę i przekonać się, jak autorce udało się połączyć wszystkie wątki na ponad sześciuset stronach. Teraz, będąc już po lekturze, muszę stwierdzić, że „Runa” to prawdziwe odkrycie 2018 roku! Fantastyczne połączenie literatury grozy, kryminału i powieści historycznej.

Akcja dzieje się w Paryżu w 1884 roku. Poznajemy Joriego Hella, szwajcarskiego studenta medycyny, który przebywa obecnie we Francji i regularnie uczęszcza na wykłady słynnego doktora Charcota w zakładzie dla obłąkanych La Salpêtrière. Ten przeprowadza eksperymenty na histeryczkach, które ogląda mnóstwo mężczyzn przybyłych z całej Europy. Pewnego dnia na oddział neurologiczny szpitala trafia tajemnicza dziewczynka, którą lekarze nazywają Runą. To dziecko o niespotykanej sile fizycznej, specyficznym wyglądzie i zupełnie niepodatne na wszelkie metody terapeutyczne. Na jednym z wykładów, podczas którego Charcot pokazuje dziewczynkę, Jori Hell wysuwa śmiałą propozycję zabiegu na otwartym mózgu - chce chirurgicznie usunąć obłęd z umysłu Runy. Szybko jednak okazuje się, że swoją odwagę będzie musiał przypłacić wieloma poświęceniami. Dziewczynka nie jest typową pacjentką, a w dodatku zna mroczne tajemnice lekarzy, które niebawem ujrzą światło dzienne...

„Runa” to prawdziwy miks gatunków literackich! Zarówno miłośnicy powieści historycznych, kryminałów, jak i powieści grozy znajdą tu coś dla siebie. Vera Buck płynnie łączy ze sobą poszczególne wątki w bogatą, rozbudowaną i świetnie dopracowaną powieść. Wprowadzenie do fabuły jest raczej spokojne, akcja płynie powoli i statycznie, a czytelnik ma czas na oswojenie się ze stylem pisania autorki i rozeznanie w świecie przedstawionym. Mimo niespiesznego tempa, powieść wciąga od pierwszych stron. Mroczny klimat Paryża w dziewiętnastym wieku i zakładu dla obłąkanych intryguje, realia, w jakich żyły w tamtym okresie kobiety jednocześnie przerażają i fascynują, a styl autorki zachwyca dużą płynnością i lekkością, pomimo dosyć bogatych opisów i historycznej stylizacji.

Najciekawszą postacią tej książki jest bezsprzecznie tytułowa Runa. Dziewczynka, która wzięła się znikąd, a której zachowanie i wygląd intrygują wszystkich pozostałych bohaterów. Autorka świetnie skonstruowała jej sylwetkę, sprawiając że wszystkie pośrednie wątki prowadzą do niej, pomimo że sama postać Runy nie pojawia się bardzo często na kartach tej książki. Znacznie więcej uwagi poświęcono Joriemu, który jest motorem napędowym do wszelkich działań, jakie pchają fabułę do przodu. Poznajemy jego przeszłość, motywacje, a także widzimy, jak zmieniają się jego poglądy po poznaniu dziewczynki. Oprócz niego pojawia się oczywiście wiele sylwetek lekarzy, detektywów, a także ministrant i wiele innych. Każda z postaci coś wnosi do historii i każda jest wykreowana z pomysłem i polotem.

„Runa” to świetna wielowątkowa powieść o mrocznych początkach psychiatrii, w której czytelnik odnajdzie zarówno fakty o medycynie dziewiętnastego wieku, jak i porywającą fikcję literacką. Autorka świetnie łączy ze sobą te dwa elementy, dostarczając odbiorcy mnóstwo emocji i rozrywki. Nie jest to jednak książka odpowiednia dla czytelników młodszych i o słabych nerwach, bo nie brak w niej przerażających i bardzo obrazowych scen eksperymentów na kobietach. Wszystkim pozostałym serdecznie polecam sięgnięcie po „Runę” - nie zawiedziecie się!

pokaż więcej

 
2018-08-24 17:51:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie
Autor:
Cykl: ROYALS (tom 1)

„Kochanka księcia” Genevy Lee to pierwszy tom bestsellerowej trylogii ROYALS, która jest brytyjską odpowiedzią na kontrowersyjne „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, tyle że w królewskim wydaniu. Miało być zmysłowo, miało być niebezpiecznie, miało być pikantnie... A jak to wyszło w praktyce?

Książka opowiada o romansie Clary, dziewczyny, która właśnie skończyła studia na Uniwersytecie Oksfordzkim i...
„Kochanka księcia” Genevy Lee to pierwszy tom bestsellerowej trylogii ROYALS, która jest brytyjską odpowiedzią na kontrowersyjne „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, tyle że w królewskim wydaniu. Miało być zmysłowo, miało być niebezpiecznie, miało być pikantnie... A jak to wyszło w praktyce?

Książka opowiada o romansie Clary, dziewczyny, która właśnie skończyła studia na Uniwersytecie Oksfordzkim i zaczyna rozwijać swoją karierę, z Alexandrem, który podczas poznania panny Bishop jest dla niej tylko obcym mężczyzną o zniewalającej urodzie, demonicznym szafirowym spojrzeniu i tajemniczej aurze. Szybko jednak okazuje się, że nie jest to przypadkowa osoba, która pojawiła się na przyjęciu z okazji ukończenia studiów, ale książę Anglii we własnej osobie. Ich znajomość miała zakończyć się na tylko jednym, nic nie znaczącym pocałunku, ale jednak coś między nimi zaiskrzyło i przyciągnęło do siebie ponownie. Tak rozpoczyna się tajemniczy romans zwykłej dziewczyny i następcy tronu, który nigdy nie powinien się wydarzyć...

„Kochanka księcia” to powieść, która automatycznie przyciągnęła moją uwagę - lekki romans z elementami erotyka, królewskie klimaty, które uwielbiam, ciekawe nawiązanie do zbierającego skrajne opinie Greya - byłam pewna, że jest to książka idealna na wakacyjne zaczytanie. Cóż... mój entuzjam trochę ostygł w trakcie czytania. Historia sama w sobie jest całkiem fajna. Oczywiście nie brak tu przewidywalności i utartych schematów, ale Geneva Lee dodała kilka smaczków, które wzbogaciły historię Clary i Alexandra. Czyta się to przyjemnie, lekko i szybko, fabuła jest wciągająca i na pewno nie brakuje tu emocji. Bardzo spodobał mi się też klimat powieści i wszystkie smaczki dotyczące życia arystokracji.

Clary jest postacią łatwą do polubienia i zdecydowanie odbiega od wizerunku słynnej Any z „Pięćdziesięciu twarzy...”. Oczywiście ma swoje momenty, w których zachowuje się delikatnie infantylnie, ale jest ich stosunkowo niewiele i można zrozumieć ich przyczynę - nie jest jej łatwo ze względu na to, w jakich sytuacjach stawia ją pałacowy światek i trudny związek z Alexem. Została jednak wykreowana raczej na silną postać, z charakterkiem i ciętym językiem. Książę natomiast w tej części dał się poznać jako nieco zamknięty w sobie, tajemniczy mężczyzna, który zmaga się ze swoimi demonami. Jego charakter jest trudny i ciężko przebić się przez skorupę, którą się otoczył, ale nic nie dzieje się bez przyczyny i z biegiem fabuły dowiadujemy się, że duży wpływ na jego zachowanie ma jego mroczna przeszłość.

Tym, co najbardziej mi przeszkadzało w tej historii, to kilka elementów, w których inspiracja Greyem aż razi po oczach. Przede wszystkim widać to w postaci Alexandra - nieziemsko przystojny, bogaty, władczy, lubiący dominować bawidamek, który czerpie przyjemność ze sprawiania i otrzymywania bólu. Dołóżcie do tego blizny związane z wydarzeniami z przeszłości, które ma na torsie - Christian Grey wypisz, wymaluj. Same sceny łóżkowe też nie są najlepiej napisane, ale może to wina tłumaczenia i w oryginale wypadają korzystniej.

Podsumowując, mam mieszane wrażenia względem tej lektury. Z jeden strony niesamowicie raziły mnie podobieństwa do wspomnianej trylogii, a sceny łóżkowe niejednokrotnie sprawiały, że przewracałam oczami z zażenowaniem, ale z drugiej strony wczułam się w relację Clary i Alexandra i naprawdę dostrzegłam pewien magnetyzm pomiędzy nimi. Bo tak naprawdę pod przykrywką erotyka, kryje się subtelny romans, w którym niedopowiedzenia i drobne gesty tworzą uczucie. Geneva Lee pisze dobrze i poza tymi nieudanymi scenami seksu, czyta się tę książkę lekko i z przyjemnością. Nie zabrakło także zakończenia, które sprawia, że od razu chce się sięgnąć po kolejną część. Daję mocną piąteczkę i liczę na to, że drugi tom trylogii wypadnie lepiej.

pokaż więcej

 
2018-08-12 22:48:00
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie
Autor:
Cykl: Domniemanie Niewinności (tom 3)

„Prawo miłości” autorstwa Whitney G. to ostatnia część bestsellerowej trylogii „Domniemanie niewinności”, a zarazem zwieńczenie historii romansu Andrew i Aubrey. Poprzednie dwa tomy były całkiem przyzwoite - spodobał mi się zarys fabuły, polubiłam bohaterów, czytało się to bardzo lekko i szybko. Książki nie były może czymś niezwykle odkrywczym i nowatorskim, ale w stylu pisania Whitney G. jest... „Prawo miłości” autorstwa Whitney G. to ostatnia część bestsellerowej trylogii „Domniemanie niewinności”, a zarazem zwieńczenie historii romansu Andrew i Aubrey. Poprzednie dwa tomy były całkiem przyzwoite - spodobał mi się zarys fabuły, polubiłam bohaterów, czytało się to bardzo lekko i szybko. Książki nie były może czymś niezwykle odkrywczym i nowatorskim, ale w stylu pisania Whitney G. jest coś takiego, co sprawia, że czytelnik całym sobą wciąga się w historię i przeżywa wszystkie emocje razem z bohaterami. No i to zakończenie „Niewinnej”... Po prostu musiałam sięgnąć po kolejną część!

Fabuła stanowi kontynuację wydarzeń z poprzednich tomów. Aubrey i Andrew mają kryzys - obydwoje wciąż coś do siebie czują, ale nie potrafią stworzyć zdrowej relacji. Dziewczyna ma w dodatku na głowie treningi baletu i kampanię wyborczą ojca, a Andrew boryka się z problemami z przeszłości. Aubrey ma dość ciągłej presji i ucieka do Nowego Jorku, gdzie stara się o członkostwo w prestiżowym zespole baletowym. Powoli zaczyna sobie układać życie w nowym miejscu, jednak los ponownie krzyżuje jej drogi z Andrew. Czy wybaczą sobie i postanowią spróbować raz jeszcze być razem?

„Prawo miłości” to bardzo udana kontynuacja losów studentki prawa i jej szefa. Ta część jest nieco dłuższa od dwóch poprzednich, dlatego też Whitney G. miała większe pole do manewru, jeśli chodzi o ciekawy rozwój głównych postaci i odpowiednie poprowadzenie wątków do końca. Mamy okazję lepiej poznać Aubrey i wczuć się w jej sytuację, poczuć ten sam gniew wobec egoistycznych rodziców i tą samą gorycz odrzucenia przez Andrew. Mężczyzna także doskonale rozwija się w tej książce. Poznajemy jego tajemniczą przeszłość, a zarazem motywacje i powody, dlaczego jest, jaki jest. Możemy lepiej go zrozumieć, dojrzeć z szerszej perspektywy i wreszcie zobaczyć, jak odsuwa od siebie demony minionych lat i walczy o lepsze jutro, o miłość.

Fabuła jest bardzo ciekawa i dosyć oryginalna, jeśli rozpatrywać ją w kategoriach zwykłego romansu. Jest tajemnica z przeszłości, jest burzliwy związek, są fantastycznie opisane pasje bohaterów - prawo i balet, są postaci, które z łatwością można polubić i jest masa emocji - od śmiechu do wzruszeń. Książkę czyta się niezwykle szybko, bo nie dość, że wciąga, to jeszcze napisana jest bardzo przyjemnym, lekkim piórem. Dialogi są przezabawne, a choć sceny łóżkowe wciąż nieco kuleją, to jest ich o tyle mało, że nie razi to tak bardzo w oczy. Zakończenie lekko przesłodzone, ale czego można spodziewać się po lekkim romansie dla kobiet - jest przynajmniej satysfakcjonujące i czytelnik ma poczucie, że wszystko potoczyło się w dobrym kierunku.

„Prawo miłości” to książka dobra, a już na pewno lepsza od poprzednich części trylogii. Whitney G. ma prawdziwy talent do kreowania charakternych postaci i budzenia skrajnych emocji w czytelniku. Jeśli lubicie romanse i szukacie takiego, który poza samym wątkiem miłosnym ma także inne ciekawe elementy i postaci z interesującą przeszłością, to koniecznie sięgnijcie po serię „Domniemanie niewinności”.

pokaż więcej

 
2018-07-29 16:12:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie
Autor:

„Kłamczucha” to powieść, która wzbudza wiele kontrowersji. Zapowiadana jako mocny thriller psychologiczny o mrocznej przyjaźni dwóch młodych kobiet, rekomendowana przez Johna Greena jako piękna i piekielnie mądra, a po premierze zbierająca dosyć skrajne opinie. Byłam bardzo ciekawa, co takiego kryje w sobie ta książka, że jedni są nią zachwyceni, a inni wręcz przeciwnie. Przeczytałam. I powiem... „Kłamczucha” to powieść, która wzbudza wiele kontrowersji. Zapowiadana jako mocny thriller psychologiczny o mrocznej przyjaźni dwóch młodych kobiet, rekomendowana przez Johna Greena jako piękna i piekielnie mądra, a po premierze zbierająca dosyć skrajne opinie. Byłam bardzo ciekawa, co takiego kryje w sobie ta książka, że jedni są nią zachwyceni, a inni wręcz przeciwnie. Przeczytałam. I powiem tak - te kontrowersje są jak najbardziej uzasadnione.

Na początku historii poznajemy Jule, młodą dziewczynę, która spędza już kolejny tydzień w ekskluzywnym kurorcie w Meksyku. Pływa w basenie, chodzi na siłownię, gawędzi z barmanem i pozornie wydaje się odpoczywać. Jak się jednak okazuje - dziewczyna wcale nie jest na wakacjach, ale się ukrywa. Bardzo szybko zostajemy wciągnięci w wir wydarzeń, ucieczki, walki i inne wydarzenia, które powodują nie małą konsternację w czytelniku. Co się dzieje? Kim jest ta dziewczyna, dlaczego się ukrywa i przed kim? Wszystko, co dzieje się na kartach tej książki jest z początku bardzo dziwne i osobliwe, ale przez to powoduje taki efekt, że zarówno z niepokojem, jak i dużą ciekawością przewraca się kolejne strony.

E. Lockhart zastosowała w tej powieści efekt odwróconej fabuły - zaczynamy od rozdziału osiemnastego, w którym poznajemy ostatni etap podróży Jule, by schodzić w dół aż do pierwszego, gdzie jej przygoda się rozpoczyna. Jest to zabieg nietypowy, który sprawia, że dość dziwnie się to czyta i ciężko początkowo się do takiej konstrukcji fabuły przekonać. Z czasem jednak nabiera to pewnego uroku i muszę przyznać, że bardzo przyczyniło się to u mnie do szybkiego tempa czytania tej książki - chciałam jak najszybciej poznać przyczyny tego, co wydarzyło się we wcześniejszych rozdziałach i po przekroczeniu połowy „Kłamczuchy” nie byłam w stanie jej odłożyć, nie poznawszy tej historii w całości. Skończyło się na tym, że pochłonęłam ją w jeden wieczór.

Jule jest postacią ciekawą, nietuzinkową i oryginalną, ale w taki bardzo niepokojący sposób. Trudno jest zrozumieć wiele z jej decyzji i czynów, szczególnie na początku, jednak po przeczytaniu całej książki można dojść do wielu ciekawych wniosków. Nie chcę oczywiście psuć Wam lektury, więc nie zdradzę w tej recenzji swoich przemyśleń na temat tej bohaterki, jednak mogę zapewnić że wywoła u Was wiele sprzecznych emocji i nierzadko wprawi Was w osłupienie. Jedno można o niej powiedzieć z całkowitym przekonaniem - dziewczyna potrafi świetnie kłamać.

„Kłamczucha” jest książką bardzo specyficzną. Zarówno ze względu na jej konstrukcję, jak i samą treść. Nie jest mi łatwo ją ocenić, bo z jednej strony bardzo mnie wciągnęła - dosłownie połknęłam ją w jeden wieczór, ale z drugiej strony wywołała u mnie tak dużo sprzecznych emocji i była tak dziwna, że sama nie wiem czy jest to jej atut, czy wręcz przeciwnie. Jeśli lubicie lekko pokręcone książki, z nietypową główną bohaterką i nie straszna Wam odwrócona chronologia, to koniecznie zwróćcie uwagę na „Kłamczuchę”.

www.zglowawksiazkach.pl

pokaż więcej

 
2018-07-26 16:13:22
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie
Cykl: Naznaczeni śmiercią (tom 2)

„Spętani przeznaczeniem” to drugi i zarazem ostatni tom serii „Naznaczeni śmiercią”. Pierwszą jej część recenzowałam już ponad rok temu, ale wciąż pamiętam emocje, jakie towarzyszyły mi przy lekturze, pozytywne wrażenia po jej skończeniu i przede wszystkim ogromny niedosyt i potrzebę poznania kontynuacji losów Cyry i Akosa! Byłam zachwycona światem wykreowanym przez Veronicę Roth i liczyłam,... „Spętani przeznaczeniem” to drugi i zarazem ostatni tom serii „Naznaczeni śmiercią”. Pierwszą jej część recenzowałam już ponad rok temu, ale wciąż pamiętam emocje, jakie towarzyszyły mi przy lekturze, pozytywne wrażenia po jej skończeniu i przede wszystkim ogromny niedosyt i potrzebę poznania kontynuacji losów Cyry i Akosa! Byłam zachwycona światem wykreowanym przez Veronicę Roth i liczyłam, że „Spętani przeznaczeniem” jeszcze ten zachwyt pogłębią i sprawią, że ta dylogia stanie się jedną z moich ulubionych. Niestety, coś tutaj poszło nie tak. Czyżby kolejna seria z syndromem słabego drugiego tomu?

Akcja powieści rozpoczyna się bezpośrednio po wydarzeniach z „Naznaczonych śmiercią”. Bohaterowie uciekają na odległą planetę, żeby ukryć się przed wrogami i przemyśleć swoje następne ruchy. Szybko wychodzi na jaw, że rzekomo zmarły ojciec Cyry, Lazmet Noavek, żyje i wraca, by przejąć władzę nad Shotet. Mężczyzna staje się największym problemem Akosa i Cyry, a także wielu innych ludzi, których bezpieczeństwo staje pod znakiem zapytania. Odwieczny konflikt między Shotet a Thuvhe nabiera dynamiki i angażują się w niego najważniejsi ludzie Zgromadzenia. Zbliża się wojna, która może zadecydować o życiu ogromnej ilości ludzi. Akos i Cyra muszą interweniować, aby ratować siebie i bliskich - która strona okaże się zwycięską?

Liczyłam na to, że „Spętani przeznaczeniem” wyrwą mnie z butów - autorka zakończyła pierwszy tom w taki sposób, że czekanie na kontynuację było prawdziwą męczarnią, ale także ogromnym polem do spekulacji na temat tego, jak dalej rozwiną się wątki bohaterów. Miałam nadzieję na spektakularne zakończenie serii, coś co utrzyma mnie w napięciu przez kilka godzin i pozostawi z samymi pozytywnymi emocjami. Niestety spotkał mnie zawód. Przez pierwszą połowę książki dzieje się tak mało, że naprawdę trudno jest przebrnąć przez kolejne strony. Ciężko się to czyta, czego nie ułatwia też nowy sposób narracji, bo w tym tomie oprócz Akosa i Cyry narratorką jest też Cisi, siostra Akosa. Jej wątek jest najnudniejszy w całej tej serii i gdyby fragmenty jej narracji skrócić o połowę, to całość wypadłaby dużo, dużo lepiej.

Nie ma jednak tragedii, bo druga połowa książki w końcu przypomniała mi o tym, co tak pokochałam w pierwszym tomie. Akcja nabiera tempa, a Veronica Roth funduje czytelnikowi kilka naprawdę genialnych zaskoczeń, jak na przykład to dotyczące przeszłości Cyry i Akosa. Fabuła staje się ciekawsza, bohaterowie się rozwijają, a czytelnik zaczyna mocno wciągać się w całą historię. Podobało mi się również zakończenie, które nie było przesadzone ani przesłodzone. Wciąż jednak czuję niedosyt, jeśli chodzi o świat wymyślony przez autorkę. Jest naprawdę świetnie wymyślony, ma potencjał i daje ogromne pole do popisu, jeśli chodzi o kreowanie akcji. Żałuję, że autorka nie poświęciła więcej czasu na lepsze przedstawienie innych planet i ludów, i że nie stworzyła większej ilości wątków w oparciu o nie. Z ogromną przyjemnością poczytałabym jeszcze o kulturze i zwyczajach mieszkańców, o ich międzyplanetarnych podróżach i talentach, które nadaje nurt. Gdyby rozszerzyć tę historię, usunąć niektóre zbędne wątki i dodać więcej tego wspaniałego świata, mogłaby powstać naprawdę niesamowita trylogia.

Żałuję, że tak się nie stało, ale mimo wszystko polecam Wam lekturę tej dylogii. Historia sama w sobie nie jest czymś genialnym, ale ma kilka fajnych zwrotów akcji, które potrafią zaskoczyć czytelnika. Poza tym świat wykreowany i cały ten kosmiczny klimat jest czymś naprawdę fantastycznym, co wyróżnia tę serię na tle innych. Spróbujcie, może „Spętani przeznaczeniem” Wam spodobają się nieco bardziej niż mi.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
494 167 1672
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (136)

Ulubieni autorzy (6)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (29)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd