-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać287 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać7 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać12 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać11
Biblioteczka
2026-04-07
2026-01-23
2017-08-23
"Nieznajomy nie zburzył całego świata Adama w jednej chwili."
Potrzebował do tego dwóch chwil. W pierwszej Adam - kiedyś prokurator, obecnie wzięty mecenas z własną kancelarią - nie uwierzył obcemu bubkowi, ale już w następnej posypał mu się świat i nie był w stanie ani normalnie, szczerze porozmawiać z żoną - najukochańszą kobietą. Ani ona z nim. No, idealna para, idealna rodzina... Wszyscy się kochają i wiedzą, że są sobie najbliżsi, ale nikt nie mówi, co się działo w pracy, albo nawet w jakimś głupim klubie lacrossa, w którym grają dzieci... I jakoby "jak każdy mężczyzna" Adam w głębi serca nie dowierza żonie, że dzieci są naprawdę jego? Więc wszystko tylko na pokaz? A wewnątrz brak zaufania i tajemnice? Mimo nieustannego powtarzania, że rodzina, żona, dzieci są najważniejsze? To powodowało we mnie jakiś dysonans. Miałem wrażenie fasadowości wszystkich przedstawionych "idealnych małżeństw" z miejscowości dla japiszonów, w których są sami szczęśliwi i dostatnio żyjący ludzie. Nie wiem, czy to papierowe, czy może typowo angielskie. A może tylko cobenowskie? (...)
Przerysowane postaci i niepotrzebny zbytek dywagacji psychologicznych.
Cała recenzja na stronie: https://nakanapie.pl/recenzje/to-byla-zabawa-w-boga-w-najbardziej-bezbozny-sposob-nieznajomy
"Nieznajomy nie zburzył całego świata Adama w jednej chwili."
Potrzebował do tego dwóch chwil. W pierwszej Adam - kiedyś prokurator, obecnie wzięty mecenas z własną kancelarią - nie uwierzył obcemu bubkowi, ale już w następnej posypał mu się świat i nie był w stanie ani normalnie, szczerze porozmawiać z żoną - najukochańszą kobietą. Ani ona z nim. No, idealna para, idealna...
2025-01-29
"Wiara to pewność pochodząca z poznania, jak wszystko miałoby wyglądać. Nasi przodkowie to wiedzieli, ale większość z nas tego już nie wie." (s. 22)
(...) Kapitalizm z ludzką twarzą jest możliwy - powiada Redfield. Będzie to kapitalizm z gospodarką planową, który działa na zasadzie...dziesięciny, a nie maksymalnego zysku. Praktykują to już przecież adwentyści, część zielonoświątkowców i baptystów, a nawet mormoni... Bardzo postępowa inspiracja. Hosanna! Widać, że autor obserwuje politykę i gospodarkę światową - czyta gazety (i niestety także ezoterykę) - ale jego teorie i wizje (zwłaszcza gospodarcze) wydają się cokolwiek śmieszne i mocno sekciarskie. Jego świat przyszłości mocno zalatuje naiwną wizją Becky Chambers. Czyżby i ona była adeptką pseudokościoła Redfielda?
Cała recenzja na stronie: https://nakanapie.pl/recenzje/wizji-ciag-dalszy-czyli-najwazniejsze-to-pamietac-ws-dziesiate-wtajemniczenie
"Wiara to pewność pochodząca z poznania, jak wszystko miałoby wyglądać. Nasi przodkowie to wiedzieli, ale większość z nas tego już nie wie." (s. 22)
(...) Kapitalizm z ludzką twarzą jest możliwy - powiada Redfield. Będzie to kapitalizm z gospodarką planową, który działa na zasadzie...dziesięciny, a nie maksymalnego zysku. Praktykują to już przecież adwentyści, część...
2020-07-09
"- Rikke."
Nie czytałem dotąd nic Abercrombiego, więc jego stylistyka w fantastyce jest dla mnie nieco zaskakująca: wojny prowadzi się jak w średniowieczu, a zarazem miasta i rozwój przemysłu jednoznacznie wskazują na epokę dzikiego kapitalizmu. Jak można połączyć produkcję maszynową i huty z brakiem rozwoju w dziedzinie militarnej - nie wiem. Społecznie też wygląda to cokolwiek dziwnie: niby panuje jeszcze feudalny podział społeczny: szlachta i arystokracja, dorobkiewiczowskie mieszczaństwo oraz ubodzy chłopi z epoki ogradzania (w Anglii przełom XVIII i XIX w.) i czwarty stan - magowie (historycznie: kapłani), ale rozmowy (także w najwyższych sferach) prowadzone są współczesnym, pełnym wulgaryzmów językiem, wszyscy sobie natychmiast wskakują wzajem do łóżka, roi się od bękartów, a zarazem każdy dba o swój PR. Czyli jak dziś... Jeśli chodzi o genderowe sympatie autora, to faceci albo są idiotami z przerośniętym ego, albo kompletnymi pantoflarzami i niezgułami, a jeśli któremuś przypadkiem zbywa na inteligencji, to ma wielkie problemy z oceną własnej wartości. Kobiety za to są nad wyraz przedsiębiorcze, rozgarnięte, pełne inicjatywy, łase na kasę i męsko bezwzględne (Savine, Vick, May). Także stosunki międzynarodowe wydają się skądś znajome: jest jakaś niezborna, źle rządzona Unia, zalewana przez masy ciemnoskórych imigrantów ekonomicznych zza morza, a jej nieudolni, ograniczeni urzędnikami, służbami i korporacjami władcy są wręcz dumni, że miasta są zgentryfikowane i całkowicie obce. Machinacje czarowników pokrywają się natomiast z perspektywą dzisiejszych międzynarodowych korporacji, których cele są ukryte i na pewno nie propaństwowe. Dlatego świat przedstawiony zdaje się czytającemu nieco niespójny. Trzeba jednak przyznać, że autor potrafi błysnąć zgryźliwym humorem.
"- Rikke."
Nie czytałem dotąd nic Abercrombiego, więc jego stylistyka w fantastyce jest dla mnie nieco zaskakująca: wojny prowadzi się jak w średniowieczu, a zarazem miasta i rozwój przemysłu jednoznacznie wskazują na epokę dzikiego kapitalizmu. Jak można połączyć produkcję maszynową i huty z brakiem rozwoju w dziedzinie militarnej - nie wiem. Społecznie też wygląda to...
2025-02-27
"No i masz go nareszcie! jakże ci się on wydaje?"
Kryminał? Raczej romans. W sam raz dla kucharek. O czymże to jest? No a czym się interesuje brukowy romans? Zawsze wyższymi sferami, mezaliansami, egzotyką, nagłym bogactwem i kryminalnymi ekscesami. Wszystko to tu znajdziemy. Mężczyźni w pogoni za przygodą i pieniędzmi (mniej ambitni za posażną panną), a kobiety - za mężem lub rentą, pozwalającą na próżniacze życie. Główną bohaterką jest ambitna, ładna panna ze zubożałego rodu, która musiała dorabiać (a fuj, cóż za despekt!) jako posłaniec do specjalnych poruczeń w kancelarii prawnika. (...)
Cała opinia na stronie: https://nakanapie.pl/ksiazka/tajemniczy-dzentelman/opinia/1774797
"No i masz go nareszcie! jakże ci się on wydaje?"
Kryminał? Raczej romans. W sam raz dla kucharek. O czymże to jest? No a czym się interesuje brukowy romans? Zawsze wyższymi sferami, mezaliansami, egzotyką, nagłym bogactwem i kryminalnymi ekscesami. Wszystko to tu znajdziemy. Mężczyźni w pogoni za przygodą i pieniędzmi (mniej ambitni za posażną panną), a kobiety - za mężem...
2015-12-20
Niewielka objętościowo dystopia - powieść fantastyczna, a przecież niełatwo ją zapomnieć czy określić mianem "rozrywka". Bradbury napisał ją w 1951 roku, w treści powieści w 1960 roku nastąpiła wojna atomowa, a jej akcja rozgrywa się około 60 lat później, czyli właściwie dziś.
Autor bez wątpienia inspirował się współczesną sobie kulturą amerykańską z dominującą rolą telewizji i sportu oraz funkcjonowaniem USA jako autorytarnego hegemona na świecie. Dziś jego ówczesne obserwacje (rola mediów) są nam bliższe z doświadczenia.
W temperaturze 451 Fahrenheita (232,8 °C) następuje zapłon papieru. Dlatego palący książki - czyli wszelką wolną myśl - "strażacy" mają naszywki z tą cyfrą na mundurach. Mają na nich też salamandry, o których od czasów antycznych wierzono, że przez ogień mogą przechodzić bez szkody (stąd w wielu językach salamandra plamista zawiera określnik "ognista"). Strażacy tu to ludzie "nieprzemakalni" - odporni na myślenie, jak salamandra na ogień. A jednak nie zawsze... Posiać w nich ziarno wątpliwości potrafi młodość i niewinność, a może nawet rodząca się miłość (Klarysa)?
Nie zawsze literatura zajmuje tak centralne i ważne miejsce, jak w tej wizji świata. Musil widział w niej raczej zgubę dla integralności osobowości pojedynczego człowieka. Bradbury widzi w książkach jedyną szansę zachowania pamięci i wiedzy ludzkości. W jego dystopii książki, których było coraz więcej, przy rosnącym tempie życia spowodowały konieczność tworzenie skrótów, bryków, aż wreszcie zrezygnowano z nich całkowicie, przestawiając szkolnictwo na naukę z filmów a czas wolny niepodzielnie zajęła interaktywna telewizja, głównie seriale całkowicie zastępujące rodzinę. W krótkim czasie książki - odpowiedzialne za wzruszenia i melancholię, niepewność i niepotrzebne myślenie - zostały oficjalnie zakazane i były bezwzględnie niszczone, by nie zasiewały wątpliwości, nie przeszkadzały ludziom czuć się szczęśliwymi w ich powierzchownym życiu. Hitler też tego próbował...
Całkiem realnie jestem sobie w stanie wyobrazić, że dziś "M jak miłość" czy inne wszechobecne w TVP gnioty wielu ludziom, zwłaszcza starszym, zastępują "rodzinkę". Na razie nie są jeszcze interaktywne i ryczą tylko z 80calowego odbiornika, nie z 4 ścian pokoju. Ich widzowie przejmują się losami bohaterów, pamiętają, co który powiedział i kogo "kocha" bardziej, niż co się dzieje z ich własną rodziną, która zresztą coraz mniej komunikuje się między sobą. Po co jest taka telewizja i media? Z perspektywy polityka to proste: "Jeśli (...) nie chcesz, by człowiek był niezadowolony z sytuacji politycznej (...) Organizuj konkursy, które można wygrać dzięki wykuciu na pamięć słów popularnej piosenki, stolic stanów albo plonów zbóż (...) w ubiegłym roku. Nafaszeruj głowy obywateli niepalnymi danymi, zapchaj je "faktami" tak dalece, że omal nie popękają od "wiedzy". Wtedy lud będzie wierzył, że myśli; będzie miał poczucie ruchu mimo stania w miejscu. I będzie szczęśliwy, bo wiedza, którą przyswoił, jest niezmienna. Nie każ mu jej spajać filozofią czy socjologią, bo od nich choruje się na melancholię. (...) Więc niech żyją pałki i imprezy, akrobaci i magicy, śmiałkowie, samochody odrzutowe, motolotnie, seks i heroina; wszystko, co bazuje na odruchach bezwarunkowych." - pisze Bradbury. Książek dziś nikt wprawdzie nie niszczy, ale same ustąpią pola - z powodzeniem zastępują je gry i internet. Ten ostatni dla młodych staje się bardziej atrakcyjną, choć przecież złudną namiastką rzeczywistości, a nieistniejące realnie kręgi 'Przyjaciół' z mediów społecznościowych - realne przyjaźnie. Na razie książek nikt nie zakazuje, ale wystarczy spojrzeć, co się ukazuje w Rosji: ja w nowościach widzę głównie pisma polityczne, zmanipulowaną historię, mnóstwo materiałów o broni dawnej i nowej oraz tanią literaturę rozrywkową. I społeczeństwo to kupuje. Tak jak kupuje zmanipulowaną przez telewizję rzeczywistość. Z pewnością nie brak ludzi świadomych, są jednak nieliczni. Pozostałych może obudzić chyba tylko katastrofa. Dla USA lat 50ych jej synonimem były chyba przegrane wojny koreańska i wietnamska. Czy obudziły one tamto społeczeństwo?
"Właściwie żyjemy w epoce sloganu „po użyciu – wyrzucić”. Wysmarkaj się w innego człowieka jak w chusteczkę, wrzuć do klozetu i spuść wodę." - pisze autor. Tak właśnie działają "dziennikarze" manipulujący faktami. Tak działają urzędy, bezkarnie niszczące firmy i odbierające rodzinom dzieci. "Nie ma konsekwencji. Nie ma odpowiedzialności."...
Bradbury w metaforyczny sposób ukazał mechanizm dojrzewania jednostki do buntu oraz przerywaną wojnami (stosy, na których płonie i rodzi się nowy feniks) dynamikę rozwoju społeczności ludzkich. Mądrość kryje się po lasach, gdy rządzi siła. To inna wizja orwellowskiego "1984".
PS. Pośpiechowi wydawniczego boomu lat 90ych przypisuję niechlujność redaktorską, dopuszczającą w tekście zwroty typu "w każdym bądź razie" czy literówki.
PS.1 Brakowało mi przypisu od tłumacza lub wydawnictwa, z jakich dzieł literackich cytuje kpt. Beatty. Rozpoznałem tylko "Podróże Guliwera" Jonatana Swifta: cytat zaczyna się od "Na jedenaście tysięcy liczą ludzi..."
Niewielka objętościowo dystopia - powieść fantastyczna, a przecież niełatwo ją zapomnieć czy określić mianem "rozrywka". Bradbury napisał ją w 1951 roku, w treści powieści w 1960 roku nastąpiła wojna atomowa, a jej akcja rozgrywa się około 60 lat później, czyli właściwie dziś.
Autor bez wątpienia inspirował się współczesną sobie kulturą amerykańską z dominującą rolą...
2025-01-03
"Jim Qwilleran zatopił się w fotelu w jadalni klubu prasowego."
(...) Przyznaję, jest to ramotka - trochę jak Agatha Christie, choć jest tu mniej kryminału a więcej lekkiego, nieco drwiącego humoru. I nie jest to Anglia, a USA (choć tego się prawie nie czuje). Ale czytałoby się to z przyjemnością, gdyby nie koszmarny język polski powieści: razi cała masa źle odmienianego biernika nieżywotnych. Tłumacz, a zwłaszcza korektor powinni się wstydzić... (...)
Cała recenzja na stronie: https://nakanapie.pl/recenzje/prawdziwy-smakosz-nigdy-nie-je-do-syta-kot-ktory-nie-polubil-czerwieni
"Jim Qwilleran zatopił się w fotelu w jadalni klubu prasowego."
(...) Przyznaję, jest to ramotka - trochę jak Agatha Christie, choć jest tu mniej kryminału a więcej lekkiego, nieco drwiącego humoru. I nie jest to Anglia, a USA (choć tego się prawie nie czuje). Ale czytałoby się to z przyjemnością, gdyby nie koszmarny język polski powieści: razi cała masa źle odmienianego...
2024-11-03
"To było tego dnia, kiedy dog dokonał żywota."
Nie czytałem wcześniej nic Nesbø. I pewnie po nic bym nie sięgnął, gdyby jego "Królestwo" nie pojawiło się za darmo w aktualnym wydaniu akcji czytaj.pl. Cieszę się, że nie zacząłem od jego bardziej popularnych serii, które pewnie sobie daruję, bo kryminały raczej mnie nudzą, ale w tej powieści wątek kryminalny jest tylko konsekwencją wydarzeń i psychologii postaci, a nie wyłącznie chęcią epatowania morderstwem. A jeśli to ma być kryminał, to jest to jego znakomity przykład. Gdybym oceniał jako powieść, jako literaturę, nie tylko rozrywkę, przyznałbym pewnie 7/8 punktów, ale w kategorii "rozrywka" zasługuje u mnie na maksymalną ocenę. Dlaczego? O tym niżej. (...)
Cała recenzja na stronie: https://nakanapie.pl/recenzje/nie-ma-takiego-sedziego-ktory-zdolalby-nalozyc-kare-krolestwo
"To było tego dnia, kiedy dog dokonał żywota."
Nie czytałem wcześniej nic Nesbø. I pewnie po nic bym nie sięgnął, gdyby jego "Królestwo" nie pojawiło się za darmo w aktualnym wydaniu akcji czytaj.pl. Cieszę się, że nie zacząłem od jego bardziej popularnych serii, które pewnie sobie daruję, bo kryminały raczej mnie nudzą, ale w tej powieści wątek kryminalny jest tylko...
2024-11-10
"Zalane deszczem dublińskie ulice w chłodny zimowy dzień nie były odpowiednim miejscem dla szwendającego się małego chłopca."
(...) W postaci Opaliny - irlandzkiej księgarki z początku lat 20ych XX w. - mieliśmy znaleźć księgarskiego Indianę Jonesa w spódnicy. Tylko że coś nie wyszło i mamy oto pretensjonalny romans pisany w stylu angielskiej literatury wiktoriańskiej z naiwnymi elementami sweet phantasy. Dla mnie niestrawna mieszanka. (...)
Cała recenzja na stronie: https://nakanapie.pl/recenzje/bolalo-zaginiona-ksiegarnia
"Zalane deszczem dublińskie ulice w chłodny zimowy dzień nie były odpowiednim miejscem dla szwendającego się małego chłopca."
(...) W postaci Opaliny - irlandzkiej księgarki z początku lat 20ych XX w. - mieliśmy znaleźć księgarskiego Indianę Jonesa w spódnicy. Tylko że coś nie wyszło i mamy oto pretensjonalny romans pisany w stylu angielskiej literatury wiktoriańskiej z...
2024-10-31
"Jeśli zapytać sześciu różnych mnichów, do której boskiej domeny należy świadomość robotów, dostanie się siedem różnych odpowiedzi."
(...) Zrobotyzowani ludzie (a może po lobotomii?) i roboty kontemplujące naturę. Autorka chyba świadomie zamienia ich cechy konstytutywne: maszyny potrafią "położyć się na fali", ale ludzie nie potrafią "zejść ze szlaku". Dla ludzi jak Dex woda bierze się z wodociągu, a mleko pewnie ze sklepu. Kotki i pieseczki "umierają", ale bez problemu piecze się łosia i jakąkolwiek dziczyznę - wystarczy przeprosić. Maszyny znają historię, ludzie nie. I wielkie objawienie: można pojąć, czym jest szlak, dopiero gdy go nie ma. Optymistyczny i entuzjastyczny obraz zidiocenia homo chilloutus. (...)
Cała recenzja na stronie: https://nakanapie.pl/recenzje/pieprzone-teletubisie-dla-prawie-doroslych-psalm-dla-zbudowanych-w-dziczy
"Jeśli zapytać sześciu różnych mnichów, do której boskiej domeny należy świadomość robotów, dostanie się siedem różnych odpowiedzi."
(...) Zrobotyzowani ludzie (a może po lobotomii?) i roboty kontemplujące naturę. Autorka chyba świadomie zamienia ich cechy konstytutywne: maszyny potrafią "położyć się na fali", ale ludzie nie potrafią "zejść ze szlaku". Dla ludzi jak Dex...
2024-06-17
"Kiedy zaczęła się druga wojna światowa?"
(...) Książka nie jest ona wcale "niepoprawna politycznie", tylko demaskuje niektóre kłamstwa i mity zwycięzców, którzy - jak powszechnie wiadomo - zawsze piszą historię. Ponting pokazuje po prostu, że alianci nie trzymali się własnych zasad, w związku z czym nie byli w tym konflikcie o wiele lepsi od Niemców. (...)
Ponting pokazuje formy i skalę kolaboracji z Niemcami takich krajów (i narodów) jak Francja, Holandia, Włochy, Węgry, Rumunia czy Chorwacja. Bardzo ciekawym aspektem jest (mało neutralne) funkcjonowanie państw neutralnych, jak Finlandia, Norwegia, Szwajcaria itd. Podobnie interesujące jest prześledzenie szybkiego odchodzenia aliantów od własnych zasad, sformułowanych w Karcie Atlantyckiej. (...)
Cała recenzja na stronie: https://nakanapie.pl/recenzje/rzeczywistosc-kryjaca-sie-za-znieksztalceniami-mita-armageddon-niepoprawna-politycznie-historia-ii-wojny-swiatowej
"Kiedy zaczęła się druga wojna światowa?"
(...) Książka nie jest ona wcale "niepoprawna politycznie", tylko demaskuje niektóre kłamstwa i mity zwycięzców, którzy - jak powszechnie wiadomo - zawsze piszą historię. Ponting pokazuje po prostu, że alianci nie trzymali się własnych zasad, w związku z czym nie byli w tym konflikcie o wiele lepsi od Niemców. (...)
Ponting...
2024-05-30
"Wyjaśnijmy sobie jedno: nadawałem się do tej sprawy idealnie."
(...) Można by powiedzieć, że kryminał jak kryminał, jednak mnie czytało się go znakomicie. Nie przeszkadzały mi wcale z rzadka używane wulgaryzmy: są tam wszędzie na miejscu! Język plastyczny, dowcipny - z pewnością jest w tym i zasługa tłumacza. Nie czuje się nic a nic, że książkę napisała kobieta - narracja, rzekłbym, jest typowo męska. Bohater nie jest papierowy, autorka dba o psychologię postaci, zarówno Mick jak i Richie mają wyraziste charaktery, podobnie jak postaci drugoplanowe. Każda z głównych postaci ma jakąś wewnętrzną drzazgę w przeszłości, problem z sobą lub z rodziną, który go jednak nie przekreśla, a nawet budzi sympatię. I rozumiem ostatni wybór Micka Rewelki: naginanie zasad to dzicz, a ta bezwzględnie zostaje na zewnątrz. (...)
Cała recenzja na stronie: https://nakanapie.pl/recenzje/dzicz-zostaje-na-zewnatrz-kolonia#komentarz-98432
"Wyjaśnijmy sobie jedno: nadawałem się do tej sprawy idealnie."
(...) Można by powiedzieć, że kryminał jak kryminał, jednak mnie czytało się go znakomicie. Nie przeszkadzały mi wcale z rzadka używane wulgaryzmy: są tam wszędzie na miejscu! Język plastyczny, dowcipny - z pewnością jest w tym i zasługa tłumacza. Nie czuje się nic a nic, że książkę napisała kobieta -...
2024-04-04
2024-01-26
"Dwa grzbiety górskie przecinają republikę mniej więcej z północy na południe, tworząc w środku kilka dolin i płaskowyżów."
Nie czytałem jeszcze powieści, której akcja ograniczałaby się do jednego dnia, ale wymagałaby 400 stron, by ją przedstawić. Językowo i konstrukcyjnie jest to arcydzieło. Przy tym nie ma tam nadzwyczajnych wydarzeń, akcja toczy się prawie w jednym miejscu, ale... nie jest to nużące! Przeciwnie, rozgrywa się ona na wielu płaszczyznach, które autor jest zdolny ze sobą znakomicie przepleść i powiązać. W genialny sposób prowadzona jest narracja, w zupełnie nieprawdopodobnie dokładny sposób poznajemy miejsce akcji: przez dosłowne cytowanie reklam,powiedzonek, folderów turystycznych, kart menu w restauracjach a nawet rozkładów jazdy pociągów. Przez opis niepozornych rzeczy dostajemy jakby dokument miejsca w określonym czasie. Jednocześnie te przedmioty, przyroda, cała okolica od barów po Popocatepetl i Iztaccihuatl (w legendach indiańskich jest to para - mężczyzna i kobieta, jak główni bohaterowie Geoff i Yvonne), w cieniu których wszystko się dzieje, a z drugiej strony także grane wówczas w kinach filmy ("Mad love" (1935) - amerykański remake niemieckiego horroru, jest lightmotivem książki; jego bohaterką jest m.in. postać o imieniu Yvonne - aktorka i kobieta bezwarunkowo kochająca męża; sam Lowry był też związany z filmem - przez jakiś czas pracował w Hollywood jako scenarzysta) czy bogaty zestaw cytatów i odniesień do literatury światowej, grają ściśle określoną rolę - nierzadko niczym chór w greckiej tragedii zapowiadają wydarzenia, ostrzegają, rozszerzają perspektywę, pogłębiają motywacje bohaterów. Wiele niepozornych szczegółów i obserwacji ma znaczenie symboliczne - i tak np. głęboka rozpadlina (barranca), do której wyrzuca się wszelkie odpadki, jest obrazem piekła, a wyrzucony do niej zdechły pies, widziany z autobusu przez Hugh, zapowiada los Konsula.
Akcja toczy się w zasadzie pomiędzy Geoffreyem Firminem, jego bratem Hugh oraz żoną Firmina, Yvonne Constable, rozpoczynając się wcześnie rano ok. 6.30 w Quauhnauhac i kończąc wieczorem ok. 18.30 tego dnia w barze "Farolito" w Parián. Geoff i Hugh są Anglikami pochodzącymi z Kaszmiru, którzy po osieroceniu ich przez rodziców, dorastali osobno - częsciowo u dalszej rodziny w Anglii, po części w obcej rodzinie Taskersonów, która poniekąd zaadaptowała Geoffa. W tej nowej rodzinie poznaje on w czasie wakacji Jacquesa Laruelle'a - francuskiego chłopca, z którym nawiązuje przyjaźń, a po latach, gdy sam pełni funkcję konsula w Meksyku, spotyka go ponownie, już jako reżysera filmowego. Goeff zostaje konsulem za pewne zasługi dla Anglii w czasie pierwszej wojny światowej, kiedy pływał jako kapitan statku-pułapki, lecz jego placówka jest podrzędna, a w końcu, kiedy pod rządami prezydenta Lázaro Cárdenasa del Río w Meksyku dochodzi 1.04.1936 do nacjonalizacji przemysłu naftowego (pozostającego wcześniej w rękach amerykańskich, angielskich i holenderskich), zostaje nawet zamknięta. Mimo to konsul nie wyjeżdża z kraju. Jest erudytą, w poglądach - umiarkowanym konserwatystą, pracuje nad książką o tajnych stowarzyszeniach i herezjach, lecz po zamknięciu konsulatu traci orientację i motywację do życia, co łączy się również z popadaniem w alkoholizm i kryzysem jego małżeństwa. Jego żona, sporo od niego młodsza, jest Amerykanką wychowaną na Hawajach, mającą za sobą początki kariery aktorskiej w Hollywood. Brat Hugh, rówieśnik żony, pracuje jako dziennikarz i korespondent wojenny, mocno sympatyzując z komunistyczno-anarchistyczną rewolucją w Hiszpanii. Notabene epizod z młodości Hugh - podróż statkiem "Oedipus Tyrranus" na Daleki Wschód bazuje na autentycznych przeżyciach Lowry'go, który jako 18-latek odbył ją w 1927 roku (w rzeczywistości ów statek nazywał się S.S. Pyrrhus) i opisał to już wcześniej w swej pierwszej powieści, zatytułowanej "Ultramarine" (1933). Wątek ten w "Pod wulkanem" jest adaptacją tej pierwszej powieści do innej.
Miejsce akcji to Quauhnauhac (indiańska nazwa miasta Cuernavaca, stolicy stanu Morelos w pobliżu miasta Meksyk), częściowo także Tomalín i Parián (miasta wymyślone, dla kórych inspiracją były Oaxaca i m.Meksyk) w Dniu Zmarłych, 2. listopada 1938 roku. Okolice, gdzie rozkwitała najstarsza wielka kultura Ameryki - kultura Olmeków, później Zapoteków i Azteków, ostatnie miejsce oporu przeciwko Hiszpanom, i pierwsze, w którym doszło do ochrzczenia Indian. Historia konkwisty i podbicia Indian ma znaczenie w powieści jako obraz rzutowany na stosunki polityczne z roku 1938, występujące w powieści poboczne postaci indiańskiego pochodzenia oraz losy głównych bohaterów. Bezpośrednio autor nawiązuje również do murali Diego Rivery na ratuszu w Cuernavaca oraz rysunków Rivery i Orozco (symboliczny i bardzo istotny w powieści obraz "Los Borrachones" - Pijacy, zwłaszcza dla ostatniej sceny).
Powieść składa się z 12 rozdziałów, co dla autora miało znaczenie - 12 godzin, 12 miesięcy (Yvonne wraca dokładnie po roku) i kabalistyczna dwunastka, oznaczająca aspiracje duchowe człowieka."Pod wulkanem", rozbudowana wersja "Lunar Caustic" oraz "In Ballast to the White Sea" (manuskrypt spłonął, ale odnaleziono po latach kopię i wydano w 2004), miały być elementami planowanej trylogii - w nawiązaniu do części "Boskiej komedii" Dantego (Piekło, Czyściec, Niebo). Wielokrotnie przewijający się motyw cyfry 7 - może być symbolem pełni (3 mężczyzna + 4 kobieta) a także ostatecznego końca pewnego etapu (w tradycji żydowskiej wieloznaczność słowa "siedem" = tydzień, przysięga, a cyfra ta może oznaczać też tęsknotę do odpoczynku - szabatu).
Wiele wątków "Pod wulkanem", podobnie zresztą jak wszystkich pozostałych utworów Lowry'go, ma odpowiednik w życiu pisarza, choć oczywiście z pewnymi modyfikacjami. Naprawdę przyjechał z pierwszą żoną do Cuernavaca 2.11., ale 1936 roku, by ratować małżeństwo, a siebie od uzależnienia alkoholowego (pił od 14 roku życia) i spędził tam dwa lata. Rzeczywiście jego żona uciekła stamtąd od niego z innym, a on sam pogrążył się w alkoholizmie, póki go władze meksykańskie nie deportowały. Jego druga żona rzeczywiście była aktorką (Margerie Bonner), i właśnie dzięki jej wydatnej pomocy redakcyjnej ta najbardziej znana i udana powieść, wydana w 1947 roku, została ukończona. I z nią Lowry rzeczywiście zamieszkał w Nowej Kolumbii Brytyjskiej k. Vancouver, co pojawia się w powieści tylko jako marzenie Yvonne.
Nasuwa mi się pewna paralela z "Ostatnim rozdaniem" Myśliwskiego - kolejny mężczyzna, który nie jest w stanie odpowiedzieć kobiecie na jej rozpaczliwe listy, na błaganie o miłość?
Tu to historia o miłości i o uzależnieniu od alkoholu, które jest silniejsze, niż miłość - pomimo świadomości własnego upadku. Bo nałóg paraliżuje próby porzucenia go i popycha swą ofiarę ku samozatraceniu. Odrzuca ona wszelkie szanse ratunku, odtrąca wyciągane ku niej pomocne dłonie, by z absurdalną Schadenfreude zginąć marnie. Taka próżna (męska?) duma człowieka, która jakże często jest faktem. I porażająca beznadziejność dyskursów z samym sobą - nie mają bowiem żadnego odzwierciedlenia w czynach, więc są całkowicie jałowe. Patrząc na Konsula widzę obraz owada, który przewrócił się na grzbiet, przebiera odnóżami, lecz nie może powstać. A z drugiej strony kobieca, wzruszająca niemal do łez - jakże naiwna - wizja szczęśliwego małżeńskiego świata i wspólnego życia.
Wersja filmowa powieści w reżyserii Johna Hustona z 1984 nie jest złym filmem, ale ma się nijak do powieści, nie daje o niej żadnego wyobrażenia - język filmu zawsze będzie na to zbyt ubogi.
"Dwa grzbiety górskie przecinają republikę mniej więcej z północy na południe, tworząc w środku kilka dolin i płaskowyżów."
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie czytałem jeszcze powieści, której akcja ograniczałaby się do jednego dnia, ale wymagałaby 400 stron, by ją przedstawić. Językowo i konstrukcyjnie jest to arcydzieło. Przy tym nie ma tam nadzwyczajnych wydarzeń, akcja toczy się prawie w jednym...