Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/12640/klasykow-trzeba-usmiercic-a-potem-ozywic-refleksje-nie-tylko-o-kanonie-lektur

Klasyków trzeba uśmiercić, a potem ożywić. Refleksje (nie tylko) o kanonie lektur

14 wartościowy tekst

Nekromancja jest sztuką niezwykle niebezpieczną, dlatego też prościej byłoby chyba – zamiast uprawiania magii śmierci – po prostu odbrązowić pomnikowych bohaterów. Kanon jest nimi przepełniony. A może… tylko nam się tak wydaje?

Bo przecież sposób, w jaki odbieramy literaturę, zależny jest od bardzo wielu naprawdę różnych i w dodatku zmiennych czynników. Zdrowia, nastroju, takiego czy innego nastawienia względem twórcy, znajomości kontekstu powstania dzieła, wreszcie, całkiem zwyczajnie, chęci bądź niechęci do tego, aby wczytać się w zadaną na następny miesiąc historię. Środowisko szkolne generuje zresztą bardzo określone warunki do czytelniczych doświadczeń i poszukiwań. Precyzując nieco – chodzi o przymus i obowiązek. Oto słowa, w których zapisano paraliżującą moc – dla większości uczniów, a pewnie też niemałej części nauczycieli. I choć śmiałków nie brakuje, to warto wiedzieć, gdzie szukać ratunku przed wrześniową apokalipsą.

Między piekłem a niebem, czyli podróż przez epoki

Zmieńmy nieco ton. Zmodyfikujmy też język. Żadna zatem apokalipsa, najwyżej kampania, w której – owszem – będą chwile trudniejsze, wykańczające, ale również piękne i satysfakcjonujące. Chyba zwłaszcza na etapie liceum, gdy młody człowiek zaczyna prawdziwie dojrzewać. A literatura jest w tym procesie nie tyle potrzebna, co po prostu niezbędna. Trudno o bardziej wartościową pożywkę dla umysłu. Tyle tylko, że najpierw trzeba ustalić jadłospis. I tutaj pojawia się klops. To znaczy – kanon.

Już ze słownikowej definicji wyczuwalny jest gatunkowy ciężar zagadnienia. Bo kanon to „wzór, zasada, reguła”, a także „zespół cech artystycznych charakterystycznych dla danej epoki”. I nie ma żadnych wątpliwości, że określony kanon powinien w przestrzeni edukacyjnej funkcjonować. Stanowić swoistą mapę, wskazówkę z konkretnymi lekturami, dzięki którym podróż przez epoki byłaby bezpieczna, przyjemna, a przede wszystkim satysfakcjonująca. Ukazująca możliwie najpełniejszy obraz zmieniających się czasów. Periodyzacja – podział na historyczne okresy, artystyczne fazy – to przecież podstawa.

Na czym polega zatem trudność? Ano na niezbyt dużej elastyczności w doborze lektur. A przede wszystkim na tym, że na omówienie wszystkich kanonicznych dzieł trudno znaleźć czas. W programowej rozpisce z ministerstwa, dedykowanej dla zreformowanego liceum – tylko na poziomie podstawowym – znajduje się lista z pięćdziesięcioma punktami. Do każdego z nich najczęściej przypisane przynajmniej dwa, a zdarza się, że i kilkanaście tytułów, którym z powodzeniem można byłoby się oddać na kilkuletnim seminarium. W liceum – na wszystko – przeznaczyć można cztery lata.

Zatem jeśli zabieramy się za przepracowywanie motywów biblijnych, to na przykładzie z Księgi Rodzaju, Księgi Hioba, a także… Koheleta, Pieśni nad Pieśniami, Psalmów i Apokalipsy według św. Jana. Pracując, naturalnie, na fragmentach, czyli siłą rzeczy wyrywkowo, niepełnie. We fragmentach musimy poznać też „Iliadę” i „Odyseję”, „Boską komedię”, wybrane wiersze Norwida, Słowackiego, Mickiewicza i poezję współczesnych, żeby przywołać tylko Szymborską, Herberta, Różewicza i Barańczaka. Wszystko, oczywiście, równie ważne, bo wszystko punktowane jest przecież na maturze.

Pretekst – Tekst – Metatekst

Aby opanować nadmiar, wprowadzić porządek do szkolnego chaosu – pamiętając przy tym, że nauczanie to zawód, jakby nie patrzeć, podwyższonego ryzyka, wszak pracuje się na żywym organizmie, który nazywamy klasą – trzeba wypracować odpowiednią metodę. Bo w czym innym, niż w przekazywaniu gotowej wiedzy zapisanej w encyklopedycznych formułkach, zawiera się dziś sens słów „nieść kaganek oświaty”? Nauczyciel – jako przewodnik w literackiej podróży – powinien wyposażyć ucznia w niezbędne narzędzia, dzięki którym wyprawa w (nie)znane epoki literackie będzie czymś interesującym. Warto wskazać powód. Cel – słowo-klucz z podstawy programowej. A bardziej po ludzku… pretekst.

Ale nie żadną wymówkę, lecz konkretny powód do rozmowy. Na przykład o tym, w jaki sposób Antygona – ryzykując życiem – definiowała nie tylko miłość do brata (braci?), ale również przywiązanie wobec ojczyzny. Skupiamy się już zatem konkretnie na tekście. Danym fragmencie, wyszczególnionej wypowiedzi. Czytamy, badamy – analizujemy, a potem rozstrzygamy – interpretujemy. Zdolność do krytycznego myślenia to jedna z najważniejszych zdolności, jaką w procesie edukacji zyskać może młodzież. Naprawdę. Zwłaszcza w czasach, gdy internetowe polemiki potrafimy prowadzić, znając tylko nagłówki artykułów. Wróćmy jednak do tematu naszej lekcji!

Zajmując się już „Antygoną”, pracując na literackim tekście, możemy odnieść się do tego, o czym ten tekst traktuje, a także – niemniej ważne zadanie – odnieść go do naszych doświadczeń. Bohaterowie Sofoklesa – żeby daleko nie szukać – są więźniami nie tylko własnych uczuć, wrażliwości, ale również systemu, w którym przyszło im żyć. Nawet Kreon, o którym najczęściej myślimy jako o bezdusznym tyranie, musiał być targany wątpliwościami. Jak definiujemy dziś nasze przywiązanie czy też, używając górnolotnych sformułowań (a co tam, niech będzie), miłość do ojczyzny? Takie pytania i odpowiedzi są już metatekstowe, wychodzą poza sztywne ramy edukacji programowej. Mogą jednak oferować nowe, inne spojrzenie. Na kanon. I na rzeczywistość, która nas otacza.

Względnie prosta w stosowaniu metoda jest też dosyć elastyczna. Bo takie rozważania można przeprowadzić w różnych epokach. Czy imigranckie doświadczenia, które Mickiewicz utrwalił w „Sonetach krymskich”, stanowiły naprawdę aż tak traumatyczne doświadczenie i rozpaczliwą tęsknotę za ojczyzną? A może było w tym nieco więcej – jakkolwiek wywrotowo to nie zabrzmi – rock and rolla, co zdaje się interpretować Andrzej Stasiuk na folkowej płycie z ukraińskim zespołem Haydamaky? Czy szekspirowski Makbet odnalazłby się w zbrodniczym kryminale spisanym piórem Jo Nesbø? Czy wirtualna rzeczywistość, w której uczestniczymy za sprawą Facebooka, to już rzeczywistość Orwellowska, ujęta w powieści „Rok 1984”? Konteksty otwierają się same. Trzeba po prostu szukać. Ale na to, niestety, potrzebny jest czas.

W poszukiwaniu złotego środka

A na jedne zajęcia przeznaczonych jest zaledwie czterdzieści pięć minut. Efektywnego czasu zostaje, rzecz jasna, jeszcze mniej. I to wcale nie ze względu na potencjalne problemy ze zdyscyplinowaniem gromady, lecz różnymi nieprzewidzianymi z góry wydarzeniami – dajmy na to niesprawnym projektorem, brakiem papieru w kserokopiarce czy próbnym alarmem przeciwpożarowym. Ale zaplecze techniczne i pomoce edukacyjne to nieco inna – choć wierzcie na słowo, bardzo istotna – para kaloszy. Bo my przecież dzisiaj o kanonie.

Kanonie, który jest pojemny – gigantyczny i doprawdy tłuściutki, jeśli chodzi o rozmiary. Trudno coś zrobić z takimi gabarytami. Dlatego można próbować czytać go przez konteksty. Najlepiej nie we fragmentach, nie wyrywkowo, ale w pełni kompleksowo, przyglądając się z różnych perspektyw. Tak właśnie rysuje się kwadraturę koła. Próbować jednak warto. Właśnie trzeba. I należy. Szkoda tylko, że w nowym kanonie tak mało jest współczesności. Że nie mówi się na temat, dajmy na to, kryminałów retro Marka Krajewskiego, który przy pomocy literatury rozrywkowej obrazuje wojenne demony i radzenie sobie z własnymi lękami i słabościami. Że tak rzadko w szkolny dyskurs włącza się przedstawicieli literatury fantastycznej, którego jedynym reprezentantem na poziomie licealnym jest Jacek Dukaj. Że zapomina się o sztuce komiksu. Kanon nie jest jednak ustanawiany z dnia na dzień, nie jest też wynikiem kilku lat rządów, lecz kilkunastu… właściwie kilkudziesięciu lat historii. Ale to już – no właśnie – nieco inna historia.

Czytajmy, szukajmy, prowokujmy się nawzajem. Może faktycznie nie niszczmy klasyków, ale starajmy się patrzeć z różnych perspektyw. To wzbogacające doświadczenie. O tym staram się mówić swoim uczniom. O tym też warto pamiętać. Bo przecież całe nasze społeczeństwo to taka spora klasa. Obowiązek nauki jest nie tylko po stronie ucznia i nauczyciela, ale również… nie, nie będzie wskazywania palcem i wywoływania do tablicy. Wszyscy powinniśmy się zastanowić, aby razem szukać odpowiedzi. Dobrego kanonu! Znaczy – września.

Powiązane treści:
(Nie)znane światy George’a R.R. Martina

Na temat „Gry o tron” prawie każdy ma jakieś zdanie, trudno było bowiem choćby nie słyszeć o szaleństwie związanym z emisją serialu. Jednak George R.R. Martin stworzył także światy inne niż Westeros. Aby je poznać, udamy się wraz z Marcinem Waincetelem w podróż aż do najdalszych granic galaktyki.



więcej
Literatura serialowa – „Opowieść podręcznej”

O Margaret Atwood jest ostatnio głośno – to zasługa „Opowieści podręcznej”, na podstawie której powstała popularna produkcja telewizyjna. W tym tygodniu kontynuacja tego dzieła literackiego, zatytułowana „The Testaments”, znalazła się na tzw. długiej liście tytułów nominowanych do Nagrody Bookera. Ile książki pozostało w serialu? Sprawdza Marcin Waincetel.



więcej
Kanon lektur szkolnych. Co dodać na listę, a czego jest za dużo?

Dlaczego dzieci powinny czytać książki? Czytanie rozwija wyobraźnię, poszerza słownictwo, wspiera wszechstronny rozwój dzieci i młodzieży. O to, by młodzi czytelnicy sięgali po książki, dba między innymi szkoła. Sprawdziliśmy więc, jakie pozycje figurują w obowiązującym w roku szkolnym 2019/2020 kanonie lektur szkolnych i o opinię poprosiliśmy Nauczyciela Roku.



więcej

Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  Marcin |  wypowiedzi: 28  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 7002
allison
02-09-2019 08:43
Ciekawy tekst, promujący ideę zestawiania klasyki z literaturą współczesną.

Żeby jednak taki pomysł faktycznie mógł zostać zrealizowany w praktyce potrzeba kilku elementów:
- oczytanego polonisty-pasjonata, który chce i potrafi zachęcić uczniów do czytania, a nie odwala pańszczyznę
- uświadomienia przez nauczyciela uczniom, że "przeszłość do dziś" (taki tytuł nosiły kiedyś podręczniki do...
Ciekawy tekst, promujący ideę zestawiania klasyki z literaturą współczesną.

Żeby jednak taki pomysł faktycznie mógł zostać zrealizowany w praktyce potrzeba kilku elementów:
- oczytanego polonisty-pasjonata, który chce i potrafi zachęcić uczniów do czytania, a nie odwala pańszczyznę
- uświadomienia przez nauczyciela uczniom, że "przeszłość do dziś" (taki tytuł nosiły kiedyś podręczniki do liceum, być może jeszcze są wydawane)
- dobrze zaopatrzonej szkolnej biblioteki, w której są nie tylko szkolne lektury
- uczniów, którzy w ogóle czytają, bo jeśli nie wynieśli tego nawyku z domu, sprawa jest trudna (chociaż nie niemożliwa:))
pokaż więcej
książek: 1373
Monika
04-09-2019 04:12
Uczniowie wcale nie muszą czytania wynosić z domu, mogliby je wynosić z podstawówki, tam jest miejsce na zarażanie książkowym bakcylem tych, u których czytactwo nie jest chorobą dziedziczną. Problemem jest to, że najwcześniejsze lektury są w wielu przypadkach niestrawne dla dzisiejszego dziecka i w podstawówce nie tyle uczy się dzieci czytać, co usilnie przekonuje się je do tego, że literatura... Uczniowie wcale nie muszą czytania wynosić z domu, mogliby je wynosić z podstawówki, tam jest miejsce na zarażanie książkowym bakcylem tych, u których czytactwo nie jest chorobą dziedziczną. Problemem jest to, że najwcześniejsze lektury są w wielu przypadkach niestrawne dla dzisiejszego dziecka i w podstawówce nie tyle uczy się dzieci czytać, co usilnie przekonuje się je do tego, że literatura jest nudna, nieżyciowa i niezrozumiała. W dalszych klasach i kolejnych szkołach nauczyciel mierzy się nie z tym, że uczeń nie wykształcił umiejętności lub nawyku czytania, ale z dobrze już ugruntowanym przekonaniem, popartym doświadczeniem z licznymi przykładami, że literatura to niezrozumiała męka, która do niczego się nie przydaje. Z tym trzeba skończyć, trzeba najpierw w najmłodszych klasach zachęcić, żeby potem móc wprowadzać książki trudniejsze i wymagać ich przeczytania. Zaczynać zachęcanie dopiero w liceum to trochę za późno.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 54
Alcarinna
02-09-2019 22:48
Czytam i zawsze czytałam duże ilości książek, ale lektury to była dla mnie katorga. Przeczytałam jedynie kilka z nich, te które sama chciałam przeczytać min. Zbrodnię i Karę a z resztą jechałam na streszczeniach. Zresztą prace maturalne są (albo były jeszcze 6 lat temu) punktowane w taki sposób że lepszą ocenę dostawało się po przeczytaniu streszczenia niż książki.
Omawianie i interpretowanie...
Czytam i zawsze czytałam duże ilości książek, ale lektury to była dla mnie katorga. Przeczytałam jedynie kilka z nich, te które sama chciałam przeczytać min. Zbrodnię i Karę a z resztą jechałam na streszczeniach. Zresztą prace maturalne są (albo były jeszcze 6 lat temu) punktowane w taki sposób że lepszą ocenę dostawało się po przeczytaniu streszczenia niż książki.
Omawianie i interpretowanie książek całkowicie mi je obrzydzało. Czytanie to powinna być przyjemność, a nie obowiązek.
pokaż więcej
książek: 3629
czytamcałyczas
03-09-2019 20:14
Dokładnie,takiej wypowiedzi szukałem.Ja myślę,to samo.Nie muszę książki,omawiać interpretować.Niech to będzie czytasta radość.A tak wogóle ,chyba jeszcze pamiętamy.Coś takiego czytam dla przyjemnośći ?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1871
Renax
03-09-2019 06:21
Dobry tekst, ale rację ma tu @Bosy Antek, który wie, że jak klasa nie przeczyta lektury to kicha.
książek: 3629
czytamcałyczas
03-09-2019 20:15
Zależy od nauczyciela,nasze polonistki.I tak wiedziały,że większość z nas to nie orły.I nie zostaną literatami.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 238
Maupka
07-09-2019 22:11
Miałem w gimnazjum Nauczycielkę języka polskiego z prawdziwego powołania. Na początku każdego roku mówiła nam "niektóre pozycję oczywiście będziemy musieli przerobić, bo inaczej nie przejdziecie do liceum, natomiast daję Wam demokratyczne prawo głosu i możecie zgłaszać swoje propozycje lektur." I rzeczywiście pojawiały się "nasze" lektury, jak chociażby Władca Pierścieni, na które przeznaczano... Miałem w gimnazjum Nauczycielkę języka polskiego z prawdziwego powołania. Na początku każdego roku mówiła nam "niektóre pozycję oczywiście będziemy musieli przerobić, bo inaczej nie przejdziecie do liceum, natomiast daję Wam demokratyczne prawo głosu i możecie zgłaszać swoje propozycje lektur." I rzeczywiście pojawiały się "nasze" lektury, jak chociażby Władca Pierścieni, na które przeznaczano następnie kilka lekcji w celu opracowania.
pokaż więcej
książek: 1607
betsy
07-09-2019 22:59
Mam nadzieję, że wycofali z kanonu lektur Antka. Ta Rozalka wsadzona do pieca na 3 zdrowaśki... Moje dzieci szlochały po przeczytaniu tego. Niby rozumiem zamysł: ciemnota i bieda na wsi na początku XX wieku. Ale dla takiego dziecka (III-IV klasa?) to niezrozumiałe okrucieństwo. Wszyscy ludzie z mojego pokolenia i z pokolenia moich dzieci tą nieszczęsna Rozalkę pamiętają jako przykład bezsensu... Mam nadzieję, że wycofali z kanonu lektur Antka. Ta Rozalka wsadzona do pieca na 3 zdrowaśki... Moje dzieci szlochały po przeczytaniu tego. Niby rozumiem zamysł: ciemnota i bieda na wsi na początku XX wieku. Ale dla takiego dziecka (III-IV klasa?) to niezrozumiałe okrucieństwo. Wszyscy ludzie z mojego pokolenia i z pokolenia moich dzieci tą nieszczęsna Rozalkę pamiętają jako przykład bezsensu i horroru lektur szkolnych.
pokaż więcej
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Zacznijmy jeszcze raz

Zawiodłam się.Myślałam że wszystko sie wyjaśni , a tu nie wiadomo wychpfzo na to ,że będzie następna część.Tylko kiedy? Do tego czasu zapomnę co bylo...

zgłoś błąd zgłoś błąd