Angelika 
zglowawksiazkach.pl
20 lat, kobieta, Mielec, status: Oficjalna recenzentka, dodała: 30 książek, ostatnio widziana 1 godzinę temu

Oficjalne recenzje

12-07-2018
Oficjalna recenzja

„36 pytań, które zmieniły wszystko między nami” to niezwykle urocza książka, która doskonale sprawdziłaby się w wersji filmowej jako komedia romantyczna dla nastolatków. Ma wszystko to, co powinno znaleźć się w takiej lekkiej obyczajówce dla młodzieży - nastoletnich bohaterów z problemami, motywy przyjaźni i miłości, ciekawy wątek przewodni, bardzo prosty i lekki styl pisania, humor, interesującą formę.

06-06-2018
Oficjalna recenzja

Nie jest to typowa historia o radzeniu sobie z traumą po gwałcie, w której główną rolę odgrywa akcja, jest odrobinę zaplecza psychologicznego, ale głównie chodzi o schwytanie sprawcy. Tutaj pierwsze skrzypce grają bardzo rozbudowane portrety psychologiczne postaci i to nie tylko Jenny, ale także innych członków jej rodziny. Całość napisana jest w formie opowieści, którą snuje psychiatra, zajmujący się przypadkiem rodziny Kramerów.

18-04-2018
Oficjalna recenzja

„Kolekcjoner motyli” od początku zaintrygował mnie swoją fabułą. Pomysł wydał mi się ciekawy, oryginalny i nie pozostawiał złudzeń, że historia jest mocna i przerażająca. I taka się faktycznie okazała. Dot Hutchison wykreowała postać takiego seryjnego mordercy, który z miejsca staje się dla czytelnika obiektem dużego zainteresowania.

10-04-2018
Oficjalna recenzja

Tak jak w „Potomkach” akcja rozkręcała się powoli, a autorka stopniowo budowała napięcie, tak w „Pierworodnej” już od pierwszej strony narzucone jest szaleńcze tempo. Tosca Lee nie traci czasu na jakieś zapychacze stron, nie rozwleka akcji na więcej rozdziałów niż jest to konieczne, ale po prostu stopniowo dąży do rozwiązania intrygi, nie szczędząc po drodze pościgów i walki.

09-04-2018
Oficjalna recenzja

Pomimo tej całej żartobliwej otoczki i luźnej fabuły, można dostrzec w tej książce drugie dno. Brandon Sanderson pomiędzy wierszami przekazuje tutaj dużo cennych wartości, szczególnie dla młodszych czytelników, którzy dopiero uczą się dostrzegania tego, co ważne. Występują tutaj bardzo delikatnie zarysowane wątki trudnych relacji z rodzicami, a nawet poczucia odrzucenia, a także wątki dotyczące istoty przyjaźni i tego, jak bliscy sobie ludzie powinni się wzajemnie wspierać.

Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-12 22:48:00
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie
Autor:
Cykl: Domniemanie Niewinności (tom 3)

„Prawo miłości” autorstwa Whitney G. to ostatnia część bestsellerowej trylogii „Domniemanie niewinności”, a zarazem zwieńczenie historii romansu Andrew i Aubrey. Poprzednie dwa tomy były całkiem przyzwoite - spodobał mi się zarys fabuły, polubiłam bohaterów, czytało się to bardzo lekko i szybko. Książki nie były może czymś niezwykle odkrywczym i nowatorskim, ale w stylu pisania Whitney G. jest... „Prawo miłości” autorstwa Whitney G. to ostatnia część bestsellerowej trylogii „Domniemanie niewinności”, a zarazem zwieńczenie historii romansu Andrew i Aubrey. Poprzednie dwa tomy były całkiem przyzwoite - spodobał mi się zarys fabuły, polubiłam bohaterów, czytało się to bardzo lekko i szybko. Książki nie były może czymś niezwykle odkrywczym i nowatorskim, ale w stylu pisania Whitney G. jest coś takiego, co sprawia, że czytelnik całym sobą wciąga się w historię i przeżywa wszystkie emocje razem z bohaterami. No i to zakończenie „Niewinnej”... Po prostu musiałam sięgnąć po kolejną część!

Fabuła stanowi kontynuację wydarzeń z poprzednich tomów. Aubrey i Andrew mają kryzys - obydwoje wciąż coś do siebie czują, ale nie potrafią stworzyć zdrowej relacji. Dziewczyna ma w dodatku na głowie treningi baletu i kampanię wyborczą ojca, a Andrew boryka się z problemami z przeszłości. Aubrey ma dość ciągłej presji i ucieka do Nowego Jorku, gdzie stara się o członkostwo w prestiżowym zespole baletowym. Powoli zaczyna sobie układać życie w nowym miejscu, jednak los ponownie krzyżuje jej drogi z Andrew. Czy wybaczą sobie i postanowią spróbować raz jeszcze być razem?

„Prawo miłości” to bardzo udana kontynuacja losów studentki prawa i jej szefa. Ta część jest nieco dłuższa od dwóch poprzednich, dlatego też Whitney G. miała większe pole do manewru, jeśli chodzi o ciekawy rozwój głównych postaci i odpowiednie poprowadzenie wątków do końca. Mamy okazję lepiej poznać Aubrey i wczuć się w jej sytuację, poczuć ten sam gniew wobec egoistycznych rodziców i tą samą gorycz odrzucenia przez Andrew. Mężczyzna także doskonale rozwija się w tej książce. Poznajemy jego tajemniczą przeszłość, a zarazem motywacje i powody, dlaczego jest, jaki jest. Możemy lepiej go zrozumieć, dojrzeć z szerszej perspektywy i wreszcie zobaczyć, jak odsuwa od siebie demony minionych lat i walczy o lepsze jutro, o miłość.

Fabuła jest bardzo ciekawa i dosyć oryginalna, jeśli rozpatrywać ją w kategoriach zwykłego romansu. Jest tajemnica z przeszłości, jest burzliwy związek, są fantastycznie opisane pasje bohaterów - prawo i balet, są postaci, które z łatwością można polubić i jest masa emocji - od śmiechu do wzruszeń. Książkę czyta się niezwykle szybko, bo nie dość, że wciąga, to jeszcze napisana jest bardzo przyjemnym, lekkim piórem. Dialogi są przezabawne, a choć sceny łóżkowe wciąż nieco kuleją, to jest ich o tyle mało, że nie razi to tak bardzo w oczy. Zakończenie lekko przesłodzone, ale czego można spodziewać się po lekkim romansie dla kobiet - jest przynajmniej satysfakcjonujące i czytelnik ma poczucie, że wszystko potoczyło się w dobrym kierunku.

„Prawo miłości” to książka dobra, a już na pewno lepsza od poprzednich części trylogii. Whitney G. ma prawdziwy talent do kreowania charakternych postaci i budzenia skrajnych emocji w czytelniku. Jeśli lubicie romanse i szukacie takiego, który poza samym wątkiem miłosnym ma także inne ciekawe elementy i postaci z interesującą przeszłością, to koniecznie sięgnijcie po serię „Domniemanie niewinności”.

pokaż więcej

 
2018-07-29 16:12:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie
Autor:

„Kłamczucha” to powieść, która wzbudza wiele kontrowersji. Zapowiadana jako mocny thriller psychologiczny o mrocznej przyjaźni dwóch młodych kobiet, rekomendowana przez Johna Greena jako piękna i piekielnie mądra, a po premierze zbierająca dosyć skrajne opinie. Byłam bardzo ciekawa, co takiego kryje w sobie ta książka, że jedni są nią zachwyceni, a inni wręcz przeciwnie. Przeczytałam. I powiem... „Kłamczucha” to powieść, która wzbudza wiele kontrowersji. Zapowiadana jako mocny thriller psychologiczny o mrocznej przyjaźni dwóch młodych kobiet, rekomendowana przez Johna Greena jako piękna i piekielnie mądra, a po premierze zbierająca dosyć skrajne opinie. Byłam bardzo ciekawa, co takiego kryje w sobie ta książka, że jedni są nią zachwyceni, a inni wręcz przeciwnie. Przeczytałam. I powiem tak - te kontrowersje są jak najbardziej uzasadnione.

Na początku historii poznajemy Jule, młodą dziewczynę, która spędza już kolejny tydzień w ekskluzywnym kurorcie w Meksyku. Pływa w basenie, chodzi na siłownię, gawędzi z barmanem i pozornie wydaje się odpoczywać. Jak się jednak okazuje - dziewczyna wcale nie jest na wakacjach, ale się ukrywa. Bardzo szybko zostajemy wciągnięci w wir wydarzeń, ucieczki, walki i inne wydarzenia, które powodują nie małą konsternację w czytelniku. Co się dzieje? Kim jest ta dziewczyna, dlaczego się ukrywa i przed kim? Wszystko, co dzieje się na kartach tej książki jest z początku bardzo dziwne i osobliwe, ale przez to powoduje taki efekt, że zarówno z niepokojem, jak i dużą ciekawością przewraca się kolejne strony.

E. Lockhart zastosowała w tej powieści efekt odwróconej fabuły - zaczynamy od rozdziału osiemnastego, w którym poznajemy ostatni etap podróży Jule, by schodzić w dół aż do pierwszego, gdzie jej przygoda się rozpoczyna. Jest to zabieg nietypowy, który sprawia, że dość dziwnie się to czyta i ciężko początkowo się do takiej konstrukcji fabuły przekonać. Z czasem jednak nabiera to pewnego uroku i muszę przyznać, że bardzo przyczyniło się to u mnie do szybkiego tempa czytania tej książki - chciałam jak najszybciej poznać przyczyny tego, co wydarzyło się we wcześniejszych rozdziałach i po przekroczeniu połowy „Kłamczuchy” nie byłam w stanie jej odłożyć, nie poznawszy tej historii w całości. Skończyło się na tym, że pochłonęłam ją w jeden wieczór.

Jule jest postacią ciekawą, nietuzinkową i oryginalną, ale w taki bardzo niepokojący sposób. Trudno jest zrozumieć wiele z jej decyzji i czynów, szczególnie na początku, jednak po przeczytaniu całej książki można dojść do wielu ciekawych wniosków. Nie chcę oczywiście psuć Wam lektury, więc nie zdradzę w tej recenzji swoich przemyśleń na temat tej bohaterki, jednak mogę zapewnić że wywoła u Was wiele sprzecznych emocji i nierzadko wprawi Was w osłupienie. Jedno można o niej powiedzieć z całkowitym przekonaniem - dziewczyna potrafi świetnie kłamać.

„Kłamczucha” jest książką bardzo specyficzną. Zarówno ze względu na jej konstrukcję, jak i samą treść. Nie jest mi łatwo ją ocenić, bo z jednej strony bardzo mnie wciągnęła - dosłownie połknęłam ją w jeden wieczór, ale z drugiej strony wywołała u mnie tak dużo sprzecznych emocji i była tak dziwna, że sama nie wiem czy jest to jej atut, czy wręcz przeciwnie. Jeśli lubicie lekko pokręcone książki, z nietypową główną bohaterką i nie straszna Wam odwrócona chronologia, to koniecznie zwróćcie uwagę na „Kłamczuchę”.

www.zglowawksiazkach.pl

pokaż więcej

 
2018-07-26 16:13:22
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie
Cykl: Carve the Mark (tom 2)

„Spętani przeznaczeniem” to drugi i zarazem ostatni tom serii „Naznaczeni śmiercią”. Pierwszą jej część recenzowałam już ponad rok temu, ale wciąż pamiętam emocje, jakie towarzyszyły mi przy lekturze, pozytywne wrażenia po jej skończeniu i przede wszystkim ogromny niedosyt i potrzebę poznania kontynuacji losów Cyry i Akosa! Byłam zachwycona światem wykreowanym przez Veronicę Roth i liczyłam,... „Spętani przeznaczeniem” to drugi i zarazem ostatni tom serii „Naznaczeni śmiercią”. Pierwszą jej część recenzowałam już ponad rok temu, ale wciąż pamiętam emocje, jakie towarzyszyły mi przy lekturze, pozytywne wrażenia po jej skończeniu i przede wszystkim ogromny niedosyt i potrzebę poznania kontynuacji losów Cyry i Akosa! Byłam zachwycona światem wykreowanym przez Veronicę Roth i liczyłam, że „Spętani przeznaczeniem” jeszcze ten zachwyt pogłębią i sprawią, że ta dylogia stanie się jedną z moich ulubionych. Niestety, coś tutaj poszło nie tak. Czyżby kolejna seria z syndromem słabego drugiego tomu?

Akcja powieści rozpoczyna się bezpośrednio po wydarzeniach z „Naznaczonych śmiercią”. Bohaterowie uciekają na odległą planetę, żeby ukryć się przed wrogami i przemyśleć swoje następne ruchy. Szybko wychodzi na jaw, że rzekomo zmarły ojciec Cyry, Lazmet Noavek, żyje i wraca, by przejąć władzę nad Shotet. Mężczyzna staje się największym problemem Akosa i Cyry, a także wielu innych ludzi, których bezpieczeństwo staje pod znakiem zapytania. Odwieczny konflikt między Shotet a Thuvhe nabiera dynamiki i angażują się w niego najważniejsi ludzie Zgromadzenia. Zbliża się wojna, która może zadecydować o życiu ogromnej ilości ludzi. Akos i Cyra muszą interweniować, aby ratować siebie i bliskich - która strona okaże się zwycięską?

Liczyłam na to, że „Spętani przeznaczeniem” wyrwą mnie z butów - autorka zakończyła pierwszy tom w taki sposób, że czekanie na kontynuację było prawdziwą męczarnią, ale także ogromnym polem do spekulacji na temat tego, jak dalej rozwiną się wątki bohaterów. Miałam nadzieję na spektakularne zakończenie serii, coś co utrzyma mnie w napięciu przez kilka godzin i pozostawi z samymi pozytywnymi emocjami. Niestety spotkał mnie zawód. Przez pierwszą połowę książki dzieje się tak mało, że naprawdę trudno jest przebrnąć przez kolejne strony. Ciężko się to czyta, czego nie ułatwia też nowy sposób narracji, bo w tym tomie oprócz Akosa i Cyry narratorką jest też Cisi, siostra Akosa. Jej wątek jest najnudniejszy w całej tej serii i gdyby fragmenty jej narracji skrócić o połowę, to całość wypadłaby dużo, dużo lepiej.

Nie ma jednak tragedii, bo druga połowa książki w końcu przypomniała mi o tym, co tak pokochałam w pierwszym tomie. Akcja nabiera tempa, a Veronica Roth funduje czytelnikowi kilka naprawdę genialnych zaskoczeń, jak na przykład to dotyczące przeszłości Cyry i Akosa. Fabuła staje się ciekawsza, bohaterowie się rozwijają, a czytelnik zaczyna mocno wciągać się w całą historię. Podobało mi się również zakończenie, które nie było przesadzone ani przesłodzone. Wciąż jednak czuję niedosyt, jeśli chodzi o świat wymyślony przez autorkę. Jest naprawdę świetnie wymyślony, ma potencjał i daje ogromne pole do popisu, jeśli chodzi o kreowanie akcji. Żałuję, że autorka nie poświęciła więcej czasu na lepsze przedstawienie innych planet i ludów, i że nie stworzyła większej ilości wątków w oparciu o nie. Z ogromną przyjemnością poczytałabym jeszcze o kulturze i zwyczajach mieszkańców, o ich międzyplanetarnych podróżach i talentach, które nadaje nurt. Gdyby rozszerzyć tę historię, usunąć niektóre zbędne wątki i dodać więcej tego wspaniałego świata, mogłaby powstać naprawdę niesamowita trylogia.

Żałuję, że tak się nie stało, ale mimo wszystko polecam Wam lekturę tej dylogii. Historia sama w sobie nie jest czymś genialnym, ale ma kilka fajnych zwrotów akcji, które potrafią zaskoczyć czytelnika. Poza tym świat wykreowany i cały ten kosmiczny klimat jest czymś naprawdę fantastycznym, co wyróżnia tę serię na tle innych. Spróbujcie, może „Spętani przeznaczeniem” Wam spodobają się nieco bardziej niż mi.

pokaż więcej

 
2018-07-24 01:07:05
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie
Autor:

Przyjaciele są niezwykle ważni w trakcie dorastania. Każde dziecko potrzebuje mieć taką bliską osobę, z którą może dzielić sekrety niekoniecznie zrozumiałe dla dorosłych, z którą może dzielić troski i radości, i z którą może fajnie spędzać wolny czas, bawiąc się i przeżywając różne przygody. Nie zawsze jednak mamy to szczęście by z łatwością trafić na bratnią duszę w szkole, czy w najbliższej... Przyjaciele są niezwykle ważni w trakcie dorastania. Każde dziecko potrzebuje mieć taką bliską osobę, z którą może dzielić sekrety niekoniecznie zrozumiałe dla dorosłych, z którą może dzielić troski i radości, i z którą może fajnie spędzać wolny czas, bawiąc się i przeżywając różne przygody. Nie zawsze jednak mamy to szczęście by z łatwością trafić na bratnią duszę w szkole, czy w najbliższej okolicy. I co wtedy? Niektóre dzieciaki uciekają w świat książek i tam sympatyzują z przeróżnymi bohaterami, ale jeszcze inne mają tak bogatą wyobraźnię, że wcale nie potrzeba im gotowych historii i postaci - same je sobie wymyślają!

Taka właśnie jest Amanda Szuruburska. To dziewczynka, której wszędzie jest pełno, która nie potrafi się nudzić i z łatwością sama wymyśla dla siebie zajęcia. Jej wyobraźnia jest niezwykle mocno rozwinięta, więc kiedy pewnego dnia dostrzega w szafie chłopca, którego jej mama nie potrafi dostrzec, z łatwością go akceptuje i zostaje on jej najlepszym przyjacielem. Jak się okazuje, Rudger jest po prostu wytworem wyobraźni Amandy. Od kiedy tylko pojawia się w jej domu, zostaje członkiem rodziny i wraz z dziewczynką bawi się, ma własne miejsce i nakrycie przy stole, jeździ z Amandą i jej mamą na basen i w inne miejsca. Z początku dostrzega go jedynie Amanda, wszystko zmienia się jednak, gdy pewnego dnia w drzwiach jej domu staje pan Trznadel - łysy, grubawy, z rudym wąsem i w hawajskiej koszuli. Z pozoru niepozorny ankieter okazuje się polować na Rudgera... Czy chłopiec zdoła ukryć się przed nim i ochronić też Amandę?

Czytając regularnie moje recenzje, mogliście z pewnością dostrzec, że sięgam po przeróżne gatunki książek i absolutnie nie lubię się w tym temacie ograniczać. Dlaczego więc miałabym sobie odmówić poznania ciekawej książeczki dla dzieci, mimo że już jakiś czas temu do liczby moich lat wskoczyła dwójka z przodu? „Przyjaciel z szafy” zaintrygował mnie swoim opisem na tyle mocno, że postanowiłam na jeden wieczór znów stać się małą dziewczynką i razem z Amandą Szuruburską i Rudgerem przeżywać szalone przygody. I absolutnie tego nie żałuję! Książka A.F. Harrolda skierowana jest do czytelników w przedziale wiekowym 10-12 lat, ale powiem szczerze, że sama postawiłabym tę poprzeczkę nawet trochę wyżej. Nie jest to absolutnie cukierkowa bajeczka dla dzieci, ale raczej przygodówka z dość mocnymi elementami grozy. Postać pana Trznadla i jego strasznej małej przyjaciółki są miejscami naprawdę przerażające! Tego efektu dopełniają ilustracje Emily Gravett, które są w większości piękne i kolorowe, ale w momentach z Trznadlem i dziewczynką stają się bardzo mroczne i ponure.

Sięgając po „Przyjaciela z szafy” musicie się zatem liczyć z tym, że te elementy grozy występują i to w dosyć mocnej odsłonie. Nie jest to jednak absolutnie książka, która ma na celu przestraszyć młodego czytelnika! Poza nutką groteski i horroru, większa część historii ma bardzo pozytywny wydźwięk. To bardzo mądra i piękna książka o sile przyjaźni, o tym, że należy się troszczyć o drugą osobę i okazywać jej sympatię, bo kiedyś może być na to za późno. Więź Amandy i Rudgera pomimo drobnych wad jest bardzo silna i pokazuje czytelnikowi, jaką moc ma wyobraźnia. Myślę, że „Przyjaciel z szafy” to fantastyczna propozycja nie tylko dla dzieci, ale i starszego czytelnika. Przekazuje wiele uniwersalnych wartości, o których zapominamy w naszej zabieganej codzienności, a które potrafią dostrzec beztroskie dzieciaki. Polecam zarówno ze względu na wspaniałą treść, jak i przepiękną oprawę. Sięgnijcie po „Przyjaciela z szafy”, bo jak to mówi Amanda - „każda książka to przygoda”.

www.zglowawksiazkach.pl

pokaż więcej

 
2018-07-18 21:29:49
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, NIE ODDAM ♥, Posiadam, Recenzenckie
Cykl: Laleczki (tom 1)

„Skradzione laleczki” to niezwykle głośna premiera ostatnich tygodni. Książka kontrowersyjna, szokująca już samym opisem fabuły, gwarantująca ogromne emocje - nie mogłam przejść obok niej obojętnie! Poza tym prawie 4.5 gwiazdki na goodreads do czegoś zobowiązuje i najpewniej świadczy o tym, że Ker Dukey i K. Webster napisały coś naprawdę dobrego i wartego uwagi. Czy faktycznie „Skradzione... „Skradzione laleczki” to niezwykle głośna premiera ostatnich tygodni. Książka kontrowersyjna, szokująca już samym opisem fabuły, gwarantująca ogromne emocje - nie mogłam przejść obok niej obojętnie! Poza tym prawie 4.5 gwiazdki na goodreads do czegoś zobowiązuje i najpewniej świadczy o tym, że Ker Dukey i K. Webster napisały coś naprawdę dobrego i wartego uwagi. Czy faktycznie „Skradzione laleczki” są tak fenomenalne? Oj, owszem.

Fabuła kręci się głównie wokół postaci Jade Phillips - teraz dorosłej kobiety i szanowanej pani detektyw, a dwanaście lat temu czternastolatki uprowadzonej wraz z młodszą siostrą, Macy, z pchlego targu przez sprzedawcę lalek. Jade udało się wtedy uciec, jednak nie zdołała uratować Macy, co prześladuje ją non stop w teraźniejszości. Kobieta nie ustaje w poszukiwaniach siostry i swojego oprawcy, Benny'ego, ciągle przeżywając na nowo wszystkie traumatyczne sytuacje z przeszłości. Ten psychopatyczny potwór tak zszargał jej psychikę, że kobieta po prostu nie jest w stanie w stu procentach o nim zapomnieć. Ciężko jest jej ułożyć sobie życie, szczególnie miłosne, dlatego rzuca się w wir pracy i detektywem jest naprawdę genialnym. Mimo wszystko nie może ruszyć naprzód dopóki nie uratuje Macy, którą widzi w każdej zaginionej dziewczynie. Kiedy w końcu wpada na pewien trop, nic nie jest w stanie jej zatrzymać. Wygląda na to, że szykuje się kolejne spotkanie z Bennym...

Wiecie co moim zdaniem sprawia, że „Skradzione laleczki” jest tak wysoko ocenianą i uwielbianą przez czytelniczki książką? Po pierwsze: czyta się ją tak dobrze i z tak ogromną lekkością, że poza tymi wszystkimi ciężkimi emocjami związanymi z fabułą, lektura tej powieści to czysta przyjemność. Napisana jest bardzo dobrze - prostym stylem, ale nie zahaczającym jednocześnie o infantylność. Narracja jest pierwszoosobowa, z perspektywy Jade, a wydarzenia teraźniejsze przeplatane są wspomnieniami głównej bohaterki z czasu porwania i przebywania w zamknięciu. Wszystkie fakty dotyczące Benny'ego i poszczególnych sytuacji sprzed dwunastu lat poznajemy zatem stopniowo, wraz z biegiem fabuły w teraźniejszości i postępami Jade w śledztwie. Ten zabieg sprawdził się tutaj świetnie, bo autorki powoli odkrywają kolejne karty, utrzymując czytelnika w napięciu przez calutką książkę. Poza tym gdyby te retrospekcje umieścić jedna po drugiej, „Skradzione laleczki” mogłyby dostarczyć tyle ciężkich emocji i bólu, że nie dałoby się tego przeczytać z przyjemnością i w tak szybkim tempie.

Benny to postać rodem z najgorszych koszmarów. Psychopata, potwór, chory człowiek, kompletnie pozbawiony empatii i głębszych uczuć. W swoim życiu spotkałam już wiele czarnych charakterów w książkach, ale Benny trafia do ścisłej czołówki tych najobrzydliwszych. Jeśli nie na pierwsze miejsce! Autorki stworzyły postać, której się nienawidzi, którą się gardzi i która wywołuje jeszcze masę innych negatywnych emocji. Benny jest bohaterem perfekcyjnym w takiej właśnie stylizacji - my nie mamy go lubić, a wręcz przeciwnie! Mamy zobaczyć jakie okropne formy potrafi przybrać zło w realnym świecie i jakie czyhają na nas zagrożenia. Przedstawienie tego jest mocne i bardzo dosadne, ale w taki sposób możemy dużo lepiej zrozumieć osoby skrzywdzone przez tego człowieka. Drastycznie i brutalnie, ale tak to niejednokrotnie wygląda w realnym świecie.

„Skradzione laleczki” to książka, jakiej nigdy wcześniej nie miałam okazji czytać. W oryginalny sposób łączy w sobie elementy thrillera, erotyka i dark romance, tworząc kompozycję tak mocną i emocjonującą, że mam ochotę na więcej! Ta powieść to zdecydowanie propozycja dla starszego czytelnika, odpornego na drastyczne sceny przemocy i seksu. Szczególnie polecam ją kobietom, bo porusza takie tematy, które są bliskie każdej z nas, i których każda z nas powinna być świadoma. W brutalny sposób ukazuje jak może zmienić się postrzeganie świata przez dziewczynę, po uprzednim naruszeniu jej intymności i kobiecości. Myślę, że „Skradzione laleczki” poruszą najcieńsze struny w sercu każdej kobiety, a dodatkowo rozbudzą w niej chęć do walki z tak paskudną przemocą. Ta książka po prostu wgniata w fotel, łóżko, czy cokolwiek, na czym siedzicie, kiedy ją czytacie. Z całkowitą świadomością dołączam do grona fanów tej serii i z niecierpliwością czekam na kolejny tom!

www.zglowawksiazkach.pl

pokaż więcej

 
2018-06-28 16:29:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Recenzenckie
Cykl: Świat Verity (tom 1)

Muzyka jest ogromną częścią mojego życia - nie wyobrażam sobie dnia bez choćby jeden przesłuchanej piosenki, a śpiew i gra są dla mnie nie tylko jednymi z największych pasji, ale też sposobem na wyrażanie emocji w piękny sposób. Muzyka jest dla mnie i z pewnością dla wielu z Was rodzajem ucieczki od codziennych problemów i przykrości, czymś, co potrafi z miejsca poprawić humor i uspokoić. Nic... Muzyka jest ogromną częścią mojego życia - nie wyobrażam sobie dnia bez choćby jeden przesłuchanej piosenki, a śpiew i gra są dla mnie nie tylko jednymi z największych pasji, ale też sposobem na wyrażanie emocji w piękny sposób. Muzyka jest dla mnie i z pewnością dla wielu z Was rodzajem ucieczki od codziennych problemów i przykrości, czymś, co potrafi z miejsca poprawić humor i uspokoić. Nic więc dziwnego, że kojarzy się ona raczej z pozytywnymi emocjami, z czymś dobrym i szlachetnym. Pomyślcie jednak o muzyce w kontekście broni - ja wyobrażam ją sobie jako broń na szarą codzienność, na problemy i trudy, na smutek. V. E. Schwab w „Okrutnej pieśni” poszła o krok dalej i przedstawiła muzykę jako broń na okrucieństwo całego świata, złe uczynki i poczucie winy, a w tę broń wyposażyła istoty, które choć zwą się Potworami, nie zawsze są nimi w dosłownym znaczeniu.

W tej powieści autorka kreuje obraz postapokaliptycznego świata zbudowanego na terenie dawnych Stanów Zjednoczonych. Podzielony jest on na kilka stref, z których każda spełnia pewną funkcję, a w jego centrum jawi się Prawdziwość - bardzo niebezpieczne miasto, które po sześcioletniej wojnie zostało podzielone na dwie części. W jednej z nich przywódcą jest Callum Harker, który kontroluje wszystkich mieszkających tam ludzi oraz Potwory, które narodziły się w następstwie popełnianych przez ludzi zbrodni. Harker sprawuje dyktaturę, którą utrzymuje za pomocą sprzedawania poddanym ochrony przed podległymi mu Potworami. Po drugiej stronie Szwu przedzielającego Prawdziwość przywódcą jest Henry Flynn - zdecydowanie łagodniejszy władca, który kontroluje oddziały OSF, zabijające Potwory i w ten sposób chroni ludzkich mieszkańców miasta. Jak się jednak okazuje, nie wszystkie te stworzenia uważa za niebezpieczne i wymagające unicestwienia. W swoich szeregach ma bowiem trzech Sunajów - jeden z rodzajów Potworów, które za pomocą swojej muzyki potrafią odebrać dusze grzesznikom.

Pomiędzy Flynnem a Harkerem od pewnego czasu rośnie napięcie i czuje się, że trwający sześć lat sojusz niebawem zostanie przerwany. W międzyczasie August, jeden z synów Flynna postanawia włączyć się w działania ojca. Dostaje pewną misję, którą ma wykonać w Akademii Colton po drugiej stronie Szwu. W tym samym czasie do tej szkoły przeniesiona zostaje także córka Harkera, Kate, która po wyrzuceniu z kilku poprzednich placówek, w końcu trafia do Prawdziwości, gdzie od dawna chciała trwać przy boku ojca. Spotkanie tych dwojga może wiele zmienić w trwającym dotychczas rozejmie...

„Okrutna pieśń” to mroczna powieść urban fantasy, którą wyróżnia oryginalny świat, ciężki, mroczny klimat i nietypowi bohaterowie. To pierwsza część dylogii, więc Victoria Schwab skupia się w niej przede wszystkim na przedstawieniu czytelnikowi obrazu i zasad wymyślonego przez nią świata Verity. Jest to miejsce bardzo niebezpieczne i groźne, a życie w nim ryzykowne - ludzie na co dzień żyją wśród Potworów, a bezpieczeństwo zapewniają im inni ludzie, których władza wcale nie jest doskonale stabilna. Da się odczuć ten wszechobecny strach, niepewność, ale też paskudną rządzę mordu Potworów, które nie zawsze są tymi złymi i w wielu sytuacjach po prostu wymierzają należytą sprawiedliwość. Schwab stworzyła świat, który fascynuje i przeraża, nie mniej niż wydarzenia, które mają w nim miejsce.

Kate i August, dwójka głównych bohaterów, to postaci bardzo ciekawie wykreowane, nieco oderwane od rzeczywistości świata Verity, które razem z czytelnikiem poznają wiele z jego okrucieństw i brutalności. Potwór i dziewczyna spotykają się i konfrontują ze sobą dwa oddzielne światy, w których zostali wychowani. Schwab bardzo fajnie prowadzi fabułę, w której czytelnik odkrywa funkcjonowanie Verity wraz z bohaterami, jednocześnie kibicując im i próbując nadążyć za wcale nie tak wolną akcją. Bo mimo, że jest to swego rodzaju wprowadzenie do serii, to autorka stawia nie tylko na przedstawienie świata i bohaterów, ale także na szybkie tempo akcji, które sprawia że kolejne kartki przewraca się w mgnieniu oka.

„Okrutna pieśń” to bardzo dobra książka, w której nie brakuje akcji, charakternych bohaterów i emocji. Jestem usatysfakcjonowana pierwszym spotkaniem z twórczością Victorii Schwab i przyznam, że nie mogę doczekać się sięgnięcia po drugi tom tej dylogii i po serię „Odcienie magii”.

www.zglowawksiazkach.pl

pokaż więcej

 
2018-05-26 21:17:47
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, NIE ODDAM ♥, Posiadam, Recenzenckie, Ulubione

Richard Paul Evans to autor, który kojarzy mi się z pięknymi powieściami obyczajowymi, które wzruszają i dają bardzo dużo do myślenia, będąc przy tym niezwykle lekkimi w czytaniu. Doskonale pamiętam pierwszą książkę jego autorstwa, jaką przeczytałam - „Obiecaj mi” - która była jednocześnie pierwszą książką, dla której zarwałam noc! Zachwyciła mnie jej fabuła, bohaterowie i piękne przesłanie,... Richard Paul Evans to autor, który kojarzy mi się z pięknymi powieściami obyczajowymi, które wzruszają i dają bardzo dużo do myślenia, będąc przy tym niezwykle lekkimi w czytaniu. Doskonale pamiętam pierwszą książkę jego autorstwa, jaką przeczytałam - „Obiecaj mi” - która była jednocześnie pierwszą książką, dla której zarwałam noc! Zachwyciła mnie jej fabuła, bohaterowie i piękne przesłanie, dlatego później sięgnęłam po twórczość Evansa ponownie. Teraz, gdy w księgarniach ukazała się pierwsza część nowej trylogii jego autorstwa, a mianowicie „Sprzedawca marzeń”, nie mogłam sobie odmówić i musiałam jak najszybciej ją przeczytać.

Książka opowiada o Charlesie Jamesie, człowieku który dorobił się ogromnych pieniędzy i wielkiej sławy w bardzo młodym wieku. Nie miał łatwego dzieciństwa, bo pamięta z niego głównie agresję ojca, bezsilność matki i biedę, która doprowadzała go do szukania jedzenia w kontenerach na śmieci. Nie było mu łatwo zarówno materialnie, jak i psychicznie, ale był na tyle silny, by wyrwać się z domu i zacząć samodzielne, lepsze życie. Był ambitny i szybko się uczył, więc tak naprawdę drzwi do kariery stały przed nim otworem. Kilku życzliwych ludzi i kilka zbiegów okoliczności sprawiły, że znalazł się w miejscu, w którym chciałaby się znaleźć większość ludzi - stał się „sprzedawcą marzeń”. Odnalazł swoje miejsce na świecie i wydawało mu się, że jest szczęśliwy. Jednak czasem to, co bierzemy za szczęście, jest tyko jego iluzją...

„Sprzedawca marzeń” to kolejna książka Evansa, którą pochłonęłam w kilka godzin, i którą szczerze uwielbiam. Ten autor ma w stylu pisania coś takiego, co sprawia, że jego książki czyta się z wielką łatwością i przyjemnością, a w dodatku bardzo ciężko odłożyć je na bok. Po raz kolejny dałam się wciągnąć w bardzo fajną historię, z pozoru prostą i wtórną, ale zarazem niezwykle uniwersalną i przekazującą bardzo prawdziwe spostrzeżenia na temat ludzi, ich zachowań i pragnień. „Sprzedawca marzeń” to o tyle wyjątkowa książka Evansa, że jej fabuła oparta jest na prawdziwej historii mężczyzny, na którego podobieństwo autor stworzył postać Charlesa. I faktycznie tę prawdziwość można dostrzec. Jest to opowieść, która z powodzeniem mogła zdarzyć się naprawdę, i która niesie wiele istotnych życiowych mądrości, będących przestrogą dla ludzi, którzy tak jak Charles w pogoni za pieniądzem zaniedbują o wiele ważniejsze rzeczy w swoim życiu.

Narracja jest pierwszoosobowa, z punktu widzenia Charlesa, czyli naszego głównego bohatera, który opowiada swoją historię zdobycia ogromnego majątku, zaczynając już od najmłodszych lat dzieciństwa. Rozstrzał czasowy jest więc bardzo duży, bo obejmuje kilkadziesiąt lat, ale taki wgląd w życie Charlesa i poszczególne sytuacje, które przytacza, pozwala na lepsze zrozumienie go i jego postępowania. Czytelnik doskonale widzi jak kształtowały się jego pragnienia, jak dążył do spełnienia marzeń, jak ciężko na to pracował, a także jak w pewnym momencie zagubił się w tym wszystkim i przestał dostrzegać wszystko inne poza własną karierą. Ta część jego historii, która zawarta jest w „Sprzedawcy marzeń” to kawał jego życia, a zarazem tylko mały wstęp do tego, co jeszcze przed nim. Książka kończy się w punkcie zwrotnym w życiu Charlesa i zostawia bardzo wiele niedokończonych kwestii, masę pytań i wątpliwości, które, mam nadzieję, zostaną wyjaśnione w kolejnych tomach tej trylogii.

Jestem bardzo usatysfakcjonowana lekturą tej powieści i podobała mi się ona nie mniej niż inne tego autora, które miałam przyjemność czytać. Richard Paul Evans jest dla mnie królem powieści obyczajowej z morałem i już nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po kontynuację.

www.zglowawksiazkach.pl

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
488 161 1569
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (136)

Ulubieni autorzy (6)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (29)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd