mrs_cholera 
status: Czytelnik, dodał: 2 cytaty, ostatnio widziany 14 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-14 08:32:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

mrs-cholera.blogspot.com

Musimy wszystko nazwać. Nadać etykietę. Jeżeli ktoś zachowuję się oraz funkcjonuje inaczej przypinamy mu łatkę szaleństwa czy choroby; kiedyś również klątwy lub opętania. Ale tak naprawdę te zaburzenia mają podłoże anatomiczne. Często wiążą się ze zmianami w strukturze mózgu oraz gospodarce hormonalnej i… ludzie uczą się z nimi żyć.

Wszystko, co odczuwamy, czego...
mrs-cholera.blogspot.com

Musimy wszystko nazwać. Nadać etykietę. Jeżeli ktoś zachowuję się oraz funkcjonuje inaczej przypinamy mu łatkę szaleństwa czy choroby; kiedyś również klątwy lub opętania. Ale tak naprawdę te zaburzenia mają podłoże anatomiczne. Często wiążą się ze zmianami w strukturze mózgu oraz gospodarce hormonalnej i… ludzie uczą się z nimi żyć.

Wszystko, co odczuwamy, czego doświadczamy, każdą z naszych ulubionych historii zawdzięczamy tej niespełna półtorakilogramowej brejowatej grudzie zamkniętej w naszej głowie.

Helen Thomson, absolwentka studiów z zakresu neuronauk postanowiła zostać dziennikarką naukową. Zafascynowana ludźmi, którzy żyją inaczej przez rzadkie zaburzenia pracy mózgu, postanowiła podzielić się ich historiami. I pokazać nie tylko znaczenie tych pojedynczych ludzi dla świata nauki, ale ich codzienność. Jak to jest żyć, kiedy widzi się świat kompletnie inaczej niż reszta ludzi?
Wyobraź sobie jak to jest pamiętać każdy, dosłownie każdy dzień ze swojego życia. Pamiętać co robiłeś rok wcześniej o godzinie piętnastej. Zachować ze szczegółami wszystkie dobre i złe wspomnienia, przy jednoczesnym braku podobnych zdolności pamięciowych w innych aspektach niż pamięć autobiograficzna. Puść wodzę fantazji i wyobraź sobie, że niektóre z cyfr widzisz w konkretnych kolorach. Że ludzi otaczają kolorowe aureole, których barwa zależy do tego, jakie uczucia do nich żywisz. Może czerwony, kiedy są atrakcyjni fizycznie i przyciągający, a żółty, kiedy coś cię w nich odpycha? Pójdźmy dalej. Zamknij oczy i wyobraź sobie, że twoje ciało powoli porasta grubym futrem, a na koniuszkach palców wyżynają ci się ostre pazury, że cała skóra mrowi przez wyrastające włosie, a w gardle narasta ci ryk. I że nad tym nie panujesz. Albo, że patrząc na kobietę siedzące przy stole obok, czujesz dotyk jej włosów na karku. Jest ci smutno, kiedy widzisz przygnębioną osobę na ulicy i czujesz przejmujący ból, kiedy dziecko przed tobą upadło i rozbiło kolana. Spróbuj pomyśleć, jak to jest żyć, kiedy z dnia na dzień zmieniła się twoja osobowość albo masz absolutną pewność, że jesteś martwy. To łatwe? Potrafisz to zrobić?

No więc, jeszcze niedawno byłeś przekonany, że umarłeś.

Thomson bardzo zgrabnie połączyła fakty naukowe i prozę życia owych ludzi. Tłumaczenia specjalistów i naukowców są wplecione w historie poszczególnych osób, dzięki czemu nie przedzieramy się przez zwarta ścianę naukowego tekstu.

Każdy rozdział dotyczy jednej osoby z konkretnym zaburzeniem oraz próbami odnalezienia jego podłoża, które ciągną się niekiedy od kilku stuleci. Widać, jak ważne dla badań są takie pojedyncze osoby, bo to dzięki nim często udaje się odkryć element odpowiadający za pełnienie w mózgu określonej funkcji. Dzięki tym ,,innym mózgom’’ możemy wnioskować jak działają ,,normalne’’.

Nie martwcie się, jeżeli nie zapamiętacie płatów, hormonów i poszczególnych części mózgu, które odpowiadają za konkretne zaburzenie. Nic dziwnego, jeżeli nie macie z tą wiedzą styczności na bieżąco i nią nie żonglujecie. Mimo tego lektura nadal będzie ciekawa i wartościowa. Nie jest może najbardziej emocjonująca i porywająca pozycja popularnonaukowa po jaką sięgnęłam, ale dla kogoś, kto interesuje się tematem może być prawdziwą gratką.

Nauczyłam się od nich, że wszyscy mamy niezwykłe mózgi.

Jestem pełna podziwu, podobnie jak autorka, tego jak ci ludzie nauczyli się świetnie sobie radzić. Każdy z nich wypracował indywidualne strategie, odpowiednie do świata, w którym się obraca. Ale w czym różnią się ode mnie i od ciebie? W końcu każdy z nas widzi świat inaczej i każdy ma własną konstrukcję.

pokaż więcej

 
2018-12-09 11:07:45
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Trylogia Snów (tom 1)

mrs-cholera.blogspot.com

Kiedy po drugiej książce zaczynasz rozpoznawać filary, na których autorka opiera swoją powieść i wzorce charakterów postaci, to powinieneś być lekko znużony. Ale powieści mimo analogii między nimi nie są z góry skazane na porażkę czy rutynę. Silver jest dobry. I to czasem wystarczy. Czasem do szczęścia wystarczy przebojowa główna bohaterka i harem przystojnych...
mrs-cholera.blogspot.com

Kiedy po drugiej książce zaczynasz rozpoznawać filary, na których autorka opiera swoją powieść i wzorce charakterów postaci, to powinieneś być lekko znużony. Ale powieści mimo analogii między nimi nie są z góry skazane na porażkę czy rutynę. Silver jest dobry. I to czasem wystarczy. Czasem do szczęścia wystarczy przebojowa główna bohaterka i harem przystojnych chłopaków.

Ale jak wytłumaczysz fakt, że tej nocy wszyscy śniliśmy dokładnie to samo?


Liv nie różni się niczym od swoich rówieśników oprócz tego, że w ciągu swojego piętnastoletniego życia przeprowadzała się już kilkanaście razy. Razem z siostrą Mią nauczyły się nie przywiązywać do nikogo i ograniczać swoje ruchomości, żeby na hasło matki o nowej pracy pakować się szybko i rozstawać bezboleśnie z kolejnym miejscem.

Jakie jest zdziwienie Liv, kiedy zaczyna śnić sny z udziałem czwórki chłopaków z nowej szkoły. Odkąd pamięta przywiązywała dużą wagę do snów, a śniła bardzo sugestywnie i plastycznie. Intensywność marzeń sennych w Londynie dodatkowo przybrała. Powtarza się motyw zielonych drzwi z jaszczurką i gadającego posągu. A jeszcze bardziej zaskakuje ją to, że śni o owej czwórce, łacińskich inkantacjach i dziwnych rytuałach odprawianych nocą. Liv plącze się jeszcze bardziej, kiedy okazuje się, że zawsze, kiedy spotykają się na javie, wiedzą o niej więcej niż powinni… Chyba, że śnili ten sam sen co ona.

Ta czwórka skrywa przed nią jakąś tajemnicę i wyraźnie stara się ją od czegoś odwieść, ale Liv nie może odmówić sobie śledztwa. Jej upodobanie do zagadek i tajemnic nasila się wraz ze skomplikowaniem. A fakt, że ta słynna szkolna paczka jest zabójczo przystojna czyni tylko sprawę bardziej atrakcyjną.

On jest władcą snów.

Nie da się nie zauważyć, że Pani Gier lubi i kreuje wyraziste kobiece postacie. Zdarza im się zakochać, ale różowa mgła nie spowija nagle ich świata. Liv jest przebojowa, ironiczna i zabawna. Ta mała osóbka z łatwością zjednuje sobie sympatię w kolejnych miejscach oraz zdobywa sympatię czytelnika. Podobnie sprawa ma się z jej siostrą oraz matką. Kobiece postacie zdecydowanie nie dały się przyćmić i zepchnąć na margines.

Nie ustępuje im słynna czwórka, która przemierza szkolne korytarze równym krokiem. Każdy inny, łączy ich złoty kolor włosów i urok osobisty. Prezentują pełen przekrój charakterów i aroganckich uśmiechów. No po prostu kolana miękną. W pewnym wieku.

Pokażę ci moje drzwi, jeśli ty pokażesz mi swoje.

Styl i język są proste, ale okraszone ironią i humorem. Mamy tu po prostu inteligentnych adekwatnie do wieku nastolatków, z ciętym językiem i obytych towarzysko. Zdarzają się zwroty typowe dla nastolatków, za którymi nie przepadam, ale nie są rażące i nie zakłócają całości. Właściwie uzupełniają nawet kreację, urzeczywistniając ją.

Bardzo przypadł mi do gustu motyw śnienia, o którym zawsze z chęcią czytam i ogólnie poprowadzony wątek fantastyczny, który mógłby okazać się nie-fantastyczny, w zależności od tego jak autorka dalej poprowadziłaby fabułę. Świetne w swojej dwuznaczności zakończenie pierwszej części.

I pomimo znanych schematów i wzorców postaci ta książka czaruje. A zakończenie jest wybuchem, przez który nie wyobrażam sobie nie sięgnąć po kolejną część. Myślę, że mimo tego, że książka jest wycelowana w młodzież, to odnajdzie się tu również starsze grono. Ja się odnalazłam.

pokaż więcej

 
2018-11-28 19:21:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

mrs-cholera.blogspot.com

moje związki trwają średnio
dwa i pół roku.

Dotychczasowe spotkania z Bukowskim rysują się w mojej pamięci grubymi, zamaszystymi krechami. I zastanawiałam się, jak, do licha, będą wyglądały wiersze w jego wykonaniu? Tak samo jak proza, moi drodzy. Zostawcie na chwilę Mleko i miód oraz inne podobne twory i chwyćcie ,,O miłości’’ Bukowskiego.

Ci z was, którym znana...
mrs-cholera.blogspot.com

moje związki trwają średnio
dwa i pół roku.

Dotychczasowe spotkania z Bukowskim rysują się w mojej pamięci grubymi, zamaszystymi krechami. I zastanawiałam się, jak, do licha, będą wyglądały wiersze w jego wykonaniu? Tak samo jak proza, moi drodzy. Zostawcie na chwilę Mleko i miód oraz inne podobne twory i chwyćcie ,,O miłości’’ Bukowskiego.

Ci z was, którym znana jest jego proza, zapewne kojarzą jego alter ego. Henry Chinasky- hazardzista, alkoholik, babiarz. I pisarz. Odnoszę wrażenie, że w tych wierszach jest jeszcze więcej Bukowskiego. Że udało mu się jeszcze coś tam upchnąć. Coś przemycić.

Wiersze to coś bardziej intymnego i osobistego. Czy szczerego… nie wiem czy Bukowskiemu można w którymś momencie zarzucić brak szczerości. Ale z pewnością są dobre. Niskie z krytycznym stosunkiem do świata i siebie. Celne i spostrzegawcze jak zwykle, być może dla niektórych zbyt celne.
wszystkie kobiety wszystkie
kobiety wszystkie
sypialnie
dywany
fotografie
zasłony, to
trochę jak kościół tyle
ze chwilami słychać
śmiech

Dostajemy zbiór z wierszami ,,o miłości’’, ale nadal jest ordynarnie, nieraz chamsko i momentami pięknie. Nie mówcie, że czytając Bukowskiego nie odnajdujecie tych fragmentów. Dzieciaka czytającego klasykę przy latarce, który przebija się przez cynicznego mężczyznę z robotniczych dzielnic wielkiego miasta, który nade wszystko upodobał sobie literaturę. Bukowski rozumie dogłębnie ludzką naturę i wywleka ją na wierzch, mówiąc: patrz. ,,O miłości’’ jest właśnie takie.

Bezpruderyjnie opowiada o cielesności, chropowato i zgrzytająco o związkach. Ale wśród tego rozgardiaszu znajduje się miejsce, żeby dwa ciała dopasowały się do siebie i splotły się na moment. Bukowski obdarł w swoich utworach miłość z wszelkich ozdobników, w które zawzięcie ją ubieramy i zostawił ją gołą i bezradną, biorąc ja w ramiona na moment- tylko na tyle, żeby stanęła na nogach.

Pisze o swojej żonie, kochankach i córce. I wśród momentów o pieprzeniu, kurwieniu i leżeniu dupą do góry, pojawiają się przebłyski czułości. Widać je w chrapnięciach ukochanej kobiety czy dzikim spojrzeniu innej. Takie prozaiczne drobiazgi, które zawierają jednak największy ładunek emocjonalny. Są jeszcze wiersze do córki… Te są inne. Piękne od początku do końca. Widać w nich miłość, szacunek i zachwyt córką. Ojcowską dumę i troskę, okazywaną może kulawo, a może adekwatnie dla niego, ale niepodważalną. Te wiersze są przecinkami. Promienieją.

Znajdziemy też takie o pisaniu i samochodzie. Ten o pisaniu jest jednym z moich ulubionych, kiedy Bukowski pisze, że kobiety zawsze odchodziły, bo finalnie przeszkadzało im, że nom stop zajęty jest pisaniem. I że w końcu mógł pisać w spokoju, kiedy odchodziły.

nie wiem dlaczego ludzie myślą że wysiłek
i zapał
mają coś wspólnego z tworzeniem

Poświęćcie czas tej pozycji, jeżeli czujecie się na siłach. Na przyjęcie miłości trochę odstręczającej, wulgarnej i obrzydliwej. I ckliwej w swojej nagości. Jest cos ujmującego w przedstawieniu tego bez wszelkich upiększeń i wygładzeń, o które tak zabiegamy. Może nawet pociągającego.

pokaż więcej

 
2018-11-20 23:57:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

mrs-cholera.blogspot.com

Nie przepadam za młodzieżówkami, gdzie główne skrzypce grają miłosną melodię, gdzie jest uroczo i schematycznie. Nie odnajduję się w nich. Co więc ma w sobie Geekerella Ashley Poston, że tak mnie oczarowała?

Elle jest geekiem, a jej całe życie to Starfield, klasyczna seria science fiction. Kiedy dziewczyna dowiaduje się o konkursie na cosplay do ukochanego filmu, w...
mrs-cholera.blogspot.com

Nie przepadam za młodzieżówkami, gdzie główne skrzypce grają miłosną melodię, gdzie jest uroczo i schematycznie. Nie odnajduję się w nich. Co więc ma w sobie Geekerella Ashley Poston, że tak mnie oczarowała?

Elle jest geekiem, a jej całe życie to Starfield, klasyczna seria science fiction. Kiedy dziewczyna dowiaduje się o konkursie na cosplay do ukochanego filmu, w którym na dodatek można wygrać bilety na adaptację filmową serialu, musi wziąć w nim udział. Z oszczędności uciułanych dzięki pracy w food trucku Magiczna Dynia kupuje bilety i decyduje się wystąpić w starym kostiumie ojca. Inny nie wchodzi w grę- ojciec był prawdziwym fanem, twórcą konwentu i Elle czuje jego obecność, trzymając w dłoniach filmowy mundur. Nie mogła jednak przewidzieć, że oprócz walki w konkursie przyjdzie jej zawalczyć o czyjeś serce i swoje przekonania.

Zasypiam, słuchając głosu księcia Federacji. ,,Spójrz w gwiazdy. Obierz kurs. Leć.”


Bohaterowie są dużym atutem tej historii. Mają coś w głowach, przemyślenia warte uwagi, coś już przeżyli, przez coś przeszli. Elle jest szablonowym geekiem. Zafiksowana na punkcie Starfield pisze bloga; niezbyt popularnego ani szczególnie znaczącego w fanowskiej społeczności, dopóki nie opublikuje kąśliwego wpisu na temat obsady nowego filmu. Post zostaje udostępniony na znanych portalach, a statystyki strzelają w górę. I nagle Elle staje się kimś w fandomie. Autorką tego bloga. Skazana na mieszkanie z macochą żyjącą ponad stan i narzucającą się jej ze wszystkim oraz dwiema wrednymi przyrodnimi siostrami, tylko w ukochanym fandomie znajduje pocieszenie. Z kolei druga postać tej historii to Darien; zaangażowany w produkcję nowego Starfield. Wschodząca gwiazdka znana z popularnego wśród nastolatek serialu: Nadmorska zatoczka, którą przytłacza sława i restrykcje tego środowiska. Chłopak, który zaczyna wątpić w swoją tożsamość. Z menadżerem-ojcem, który myśli, że uszczęśliwia syna, wypychając go na szczyt. Tej dwójki ciężko nie polubić, zwłaszcza, jeżeli ktoś jest fanem jakiegokolwiek fandomu z popkultury.

Elle i Darien poznają się przez sms i to jest takie… wbrew wszystkiemu wiarygodne. Co prawda za dużo w tym przypadku celowości i dopasowania, ale nie przekreśla to prawdopodobieństwa. Dwójka młodych ludzi, którzy zaczynają darzyć się sympatią dzięki wirtualnemu kontaktowi. Bo każde z nich kogoś potrzebuje. A po tym wszystkim okazuje się, że wcale nie tak łatwo dograć się poza przemyślanym i bezpiecznym tekstem.

Mam ochotę wyciąć swoje fanowskie serce i pokazać mu, że krwawi tak samo, jak u każdego innego Stargunnera.

I sam fandom. Autorka stworzyła go od podstaw, nie zatrzymując się na istniejącym. A czytając o fanach, ich powiedzonkach zaczerpniętych z serialu i samej fabule odnosi się wrażenie, że to coś jak najbardziej namacalnego, że po skończonej lekturze będzie można usiąść i odpalić pierwszy odcinek Starfield. Sam w sobie przypomina odrobinę Star Wars, co nie zmienia faktu, że jest to całkowicie autonomiczny, nowy twór. Dzięki temu uczucia żadnego z czytelników nie polaryzują się w żaden sposób wokół fandomu.

Więc powiedz, jesteś gotowa porwać Magiczną Dynię księżniczko?

I w końcu to jest retelling, moi drodzy. Jest schematycznie, jest przewidywalnie, wiemy jak potoczą się znaczące punkty historii i tak ma być! Bo to nic innego jak współczesna wariacja na temat Kopciuszka. Mamy sierotę, macochę, dwie złośliwe siostry, dobrą wróżkę i jej pojazd, mamy księcia i zgubiony pantofelek. Wszystko na swoim miejscu. I… wcale nie ujmuje to historii. Mimo tego, że wszystko toczy się po znanym torze, to jednak autorce udaje się zaskoczyć czytelnika. Ostatecznie główna oś jest zachowana, ale reszta to wariacja.

Nie jest to pozycja obowiązkowa. Nic co musicie przeczytać. Ale historia z pewnością spodoba się sympatykom retellingu, bo bardzo dobrze go realizuje. No i fanom Kopciuszka. W końcu to ciepła, przyziemna, zabawna historia, która pokazuje, że tak naprawdę wszyscy jesteśmy trochę dziwni i mamy do tego prawo. Na tyle urocza, że oczarowała nawet mnie.

pokaż więcej

 
2018-11-12 09:46:50
Ma nowego znajomego: opowiemci
 
2018-11-10 08:38:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Łzy Boga Deszczu (tom 1)

mrs-cholera.blogspot.com

Fantastyka to mój ulubiony gatunek. Czytam z niego najwięcej książek z dużą przyjemnością. Gdybym miała wskazać ulubioną książkę, nie wiem, czy byłaby to akurat pozycja fantasy, ale gdybym miała zdecydować się na czytanie jednego gatunku, na pewno byłaby to właśnie ten. W związku z tym wymagania mam raczej rygorystyczne, ale oczywiście przy początkujących autorach...
mrs-cholera.blogspot.com

Fantastyka to mój ulubiony gatunek. Czytam z niego najwięcej książek z dużą przyjemnością. Gdybym miała wskazać ulubioną książkę, nie wiem, czy byłaby to akurat pozycja fantasy, ale gdybym miała zdecydować się na czytanie jednego gatunku, na pewno byłaby to właśnie ten. W związku z tym wymagania mam raczej rygorystyczne, ale oczywiście przy początkujących autorach staram się zejść z tonu. Czy tutaj to wystarczyło?

Łowczy był psem, który kąsał tylko wtedy, gdy pan mu rozkazał.

Kiedy zapytam was, co jest niezbędne człowiekowi do przeżycia, pewnie wiele z was odpowie woda. Wszak bez wody długo nie nacieszylibyśmy się życiem. Żeby zapobiec tragedii, jaką byłby jej brak, wiele wieków temu Bóg deszczu z pośrednictwem wysłanniczki podarował czterem dziewczynom swoje Łzy, tym samym zawierając z ludźmi układ. Co kilkaset lat kolejne nosicielki Łez muszą się udać w odpowiednie miejsce i odprawić rytuał, który zapewni dostatek wody na kolejne lata.

Bora dowiaduje się o swoim wysłannictwie w osiemnaste urodziny. Wyrusza w misję wraz z wyznaczonym jej przez źródło opiekunem. Nie zdaje sobie jednak sprawy jak trudna okaże się wędrówka, bowiem na kamień czyhają Czarni Mnisi, którzy chcą dysponować całym zasobem wody, żeby zmusić ludzi do poddaństwa. A starcie z zakonnymi nie należy do najłatwiejszych, ponieważ opanowali podróże w czasie i znają technologię, o jakiej współcześni Bory nawet nie słyszeli.

My chcemy tylko odprawić rytuał, żeby odnowić nasze przymierze z Bogiem Deszczu.

Sam pomysł i koncepcja wydawały mi się ciekawe do realizacji, dlatego zdecydowałam się na tę serię. Oraz dlatego, że przeczytana Smutna Dziewczyna oraz inne opowiadania nie zniechęciła mnie do twórczości autorki. I chociaż temat nie był szczególnie nowatorski, to spodobał mi się na tyle, że żywiłam nadzieję, że autorka coś z niego wyciągnie. Wyciągnęła niestety mało.
Zaczęło się nieźle. Bora, wychowywana u wujostwa, wyróżnia się płomienną czupryną. Kiedy podczas kąpieli na jednym z kamieni zauważa ją Łowczy, postanawia, że dziewczyna stawi się na dworze jego pana. A młode dziewczyny wracały stamtąd nie tylko złamane fizycznie, ale i ich opinia zostawała nieodwracalnie zszargana. Takie kobiety traciły poważanie i perspektywy w wiosce. Dziewczyna zaciąga się więc do podróżującej armii, żeby uniknąć hańby i zbudować jakąś alternatywę przyszłości. Robi to przebrana za chłopaka i chociaż brakuje jej krzepy, szybko zyskuje sympatię za swoją osobowość i umiejętność oporządzania koni.

Do tego momentu zapowiada się dobrze. Na łeb na szyję leci wszystko od chwili poznania jej opiekuna i rozpoczęcia misji. Lubię motyw wędrówki, wykorzystywany wszerz od Tolkiena począwszy. Ale nie takiej, gdzie po drodze są przeszkody, owszem, ale od razu wiadomo, że nie ważne co wyskoczy zza przysłowiowego krzaka, bohaterowie poradzą sobie z tym bez większego problemu. Bora i Thomas posuwają się niezmordowanie do przodu i ze wszystkiego wychodzą obronną ręką i powiedziałabym, bez większego wysiłku. W tarapaty wpadają często, ale o wiele lepiej wypadłoby to, gdyby pakowali się w kłopoty rzadziej, ale autorka pochyliłaby się nad czymś konkretnym, a nie pchała ich delikatnie przez kolejne kamienie na drodze.

Z postaciami i stylem mam podobny problem jak w Smutnej Dziewczynie, gdzie pisałam o tym, że styl jest przepracowany i brak mu naturalności. Tutaj jest tak samo. To mogła być historia z charakterną, rudą pannicą i uszczypliwym obrońcą, a przerodziła się w mdłe love story z przeszkodami w tle. Albo przeszkody z love story w tle. Nie ważne. W każdym razie nie można powiedzieć, żeby postacie były wielowymiarowe, bo niestety były zwyczajnie płaskie. Żaden z bohaterów nie wyróżnia się niczym szczególnym; są zwyczajnie mdli. Nawet czarny charakter po prostu jest, bo tego najprawdopodobniej wymagała realizacja schematu.

Pomimo pobłażliwości- a może jestem bardziej restrykcyjna bo ją lubię- do autorów stawiających pierwsze kroki w fantastyce, nie mogę przymknąć oka na mankamenty, o których napisałam. Nosicielkę czytałam dosyć długo, ze względu na długie opisy i przez to, że chociaż pozornie dużo się dzieje, czytelnika nijak to nie wciąga. Autorka zdecydowanie musi wypracować styl i umiejętność tworzenia złożonych postaci. Oraz świadomość tego, że jeżeli bohaterowi coś nie wyjdzie, coś skończy się fiaskiem albo wręcz tragicznie, to tylko lepiej.

Gdybym zaczęła od tej książki, prawdopodobnie nie sięgnęłabym w dalszej perspektywie po twórczość autorki, ale zaczęłam od Smutnej Dziewczyny, która była zdecydowanie lepsza, w związku z czym całość wypada dosyć przeciętnie. Na tyle przeciętnie, że pewnie sięgnę po inne pozycje autorki, żeby zobaczyć w którą stronę rozwinie się jej twórczość.

pokaż więcej

 
2018-11-06 07:29:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

mrs-cholera.blogspot.com

Mało która młodzieżówka mi się podoba i przedstawia faktyczną wartość. Ale z masochistycznym uporem sięgam po kolejne. Dlaczego to sobie robię? Żeby w końcu znaleźć, rozkochać się i opowiedzieć wam o takim tytule jak ,,Moje serce, mój wróg'’.

Wiele rzeczy sprawiało mi ból – jaskrawe światła, głośne dźwięki, drapiące ubrania- ale kiedy o tym mówiłam, nikt mi nie...
mrs-cholera.blogspot.com

Mało która młodzieżówka mi się podoba i przedstawia faktyczną wartość. Ale z masochistycznym uporem sięgam po kolejne. Dlaczego to sobie robię? Żeby w końcu znaleźć, rozkochać się i opowiedzieć wam o takim tytule jak ,,Moje serce, mój wróg'’.

Wiele rzeczy sprawiało mi ból – jaskrawe światła, głośne dźwięki, drapiące ubrania- ale kiedy o tym mówiłam, nikt mi nie wierzył.

,,Zaadaptuj się. Udawaj, że jesteś normalna.’’ Alvie słyszała to zbyt wiele razy i od zbyt wielu ludzi, od których oczekiwała akceptacji i zrozumienia. Dorośli zawiedli pokładane w nich zaufanie i złamali swój autorytet. Zamknęła się na ich słowa, przepisywane tabletki oraz ludzi w ogóle.

I teraz, chociaż źle się odnajduje wśród innych, za wszelką cenę stara się udowodnić, że jest w stanie bez większych przeszkód utrzymać się i żyć przeciętnie. Inaczej wrócić do ośrodka dla problematycznych nastolatków. Alvie musi temu sprostać do osiemnastych urodzin bez większej wpadki, żeby mogła być prawdziwie wolna i niezależna. Na razie pozostaje pod zatroskaną obserwacją kuratora i nadzorem sędziny ze względu na jej wniosek o usamodzielnienie.
Są jednak momenty, kiedy Alvie nie tyle co się potyka, ale upada. Bardzo widowiskowo. Praca, ludzie, nadzór. Wymagania społeczeństwa. To wszystko idzie z nią w krok w krok i w którymś momencie Alvie zostaje w tyle.

Tam spotyka Stanleya. Kogoś tak dziwnego jak ona. Podpierającego się laską chłopaka, o ciele kruchym jak filigranowa porcelana. Wiedziona niezrozumiałym impulsem Alvie postanawia zbliżyć się do niego, czego zawsze się wystrzegała. W jej pamięci nadal żywy pozostawał obraz ostatniej osoby, którą kochała. I co się z nią stało. Jeżeli uda jej się odnaleźć siłę, żeby przezwyciężyć tkwiącego w niej wroga, być może odnajdzie w życiu szczęście.

A i jeszcze jedno. Alvie ma Aspergera.

Żywa i martwa jednocześnie- przypominam kota Schrödingera.

Scenariusz, który do mnie trafia. Ma sens. Trudne uczucie, które połączyło dwoje młodych ludzi, osamotnionych w swoim cierpieniu i zamkniętych we własnych uczuciach. To, że świat ich skrzywdził sprawiło, że otworzyli się na siebie i swoje potrzeby. W niesamowity sposób.
Stanley podarował Alvie najbardziej wartościową rzecz. Coś czego pragnęła od dawna. Akceptację i zrozumienie. Samo zaburzenie jest przedstawione w sposób wierny i rzetelny; Alvie ma trudności z poznawaniem nowych osób oraz podtrzymywaniem kontaktu, trudności z akceptacją zmian czy usztywnione zachowania. Interesuje się naukami ścisłymi, a szczególnie biegła jest w temacie zachowań zwierząt. I odkąd tylko pamięta, słyszy, że wszystko jest jej winą, że powinna się dopasować. Jakby reakcje ludzi na jej zaburzenie, zachowania, na nią nie były niewłaściwe. Ona jest jaka jest. A nie znalazł się nikt, kto uznałby, że jej zachowanie jest właściwe, bo tak właśnie funkcjonuje. I powiedziałby, że zachowanie innych jest nie w porządku. Że to ich wina. Dopóki nie pojawił się Stanley.

Stanley, który sam cierpi z powodu przewlekłej choroby. Pochyla się nad zespołem Aspergera i maksymalnie zagłębia się w temat, żeby zrozumieć dziewczynę i nie wywoływać u niej dyskomfortu. Obydwoje niedoświadczeni w relacjach stawiają razem pierwsze, niezdarne kroki. Odkrywają całkowicie nieznany im obszar.

Nie rozumiałam, dlaczego wszyscy zachowywali się tak, jakby to była moja wina, że dzieci mi dokuczają. Dlaczego zawsze to ja miałam się zmienić?

Takich bohaterów mi brakowało. Niedoskonałych. Inteligentnych, doświadczonych przez życie, ale jednocześnie niepewnych w wielu kwestiach w związku z brakiem doświadczenia życiowego. Nie przeintelektualizowanych, ale zarazem nie infantylnych. Miłości kulawej, wywalczonej, pięknej w swojej nieporadności i niesamowicie mocnej. Zbudowanej nie tylko na uczuciu, ale i na pracy, na staraniu się o drugą osobę kosztem własnej wygody.

Autorka nakreśliła poważny problem i poprowadziła go do świetnej puenty. Chociaż poruszająca ważny temat, historia nie jest pozbawiona humoru, lekkości i płynności. Tempo jest jak najbardziej adekwatne do życia Alvie: raz dzieje się mniej, raz więcej z różną intensywnością.

Bez wątpienia ta pozycja zasługuje na uwagę. Najlepsza młodzieżówka po jaką sięgnęłam w tym roku. Jej przekaz jest prosty i bardzo potrzebny. Zwłaszcza w kontekście zaburzeń w ogóle. Czasem to ludzie zachowują się nie w porządku, a z nami wszystko jest okej, bo jesteśmy, jacy jesteśmy. I tyle, i aż tyle.

pokaż więcej

 
2018-10-23 16:58:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

http://mrs-cholera.blogspot.com/2018/10/podniebny-kerstin-gier.html#more
https://www.instagram.com/mrs_cholera_czyta/?hl=pl

Sama zafundowałam sobie rozczarowanie. Słyszałam o książkach Pani Gier- kojarzyłam je za sprawą pastelowych okładek i motywu fantastyki. Widywałam je na tyle często, że zwróciły moją uwagę, chociaż jestem fanką innego stylu i kolorystyki. Widocznie odezwała się głęboko...
http://mrs-cholera.blogspot.com/2018/10/podniebny-kerstin-gier.html#more
https://www.instagram.com/mrs_cholera_czyta/?hl=pl

Sama zafundowałam sobie rozczarowanie. Słyszałam o książkach Pani Gier- kojarzyłam je za sprawą pastelowych okładek i motywu fantastyki. Widywałam je na tyle często, że zwróciły moją uwagę, chociaż jestem fanką innego stylu i kolorystyki. Widocznie odezwała się głęboko skrywana strona mojej kobiecej natury. Inna część nie wiadomo czemu, zakodowała sobie, że to fantasy i powolutku, aż do połowy, powoli utwierdzałam się, że nie. Ale wina leży po mojej stronie.

Podniebny
serdecznie wita.
Życzymy udanego pobytu.

Siedemnastoletnia Fanny Funke rzuciła szkołę- w końcu nie każdy musi mieć maturę. Odbywa roczną praktykę w szwajcarskim hotelu Chateau Janvier, nazywanym pieszczotliwie Podniebnym. W okresie świąteczno-noworocznym podupadły już nieco hotel przeżywa oblężenie. Zjeżdżają się do niego stali bywalcy i ludzie ceniący jego stagnację w czasie. Często cieszący się pozycją, prestiżem i splendorem sławy, pozwalają w nim sobie na odrobinę nostalgii. Cały zastęp pracowników uwija się, żeby przychylić im nieba i spełnić, często wydumane, zachcianki znudzonych gości. Podczas wykonywania obowiązków Fanny ma szansę obserwować hotelowych gości. Pewne wydarzenia prowadzą do tego, że zaczyna wątpić w sielską atmosferę świąt i nie chodzi bynajmniej o legendarnego ducha. Ma wrażenie, że jej niepokój bierze się ze złych intencji któregoś z gości. Razem z Benem, synem jednego z właścicieli hotelu oraz tajemniczym Tristanem stara się rozwikłać zagadkę i nie pozwolić, żeby zdarzyło się coś złego.

Jakkolwiek idiotycznie(i pewnie żałośnie) to zabrzmi, nigdy nie wyglądałam równie elegancko jak w tym roboczym kitlu i uciskowych rajstopach.


Tym co mnie zaczarowało, był hotel. Usytuowany wysoko w malowniczych Szwajcarskich górach, odseparowany od świata krętym podjazdem i niekiedy zwałami śniegu. Miejsce, gdzie zatrzymał się czas. Urzeka atmosfera ciepła i przychylności jakie oferuje hotel, mimo pewnej staroświeckiej niewygody. Brak postępu w wyposażeniu i nowoczesnych rozwiązań technicznych wynagradza oddechem historii. I swoją duszą. Tutaj każdy znajdzie dobre słowo, kapkę melancholii i urządzi sobie miejsce, gdzie będzie czuł się komfortowo. Na tyle, żeby wracać do niego przez kilkanaście, dziesiąt lat jak do bezpiecznej dziupli. Personel hotelu również sprawia wrażenie, jakby był w Podniebnym od zawsze. Dla każdego mający mądre i ciepłe słowo konjerż Rocher, Pavel wypełniający terkoczące pomieszczenie pralni uduchowionym głosem, pedantyczna panna Muller, która etykietę mogłaby recytować wybudzona w nocy. Podniebny dał im miejsce, które wypełnili sobą.
Monsieur Rocher był dla mnie dobrym duchem Podniebnego.

Niestety mam wrażenie, że kreacja hotelu na takim poziomie odbiła się na reszcie. Pozostałe postacie są dosyć szablonowe. Denerwująco szablonowe. Mamy Fanny, dziewczynę, która chce się uwolnić od rodziców, którzy wypominają jej brak matury i która zaskarbia sobie sympatię dwóch chłopców z hotelu, a jakże by inaczej. Jednego szarmanckiego i miłego z sercem na dłoni, drugiego tajemniczego i przystojnego bad boya, arogancko rozbrajającego. Jak przewidywalnie. Mamy grupkę okresowo przyjętych dziewczyn, głupiutkich niczym z programu dla nastolatek, nękających Fanny. Wszystko znane, powielone i jednak troszeczkę zbyt schematyczne.

Dodatkowo nie pomaga język i momentami bardzo kolokwialne, maksymalnie potoczne zwroty. Żywcem wyjęte ze szkaradnej gwary nastolatków i jak na wiek bohaterki(siedemnaście lat) zbyt infantylne i rażąco kontrastujące z hotelowym tłem.

Sama historia też nie zrobiła na mnie spektakularnego wrażenia, była dosyć przewidywalna i również bazowała na znanych chwytach. Na tyle, że poczułam się troszeczkę zawiedziona.

Niemniej, Podniebnego czyta się przyjemnie i bezrefleksyjnie. Jest to książka młodzieżowa dedykowana młodszemu czytelnikowi. Ktoś nastawiony na poważną tematykę i aktualne problemy społeczne nie ma tutaj czego szukać. Nie jest to lektura o której pamięta się długo, ale niezobowiązująco i przyjemnie spędza się przy niej czas.

pokaż więcej

 
2018-10-21 08:09:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Crank (tom 1)

mrs-cholera.blogspot.com


Do tej pory sumiennie omijałam kolejne tomy współczesnej poezji. Jak bardzo poetyckie i życiowe by nie były, mi czytane fragmenty przypominały sentencyjne posty publikowane na Facebooku i to wystarczyło, żebym trzymała się od nich z daleka. Jak więc doszło do tego, że trafił do mnie Crank?

XXI bohomazy może i omijałam skrupulatnie, ale z kolei zawsze chętnie...
mrs-cholera.blogspot.com


Do tej pory sumiennie omijałam kolejne tomy współczesnej poezji. Jak bardzo poetyckie i życiowe by nie były, mi czytane fragmenty przypominały sentencyjne posty publikowane na Facebooku i to wystarczyło, żebym trzymała się od nich z daleka. Jak więc doszło do tego, że trafił do mnie Crank?

XXI bohomazy może i omijałam skrupulatnie, ale z kolei zawsze chętnie sięgałam po tematykę uzależnień z naciskiem na narkomanię. Chyba nikomu nie trzeba przytaczać takich klasyków jak ,,My, dzieci z dworca ZOO’’ czy ,,Morfina’. Problem w tym, że kiedy przeczyta się takich książek dużo, nawet traktując każda postać indywidualnie, zaczyna się wpadać w pewną rutynę schematyczną. Siłą rzeczy. Crank prawdopodobnie przeszedłby bez większego echa, gdyby nie forma.

Moje życie było dobre,
zanim się
natknęłam
na bestię.
A potem
było
boskie.
Przynajmniej
przez
chwilę.


Siedemnastoletnia Kristina Georgia Snow odwiedza od wielu lat niewidzianego ojca. Tam poznaje Adama. Chłopak od początku wywiera na niej duże wrażenie i to właśnie pod jego wpływem decyduje się wziąć tytułowy narkotyk. Wskutek tego do głosu dochodzi nowa osobowość Kristiny. O ile na co dzień jest wzorową uczennicą ze znaczącymi sukcesami w szkole, dobrze rokującą przyszłością i poukładanymi znajomymi, z raczej nudną rutyną, o tyle Bree jest zaprzeczeniem tego wszystkiego. Alter ego, które uosabia to wszystko, po co bała się sięgnąć. Jest gotowe do eksperymentowania i kroczenia ramię w ramię z bestią- nałogiem wyniszczającym jej poukładane życie.

I choć początkowo daje jej on spełnienie i poczucie wolności, szybko przekształca się w uzależnienie, które prowadzi do tragicznych w skutkach wydarzeń.

Jakiś ruch mnie
zdradził. Wyostrzone kocie oczy
wytropiły mnie w trawach,

złote oczy, nakrapiane zielenią.
On prychnął, ona podniosła głowę.
Spojrzałam w jej twarz.

Moją twarz.

Tym co wyróżnia powieść i robi wrażenie na czytelniku jest właśnie wydanie, którego się obawiałam. Crank został wydany w formie powieści, ale szczególnej, bo opowiedzianej białym wierszem. Z rozmysłem piszę wierszem, a nie wierszami, bo poszczególne utwory tworzą spójną całość. Na tyle płynnie, że nie mamy wrażenia podziału na poszczególne utwory.

Autorka zgrabnie prowadzi nas przez poszczególne fazy uzależnienia; przy czym opowieść nabiera kształtu. Mamy tu bowiem nie tylko manipulację formą narracji, ale i grafiką. Zabiegi przestrzenne, które dosadnie pokazują, w jakiej formie psychicznej akurat jest Kristina. I być może większe wrażenie robią te rozjechane czy płynące słowa niż kolejny mocny, ale suchy opis. Ta forma i zabiegi graficzne pozwalają na swobodną interpretację i… Nie wiem czy nie jest to właśnie największą zaletą tej historii. Dostajemy rdzeń, a resztę pozostawiono naszej interpretacji. Nie tylko dwuznacznych wersów, ale odczuć, emocji i historii, którą musimy nadbudować. I od nas zależy na ile wysycimy ją emocjonalnie i jaki nadamy jej afekt.

Wiec zrobiłam jedyną sensową rzecz.
Wzięłam drugi mach. Było lepiej.
Chodź tu,Bree.

W samej historii nic nie zaskakuje. Widzimy pozorną kontrolę, kiedy Kristine sięga po narkotyki i obserwujemy jak szybko i gwałtownie grunt kontroli wysuwa jej się z pod nóg. Jak walą się domki tego, co było dla niej ważne. Jak jedne drogi stają się nieprzejeżdżalne, a inne, nieuczęszczane, stają otworem. Wyniszczenie, postępującą destrukcję nie tylko siebie, ale i bliskich, których dotyka w dwójnasób.

Autorka wytrąca nas z mechanicyzmu czytania posłowiem. Przeżyłam to z moją córką. Nie wszystko jest prawdziwe, w części to fikcja literacka, w ułamku historie innych, znanych autorce ludzi. I nagle jest nam głupio, za cały ten schematyzm. Bo chociaż wiemy, jak to działa, obserwujemy bezsilność swoją i innych. I jest nam z tych cholernie źle. Może wrócicie do niektórych fragmentów jeszcze raz. Zostawiam ten wybór wam; z podkreśleniem tego, że powyższe fakty autorka wyjawiła w posłowiu.

Nawet jeżeli przeczytaliście wiele książek o uzależnieniu. O narkomanii. Poświęćcie czas na tę, nie zajmie wam to dużo czasu. A przybliży was do problemu w intymny, bezpośredni sposób. Przez interpretację pozwoli wam w nim uczestniczyć i musnąć jestestwa bestii.

pokaż więcej

 
2018-10-18 13:19:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

mrs-cholera.blogspot.com

Nie stronię od klasyki i literatury poważnej. Wysokiej. Ale nie ukrywam, że na co dzień częściej sięgam po pozycje lekkie, niezobowiązujące, może nie najprostsze, ale pozwalające się wyłączyć, zrelaksować. Bo tego potrzebuję, bo je lubię i w bieganinie codziennego życia chcę przy nich odpocząć. Nadchodzi jednak taki moment, że stwierdzam ,,cholera, jakie to wszystko...
mrs-cholera.blogspot.com

Nie stronię od klasyki i literatury poważnej. Wysokiej. Ale nie ukrywam, że na co dzień częściej sięgam po pozycje lekkie, niezobowiązujące, może nie najprostsze, ale pozwalające się wyłączyć, zrelaksować. Bo tego potrzebuję, bo je lubię i w bieganinie codziennego życia chcę przy nich odpocząć. Nadchodzi jednak taki moment, że stwierdzam ,,cholera, jakie to wszystko głupie’’ i sięgam po coś, przy czym za przeproszeniem, mogę się odchamić.
Być może, jeżeli przeczytacie tę książkę z mojego polecenia, zarzucicie mi potem, że jest nudna, nic się w niej nie dzieje i ciężko się ją czyta. Nom stop to słyszę , jeżeli chodzi o literaturę wysoką. A ja wam powiem, że gdybym używała gwiazdek, to byłoby to 10/10. Zapomnijcie na chwilę o gnającej akcji, prostych bohaterach i głupich miłostkach i po prostu to przeczytajcie. A gwarantuję, że traficie na perłę wśród świecidełek z automatu.

Pola są zieleńsze w opisie niż w swej zieleni.


Raimund Gregorius jak co dzień idzie do szkoły, w której od wielu lat uczy języków klasycznych. Nieodmiennie pojawia się na moście, na którym widać go każdego dnia za piętnaście ósma. Tym razem jednak zatrzymuje go widok pięknej nieznajomej, szykującej się do skoku.
Wkrótce potem, berneńskiemu nauczycielowi, wytrąconemu z równowagi przez odstępstwo od rutyny, wpada w ręce książka portugalskiego autora, Amedeu de Prado. Poruszony do głębi pierwszymi słowami z książki oraz spotkaniem portugalki i dźwięcznego brzmienia jej słów, nieoczekiwanie, wychodzi ze szkoły w połowie lekcji i decyduje się na podróż do Lizbony nocnym pociągiem. Jego przewodnikiem po nieznanym mieście staje się książka Prado. Zafascynowany coraz mocniej osobą pełnego sprzeczności doktora, o niezwykłej lekkości słowa, całkowicie poświęca się poznaniu jego historii. Dowiaduje się przy tym, że był nie tylko wybitnym lekarzem, ale i uczestnikiem ruchu oporu przeciw dyktaturze Salazara. Stanie się on dla Gregoriusa ,,złotnikiem słów’’ oraz przewodnikiem i odkrywcą dotąd nieznanych i nieporuszanych aspektów życia.
Czy jednak faktycznie da się wkroczyć w czyjeś życie i je zrozumieć? Czy jedna decyzja może radykalnie odmienić los i czy faktycznie warto porzucać dotychczasową egzystencję?

Nie chcę żyć w świecie bez katedr(…) Ale nie mniej potrzebuję wolności i wrogości wobec wszelkiego okrucieństwa. Ponieważ jedno jest niczym bez drugiego. I nikt nie może mnie zmusić, bym wybierał.

Nie będę was oszukiwać, nie jest to pozycja łatwa. Nie. Ale co to jest za pozycja! Wszystko co przeczytałam od dawna… jakby zblakło. Ta książka nie zmusza do myślenia, ona do niego zachęca i zaprasza do intelektualnego wysiłku, refleksji, do zastanowienia się czy miejsce, w którym aktualnie się znajduję: co robię, kim jestem jest dobre. Czy mi odpowiada? A może powinienem coś zmienić? Niesamowite jest patrzenie jak Gregorius, mistrz w swoich fachu, zastały intelektualista stawia pierwsze kroki w mieście i życiu, dotychczas mu nieznanym. Jak pali pierwszego papierosa i kupuje nowe, eleganckie ubrania po raz pierwszy od blisko dwudziestu lat. Jak jest bliżej ludzi i wreszcie wychodzi naprzeciw przeszłości, która ciążyła mu ciszy od wielu lat, osadzając go w miejscu.

Ludzie, których poznaje – każdy ma jakiś bagaż i okazuje się niespodziewanie mu bliski. Gregorius poznaje ludzi, których historie stają się cząstką jego samego. Łączy ich postać Prado, która powoli wyłania się ze wspomnieć jego bliskich i zapisków, jakie po sobie pozostawił. Gregorius jest bliski poznania go najlepiej, holistycznie. Pytanie tylko, czy można czyjeś życie uczynić swoim?

(…) Nikt nie mógł przymknąć oczu na fakt, że chłopak ten był zdolny dotknąć nieba.

Prado… trawiony sprzecznościami, z silnym kompasem moralnym, dobrym sercem i dużym dystansem do świata. Musiał, po prostu musiał wszystko wiedzieć, dlatego nieustannie zadawał pytania i rzadko kiedy zadowalała go otrzymana odpowiedź. Nade wszystko ukochał słowa, posługiwał się nimi w sposób, który sprawiał, że jaśniały. I ten człowiek, człowiek który potrafił sięgnąć nieba…ciągle mu czegoś brakowało. Nie był kompletny na wielu płaszczyznach. Na wielu zaś przepełniony i przytłoczony.

Jako wykreowanej postaci nie brakowało mu niczego.

Styl jest... ciężki. Przytłaczająco piękny. Zapiski Prado wprowadzają filozoficzny rys i kunszt poezji. Przemyślenia są wyniesione do rangi sztuki w ich formie. Nie znajdziecie tu dużo dialogów i potocznych sformułowań. Za to jeżeli już się pojawiają to są maksymalnie wysycone treścią. Widać, że są po coś. Nie wycięłabym zresztą niczego z opisów, przytoczonych historii i odczuć Gregoriusa. Bo to wcale nie tak, że przez tę książkę się brnie. Nią się delektuje. Z całą jej formą, stylem i elegancką klimatyczną oprawą.

Stratą, moi drodzy, jest pominięcie tej pozycji. Ogromu refleksji na temat śmierci, samotności, odwadze, lojalności, miłości i przyjaźni. Książka porusza wiele tematów, których na co dzień nie poruszamy świadomie, a które zakłują nas przy czytania. Zakrawa o pozycję filozoficzną, ale przy odrobinie skupienia pozostającą w zasięgu każdego czytelnika.

Jeżeli to nie jest ucieleśnienie wielkiej literatury, to nie wiem, co nią jest.

pokaż więcej

 
2018-10-14 08:24:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

mrs-cholera.blogspot.com

Bałam się troszeczkę tego zbioru. Tego, że dostanę feminizm w najgorszym stereotypowym wydaniu: ,,chcę równości, ale wnieś mi szafę’’. Bo uważam, że na feminizm nakłada się kalkę karykatury, podobnie jak na społeczeństwo LQBT i parady równości. Z autorką nie miałam wcześniej styczności, ba, nawet o niej nie słyszałam… i zamierzam to nadrobić. W sposób niecierpiący...
mrs-cholera.blogspot.com

Bałam się troszeczkę tego zbioru. Tego, że dostanę feminizm w najgorszym stereotypowym wydaniu: ,,chcę równości, ale wnieś mi szafę’’. Bo uważam, że na feminizm nakłada się kalkę karykatury, podobnie jak na społeczeństwo LQBT i parady równości. Z autorką nie miałam wcześniej styczności, ba, nawet o niej nie słyszałam… i zamierzam to nadrobić. W sposób niecierpiący zwłoki, bo Histeryczki napisała tak, że gdybym mogła usiąść z nią w kawiarni, prawdopodobnie wykończyłaby mnie kofeina, a i tak byłoby mi mało. Rozmowy z nią.
Powiem ‘’tak’’. Usłyszysz mnie.
Histeryczki to zbiór opowiadań, na który składają się różne historie kobiet: matek, sióstr, kochanek, szalonych, przegranych oraz skrzywdzonych, oscylujące wokół miłości, przemocy i skomplikowanych sieci międzyludzkich relacji.
Bohaterkami są tu nieodmiennie kobiety. Nie wyjątkowe, gorsze czy inne. Żaden margines. Nie chodzi o sytuację ekonomiczną, poziom wykształcenia czy kulturalnego obycia, ale o bagaż doświadczeń, który dźwiga każda z nich. Życie pisze różne scenariusze i nie przejmuje się przydziałem ról: kogo upokorzy, kogo obrazi, a kogo złamie. Kobiety które straciły dzieci, kobiety, którym macierzyństwo nie było dane, zgwałcone w dzieciństwie, kochanki księży, zakompleksione… które moglibyśmy znać. Nie przemoc odgrywa tu jednak kluczową rolę, ale to, jak te kobiety sobie z nią radzą. Jakie mechanizmy obronne i przystosowawcze wykształciły oraz, co najważniejsze, co je do tego zmusiło. Co doprowadziło je do tego miejsca, w którym aktualnie się znajdują, nie zawsze dobrego, ale będącego odpowiedzią na specyficzne potrzeby.
Ten, który rzuca kamieniem, nie kocha swojej kochanki, ale potrzebuje tych spotkań, podczas których nie musi widzieć za dużo i kochać za ostrożnie.
W poprzedniej recenzji napisałam, że trudno o dobry zbiór opowiadań. Ten jest więcej niż dobry. Jeżeli ktoś wie, jak zabrać się za krótką formę to właśnie Pani Gay. Po napisaniu go, została okrzyknięta mistrzynią i znawczynią kobiecej natury. Czy słusznie? Jak najbardziej!
Jej bohaterki są kłopotliwe, nieznośne i chwilami wypadałoby nimi zwyczajnie potrząchnąć… tylko po to, żeby zaraz je przytulić. Przytulić, wypić kawę i postawić szklankę whisky. Bo w obliczu tego, o czym nie chcemy mówić: o pedofilii, wydumanych wymogach społeczeństwa, popieprzonych mężach i partnerach mają prawo być upierdliwe z całą siłą, na jaką je stać. Nie wiem, kim by były, gdyby potulnie przyjmowały to, co je spotyka. Życie obrzuca je kamieniami, które przeżuwają i żwirem plują oprawcom w twarz.
Błagałyśmy o litość i wytchnienie dla naszych ciał, nim zostaną do reszty zniszczone. Nie słuchał. Nauczyłyśmy się nie błagać.
Gray stworzyła obraz kobiet, w którym odnajdzie się każda z nas. Ta książka jest pełna ciepła i miłości. Bo obok tego wszystkiego, co spotyka te kobiety i przez co ma się ochotę krzyczeć z frustracji, one nadal pełne są ciepła i miłości. Nadal mają je w sobie i chociaż czasem rozlatują się na kawałki, radzą sobie pomimo nierównych brzegów i zgrubiałych łączeń.
Przy dwudziestu jeden opowiadaniach podobały mi się wszystkie. Niektóre mnie zachwyciły. Autorka wplotła w nie nić fantastyki i uzyskała oszałamiający efekt, bo pewne rzeczy przedstawione metaforycznie tylko zyskały na wymowie. Styl jest dopasowany do kreacji kobiet; miejscami surowy, urywany i oszczędny, gdzie indziej rozbiegany, a miejscami bajkowy. Idealnie zbiega się z ich emocjami i doświadczeniami.
Może, gdyby ludziom tak przedstawiać feminizm, poszedłby za nim tłum. Bo chociaż feminizm spowszechniał i kobiety uzyskują coraz więcej praw i równości, o którą toczy się gra, to gdzieś tam zdarza mu się zblędnąć. Gay pokazuje, że obok całej rewolucji kulturowej, kobiety nadal są szufladkowane i sprowadzane do roli matek, kochanek i kucht, gdzie niektórzy chcieliby je widzieć. Książka dotyka ważnej rzeczy: te kobiety, chociaż złamane, zgwałcone, umniejszone i stłamszone dają sobie radę, lepiej lub gorzej, ale podnoszą się, wolniej lub szybciej. Ale nikt nie ma prawa doprowadzać ich do takiego stanu. Narzucać, kierować, znęcać się, ani poniżać. A one wcale nie muszą niczego wybaczać. Mogą się wściekać, krzyczeć, rzucać się i płakać. Mogą też walczyć o zadośćuczynienie, o same siebie i mogą nienawidzić. Zdziwiłabym się, gdyby tego nie robiły.
Jesteście fanami opowiadań czy nie, polecam tę książkę, bo ma w sobie więcej niż tabun znawców-krzykczy ma do powiedzenia. I z bardziej prozaicznej perspektywy są bezlitośnie dobre.

pokaż więcej

 
2018-10-11 18:53:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

mrs-cholera.blogspot.com

Czasem, kiedy ludzie mnie denerwują i mam szczerą nadzieję, że jak otworzę drzwi, to świat szlag trafi i zniknie w cholerę, to trafiam na taką książkę jak Dachołazy i myślę sobie: A może to jednak nie jest takie złe? Bo to taka książka, która czyni świat i ludzi trochę ładniejszymi, niezależnie od nastroju.



Wyobraźcie sobie obdarzoną głosem noc. Albo pomyślcie,...
mrs-cholera.blogspot.com

Czasem, kiedy ludzie mnie denerwują i mam szczerą nadzieję, że jak otworzę drzwi, to świat szlag trafi i zniknie w cholerę, to trafiam na taką książkę jak Dachołazy i myślę sobie: A może to jednak nie jest takie złe? Bo to taka książka, która czyni świat i ludzi trochę ładniejszymi, niezależnie od nastroju.



Wyobraźcie sobie obdarzoną głosem noc. Albo pomyślcie, jakby to było, gdyby światło księżyca umiało mówić , czy gdyby atrament miał struny głosowe.



Sophie jest sierotą, ocalałą po katastrofie statku. Dryfująca po kanale La Manchce w futerale od wiolonczeli, zostaje przygarnięta przez ekscentrycznego naukowca, Charlesa. Opiekunka społeczna nie docenia jednak oddania i formy jego uczuć wobec wychowanki i kiedy Sophie kończy dwanaście lat, bezwzględnie nakazuje umieszczenie jej w sierocińcu. Nie chcąc się ze sobą rozstać, wyruszają do Paryża- na poszukiwania matki Sophie, ponieważ dziewczyna upiera się, że ocalała z katastrofy. Uzbrojeni w skromny bagaż i pełni nadziei, kierują się adresem umieszczonym na wiolonczeli. Czy intuicja jej nie zawodzi i matce faktycznie udało się przeżyć? Kim są dachołazy i czy pomogą jej w poszukiwaniach?



Mało jadł, rzadko sypiał i nie uśmiechał się tak często jak inni ludzie. Ale tam, gdzie inni mieli płuca, on miał życzliwość, a uprzejmość skapywała mu z palców. Jeśli szedł ulicą i czytał książkę, skutkiem czego wpadał na latarnię, przepraszał i sprawdzał, czy latarni nic się nie stało.




Charles dał Sophie coś więcej niż imię i miejsce zamieszkania. Obdarzył ją bezwarunkową akceptacją i miłością. Zbudował jej świat na lekturach Szekspira, naukowym zainteresowaniu i przeświadczeniu, że nigdy nie można przekreślać możliwego. Oderwany od przyziemnych spraw i stojący ością społecznemu obyciu, szybko ściągnął na siebie dezaprobatę opiekunki społecznej. Uchodziło mu to płazem, dopóki Sophie była na tyle mała, że mogła jeść z okładek klasycznych książek, chodzić brudna po mieście, i o zgrozo, chodzić w spodniach! Znająca większość stolic, ale nie potrafiąca odróżnić koszuli damskiej od męskiej, jawiła się jako porażka w oczach dystyngowanych angielskich dam.



Ma błyszczące buty i błyszczące oczy. Tak jest dostatecznie elegancko.



Postacie są wykreowane w ten sposób, że od razu wiadomo, kogo obdarzymy sympatią, a kogo nie i… nie przeszkadza to w lubieniu ich całym sobą. Żywi, dynamiczni i inteligentni . Rundell stworzyła bohaterów, którzy rozumieją, że niekoniecznie coś, co jest powszechnie uznawane i praktykowane, jest prawidłowe. Postacie tak swobodne w swoich dziwactwach, że to cała reszta wydaje się nie na miejscu. Cały wywód filozofującego bohatera i monologi o prawidłowościach świata zamyka w celnych uwagach cynicznego Charlesa… bardzo subtelnie i nie mniej trafnie. Zredukowała to co ważne do samej esencji.



Ta książka nie zmieni świata ani ludzi. Ale uczyni ich troszeczkę bardziej pięknymi i może odrobinę lepszymi. Mamy tu książkę dla młodych i nie tylko w najlepszym wydaniu. Akcja i tempo są odpowiednio wyważone i zmieniają się, jak odległości pomiędzy dachami paryskich budynków.

To opowieść pełna otwartości na świat, podstawowego uczucia, cynizmu w eleganckim wydaniu i obdartej przyjaźni. To opowieść o tym, że można być szczęśliwym, nie będąc takim jak inni. Czasem wystarczy stworzyć tylko własne miejsce i nie przekreślać możliwego. Pełna najważniejszych rzeczy w mistrzowskiej oprawie- opowiedzianych prostymi słowami.



W końcu, to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Po lekturze mam nadzieję, że po otwarciu drzwi świat jednak będzie na mnie czekał.

pokaż więcej

 
2018-10-11 18:50:23
Dodał cytat z książki: Dachołazy
Mało jadł, rzadko sypiał i nie uśmiechał się tak często jak inni ludzie. Ale tam, gdzie inni mieli płuca, on miał życzliwość, a uprzejmość skapywała mu z palców. Jeśli szedł ulicą i czytał książkę, skutkiem czego wpadał na latarnię, przepraszał i sprawdzał, czy latarni nic się nie stało.
 
2018-10-10 20:55:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

mrs-cholera.blogspot.com


Z opowiadaniami to jest tak, że rzadko mogę powiedzieć o jakimś zbiorze, że naprawdę mi się podoba; w każdym są historie lepsze i gorsze, które zwykle dają przeciętną albo niezłą całość. O zbiorze Barbary Mikulskiej powiedziałabym, że jest przeciętny.

I za dużo w człowieku demonów się zagnieździło. Sami ze sobą nie umiemy dojść do ładu.

Zbiór zawiera trzynaście...
mrs-cholera.blogspot.com


Z opowiadaniami to jest tak, że rzadko mogę powiedzieć o jakimś zbiorze, że naprawdę mi się podoba; w każdym są historie lepsze i gorsze, które zwykle dają przeciętną albo niezłą całość. O zbiorze Barbary Mikulskiej powiedziałabym, że jest przeciętny.

I za dużo w człowieku demonów się zagnieździło. Sami ze sobą nie umiemy dojść do ładu.

Zbiór zawiera trzynaście opowiadań i próżno szukać w nich ciągłości tematycznej. Wspólnym pierwiastkiem jest jedynie przynależność do fantastyki, a ta długa i szeroka, co udowodniła autorka, prezentując naprawdę bogaty przekrój tematyczny. Od dosyć standardowych schematów i motywów jak wilkołaki, bajka na opak czy magia znajdziemy też kilka nowatorskich pomysłów jak Wampmisie czy opowiadanie o tatuażach. Także każdy fan fantastyki rozpozna tu znajome chwyty i z dużym prawdopodobieństwem znajdzie coś dla siebie wśród szerokiego spektrum tematycznego.

Kiedyś takie jak ja palili na stosie! Na szczęście dla mnie te czasy już minęły.


Najbardziej do gustu przypadły mi opowiadania z motywem czarów, te baśniowe i klimatyczne. Oprócz nich jedno szczególnie mi się spodobało: o mężczyźnie, który za pomocą tatuażu upodabniał się do tygrysa. Zdarzyło się jedno, które nazwałabym pięknym w jego prostocie. Ale były też takie, które były zbyt zagmatwane, momentami niezrozumiałe albo nazbyt schematyczne i przez te zwyczajnie przebrnęłam. Myślę, że dwa, trzy możnaby wywalić z korzyścią dla całości.

Nie powiem, żebym męczyła się przy lekturze. Widać, że autorka starała się dopracować wszystko od początku do końca i wypieścić tekst do granic i odnoszę wrażenie… że go przepracowała. W pisaniu musi być odczuwalne pewne niedbalstwo. Zawadiackie lekceważenie, charakteryzujące łatwość. Tutaj zabrakło tej swobody słowotwórczej. Formalnie nie można powiedzieć, że coś ze stylem jest nie tak. Jest dobry punkt po punkcie. Brakuje mu tylko lekkości. Widać to szczególnie w dialogach, które są mało spontaniczne i brakuje im pewnej swobody, plecenia trzy po trzy. Cóż, niektórzy tworzą światy za pstryknięciem palców, inni wznoszą je mozolnie kamień po kamieniu.

Im bardziej jej nie lubimy, tym robi się gorsza i brzydsza.

Myślę, że spokojnie możecie dać szansę autorce i temu zbiorowi. Nie są to początki z tych, które dając przyjemność pisania, odbierają przyjemność czytania. Barbara Mikulska stawia pierwsze kroki dosyć pewnie, po prostu trzeba pamiętać o tym, że może i nie zdarła kolan, ale nadal zdarza jej chwiać. Z dużym prawdopodobieństwem znajdziecie tu historię, która przypadnie wam do gustu, musicie tylko podejść do nich z pewną wyrozumiałością. Nie mniej jednak, jeżeli ogólnie nie przepadacie za zbiorami opowiadań, a sięgając po nie wybieracie najwyższą półkę, proponowałabym wybrać coś innego.

pokaż więcej

 
2018-10-02 08:34:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

mrs-cholera.blogspot.com

Szesnastoletnia Aza Holmes nie zamierza uczestniczyć w poszukiwaniu zaginionego miliardera Russella Picketa, który zadłużył się i czmychnął, zostawiając dwójkę synów. Ma wystarczająco dużo własnych zmartwień i lęków.
Ale gdy stawką okazuje się sto tysięcy dolarów i żarliwe namowy wieloletniej przyjaciółki- Daisy, która nie jest w najlepszej sytuacji materialnej, a...
mrs-cholera.blogspot.com

Szesnastoletnia Aza Holmes nie zamierza uczestniczyć w poszukiwaniu zaginionego miliardera Russella Picketa, który zadłużył się i czmychnął, zostawiając dwójkę synów. Ma wystarczająco dużo własnych zmartwień i lęków.
Ale gdy stawką okazuje się sto tysięcy dolarów i żarliwe namowy wieloletniej przyjaciółki- Daisy, która nie jest w najlepszej sytuacji materialnej, a wygrana suma pozwoliłaby jej zrezygnować z uciążliwej pracy i aplikować na studia, Aza postanawia zaangażować się w coś więcej poza bezpieczną przestrzenią szkolną i domową. Musi zebrać się w sobie i wykrzesać odwagę na odświeżenie znajomości z Synem Picketa, Davisem i znaleźć sposób, żeby zmniejszyć przepaść, która oddziela ją od innych ludzi. Całe przedsięwzięcie okazuje się przygodą… ale i nie lada wyzwaniem.

Każdy może na ciebie spojrzeć, lecz spotkanie kogoś, kto widzi ten sam świat co ty, jest zjawiskiem dość rzadkim.


Złośliwi mówią, że książka jest pozbawiona fabuły i jest w tym ziarenko prawdy. Zbudowana jest właściwie jednowątkowo i nie ma tu niczego, co może czytelnika zaskoczyć. To co w tej książce jest trudne, to Aza. Jej mózg pracuje zbyt szybko, zbyt intensywnie, zalewając ją nieprzerwanym potokiem informacji i szczegółów. Jakby tego było mało, dziewczyna cierpi na zaburzenia obsesyjno- kompulsywne, znane potocznie jako nerwica natręctw. Nie potrafi przestać myśleć o tym, co dzieje się z jej ciałem; ile bakterii mieści, ile dostaje się do jego wnętrza z otoczenia oraz czym jej grożą. Nieustannie przeszukuje internet, wyszukując kolejne przypadki zarażenia oraz objawy, które przypisuje sobie. Kiedy napięcie jest zbyt duże i Aza jest pewna, że bakterie dostały się do jej ciała, grożąc jej zakażeniem, naciska paznokciem kciuka na opuszek palca- na jątrzącą, niegojącą się od dzieciństwa ranę- upuszcza trochę krwi, dezynfekuje rozcięcie i zakłada nowy plaster. Ten rytuał pozwala jej zredukować napięcie. Miewa napady paniki, przy których mocno się poci(a przynajmniej tak się jej wydaje) i myśli wypadają jej na boczny tor, przez co ma spore trudności z kontaktami z ludźmi. Ma jedną, wieloletnią przyjaciółkę- Daisy i przyjaciela z dzieciństwa, Davisa.

Poza tym, Aza ma wrażenie, że życie wymyka jej się z rąk, że ktoś odgórnie ustala co ma robić i kontroluje jej rytm dnia. W szkole czuje się jak w więzieniu i nie przestaje zadawać sobie pytania: co tak naprawdę ją definiuje? I gdzie leży jej prawdziwe, najpierwsze ja. Próbuje odnaleźć je na sesjach z psychologiem, ale nieregularne branie leków i surowe traktowanie siebie niczego nie ułatwiają.

Jak ktoś, kto nie kieruje autobusem własnej świadomości.

Green, cierpiący na OCD, wiernie przedstawił obraz tego zaburzenia, pokazując, jak bardzo rozbija i wpływa na życie osoby, która nie jest w stanie kontrolować swoich myśli, które wydają się obce, przytłaczają ją, atakują i zacieśniają się wokół niej oraz prowadzą do destrukcyjnych zachowań. Bardzo podoba mi się fakt, że zwrócił uwagę nie tylko na to, jak cierpiała Aza, ale że dla jej najbliższych też było to bardzo trudne, mimo całej sympatii i cierpliwości. Co szczególnie widać w przypadku Daisy- jak dużo wysiłku kosztowała ją momentami przyjaźń z Azą.

Język jest adekwatny, zważywszy na to, jak wyjątkową osobą jest Aza. Książki Greena cechuje przeplatanie wysokich sentencji i przemyśleń z infantylizmem nastolatków, ale tutaj ten zabieg nie wadzi, ponieważ Aza jest dojrzała jak na swój wiek i charakteryzuje ją nieco odmienny styl myślenia. Podobnie jestem w stanie przełknąć Davisa, który opuszczony przez ojca, dorastający wśród ludzi, dla których liczyły się tylko jego pieniądze, zdystansował się do nich i odsunął od życia społecznego, uciekając w literaturę i naukę.

Każda z postaci jest wykreowana dobrze, wiarygodnie i reprezentuje różne problemy, jakie dotykają młodych ludzi. Mamy tu przyjaźń, relacje rodzinne i pierwsze uczucie. Widocznie widać też coraz bardziej popularny motyw szukania samego siebie, odnalezienia prawdziwego ja, przyśpieszony przez przypadłość Azy. Niemniej jednak są to sprawy drugoplanowe- książka skupia się na funkcjonowaniu osoby z zaburzeniami obsesyjno- kompulsywnymi i tak radzę do niej podejść, bo nie sprawdza się jako typowa młodzieżówka. Za to jest to chyba najwierniejszy obraz zaburzenia z jakim spotkałam się w literaturze popularnej.

Całość może być lekko nużąca i z całą pewnością nie jest to najlepsza pozycja Greena, aczkolwiek może być najbardziej osobista. Uważam, że końcówka była potrzebną na końcu kropką, bo zwraca uwagę na to, że osoby walczące z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi często parają się z nimi przez całe życie. I czasem idzie im lepiej, a czasem gorzej.

Wiedziałam, że nie są prawdziwe, ale jednocześnie miałam świadomość, że nieprawdziwe rzeczy też mogą ranić. Wiedziałam, że wytwory wyobraźni mają znaczenie i że mogą zabić.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
42 38 210
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (2)

Ulubione cytaty (2)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd