Mroczna historia Górnego Śląska – „Ukochaj na śmierć” – wywiad z Robertem Ostaszewskim

Marcin Waincetel
27.11.2020

„Zabij ich wszystkich” to kryminał, który osadzony jest w śląskim mikroświecie, choć adresowany jest nie tylko do czytelników mieszkających w Silesii. „Ukochaj na śmierć” jest w tym kontekście wyjątkowo intrygujące. Czy patriotyzm to wartość, za którą wciąż warto umierać? Idea, która może prowadzić do zbrodni? Te pytania zadaliśmy autorowi obu powieści, Robertowi Ostaszewskiemu.

Mroczna historia Górnego Śląska – „Ukochaj na śmierć” – wywiad z Robertem Ostaszewskim fot. Przemysław Poznański / zupelnieinnaopowiesc.com

Jak dowiadujemy się z kart książki – „Przed drugą wojną na Śląsku, po obu stronach granicy, mieszkali Ślązacy, którym było bliżej do Niemiec albo Polski, ale też spora grupa takich, którym identyfikacja narodowa nie spędzała snu z powiek...” Motywowanie uczuciami to sztuka. Czy Robert Ostaszewski nastrajał się w jakiś szczególny sposób, pisząc powieść? Co z tym wszystkim ma wspólnego muzyka Myslovitz, która posiada szczególny, rockowo-melancholijny charakter? Czy autor podąża za swoimi bohaterami krok w krok? Czy rozumie ch motywacje? Czy kryminał zawsze musi stanowić mroczne odbicie naszej rzeczywistości? Jak osiągnąć emocjonalne napięcie? I jak w pandemicznym czasie odnajduje się twórca „Ukochaj na śmierć”? O tym między innymi porozmawialiśmy z Robertem Ostaszewskim.

ukochaj[Opis wydawcy] Miłość, która nie rdzewieje, ale potrafi ranić. Śmiertelnie. Podczas rekonstrukcji historycznej przedstawiającej obronę wieży spadochronowej w Katowicach w wojnie 1939 roku ginie student ze Świętochłowic. Nieszczęśliwy wypadek? Nadkomisarz Polański nie wierzy w taką wersję zdarzenia i wraz ze swoim zespołem rozpoczyna skomplikowane śledztwo, konfrontując się z czymś,… czego nawet on nie mógł przewidzieć.

Będzie musiał poznać zarówno mroczną historię Świętochłowic, związaną z komunistycznym obozem koncentracyjnym Zgoda, jak i równie ponurą współczesność mieszkańców tego podupadającego śląskiego miasta. A do tego okiełznać podkomisarz Łukowską, która została zesłana do Katowic za liczne grzechy. I szczerze nie znosi Śląska, tak samo jak nowych kolegów.

Czy za kolejnymi zbrodniami naprawdę stoi miłość? Także do ojczyzny? Czy może raczej mają one związek z historią Ślązaków dręczonych i mordowanych w obozie Zgoda?

W drugiej części śląskiej serii kryminalnej ponownie pojawiają się mało znane, ale bardzo ciekawe miejsca na Śląsku, życiowe perypetie czwórki głównych bohaterów, których los nie oszczędza, oraz miłość. Bo koniec końców miłość jest początkiem niemal wszystkiego. Często także zbrodni.

Reklama

Marcin Waincetel: Zbrodnicze namiętności, miłosne uniesienia, Eros i Tanatos, a dodatkowo muzyka Myslovitz – „O Peggy Brown, o Peggy Brown, kto ciebie ukochać będzie umiał...” – cytat, od którego rozpoczyna się „Ukochaj na śmierć” nabiera sensu, gdy poznaje się pierwszą, jak i drugą odsłonę śląskiej serii kryminalnej. Odczarowuje pan nieco Śląsk, który nie jest już krainą industrialną, a różnorodną – kulturowo i etnicznie. Z jaką intencją zaczął pan właściwie tworzyć swoje kryminały? I czy muzyka Rojka nastraja pana w szczególny stan w czasie aktu tworzenia?

Robert Ostaszewski: Muzykę tworzoną przez Artura Rojka i zespół Myslovitz cenię i często słucham. Nie należę jednak do pisarzy, którzy podczas pisania puszczają sobie jakąś playlistę. Ale fakt, gdyby nie piosenka, pewnie moja powieść miałaby zupełnie inny tytuł. A co do Śląska… Oczywiście u początków każdego cyklu kryminalnego są zbrodnie, chęć opisania mrocznych historii. Jednak w mojej serii bardzo istotna jest też warstwa społeczno-obyczajowa. Stąd wziął się Śląsk. Często jestem pytany, po co mi, gorolowi, który urodził się na Mazowszu, potrzebny jest ten cały Śląsk? Wybrałem ten region, bo mnie fascynuje, poza tym po prostu dobrze się tam czuję. Do tego Śląsk jest w gruncie rzeczy regionem słabo znanym przez Polaków, albo postrzeganym przez pryzmat zwodniczych stereotypów. W swoim cyklu kryminalnym chcę go pokazywać w całej jego różnorodności.

Zastanawiam się jednak nad kontekstem. Aktualnie mieszka pan w Krakowie, wcześniej – w Mysłowicach. Czy pisanie o określonym miejscu – z perspektywy – jest łatwiejsze czy stanowi jednak dodatkowe wyzwanie w sztuce operowania słowem?

Reklama

Tak naprawdę mam naturę wędrowca, mieszkałem, dłużej albo krócej, w różnych miejscach. Na Śląsku też. Myślę, że pisać o danych miejscach, miastach można tylko wtedy, jeśli się je zna. Jeśli chodziło się ulicami miast, poczuło jego zapach, poznało ludzi tam mieszkających. Nie wyobrażam sobie, żebym miał opisywać miejsce, które znam tylko z internetowej mapy. Choć w gruncie rzeczy najważniejsi są dla mnie ludzie, ich historie. To dzięki nim potrafię się w miarę szybko „zakorzenić” w różnych miejscach.

Podczas rekonstrukcji historycznej przedstawiającej obronę wieży spadochronowej w Katowicach w wojnie 1939 roku ginie student ze Świętochłowic... Punkt wyjścia wydaje się być prozaiczny, ot, sprawa jakich wiele. Ale „Ukochaj na śmierć” to spektakl zbrodni, dla którego zrozumienia niezwykle istotne jest historyczne tło. Czy mógłby pan wyjaśnić, co stało się podstawą dla opracowania intrygi?

Nie mam jednego schematu tworzenia powieści. Czasami powieść rodzi się nawet z jednego zdania. W przypadku „Ukochaj na śmierć” u początku bez wątpienia była historia. Mroczna i wciąż bolesna dla Ślązaków historia Obozu Zgoda, który działał w Świętochłowicach w roku 1945. Był to obóz pracy, ale de facto funkcjonował jako obóz koncentracyjny. Zginęło tam przez kilka miesięcy ponad dwa tysiące ludzi. Chęć opowiedzenia tej historii była u początków mojej powieści.

„Jakieś hajmaty im się marzą, jakieś niby z Polską, ale jednak oddzielnie. Co to w ogóle za bzdurna koncepcja... to może być polityczna sprawa, a gdzie polityka, tam na pewno pojawią się naciski. Rozumie pan?” – wymiana zdań pomiędzy prokurator Mrozowską a nadkomisarzem Polańskim odnosi się do bardzo ciekawej, ciągle żywej, niekiedy drażniącej kwestii związanej z tym, czym jest obecnie pojęcie patriotyzmu, narodu. „Ukochaj na śmierć” jest w tym kontekście wyjątkowo intrygujące.

Słowa „patriotyzm” czy „patriota” są ostatnio nadużywane i często wykorzystywane w dyskursie publicznym w funkcji cepa. Żyjemy w czasach, kiedy wymaga się od nas jasnych deklaracji: czy jesteś Polakiem, czy jesteś polskim patriotą? Tymczasem w takich miejscach jak Śląsk, ale też na przykład Kaszuby, identyfikacja narodowa nie jest do końca oczywista. Cześć ludzi z tych regionów definiuje siebie poprzez miejsce, gdzie mieszkają, i społeczność, której są częścią. Są Polakami, ale zdają sobie sprawę z własnej odrębności. To bardzo skomplikowane kwestie, których ledwie dotknąłem w swojej powieści. Marzy mi się, żeby kiedyś ten temat zgłębić w kolejnej książce, ale raczej nie będzie to powieść kryminalna. Tyle tylko że przez pandemię trudno teraz cokolwiek planować z większym wyprzedzeniem…

ostaszewski robert

Można odnieść wrażenie, że aspirant Mateja, komisarz Tyszka i nadkomisarz Polański, których poznaliśmy w „Zabij ich wszystkich”, choć są różni, to dopełniają się wzajemnie. Określenie sprawy z trzech różnych perspektyw oznacza przyjęcie – przez pisarza – trzech różnych sposobów wartości? Wniknięcia w psychikę bohatera? Jaka jest metodyka pańskiej pracy? Bo też, co ciekawe i ważne do podkreślenia, czteroosobowy zespół (Polański, Łukowska, Tyszka i Mateja) dobiera się w różne konfiguracje i rozpytuje rodzinę i przyjaciół.

W polskim kryminałach nie tak często mamy do czynienia z bohaterem zbiorowym, chciałem to zmienić, pójść własną ścieżką. Poza tym, jak już wspominałem, w moim cyklu śląskim ważna jest warstwa społeczno-obyczajowa, czwórka bohaterów pozwala mi ją rozwinąć. Staram się, żeby każdy z moich bohaterów był inny, miał inne doświadczenia i ścieżkę życia. I żeby miał w miarę zwyczajne życie, zwyczajne problemy. Nie przepadam za stereotypowymi kreacjami „glin po przejściach”, pokaleczonych i rozpijaczonych. To łatwizna. Z książki na książkę czytelnicy będą się coraz więcej dowiadywać o moich bohaterach. Taki jest plan. To fakt, moi bohaterowie dobierają się w różne układy (nie tylko w pracy), nie jest to do końca zgodne z policyjną rzeczywistością, bo policjanci zwykle pracują w mniej więcej stałych parach. Jednak takie rozwiązanie daje mi po prostu więcej możliwości fabularnych, pozwala pełniej ukazać bohaterów.

Renata Łukowska, która pojawiła się w „Ukochaj na śmierć”, karnie zesłana z CBŚ do powiatowej komendy, jest postacią o niewątpliwym charakterku. Petarda, jej warszawska ksywka, mówi sama za siebie. Trudno było rozpisać kobiecą postać o takim temperamencie? Daleko jej do przeciętności.

Pochlebiam sobie, że nie mam większych problemów z tworzeniem postaci kobiecych. Czasami słyszę od czytelników, że nawet postaci kobiet są w moich książkach lepsze, bardziej intrygujące. Może coś w tym jest. Z Renatą właściwie szybko „się dogadaliśmy”, może dlatego że też mam w sobie pewien rys niepokorności jak ona. Poza tym ustawiałem ją trochę w kontrze do pozostałych moich policjantów, którzy są zdecydowanie spokojniejsi od niej, bardziej poukładani. Będę się starał, żeby w każdym kolejnym kryminale pojawiały się nowe postaci, choć już raczej na drugim planie. Czwórka głównych bohaterów na razie mi w zupełności wystarczy.

„Nie za bardzo wiem, jak wy tam w CBŚ działaliście i działacie – mówił powoli – ale w naszej robocie liczy się cierpliwość i konsekwencja...” – śmierć Robert Zaręby, pierwszej ofiary w pańskiej powieści, wzbudza zainteresowanie poprzez historię – w skali mikro, jak i makro. Istotna jest też emocjonalna tonacja, a więc to, że „koniec końców miłość jest początkiem wszystkiego. Często także zbrodni”. Zwłaszcza gdy jest przerwana nagle.

Nie, jak już wspominałem, nigdy jakoś specjalnie się nie nastrajam do pisania. Pisanie prozy, a szczególnie kryminałów, to dla mnie w dużym stopniu kwestia rzemiosła, a nie jakichś natchnień. Inaczej rzecz ujmując, swoje muszę przy komputerze wysiedzieć… Na pewno uczuciom, emocjom poświęcałem i będę poświęcał w moich kryminałach dużo miejsca, bo interesują mnie „prawdziwi” ludzie. W naszej prozie jest coraz więcej kryminałów o „złym złu”, seryjnych mordercach zabijających w wymyślny sposób tylko dlatego że są psycho- czy socjopatami. Mnie bardziej intrygują odcienie szarości, zło nieoczywiste, zbiegi okoliczności, które sprawiają, że ktoś na pozór normalny posuwa się do zbrodni. To – moim zdaniem – jest zwyczajnie ciekawsze. I więcej mówi o naturze człowieka.

Zgoda to wyjątkowo makabryczne miejsce, obóz, do którego trafiały osoby oskarżane m.in. o podpisanie volkslisty lub o niechęć do komunistycznej władzy. Mroczna historia, która choć trwała „zaledwie” od końca lutego do listopada 1945, odcisnęła się piętnem na historii Śląska, a konkretnie Świętochłowic. Skąd pomysł, aby w powieści zrekonstruować właśnie to miejsce? 

Reklama

Zainteresowałem się historią Obozu Zgoda, bo raz, nie jest bardzo znana, podobnie jak wielu innych obozów pracy, które działały na terenie Śląska i Zagłębia po II wojnie światowej, dwa, nie jest czarno-biała. Splotły się w tej historii w tragiczny węzeł różne działania i motywacje. Obsesja komendanta obozu, Salomona Morela, zemsty na Niemcach za śmierć bliskich, niezrozumienie przez władze ludowe specyfiki wpisywania na volkslistę na Śląsku, chaos administracyjny, zwykłe barbarzyństwo ludzi skrzywionych przez wojnę. A w efekcie śmierć wielu niewinnych ludzi. Zastanawiałem się, dlaczego po wojnie ludzie bestialsko znęcali się nad innymi? I chyba wciąż nie mam na to pytanie dobrej odpowiedzi, bo jest to trudne do pojęcia, wytłumaczenia, zrozumienia.

„Ukochaj na śmierć” to ukazanie życiowych perypetii czwórki głównych bohaterów, których los nie oszczędza. Targani namiętnościami, określający się w rzeczywistości – lokalnej, gdy mówimy o Śląsku, jak i zawodowej, mając tutaj na myśli stopnie zależności i hierarchię. Zastanawiam się, jak wielką częścią całej literackiej zabawy było dla pana określanie wzajemnych relacji między postaciami?

Motywacje Renaty Łukowskiej nie zawsze pojmuję, pewnie dlatego że czasami działa impulsywnie. Jednak próbuję nad gromadką moich bohaterów panować. Zanim zacząłem pisać cykl śląski, miałem wymyślone postaci, ich cechy, życiorysy, więc nie jest tak, że mnie czymś zaskakują, że prowadzą mnie w stronę dla mnie nieoczywistą. Zresztą przy pisaniu kryminałów ważny jest wstępny plan: strategia stworzenia bohatera z trzech cech, wrzucenia go w fabułę, a dalej – zobaczymy co się stanie, sprawdza się raczej słabo.

Powieści kryminalne – a szerzej, spod znaku zbrodni, a więc również thrillery, sensacje – są gatunkiem jasno skonwencjonalizowanym. Czym jednak jest kryminał dla Roberta Ostaszewskiego? W jednym z wywiadów przyznał pan, że ceni książki, w których intryga kryminalna w integralny sposób połączona jest z wątkami społeczno-obyczajowymi, psychologicznymi czy pochodzącymi z innych podgatunków powieściowych.

Oczywiście, kryminał ma jasno określone przez konwencję granice, choćby dlatego że w każdym musi być zbrodnia, śledztwo i ktoś, kto je prowadzi. Nie oznacza to jednak, że nie można tych granic poszerzać, czy przekraczać, jak zwał, tak zwał. Proszę zwrócić uwagę na przesunięcia w obrębie gatunku powieści – na dobrą sprawę funkcję zwykłej powieści realistycznej przejął obecnie kryminał współczesny, a powieści historycznej – kryminał retro. Tak samo z bardzo popularną swego czasu skandynawską prozą kryminalną – przyciągała uwagę czytelników w dużym stopniu wątkami obyczajowymi, społecznymi czy politycznymi. Wymyśliłem swego czasu określenie na tego rodzaju kryminały, w których nie liczy się tylko intryga kryminalna – kryminał + (to było jeszcze przed rozpanoszeniem się plusów w dyskursie publicznym). Tego rodzaju kryminały chcę pisać. Poza tym, jak myślę, raczej słabo bym się odnalazł w bardzo skonwencjonalizowanych podgatunkach kryminalnych, takich chociażby jak „kryminał zamkniętego pokoju”.

Jakich wartości w literaturze poszukuje pan zarówno jako autor, ale też jako czytelnik? Pytam nie bez kozery, ponieważ jest pan nie tylko mistrzem opowieści – twórcą-kreatorem zbrodniczych intryg, ale również publicystą, dziennikarzem, felietonistą, który od lat zajmuje się sztuką słowa. Ciekawi mnie też, czy tworzenie w takiej, a nie innej rzeczywistości, pandemicznym świecie, jest dla pana dodatkowym wyzwaniem czy osobliwym motywatorem do działania?

Jakich wartości szukam w literaturze? To w gruncie rzeczy trudne pytanie. Kiedyś bardzo istotny był dla mnie język, styl, „językowa jazda po bandzie”, jak to określał jeden z moich znajomych pisarzy. Teraz chyba zwyczajnie szukam opowieści, fabuły, która mnie uwiedzie, otworzy na nowe światy albo zwyczajnie wciągnie. Bo jednak istotą tworzenia prozy jest zajmujące opowiadanie, tak sądzę. Co do końca nie jest takie oczywiste, bo u nas wielu autorów tzw. głównego nurtu ma spore problemy ze skleceniem jako takiej fabuły. A pandemia? Na szczęście, odpukać, wiele w moim życiu nie zmieniła. Na pewno mniej jeżdżę po Polsce i po świecie. I to mi głównie doskwiera, bo moje pisanie w dużym stopniu bierze się z podróży i spotkań z ludźmi.

Robert Ostaszewski – (ur. 1972) prozaik, wykładowca podyplomowych Studiów Literacko-Artystycznych UJ. Od wielu lat na różne sposoby zajmujący się prozą kryminalną, juror literackiej Nagrody Kryminalna Piła. Autor kilku książek niekryminalnych, współautor powieści kryminalnych „Kogo kocham, kogo lubię” (2010, z Martą Mizuro) i „Sierpniowe kumaki” (2012, z Violettą Sajkiewicz) oraz opowiadań kryminalnych (jedno z nich znalazło się w antologii „Gliny z innej gliny” z 2018). Autor powieści kryminalnej „Zginę bez ciebie” (2016). Jego opowiadanie „Ten cholerny wrzesień” zostało zaadaptowane na scenę w reżyserii Łukasza Witt-Michałowskiego.

Książka „Ukochan na śmierć” jest już do kupienia w księgarniach online

Zapraszamy do lektury fragmentu książki „Ukochaj na śmierć”:

Ukochaj na śmierć

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
352
3
27.11.2020 13:13

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd