Banany i cytrusy, czyli jedź do Azji

Okładka książki Banany i cytrusy, czyli jedź do Azji
Artur Malek Wydawnictwo: Wydawnictwo Poligraf literatura podróżnicza
208 str. 3 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Tytuł oryginału:
Banany i cytrusy, czyli jedź do Azji
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Poligraf
Data wydania:
2015-11-03
Data 1. wyd. pol.:
2015-11-03
Liczba stron:
208
Czas czytania
3 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378563839
Tagi:
Azja Rosja Syberia Kolej Transsyberyjska Chiny Birma Tajlandia Laos Kambodża Malezja Mongolia
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
5,9 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
681
369

Na półkach:

Jeżeli ktoś przeżywa coś ciekawego i poprzez dzielenie się doświadczeniami zachęca innych do wyjazdu, napawa odwagą i inspiruje do porzucenia wszelkich obaw, jest godny szacunku i docenienia. Jednak taki język, trochę byle jaki, wynikający z pośpiechu, nie przemawia do mnie.

Jeżeli ktoś przeżywa coś ciekawego i poprzez dzielenie się doświadczeniami zachęca innych do wyjazdu, napawa odwagą i inspiruje do porzucenia wszelkich obaw, jest godny szacunku i docenienia. Jednak taki język, trochę byle jaki, wynikający z pośpiechu, nie przemawia do mnie.

Pokaż mimo to

16
avatar
135
79

Na półkach:

Jak zwykle fajnie tak podróżować jak autor książki ! Ale to chyba wiedzą wszyscy ? Autor mówi że podróżowanie nie kosztuje dużo ? Nie za bardzo mnie przekonał ? Zależy gdzie się mieszka i ile się zarabia ? W Polsce płace są marne ! A autor już na początku funduje sobie lot w Dreamlinerze kosz ok.2tyś ! A to dopiero początek !Pomijając to że koszty wzrastają jak ktoś chce podróżować z rodzinką ... A po za tym ile trzeba mieć urlopu ? Ogólnie przeczytać można ale szału nie ma !
PS: Nie jestem przekonany do całkowitej szczerości w opisywaniu ? ;) Albo po prostu pomijał szczegóły ?

Jak zwykle fajnie tak podróżować jak autor książki ! Ale to chyba wiedzą wszyscy ? Autor mówi że podróżowanie nie kosztuje dużo ? Nie za bardzo mnie przekonał ? Zależy gdzie się mieszka i ile się zarabia ? W Polsce płace są marne ! A autor już na początku funduje sobie lot w Dreamlinerze kosz ok.2tyś ! A to dopiero początek !Pomijając to że koszty wzrastają jak ktoś chce...

więcej Pokaż mimo to

14
avatar
1302
103

Na półkach: , , , ,

Tytuł "Banany i cytrusy czyli jedź do Azji", sugeruje iż książka jest rodzajem przewodnika po krajach azjatyckich. Nic podobnego, to po prostu zapiski z kilku podróży autora. Język może niezbyt literacko wprawny, ale soczysty, bez cenzury i pełen prób słowotwórczych autora, które nieraz wywołały u mnie uśmiech. Gdyby ktoś planował podróż w tamte regiony, to znajdzie tu sporo praktycznych wskazówek, ale jeszcze raz podkreślam, nie jest to przewodnik, a przynajmniej taki typowy. Autor starannie unika wielu, zatłoczonych turystami atrakcji i każdy kraj zwiedza od kuchni.

Tytuł "Banany i cytrusy czyli jedź do Azji", sugeruje iż książka jest rodzajem przewodnika po krajach azjatyckich. Nic podobnego, to po prostu zapiski z kilku podróży autora. Język może niezbyt literacko wprawny, ale soczysty, bez cenzury i pełen prób słowotwórczych autora, które nieraz wywołały u mnie uśmiech. Gdyby ktoś planował podróż w tamte regiony, to znajdzie tu...

więcej Pokaż mimo to

15
Reklama
avatar
243
11

Na półkach: ,

Książka świetna, mimo iż na początku jakoś się autorowi "nie klei " pisanie,
to ze strony na stronę jest coraz lepiej. Szczególnie podoba mi się podejście do życia. Obnażanie własnych ułomności dodaje książce charakteru i sprawia , że nie sposób autora nie polubić. Gorąco polecam.

Książka świetna, mimo iż na początku jakoś się autorowi "nie klei " pisanie,
to ze strony na stronę jest coraz lepiej. Szczególnie podoba mi się podejście do życia. Obnażanie własnych ułomności dodaje książce charakteru i sprawia , że nie sposób autora nie polubić. Gorąco polecam.

Pokaż mimo to

1
avatar
359
319

Na półkach:

Książka „Banany i cytrusy” to typowy blog, przeniesiony z medium cyfrowego do formy papierowej. Osobiste, pełne kolokwializmów (a także elementów gwary internetowej) zapiski mają charakter bezpośredniego komunikatu oddającego emocje i przyswojone wcześniej informacje. I ma to pewien urok. Jednak prowadzony amatorsko dziennik internetowy, pisany z pasji i potrzeby refleksji – to coś innego niż pełnoprawny twór literacki. Zagłębmy się w ten problem. Książka została wydana w drugiej połowie 2015, ostatnia z trzech opisanych wycieczek została odbyta przez autora w maju tego samego roku (poprzednie kolejno w 2013 i 2014). To dosyć szybkie tempo. Sprzyja to tak pochopnym decyzjom, powstawaniu niedociągnięć, jak i uniemożliwia eliminacje oczywistych błędów, oraz mniejszych wpadek które umykają z początku uwadze pisarza (tekst z reguły musi trochę poleżakować i zatrzeć się w pamięci piszącego przed ostatecznymi poprawkami). Brak opieki redakcyjnej – zwłaszcza w przypadku debiutanta – nie jest czymś co świadczy dodatnio o wydawnictwie autora „Bananów i cytrusów” (choć akurat w interesie tego wydawcy nie jest odrzucanie czegokolwiek, czy też skłanianie do poprawek*). Korektorki i korektor (których w stopce redakcyjnych jest trójka) nie popisali się, w tekście konsekwentnie powielane są stale te same błędy (ZA zamiast ZZA, ZAWIEŚĆ zamiast ZAWIEŹĆ), zdarzy się literówka, błędna odmiana, nieprawidłowe użycie myślnika... niemniej co by nie robili – bez konkretnej ingerencji redaktorskiej, tekst będzie pozostawiać wiele do życzenia.

W posłowiu Malek pisze: „nie jestem literatem, a ta książka nie jest porządna, ale mam nadzieje ze nie była mdła i nudna”. Wszystko to uczciwe stwierdzenia, i z grubsza trzymające się prawdy. Pod kątem stylistycznym faktycznie nie jest najlepiej, ale tekst nie nuży, i na ogół jest logiczny. Mimo jednak pewnych powtarzających się błędów, nieśmiesznych żartów i stricte internetowych praktyk komunikacyjnych, to nie jest to całkowicie zła publikacja. W wielu miejscach narracja prowadzona jest ciekawie, a przynajmniej przyzwoicie (choć efekt niweczą powtórzenia, mała liczba synonimów i brak gotowości do szerszego określenia dlaczego to i tamto obdarzone jest takim a nie innym epitetem). Błędów jest sporo. Na przykład nigdy nie komunikuje się czytelnikowi po użyciu określonego terminu by na dany temat doczytał sobie gdzie indziej, ani nie odsyła się go do googla; jeśli coś jest mało ważne dla autora, zwyczajnie to przemilcza – co przejdzie bez zgrzytu w świecie cyfrowym, kiedy po takiej sugestii otwiera się w przeglądarce nową kartę i idzie za radą autora, nie będzie uskuteczniane w czasie klasycznej lektury. (Ogólnie rzecz biorąc wyjątkiem od tego będą wtrącenia dygresyjne, niezwiązane z główną treścią publikacji X czy Y). Co jeszcze razi? Często w książce pojawiają się stwierdzenia że coś jest nie do opisania, że nie da się tego oddać słowami ani techniką cyfrową. Że to czy tamto trzeba samemu zobaczyć, na własne oczy. Wierzę i podzielam to zdanie. Niemniej pisarz to jest taki diabeł który mając świadomość iż mimo że nie może dać czegoś czytelnikowi, stara się chociaż zaoferować tego iluzję, złudzenie, choćby nakreślić przed nim z czym miał co czynienia bądź przekonać go do tego że to co zrodziła jego głowa jest prawdą. Taki zawód. Pisarz powinien choć zbliżyć odbiorcę do tego co widział, odczuwał, dać mu namiastkę. Niestety – autor się tu nie stara. A przynajmniej nie zawsze.

Gdyby jakiś redaktor usiadł, i wyjaśnił co jest nie tak, zapewne dałoby radę poprawić te zapiski. Miejscami rozwinąć, coś wyrzucić, pobyć się nielicznych błędów językowych. Blogowe wpisy autora mają pewien potencjał. Po pewnych poprawach stylistycznych, i usunięciu oczywistych błędów mogłoby z tego być dobre czytadełko dla ludzi myślących o wyprawie do Indochin czy na Daleki Wschód. Taki zbiór sugestii i przestróg, oraz turystyczna inspiracja. Ale pośpiesznie wydano to co wydano.
Autor zdecydowanie jest człowiekiem szczerym i myślącym, ale takie hobbystyczne pisanie, które może utrwalać złe wzorce literackie, nie powinno być praktykowane. Zabrakło pomocnej dłoni i czasu. Właściwie jestem przekonany że autor potrafiłby zrobić to lepiej, gdyby tylko miał czas, a idzie założyć że tego mu brakuje.

Blogerka Ela Sidi napisała całkiem fajną, osobistą książkę o Izraelu, pęczniejącą od rozmaitych informacji z pierwszej ręki. Miłość do literatury jej w tym wybitnie pomogła. Anna Ikeda genialnie opowiedziała o swoim życiu na japońskiej prowincji, fenomenalnie bawiąc się kolokwializmami – poprzez co dała świadectwo giętkości swego umysłu, dystansu i wnikliwości spojrzenia. Eseje Anny Sawińskiej o Korei (pierwotnie umieszczane na jej blogu) to intelektualne rozważania najwyższych lotów, które aż proszą się o szerszą dystrybucję. Wymienione wyżej panie są debiutantkami – jak autor „Cytrusów i Bananów)”. I wydały całkiem dobre książki. A tutaj mamy dość słaby tekst. Informuje tylko o pewnych kwestiach, nie kreśląc pełniejszego obrazu. Wynika to z odmiennego zainteresowania językiem jako takim. Dla pana Malka ma on walor głównie użytkowy, praktyczny. Informacyjny. Stąd i takie efekty. Tekst nie jest totalnie do dupy, bo autor wie co pisze i ma świadomość co robi. I chyba tylko to go częściowo rozgrzesza, oraz fakt ze sam sfinansował niskonakładowy druk swojej książki, ale ciężko o jednoznacznie pozytywny, entuzjastyczny odbiór. Niemniej każdy ma prawo do hobby. Na jednej ze stron swojej książki Malek apeluje: „pojedźcie do Azji Południowo-Wschodniej. To jest główny cel mojego pisania. Zachęcić, zaintrygować, zaciekawić, pokazać, że nie trzeba do tego jakichś wielkich talentów, odwagi czy zawrotnych sum pieniędzy”. Ta sama myśl zawarta jest w tytule. Każdy tekst ma swojego odbiorcę. A podróże kształcą. Bezsprzecznie warto się trochę powłóczyć – zwłaszcza świat się nam jakby skurczył od czasów Marco Polo, a kolejne bariery, dzięki rozwojowi techniki i globalizacji, rozpadają się na naszych oczach.

Na blogu autora są piękne zdjęcia, które wspaniale dopełniają tekst, aż przyjemnie popatrzeć:
http://bananyicytrusy.blogspot.no/
Zdecydowanie rekompensują one w pewnym stopniu to co pominięto w papierowej wersji „Bananów i cytrusów”. Tekst bez nich jest trochę jak nosorożec z upiłowanym rogiem. Cóż, postowanie i pisanie książek to dwie różne rzeczy, tak samo jak prywatna rozmowa i publicystyka.
Nie sztuka jest uprawiać krytykanctwo, i napisać w kilku zdania że „mi to się nie podobało, i że jest do kitu”. Sęk w tym by jako uargumentować swój sąd, nie opierając się jednocześnie tylko i wyłącznie na osobistych odczuciach. Wtedy jest to krytyka, i jako taka ma jakąś wartość. Stąd i długość mojego wywodu.

A teraz tak na marginesie: jako osoba będąca od czasu do czasu konsumentem masła orzechowego, spieszę z informacją że nie jest ono słodkie, a słone. Autor myli na dwieście pierwszej stronie wszelkie kremy czekoladowe w rodzaju Nutelli i nutellopodobnych wynalazków z pysznymi, zmiażdżonymi orzeszkami ziemnymi, jednym z narodowych smarowideł do pieczywa numer jeden w USA i Kanadzie. Niepotrzebnie, i nieproporcjonalnie do wagi błędu nadmierne rozwodzę się nad tym masłem orzechowym, bo i sam autor sporo pisze o jedzeniu. Z uwagi na jego praktyki komunikacyjne i zwyczaje żywieniowe, kojarzy mi się to trochę z fuzją podróżniczych książek Maxa Cegielskiego z odcinkami youtube’owego Mocnego Vloga. Z Cegielskim bo plecak, Azja i penetracja przestrzeni lokalnych, z vlogiem bo obszernie mowa jest o miejscowych smakach, i tych ulicznych, i fastfoodowych, i restauracyjnych. (W zasadzie pod kątem praktycznym są to przydatne informacje – tak samo z cenami usług turystycznych i przestrogami).

Ciężko polecać z czystym sercem tę książkę, ale na bloga na pewno warto wejść. Cieszy oko.

*Wydawnictwo Poligraf nie jest standardowym przedsiębiorstwem na rynku książkowym, specjalizuje się w niskonakładowych publikacjach, finansowanych de facto przez ich autorów (!). Z jednej strony genialna inicjatywa dla ludzi którzy chcą wydać coś niszowego, za rozsądne pieniądze i w dobrej jakości (profesjonalny druk i oprawa graficzna), z drugiej zaś spełnienie snów wielu grafomanów, którzy później będą trzymać niesprzedający się towar na pokojach (czyli koszmar na jawie). Nie jest to jedyna firma na polskim rynku świadcząca takie usługi. Niestety to stosunkowo nowe zjawisko ma tyleż plusów co minusów. Ale dobrze że jest, bo nożem można i zabić, i oskrobać ziemniaki na obiad.

Książka „Banany i cytrusy” to typowy blog, przeniesiony z medium cyfrowego do formy papierowej. Osobiste, pełne kolokwializmów (a także elementów gwary internetowej) zapiski mają charakter bezpośredniego komunikatu oddającego emocje i przyswojone wcześniej informacje. I ma to pewien urok. Jednak prowadzony amatorsko dziennik internetowy, pisany z pasji i potrzeby refleksji...

więcej Pokaż mimo to

7
avatar
1862
1554

Na półkach: ,

"Trudno to wszystko opisać. To TRZEBA zobaczyć".


Podróż do Azji to w naszych, dość niespokojnych czasach ryzykowne przedsięwzięcie. Samotne podróżowanie nie będąc przy tym wprawionym w tego typu wojażach, budzić może naprawdę wiele wątpliwości. Nie ominęły takowe również autora książki, o jakiej chciałabym Wam opowiedzieć, a który dwa lata temu zupełnie sam, bez jakiegokolwiek doświadczenia wyruszył na azjatycki kontynent. Nie okazało się to takie straszne, a co więcej - spodobało się autorowi do tego stopnia, że postanowił napisać o tym książkę, by zachęcić do takiego stylu życia również innych niezdecydowanych.

Artur Malek to jak sam siebie nazywa - "przeciętny przetwarzacz chleba na nawóz", urodzony w Polsce, rocznik 1969, z zawodu leśnik. Autor od kilku lat pracuje w Norwegii jako pracownik fizyczny. Nazywa siebie flegmatycznym introwertykiem, jest singlem od wielu lat.

"Banany i cytrusy, czyli jedź do Azji" to książka ukazująca pełne niezapomnianych wrażeń, przygody autora podczas jego podróży do Azji. Artur Malek w pierwszej kolejności odwiedził Tajlandię, nie będąc pewnym co go tam czeka. Następne miejsca w jakich był to Kambodża, Birma, Laos, Malezja, Rosja, Chiny czy też Wietnam. Książka została podzielona na trzy główne rozdziały, dokumentujące trzy podróże autora, które ozdabiają kolorowe zdjęcia.

Artur Malek nie jest prawdziwym podróżnikiem i jego brak doświadczenia w wielu kwestiach, niezwykle ważnych, zostaje przez czytelnika niewątpliwie zauważony. "Banany i cytrusy, czyli jedź do Azji" nie jest więc rasową książką podróżniczą, lecz jedynie wydanymi w formie papierowej zapiskami autora, jakie można było znaleźć na jego blogu. I w zasadzie czytelnicy, którzy zgłębiają namiętnie literaturę podróżniczą, pewnie nie znajdą w niej niczego odkrywczego, bowiem jedynie laicy mogą skorzystać na opisywanych doświadczeniach Polaka. Niewątpliwie warto zauważyć, iż Artur Malek w większym stopniu skupia się na opisywaniu własnych przeżyć, refleksji i spostrzeżeń, niż na pokazywaniu inności świata Azji. Spostrzeżeń pełnych zdrowego dowcipu, ironii ale także tych, powiązanych z dość dyskusyjnymi tematami.

Podróżnik amator, jakim niewątpliwie jest bohater omawianego zbioru, zwiedził sporą liczbę miejsc dowiadując się wielu ciekawych informacji, a przy okazji przedstawiając je czytelnikom. Autor bowiem dość dosadnie opisał wygląd chińskich "sraczyków" w pekińskich hutongach, odwiedził cmentarz w Mongolii pełen kości, widział w Nanning sprzedawane psie mięso, opisał śmierdzące duriany będące przysmakiem w Malezji, a także określił koszt usług prostytutek w Tajlandii. A to jedynie szczypta tego, czym raczy czytelnika, opisując swoje podróżnicze perypetie. Wszystko to zostało okraszone wielkim humorem i odczuwalnym dystansem do siebie i własnych ułomności.

Autor w swojej książce nie ucieka od dokonywania szerokich porównań, stawiając na jednej wadze europejski styl życia z tym, jaki zaobserwował w Azji. Jego refleksje i wnioski często mogą stać się niezbyt wygodne dla czytelnika, gdyż podróżnik zupełnie wprost definiuje pewne pojęcia, w tym hipokryzję Europejczyków, wygodnictwo, przyzwyczajenie do luksusu i brak samokrytyki. I nie dziwię się autorowi, bowiem zobaczenie na własne oczy tego, jak żyje się w niektórych państwach kontynentu azjatyckiego, z pewnością takie refleksje musi wzbudzać. Nie oznacza to oczywiście, że z każdą jego myślą trzeba się zgadzać, ale wywołanie chwilowej refleksji jest nieuniknione. Poza tym Polak często dotyka także tematu samego seksu, co dla niektórych może być zwyczajnie gorszące. Autorowi z pewnością jednego nie można zarzucić, a mianowicie braku szczerości bowiem książka bawi i czasami także wzrusza, ale ukazuje przy tym w pełni, że nie wszystko jest tylko czarne i białe, istnieją także kolory pośrednie z których zbudowany jest nasz cały, wielokulturowy świat. Życzenie podróżnika skierowane do kobiet, które piorą w rzekach, brzmiące: "aby budowano na świecie mniej świątyń, a więcej wodociągów" obrazuje jego celne i trafne spostrzeżenia przewijające się przez całą książkę.

Z całego szeregu przygód, jakie przeżył autor, najbardziej przerażającym i tkwiącym w mojej podświadomości okazała się wyprawa Koleją Transsyberyjską w Rosji, podczas której podróżnik miał nieprzyjemne spotkanie z rosyjskimi tajniakami. Doświadczenie przerażające, które do tej pory wywołuje dreszcze na moim całym ciele. Niezwykle zaskakująca natomiast okazała się dla mnie informacja, iż w Chinach nie ma dostępu do facebooka czy google. To niezwykle szokujący fakt, o którym nie miałam zielonego pojęcia

"Banany i cytrusy, czyli jedź do Azji" to książka, która okazała się bardzo zajmującą lekturą, pełną zdrowego humoru i prawdziwych podróżniczych refleksji na temat otaczającego nas świata. Kolorowe zdjęcia zawarte w treści książki niewątpliwie dopełniają całości jej przekazu. Do Azji pewnie w najbliższym czasie się nie wybiorę, ale zawsze mogę zajrzeć do wspomnień autora. To bowiem również swoista podróż.


"Czytasz jakąś książkę po raz pierwszy, poznajesz nowego przyjaciela; czytasz ją po raz drugi, spotykasz starego".

http://www.subiektywnieoksiazkach.pl

"Trudno to wszystko opisać. To TRZEBA zobaczyć".


Podróż do Azji to w naszych, dość niespokojnych czasach ryzykowne przedsięwzięcie. Samotne podróżowanie nie będąc przy tym wprawionym w tego typu wojażach, budzić może naprawdę wiele wątpliwości. Nie ominęły takowe również autora książki, o jakiej chciałabym Wam opowiedzieć, a który dwa lata temu zupełnie sam, bez...

więcej Pokaż mimo to

137

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Banany i cytrusy, czyli jedź do Azji


Reklama
zgłoś błąd