Femina domi 
feminadomi.blogspot.com, status: Czytelnik, ostatnio widziany 6 godzin temu
Teraz czytam
  • Jesteś moja
    Jesteś moja
    Autor:
    Lucy Wakefield jest wykształconą, dobrze zarabiającą młodą kobietą, która w akcie desperacji robi coś szokującego: zabiera niemowlę pozostawione w wózku na zakupy i wychowuje dziewczynkę jako swoje dz...
    czytelników: 457 | opinie: 29 | ocena: 6,81 (113 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-12 18:46:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"Wróć do Triory" jest w pewien sposób podobne do "Niepamięci". Mamy tutaj dwa światy, jeden to rzeczywistość, a drugi zdaje się być nie do końca realny, wręcz fantastyczny. Bohaterowie stoją na pograniczu tych światów, one się przenikają i właściwie jeden nie może istnieć bez drugiego. Głównym bohaterem powieści jest Marcin - nauczyciel historii, który z powodu swoich niekonwencjonalnych metod... "Wróć do Triory" jest w pewien sposób podobne do "Niepamięci". Mamy tutaj dwa światy, jeden to rzeczywistość, a drugi zdaje się być nie do końca realny, wręcz fantastyczny. Bohaterowie stoją na pograniczu tych światów, one się przenikają i właściwie jeden nie może istnieć bez drugiego. Głównym bohaterem powieści jest Marcin - nauczyciel historii, który z powodu swoich niekonwencjonalnych metod nauczania stracił pracę w prywatnej szkole, w której poznał inną bohaterkę powieści, młodziutką Weronikę. To za jej sprawą wkraczamy w świat magii, czarownic, dawnych legend, historii, która odciska swe piętno na teraźniejszości. Marcin jest człowiekiem szczęśliwym, przezwyciężył ciężką chorobę, założył rodzinę, dostał również propozycję pracy: przygotowanie młodego chłopaka do matury. Filip to zamknięty w sobie nastolatek z problemami. Wrażliwiec, który na chwilę zatracił się w narkotykach. Spotkania z Marcinem otwierają go, pozwalają odzyskać nadzieję na spełnienie marzeń.

Marcin to bohater, którego zadaniem zdaje się być 'zbawianie świata'. Pomaga Filipowi, a także, mimo, iż niechętnie, postanawia pomóc również Jakubowi, pacjentowi dr Wrońskiego, u którego sam się leczył. Jakub to bardzo utalentowany, odnoszący pierwsze duże sukcesy muzyk, który choruje na ten sam rodzaj nowotworu, z którego wyleczył się Marcin. Co więcej był on także nauczycielem Filipa. Jego dziewczyną jest... Weronika, była uczennicą Marcina.Muszę przyznać, że zastosowane przez autorkę zbiegi okoliczności mnie męczyły. Za dużo tego było. Każdy był ze sobą powiązany jak w pajęczej sieci, a wszystkie nitki prowadziły do Marcina - zbawiciela, który jest również narratorem powieści. Jego narracja przeplatana jest z pamiętnikiem Weroniki, która pozostawiła go swojemu chłopakowi, sama nieoczekiwanie znikając. Nauczyciel na prośbę chorego Jakuba zgadza się odszukać dziewczynę i w tym celu wyjeżdża do tytułowej Triory.


Jolanta Kosowska dzięki przeplataniu opowieści Marcina wspomnieniami Weroniki i jej pamiętnikiem pięknie obrazuje całą powieść. Przenosi nas to do malowniczej, tajemniczej, wprawiającej w drżenie serca Triory, to znów pokazuje nam rzeczywistość, w której lęk, odwaga, choroba, smutek, nadzieja, marzenia, zdrowie są wymienne - jak w prawdziwym życiu. Pani Kosowska jest swoistą mistrzynią łączenia światów równoległych, tak by były one atrakcyjne dla czytelnika, a jednocześnie nie przysłaniały żadnego ze światów. Opisy przyrody, krajobrazu nie wybijają czytelnika z rytmu wydarzeń a idealnie się w nie wpisują.

Muszę jednak przyznać, że tak jak męczyły mnie trochę wydarzenia teraźniejsze, zbiegi okoliczności, których było za dużo, niektórzy bohaterowie, bez których moim zdaniem, fabuła mogła się obejść, tak tragiczna historia kobiet z Triory oraz relacja Weroniki bardzo mnie wciągnęły, (z ciekawości poszukałam także informacji w internecie o tytułowym miasteczku;) ). Ten świat nierealny, świat duchów, przeszłości uważam za bardzo udany. Fabuła od momentu ściślejszego połączenia tych światów bardzo zyskała; akcja ruszyła, pojawiła się dynamika, a u mnie rozgorzała ciekawość co będzie dalej, jak rozwinie się akcja. Od tego momentu już nie mogłam oderwać się od powieści. Trzeba jednak pamiętać, żeby rozum w tym momencie trochę wyłączyć, czytać sercem i dać się wciągnąć w ten nierealny świat, aż do zakończenia, w którym to wracamy do rzeczywistości.
https://feminadomi.blogspot.com/2018/11/wroc-do-triory.html#more

pokaż więcej

 
2018-11-08 14:19:04
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

https://feminadomi.blogspot.com/2018/11/lokatorka.html
Czuję się oszukana bo z dobrze zapowiadającego się thrillera, z ciekawym niespotykanym wątkiem domu wokół, którego kręci się akcja, zrobił się słaby 'niby erotyk'; główny bohater z intrygującego, tajemniczego przeistoczył się w karykaturę erotomana, a jedyna bohaterka, która wydawała się w miarę normalna, też niestety mnie zawiodła. Punkty...
https://feminadomi.blogspot.com/2018/11/lokatorka.html
Czuję się oszukana bo z dobrze zapowiadającego się thrillera, z ciekawym niespotykanym wątkiem domu wokół, którego kręci się akcja, zrobił się słaby 'niby erotyk'; główny bohater z intrygującego, tajemniczego przeistoczył się w karykaturę erotomana, a jedyna bohaterka, która wydawała się w miarę normalna, też niestety mnie zawiodła. Punkty jednak lecą za dobre tempo, ciekawość, którą potrafił wzbudzić we mnie autor i dobre pióro, bo powieść czytało się naprawdę szybko.

pokaż więcej

 
2018-10-27 20:31:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Tajemnica Askiru (tom 2)

Motywem przewodnim "Drugiego Legionu" jest podróż do Askiru, w którym Leandra, Havald i pozostali towarzysze mają nadzieję znaleźć pomoc w walce z brutalnym władcą Thalaku. Uzbrojeni w kamienie i nowo nabytą wiedzę postanawiają za pomocą portalu przenieść się do Askiru by na Radzie prosić władców o pomoc w powstrzymaniu Thalaku. Zamiast w upragnionym Askirze trafiają jednak do Besarajnu,... Motywem przewodnim "Drugiego Legionu" jest podróż do Askiru, w którym Leandra, Havald i pozostali towarzysze mają nadzieję znaleźć pomoc w walce z brutalnym władcą Thalaku. Uzbrojeni w kamienie i nowo nabytą wiedzę postanawiają za pomocą portalu przenieść się do Askiru by na Radzie prosić władców o pomoc w powstrzymaniu Thalaku. Zamiast w upragnionym Askirze trafiają jednak do Besarajnu, królestwa na pustyni, w którym intryga ściele się gęsto, napięcie nie maleje, a zwroty akcji nie pozwalają oderwać się od książki. Autor znalazł jednak w powieści miejsce na spokojniejsze momenty. Mamy tu filozoficzne rozmowy, opowieści o życiu poszczególnych bohaterów, malowniczo przedstawiane krajobrazy - aż ma się nieodparte wrażenia uczestniczenia w akcji. A wszystko to jest odpowiednio dozowane, nie nudzi a wciąga. Mam wrażenie, że Richard Schwartz trochę się "wyluzował" pisząc "Drugi Legion". Zdecydowanie więcej tu humoru i zabawnych tekstów. To co najbardziej raziło mnie w pierwszym tomie (nieprzekonująca relacja Leandra i Havalda), tutaj już się nie powtórzyła. Autor położył nacisk na innych bohaterów i zdecydowanie wyszło to na korzyść powieści. Pisarz potrafił nadać każdej z postaci unikalne cechy i historię, których poznanie było ciekawe i urozmaicało całą historię.
https://feminadomi.blogspot.com/2018/10/drugi-legion.html

pokaż więcej

 
2018-10-22 11:39:17
Ma nowego znajomego: romeo
 
2018-10-20 16:10:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

https://feminadomi.blogspot.com/2018/10/dziecko-wspomnien.html
Historia opowiada o młodym małżeństwie, które dowiaduje się, że będą mieli dziecko. Jak w życiu, z jednej strony cieszą się tym faktem, a z drugiej nachodzą ich refleksje, czy to właściwy czas. Ich kariery nabierają tempa, Diana awansuje, Brian zostaje oddelegowany do pomocy przy otwieraniu nowego biura w Londynie. Małżonkowie są...
https://feminadomi.blogspot.com/2018/10/dziecko-wspomnien.html
Historia opowiada o młodym małżeństwie, które dowiaduje się, że będą mieli dziecko. Jak w życiu, z jednej strony cieszą się tym faktem, a z drugiej nachodzą ich refleksje, czy to właściwy czas. Ich kariery nabierają tempa, Diana awansuje, Brian zostaje oddelegowany do pomocy przy otwieraniu nowego biura w Londynie. Małżonkowie są ludźmi szczęśliwymi, potrafiącymi czerpać radość z bycia ze sobą, spełniania swoich marzeń, wiadomość o ciąży nie jest więc tym czego się w tej chwili spodziewali. A przynajmniej dla Diany. Brian zdaje się czerpać z nowej roli dużo większą satysfakcję. Niestety musi wyjechać, obiecując oczywiście, że wróci jeszcze przed rozwiązaniem. Oczywiście - nie wraca.

Zachowanie Diany, jej ostrożność, niepewność ma powiązanie z jej matką i zdarzeniem z przeszłości. Mimo braku męża, z pomocą opiekunki zajmuje się swoja ukochaną córeczką Grace, która zupełnie zmienia jej nastawienie do życia, pracy. Córeczka staje się jej oczkiem w głowie, którego nie potrafi nawet na chwilę zostawić. Cały czas zastanawia się dlaczego Brian nie daje znaku życia, nie kontaktuje się z nimi. Nie potrafi tego zrozumieć, tęskni za nim, czeka, a wokół niej zaczynają dziać się dziwne rzeczy...

"Dziecko wspomnień" czytałam chwilę po "Bezdomnej" i można znaleźć w nich pewne analogie. Zdecydowanie lepiej wypada tu jednak powieść Steeny Holmes. Autorka doskonale potrafi kreować rzeczywistość, przekazywać emocje, budować napięcie. Wciąga nas w świat rzeczywisty, opisuje przeszłość, nie tracąc przy tym tempa. Książkę czyta się, nie mogąc się od niej oderwać. Odkrywanie kolejnych stron to prawdziwa czytelnicza przyjemność.

Szokiem więc jest dla nas ostatni rozdział. SZOK SZOK SZOK. Odwrót o 180 st. Wydarzenia przybierają zupełnie inny obrót. Wszystko nagle staje się jasne, ale czytając wcześniejsze rozdziały zupełnie nie można się tego domyślić. Umiejętność takiego wstrząśnienia czytelnikiem, tak dobrego prowadzenia fabuły to jednak rzadkość. Tutaj autorce się udało. Byłam (i cały czas jestem) pod ogromnym wrażeniem.

pokaż więcej

 
2018-10-19 23:53:12
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-10-16 10:52:40
Ma nowego znajomego: Anksunamun
 
2018-10-13 23:10:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"Bezdomna" zaczyna się jak najlepszy film - trzęsieniem ziemi, a ściślej rzecz ujmując próbą samobójstwa. Bohaterem, a właściwie bohaterką, która zdecydowała się na taki dramatyczny krok jest tytułowa bezdomna. Kobieta z ironicznym poczuciem humoru, której na drodze do spełnienia stanął ... kot.


Katarzyna Michalak nie bawi się w subtelności, nie owija w bawełnę, nie ciągnie opowieści,...
"Bezdomna" zaczyna się jak najlepszy film - trzęsieniem ziemi, a ściślej rzecz ujmując próbą samobójstwa. Bohaterem, a właściwie bohaterką, która zdecydowała się na taki dramatyczny krok jest tytułowa bezdomna. Kobieta z ironicznym poczuciem humoru, której na drodze do spełnienia stanął ... kot.


Katarzyna Michalak nie bawi się w subtelności, nie owija w bawełnę, nie ciągnie opowieści, próbując wyjaśnić po co i dlaczego, tylko od razu wrzuca nas w sam środek akcji. To mi się podoba. Nie ma czasu na oddech, bo już od pierwszej strony nie możemy się oderwać od książki. Na wyjaśnienia przyszedł czas później.

Kinga, czyli bezdomna, po dramatycznych wydarzeniach wybawienie widzi w swojej śmierci. Podchodzi do niej dość swobodnie. Podoba mi się sposób w jaki autorka przekazuje uczucia i myśli bohaterki, nie tylko w tym miejscu powieści, ale i w całej książce. Lekkim stylem, bez napinki, wielkich słów przekazuje czym jest bezdomność, niezrozumienie drugiego człowieka, strach, ból. Pozornie lekka literatura skrywa pokłady wartościowego przekazu, który w tej formie sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko. Autorka konfrontuje w powieści dwie kobiety: żonę i kochankę. Kinga, która straciła męża, dziecko, mieszkanie, pracę znajduje pomoc w osobie Joanny, bezwzględnej dziennikarki, która mimo pozornego szczęścia, sama potrzebuje pomocy. Dobrym zabiegiem było oddanie głosu obu bohaterkom.

Historia, którą niesie na swych barkach Kinga jest przeraźliwie smutna. Mimo, iż autorka nie pisze od razu wprost co się wydarzyło, łatwo się tego domyślić - no i to jest minus "Bezdomnej", jednak nie tak wielki. Dużo większym jest nagromadzenie zbiegów okoliczności, nie napiszę o co chodzi bo może będziecie mieli ochotę sami się przekonać:) Uważam, że książka powinna opierać się na 2 bohaterkach, byłaby wtedy bardziej autentyczna. Podoba mi się natomiast, że autorka potrafi udowodnić, że wszystko, co spotkało Kingę może zdarzyć się każdemu - może nie wszystko naraz, trochę to zbyt dramatyczne, ale jednak. "Bezdomna" nie jest grubym tomiskiem to lektura na jedno popołudnie, nie spodziewajcie się więc dogłębnego zmierzenia się z tematem bezdomności, problemów psychicznych itp. One są muśnięte. Ta książka to nie studium ww. problemów, a jedynie opowieść o nich, wspomnienie. Szkoda jednak, że opowieść kobiety, jej spowiedź jest przeplatana raczej nierealnymi zdarzeniami, czy zbiegami okoliczności.

Rozumiem, że to nie miał być ten rodzaj lektury, ale żałuję trochę, że autorka nie pokusiła się o dogłębniejsze zmierzenie się z tematem, głębsze zajrzenie w duszę i serce bohaterki. Na plus zapisuję natomiast zakończenie i 'fatalizm' opowieści. Rzadko kiedy powstaje książka od początku do końca, (mimo humoru i sarkazmu, który bohaterki mają), smutna; w której widoki na szczęście, przebaczenie, jawiące się na horyzoncie są zaraz zagrzebywane.

"Bezdomna" to ciekawa książka, napisana lekkim piórem a jednak poruszająca ciężkie tematy. Ma swoje wady, ale myślę, że warto po nią sięgnąć.

pokaż więcej

 
2018-10-10 22:37:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"Ugly Love" zaczyna się bardzo dobrze. Poznajemy główną bohaterkę - trochę tajemniczą, wzbudzającą sympatię Tate, która już na pierwszej stronie, pierwszego dnia nowego życia, czyli w dniu przeprowadzki do mieszkania brata, w dość nietypowych okolicznościach poznaje jego przyjaciela Milesa.... i następuje powolny koniec naszego zaciekawiania losami bohaterów, z każdą kolejną stroną nastaje... "Ugly Love" zaczyna się bardzo dobrze. Poznajemy główną bohaterkę - trochę tajemniczą, wzbudzającą sympatię Tate, która już na pierwszej stronie, pierwszego dnia nowego życia, czyli w dniu przeprowadzki do mieszkania brata, w dość nietypowych okolicznościach poznaje jego przyjaciela Milesa.... i następuje powolny koniec naszego zaciekawiania losami bohaterów, z każdą kolejną stroną nastaje zawód. Zawód nad bohaterką, która w imię nie wiadomo czego pozwala się wykorzystywać. Tu niestety nie ma wzajemności, tych samych oczekiwań. Mamy młodą kobietę, która daje się wodzić za nos, która dla ulotnej chwili szczęścia i uniesienia jest w stanie zapomnieć o swoich potrzebach, oczekiwaniach, przyszłości.

Miles jest tajemniczym przyjacielem brata Tate. Od początku wiemy, że przeżył w swoim życiu jakąś tragedię, która sprawiła, że nie chce się angażować w żadne poważne związki. Kolokwialnie rzecz ujmując, nie ma nic przeciwko fizycznym zbliżeniom, ale bez towarzystwa wyższych uczuć. Przystojny pilot nie jest jednak zwykłym macho, który ma w nosie uczucia kobiet. Miles jest mężczyzną z przeszłością, smutną przeszłością, która rzutuje na jego obecne podejście do życia. Autorka do końca stara się trzymać czytelnika w niepewności co do dokładnych wydarzeń, które rozegrały się w życiu pilota. Nie do końca to się udaje. Dość łatwo można zgadnąć, co stoi za dziwnym zachowaniem bohatera.

W "Ugly Love" autorka stosuje podwójną narrację. Pierwszą prowadzi Tate i dotyczy ona teraźniejszości, natomiast druga należy do Milesa, który wspomina swoją relację z Rachel, odkrywając powoli swoją przeszłość. Muszę przyznać, że opis ww. relacji bardzo mnie mierził, jakbym czytała niskich lotów książkę młodzieżową. Hoover chciała stworzyć portret współczesnych Romea i Julii. Nie wyszło. Musimy przebijać się przez ochy i achy wzdychań nad czymś, co miało być wielką miłość, ale czego autorka nie udźwignęła i nie potrafiła przekazać. To oczywiście tylko moje odczucia, ciekawa jestem, czy Wasze były podobne czy zupełnie inne?
Wracając jednak do Tate i Milesa. Oprócz dopasowania pod względem seksualnym nie zauważyłam między nimi niczego więcej. Mamy opisy zbliżeń tu, tam, siam; faceta, który ma dziewczynę na zawołanie i dziewczynę, która chce czegoś innego, czegoś więcej, ale zadowala się zadowalaniem mężczyzny.
Pełna opinia na blogu -> https://feminadomi.blogspot.com/2018/10/ugly-love.html

pokaż więcej

 
2018-09-24 10:58:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"Anię" Macieja Drzewieckiego i Grzegorza Kubickiego czyta się bardzo dobrze i bardzo szybko. Przeszkadzają odrobinę przeskoki w czasie, ale rozumiem, że nie da przedstawić czyjegoś życiorysu rok po roku w sposób ciekawy, nie usypiając przy okazji czytelnika. Z każdej strony dowiadujemy się i utwierdzamy w przekonaniu, że Ania Przybylska to była zwykła - niezwykła jak na dzisiejsze czasy... "Anię" Macieja Drzewieckiego i Grzegorza Kubickiego czyta się bardzo dobrze i bardzo szybko. Przeszkadzają odrobinę przeskoki w czasie, ale rozumiem, że nie da przedstawić czyjegoś życiorysu rok po roku w sposób ciekawy, nie usypiając przy okazji czytelnika. Z każdej strony dowiadujemy się i utwierdzamy w przekonaniu, że Ania Przybylska to była zwykła - niezwykła jak na dzisiejsze czasy kobieta. Prostolinijna, szczera, odważna, dla której nie było rzeczy niemożliwych. Kobieta, której największą miłością była rodzina. To dla niej potrafiła bez żalu przystopować swoją karierę aktorską - zajęcie, o którym od dziecka marzyła. Nie bez powodu tak rzadko widywana była na ścinkach, imprezach, eventach. To były dla niej dodatki, nie koniecznie pożądane, wolała spędzić ten czas z najbliższymi.

Historię życia Ani Przybylskiej poznajemy z anegdot i historyjek opowiadanych przez jej mamę i siostrę, ale także jej współpracowników i przyjaciół. Obraz, który wyłania się ze zbioru tych opowieści to obraz wspaniałej matki, cudownej żony, niezastąpionej przyjaciółki, szalonej kobiety, która zmarła zdecydowanie przedwcześnie. Mimo, iż znałam zakończenie jej historii, i tak nie mogłam powstrzymać łez z żalu, że ktoś taki musiał nas opuścić.
http://feminadomi.blogspot.com/2018/09/ania.html

pokaż więcej

 
2018-09-06 21:52:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

http://feminadomi.blogspot.com
Tłem historii opowiedzianej przez Verę Buck jest Paryż XIX wieku, a dokładnie rok 1884 i w głównej mierze - szpital La Salpetriere, w którym na oddziale neurologicznym leczone są osoby z zaburzeniami psychicznymi. Dr Charcot, zawiadujący oddziałem, urządzał publiczne pokazy z histeryczkami w roli głównej, na które zjeżdżała publika z całej Europy. Opisy...
http://feminadomi.blogspot.com
Tłem historii opowiedzianej przez Verę Buck jest Paryż XIX wieku, a dokładnie rok 1884 i w głównej mierze - szpital La Salpetriere, w którym na oddziale neurologicznym leczone są osoby z zaburzeniami psychicznymi. Dr Charcot, zawiadujący oddziałem, urządzał publiczne pokazy z histeryczkami w roli głównej, na które zjeżdżała publika z całej Europy. Opisy eksperymentów, metod leczenia, i ogólna rzeczywistość chorych w szpitalu La Salpetriere zajmuje w "Runie" bardzo istotne miejsce. Czytając ma się wrażenie, że jest to historia w historii. Praktycznie połowa powieści to historia szpitala. Nie jest to jednak zarzut! Przeciwnie, mimo, że w tej historii przewijały się już inne wątki to właśnie ten wzbudzał moje największe emocje. Autorka bardzo plastycznie i szczegółowo opisywała eksperymenty dr Charcota i rzeczywistość (bynajmniej nie różową) szpitala. Wątek ten był fascynująco-przerażający. Uczucia takie jak współczucie, ciekawość, przerażenie, niedowierzanie nie pozwalały odłożyć mi książki na bok. Literackie przedstawienie historii rozwoju psychiatrii udało się pani Buck wyśmienicie. Ten wątek w dużej mierze zdominował sporą część książki. Tytułowa Runa zdecydowanie w moim odczuciu spadła na dalszy plan, była jedynie dodatkiem i urozmaiceniem.

Kiedy myślałam, że lepiej być nie może - książka była fascynująca i mimo upływu stron nie nużyła - Vera Buck ponownie mnie zaskoczyła. Nagle wątek Runy, który był dla mnie mało interesujący, nabrał kolorytu; historia stawała się nieprzewidywalna, nastrój grozy, oczekiwania, tajemnicze morderstwa zdecydowanie wyszły na pierwszy plan. Mroczna atmosfera i wydarzenia, które towarzyszyły małej, wychudzonej, niepozornej dziewczynce autorka przedstawiła po mistrzowsku. Wyraźnie odczuwalny stawał się strach, miało się wrażenie, że wchodzimy w gatunek horroru, który nijak nie pasował do logicznie przedstawianego wątku samego szpitala i innych pacjentek. Muszę przyznać, że autorka tu nie zawiodła. Przeniesienie ciężaru powieści z historii początków psychiatrii na wątek Runy i rozbudowa i tak już gęstej, mrocznej, nieprzewidywalnej atmosfery było strzałem w dziesiątkę. Do tego wszystkiego należy wspomnieć o innych tajemniczych bohaterach, których rola nie była nam w pełni znana. Wszystko to złożyło się na powieść, która nie pozwalała się odłożyć. Pozostała intrygująca do samego końca, a ma (UWAGA) 600 stron!

pokaż więcej

 
2018-08-31 23:12:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: The Coincidence (tom 1)

Znajomości rozpoczętej, być może, uratowaniem życia, nie można zapomnieć, ani wymazać z pamięci. Kiedy więc bohaterowie spotykają się ponownie, nie mogą przejść obok siebie obojętnie. Kaydena zaczyna fascynować ta cicha, zamknięta w sobie, nieśmiała dziewczyna, która zdaje się zmagać z większymi problemami niż te, które dręczą jego. Cierpliwość, ale i nieustępliwość chłopaka powodują, że... Znajomości rozpoczętej, być może, uratowaniem życia, nie można zapomnieć, ani wymazać z pamięci. Kiedy więc bohaterowie spotykają się ponownie, nie mogą przejść obok siebie obojętnie. Kaydena zaczyna fascynować ta cicha, zamknięta w sobie, nieśmiała dziewczyna, która zdaje się zmagać z większymi problemami niż te, które dręczą jego. Cierpliwość, ale i nieustępliwość chłopaka powodują, że Callie zaczyna mu ufać, pozwalając coraz bardziej się do siebie zbliżać. Widzimy i czujemy rodzącą się między nimi przyjaźń.

Nie wszystkie fakty dotyczące życia i przeszłości bohaterów - przede wszystkim Callie, są nam od początku znane. Autorka przemyca informacje, możemy domyślać się, co się wydarzyło, ale nie jesteśmy tego w 100% pewni. Tak jak nie jest ich pewny Kayden, który powoli i stopniowo odrywa od Callie kolejne warstwy jej pancerza, aby dotrzeć do serca dziewczyny, która tak go zafascynowała. Opis bohaterów, którzy starają się żyć normalnie, którzy próbują na swój sposób radzić sobie z rzeczywistością, i którzy na dodatek zaczynają się na siebie 'otwierać' jest poruszający i emocjonujący.

To co najbardziej urzekło mnie w tej książce to podejście autorki do podjętych tematów. Nie mamy tu problemów ujętych jedynie powierzchownie. Jessica Sorensen wnikliwie i poważnie podeszła do poruszanych przez siebie wątków. Autorka pokazuje nam jak bohaterowie próbują radzić sobie w normalnym życiu, a my im w tym kibicujemy, czując jak wiele wysiłku ich to kosztuje. Książka naprawdę wzbudza w nas niemałe emocje. To nie jest kolejne romansidło dla młodzieży, w którym problemy są błahe, bohaterowie płascy, fabuła przewidywalna, zakończenie banalne, a sposób pisania wzniosły - NIE. To jest dobra powieść o młodych ludziach, którzy zmagają się ze swoimi problemami, których problemy naprawdę nie są błahe, i które nie zawsze kończą się happy endem.

Jessica Sorensen ma dobre pióro; pisze lekko, bez zadęcia - prawdziwie. Wierzymy w to, co czytamy, a co więcej odbieramy tę relację bardzo emocjonalnie. Słowa autorki trafiają do nas, przekonują i sprawiają, że nie możemy oderwać się od lektury. Autorka postawiła na zakończenie otwarte, wbijające w fotel, poruszające...
http://feminadomi.blogspot.com/2018/08/przypadki-callie-i-kaydena.html

pokaż więcej

 
2018-08-26 20:01:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

http://feminadomi.blogspot.com/2018/08/swiato-ktore-utracilismy.html
Książka, w którą pokładałam ogrom nadziei, o której pamiętałam i tylko czekałam okazji by ją przeczytać. A teraz pytam p. Giffin: w jaki sposób jest ona spektakularna? p. Glinko: niesamowita? Naprawdę??? Pouczająca? W którym momencie???

Nadzieje zdeptane, a czas stracony.... ale zacznijmy od początku. "Światło, które...
http://feminadomi.blogspot.com/2018/08/swiato-ktore-utracilismy.html
Książka, w którą pokładałam ogrom nadziei, o której pamiętałam i tylko czekałam okazji by ją przeczytać. A teraz pytam p. Giffin: w jaki sposób jest ona spektakularna? p. Glinko: niesamowita? Naprawdę??? Pouczająca? W którym momencie???

Nadzieje zdeptane, a czas stracony.... ale zacznijmy od początku. "Światło, które utraciliśmy" Jill Santopolo to opowieść o dwójce ludzi, Lucy i Gabe, którzy poznali się 11 września 2001r., czyli w dniu zamachu na WTC. Tragiczne wydarzenia spowodowały, że bez zbędnych wstępów rzucili się sobie w ramiona. Nagła miłość trwała jednak krótką chwilę gdyż Gabe - z dobrego serca - postanowił wrócić do swojej dawnej miłości. Po latach jednak los znowu postawił ich na tej samej drodze. Tym razem jednak 'miłość' trwała trochę dłużej.

Miłość postawiłam w cudzysłowie, gdyż z fabuły dowiadujemy się, że łączyła ich głównie namiętność i seks, pod płaszczykiem których autorka mówi o wielkiej, wspaniałej miłości. Niestety trwa ona tylko do momentu, w którym jedno z nich, dokładnie Gabe chce realizować swoje pasje i spełnić marzenia. Postanawia, bez konsultacji ze swoją wielką miłością, przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie. Ona, dopiero co odebrawszy nagrodę Emmy za produkowany przez nią program dla dzieci, załamuje się. Drogi pary rozchodzą się, każde z nich realizuje swoje cele, a ze sobą praktycznie się nie kontaktują.

Autorka chyba miała nadzieję, iż użycie tak pamiętnej daty (11.09) nie pozwoli potencjalnym czytelnikom przejść obok książki obojętnie ... i w zasadzie miała rację. Wyobrażamy sobie piękną, powstałą na gruzach opowieść o miłości, a dostajemy opowieść o dwójce ludzi, których relacja opiera się na pożądaniu, która nie przetrwała próby czasu, okoliczności, życia. Gdzie tu jest ta wielka miłość? Czy to, że para nie może o sobie zapomnieć to miłość? Trochę trywializuję, ale naprawdę czuję wielki zawód spowodowany fabułą tej książki. Jill Santopolo używa wielkich słów opisując relacje łączące Lucy i Gabe, ale z fabuły one nie wynikają. On - egocentryk i egoista, który wraca do swojej 'miłości', kiedy mu wygodnie; ona - zatracona w przeszłości, zakochana w samym wyobrażeniu uczucia miłości. Wzniosłe wręcz patetyczne słowa, których autorka nam nie szczędzi są ledwo do wytrzymania.

Ciekawy jest sposób narracji, ponieważ mamy tu do czynienia z opowieścią czynioną przez główną bohaterkę. Opowiada ona o wydarzenia jakby zwracała się do kogoś siedzącego obok. Intryguje nas dlaczego to robi, do kogo się zwraca. Właściwie do samego końca nie wiemy na 100%, co się wydarzyło i jak się powieść zakończy i to jest jedyny plus tej książki. Czytamy, bo chcemy się tego dowiedzieć, ale niestety i zakończenie zawodzi. Autorka, moim zdaniem, poszła na łatwiznę. Nie podjęła się trudu zakończenia historii w sposób nieszablonowy. Mamy banał, najłatwiejsze możliwe zakończenie, które można sobie wymyślić. Zapewne są czytelnicy, którym będzie ono odpowiadało, może nawet uronią łezkę, pewnie nawet będą widzieli tą niby wielką miłość Lucy i Gabe - ja niestety jej nie zobaczyłam.

pokaż więcej

 
2018-08-19 17:16:05
Ma nowego znajomego: Rudolfina
 
2018-08-17 08:07:35
Ma nowego znajomego: Kasia
 
Moja biblioteczka
53 52 493
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (9)

zgłoś błąd zgłoś błąd