Marcin G_ 
25 lat, mężczyzna, Rumia, status: Czytelnik, ostatnio widziany 7 godzin temu
Teraz czytam
  • Sekret, którego nie zdradzę
    Sekret, którego nie zdradzę
    Autor:
    W kolejnej powieści z serii opowiadającej o detektyw Jane Rizzoli i lekarce sądowej Maurze Isles, która stała się inspiracją dla emitowanego na antenie TNT serialu Partnerki, prowadzący śledztwo kobie...
    czytelników: 3108 | opinie: 197 | ocena: 7,75 (1446 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-16 13:11:01
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Rizzoli/Isles (tom 12)
 
2018-10-16 12:43:01
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Posiadam
Cykl: Światy Pilipiuka (tom 6)
 
2018-10-16 12:35:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
 
2018-10-15 14:56:15

"Po drugiej stronie mogiły"

XII wieczne ruiny gotyckiej świątyni cystersów, otoczone grobami datowanymi na XVIII wiek, pochylone płyty bezimiennych mogił, bujna roślinność zaciskająca zielone szpony, wyszczerbione mury - niczym spróchniałe zęby. Uczucie samotności i niepokoju paraliżujące umysł.
Niegdyś piękny wytwór ludzkich rąk, teraz zbitek cegieł i cementu - zdeptana świątynia - w trakcie...
"Po drugiej stronie mogiły"

XII wieczne ruiny gotyckiej świątyni cystersów, otoczone grobami datowanymi na XVIII wiek, pochylone płyty bezimiennych mogił, bujna roślinność zaciskająca zielone szpony, wyszczerbione mury - niczym spróchniałe zęby. Uczucie samotności i niepokoju paraliżujące umysł.
Niegdyś piękny wytwór ludzkich rąk, teraz zbitek cegieł i cementu - zdeptana świątynia - w trakcie drugiej wojny światowej, wykorzystywana jako magazyny, zniszczona w roku 1945 przez Nazistowskie demony. Po zapoznaniu się z historią tego miejsca ustaliłem, iż wojska niemieckie które stacjonowały na terenie świątyni nigdy nie ujawniły przeznaczenia magazynów, a żadnemu z ówczesnych mieszkańców nie udało się tego ustalić.

Według opowieści mieszkańców, świątynia okryta jest złą sławą - zważywszy na swoją historie, jak również zjawiska nadprzyrodzone które można zaobserwować na jej terenie.
Wchodząc na tę obcą ziemię czułem złą aurę, uczucie niewytłumaczalnego strachu, czułem się obserwowany mimo, iż był środek słonecznego dnia.

Po rozmowie z najstarszymi mieszkańcami miasta poznałem wiele legend związanych z ruinami.
Niektórzy mówią, że pod ziemią kryje się komnata wypełniona kosztownościami i dziełami sztuki. Inne opowieści mówią o zjawach, poruszających się cieniach, dźwiękach płaczu i krzyku.
Ziemia przesiąknięta jest smutkiem, cierpieniem i śmiercią.

Zagłębiając się w tych mrocznych toniach historii, niejednokrotnie chciałem się wycofać gdyż nie mam w zwyczaju zadzierać z siłami dużo silniejszymi, nieznanymi, lecz mówiłem do siebie "Nie odpuszczaj - to tylko historie". W głębi duszy wiedziałem, że zawierają ziarenko prawdy - jak każda legenda. Szperając w dokumentach i odkrywając karty tego miejsca, znalazłem wzmiankę o wykopaliskach które miały miejsce na terenie cmentarza. W odkopanych trumnach odkryto podrapane wieka - pochowani za żywca, czy wyrwani ze szpon śmierci?

W 1994 roku powstały plany odbudowy świątyni, o dziwo nikt nie podjął się prac, a sprawa pozostała w zawieszeniu.
Miejsce to przyprawia o gęsią skórę, omiatając duszę i ciało zimnym wiatrem. Z pewnością kolejny raz nie wejdę na teren ruin, pod osłoną nocy i nie radzę tego robić nikomu...


Kilka zdjęć z miejsca :)
https://naforum.zapodaj.net/448130ecf870.jpg.html https://naforum.zapodaj.net/ed830e2c2cc1.jpg.html https://naforum.zapodaj.net/10f17364064c.jpg.html

pokaż więcej

więcej...
 
2018-10-15 10:10:55
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Daniel Hawthorne (tom 1)
 
2018-10-15 10:08:23
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-10-12 11:48:00

Bim-bom, bim-bom! - komu bije dzwon?
Niedzielny poranek przyciąga rzeszę wiernych.
Dłonie złożone w modlitwie, oczy skierowane ku górze, wpatrzone w oblicza świętych.
- Czy wybaczą i odpuszczą grzechy?

Ted był wzorowym obywatelem Rimini, dobrym ojcem i kochającym dziadkiem.
W zeszłym roku w demokratycznych wyborach, z imponującym wynikiem wstąpił w szeregi rady miasta. Po za życiem...
Bim-bom, bim-bom! - komu bije dzwon?
Niedzielny poranek przyciąga rzeszę wiernych.
Dłonie złożone w modlitwie, oczy skierowane ku górze, wpatrzone w oblicza świętych.
- Czy wybaczą i odpuszczą grzechy?

Ted był wzorowym obywatelem Rimini, dobrym ojcem i kochającym dziadkiem.
W zeszłym roku w demokratycznych wyborach, z imponującym wynikiem wstąpił w szeregi rady miasta. Po za życiem zawodowym, Ted dbał o swoją rodzinę, organizował piesze wycieczki z wnukami, wraz z synem oglądał piątkowe mecze piłki nożnej, a w wolnych chwilach odwiedzali pobliskie jeziora ubrani w wodery i kamizelki w kolorze zgniłej zieleni, niosąc na ramieniu błyszczące wędki.
Sobotni wieczór był jedynym czasem w którym pozostawał sam, gdy zegar wybijał godzinę dziesiątą i gdy cienie przybierały groźne kształty, znikał w czeluściach pobliskiego lasu.
Może spacerował, może spał, może polował - kto wie?

Rimini - było to przytulne, dobre miasto - dawało pracę i możliwość odpoczynku po ciężkim dniu, liczne parki i okoliczne lasy dawały szansę życia blisko natury. Wydawało się, że jest to przedsionek w drodze do raju. Nic nie wskazywało aby ta sielanka miała się skończyć i, że życie mieszkańców zostanie zawładnięte strachem.
30 września w niedzielny poranek grupka mieszkańców zmierzających do kościoła, odnalazła porzucone, zmasakrowane zwłoki siedemnastoletniej Sam. Rozpoczęło się dochodzenie. Policja szukała śladów, przesłuchiwała światków, niestety z marnym skutkiem. Tydzień po makabrycznym odkryciu mieszkańcy natrafili na kolejne zwłoki - tym razem byli to bracia bliźniacy - zakończyli swoje krótkie życie w wieku piętnastu lat. W początkowych etapach dochodzenia, ekipy śledczych, miały problem z identyfikacją zwłok. Zmasakrowane i pokrzywione twarze nie przypominały ludzkich cech.

Od odkrycia pierwszych zwłok minęło dokładnie 6 miesięcy, a na tablicy korkowej w gabinecie detektywa Andersona wisiało już dziesięć zdjęć młodych, uśmiechniętych twarzy. Po wczorajszym telefonie samego inspektora generalnego, zrobiło się naprawdę gorąco. W mieście panuje panika. Sielanka zamieniła się w koszmar i detektyw wraz ze swoją ekipą dochodzeniową musieli rozwiązać zagadkę tajemniczych morderstw.
- Czyżby istniała zbrodnia doskonała? - odbijało się echem w głowie detektywa. Po skończonej pracy nie chciał wracać do domu. Musiał zostać sam z myślami - zdecydował się na spacer po lesie. Anderson podjechał pod dom, zabrał torbę z aparatem, załadował prywatną broń, wrócił do samochodu i pojechał w kierunku pobliskiego lasu aby doskonalić swoja pasję jaką była fotografia - ona potrafiła dać mu ukojenie. Przemierzając kolejne odcinki lasu z ponad setką zdjęć na jego Nikonie, zatrzymał się czując złowrogi powiew wiatru, zwiastujący coś niedobrego. Jego policyjny nos w takich chwilach był bardzo czujny. Zrobił kilka kroków w przód, zbliżając się do wielkiego dębu, aż nagle jego świat zapadł się pod ziemię - dokładnie jakieś 2 metry w dół. Anderson obejrzał się za siebie i dostrzegł potłuczony aparat fotograficzny, zebrał jego szczątki i wkurzony wrzucił je do torby. Taksując pomieszczenie rozglądał się w koło, dostrzegł długi korytarz. Niepewnym krokiem skierował się ku niemu, dotarł to niewielkiej sali. Dreszcz przerażenia sparaliżował go po tym co zobaczył, ostrożnie wyciągnął broń z kabury. Na ścianach wisiały zakrwawione łańcuchy, na środku pomieszczenia stało łóżko jakie możemy spotkać na sali operacyjnej, a pod najdalszą ścianą znajdował się długi stół z całą masą fiolek i flakoników.
Anderson czuł jak poziom adrenaliny w jego organizmie gwałtownie wzrasta, sprawdzał każdy zakamarek pomieszczenia w poszukiwaniu wyjścia. Znalazł niewielki tunel który zaprowadził go na powierzchnię. Gdy tylko dostrzegł błękit nieba, co sił w nogach biegł do swojego zaparkowanego nieopodal Forda i pognał w kierunku komisariatu policji. Zwołał natychmiastowe zebranie i wraz ze swoim zespołem podjął odpowiednie kroki (być może inspektor generalny nie urwie mu głowy)...

Czekali w ukryciu trzy dni, wymieniali się dyżurami, przynosili termosy z gorącą kawą i wypalili kontener papierosów. Wydział śledczy pod dowództwem Andersona był nieźle wykończony i zrezygnowany. Przełom nastąpił w sobotni wieczór koło godziny 23. Komunikując się drogą radiową, namierzyli intruza który kierował się w stronę starego dębu - punktu ich obserwacji. W miarę gdy nieznajomy zbliżał się do drzewa, jego kształty stawały się wyraźne i rozpoznawalne. Anderson, rozpoznał mężczyznę - był to stary poczciwy Ted. Co on tu robi? - pomyślał detektyw - zaraz zniszczy całą akcję. Lecz radny Ted, ostrożnie wszedł w tunel wychodzący za starym dębem. Dla ekipy oznaczało to tylko jedno - sygnał aby aresztować potwora w ludzkiej skórze...

Bim-bom! W oddali było słychać dzwięk dzwonów - zwiastowały one powrót miasta do swojego stanu sprzed makabrycznych zbrodni - lecz nic już nie będzie takie jak kiedyś... nawet w tak dobrym mieście...

pokaż więcej

więcej...
 
2018-10-12 10:14:31

Cień zmieniał swój kształt pokonując kolejne uliczki i aleje starego miasta. Dźwięki dobiegały zewsząd, kotłując się w chaotyczny warkot.
W głowie szalały myśli - zniknęła wiara we wszystko w co dotąd wierzyłem.
Świadomość, że podjętej decyzji nie można cofnąć, taranowała umysł niczym buldożer.
Pozostał tydzień nim raz na zawsze zgaśnie światło. Co będzie dalej? Czy to już koniec, czy czeka...
Cień zmieniał swój kształt pokonując kolejne uliczki i aleje starego miasta. Dźwięki dobiegały zewsząd, kotłując się w chaotyczny warkot.
W głowie szalały myśli - zniknęła wiara we wszystko w co dotąd wierzyłem.
Świadomość, że podjętej decyzji nie można cofnąć, taranowała umysł niczym buldożer.
Pozostał tydzień nim raz na zawsze zgaśnie światło. Co będzie dalej? Czy to już koniec, czy czeka mnie nicość i niebyt? Po co to wszystko?! Jaki jest cel narodzin, radości, miłości, bólu i cierpienia - to wszystko nagle traci znaczenie w obliczu śmierci?!

Wchodząc do kamienicy przy starym młynie czułem wielkie podniecenie.
Wizja poznania swojej przyszłości była niesamowita - oczywiście podchodziłem do tego z pewną dozą sceptycyzmu. Po przekroczeniu progu mieszkania poczułem ukłucie rozczarowania - odchodzące od ścian pstrokate tapety w stylu lat 70', stary czerwony dywan (boje się myśleć co w nim żyło), w salonie stało kilka mebli i stara wersalka, a na niej sędziwa kobieta z pochyloną głową. Dreszcz przerażenia przeszedł mi po kręgosłupie. W pierwszej chwili pomyślałem, że kobieta o siwych włosach jest martwa, lecz w tym samym momencie usłyszałem cichutki chichot.
Staruszka uniosła głowę i wpatrywała się we mnie mętnymi, ślepymi oczami.
Ale czy faktycznie były one ślepe? - Zdecydowanie - NIE!
Czułem jak świdruje mój umysł, jak przemierza jego najdalsze zakamarki.
Starowinka zadała tylko jedno pytanie - brzmiało ono: "Czy chcesz?"
Sparaliżowany, pokiwałem głową w górę i w dół. Gest ten zapoczątkował lawinę. Siedząca kobieta z oczami niczym odmęty piekieł zaczęła mówić... Opowiadała o mojej przeszłości i przyszłości, o istnieniu światów które istnieć mogą jedynie w bajkach i w ludzkiej wyobraźni. Pokój falował, a przed oczami materializowały się obrazy. Ostatnim co wydobyło się z ust staruszki była data: "21 października - tydzień aby pogodzić się ze swoim losem, zaakceptować nicość i przygotować się na pocałunek śmierci". Po tych słowach pochyliła głowę i zamilkła, wszystkie obrazy zniknęły, pozostawiając mnie w pokoju z odchodzącymi tapetami i czerwonym dywanem. Wybiegłem z kamienicy, jak gdyby goniły mnie istoty z najgorszych koszmarów - i tak właśnie było.

Przemierzając martwe, puste uliczki, oderwany od rzeczywistości, pod schodkami prowadzącymi na taras jednej z posiadłości, dostrzegłem małą dziewczynkę z pluszowym misiem. Podszedłem ostrożnie, pytając co robi tutaj sama o tak późnej porze. W odpowiedzi, dziewczynka sięgnęła do kieszonki, wyciągnęła z niej tajemnicze stalowe serduszko i podała mi je.
Odebrałem przedmiot z drobnych rączek i z wielkim zdumieniem otworzyłem serce. Znieruchomiałem gdy dostrzegłem wewnątrz serduszka zdjęcie mojej zmarłej żony i córeczki. Podniosłem wzrok na dziewczynkę, ale jej już nie było. Zniknęła niczym zjawa. Wpatrując się w zdjęcie poczułem przypływ mocy i nadziei. Myśli zaczęły przybierać znajome formy. Wróciłem do swojego mieszkania wraz z nowym przypływem wiary. Zaparzyłem ulubioną, mocną kawę z odrobiną pianki i włączyłem ulubioną płytę Pink Floyd - przy dźwiękach muzyki i z aromatem świeżej kawy rozpocząłem porządki. W moim mieszkaniu panował niezły chaos, z upływem każdej kolejnej godziny pokoje pustoszały tonąc w morzu kartonów i pudełek. Po zakończonej pracy wyjąłem laptopa logując się na stronę banku, kilka kliknięć myszą i klawiaturą - byłem gotów aby zamknąć sprzęt. Następnego dnia po ulubionym śniadaniu (jajecznica z pieczonym boczkiem), wsiadłem do samochodu i ruszyłem w podróż po mieście, odwiedzając wrogów i przyjaciół, rodzinę dalszą i bliższą, wypiłem morze kawy (nie będę mógł na nią patrzeć do śmierci) i wylałem tyle samo łez. To był bardzo pracowity dzień... Kolejne mijały z wielkim spokojem, aż nadszedł dzień siódmy - 21 października. Tego ostatniego dnia pojechałem do portu, zaparkowałem samochód i wsiadłem na pokład wynajętej łodzi. Odwiązałem liny, postawiłem żagle i wypłynąłem na nieznane wody - spokojny, samotny, bez własności, bagażu - przygotowany na spotkanie, ale czy z nicością?

pokaż więcej

więcej...
 
2018-09-28 10:08:01
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2018-09-25 10:27:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
 
2018-09-24 10:26:12
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
Moja biblioteczka
109 11 90
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (4)

zgłoś błąd zgłoś błąd