Big Beat

Okładka książki Big Beat Marcin Jacobson, Marek Karewicz
Okładka książki Big Beat
Marcin JacobsonMarek Karewicz Wydawnictwo: Sine Qua Non biografia, autobiografia, pamiętnik
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydawnictwo:
Sine Qua Non
Data wydania:
2014-04-02
Data 1. wyd. pol.:
2014-04-02
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379241552
Tagi:
Muzyka polska muzyka wspomnienia big best
Średnia ocen

8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Ładowanie Szukamy ofert...

Patronaty LC

Książki autora

Okładka książki Rockowisko Trójmiasta. Lata 70. Stanisław Danielewicz, Marcin Jacobson
Ocena 7,0
Rockowisko Tró... Stanisław Danielewi...

Mogą Cię zainteresować

Oceny

Średnia ocen
8,0 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
319
48

Na półkach:

Swietne anegdoty, bardzo duzo ciekawostek. Big Beat oczami swietnego fotografa muzycznego Marka Karewicza. Opowiesc Pana Marka pomaga nam wejsc w swiat polskiej muzyki tamtych lat. Lat tak wspanialych I owocnych dla polskiego beatu. Mysle, ze warto zachowywac te wspomnienia, czytac ksiazki biografow jak I samych uczestnikow tych wydarzen. Warto by kolejne pokolenia sluchaly tej muzyki I tych historii. Bo mimo, ze ta muzyka byla robiona przez inna generacje dla innych ludzi, w innym swiecie...to jednak niesie ze soba niesamowity ladunek szczerosci I wartosci. To chyba czasy kiedy muzyka popularna byla wciaz "inteligentniejsza" od sluchacza...

Swietne anegdoty, bardzo duzo ciekawostek. Big Beat oczami swietnego fotografa muzycznego Marka Karewicza. Opowiesc Pana Marka pomaga nam wejsc w swiat polskiej muzyki tamtych lat. Lat tak wspanialych I owocnych dla polskiego beatu. Mysle, ze warto zachowywac te wspomnienia, czytac ksiazki biografow jak I samych uczestnikow tych wydarzen. Warto by kolejne pokolenia sluchaly...

więcej Pokaż mimo to

avatar
257
143

Na półkach: ,

Bardzo ciekawa książka, przeczytałam ja w dwa dni i byłam trochę zawiedziona, że nie jest dłuższa. Ciekawe jest to, że Karewicz wcale nie przepadał za big beatem, muzyków fotografował inaczej niż swoich ukochanych jazzmanów. Dzięki temu w książce nie ma samych superlatyw pod adresem rock and rollowców. Świetnym pomysłem było dołączenie wspomnień różnych ludzi, którzy o big beacie wypowiadali się inaczej ponieważ byli/są jego fanami. Wszystko ładnie się zrównoważyło, no a zdjęcia- mega klimatyczne!

Bardzo ciekawa książka, przeczytałam ja w dwa dni i byłam trochę zawiedziona, że nie jest dłuższa. Ciekawe jest to, że Karewicz wcale nie przepadał za big beatem, muzyków fotografował inaczej niż swoich ukochanych jazzmanów. Dzięki temu w książce nie ma samych superlatyw pod adresem rock and rollowców. Świetnym pomysłem było dołączenie wspomnień różnych ludzi, którzy o big...

więcej Pokaż mimo to

avatar
519
283

Na półkach: , , , , , ,

"Big-Beat" ze względu na poruszaną tematykę był jedną z niewielu wydanych w tym roku pozycji, którą po prostu musiałam mieć na swojej półce. Muzyka, jak już pewnie wiecie, stanowi bardzo ważną część mojego życia i towarzyszy mi, w mniejszym lub większym stopniu, każdego dnia. Do tej pory miałam okazję czytać pozycje o konkretnych wykonawcach i zespołach, ale nigdy o całym stylu muzycznym, dlatego też lektura tej książki była dla mnie tak istotna.

Autorem niniejszej publikacji jest Marek Karewicz, wybitny polski fotografik, specjalizujący się w zdjęciach artystów jazzowych i rockowych, autor wielu okładek płyt polskich wykonawców. Dane dostępne w sieci mówią o 1500 okładkach płyt zaprojektowanych przez Marka Karewicza i 2 milionach negatywów zgromadzonych w archiwum artysty. "Big-Beat" jest zapisem wspomnień autora, które zebrał i opracował Marcin Jacobson, postać znana w muzycznych kręgach. We wstępie pisze: "Spisane w tej książce opowieści słyszałem wielokrotnie. Obserwowałem, jak ewoluują, nabierają barw, obrastają w nowe szczegóły. To naturalna konsekwencja upływającego czasu i wybiórczych cech ludzkiej pamięci, a nie złośliwości, o którą pewnie kilku go (Karewicza) dzisiaj posądzi. Starałem się odtworzyć te jego opowiadania w wersji maksymalnie zbliżonej do tych, jakie funkcjonowały w czasach, gdy powstały". Wyboru zdjęć, które pojawiły się na kartach albumu dokonał mr makowski.

Marek Karewicz rozpoczyna swoją opowieść od opisu jego dzieciństwa i lat młodości, które upłynęły pod znakiem fascynacji muzyką, ukochanym przez autora jazzem. Marzenia o karierze muzyka jazzowego porzucił definitywnie za namową Leopolda Tyrmanda, który obejrzawszy jego zdjęcia wyraźnie zaznaczył by "przestał pieprzyć na trąbce i zajął się poważnie fotografią". W ten sposób rozpoczęła się długoletnia kariera Marka Karewicza, która na przestrzeni lat zapewniła mu miano jednego z najlepszych na świecie fotografików muzycznych. W jego zbiorach znajdują się fotografie zarówno polskich jak i zagranicznych postaci i zespołów sceny muzycznej lat 60. i 70. ubiegłego wieku, takich jak Czerwone Gitary, Skaldowie, Karin Stanek, Czesław Niemen, Skaldowie, Tadeusz Nalepa, Stan Borys czy The Rolling Stones.

Praca w charakterze fotografa dawała mu możliwość poznania popularnych wówczas wykonawców i nawiązania głębszych relacji, które w istocie miały miejsce. Jako naoczny świadek wielu wydarzeń polskiej sceny muzycznej, Karewicz jest źródłem wielu zaskakujących anegdotek z tamtego okresu, które na kolejnych stron publikacji przytacza. Nie o wszystkich muzykach wypowiada się pochlebnie. Niektórym zarzuca brak talentu, innym skomplikowane cechy osobowości, ale dzięki temu mamy okazję spojrzeć z nieco innej perspektywy na znanych nam wykonawców.

Big-Beat to nie tylko tekst opracowany przez Marcina Jacobsona, ale przede wszystkim piękne zdjęcia Karewicza, będące zapisem bezpowrotnie minionych lat, które wielu z nas zna jedynie z opowieści. W albumie pojawiają się fotografie bardzo popularne, które z pewnością wielu z Was kojarzy, jak również te niepublikowane do tej pory. Niektórym daleko do ideału, ale "siłą tamtych zdjęć jest nie technika, a zapis czasu". Co istotne proporcja pomiędzy ilością zdjęć i tekstu została idealnie wyważona, dzięki czemu czytelnik nie odczuwa przesytu formy nad treścią. Wydawnictwo SQN po raz kolejny wydało dopracowaną z detalami publikację, która stanie się niezwykle cenną pozycją w biblioteczce pasjonatów muzyki.

Cytaty pochodzą z książki.

http://pozeracz-slow.blogspot.com/2014/08/big-beat-marek-karewicz-marcin-jacobson.html

"Big-Beat" ze względu na poruszaną tematykę był jedną z niewielu wydanych w tym roku pozycji, którą po prostu musiałam mieć na swojej półce. Muzyka, jak już pewnie wiecie, stanowi bardzo ważną część mojego życia i towarzyszy mi, w mniejszym lub większym stopniu, każdego dnia. Do tej pory miałam okazję czytać pozycje o konkretnych wykonawcach i zespołach, ale nigdy o całym...

więcej Pokaż mimo to

avatar
667
259

Na półkach: , ,

Marcin Jacobson mówi o Karewiczu "gawędziarz z krwi i kości, który w każdej sytuacji ma anegdotę na temat". Historie opisane w książce-albumie Jacobson słyszał wiele razy i widział, jak ewoluowały i obrastały w szczegóły przez lata. Starał się jednak przytaczać je tu w miarę pierwotnej formie. Marek Karewicz opowiada stosunkowo wiele o ludziach, wydarzeniach, muzyce, a znacznie mniej o samej fotografii - wychodząc prawdopodobnie z założenia, że "prawdziwa sztuka obroni się sama".

Karewicz to artysta fotografik, najbardziej znany jest z fotografowania gwiazd jazzu i rocka; to również dziennikarz muzyczny, animator jazzu. Zaprojektował mnóstwo okładek płytowych. Tym razem jednak wydano zbiór wspomnień i zdjęć o artystach big-beatowych, widzianych oczami tegoż fotografika. O ironio, big-beatu Karewicz nie lubi i przyznaje się do tego głośno. Miłość do fotografii zasiał w nim pewien profesor od prac ręcznych. W trakcie swojej edukacji trafiał na mądrych profesorów, dzięki którym zna całą fotograficzną alchemię (tworzenie papieru fotograficznego, kliszy światłoczułej itp.). Los tak pokierował jego życiem, że zrezygnował z muzyki (którą kochał - pragnął być muzykiem jazzowym) i zajął się na dobre fotografią - publikował w "Przekroju", "Po prostu" czy "Sztandarze Młodych". Dorabiał fotografując turystów pod Pałacem Kultury. Fotografowanie jazzu wyszło, jak mówi, naturalnie, bo był z nim związany emocjonalnie. Chciał być specjalistą w tym, co robił - w jednej dziedzinie. Do dziś żałuje, że nie udało mu się sfotografować Luisa Armstronga... Swoją obecną pozycję zawdzięcza państwowej wytwórni płytowej Polskie Nagrania. Kiedy nastała moda na big-beat, to właśnie jemu przypadła rola jego fotografa. W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku był najbardziej rozchwytywanym fotografem. Na zdjęciach jego autorstwa zależało wielu ówczesnym gwiazdom sceny rozrywkowej.

"Karewicz. Big Beat” jest jednym wielkim wspomnieniem. Wspomnieniem o dawnych latach, dawnej muzyce, dawnych realiach. Karewicz opowiada, Jacobson skrzętnie notuje. W tym wspomnieniowym albumie znaleźć można nieprzebraną ilość plotek, anegdot o artystach takich jak: Czesław Niemen, Ada Rusowicz, Karin Stanek czy zespołach: Czerwone Gitary, No To Co, Budka Suflera.

Oprócz mnóstwa fotografii, zamieszczono w albumie sporo okładek, do których zdjęcia robił właśnie Karewicz. Każda jest inna, każda jest dopasowana pod konkretny zespół lub wokalistę. Wśród nich wymienić można chociażby: Czerwone Gitary, Ewę Demarczyk, Irenę Santor, Marylę Rodowicz, Stana Borysa czy Jerzego Połomskiego.

Jacobson zasłyszane przez Karewicza historie opisuje językiem prostym, ale niezwykle potoczystym. Czujemy się, jakby "u cioci na imieninach" ktoś zaczął wspominać dawną scenę muzyczną.

Marek Karewicz ma cięty język, bez skrupułów wymienia nazwiska tych, którzy nie potrafili porządnie śpiewać, ale umieli pociągnąć za sobą tłumy fanów. Wyciąga na wierzch intymne szczegóły z życia poszczególnych muzyków. Przy czym nie owija w bawełnę. Kreśli sylwetki wokalistów big-beatowych tak, jak on ich widział. Między wierszami poznajemy ówczesne realia: muzycy wbrew pozorom także nie mieli łatwo i często próbowali "dorabiać" gdzieś na boku. To były jednak inne czasy... Żałuję jedynie, iż tak niewiele mówi Karewicz o samej sztuce fotografii czy perypetiach z nią związanych.

Jeżeli chcecie dowiedzieć się, z jakiego powodu Niemen nie dotarł na przyjęcie u Roda Stewarta albo dlaczego jeden ze Skaldów trafił do radzieckiej "psychuszki", sięgnijcie po album przygotowany przez Wydawnictwo SQN. Zapraszam Was w fascynującą podróż po polskiej estradzie lat powojennych.

Marcin Jacobson mówi o Karewiczu "gawędziarz z krwi i kości, który w każdej sytuacji ma anegdotę na temat". Historie opisane w książce-albumie Jacobson słyszał wiele razy i widział, jak ewoluowały i obrastały w szczegóły przez lata. Starał się jednak przytaczać je tu w miarę pierwotnej formie. Marek Karewicz opowiada stosunkowo wiele o ludziach, wydarzeniach, muzyce, a...

więcej Pokaż mimo to

avatar
2701
425

Na półkach: ,

Marek Karewicz fotografował gwiazdy big beatu z lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Stworzył większość okładek płyt z tamtych lat. Same znane zdjęcia, które każdy fan polskiej muzyki sprzed lat ma wpisane w pamięci, nawet bez świadomości kto jest ich autorem. Najciekawsze jest to, że on tego big beatu wcale nie lubił, ta muzyka go nie pociągała, bo najważniejszy był cały czas jazz.

Marek Karewicz był blisko gwiazd tamtych lat, z wieloma łączyła go prawdziwa sympatia, ale Karewicz potrafił trzymać dystans, patrzeć na wszystko chłodnym okiem. Takie są te jego wspomnienia – ciepłe, ale zdystansowane, pozbawione taniego sentymentalizmu i ckliwości. Fotograf pozwala sobie na osobiste komentarze, często odważne, bezpośrednie, lekko złośliwe, ale ujmująco szczere. Bez lukru i zbędnych uprzejmości. Odebrałam to jako przejaw ogromnego szacunku do ludzi, o których opowiada, a także do czytelnika. W końcu to jego osobista perspektywa, opowieść o tym co pamięta i jak pamięta. Obrazy Karewicza pozwoliły mi spojrzeć z nieco innej, bardziej krytycznej, perspektywy na muzyków, których darzę bezbrzeżną miłością (wymienię tylko Grechutę, Niemena, Klenoczna, Nalepę).

Marek Karewicz w młodości marzył o karierze muzyka jazzowego, ale zabrał się za fotografię po tym jak Leopold Tyrmand powiedział by „przestał pieprzyć na trąbce i zajął się poważnie fotografią.” Z jego opowieści wyłania się obraz polskiej sceny muzycznej z lat, kiedy piosenki były jeszcze o czymś. Choć nie wszystkie, bo głupiutkich tekstów przecież nie brakowało.

„Karin Stanek fotografowałem wielokrotnie. Mieliśmy dobre relacje, ale nie mogę powiedzieć, bym lubił to, co śpiewała. Jak mogła mi się podobać piosenka Malowana lala? W ogóle jak komukolwiek taka piosenka mogła się podobać?”

Ogromny szacunek należy się dla Marcina Jacobsona, który spisał wspomnienia Marka Karewicza. Jego obecność w tekście jest zupełnie niewidoczna, a przecież jego wkład w powstanie książki jest nieoceniony. W trakcie lektury można usłyszeć muzykę z tamtych lat. Ja jestem jej fanką, więc bez problemu z każdym nowym rozdziałem zmieniałam w głowie kolejne płyty. Mogłabym przytoczyć mnóstwo anegdotek wyczytanych z książki, ale tego nie zrobię, żeby nie psuć nikomu zabawy. Z resztą wszystkie te opowiastki nie miałyby swojego uroku bez niepowtarzalnego stylu Karewicza.

Po raz kolejny wydawnictwo SQN stanęło na wysokości zadania i wypuściło na rynek prawdziwe cacko. Pod względem edytorskim ta książka to małe arcydziełko, które powinno się pokazywać jako doskonały przykład tego, w jaki sposób należy wydawać albumy. Proporcja między treścią, a fotografiami została idealnie wyważona. Treść mogłaby istnieć bez zdjęć, ale nie miałaby aż takiego uroku. Z kolei fotografie bez wspomnień Karewicza byłyby interesujące, ale nie wzbudzałyby emocji.

Ośmielam się stwierdzić, że „Big Beat” będzie najlepszą książką muzyczną tego roku. Nie wiem co musiałoby się wydarzyć, żeby inny tom przebił wspomnienia Karewicza. Album czyta się i ogląda rewelacyjnie, ale i tak autor zostawił najlepsze na koniec. Ostatnia anegdotka przebija wszystkie inne zgromadzone w tomie. Jest jak wisienka na torcie, doskonałe ukoronowanie absolutnie genialnej całości.

Marek Karewicz fotografował gwiazdy big beatu z lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Stworzył większość okładek płyt z tamtych lat. Same znane zdjęcia, które każdy fan polskiej muzyki sprzed lat ma wpisane w pamięci, nawet bez świadomości kto jest ich autorem. Najciekawsze jest to, że on tego big beatu wcale nie lubił, ta muzyka go nie pociągała, bo najważniejszy był cały czas...

więcej Pokaż mimo to

avatar
221
97

Na półkach: ,

„Big beat” to książka poświecona Markowi Karewiczowi oraz jego karierze. Jest to także swojego rodzaju zbiór wspomnień. W tym ilustrowanym albumie dowiemy się nie tylko o samym Karewiczu, ale także o artystach powojennej sceny muzycznej. Z nieco innej strony poznamy takie osoby jak Czesław Niemen, Marek Grechuta, Tadeusz Nalepa, Stan Borys, Karol Wojtyła i wielu innych.

Kim jest Marek Karewicz? To polski artysta fotografik specjalizujący się w zdjęciach muzyków jazzowych i rockowych. Również dziennikarz muzyczny, autor radiowy i telewizyjny, prezenter muzyki jazzowej, animator jazzu. Wspaniały gawędziarz, jedna z najbarwniejszych i najbardziej rozpoznawalnych osobowości naszej powojennej sceny muzycznej. W swojej książce Karewicz dzieli się z czytelnikami obserwacjami i komentarzami często kontrowersyjnymi.

Marcin Jacobson, „niezłomny rycerz polskiego rocka”, dyplomowany szeregowiec Ludowego Wojska Polskiego, niedoszły ekonomista i artysta plastyk. Jeden z pierwszy polskich dj’ów, publicysta, impresario, producent i akustyk Teatru STU. Współtwórca ruchu Muzyka Młodej Generacji, festiwalu w Jarocinie i Bielskiej Ligi Koszykówki, manager kilkunastu artystów m.in. Sławka Jaskułke, Martyny Jakubowicz oraz String Connection, Psio Crew, Dżem, Krzak, TSA, Porter Band.

Czym w takim razie jest tytułowy Big Beat? Gatunek elektronicznej muzyki tanecznej powstały w połowie lat 90. XX w.

Kiedy tylko otworzyłam książkę, rzucił mi się w oczy ogrom różnego rodzaju zdjęć. Przedstawiały samego Marka Karewicza, a nawet jego rodzinę i znajomych. Na wstępie autor opowiada nam o sobie. Dzieciństwo, młodość, początki kariery. Wspominał o tym, jak mieszkał z babcią w Warszawie. Jak się okazuje, nie były mu obce represje ze strony wrogich państw. Trzeba wiedzieć, że Marek Karewicz urodził się w 1938 roku w Warszawie. Dokładnie opisywał swoją matkę oraz ojca. W miarę, gdy czytałam dalej, pojawiały się osoby, które nie były mi obce. Byli to między innymi Stanisław Guzek (znany później jako Stan Borys),Kasia Sobczyk, Marek Grechuta, Czesław Niemen, Seweryn Krajewski czy grupa Czerwone Gitary.

W albumie umieszczone są okładki płyt. Nie byle jakie okładki! Wszystkie te, które stworzył autor książki. Do każdej dołączona była informacja dotycząca zespołu lub wykonawcy dla którego była stworzona oraz data jej powstania. Każda z tych okładek ma w sobie coś niesamowitego. Nie można znaleźć chociażby dwóch podobnych do siebie, wszystkie czymś różnią się od siebie.

Dzięki książce możemy poznać nie tylko te znane w całej Polsce gwiazdy polskiej sceny muzycznej, ale także tych nieco mniej rozpoznawanych. Autorzy w swoim utworze przybliżają czytelnikowi informacje o tym, jak funkcjonowała polska estrada w latach 60.i 70, a także opisują kulisy funkcjonowania wielu zespołów ubiegłego wieku. Karewicz dzieli się niekiedy ostrymi komentarzami i ciętymi uwagami. Nie brakuje także humoru. Książka napisana jest prostym językiem, przez co czyta się przyjemnie i szybko. Piękne zdjęcia na każdej okładce tworzą niesamowitą atmosferę.

Zaciekawiła mnie historia wybrania takiego, a nie innego tytułu. Big Beat, jak wcześniej wspomniałam był gatunkiem elektronicznej muzyki tanecznej. Co istotne, Karewicz nie lubił tego nurtu. Świadczą o tym słowa:

„Sęk w tym, że on – do czego sam się zresztą przyznaje – big-beatu nie lubił. W efekcie, biorąc aparat do ręki, podchodził do tych artystów trochę inaczej niż do swych ukochanych jazzmanów – inaczej na nich patrzył, co widać na zdjęciach.”

Książkę polecam nie tylko fanom Karewicza czy Jacobsona. Doskonale nada się także dla tych, którym nie obce są klimaty lat ’70 – ’90. Z książki można dowiedzieć się naprawdę wielu ciekawych informacji dotyczących gwiazd polskiej sceny muzycznej czy znanych zespołów. Czytelnikowi będzie dane poznać także inne ciekawe postaci i zespoły. Utwór czyta się szybko i płynnie, a wisienką na torcie są wspaniałe fotografie Marka Karewicza umieszczone na każdej stronie.

„Big beat” to książka poświecona Markowi Karewiczowi oraz jego karierze. Jest to także swojego rodzaju zbiór wspomnień. W tym ilustrowanym albumie dowiemy się nie tylko o samym Karewiczu, ale także o artystach powojennej sceny muzycznej. Z nieco innej strony poznamy takie osoby jak Czesław Niemen, Marek Grechuta, Tadeusz Nalepa, Stan Borys, Karol Wojtyła i wielu...

więcej Pokaż mimo to

avatar
368
364

Na półkach: ,

Co jakiś czas mam przyjemność recenzować i przede wszystkim czytać wspomnienia i autobiografie muzyczne. Przeważnie dotyczą one wokalistów, których znam ze słyszenia ale nigdy nie zapoznałam się z ich muzyką. Często też po lekturze od razu wchodzę na muzyczne portale i przesłuchuję parę piosenek. Tak było między innymi z zespołem Kings of Leon, których co prawda nie lubię jakoś szczególnie, ale parę ich piosenek zapisałam do swojej listy ulubionych.
Dzisiaj jednak wspomnienia nie będą dotyczyć jednej osoby, a całego nurtu Big Beat'owego. Był on niezwykle popularny dawniej, dziś już zapomniany, chociaż wielu nowych artystów jak np. Ania Rusowicz, stara się z powrotem przyciągnąć do niego słuchaczy. Ta muzyka jest przede wszystkim do tańczenia, radości, a teksty są zawsze "o czymś". To chyba najważniejsze zwłaszcza w dobie muzyki, która nie ma żadnego przekazu, a kulturalne i życiowe teksty są rzadkością. Tak jest niestety dzisiaj, tym przyjemniej jest wrócić do dawnych czasów.
Chociaż nie było mnie jeszcze na świecie kiedy muzyka Big Beat'owa powoli wchodziła do rozgłośni radiowych, a następnie wręcz zawojowała Polskę, to jednak parę nazwisk z książki znam choćby ze słyszenia. Ewa Demarczyk, Czerwono-Czarni, Ada Rusowicz, Czerwone gitary, Skaldowie czy Alibabki to zespoły kojarzone do dzisiaj nawet przez młodszych słuchaczy. Ich przeboje nadal puszczane są w stacjach radiowych i telewizji, powstają coraz to nowsze wykonania ich hitów, poświęca się też im koncerty, recitale i festiwale. W książce w ich świat sceniczny i życie zakulisowe stara się wkroczyć Marek Karewicz, skrzętnie opowiadając i snując historię Marcinowi Jacobsonowi. Karewicz to jeden z najlepszych na świecie fotografików muzycznych, dj, konferansjer i stały bywalec wszelkich imprez muzycznych. Przyznaje, że Big Beat'u nie lubił, co nie odbiera mu ogromnej fachowej wiedzy z tego gatunku. Marcin Jacobson z kolei jest menadżerem muzycznym, animatorem i jak się okazuje świetnym pisarzem. Wspaniale spisał wszystkie anegdoty i te nieco poważniejsze wspomnienia sprawiając, że choć jestem już z innej muzycznie epoki, tamten dawny świat wchłonął mnie od pierwszej strony, miałam ochotę zapoznać się ze wszystkimi przytaczanymi utworami i wokalistami. Myślę, że to chyba najlepszy z możliwych komplementów.
"Karewicz Big Beat" to książka unikatowa. Dziennik, wspomnienia, biografia, reportaż i album w jednym. W środku aż roi się od zdjęć często nie publikowanych wcześniej. Od razu czuje się atmosferę tamtej muzyki, stylu życia. To zabawna i przyjemna zarówno dla oka jak i duszy próba powrotu do tego co było, według mnie bardzo udana. Zdecydowanie polecam wszystkim z "tamtego pokolenia", ale i fascynatom muzyki i ciekawskim bo naprawdę można zatracić się w tej lekturze na całe godziny.

Co jakiś czas mam przyjemność recenzować i przede wszystkim czytać wspomnienia i autobiografie muzyczne. Przeważnie dotyczą one wokalistów, których znam ze słyszenia ale nigdy nie zapoznałam się z ich muzyką. Często też po lekturze od razu wchodzę na muzyczne portale i przesłuchuję parę piosenek. Tak było między innymi z zespołem Kings of Leon, których co prawda nie lubię...

więcej Pokaż mimo to

avatar
962
391

Na półkach: , , ,

Uwielbiam wszelkiego typu albumy muzyczne i kocham czasy PRL-u, które (jak dobrze wiecie) znam jedynie z literatury. Obie moje fascynacje popchnęły mnie ku lekturze książki, która nie powstałaby bez udziału wybitnego fotografa muzycznego - Marka Karewicza. To dzięki temu człowiekowi jazzu działającemu w służbie innych gatunków muzycznych, mamy przed sobą wspaniale ilustrowany album pt.: "BIG BEAT".

Wiele razy czytając o karierze Czerwonych Gitar czy Czesława Niemena zastanawiałam się nad tym, kto zrobił te kultowe i oryginalne jak na tamte czasy zdjęcia, które są stale publikowane w monografiach muzycznych gwiazd minionych czasów. Teraz już wiem, że tym wirtuozem aparatu fotograficznego jest Marek Karewicz, warszawiak, któremu wróżono karierę skrzypka. Na całe szczęście Karewicz nie posłuchał babci i postanowił przemierzać Polskę z aparatem w ręku. Efekty jego pracy i opowieści o wszystkich muzykach, których fotografował znajdziecie właśnie w najnowszej publikacji stworzonej przy współpracy z Marcinem Jacobsonem.

Oprócz fotografii i kilku słów na temat gwiazd wielkiego formatu czasów PRL-u pokroju Ady Rusowicz, Heleny Majdaniec, Niebiesko- Czarnych, czy Skaldów znajdziemy w tej książce także sylwetki mniej znanych (przynajmniej dla mojego pokolenia) muzyków, jak grupa Polanie, Rythm&Blues, Tajfuny, ABC lub Test. Najwięcej miejsca zajmuje jednak wspomnienie o Czesławie Niemenie, jego kolejnych etapach kariery muzycznej i niebywałej słowiańskiej osobowości znanej na całym świecie. Autorzy tej pozycji nie poprzestali na zdjęciach wyłącznie polskich gwiazd muzycznych. Karewicz znany i doceniany również za granicą dodał do albumu unikatowe fotografie The Shadows, The Artwoods i The Rolling Stones, które stanowią prawdziwe perełki dla kolekcjonerów archiwalnych zdjęć. Czy po takiej prezentacji jeszcze dziwi Was fakt, że "BIG BEAT" oczarował mnie niemal od pierwszej strony lektury?

O dziwo, w przypadku tego albumu nie zaobserwowałam przesytu formy nad treścią. Zdjęcia i plakaty przedstawione na kartach książki są tu znakomicie uzupełnione narracją autorską złożoną nie tylko ze wspomnień, ale również zabawnych anegdot na temat prezentowanych gwiazd. Nawet okładkę "BIG BEAT-u" okalają świetne fotografie, za sprawą których mimowolnie cofamy się wstecz do lat, w których dzwony i kolorowe koszule były obowiązkowymi częściami garderoby każdego artysty.

Dość zachwytów! Piękna albumu "BIG BEAT" nie mogą oddać żadne słowa. By je poczuć, trzeba po prostu wziąć do ręki tę książkę i poświęcić kilka godzin dla fotograficznej podróży do przeszłości, w którą zabiera nas Marek Karewicz. Plecak, prowiant i inne przedmioty będą zbędne. Wystarczy tylko odrobina ciekawości i miłość do muzyki tworzonej w bezpowrotnie minionych już czasach.

Gorąco polecam!

Uwielbiam wszelkiego typu albumy muzyczne i kocham czasy PRL-u, które (jak dobrze wiecie) znam jedynie z literatury. Obie moje fascynacje popchnęły mnie ku lekturze książki, która nie powstałaby bez udziału wybitnego fotografa muzycznego - Marka Karewicza. To dzięki temu człowiekowi jazzu działającemu w służbie innych gatunków muzycznych, mamy przed sobą wspaniale...

więcej Pokaż mimo to

avatar
309
229

Na półkach: ,

Co do tej książki wystarczy tylko kilka słów - niesamowicie wciągająca, unikalna, pełna nieznanych wcześniej anegdot. Karewicz nie boi się ostrych, jednoznacznych sądów, a jego opowieści Marcin Jacobson spisał sprawnie i uważnie - czytając ma się wrażenie, że Karewicz napisał książkę samodzielnie. W przypadku tej pozycji, jest to wielkie osiągnięcie współautora. POLECAM.

Co do tej książki wystarczy tylko kilka słów - niesamowicie wciągająca, unikalna, pełna nieznanych wcześniej anegdot. Karewicz nie boi się ostrych, jednoznacznych sądów, a jego opowieści Marcin Jacobson spisał sprawnie i uważnie - czytając ma się wrażenie, że Karewicz napisał książkę samodzielnie. W przypadku tej pozycji, jest to wielkie osiągnięcie współautora. POLECAM.

Pokaż mimo to

avatar
105
13

Na półkach: ,

Ładnie streszczone lata big beat'u i polskiego rocka. Dużo ładnych zdjęć i ciekawych historii. Choć czuć niedosyt.

Ładnie streszczone lata big beat'u i polskiego rocka. Dużo ładnych zdjęć i ciekawych historii. Choć czuć niedosyt.

Pokaż mimo to

Książka na półkach

  • Chcę przeczytać
    32
  • Przeczytane
    28
  • Posiadam
    17
  • 2014
    4
  • Ulubione
    2
  • Muzyczne
    2
  • 52/2017
    1
  • Szukam (ewentualnie)
    1
  • Sprzedam
    1
  • Fascynacje: sztuka
    1

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Big Beat


Podobne książki

Przeczytaj także