Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Od Valinoru do Mordoru: Świat mitu a religia w dziele Tolkiena

Wydawnictwo: M
7,91 (33 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
7
8
16
7
4
6
3
5
0
4
1
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
83-7221-866-8
liczba stron
498
język
polski
dodał
Snoopy

Niniejszy tom ukazuje fantastyczny, precyzyjnie wykreowany mitologiczny świat twórcy "Władcy pierścieni". Jednak szczególny nacisk został tu położony na zbadanie prawdziwego dzieła życia Tolkiena, jakim był "Silmarillion" i powiązane z nim legendarium. Tolkienowi zależało na tym, by wartości dawnych legend przekazać ludziom, którzy nigdy się z nimi nie zetknęli. "Kallevala", "Eddy", legendy...

Niniejszy tom ukazuje fantastyczny, precyzyjnie wykreowany mitologiczny świat twórcy "Władcy pierścieni". Jednak szczególny nacisk został tu położony na zbadanie prawdziwego dzieła życia Tolkiena, jakim był "Silmarillion" i powiązane z nim legendarium.

Tolkienowi zależało na tym, by wartości dawnych legend przekazać ludziom, którzy nigdy się z nimi nie zetknęli. "Kallevala", "Eddy", legendy skandynawskie, celtyckie, staroangielskie... Wszystkie te przekazy - ich bohaterowie i najsłynniejsze symbole - niosą ze sobą istotne wartości i idee, które od dawna przestały interesować współczesnych twórców zachodniej kultury, zauroczonych postępem i zmianą. Autor próbuje wykazać, że zamierzeniem Tolkiena było przypomnienie tych wartości i odwoływanie się do nich jako pewnej skarbnicy prowadzącej do samych podstaw człowieczeństwa i relacji z sacrum.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 656
Bartosz Bolechów | 2012-12-15
Przeczytana: 15 grudnia 2012

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Książka Szyjewskiego budzi szacunek, choć ma ewidentnie apologetyczny charakter. Jest bardzo rzadkim przypadkiem połączenia pasji i kompetencji, fascynacji i rzeczowej analizy. Dzięki temu unika w znacznej mierze usypiającej drętwoty naukowych analiz i hermeneutyk. Chociaż autor miejscami w moim odczuciu zapuszcza się zbyt głęboko w gąszcz przykładów i analogii, co rodzić może znużenie lekturą, generalnie tekst czyta się świetnie. Praca jest w istocie pochodną zajęć akademickich (wykładów) prowadzonych przez Szyjewskiego, a jej struktura ładnie obejmuje poszczególne aspekty stworzonego przez Tolkiena uniwersum, z perspektywy religioznawczej i etnologicznej.

15 rozdziałów składa się na obszerny i wnikliwy tekst. Dla mnie najbardziej interesujące były rozdziały poświęcone naturze zła, czasu, przestrzeni (wszech)świata Tolkiena, Numenorowi, Valarom i "cudowności" - w tym ostatnim rozdziale autor próbuje odpowiedzieć na pytanie o fenomen niesamowitej popularności dzieł Tolkiena.

Fundamentalne założenie pracy: pojęcie mitu jest kluczem do tolkienowskiego świata. Autor udowadnia to z wielką erudycją, korzystając z wiedzy profesjonalnego religioznawcy oraz dogłębnej znajomości źródeł "tolkienistycznych".

Szyjewski jest zdecydowanie oczarowany Tolkienem, a jednocześnie - nie bez powodów - głęboko nieufny wobec jego rozlicznych epigonów:

"Różnica, jaka zachodzi między stwórcą-artystą a wytwórcą-rzemieślnikiem, między Trylogią, a sto trzydziestym szóstym tomem z serii Forgotten Realms czy Dragonlance, albo rąbankami wiedźmina Geralta w stylizowanej na fantasy (post)nowoczesności".

"Łatwo poznać różnicę w podejściu do związanego z magią światopoglądu mitycznego, przypatrując się zwichniętym przejawom zapotrzebowania na mit w postaci literatury fantasy, gatunku w zasadzie stworzonego przez Tolkiena, aberracyjnie rozwijanego w stronę "technologicznej" magii. Kiedy czytamy np. "Okruch lodu" Sapkowskiego, widzimy w zasadzie mechaniczne wykorzystywanie motywów mitycznych połączonych naukową wizją świata uznawaną przez autora za jedyną możliwą, bo prawdziwą. Magia jest tu w istocie przykrywką dla naukowych (paranaukowych?) eksperymentów". Trudno mi się nie zgodzić - postmodernizm Sapkowskiego zawsze uważałem za płytki, tani i efekciarski.

Osadzone rzekomo w Śródziemiu powieści Pierumowa - i tu również zgadzam się z Szyjewskim - to grafomania. "Potworkowata fantasy" zalewa księgarskie półki. "Sam Tolkien przeraził się możliwościami kontynuowania kreacji jego świata, a szczególną niechęć wzbudziły w nim próby przełożenia trylogii na język filmu. Podejrzewam, że gdyby obserwował rozkwit opartych na jego świecie RPG, spłycających nasycone głębią myśli dzieło do rangi machania mieczem i magią w szeregu pojedynków, przewracałby się w grobie".

"Systemu przekonań Tolkiena brakuje w niezamierzonych parodiach, jak w "Ostatnim Władcy Pierścieni". Autor przedstawia rzeczywistość WP jako cyniczną intrygę wywiadów, których agenci uciekają się do czynów niegodnych i obrzydliwych, dlatego, że w takiej rzeczywistości go wychowano i taką uznaje za jedyną rozsądną. Pytanie tylko, po co mu w takim razie pretekst w postaci dzieła Tolkiena, skoro taki światopogląd nie jest mityczny, lecz modernistyczny". Nic dodać, nic ująć.

Nawiasem mówiąc, przeczytałem właśnie wywiad z Pierumowem w grudniowej Nowej Fantastyce i zauważyłem tam osobliwy brak konsekwencji, mówiąc delikatnie. Z jednej strony Pierumow zarzuca autorowi "Ostatniego władcy" Yeskovowi, że "nie zachował ducha Tolkiena". Z drugiej strony broni swojej - pasożytniczej i grafomańskiej w mojej ocenie - prozy "śródziemiopodobnej" odwołując się do postmodernizmu. Ma pretensje do Jacksona, iż wprowadził w swoich filmach zmiany, które prawdopodobnie nie spotkałyby się z aprobatą Tolkiena. Jednak Jackson - w odróżnieniu od Pierumowa - zachowuje szacunek dla fundamentalnego przesłania i konstrukcji świata i nie grzebie w kosmologii uniwersum, uzasadniając to własnymi "przemyśleniami filozoficznymi" wątpliwej jakości.

Jednym z najbardziej interesujących rozdziałów książki Szyjewskiego jest ten poświęcony naturze zła w świecie Tolkiena. Sprawa jest - wbrew pozorom - niejednoznaczna.
Po pierwsze, zło jest nowoczesne, bo Tolkien nie cierpiał idei modernizmu oraz ich społecznych i kulturowych konsekwencji.

"Zauważmy jak Morgoth manipuluje prawdziwą wiedzą, nazbyt dobrze, zdaniem Tolkiena i jego przyjaciół, przypominając "tych, którzy twierdzą, że mity są kłamstwem", "czczących artefakt (...) postępowych małp".

Saru-man to w staroangielskim "Mąż wiedzy". "W skierowanym do Gandalfa przemówieniu programowym określa swe cele jako wprowadzanie Wiedzy, Władzy i Ładu, "godnego, wzniosłego i ostatecznego celu", w imię którego trzeba ścierpieć tymczasowe zło i niegodziwości".

W "Księdze zaginionych opowieści" Gondolin zdobywają wspomagane czarami, przemyślnie skonstruowane samobieżne machiny bojowe (czołgi) zionące ogniem. Sauron na polach Pelennoru posługuje się katapultami, greckim ogniem, pociskami z materiałami wybuchowymi. Saruman wysadza prochem mury Rogatego Grodu, w podziemiach Isengardu ma ukryte wyrzutnie greckiego ognia.

Sauron kocha porządek i dyscyplinę, jego naczelna idea jest modernistyczna i totalitarna. Jeden Pierścień. Jedno Oko. Nie ma tu miejsca na odstępstwa, debaty ani wątpliwości.
To jest oczywiście jeden z najważniejszych tropów w antymodernistycznej narracji i poglądach Tolkiena na współczesność, charakteryzujących się przerażeniem i głęboką pogardą, co demonstruje poniższy fragment wiersza:

"Ludzie zapomnieli o Nocy
I uciekaja się do masowego organizowania rozkoszy
Na kwitnących jak lotos
Wyspach ekonomicznego szczęścia
(...)
Gdzie głupcy żyją dla pieniędzy
Nurzając się w nieczystościach
A włada nimi tylko jedna żądza
By mieć jak najwięcej bogactwa"

Zapomnienie o elfach, ich obecności i dziełach (czyli "odczarowanie" weberowskie i odrzucenie cudowności), cechujące modernistyczny świat, oddala człowieka od Prawdy i zmienia jego świat w technologiczny Mordor. Zgodnie z antymodernistyczną narracją odwołującą się do czasu i myślenia mitycznego, Tolkien odrzuca pojęcie postępu, wprowadzając na jego miejsce koncepcję nieuchronnej degeneracji:

"Tolkien stawia na głowie nasze rozumienie ewolucji i idei progresu, która stała się naczelnym hasem naszej cywilizacji. Przyzwyczajeni jesteśmy do widzenia dziejów ludzkości jako łańcucha coraz doskonalszych idei, działań i wytworów. Zdaniem Tolkiena w dziejach Zachodu mamy raczje do czynienia z procesem tracenia dawnych zdobyczy, zapominania wielkich idei i degeneracji twórczości".

"Sposób, w jaki ludzie żyją w XX wieku jest alarmująco rosnącym barbarzyństwem" - słowa samego Tolkiena.

"O wielkości ducha ludzkiego stanowią wzniosłe idee należące do dziedziny mitu, a nie obrzydliwe konstrukcje futurystyczne".

"Najbardziej koszmarny zamek, jaki kiedykolwiek wytrząsnął z worka olbrzym z celtyckiej opowieści, jest mniej szkaradny od zautomatyzowanej fabryki".

Tolkien twierdził, że tylko szaleńcy lub głupcy mogli myśleć o dwudziestym wieku bez przerażenia. Doceniał ekologię i nienawidził "postępu". Uwielbiał rękodzieło, pogardzał wojną, zanim jeszcze takie podejście stało się modne. Z drugiej strony nie przeczył, że wojna bywa niezbędna, a paktowanie ze złem - niemożliwe.

"Koniec Władcy Pierścieni (sytuacja w Shire - BB) to najkrótszy opis rewolucji industrialnej i skutków uprzemysłowienia, o jakim marzył Saruman jako wyznawca postępu. Zdaniem Tolkiena cały ten postęp kompletnie nie przystaje ani do natury, ani kultury ludzkiej, jest bowiem podszeptem szatana. Saruman-Sharkey ideę tę zaczerpnął oczywiście od Saurona, wynalazcy państwa totalitarnego i postępu". Mówiąc krótko - materialistyczny postęp prowadzi do zła.

Idea Tolkiena przypomina zatem gnostycki emanacjonizm: doktrynę nieustannego upadania wiedzy i oddalania się kolejnych etapów stworzenia od Prawdy.

"Od procesu degradacji, podobnie jak od entropii, nie ma ucieczki. Został on bowiem wprogramowany w powstający świat Ea przez Melkora, spragnionego zmienności i rozwoju - "postępu". Elfy, które próbują zatrzymać entropijny postęp rozkładu i destrukcji, ponoszą klęskę. Ale nie do końca - pozostaje do nich pieśń, legenda, mit, opowieści z Dawnych Dni stanowiące glebę, na której może wyrosnąć ziarno tego, co piękne i cudowne, nawiązujące do prastarego wzorca, ale jednocześnie właściwe nowym warunkom i czasom. Taka jest, mniej więcej, rola mitu. Tolkien rozważania nad naturą mitu, kierując się w stronę bliską koncepcjom strukturalnym - mity są "maszynami do zwalczania czasu".

Po drugie, mamy tu oczywiście koncepcję katolicką. Zło dla Tolkiena-katolika jest niczym (próżnią, nieobecnością dobra) i nie może być podstawą świata. Jednocześnie jest skutkiem pierwotnego skażenia świata przez grzech/opór Melkora wobec Eru. W ten sposób Upadek staje się naczelną "narracją świata", a pycha i rozpacz - "kręgosłupem zła". Ludzie są dotknięci konsekwencjami owego pierwotnego Upadku (oczywiście echo grzechu pierworodnego).

Jak kategorycznie stwierdza Tolkien: "Nie może istnieć żadna opowieść bez Upadku - przynajmniej nie dla ludzkich umysłów, takich jakimi je znamy i jakie posiadamy; wszystkie opowieści w ostatecznym rachunku traktują o upadku".

Doskonałym przykładem jest tu Numenor:

"Od ustanowienia królestwa Numenoru zaczyna się wielki eksperyment teologiczny, próba odpowiedzi na pytanie, czy ludzkość może urządzić sobie szczęśliwe Królestwo Boże na Ziemi". Odpowiedź jest oczywista. Numenor ufundowano na dwóch nawiązaniach - Atlanrydzie i Raju Utraconym. Pycha, rozpacz (ufundowana na strachu przed śmiercią) prowadzi do zguby. Numenor to ziemska utopia, staczająca się nieuchronnie w dystopię. Zdaniem Tolkiena Upadek musi się wcześniej czy później zamanifestować w każdym dziele ludzkim. Ludzie są słabi, naznaczeni Cieniem i nie mogą tego zmienić. Numenorejczycy jak Adam i Ewa upadają, próbując zdobyć ziemską nieśmiertelność w Valinorze. Sauron ofiarowuje ludziom drogę "na skróty do nieśmiertelności" - poprzez kult Melkora. Składający ofiary z ludzi Morgothowi Numenorejczycy błagając o wybawienie od śmierci to archetypowy obraz degeneracji.

Oczywiście zdaniem Tolkiena brak wiary w Boga oznacza brak sensu życia i przerzucanie się na zastępcze cele, np. kult Wszechświata lub Człowieka. To z kolei oznacza wcześniej czy później cześć dla samego siebie i własnych pragnień. Wiara prawdziwa opiera się na nadziei. Fałszywa - na pysze i rozpaczy.

"Tolkienowi przyświeca wyznanie wiary w istnienie trwałych, niezmiennych wartości moralnych, jako imperatywu rządzącego życiem niezależnie od kontekstu historycznego i kulturowego".

"Główna sprzecznośc etyczna: opozycja między Głosem Nadziei Iluvatara a żelazną koroną Pychy i Rozpaczy Morgotha".

Szatan sam jest bezsilny, bo działa zawsze poprzez ludzi, łamiąc ich wolną wolę i skłaniając do występowania wbrew normom i zasadom.

Po trzecie, zło u Tolkiena nie jest jednak do końca "ortodoksyjnie katolickie". Częściowo stanowi to "efekt podwójnego patrzenia na istotę zła w chrześcijaństwie - boecjańską (zło nie ma swojej własnej substancji, jest jedynie brakiem dobra) i augustiańską, w istocie manichejską.

Zło jawi się zatem nie tylko jako brak ("Cień"), ale również jako realna i aktywna siła ("Czarna Moc"). Następuje nawet stopniowy wzrost potęgi zła w zależności od przestrzennej bliskości od Morgotha, czy Saurona - czyli de facto stopniowa rezygnacja z wizji boecjańskiej na rzecz manichejskiej. Morgoth (i Sauron) ma ewidentne cechy sataniczne, przypominając typowe wyobrażenie Lucyfera w piekle:

Zasiadał w najgłębszych komnatach na czarnym "tronie nienawiści", na skroniach miał wykutą przez siebie żelazną koronę jako król tego świata, otaczała go gwardia Balrogów, u stóp pełzały żmije i leżały wilki, pod stropem latały nietoperze, komnata wypełniona była narzędziami tortur, po kolumnach z czarnego bazaltu pięły się węże i smoki.

Jak zauważa Szyjewski "tym właśnie koncepcja sił funkcjonujących w Śródziemiu wyraźnie różni się od wszelkich epigońskich utorów fantasy, zwłaszcza od rzeczywistości kreowanej przez scenariusze RPG. W dziele Tolkiena są one do pewnego jedynie stopnia zewnętrzne, a walka rozgrywa się także w duszach protegonistów. Na szczęście nie jedynie w duszach, bo zdegradowałoby to WP do poziomu konfesyjnej broszurki".

Mimo wszystko wszechstwórcą, wszechpotęgą i ostateczną instancją jest u Tolkiena Jedyny - Eru, Iluvatar (Ojciec Wszystkiego). Jak w każdym systemie monoteistycznym - w odróżnieniu od dualistycznego - pojawić się zatem tu musi teodycea.

Czemu dobry Bóg dopuszcza do istnienia śmierci i zła? Czemu sprawiedliwy Bóg dopuszcza do cierpienia niewinnych?
Dualistyczny zaratusztrianizm drwił z chrześcijaństwa i islamu: jak można wierzyć, że dobry i wszechmocny Bóg stwarza Szatana?

"Kształtujące się w polemikach z manicheizmem i gnozą chrześcijaństwo oddzielało wprawdzie ściśle od siebie dobro i zło, ale tylko dobro usytuowało w Bogu, a złu odmówiło wszelkiej substancjalności, przez co uwikłało się w trudności teodycei".

Mamy w tekście Szyjewskiego interesującą "drabinę rozwiązań monistycznych przechodzącą w dualizm":

1. Bóg stworzył dobro i zło, sam jest ponad podziałami, świat jest przeniknięty jednym i drugim.
2. Wszystko co Bóg stworzył jest dobre, jednak istoty obdarzone wolną wolą mogą wybrać zło. Pierwszy uczynił to szatan sprowadzając zło na świat.
3. Istnieje Bóg pierwotny (zerwanizm), który wydał na świat dwie istoty współtworzące świat: dobrą (Ahura Mazda) i złą (Angra Mainju).
4. Bóg pierwotny dał impuls stwórczy w postaci kolejnych emanacji, jedna z niższych (w gnostycyzmie - Demiurg) doprowadziła do powstania złego świata.
5. Bóg stworzył dobry świat duchowy, ale niektóre jego twory zbuntowały się: jeden z nich stworzył zły świat materialny (katarzy).
6. Dwa pierwotne pierwiastki (Ormuzd i Aryman) koegzystują i każdy tworzy część świata. Manicheizm głosi, że stworzenie jest dziełem dobrego Demiurga, chcącego uratować boską substancję uwięzioną w materii.
7. Każdy z przeciwstawnych pierwiastków tworzy swój świat: pierwiastek dobra tworzy świat duchowy, pierwiastek zła - materialny, w którym więzi anielskie dusze (katarzy).

Tolkienowski Szatan-Melkor wprowadził w materię świata tendencję do destrukcji, rozpadu (entropię, przekleństwo ludzkości), co bardzo przypomina teorie irańskie. "Można przypuszczać, że Tolkien odwoływał się do idei zaratusztrianizmu bezpośrednio albo za pośrednictwem manicheizmu. W kontrstworzeniu Arymana główną rolę odgrywa Śmierć i Zepsucie, których ucieleśnieniem jest Nasu Drudża (Trupie Kłamstwo). Demon zepsucia gnieżdżący się w rozkładających ciałach, przybierający postać trupiej muchy, co prawdopodobnie wpłynęlo na pojawienie się w judaizmie koncepcji Belzebuba - Pana Much.
Świat jest nienaprawialny, zepsucie wniknęło w niego zbyt głęboko. Niezbędna jest więc Dagor Dagorath (Ostatnia Bitwa, Bitwa Bitew), w której przekuta zostanie materia świata i przepalona w ogniu walki".

Kolejne kategorie, bez których nie sposób zrozumieć kreacji Tolkiena to tragiczność i przeznaczenie:

"Pojęcie tragiczności, którą nacechowany jest los człowieka jako istoty rozdartej między dobrem i złem, charakteryzującej się zarazem dążeniem do porządku, jak i chaosu. Z tego rozdarcia nie ma ucieczki i zawsze prowadzi ono do zderzenia (...) Mit prometejski i jego tragiczność polega np. na tym, że w imię człowieka i jego dobra następuje naruszenie ustanowionego ładu. Walka Prometeusza toczy się przeciw dawcy porządku, praw (...) Zeusowi. (...) Nawet bóg taki jak Zeus nie jest na tyle silny, by wyzwolić człowieka z nędzy jego egzystencji i śmiertelności. Nie ma innej drogi wyzwolenia ze zła, jak przez współodczuwanie i katharsis. Trzeba spokojnie pogodzić się z losem, tragiczna wizja świata wyklucza odpuszczenie grzechów.

Motyw przeznaczenia (germańska koncepcja wyrd-urd z "Eddy") to na ogół motyw trójdzielnego losu - mojry/norny/Brygidy/rodzanice/Łajma w trzech postaciach. Personifikacja trzech czynności: zaplatanie nici przeznaczenia, pilnowanie jego właściwego przebiegu i nieuniknione przecinanie. Mamy tu do czynienia z interesującą ewolucją. Najpierw przeznaczenie jest ponad bogami, potem relacja się zmienia i bogowie (jak Ahur-Mazda, "Dawca Przeznaczenia") przejmują nad nim kontrolę. "Zakończeniem procesu emancypacji (bóstwa - BB) jest teoria predestynacji obecna w islamie czy w kalwińskim protestantyzmie, stawiająca Stwórcę ponad przeznaczeniem".


Koncepcja Tolkiena łączy w sobie elementy chrześcijańskie i pogańskie (np. u Germanów silna była wiara w los złowieszczo ciążący nad bohaterami, którzy świadomie dążyli do tragicznej śmierci).

"Pytanie podstawowe, które musi się nasunąć przy rozpatrywaniu koncepcji przeznaczenia, jest następujące: czy w ujęciu danej tradycji religijnej możliwe są samodzielne próby zmiany losu?"

"Sposób, w jaki biec mają dzieje świata został bowiem ustalony niejako z góry w czasie jego tworzenia poprzez Pieśń Ainurów (...) Stworzenie świata miało bowiem trzy (...) warunkujące się etapy: Pieśń, Wizję i Tworzenie (...) Valarowie, jako bogowie Ardy, przeznaczenia kosmicznego zmienić nie mogą. Dzieje Ardy muszą rozegrać się do ostatniego akordu, Dagor Dagorath, Tolkienowskiego Ragnaroku. Valarowie nie są jednak całkowicie bezwolni w odniesieniu do Przeznaczenia, między innymi dlatego, że Iluvatar całkowicie panując nad Przeznaczeniem nie objawił wszystkiego, co zamyślił. Wprowadza rzeczy nowe i dlatego bieg losów jest dla wszystkich do końca nieprzewidywalny. (...) Ulmo mówi Tuorowi: "Los (jak zwykły nazywać go Dzieci Ziemi) zawsze zostawia szczeliny między swoimi wyrokami, a mury gmachu przeznaczenia maja liczne wyłomy, i trwa to tak, aż rzecz się dopełni w chwili przez was zwanej Końcem".

Jest to charakterystyczna argumentacja chrześcijańska, próbująca harmonijnie łączyć dwie - wydawałoby się przeciwstawne koncepcje - ludzkiej wolnej woli oraz wszechwiedzy Boga i jego nieomylnie realizowanego planu obejmującego całość historii. Tylko Bóg zna przyszłość w każdym szczególe, ludzie znają jedynie dostępny w Objawieniu jej bardzo ogólny zarys.

Chociaż wiele tu elementów pogańskich, to koncepcja czasu ma charakter judeochrześcijański - czas jest linearny i stanowi pole "projektu" Eru. W Śródziemiu nie istnieje nic takiego jak przypadek. Stwierdzenie to bardzo ładnie współgra z naciskiem, jaki na tę cechę mitu jako takiego kładzie Lem w "Filozofii przypadku". "Przypadek" jest jedynie konwencją językową, złudzeniem wynikającym z ignorancji. Jak stwierdza Tom Bombadil: "Sprowadził mnie do was przypadek, jeśli tak chcecie go nazwać".

Jednocześnie, aby zrealizować swój zamysł, Tolkien musi do pogańskiego, fatalistycznego świata wprowadzić wolną wolę:

"Ludzie mają moc kształtowania własnego życia w sposób nie wyznaczony przez Muzykę Ainurów, która określa niejako los wszystkich innych istot i rzeczy; działanie ludzi, ich obyczaje i uczynki, ukształtuje ostatecznie świat, aż się dopełni wszystko do końca i w każdym szczególe".

Oto wspomniana harmonizacja wolnej woli i planu:
Z jednej strony: "Wolna wola człowieka może się Morgothowi przeciwstawić i kształtować los samodzielnie (...)"

Z drugiej strony przeznaczenie świata musi się dopełnić, zgodnie z planem Boga:

"Każde zdarzenie wplecione jest w zamysły Iluvatara, nawet złowrogie i ohydne poczynania Morgotha i jego sług są w ostatecznej instancji odwracane na chwałę Iluvatara".

Tolkien: "Powiadają, że Jedyny we własnej osobie zstąpi na Ardę i uzdrowi ludzi i całe Skażenie od początku do końca".

Eru jest jednoznacznie Bogiem o cechach osobowego Boga chrześcijańskiego, włącznie z monopolem na stwarzanie życia. To on jako jedyny włada bowiem "Tajemnym Ogniem", o którym wspomina Gandalf w starciu z Balrogiem. Ów "Niezniszczalny Płomień" to "boski element w stworzeniu, iskra boża, która sprawia, że dana rzecz ma własne życie i rozwija się niezależnie od swego stwórcy".


Czas Śródziemia jest w pewnym również sensie hybrydyczny. Z jednej strony, mamy tu do czynienia z "czasem mitycznym", z drugiej - historycznym. Tolkienowi udaje się połączyć dwie perspektywy w poszukiwaniu równowagi, pamiętać bowiem należy, że jego odbiorcą jest zanurzony w modernizmie nieszczęśnik, który wymaga odpowiedniego podejścia:

"Elfy są pamięcią i sumieniem świata, żyjącym mitem, a ich obecność wywołuje oczarowanie. Elfy są gwarantem czasu mitycznego. Ludzie z kolei są nosicielami czasu historycznego".

Jedną z podstawowych cech czasu mitycznego jest cykliczność, Elliadowski "wieczny powrót". Charakteryzuje go wiara w powtarzalność i niezmienność wszelkich procesow, na wzór rytmów kosmicznych. Wydarzenia mityczne rozgrywają się zatem w ramach "illid temporis" - "onego czasu", "czasu początków. "Jest to czas mitycznego prapoczątku, "kiedy wszystkie atrybuty danej kultury zostały wymyślone i wprowadzone przez bóstwa lub herosów kulturowych i odtąd datuje się trwanie plemienia bez żadnych zmian i nowych idei. W wyobrażeniach wszystko, co powstało w tym czasie jest wieczne i niezmienne".

Większość utworów mitycznych zaczyna się od genesis, opisu stworzenia świata, który jest uderzająco podobny w mitach skandynawskich, wedyjskich, sumeryjskich, akadyjskich, judaistycznych, greckich, syberyjskich, polinezyjskich i wielu innych.

Co niezwykle istotne, czas mityczny nie jest tylko czasem zamkniętej przeszłości, ponieważ jest stale obecny w każdym człowieku. Nie zniknął ostatecznie, lecz - niewidzialny - czai się wokół i może się ujawnić przez jakiś klucz otwierający bramy percepcji (rytuał, substancja chemiczna itd.). Nakładają się tu zatem na siebie niejako dwie rzeczywistości, przy tym tylko jedna jest łatwo dostępna bezpośredniemo doświadczeniu współczesnego człowieka, który utracił kontakt z cudownością mitu. Tolkien probuje ponownie przerzucić most nad przepaścią, abyśmy mogli dostrzec utraconą "Prostą Drogę" i ów kontakt odzyskać.

Z drugiej strony "Władca pierścieni" i inne opowieści z Ardy naznaczone są czasem linearnym, albowiem Tolkien pragnie "zakorzenić w historii" swoje uniwersum, nadając mu w ten sposób wiarygodności i ontologicznej stabilności. Poza tym jest to zgodne z fundamentalną koncepcją czasu w chrześcijaństwie. Czas linearny pojawia się po raz pierwszy dopiero w zaratusztrianizmie z jego koncepcją ostatecznego pokonania Angra Mainju i przemiany świata oraz w judaizmie pod postacią Sądu Ostatecznego (trwała i bezprecedensowa zmiana oblicza Ziemi).

Szyjewski czyni bardzo interesującą uwagę. Otóż "charakterystyczne wyprostowanie ostatniego cyklu, tak, by wydarzenia w nim miały charakter chronologiczny, jest cechą religii, w których sakralizacji ulega historia, takich jak judaizm, chrześcijaństwo i islam, a ich przedsmakiem jest zaratusztrianizm.

Nie ma tu miejsca na przytaczanie arcyciekawych rozważań Szyjewskiego o przestrzeni świata Tolkiena (np. kwestia ewolucji od płaskiej do kulistej Ardy). Śródziemie to angielskie tłumaczenie nordyckiego Midgardu - "środkowy obszar odgrodzony", ekumena, czyli obszar zamieszkały przez ludzi, wzniesiony dla nich przez bogów, otoczony Krainami Zewnętrznymi, czyli Utgardem, ojczyzną demonicznych sił chaosu. Warto wspomnieć o pewnym typowym nieporozumieniu - nacisku na przeciwstawienie geograficzne Zachodu (siedziby dobra) i Wschodu (siedziby zła). Otóż przeciwstawienie właściwe wygląda nieco inaczej - "Opozycją dla Zachodu była zawsze dla Tolkiena Północ (a nie Wschód). Melkor zstąpił na świat na Północy, tam tez powstało Utumno i Angbad". Jest to schemat zapożyczony z Kalevali (demoniczni mieszkańcy północnej krainy Poholi zagrażają dzielnym wojownikom Kalevy).

Jak powiadał sam Tolkien: "Umieszczenie Mordoru na wschodzie było w mojej "mitologii" spowodowane prostą koniecznością narracyjną i geograficzną. Pierwotna twierdza Zła znajdowała się (zgodnie z tradycją) na Północy; ale jako że została zniszczona i właściwie znalazła się pod falami morza, musiała powstać nowa twierdza, położona z dala pd Valarów, elfów i morskiej potęgi Numenoru".

Z drugiej strony warto pamiętać, iż Tolkienowski Wschód i Południe są siedzibą barbarzyństwa jako opozycja do cywilizowanych Zachodu i Północy. Wizja nie jest zatem całkiem wolna od kulturowych, zachodniocentrycznych stereotypów kulturowych. Na przykład ciemni Haradrimowie, "spaleni słońcem" mieszkają w Afryce. W sumie Wschód i Południe zdają się nieść podobne cechy, związane ze spaleniem słońcem i (lub) ciemnością. Są to niecywilizowane i nie odgrywają istotnej roli w dziejach Ardy.

Dochodzimy w tym miejscu do kłopotliwej kwestii rasizmu, ktora roztrząsana bywa regularnie w kontekście prac Tolkiena i pojawiła się także po premierze filmów Jacksona (szlachetny, biały, cywilizowany Zachód kontra ciemni, barbarzyńscy, "dzicy" mieszkańcy Wschodu i Południa). Szyjewski przyznaje, iż Tolkien przywiązywał wielką uwagę do wzrostu (sam miał 1,65 m - BB). "W jego ujęciu im ktoś jest roślejszy, tym więcej ma majestatu i tym bardziej góruje nad innymi potęgą umysłu. Dlatego Galadriela jest najwyższa z elfów, a Aragorn z ludzi".

"W ujęciu Tolkiena im wyższe, jaśniejsze i piękniejsze jest dane plemię, tym bardziej predestynowane jest do rządów i władzy. W jego dziełach nieodmiennie królami i królowymi są najwyżsi (...) Najlepiej też, jeśli są jasnoskórymi blondynami, co złośliwie można by skomentować jako preferowanie typu nordyckiego, "czystych Aryjczyków", gdyby nie znana powszechnie niechęć Tolkiena do nazizmu i ideologii hitlerowskiej. Jego zdaniem hitleryzm zniszczył to, co piękne w germańskim duchu i naraził cały świat pogańskiej krzepy i witalności na śmieszność swoimi bezsensownymi teoriami".

Niemniej - niezależnie od sądów wobec hitleryzmu - mamy tu jak sądzę do czynienia z rasowymi stereotypami, które stanowiły po prostu historycznie i kulturowo ustabilizowaną normę w świecie Zachodu. Niewiele istniało równie rozpowszechnionych na Zachodzie przekonań jak to, iż biały człowiek predestynowany jest do czynów większych i szlachetniejszych niż przedstawiciele "pośledniejszych" ras. Nie wydaje mi się sensowne zaprzeczanie, że elementy takiego stanowiska są u Tolkiena widoczne. Łączenie go z nazizmem czy ludobójczym rasizmem hitlerowców byłoby oczywiście absurdem.

Jak zauważa Szyjewski, "chodzi o trawestację średniowiecznego traktowania władzy jako pochodzącej od Boga. Rycerstwo, arystokracja, szlachta miały mieć odmienne pochodzenie niż zwykli ludzie. Lud w związku z tym był "nikczemnej" postury i wyglądu, krępy itp. Te "niepoprawne politycznie" koncepcje Tolkiena owocują np. postrzeganiem smagłych ludzi (jak Easterlingowie) zawsze jako zdrajców i wrogów dobra; podobnie jak kosoocy, włochaci, ciemnoskórzy i wulgarni orkowie są wcieleniem wszystkich cech uznawanych przez jasnoskórych Europejczyków za odpychające (ze szczególnym wskazaniem elementów mongoidalnych)".

Mówiąc krótko i brutalnie: w świecie Tolkiena arystokracja jest wysoka i jasnoskóra (na wzór Arjów), a lud niski i ciemnoskóry (na wzór Drawidów).


Wiele napisano o "prymitywnym" schemacie narracyjnym "Władcy Pierścieni", powielanym w nieskończoność w obrębie epigońskiej fantasy. Chodzi oczywiście o "quest", czyli wędrówkę w poszukiwaniu Bardzo Ważnego Celu. Podróż ta "jest metaforą życiowej podróży każdego człowieka, której celem jest uleczenie lub integracja wszystkich elementów jego psychiki (jungowska indywiduacja). Wędrówka na zewnątrz jest wędrówką wgłąb własnej psychiki w poszukiwaniu skarbów nieświadomości".

Pojawia się tutaj bardzo charakterystyczna koncepcja badacza folkloru Władimira Proppa, według którego opowieści trgo typu należy widzieć jako sekwencję 31 funkcji (Alan Dundes nazywa je motywemami). Każdy przekaz jest ich kombinacją, która może się w obrębie narracji kilkakrotnie powtórzyć (nietrudno namierzyć je w najbardziej popularnych dziełach popkultury). Najważniejsze z nich ująć można w ramach zamkniętego ciągu:

8. Zniszczenie, szkoda, brak czegoś
9. Do bohatera kieruje się prośbę lub rozkaz udania się gdzieś
10. Bohater się zgadza
11. Opuszcza dom
12. Spotyka kogoś, kto poddaje go próbom
13. Odpowiada na te działania
14. Otrzymuje za to dar lub magiczną pomoc
16. Dociera do miejsca pobytu przedmiotu poszukiwań; spotyka się w walce z przeciwnikiem
17. Zostaje zraniony lub w jakiś sposób napiętnowany
18. Ostatecznie zwycięża przeciwnika
19. Pierwotne nieszczęście lub brak zostają zlikwidowane
20. Bohater rozpoczyna powrót do domu
21. Jest ścigany
22. Udaje mu się uciec
23. Nierozpoznany przybywa do domu
24. Pojawia się fałszywy bohater
25. Prawdziwy musi podlec próbom
26. Ostatecznie zwycięża
27. Zostaje uznany
28. Fałszywy bohater ujawniony i ukarany
31. Bohater żeni się i wstępuje na tron.

Istotne cechy: konieczność odejścia i powrotu, "przeżycia graniczne", zdobycie poszukiwanej wartości przez bohatera, zmiana jego statusu.


Magia u Tolkiena to "taki sposób działania, który zmniejsza do minimum czas potrzebny do wcielenia pomysłu, idei (zaklęcia) w życie oraz nakład pracy wymagany do tej kreacji. Nie jest sztuką, lecz techniką, wyrasta z pragnienia władzy nad tym światem, dominacji nad materią i wolą". Obciążona jest zatem istotnym ryzykiem o charakterze "moralnym" - mówiąc krótko, magia może korumpować umysły.

Magia jest widziana po Frazerowsku jako technika wprowadzania zmian w materię świata, manipulowania rzeczywistością. Frazer: "Magia jest fałszywym systemem praw przyrody i równocześnie zespołem fałszywych wskazówek postępowania, jest to zarówno faszywa nauka, jak i zwodnicza sztuka". Końcowym stadium jej uprawiania jest nauka ze swoją pasją rozbioru i podboju natury, zastąpienia jej uporządkowaną cywilizacją, która staje się przeciwnym biegunem oczarowania, dążąc do całkowitego jego odsunięcia. Taka magia zawiera w sobie zawsze groźbę pragnienia władzy nad przedmiotami i istotami żywymi, podporządkowywania innych swej woli (egoizm i żądza właszy to w teologii Tolkiena przyczyny Upadku). Dysponują nią w sposób wrodzony osoby silne duchem, dla których takie pragnienie jest szczególnie destrukcyjne. (np. Czarodzieje-Majarowie).

Potęga Pierścienia wedle Tolkiena jest ściśle związana z negatywnie waloryzowaną magią: "Ten, kto miał go na palcu, widział myśli wszystkich, którzy posługiwali się mniejszymi Pierścieniami, mógł kierować ich czynami i w końcu mógł ich całkowicie zniewolić". Władza Pierścienia jest więc tym, co przynależy upadłym duchom - zdolnością naginania i łamania woli innych oraz ich zastraszania, de facto sprzeciwianiem się Stwórcy poprzez majstrowanie w jego Stworzeniu i łamanie zasady wolnej woli.


Mit to zdecydowanie najważniejsza kategoria w kontekście rozważań o twórczości Tolkiena. Mit w tym ujęciu to klucz do zrozumienia natury człowieka i natury egzystencji, mity w związku z tym stanowią najcenniejsze, wspólne i uniwersalne dziedzictwo ludzkości.

Jak pisze Szyjewski, "doświadczenie wskazuje, że najwcześniejsze znane teksty są zawsze mitologiczne".

Zamysł Tolkiena ożywiało pragnienie stworzenia mitologii dla Anglii "w duchu run Kalevali":

"Od najwcześniejszych lat bolałem nad ubóstwem mojego ukochanego kraju: nie miał własnych opowieści (związanych z jego mową i glebą), przynajmniej nie takiej jakości, jakiej poszukiwałem, a znajdowałem (jako składniki) w legendach innych krain". Szyjewski świetnie pokazuje tu niezliczone nawiązania i warianty mitologiczne przetworzone i wykorzystane przez Tolkiena w kreacji jego niezwykle złożonego uniwersum.

Należy jednak dobrze zrozumieć czym jest mit i co pod tym pojęciem rozumiał sam Tolkien. Otóż "mit pierwotnie oznaczał hieros logos, święte słowo, a więc najprawdziwsze z prawdziwych, które wciąż powtarzane, posiada moc rozstrzygającą. Dopiero Heraklit z Efezu przydał mitom znaczenie bajek, zmyśleń poetyckich, przeciwstawnych rozumnemu słowu (logos).
Takie rozumienie mitu dominuje współcześnie: zbiór dawnych bajek, w którym usiłowano w prymitywny sposób tłumaczyć przyrodę i człowieka, początek przednaukowego spojrzenia na rzeczywistość." Tolkienowi było ono oczywiście całkowicie obce. Dla niego "mit jest obejściem śmierci, gdyż tworzy nadzieję wyzdrowienia, ukazując "tamten świat" i nie pozwala poddać się złu. Mit oferuje spojrzenie poza codzienność, "odnowienie w zwierciadle prawdy".

Mity opowiadają o świecie sprzed ostrych podziałów (np. na ludzi i zwierzęta). "Znana opowieść Buszmenów mówi, że kiedyś cały świat: ludzie, zwierzęta, rośliny, ciała niebieskie i bogowie stanowili jedność harmonijnie trwającą w łonie ziemi. Wszystkie stworzenia należące do owego Pradawnego Ludu mieszkały w ogromnej jaskini Loove, które dochodziła do środka ziemi. Nie umierali, ani nie rodzili się, po prostu trwali zawieszeni w bezczasie pierwotnego łona Ziemi. Nie było im potrzebne jedzenie ani żadne zdobycze cywilizacji, takie jak ogień czy narzędzia, dlatego też zwierzęta nie odróżniały się od ludzi. Rozproszyć miał je dopiero wynalazek ognia, kiedy część tych stworzeń odczuła zimno i rozpaliła ognisko, inne na widok płomienia rozbiegły się po górach, tracąc z przerażenia mowę. Ci, którzy pozostali przy ogniskach to przodkowie ludzi, ci którzy uciekli - zwierząt".

"Mit przestaje być mitem od momentu, w którym zakonserwowany i włożony pomiędzy bajki traci kontakt z ludźmi i ich religią, a więc przestaje być historią świętą. Proces ten można nazwać alienacją mitu. W chwili, gdy przestaje on spełniać całościową funkcję organizacji światopoglądu i łączności ze światem nadnaturalnym, kończy się możliwość dotarcia przez mit do sensu życia danej społeczności". Jest to koncepcja, którą można znależć np. w pracach Josepha Campbella, który odwoływał się do obumierania i "patologii mitu" w świecie współczesnym.

Treścią zasadniczą jest "bój człowieka z wrogim światem i jego katastrofa w ramach Czasu". Mit związany jest bezpośrednio z sacrum, a podstawowymi składnikami poczucia sacrum są piękno i groza (Szyjewski tłumaczy trafnie słowo "awe" jako Nabożna Groza).

Mity mają zdaniem Tolkiena trzy oblicza:
- mistyczne, zwrócone ku Nadprzyrodzonemu
- magiczne, zwrócone ku Naturze
- ludzkie, odbijające człowieka w "zwierciadle politowania"

Uzdrowienie poprzez mit "oznacza wyniesienie z powszedniości, z uwięzienia w rzeczach codziennych. Tolkien opisuje to jako odzyskanie jasności widzenia, zobaczenie czegoś na nowo w nowym świetle jako świeże i jedyne w swoim rodzaju".

"Fantazje buduje się z elementów powszedniości, ale ustawionych pod innym kątem, który pozwala jakby przyjrzeć się światu na nowo, dostrzec jego ukryte dotąd strony, tak jakby biorąc w nawias dotychczasowe doświadczenie".

"Te dwa światy, codzienności i cudowności rozdzieliły się, stykają się tylko obrzeżami, ale możliwe jest czasowe przeniknięcie na drugą stronę rzeczywistości i ucieczka od powszedniości".
"Ta ucieczka, kolejna funkcja oferowana przez wytwory fantazji, często jest waloryzowana negatywnie. Jednak zdaniem Tolkiena, oskarżanie miłośników mitów i bajek o eskapizm jest brakiem zrozumienia sytuacji, w jakiej znajduje się współcześnie człowiek, porównywany przezeń do więźnia w czterech ścianach ohydnej celi, dla którego marzenie o wolności stanowi warunek sine qua non zachowania zdrowych zmysłów i przetrwania. Ucieczka rozumiana jest jako rezygnacja z brzydoty i wulgarności naszych czasów. A kiedy ucieka się przed złem i śmiercią, oznacza to uwolnienie".

"Żeby jednak mit był nośny, tworzony przezeń świat powinien być obdarzony wewnętrzną koherencją oraz przenikać się z naszą rzeczywistością. W mitach i baśniach występują więc smoki, samonakrywające się stoliczki i pierścienie niewidzialności, ale są też Słońce, Księżyc, gwiazdy, niebo i morze".

"Mit otwiera człowieka na wymiar tajemnicy. Tak strukturę mitów ujmuje np. Barbour, uznający, że mity są wyrazem mocy zbawczej w ludzkim życiu. Przedstawiany w nich porządek kosmiczny ma zazwyczaj podwójną strukturę:
- stan (byt) idealny, będący źródłem, podstawą i celem życia;
- stan aktualny, w którym nastąpiło odejście od stanu idealnego, na skutek błędu, uchybienia, skazy-grzechu, niewiedzy, zaabsorbowania doczesnością itd.
- moc zbawczą, która przezwycięża tę przeszkodę i przywraca stan idealny. Może przybierać postać osobowego zbawiciela, może to być też reguła, obrzęd, tabu do przestrzegania itd.
Mity przedstawiają więc moc, która jest w stanie przemienić życie człowieka, doprowadzić do odnalezienia jego tożsamości.

Aby zachować tak rozumianą "skuteczność" mit musi sprawiać nieodparte wrażenie "prawdziwości", nie może być traktowany jako metafora. Tolkien nie znosił dwóch rozpowszechnionych rodzajów interpretacji mitu:

1. Alegoryzacji (jak to robił Bacon - wszystko coś symbolizuje - dlatego Tolkien nie lubił mitu arturiańskiego jako zbyt otwarcie i nachalnie chrześcijańskiego). Tolkiena cały czas posądzano o to, że "Władca Pierścieni" jest alegorią II wojny światowej, kiedy siły światłości zmagają się z hitlerowskimi siewcami zła i chaosu, a uwodzicielski głos Sarumana działa jak przemówienia Hitlera na Niemców. W trzecim wydaniu Władcy wydał dementi: "Moja opowieść nie jest alegorią ani aluzją do aktualnych zdarzeń i sytuacji (...) gdyby to rzeczywistość natchnęła i ukształtowała legendę, przecownicy Saurona z pewnością przejęliby Pierścień i użyliby jako oręża w walce (...) Sauron nie zostałby zniszczony, lecz uwięziony, a zamiast burzyć Barad-Dur, okupowaliby tę twierdzę (...) z całego serca nie cierpię alegorii we wszelkich formach i zawsze jej unikałem (...) Wolę historię, prawdziwą lub fikcyjną, dającą czytelnikowi możliwość różnych skojarzeń na miarę jego umysłowości i doświadczeń. Zachowuje on w takim wypadku pełną swobodę wyboru, podczas gdy w alegorii autor świadomie narzuca swoją koncepcję. Myślę, że często myli się alegorię z taką możliwością".

2. Banalna racjonalizacja to druga metoda błędnego pojmowania mitów. Dlatego Tolkien nie lubił Szekspira (las Birnamski w "Makbecie" stanowi dobry przykład).

Tolkien mówił wprost: "We "Władcy Pierścieni" próbowałem uwspółcześnić mity i uczynić je wiarygodnymi".

Szyjewski zauważa, iż "problem, z którym współczesny mitotwórca musi się zmierzyć, to kwestia, jak pisać mity dla pokolenia, które przeżyło demitologizację literatury, dla czytelników co najmniej "Don Kichote'a" Cervantesa, jeśli nie "Ulissesa" Joyce'a. Tolkien znalazł na to genialną radę: należy opisać świat mitu i eposu widziany oczami szarego człowieka, a właściwie hobbita ustawionego w pozycji ironicznego bohatera, który staje się bohaterem heroicznym niejako mimowolnie.
Tolkien poprzez swoje dzieło, spełniające założone przezeń warunki mityczności (ucieczka, uzdrowienie, eukatastrofa), dokonuje artystycznej "autotranscendencji" (w sensie V. Frankla), a dokonuje tego poprzez wskazanie drogi uzdrowienia z codzienności. Pokazuje mianowicie obecność transcendencji po to, by pomóc czytelnikowi w znalezieniu ostatecznych znaczeń. Jego bohaterowie także przechodzą przez ten proces.
Jego następcom brak wykształcenia mitoznawczego (z wyjątkami w rodzaju Ursuli Le Guin, czy Rogera Zelaznego) i poczucia klimatu mityczno-heroicznego. Tak więc jego "wtórny świat" był przesiąknięty cudownością, której przejawami są magia, mit i baśń. Mityczność jego prozy i wierszy polega na zapewnieniu czytelnikom poczucia prawdziwości, a przynajmniej zawieszenia niewiary, odwołaniu do odmiennego czasu i przestrzeni, pokazaniu działania czynników fundamentalnych, a przede wszystkim zgodności treści z powszechnie występującymi schematami mitycznymi (uniwersaliami, archetypami itd.)"

Tolkien: "Właściwie na tych 2000 stronach nie napisałem ani jednego słowa bez zastanowienia. Głęboko rozważyłem umiejscowienie, rozmiar, styl i znaczenie wszystkich elementów, wydarzeń i rozdziałów".

Szyjewski:
"Współcześni odbiorcy dzieł artystycznych mniej lub bardziej świadomie usiłują odnaleźć w nich zapomniane idee i doznać przeżycia duchowego na miarę utraconych doświadczeń religijnych. Efektem tych poszukiwań są ruchy fanów, strony internetowe, samodzielne próby dopowiedzenia do kreowanych światów nowych elementów. Oznaczają one zgodę na zawieszenie niewiary i współudział w autorskiej rzeczywistości np. Gwiezdnych Wojen czy serii RPG. W bardziej poważnych przypadkach pojawiają się np. wyznawcy religii Jedi (...) czy ludzie niepotrafiący znaleźć się w innej rzeczywistości niż świat Dragonlance, Dungeons and Dragons i temu podobne. Nikt (na ile wiem) nie próbował jeszcze stać się na serio wyznawcą Valarów, choć nadal istnieją wierzący w elfy, a jeden z norweskich satanistów przybrał miano Grishnakh. W tym sensie mit produkowany przez Tolkiena jest ułomny, ale przecież żyjemy w czasach Upadku. Jego mitologia dla Anglii, a potem mityczny uniwersalizm opus magnum miały być jedynie kołem ratunkowym, rzucanym tonącym w zalewie ideologii modernistycznych, otumanionych brakiem sensu ludziom.
Kluczem byłoby tutaj poważne traktowanie treści i wymowy mitów, a konsekwencji odrzucanie technologicznego modernizmu jako jedynego właściwego ideologicznego systemu sterującego".

"Mit, czy szerzej fantazja, jest w rozumieniu profesora fundamentalną cechą człowieczeństwa. Jak twierdzą znawcy mitów i natury człowieka zarazem, nie potrafimy bez nich żyć i uporczywie szukamy ich śladów w swoim otoczeniu".

Nadrzędnym jego celem stało się przywrócenie dwudziestowiecznej rzeczywistości właściwego tradycyjnemu światopoglądowi oczarowania, przeciwstawienie się trendom modernistycznym i uzupełnienie prawd religijnych o wartości, jakie niesie ze sobą mit. Z perspektywy czasu łatwo zauważyć, żw program Tolkiena, przez niego samego określany jako "absurd", okazał się skuteczny, a jego zasadnicza teza dowiedziona. Tak należy sobie tłumaczyć niespodziewane powodzenie jego propozycji. W kulturze Zachodu brakuje bowiem mitu i istnieje silne zaopotrzebowanie na jego obecność.

Podstawą działania mitów jest doprowadzenie do przekonania odbiorcy o ich prawdziwości a priori i autentyczności, prowadzących do zawieszenia niewiary.

"Mit, opowiadający z reguły o zdarzeniach jednostkowych i konkretnych, poprzez swoją specyficzną strukturę i treść prowadzi do przyjęcia skutków ważnych w skali kosmicznej. Mity opisują pewne zdarzenia precedensowe, których efektem jest zmiana o charakterze uniwersalnym. Epoka mityczna jest okresem działań pierwszych, wzorcowych, które stały się potem nakazem i regułą. To, co zdarza się w przyrodzie codziennie, staje się w micie czymś wyjątkowym i sprawczym. Jak pisze polski znawca eposu "Eksponowanie le merveilleux (cudowności) wynika, przynajmniej w pewnej mierze, z potrzeby doświadczenia czegoś, co wykracza poza naturalny porządek rzeczy, wywołując silne emocje (zachwyt, zdumienie, przerażenie), dostarczając intelektowi rozkoszy, stwarzając iluzję kontaktu z transcendencją".



Szyjewski zauważa, że mamy tu jednak do czynienia z pewnym "zgrzytem", który skomplikował recepcję dzieł Tolkiena w kręgach chrześcijańskich. Problemem jest właśnie kwestia mitu:

"Podstawową przyczyną, dla której kategoria mitu budzi szczególne zaniepokojenie teologów, jest ocena postaci Chrystusa. Chrześcijaństwo ufundowane na walce z gnozą, oparte jest na zasadzie historyczności Wcielenia i Zmartwychwstania, co potwierdza z naciskiem Nowy Katechizm Kościoła Katolickiego. Tymczasem historia Chrystusa wyraźnie przynależy także do świata mitycznego, stanowiąc jedno z wielu odzwierciedleń mitu umierającego i zmartwychwstającego boga, koncepcji uniwersalnie obecnej w świecie.
Ten ogromny opór chrześcijaństwa, zarówno protestanckiego, jak i katolickiego, przed przyjęciem takiego pojęcia jak "mit", wiązany jest z próbą odseparowania się tej religii od innych systemów wierzeniowych. Chrześcijaństwo, odziedziczywszy po judaizmie sakralizację historii w miejsce sakralnej przyrody, odziedziczyło też ekskluzywizm wierzeniowy (extra ecclesiam nulla salus), przekonanie o faktyczności Boga i złośliwym przedrzeźnianiu dzieł Bożych przez inne systemy wierzeniowe".

"Konsekwencją przyjęcia chrześcijańskiego negatywnego podejścia do mitów w kulturze zachodniej stało się odrzucanie ich wartości i zanegowanie jakiegokolwiek związku ze współczesnością. Mity uznano za przeżytek, którego należy się pozbyć".

W tym miejscu koncepcja Tolkiena i chrześcijańska ortodoksja zderzają się ze sobą.



Reasumując, książka Szyjewskiego stanowi bardzo wartościową pozycję nie tylko dla miłośników Tolkiena, ale dla wszystkich zainteresowanych znaczeniem mitu oraz jego obecnością we współczesnym świecie.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Endgame. Wezwanie

Chyba każdy fan literatury zgodzi się ze mną, że temat końca świata w ogóle nie jest nam obcy. Od "Igrzysk śmierci" pokazujących brutalną a...

zgłoś błąd zgłoś błąd