Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
6,79 (71 ocen i 10 opinii) Zobacz oceny
10
7
9
4
8
13
7
18
6
13
5
11
4
0
3
4
2
0
1
1
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
万延元年のフットボール / Man'en gannen no futtobōru
data wydania
ISBN
8306002466
liczba stron
308
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodał
kashka

„Futbol ery Manen” porusza tak częsty w twórczości Ōe problem odpowiedzialności i godności ludzkiej. Główny bohater, wyobcowany, przeżywający tyranię świata, upokorzenie i beznadziejność, w końcu odnajduje wątłą nić prowadzącą ku potwierdzeniu własnej tożsamości, ku określeniu własnego miejsca i roli w świecie. Wbrew przeciwnościom losu nie rezygnuje z walki o przeżycie, ale nie czyni tego za...

„Futbol ery Manen” porusza tak częsty w twórczości Ōe problem odpowiedzialności i godności ludzkiej. Główny bohater, wyobcowany, przeżywający tyranię świata, upokorzenie i beznadziejność, w końcu odnajduje wątłą nić prowadzącą ku potwierdzeniu własnej tożsamości, ku określeniu własnego miejsca i roli w świecie. Wbrew przeciwnościom losu nie rezygnuje z walki o przeżycie, ale nie czyni tego za wszelką cenę. Odnajduje swoją szansę w zgodzie z innymi ludźmi i odpowiedzialności za własne działanie o losy najbliższych.

 

źródło opisu: PIW, 1979

źródło okładki: PIW, 1979

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 418
stannirvany | 2014-01-03
Przeczytana: 06 stycznia 2014

万延元年のフットボール Man'en Gannen no Futtoboru, The Silent Cry (1967)
przeł. Mikołaj Melanowicz

- Narrator poszukuje po omacku drogi do nadziei i godności osobistej w świecie zła. (...) Z miejskiej perspektywy wioska ta wydaje się idealną wspólnotą, zarówno dla jego młodszego brata, jak i dla ciągle wątpiącego narratora Mitsusaboro. Nadzieje te stają się jednak zwodnicze, a po kilku dramatycznych doświadczeniach narratorowi pozostaje tylko heroiczna cierpliwość. Zaczyna wierzyć, że jest to jedyna droga przybliżająca do odzyskania godności ludzkiej. - prof. Melanowicz

"Budząc się w mroku przed świtem, błądzę po omacku w świadomości pośród resztek gorzkiego snu w poszukiwaniu gorącego wrażenia „oczekiwania". Wciąż na próżno poszukuję z niespokojną nadzieją gorącego „oczekiwania", ożywającego w najgłębszych zakamarkach mojego ciała - jak obecność połykanej whisky rozpalającej wnętrzności. Zaciskam palce, które utraciły siłę. I wszędzie, w każdej cząstce ciała odczuwam odrębnie ciężar mięsa i kości; w mojej świadomości wracającej niechętnie ku światłu doznania te zamieniają się w tępy ból. Z poczuciem rezygnacji jeszcze raz biorę odpowiedzialność za to dręczące tępym bólem ciężkie mięso, które straciło poczucie jedności. Śpię z podkulonymi nogami i rękami, w pozycji człowieka, który nie chce, aby przypominano mu ani o jego istocie, ani o sytuacji, w jakiej się znalazł."
(str. 5)

"Śmierć niespodziewana przecina nić wiążącą z możliwością zrozumienia. Są rzeczy, o których nigdy nie mówi się pozostającym przy życiu. W tych, którzy przeżyli, pogłębia się stopniowo podejrzenie, że to właśnie niemożliwość przekazania pewnych rzeczy skłoniła tamtych do wybrania śmierci. To, co pozostało w postaci nieokreślonej, może żywych prowadzić ku katastrofie, mimo to oczywiste dla nich będzie tylko jedno odczucie, że natknęli się na coś niepojętego."
(str. 24)

"(...) popijała whisky małymi łykami. Miała osobliwy zmysł dokonujący pomiaru stopnia głębokości zamroczenia alkoholowego, więc kiedy osiągała pewną głębokość, to niby ryba utrzymująca się w odpowiadającej jej warstwie bytowania i aktywności, już wcale nie upijała się mocniej ani też nie trzeźwiała zbyt szybko. Ten zmysł, który pełni funkcję automatycznego urządzenia zabezpieczającego przed upiciem się, żona przejęła w spadku - wedle jej własnej oceny - po matce alkoholiczce. W ustabilizowanej warstwie zamroczenia, osiągnąwszy określoną stałą granicę, żona podejmowała decyzję nieomylnie i szła spać, natychmiast zasypiając. A ponieważ nigdy nie ma kaca, każdy następny ranek rozpoczyna ponownym poszukiwaniem pretekstu do jak najszybszego powrotu w tę upragnioną warstwę zamroczenia."
(str. 33)

"W moim dzieciństwie w dolinie zawsze był tylko jeden stały wariat. Chociaż we wsi żyło kilku krańcowo wyczerpanych nerwowo i debili, tylko jednego wszyscy uznawali za prawdziwego wariata. Nie zdarzyło się, żeby kiedykolwiek powiększała się liczba takich oficjalnych wariatów, ani też żeby ten jeden wariat znikał całkowicie z doliny. Wyglądało na to, że właśnie jeden wariat był stałym komponentem społeczności doliny, niezbędnym dla określenia jej specyfiki."
(str. 64)

"Obraz piekła gwałtownie mnie wciągnął. Kolor rzeki płomieni i starannie przeciągnięte delikatne linie fal przynoszą pokój sercu. Z rzeki płomieni przelewa się do mego serca bezmiar spokoju. W tej rzece jęczy niezliczona ilość zmarłych z ramionami uniesionymi ku niebu i odstającymi włosami, jakby rozwianymi przez silne porywy wiatru. Niektórym widać tylko wychudłe, kanciaste pośladki i sterczące w powietrzu nogi. Choć wyglądają tak, jakby byli pogrążeni bez reszty w cierpieniu, to jednak ich widok przynosi mi ukojenie, bo te cierpiące ciała zdają się brać udział w jakiejś poważnej zabawie. Wyglądają na przyzwyczajonych do cierpienia. Takie samo wrażenie wywierają również zjawy stojących na brzegu mężczyzn z posępnie wyeksponowanymi penisami, podczas gdy rozpalone kamienie spadają im na głowy, brzuch, biodra. Żeńskie widma, które demony gnają żelaznymi pałkami w stronę lasu płomieni, wyglądają tak, jakby przepełniała je radość z powodu znajomych kajdanów, wiążących zwykle dręczycieli i dręczonych, i jakby chciały więzy te za wszelką cenę utrzymać"
(str. 79)

"Siostra miała specyficzny sposób słuchania gry na fortepianie. Nie przepuszczała ani jednego dźwięku, wsłuchiwała się w każdy odrębny dźwięk. Niezależnie od tego, jak szybko grał Lipatti, wychwytywała wszystkie pojedyncze dźwięki fortepianu. Jakby rozkładała akordy na części i odbierała je pojedynczo. Kiedyś nawet powiedziała mi, z ilu dźwięków składa się walc Es-dur z tej płyty, a ja, głupiec, tę liczbę zapisałem co prawda "w notesie, ale potem zgubiłem."
(str. 90, Takashi do Mitsu)

"Lekarz miał obawy, czy dziecko wytrzyma ponowną zmianę środowiska i nie umrze od wstrząsu. Ale rzeczywistym powodem pozostawienia tam niemowlęcia był lęk o to, że wskutek odrazy do tego przerażającego przedmiotu i z powodu wstrząsu umrzeć moglibyśmy my sami. Naszego czynu niczym się nie da usprawiedliwić. Więc jeśliby ono umarło, zmieniło się w wychudłego demona i wróciło po to, aby nas pożreć, to przynajmniej ja nie próbowałbym przed nim uciekać."
(str. 137)

"Pisarze? Na pewno niektórzy z nich mówią rzeczywiście rzeczy bliskie prawdzie, nie są zabijani, nie wariują i mogą żyć dalej. Oni w ramach fikcji oszukują ludzi. Ale już sam ten fakt, że przez nałożenie ram fikcji na rzeczywistość mogą powiedzieć rzeczy najniebezpieczniejsze i nawet bezwstydne z całkowitym dla siebie bezpieczeństwem, świadczy o tym, że dzieło pisarza jest w istocie czymś mało znaczącym. Opowiadając nawet najszczerszą prawdę pisarz ma świadomość tego, że jest człowiekiem, który może powiedzieć, co chce, w formie fikcji, jest więc uodporniony od początku na wszystkie trucizny, jakie sam wydziela opowiadając. To się udziela czytelnikom, którzy- na fikcję patrzą z pogardą jak na coś, co nigdy nie sięga bezpośrednio najgłębszych pokładów duszy."
(str. 177, Takashi do Mitsu)

"Czuję, że nawet jeśli tych słów nie wypowiedział na głos, to w samym akcie skoku z całkowitą świadomością tego, że w chwilę później jego własne ciało, nieodwracalnie martwe, będzie wisiało tu nagie, z głową pomalowaną na czerwono, widoczne dla wszystkich, zawarty był desperacki krzyk: „Powiem wam całą prawdę!" Mam rację, Mitsu? Czy nie uważasz, że trzeba strasznej odwagi po to, żeby podjąć taką decyzję i własnym nagim i martwym ciałem, z głową pomalowaną cynobrem, wyrazić po raz ostatni siebie dla tych, którzy pozostają przy życiu?"
(str. 178, Takshi do Mitsu)

"- Wszyscy ludzie tej doliny, wszyscy jednakowo najedzą się wstydu! - powtórzyła Jin tak, jakby dotyczyło to tylko innych. Uporczywie patrzyła w dół, co utwierdzało mnie w przekonaniu, że słowo „wstyd" miało dla niej szczególne znaczenie.
Moje oko, które przyzwyczaiło się do ciemności i mogło wejrzeć w zakamarki mroku, spostrzegło, że w zasięgu rąk siedzącej w fotelu Jin leżał stos różnego rodzaju okrągłych tanich konserw. Tkwiły tak niewzruszone i posłuszne, niby żołnierze pomocniczej armii, w których pokładała nadzieję Jin walcząca z nieuleczalnym głodem. Był to jej prywatny "wstyd", gromada małych "wstydów" stojących w uporządkowanych szeregach, ukazujących swoje prawdziwe formy tak otwarcie, że raziły nawet obcych."
(str. 210)

"Gdy zostałem sam, pomyślałem znów o słoniu. W Hirosimie, podczas ataku atomowego, najwcześniej uciekło z miasta stado krów, ale co poczną słonie w zoo, kiedy jeszcze większa wojna nuklearna będzie niszczyć miasta cywilizowanych krajów, czy będą mogły uciec? Poza tym czy ludzie budują takie schrony przeciwatomowe, które mogłyby pomieścić tak ogromne zwierzęta? Przypuszczalnie w takiej wojnie nuklearnej wszystkie słonie w zoo ulegną zagładzie. Jeśli pozostanie jakaś szansa na odbudowę miast, czy będzie można oglądać zgromadzonych na skałach ludzi o ciałach zdeformowanych promieniowaniem jądrowym, odprowadzających swoich reprezentantów udających się na afrykańskie sawanny chwytać słonie? Dopiero wtedy miałoby sens zastanawianie się, czy zostało jeszcze coś dobrego w człowieku."
(str. 226)

"Ożeniłem się z wdową, która miała córkę. Mój ojciec zakochał się w córce, którą ja sprowadziłem do domu, i co gorsza ożenił się z nią. I tak mój ojciec został moim zięciem, a córka, którą miałem pod swoją opieką, stała się moją macochą, bo została żoną mojego ojca. Z drugiej strony wdowa, którą ja poślubiłem, urodziła mi syna, który stal się bratem mojego ojca. Z tego też powodu został moim stryjem. Dzięki temu był bratem mojej macochy. A znowu żona mojego ojca, a mianowicie córka mojej żony, czyli moja pasierbica, urodziła dziecko. To dziecko stało się moim bratem, a jednocześnie wnukiem, bo było dzieckiem córki mojej żony. A więc wdowa, którą poślubiłem, została moją prababką. A to dlatego, że była matką mojej macochy. Tak więc jestem mężem swojej żony. Jestem też wnukiem swojej żony. Dla siebie jestem i dziadkiem, i wnukiem jednocześnie."
(str. 228, List brata pradziadka Mitsu)

"Mam wrażenie, że w samym środku głowy krew o temperaturze nieco przekraczającej ciepłotę ciała krąży w kółko tworząc mały falujący wir. Pojawiają się dwa nie związane ze sobą obrazy, więc kieruję oko świadomości w głąb, gdzie ciemność w głowie zostaje nieco rozjaśniona iskrami tych obrazów, zamykam swoje drugie realne oko skierowane na rzeczywistość."
(str. 242)

"To są muchy, które muszą po prostu zorganizować się w tłum, żeby móc przeciwstawić się "cesarzowi" przez dłuższy okres! To są naprawdę małe paskudne muchy, ale w ogromnej masie nabierają własnej, specyficznej mocy.
- Ale czy myślisz, że te twoje muchy z doliny i „prowincji" nigdy nie spostrzegą, że nimi gardzisz? Siła uderzenia much wyrwie się spod twojej kontroli i skieruje przeciw tobie. I wtedy dopiero wypełnią się wszystkie etapy twojego „buntu", nie sądzisz, że mam rację?"
(str. 245, Takashi i Mitsu)

"Ale jego zbrodnia rozpoczęła się od następnej chwili, kiedy poddając się maniakalnemu pragnieniu uczynienia z siebie choćby fikcyjnego zbrodniarza, dopuścił do popełnienia czegoś groteskowego, czegoś tak potwornego, że trudno w to uwierzyć. (...)
- Taka, jesteś szalonym mordercą - powiedziałem zachrypniętym głosem, ale zbrakło mi siły, by powiedzieć jakiekolwiek jeszcze słowo.
- Chyba mnie po raz pierwszy zrozumiałeś, Mitsu - Takashi powiedział to z bezwstydnie prowokacyjną obojętnością."
(str. 257)

"być może był na wojnie człowiekiem brutalnym, ale gdyby wrócił do domu żywy, to na pewno odrzuciłby od razu przeszłość i z największą łatwością powróciłby do spokojnej rutyny codziennego życia. W przeciwnym razie po każdej wielkiej wojnie cały świat zalałaby powódź brutalnych przestępców."
(str. 269, Mitsu do Takashiego)

"Prawdopodobnie ten, kto zamówił obraz, zażądał od malarza, by przedstawił samą istotę "czułości". Oczywiście musiał namalować piekło, bo miał to być obraz dla uspokojenia duszy brata, który jeszcze za życia uwięził siebie i stał twarzą w twarz ze swoim własnym piekłem. Ale rzekę płomieni musiał ukazać w kolorze czerwieni jesiennych liści dereniu skupiających na sobie promienie porannego słońca, a linie języków ognia pociągnąć łagodnie i miękko jak fałdy trenu damskiej sukni. Trzeba było sprawić, by rzeka płomieni była esencją "czułości". Młodszy brat pradziadka był zarówno umierającym w mękach agonii, jak i demonem, który go torturował, a że obraz miał nieść ukojenie jego szalejącej duszy, więc musiał przedstawiać równie dokładnie cierpienia umierającego, jak i okrucieństwo demona. Demon i umierający, bez względu na intensywność doznań cierpienia i zadawania tortur, są ściśle ze sobą związani duchowymi więzami spokojnej "czułości"."
(str. 294)

"A skoro nie pojąłem "prawdy", mało więc prawdopodobne, żebym znalazł gdziekolwiek dość siły woli i zdołał wykonać to ostatnie kopnięcie prowadzące do śmierci. Nie jestem w takiej samej sytuacji jak młodszy brat pradziadka czy Takashi stojący w obliczu śmierci - oni byli pewni swego piekła, więc wykrzykując własną "prawdę" wznosili się ponad nie."
(str. 300)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Łowca snów

"Łowca snów" Stephena Kinga to świetna opowieść o przybyszach z kosmosu, ale nie tylko. To wspaniała historia o długoletniej przyjaźni. Ksią...

zgłoś błąd zgłoś błąd