Lwów. Portret utraconego miasta

Okładka książki Lwów. Portret utraconego miasta
Lutz C. Kleveman Wydawnictwo: Znak Horyzont historia
Kategoria:
historia
Tytuł oryginału:
Lemberg: Die vergessene Mitte Europas
Wydawnictwo:
Znak Horyzont
Data wydania:
2019-04-24
Data 1. wyd. pol.:
2019-04-24
Język:
polski
Tłumacz:
Dariusz Guzik
Tagi:
Dariusz Guzik historia Polski
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Podobne książki

Reklama

Oficjalne recenzje i

Lwów – tragiczna historia



533 74 418

Oceny

Średnia ocen
7,1 / 10
27 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
22
2

Na półkach:

Mam mieszane uczucia. Książce wystawiłem stosunkowo wysoką ocenę (6), ponieważ ogólnie jest interesująco napisana. Autor ma lekkie pióro i w atrakcyjny sposób pisze o losach Lwowa, zwłaszcza w XX wieku, chociaż przyznam, że o większości opisanych wydarzeń (np. o laboratorium Weigla, pogromach we Lwowie w 1918 oraz 1941 roku czy lwowskiej szkole matematycznej) wcześniej czytałem. Natomiast wcześniej nie wiedziałem o niemieckim obozie dla sowieckich jeńców wojennych, gdzie była olbrzymia śmiertelność wskutek strasznych warunków, o czym Autor pisze w Rozdziale 10. Oczywiście, Kleveman mógłby zacząć historię tego miasta zacznie wcześniej niż od rozbiorów Polski. W końcu w Rzeczypospolitej Obojga Narodów Lwów był ważnym miastem (śluby lwowskie, hello?), gdzie spotykały się różne kultury i religie.

Podobnie jak kilku innych recenzentów drażni mnie sposób w jaki autor, który jest Niemcem, pisze o polskim antysemityzmie z ewidentnym poczuciem moralnej wyższości. Kleveman urodził się w latach 70-tych - nie jest więc jego winą, że trzy dekady zanim przyszedł na świat miliony jego rodaków uczestniczyło w zbrodniach wojennych w mundurach SS oraz Wehrmachtu. Natomiast jako Niemiec jest kustoszem tej przeszłości zamiast próbować podzielić się winą z krajem, który według szowinistycznych niemieckich stereotypów słynie ze złodziei samochodów. Nie powinno być zaskoczeniem, że Kleveman na ogół nazywa sprawców Holokaustu "nazistami", nie Niemcami - to tak, jak by pisać o "republikańskiej inwazji na Irak w 2003 roku", ponieważ ówczesny prezydent USA był republikaninem.

Oto cytat, który doskonale obrazuje stosunek Autora do powyżej opisanej kwestii: "Nie zdawałem sobie sprawy, jak powszechna i gwałtowna była w Polsce nienawiść do Żydów. [...] Rola Polski jako ofiary wojny i nazistowskiej okupacji tak trwale wryła się w pamięci, że spojrzenie na polską rzeczywistość sprzed roku 1939 jest dziś niekiedy mocno wypaczona" (s. 142-143).

Jest kwestią bezsprzeczną, że w XX wieku antysemityzm kwitnął w Polsce. Getta ławkowe, pogromy w Kielcach i innych miastach... temu nie zaprzeczam. Jednak Niemiec powinien być ostatnią osobą, która poucza Polaków w tej materii. W swoich licznych wywodach nt. polskiego antysemityzmu Kleveman bezkrytycznie przywołuje np. Jana Tomasza Grossa (s. 241-242), którego książki są bardzo tendencyjne i niesprawiedliwe.

Na stronie 315 autor pisze: "Należy stwierdzić, że naziści nie zdołaliby przeprowadzić tak całościowej eksterminacji lwowskich Żydów bez ochoczej współpracy ze strony miejscowej ludności, tak polskiej, jak i ukraińskiej" (s. 315-316). Już widzę zadowolone miny niemieckich czytelników, jak czytają te słowa. Tak, nie ma co czuć aż tak wielkiej winy z powodu "nazistów", bo Polaczki nie były wcale lepsze!

Co więcej, coś się we mnie burzy, jak czytam te słowa, stawiające w jednym rzędzie polską oraz ukraińską kolaborację. W Dystrykcie Galicja GG ukraińska policja, milicja oraz członkowie SS-Galizien masowo uczestniczyli w mordach na Żydach i Polakach, a udział Polaków w Holokauście był nieporównywanie mniejszy. Autor wcześniej wspomina, że wielu zachodnich Ukraińców wiązało nadzieje na stworzenie niepodległego państwa z niemieckim zniszczeniem Polski oraz ZSRS. Nie pisze jednak o tym, że antyhitlerowski ruch partyzancki w okupowanej Polsce był największy w Europie, że Polskie Państwo Podziemne wykonywało wyroki śmierci na kolaborantach i że polski rząd emigracyjny w Londynie posiadał raporty na podstawie wywiadu AK o Holokauście i apelował do Aliantów, by interweniowali, by powstrzymać ludobójstwo Żydów.

Autor również nie pisze o tym, że chociaż w Dystrykcie Galicja Generalnego Gubernatorstwa było znacznie więcej Ukraińców niż Polaków, w wykazie "Sprawiedliwych wśród narodów świata" z tego regionu dominują polskie nazwiska. Chociaż Kleveman wspomina o różnych instytucjach, które działały we Lwowie podczas II wojny światowej, nie ma słowa o lwowskiej filii Rady Pomocy Żydom "Żegota". Nie pamiętam dokładnej stronie, ale Autor pisze o "polskim współudziale" w Holokauście, jakby Polska była sojusznikiem Trzeciej Rzeszy, chociaż w Polsce nie było nawet rządu kolaboranckiego.

Kleveman słusznie odrzuca antyukraińskie uprzedzenia i wielokrotnie zauważa, że na wschodzie Ukrainy kolaboracja z Trzecią Rzeszą oraz morderczy nacjonalizm były dużo mniejsze. Niestety, nie wykazuje takiej samej ostrożności w swojej ocenie Polaków.

Inny irytujący aspekt książki to fakt, że Autor często wspomina o OUN-UPA, ale prawie wyłącznie w kontekście udziału banderowców w Holokauście. O ludobójstwie dokonanym na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów nie wspomina, z wyjątkiem zwięzłej oraz eufemistycznej wzmianki o "walk[ach] między ukraińskimi i polskimi partyzantami, które w ostatnich latach wojny pochłonęły w Galicji Wschodniej i na Wołyniu niemal sto dwiadzieścia tysięcy ofiar" (s. 316). Kleveman nie precyzuje, że prawie wszyscy polegli w wyniku tych "walk" byli Polakami, a Ukraińcy ginęli jedynie w polskich akcjach odwetowych.

W książce jest też trochę błędów merytorycznych. Autor mocno zaniża liczbę ochotników, którzy zgłosili się do SS-Galizien (s. 287). W innym miejscu pisze, żę "pozostający pod wpływem Kościoła uczeni [...] szydzili" z "wyobrażeni[u] Krzysztofa Kolumba o kulistym kształcie ziemi" (s. 139). To mit, że Kościół głosił teorię o płaskiej ziemi i że Kolumb odkrył jej prawdziwy kształt - fakt, że ziemia jest okrągła powszechnie wiadomo już od czasów starożytnych.

Pomimo tych irytujących dla polskiego czytelnika wad warto sięgnąć po "Portret utraconego miasta", zwłaszcza jeśli ktoś myśli o podróży do Lwowa.

Mam mieszane uczucia. Książce wystawiłem stosunkowo wysoką ocenę (6), ponieważ ogólnie jest interesująco napisana. Autor ma lekkie pióro i w atrakcyjny sposób pisze o losach Lwowa, zwłaszcza w XX wieku, chociaż przyznam, że o większości opisanych wydarzeń (np. o laboratorium Weigla, pogromach we Lwowie w 1918 oraz 1941 roku czy lwowskiej szkole matematycznej) wcześniej...

więcej Pokaż mimo to

avatar
64
27

Na półkach:

Książka jest wciągająca i zawiera wiele istotnych informacji na temat Lwowa. Autor nieco miesza style, czasem bawi się w reportaż, czasem jest historykiem.
Mnie osobiście to nie przeszkadzało podczas lektury. Natomiast co do bezstronniczości samego autora (Niemca) do poruszanego tematu... No stara się, podobnie jak Polak-czytelnik stara się bezstronnie ocenić, czyli krótko mówiąc zawsze będzie zgrzyt. Polacy na pewno zwrócą uwagę na swoją kwestię polską, co jest oczywiście zrozumiałe. Mimo wszystko polecam przeczytać, ale nie poprzestawać na wiedzy tylko i wyłącznie na podstawie tej książki.

Książka jest wciągająca i zawiera wiele istotnych informacji na temat Lwowa. Autor nieco miesza style, czasem bawi się w reportaż, czasem jest historykiem.
Mnie osobiście to nie przeszkadzało podczas lektury. Natomiast co do bezstronniczości samego autora (Niemca) do poruszanego tematu... No stara się, podobnie jak Polak-czytelnik stara się bezstronnie ocenić, czyli krótko...

więcej Pokaż mimo to

avatar
18
12

Na półkach: ,

Autor starał opisać się historię Lwowa i całkiem nieźle mu to wyszło. Na ocenę jednak składa styl, który nie przypadł mi specjalnie do gustu. Czasami książka ma formę reportażu, ale w większości są to jednak rozmyślania nad przestudiowaną historią Lwowa. Druga część książki skupia swoją uwagę na kwestii Holocaustu, według mnie zbyt dużą, biorąc pod uwagę łączną objętość książki. Co prawda można dowiedzieć się nowych faktów, jednak u Autora widać, że przeważa ogólna wiedza na temat zbrodni na terenach byłej Polski. Za mocny nietakt uważam zakończenie książki, gdzie wręcz zarzucono, że Polacy wraz z Ukraińcami w znaczący sposób przyczynili się do zagłady lwowskich Żydów. Autor zupełnie pominął tu przeciwdziałania Armii Krajowej, która reprezentowała polskie władze i polskie wojsko a skupił się na dokonaniach niepowiązanych ze sobą mieszkańców nie podając zresztą źródła, a jedynie bazując na ogólnych przekazach, jak mniemam obecnych w zachodnich krajach.

Autor starał opisać się historię Lwowa i całkiem nieźle mu to wyszło. Na ocenę jednak składa styl, który nie przypadł mi specjalnie do gustu. Czasami książka ma formę reportażu, ale w większości są to jednak rozmyślania nad przestudiowaną historią Lwowa. Druga część książki skupia swoją uwagę na kwestii Holocaustu, według mnie zbyt dużą, biorąc pod uwagę łączną objętość...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
19
16

Na półkach:

Do Lwowa warto jechać z tą książką i pobyć tam samemu z miesiąc, powiedzmy od razu, że najlepiej w rejonie ul. Dudajewa (dawnej Zimorowicza), gdzie mieszkała Karolina Lanckorońska. W książce tej nie ma - na szczęście - tego nieznośnego polskiego nadęcia, idiotycznych pretensji i sentymentalizmu, tych tanich i bezsensownych łez. Przedstawia Lwów od strony historycznej, ale z kilku stron - nie tylko polskiej, ale też habsburskiej, żydowskiej i ukraińskiej. A jednocześnie ten Lwów z jego historycznym tłem wielu okrutnych wydarzeń, oglądamy z perspektywy Lutza C. Klevemana - jak się okazuje rzetelnego (niemieckiego) podróżnika-dziennikarza, dla którego w 2014 r. dawna stolica Królestwa Galicji i Lodomerii była wielką tajemnicą do odkrycia. Jak o Lwowie, to na razie tylko to.

Do Lwowa warto jechać z tą książką i pobyć tam samemu z miesiąc, powiedzmy od razu, że najlepiej w rejonie ul. Dudajewa (dawnej Zimorowicza), gdzie mieszkała Karolina Lanckorońska. W książce tej nie ma - na szczęście - tego nieznośnego polskiego nadęcia, idiotycznych pretensji i sentymentalizmu, tych tanich i bezsensownych łez. Przedstawia Lwów od strony historycznej, ale z...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1451
523

Na półkach:

Książka byłaby ciekawsza, gdyby jednak autor mocniej skupił się na polskim wątku, a nie ukraińskim. Ale nie dziwi mnie to specjalnie zważywszy na narodowość autora ;) Ogólnie, przystępna pozycja ze sporą dawką wiedzy. Czasem powierzchownej. Sporo tez jest prowokacyjnych a nawet jawnie bezczelnych (nawet jak na Niemca), jak ta ze strony 241 o wypieraniu ze swojej świadomości przez Polaków faktu radości z masowych mordów na Żydach i braniu w nich udziału.

Książka byłaby ciekawsza, gdyby jednak autor mocniej skupił się na polskim wątku, a nie ukraińskim. Ale nie dziwi mnie to specjalnie zważywszy na narodowość autora ;) Ogólnie, przystępna pozycja ze sporą dawką wiedzy. Czasem powierzchownej. Sporo tez jest prowokacyjnych a nawet jawnie bezczelnych (nawet jak na Niemca), jak ta ze strony 241 o wypieraniu ze swojej świadomości...

więcej Pokaż mimo to

avatar
20
20

Na półkach:

Właśnie kilkanaście dni temu wróciłem z krótkiej wycieczki do Lwowa. Chcąc pogłębić wiadomości, przeczytałem tę książkę. Jest ona o mieście, którego już nie ma. Autor skupia się na czasach przedwojennych oraz wojennych. Czyta się ciekawie. Mnie uderzyło jedno: jak Ukraińcy, dzisiejsi mieszkańcy miasta, wypierają tamte czasy zostawiając w pamięci tylko ukraińską przeszłość miasta. Polecam.

Właśnie kilkanaście dni temu wróciłem z krótkiej wycieczki do Lwowa. Chcąc pogłębić wiadomości, przeczytałem tę książkę. Jest ona o mieście, którego już nie ma. Autor skupia się na czasach przedwojennych oraz wojennych. Czyta się ciekawie. Mnie uderzyło jedno: jak Ukraińcy, dzisiejsi mieszkańcy miasta, wypierają tamte czasy zostawiając w pamięci tylko ukraińską przeszłość...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1078
1073

Na półkach:

Książka Klevemana, mimo że skupia się na części historii miasta, pokazuje jego prawdziwe oblicze. Nie jest to obraz wyidealizowany, o którym śpiewali Szczepko i Tońcio w filmie Włóczęgi z 1939 roku, a mocno zakorzeniony w rzeczywistości. Jest to obraz wybitnych naukowców, uzdolnionych pisarzy i dzielnych lekarzy. Świat baciarów, kawiarni Szkocka i lwowskiego modernizmu. Ma on też swoją mroczną stronę. Pierwsza i druga wojna światowa, rządy nazistów i sowietów. Masowe morderstwa i deportacje. Życie w skandalicznych warunkach w plagach różnych chorób.

Niesamowite jak w jednym mieście na przeciwko siebie stają wspaniali ludzie i ich wspaniałe dzieła, a z drugiej zło i śmierć. Książka Klevemana pozwala inaczej spojrzeć na to miasto, które widziało i przeżyło zarówno wiele dobrego jak i złego. Jest to książka o ludziach i wydarzeniach, które kreślą naszą historię i są jej istotą, ale również o wydarzeniach, które bezpowrotnie minęły. My jednak nie możemy o nich zapomnieć. Lwów będzie polski, dopóki będzie istniał w świadomości Polaków.

http://kulturacja.pl/2019/05/lwow-portret-utraconego-miasta-recenzja/

Książka Klevemana, mimo że skupia się na części historii miasta, pokazuje jego prawdziwe oblicze. Nie jest to obraz wyidealizowany, o którym śpiewali Szczepko i Tońcio w filmie Włóczęgi z 1939 roku, a mocno zakorzeniony w rzeczywistości. Jest to obraz wybitnych naukowców, uzdolnionych pisarzy i dzielnych lekarzy. Świat baciarów, kawiarni Szkocka i lwowskiego modernizmu. Ma...

więcej Pokaż mimo to

avatar
5
5

Na półkach: ,

Bezsprzecznie bardzo dobrze napisana książka. Ciekawa, bo napisana przez Niemca, więc bez polskiego sentymentalizmu i co krok 'sprawy polskiej'. Wręcz odwrotnie: autor nacisk położył na perspektywę ukraińską, a zwłaszcza żydowską. To nie jest "portret utraconego miasta", wbrew polskiemu tytułowi; niemiecki brzmi: "zapomniany środek Europy" i lepiej oddaje intencje Klevemana, który chce uwydatnić, jak wielokulturowym miastem, jak par excellence europejskim (a nie po pierwsze polskim) był Lwów (i inne miasta, jak Wrocław czy Królewiec; nie wiem, dlaczego wymienia tu jednym tchem Poznań), a jak wskutek tragicznych w skutkach ideologii XX wieku ta harmonia przestała istnieć.

W każdym razie nie jest to melancholijne opisanie nieistniejącego Lwowa, tylko w większej części opis horrendalnej i w dużej mierze zapomnianej eksterminacji lwowskich Żydów, przy współudziale lokalnej ludności, głównie ukraińskiej, przeplatane biografiami kilku wybitnych osobistości lwowskiego świata nauki i rozmowami z naocznymi świadkami oraz nawiązaniami do obecnej sytuacji na Ukrainie. Teza książki jest mniej więcej taka, że polityka mniejszościowa II RP i zezwolenie na brutalny antysemityzm w dwudziestoleciu przygotował glebę pod przyszłe więcej niż tragiczne wydarzenia we Lwowie. Ten brutalny antysemityzm bezsprzecznie istniał i trzeba o tym uczyć w szkołach, ale robienie jakiegoś łącznika z zupełnie nie do opisania okrucieństwem Niemców (i przyzwalaniem na nie) podczas okupacji Lwowa oraz absolutnie nieproporcjonalną skalą ofiar - to jest moim zdaniem krok za daleko.

Czego brakło: ano jednak trochę mało o polskości Lwowa, o tym jak kształtowało się przed Habsburgami. Zabrakło Klevemanowi lektury St. Grodziskiego.

Bezsprzecznie bardzo dobrze napisana książka. Ciekawa, bo napisana przez Niemca, więc bez polskiego sentymentalizmu i co krok 'sprawy polskiej'. Wręcz odwrotnie: autor nacisk położył na perspektywę ukraińską, a zwłaszcza żydowską. To nie jest "portret utraconego miasta", wbrew polskiemu tytułowi; niemiecki brzmi: "zapomniany środek Europy" i lepiej oddaje intencje...

więcej Pokaż mimo to

avatar
757
467

Na półkach: ,

Historia Lwowa widziana oczami autora, który nie jest Ukraińcem ani Polakiem. Myślę, że to, iż autor nie jest bezpośrednio związany z Lwowem pomogło opowiedzieć o tym mieście i jego losach uczciwie, bez stronniczości. Dla miłośników Lwowa i historii Europy rzecz obowiązkowa.

Historia Lwowa widziana oczami autora, który nie jest Ukraińcem ani Polakiem. Myślę, że to, iż autor nie jest bezpośrednio związany z Lwowem pomogło opowiedzieć o tym mieście i jego losach uczciwie, bez stronniczości. Dla miłośników Lwowa i historii Europy rzecz obowiązkowa.

Pokaż mimo to

avatar
87
22

Na półkach:

Książka napisana lekkim piórem, ale opisana historia Lwowa pozostawia człowieka w przerażeniu i szoku.

Książka napisana lekkim piórem, ale opisana historia Lwowa pozostawia człowieka w przerażeniu i szoku.

Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Lwów. Portret utraconego miasta


Reklama

Ciekawostki historyczne

zgłoś błąd