Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów. Ostatnie lato

Tłumaczenie: Barbara Górecka
Wydawnictwo: YA!
6,81 (48 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
3
9
4
8
9
7
10
6
14
5
5
4
2
3
0
2
1
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788328020849
liczba stron
344
język
polski
dodał
LubimyCzytać

Kolejna część niezwykłej opowieści o prawdziwej przyjaźni, która daje siłę, by pokonać własne lęki i stawić czoła przeciwnościom. Tibby, Bridget, Carmen i Lena znają się od urodzenia. Wszystko zaczęło się, gdy miały po raz pierwszy spędzić wakacje osobno. Niespodziewanie symbolem ich przyjaźni i łącznikiem między nimi stały się wtedy… dżinsy z second...

Kolejna część niezwykłej opowieści o prawdziwej przyjaźni, która daje
siłę, by pokonać własne lęki i stawić czoła przeciwnościom.


Tibby, Bridget, Carmen i Lena znają się od urodzenia. Wszystko zaczęło
się, gdy miały po raz pierwszy spędzić wakacje osobno. Niespodziewanie
symbolem ich przyjaźni i łącznikiem między nimi stały się wtedy… dżinsy
z second handu. A były one naprawdę wyjątkowe – bo choć przyjaciółki
znacznie różniły się sylwetką, na każdej leżały jak ulał. Pod wpływem
impulsu dziewczyny założyły Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów. Mimo że
minął już rok od rozpoczęcia nauki w college''''u, Carmen ma tylko jedną
przyjaciółkę. Reszta dziewczyn przeżywa miłosne rozterki. W dodatku nic
nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Ostatnie wakacje z
dżinsami okazują się pełne zaskakujących zwrotów akcji i wyborów, które
na zawsze odmienią życie czterech przyjaciółek.

 

źródło opisu: Matras

źródło okładki: Matras

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1259
wkwiatki | 2017-05-14
Przeczytana: 09 maja 2017

Jeśli nie każdy, to na pewno większość dorosłych byłaby w stanie wskazać moment, w którym przestała być dzieckiem. Tych momentów każdy mógł przeżyć nawet kilka, ale raczej prędzej czy później, patrząc wstecz, dochodzi się do wniosku: to wtedy zobaczyłem, jak wygląda życie. Albo: i wtedy coś we mnie pękło. A może: właśnie wtedy przestałam wierzyć, że… Nie zawsze są to smutne chwile, chociaż najczęściej tak. Jednak nie ma co się dziwić – to normalne, że boli, kiedy wyrasta się z czegoś, co jeszcze niedawno pasowało jak ulał. I właśnie o tym jest „Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów. Ostatnie lato”.
Po raz czwarty i ostatni jesteśmy świadkami letnich przygód czterech przyjaciółek. Tym razem widzimy je jako studentki mające za sobą pierwszy rok nie tylko nauki i życia w nowym miejscu, ale również pierwszy rok spędzony osobno. Jako że pod tym względem nie różnił się od wakacji, postanowiły nie chować Wędrujących Dżinsów do szafy, ale pozwolić, by ich magia działała przez cały okres rozłąki. Choć dziewczyny dbają o to, by odwiedzać się nawzajem, bardzo rzadko udaje im się spotkać we cztery. Tym razem nie doszło do tego nawet w czasie corocznego rytuału uroczyście otwierającego wakacje, a to za sprawą Carmen, która wylądowała na… obozie teatralnym. W czasie nauki w collage’u poznała fascynującą Julię, z którą zaprzyjaźniła się i z entuzjazmem zareagowała na propozycję wspólnego wyjazdu. Podobno od zawsze ma „zacięcie dramatyczne” – tylko czy przyda się jej do pracy przy scenografii? Zupełnie nowe wyzwani czeka również Bridget, która z właściwym sobie upodobaniem do szalonych pomysłów wylatuje na drugi koniec świata, by brać udział w pracach wykopaliskowych. Choć serce niespokojnie się wierci z powodu rozłąki z Erikiem, rozum stara się nie myśleć o nim za dużo, tak że Bee będzie mogła zachłannie zagarniać radość z odkrywania tego, co nieznane, przy pomocy rozgrzebywania – i to nie tylko ziemi. Nie najszczęśliwszym czasem będą te wakacje dla Tibby, przed którą życie postawi arcytrudne zadanie: odcierpieć szereg złych decyzji podjętych w związku z Brianem. Lena natomiast – jak to Lena – rzuci się w wir malowania i zapominania o Kostosie. Podobno zdoła o nim zapomnieć, kiedy jej serce wypatrzy sobie nowy punkt obserwacji… Ale czy to w ogóle możliwe?
Po przeczytaniu tej książki dochodzę do wniosku, że chyba wszystko jest możliwe. Na przykład zrobienie z przeciętnej serii dla młodzieży opowieści dorastającej na oczach czytelnika i dojrzałej, mądrzejącej i mądrej, biegnącej jak oszalała, by zwolnić i docenić to, co się ma. Bardzo jestem tym zbudowana i dumna z autorki. Właśnie w tym tomie pokazała najlepiej to, o czym pisałam poprzednio – że każde potknięcie fabularne, każde głupie zachowanie, każde niedokończone zdanie było bardzo potrzebne. Brashares uczy swoich czytelników bardzo, bardzo ważnej rzeczy: zatrzymywania się, a w razie potrzeby nawet zawracania. Tak, tak – w tym rozpędzonym, depczącym pięty świeci, który nie ma ramion, można zwolnić, zatrzymać się, odetchnąć spokojnie i głęboko i… zawrócić, jeśli trzeba.
Mam wrażenie, że w tej części autorka pokazała, czego zabrakło w poprzednich. Jest to zabieg bardzo odważny, bo przecież jeśli zorientujemy się, że gdzieś nastąpiła pomyłka, od razu patrzymy krytyczniej i w tym, co wcześniej wydawało się całe, szukamy dziury. Jaka jest dziura serii o Wędrujących Dżinsach? Tego chyba nie zdradzę, to odkrycie, które ucieszy aktywnego czytelnika, a ja nie chcę podstawiać odpowiedzi pod nos. Mogę jedynie powiedzieć co nieco o tym, czego nauczyły się dziewczyny ostatniego lata: żeby się spotykać, a nie nauczyć rozstawać. Dzięki Dżinsom – ale nie w taki sposób, jak myślicie, to bardzo przewrotna historia – zauważyły, że opanowały trudną sztukę znoszenia rozłąki tak dobrze, że nawet nie myślały o tym, żeby zrobić coś łatwiejszego i po prostu być razem. Musiały przypłacić tę nau(cz)kę nagłym stresem, przerażeniem, desperacją i stratą: z początku bolesną, ale po wspólnych przemyśleniach nie tyle nawet potrzebną, co wręcz zgoła niezbędną.
Czy coś mnie zaskoczyło? Owszem, zakończenie. Trzeba wam wiedzieć, że pozostałe części kończą się może nie spektakularnymi happy endami, ale mają pogodne końcówki. Nawet jeśli na którąś z przyjaciółek spadło druzgocące nieszczęście, na ostatnich stronach były już dosyć pogodzone z losem, nawet jeśli dalej smutne. Co nas czeka w „Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów. Ostatnie lato”? Niespodzianka, bo wątki, które – spodziewalibyśmy się – muszą zostać domknięte, wcale się nie skończyły. Z jednej strony, wiadomo, szkoda, bo każdy, kto pokonał drogę czterech części, chciałby się dowiedzieć, jak potoczyły się losy wszystkich bohaterów, a przynajmniej czterech przyjaciółek. Z drugiej jednak strony, kiedy spojrzeć na to dojrzalej – bardzo dobrze się stało. Autorka nie uległa presji, nie podała zakończenia na tacy, nie zrobiła ze swojego cyklu taniej historii, ale mimo (jak sobie to wyobrażam) świerzbiących rąk paru spraw po prostu nie zamknęła. A jeśli zamknęła, to jedynie powierzchownie, zostawiając obietnicę bez pokrycia, którą każdy może zinterpretować po swojemu, mówi nam: „Pewnego dnia”.
Już w poprzednich recenzjach wspominałam, że seria o Wędrujących Dżinsach to dla mnie swego rodzaju historia-drogowskaz, którym kierowałam się parę lat temu, będąc trochę młodsza od ich bohaterek. A zatem: powrót. I od razu nasuwa się pytanie, czy był udany, jak wrażenia, obserwacje itd. Pierwszym moim wnioskiem jest to, że naprawdę bardzo warto wracać do książek, które się kiedyś czytało. W ten sposób możemy sprawdzić, jak długą drogę pokonaliśmy w czasie rozłąki z powieścią, jak wielką przemianę przeszliśmy, a także co wzięliśmy sobie do serca z poprzedniej lektury, czy to, co było dla nas ważne wtedy, jest takie i dziś. Drugi wniosek to taki, że w uznawaniu książek za znaczące nie popełniłam błędu, że uczyłam się na dobrych wzorcach, bo historia czterech przyjaciółek daje bardzo cenne lekcje. Trzecią obserwacją jest ta z poprzedniego akapitu, którą mogę streścić w zdaniu: cieszę się, że Ann Brashares nie karmi młodych ludzi podrzędnymi historiami.
Myślę, że już nie muszę odpowiadać na pytanie, czy warto przeczytać serię „Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów”, bo wiecie, że tak. Nie wiem, na ile przydatną lekturą będzie dla dorosłych, ale młodzieży powinna się spodobać. Choć nie wszystko jest idealne, choć wiele wniosków trzeba wyprowadzić samemu (co nie zawsze jest zaletą, a już na pewno jeśli patrzy się na powieść pod kątem edukacyjnym), to jednak czas poświęcony na zapoznanie się z czterema tomami cyklu zaowocuje myślą: miłość jest. Nawet jeśli miałoby zostać czytelnikowi w głowie tylko to jedno zdanie – warto.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Równowaga

O dziwo ksiazke pochlonalem na dwie sesje czytelnicze. Czyzby az tak dobrze? Nie, po prostu czytam szybko :-). Rewelacji nie ma.Wartka fabula,...

zgłoś błąd zgłoś błąd